Problem wychowawczy

11.01.06, 15:19
Witam, już od jakiegoś czasu nosiłam się z napisaniem tego wątku, ale jakoś
wydawało mi się, że zostanie on zbagatelizowany bądź moja postawa wyśmiana-
"normalny człowiek nie ma takich problemów", jednak w końcu to jest forum
psychologia, forum dla ludzi z problemami, więc liczę na to, że ktoś się może
zainteresuje i zechce coś poradzić, bo już nie daję sobie rady.
Od kilku miesięcy jestem na stażu dla osób bezrobotnych w niewielkiej
wiejskiej szkole, w mojej miejscowości. Co prawda nie na stanowisku zgodnym z
moim wykształceniem, ale zawsze coś. Od 3 lat, odkąd studiuję (zaocznie) nie
miałam żadnej pracy, aż w końcu coś się trafiło, oczywiście nie bez starań
rodziców i "znajomości" bo inaczej się nie da. Otóż "pomagam" pani w zerówce,
gdyż uczęszcza tam jedna dziewczynka z upośledzeniem o cechach autyzmu,
jednak nie jest to autyzm typowy, gdyż mała jest bardzo agresywna i złośliwa.
Ciągle przeszkadza w lekcji, zabiera dzieciom piórniki, kredki, całe plecaki,
bije dzieci, a wszystko po to, żeby zwrócić na siebie uwagę. Moim zadaniem
jest zajmowanie jej czymś, jednak szybko z tego zrezygnowałyśmy z panią, gdyż
kiedy stara się ją odciągnąć od robienia dzieciom (lub pani) na złośc, jest
jeszcze gorsza. Gdy się nie zwraca na nią uwagi po pewnym czasie przestaje.
Oczywiście nie na długo. Dzieci uczą się w fatalnych warunkach, i niestety
nic nie można na to poradzić, bo nie ma prawa ani ustawy, które zasądzały by
o nauce w trybie indywidualnym dla 6 latków. A najgorsze w tym wszystkim jest
to, że mimo, iż teoretycznie to ja powinnam się zajmować małą, to jednak musi
to robić pani (zwracać jej uwagę gdy uderzy dziecko, coś zabierze,
doprowadzić ją do porządku), bo mnie mała zwyczajnie olewa. Fakt, że pani też
nie zawacha się uderzyć gdy jej coś nie pasuje, ale przynajmniej trochę się
jej boi i wystarczy, że pani podejdzie i w stanowczy sposób jej to
wytłumaczy. Oczywiście poprawa nie trwa długo, ale widać, że jeszcze darzy
wychowawczynię jakimś szacunkiem, bo przynajmniej raczy zwrócić uwagę, że
ktoś coś do niej mówi. Mnie natomiast nie boi się zupełnie. Mogę sobie na nią
krzyczeć, dać klapsa nawet, ale rzadko to odnosi jakikolwiek skutek. Albo
mnie totalnie ignoruje, albo rzuca mi takie spojrzenie z wyższością mówiące,
ze ma mnie gdzieś. Codziennie przychodzę do domu załamana, nie jestem w
stanie myśleć o czymkolwiek innym. Czuję się taka bezsilna. Niech się drze,
bije nawet, innych dorosłych też bije, ale najgorsze jest to poczucie, że nie
ma się kontroli. Chciałabym stamtąd jak najszybciej uciec, ale został mi
jeszcze miesiąc. Nie wiem jak to zniosę. Przez okres stażu schudłam ładnych
parę kilo, nie mogę jeść, trudno mi się zasypia, ten problem spędza mi sen z
powiek. Raz, gdy musiałam zostać na godzinę z dziećmi sama, mała tak dała
popalić, specjalnie, wiedziała kiedy, że omało nie zwymiotowałam z nerwów, bo
nic nie skutkowało, na każdą moją reakcję mała reagowała pustym śmiechem.
Ostatnio zaczęłam nawet w sytuacjach silnego stresu odczuwać kłucie w klatce
piersiowej, tuż za mostkiem. Już nie wiem jaką mam przyjąć postawę, żeby
wzbudzić respekt, sporadycznie czasami mi się to udawało, ale chyba wtedy
mała jakieś lepsze dni miala. bo jak wpadnie w szał, to koniec. Dzisiaj pani
zabrała dzieci na akademię do głównego budynku szkoły, a ja zostałam z małą
sama. No i właśnie nie była najgorsza, nawet nie zdążyłam do końca
wypowiedzieć słowa, żeby np nie grzebała dziecku w plecaku, a ta już
odskakiwała. Ale wcale mnie to nie ucieszyło, wprost przeciwnie, czułam się
podle, bo wyczuwałam, że mała czuje, że na jej widok mi adrelina wzrasta
(mimo, że nie dawałam tego poznać po sobie), i czuła się poważnie zagrożona z
mojej strony i omijała mnie jak śmierdzące jajko, jak wariata z którym nigdy
nic nie wiadomo, nigdy nie była tak grzeczna jak wtedy, poza jednym
wydarzeniem kiedy próbowała wybiec za dziećmi a gdy ja próbowałam
powstrztymać uderzyła mnie, ale nie tak odważnie, złośliwie, tylko z
bezsilności, wtedy stwierdziłam, że najwyższy czas doprowadzić ją do porządku
i dostała 3 klapsy w tyłek, myślałam, ze to załatwi sprawę raz na zawsze.
Myliłam się. Po powrocie pani i dzieci znów się rozkręciła i miała mnie już w
d..Czuję się strasznie, nie mogę zrezygnować z tej pracy, bo wiem ile starań
to kosztowało, moich i nie tylko, żeby w końcu mieć jakąś pracę i swoje
pieniądze. Poza tym gdybym zrezygnowała ze stażu bez wyraźnego powodu,
musiałabym zwrócić koszty całego stażu. Zresztą z drugiej strony nie chce się
poddawać, czułabym się dopiero niepysznie, nie chce się przyznać do tego, że
sobie nie radzę, chociaż to pewnie widać, mimo, że nikt nic nie mówi. Nie
wiem jak to zniosę. Wiem, że się rozpisałam, ale zawsze jakoś lepiej jak się
wyzruci z siebie co człowieka gryzie, a nie chce zadręczać moimi problemami
rodziny, ciągle się użalać, zresztrą widzą i tak w jakim jestem stanie.
    • klonn3 Re: Problem wychowawczy 11.01.06, 16:01
      Ciesz się, że nie musisz z nią pracować i odpowiadać za jej decyzje finansowe i
      patrzeć jak Cię robi w konia, bierze łapówki, itp, gdy wpada w euforię widząc
      jak się denerwujesz po jej 'psotach' za które byś odpowiadała własną reputacją
      i majątkiem i jakby Cię celowo wkurzała, wiedząc dobrze, że masz ograniczoną
      odporność, bo Twój ojciec właśnie leży w szpitalu na serce.
      Pomyśl, że jak ta mała podrośnie to inni dopiero będą z nią mieć przesrane, a
      Tobie został tylko miesiąc.
      • speer Re: Problem wychowawczy 11.01.06, 16:15
        > Nie wiem jak to zniosę. Przez okres stażu schudłam ładnych
        parę kilo


        w kazdym negatywnym zdarzeniu jest cos dobrego...
      • kurka.mala Re: Problem wychowawczy 11.01.06, 16:28
        Dzięki za zainteresowanie i odp. Spodziewałam się innego typu wypowiedzi
        (zresztą jeszcze zobaczymy), myślałam, że to ja zostanę wzięta za nienormalną.
        Chyba powoli tak się staje.. A co do jej przyszłości, to napewno coś podobnego
        nie będzie miało miejsca, gdyż jest to na tyle poważny stopień upośledzenia
        (nie mówi, wydaje tylko dźwięki nieartykułowane, nie umie pisać, nawet nie
        rysuje, robi tylko linie pisakami na papierze), że dziewczynka wymaga
        dożywotniej, jak mi się zdaje, opieki. Nie wiem, może przesadzam, zawsze
        najbliżsi uważali, że jestem osobą przeczuloną na swoim punkcie i jest w tym
        sporo prawdy. Właśnie przełamałam się i wypłakałam się mamie licząc na
        zrozumienie, no i usłyszałam :" a co zrobisz? przecież nie rzucisz pracy z tego
        powodu, bo gdzie będziesz pracować" Mama uważą, że przecież to niepełnosprawne
        umysłowo dziecko i napewno nie rozumie, jest po prostu niegrzeczna i już. Jest
        w tym dużo prawdy, ale dlaczego do licha jak ja zareaguję to ona to zlewa, a w
        stosunku do wychowawczyni jest co prawda w nieco większym stopniu, ale
        posłuszna?? Boi się obcych dorosłych osób, ale stopniowo, bardzo szybko
        przełamuje tę barierę. Myślę, że jestem osobą słabą psychicznie i ona doskonale
        to wyczuwa. Na początku miałam rozmowę z jej tatą, który odwiedziwszy zerówkę,
        widząc jaki córunia robi bajzel ostrzegł mnie (bo akurat ja tylko byłam z nią;
        nie znając mnie kompletnie dodam), że jakby co, to dać jej klapsa, bo ona wie
        komu może wejść na głowę. Jednak tatuś taki trochę cwaniaczek i miałyśmy już
        wcześniej sytuację, że kiedy mała się zesikała w majtki, to tatuś na
        to "niemożliwe, ona odkąd 2 lata skończyła nie sika w majtki, napewno polała
        się herbatą" i najpewniej my coś kręcimy.
        • klonn3 Re: Problem wychowawczy 11.01.06, 16:41
          Chcesz tam pracować dalej po stażu?
          Bo jeśli nie, to czym się w ogóle przejmujesz? Dziecko jak dziecko, to sprawa i
          problem jego rodziców, znajdź sobie relaksujące zajęcie po pracy i absolutnie o
          tej małej nie myśl.
          Ty jesteś normalna. Ale jak będziesz się za bardzo przejmować, to faktycznie
          możesz się dorobić problemów.
    • illiterate Re: Problem wychowawczy 11.01.06, 17:15
      Jezus maria, wy to dziecko bijecie?

      Rozumiem, ze masz klopoty a) ze soba b) ze znalezieniem pracy c)z obiektem
      twojej pracy - rzeczywiscie, duzo stresu. Ale bic dziecko, ktore ma - to jasno
      wynika z tego co napisalas - problem ze soba?

      I piszesz o tym bez zazenowania i wstydu? Bez grama wspolczucia dla tej
      dziewczynki?

      To ku.. o co chodzi - o to, "zeby byla grzeczna" czy zeby ja zrozumiec, pojac
      o co jej chodzi, skontaktowac sie z nia? Zamiast pytac glupkow na forum uderz
      do tych, ktorzy diagnozowali u niej ten autyzm, porozmawiaj z fachowcami,
      poczytaj prase fachowa i/lub ksiazki nt. Szkoda, ze jej rodzice takze maja
      dziecko gdzies.

      To nie jest "jakas praca" - robota Twoja i tej pozal sie boze przedszkolanki
      moze skrzywic tego dzieciaka raz na zawsze. Moze przemebluj sobie jakos w
      glowie, ze w tej pracy nie Ty jestes najwazniejsza.
      • jonaszkowalski Re: Problem wychowawczy 11.01.06, 17:32
        to dziecko powinno jak najszybciej wrócić tam gzdzie jego miejsce
        do piekielnych czeluści , jezior gorejących ogniem i tak dalej
        po pierwsze-ochrzcić , natychmiast
        po drugie , drugo-polewać święconą wodą , co 5 minut
        po trzecie , tercjo - krzyżem srebrnym dotykać e potylice
        po czwarte , czwarto - upuśzczć krwi systematycznie ...

        nie zakopywać do ziemi , bez wyraźnej potrzeby
    • optyma1 Re: Problem wychowawczy 11.01.06, 17:58
      Szkoda,że tak długo próbowałaś sama radzić sobie z problemem.
      To żaden wstyd, że młoda, niedoświadczona osoba nie radzi sobie w trudnej
      sytuacji.

      A główny błąd tkwi chyba tu:
      > Mogę sobie na nią
      > krzyczeć, dać klapsa nawet, ale rzadko to odnosi jakikolwiek skutek.

      sama widziałaś, co robi wychowawczyni:
      >wystarczy, że pani podejdzie i w stanowczy sposób jej to
      > wytłumaczy.

      Szkoda, że:
      >gdy próbowałam ją
      >powstrztymać uderzyła mnie, ale nie tak odważnie, złośliwie, tylko z
      >bezsilności, wtedy stwierdziłam, że najwyższy czas doprowadzić ją do porządku
      >i dostała 3 klapsy w tyłek, myślałam, ze to załatwi sprawę raz na zawsze.
      >Myliłam się.

      Przecież sama oceniłaś, że nie robi tego złośliwie, tylko z bezsilności
      (pewnie było jej żal, że zostaje w sali, że nie może iść z dziećmi, że ominie
      ją coś ciekawego). Nie powinnaś jej za to dodatkowo (że musiała zostać) karać.
      Myślę, że trzeba jej było raczej pokazać korzyści: tłumaczyć, że MOŻECIE dzięki
      temu w coś ciekawego się pobawić, a może też gdzieś wyjść i robić interesujące
      (małą) rzeczy... Jest jednak warunek konieczny: musisz NAPRAWDĘ zaproponować
      jej jakieś ciekawe zajęcie. Ja wiem, że to łatwo powiedzieć, ale trzeba
      próbować.
      Rozumiem, że ona właściwie nie korzysta z lekcji prowadzonych przez
      wychowawczynię. Tu masz szansę. Piszesz, że grzebie dzieciom w plecakach. To
      znaczy, że JEST CIEKAWA co tam można znaleźć. Spróbuj przynieść dla niej do
      szkoły jakąś torbę, plecak, woreczek, do którego będziesz wkładać co jakiś czas
      nowe rzeczy. Niech to będą jakieś klocki, obrazki, kasztany, sznurki, koraliki
      (typowe lub nie, dziecięce "skarby"). Musisz być trochę aktorką: pokaż plecak,
      powiedz, że przyniosłaś dla niej, zaglądając do środka okazuj wielką
      ciekawość "co tam znajdziemy"? Albo zaproponuj, żeby poszukała sama i kiedy
      będzie wyjmować - nazywaj przedmioty, pytaj co chciałaby z nimi zrobić (niech
      Ci pokazuje, skoro nie mówi), jeśli nie będzie miala pomysłu, albo jej się
      skończą, Ty proponuj sposoby wykorzystania (z koralików, kasztanów, patyczków
      itp. możecie układać figury geometryczne, domki, ludziki i co Wam tylko
      przyjdzie do głowy), przeliczaj przy niej, nazywaj kolory, opowiadaj historyjki
      pokazane na obrazkach, pytaj (niech pokazuje palcem) co jej się najbardziej
      podoba. Z taką "torbą skarbów" można robić naprawdę mnóstwo rzeczy. Piszesz, że
      stawia kreski. Spróbujcie po pewnym czasie liczyć te przedmioty: niech np.
      kładzie na kartce przedmiot i stawia kreskę. Obserwuj co ją najbardziej
      interesuje i idź w tym kierunku. Zobaczysz, że po pewnym czasie zacznie się
      coraz dłużej skupiać.
      Próbuj jej także cierpliwie tłumaczyć, że W TYM plecaku/torbie może grzebać do
      woli, ale w innych nie powinna.
      Chwal ją! Za najdrobniejsze (na początek) rzeczy! Zobaczysz jak to działa. I
      jaka to straszna frajda, kiedy wreszcie zobaczysz, że ona CHCE z Tobą pracować!
      I, że coraz więcej potrafi. Uwierz: KAŻDE dziecko może się wiele nauczyć.

      I nie zniechęcaj się. Piszesz, że to już tylko miesiąc, ale może to właśnie
      TEN miesiąc, kiedy przestanie Cię "kłuć za mostkiem"?

      Spróbuj także sięgnać po fachową pomoc: idź do pedagoga szkolnego, do Poradni
      Pedagogicznej.
      Tu, w Gazecie, jest (o ile dobrze pamiętam) Forum Nauczycielek Przedszkola.
      Może tam?

      Trzymam kciuki, żeby Ci się udało.
      • vampirek444 Re: Problem wychowawczy 11.01.06, 18:14
        To wszystko ma sens, jesli mała nie jest psychopatka. Jesli zas jest, to jedyna
        zacheta do współpracy małej jest JEJ zysk....
        Wiem, zaraz mnie zjecie na kolacje, ale niestety, psychopata nie rozumie emocji.
        Na nic da sie tłumaczenie, ona musi wiedziec, ze pewne zachowania jej sie po
        prostu nie opłacają.
        Jesli jest to "zwykłe" zaburzenie, to wtedy tylko czułośc, opieka itd, pomogą w
        socjalizacji....
        Jesli piszesz prawdę, to mała dręczy innych na "zimno".... A to nie jest chęc
        zwrócenia uwagi:((((((
        Pozdrawiam.
        • optyma1 Re: Problem wychowawczy 11.01.06, 18:21
          vampirek444 napisał:

          > To wszystko ma sens, jesli mała nie jest psychopatka. Jesli zas jest, to
          jedyna
          > zacheta do współpracy małej jest JEJ zysk....

          Jeśli zobaczy, że pani ma dla niej plecak pełen skarbów, to już ma ZYSK.
          Jeśli zobaczy, że pani robi zaaferowane miny i staje na głowie, żeby ją
          zainteresować, to już ma ZYSK.
          Jeśli nie dostanie klapa, to już ma ZYSK.
          A na koniec sama wykombinuje, że zmusiła panią, żeby ją czegoś fajnego
          nauczyła i dopiero ma ZYSK :-)

          • vampirek444 Re: Problem wychowawczy 11.01.06, 18:28
            :)
            Masz rację.... mało precyzyjnie:)))))

            Spróbujcie ja ignorować, a jeśli bedzie chciała sie bawic, czy dostac zabawke,
            to wtedy zarządajcie jakiejś "ceny", np grzeczności....
            To miałem na mysli:)
            Dzieki za zwrócenie uwagi....
            • vampirek444 Re: Problem wychowawczy 11.01.06, 18:33
              A tak juz dosłownie, to mam Klienta, który NIGDY, naprawdę nigdy nie dotrzymywał
              słowa. Zwlekał z zapłata, dzwonił kiedy On chcial itd. Starałem sie mu
              tlumaczyc, wyjasniac, (przedtem prosił mnie o pomoc, bo był w dołku
              finansowym....), dopiero jak zastosowałem metode "lustra", to facet jest w tej
              chwili jednym z porządniejszych odbiorcow. On mnie "olewa" i nie dzwoni, to ja
              tez tak robie.... On nie płaci, ja mu nie wykonuje zlecenia. On nie stawia sie
              na spotkanie, to ja go tez wystawiam do wiatru.... Z tym, ze to on jest zalezny
              ode mnie.....:)
              Pozdrawiam
              • illiterate Re: Problem wychowawczy 11.01.06, 19:20
                Znalam rodzicow, ktorzy probowali "wychowac" dziecko taka metoda.
                Kiedy 3-latek sie obrazal, to i oni sie dasali i nadymali. Kiedy ich bil - oni
                go walili; kiedy krzyczal na nich - oni krzyczeli na niego. To byli bardzo zle
                wychowani rodzice...

                Metoda lustra moze sie sprawdzac w stosunku do klientow, ale jest bez sensu w
                relacji wychowujacy dorosly - dziecko. A autyzm nie ma nic wspolnego z
                psychopatia.
    • alfika Re: Problem wychowawczy 11.01.06, 19:36
      czy nie masz wrażenia, że to dziecko widzi zbiorowisko dzieci, chciałoby mieć z
      nimi kontakt taki, jak one ze sobą - ale nawiązuje ten kontakt w jedyny znany
      sobie czy jedyny dostępny dla siebie sposób?
      czy ktoś jej okazuje sympatię, czy ona ma tylko wiedzieć - DOŻYWOTNIO
      najlepiej, kogo się bać i kogo unikać?

      spróbuj ją polubić
      nawet zwierzątko, które gryzie, robi to ze strachu
    • noie Re: Problem wychowawczy 11.01.06, 21:48
      Troche cie rozumiem ...ale tylko troche. czasem sa takie dzieciaki ktore juz
      tylko swoim byciem dzialaja nam na nerwy ( w ten sposob odebralam co opisalas)
      ale zeby dzieci dlatego tylko karac ? Mysle ze jesli juz teraz na samym
      poczatku majac takie problemy chcesz rezygnowac...to sie wogole do tego miejsca
      nie nadajesz. popieram odpowiedzi optyma1 i illiterate...to dziecko nie powinno
      bic bite. Moze i tlumaczylas ze nie powinna robic ....ale albo tlumaczylas zle
      albo w sposob ktory wogoel ja nie "zainteresowal" Moze wlasnie jak juz pisali
      powinnas ja czyms zainteresowac ? Moze jesli wiecej czasu jej posswiecicie
      bedzie lepiej ? Mysle ze zanim sie dziecko zbije lub z niego "zerezygnuje"
      powinno sie sprobowac wszystkiego...zastanawia mnie jeszcze jedna
      rzecz...napisalas ze dziecko nie umie mowic ? czy nie jest to wlasnie powdem
      jej "agresji" ? czy wy sie umiecie z nia komunikowac w jakikolwiek sposob by
      ona umiala wam "powiedziec" czego chce , na co ma ochote lub o co jej chodzi ?
      I nie mysl ze jestem nastepna osoba krytykujaca twoja osobe. jestem tylko
      zdziwiona ze wlasnie wchodzac w ten zawod jestes sama i nie masz sie kogo
      poradzic....
      pozdrawiam
      noie
      • kurka.mala Re: Problem wychowawczy 11.01.06, 22:44
        Kurde, trochę niezgrabnie mi wyszła ta wypowiedź. My jej nie bijemy! Parę tylko
        razy dostała "symbolicznie" po łapach,nie tak żeby bolało, kiedy już naprawdę
        przechodziła sama siebie, żeby jej uświadomić też co czują dzieci, które ona
        bije. Tylko dzisiaj dostała klapsa, ale to już rozrabiała na maxa, kopała w
        drzwi etc. My naprawdę staramy się tutaj ją czegoś nauczyć. Codziennie się z
        nią siada i próbuje robić to co dzieci, uzupełniać książeczkę, wklejać
        naklejki, robi się z nią wszystkie prace techniczne, które wykonują dzieci, no
        chyba, że bardzo nie chce i np zaczyna wrzeszczeć, krzyczeć, kopać i bić
        nauczyciela. Głośno się liczy, uczyłyśmy ją też pisać niektóre cyferki, ale to
        nie odnosi praktycznie rezulatatu, nie chce pisać sama, a jak prowadzi się jej
        rękę po śladzie literki, to jest to dla niej frajda bo trzęsię ręką specjalnie
        gdy ja staram się trzymać pion i zobaczymy co z tego wyjdzie :/ Także mimo
        dobrych chęci rezultaty jej nauki są zerowe. A co do jej kontaktu z dziećmi,
        ona zupełnie nie sprawia wrażenia osoby zagubionej, jej przyjemność sprawia
        bicie (targanie za włosy, uszy, bicie po plecach - zachodzenie od tyłu, czasami
        uderza jakimiś prtzedmiotami) dzieci, wyszukuje sobie najsłabsze osobniki i
        znęca się nad nimi. Nie wiem czy ona ma autyzm, sprawia wrażenie osoby zupełnie
        wyzutej z emocji, nie zna współczucia, kiedy przyprowadza się ją do dzoecka,
        które właśnie uderzyła, pokazuje się, że dziecko płacze i tłumaczy, że zrobiła
        mu krzywdę; czy tak samo wobec niej, kiedyś się potknęła o krzesło i
        przewróciła się, płakała, nie pozwoli się przytulić, pogłaskać, pocieszyć,
        nawet jak pozwoli to widać, że ona nie czuje tych emocji, że się chce dobrze.
        Co do komunikacji z nią, czasami udaje się jej powiedzieć coś na tyle wyraźnie,
        że można ją zrozumieć, trochę się domyślamy, często powtarza te same wyrazy,
        zdania, te które są do niej najczęściej wypowiadane, kiedy chce jakąs zabawkę z
        półki, podchodzi do mnie czy do pani i ciągnie za rękaw do półki, pokazuje co
        chce. I naprawdę to nie jest tak, że my się nią tu w ogóle nie zajmujemy, tylko
        lejemy. Na początku, kiedy nie była jeszcze aż tak niegrzeczna, tzn nie
        posuwała się jeszcze do agresji w stosunku do osób dorosłych, całe godziny
        spędzałam z nią w drugim pokoju układając puzzle czy inne gry. Na początku nie
        umiała, więc układałam ja, pokazywałam jej, tłumaczyłam, potem tochę ona sama,
        kiedy nie wiedziała gdzie położyć puzel, łapała mnie za rękaw, w ten sposób
        dawała mi zrozumienia, że ja mam go położyć. Jednak cieszę się, że założyłam
        ten wątek, dzięki Waszym uwagom uświadomiłam sobie gdzie leży problem. Chyba po
        prostu przestraszyłam się tej małej i jej brak zainteresowania wzięłam za atak
        na siebie, wiem, że jestem przewrażliwiona na punkcie swojej osoby.
        Niepotrzebnie brałam to tak osobiście? Kurde, to skierowało temat na zupełnie
        nowe tory. Zdecydowanie miałam zawężone pole widzenia, odbierając wszystko w
        odniesieniu do siebie.
        • zeussss Re: Problem wychowawczy 11.01.06, 22:46
          "kurde" jaka prstaczka z ciebie betty
          • kurka.mala Re: Problem wychowawczy 11.01.06, 23:02
            zeussss napisał:

            > "kurde" jaka prstaczka z ciebie betty



            nie jestem żadna betty :/
            • zeussss Re: Problem wychowawczy 11.01.06, 23:02
              a ja jestem w takim razie vasco da gamma
        • noie Re: Problem wychowawczy 13.01.06, 00:13
          Nwet stwierdzeniem ze jestes przewrazliwiona na punkcie swojej osoby wracasz do
          temtu twojej osoby hihi ;-) nie wiem czy wiesz o co mi chodzi ale ja jestem
          czula na punkcie mojego mezy gdy mowi : bo ja ....hihi (ale to inny temat)
          Rozumiem i chyba nikt tez nie msalal ze dziewczynke bijecie nagminnie ...
          Chcialam Ci tylko powiedziec, ze wlasnie caly problem tkwi w tym ze "normalny"
          czlowiek jesli ma problemy ze zrozumieniem innych ,mysli ze to jego problem.
          jedank prawda jest calkiem inna. Otoz by kogos zrozumiec trzeba go
          bardziej "poznac" i nie chodzi tu o zadne dane...Sama to przezylam . Mialam
          problemy z moja corka i myslalam ze to ja ja zle wychowalam. Po jakims czasie
          jednak za namowa innych poslalam ja do lekarza na rozne badania. Nie...nie
          wyszlo ze jest kaleka lub ze jest psychicznie chora itd. Ale wyszla jednak
          rzecz ktora ma od dziecinnstwa i niestety nikt o tym nie wiedziac, nie umial
          zrozumiec dlaczego ona jest jaka jest i co do tego doprowadza ze byly klopoty.
          teraz znajac diagnoze, wiem jak u niej " wyglada" i jak sie czuje, co pomaga mi
          w zrozumieniu dlaczego ona robi to co robi. teraz jest juz wszystko w porzadku
          i widac od razu jak ona nadrabia to co stracila w umie nasza czy tez moja
          niewiedzia...taaaak.... takie czasem jest zycie...
          zycze ci pomyslnosci i cierpliwosci :-)
          pozdrawiam
          noie
    • kurka.mala Re: Problem wychowawczy 11.01.06, 22:47
      Fakt, że pani też
      > nie zawacha się uderzyć gdy jej coś nie pasuje,

      Może to ten werset spowodował nieporozumienie: mała bije panią, a nie na odwrót
    • optyma1 Re: Problem wychowawczy 12.01.06, 17:20
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=10034
      Zajrzyj. To forum Inny Świat. Wygląda na to, że możesz tam o wszystko zapytać i
      znajdziesz mnóstwo pomocnych linków. Z tego forum dojdziesz do autyzmu.
    • dzikaorchidea1 Re: Problem wychowawczy 12.01.06, 22:29
      nauczycielowi nie wolno podnieść ręki na dziecko. dziewczynka może mieć zespół nadpobudliwości psychoruchowej, który to uniemozliwia jej normalne funkcjonowanie. Moja rada to wzmacnianie pozytywne dziecka, które polega na ignorowaniu złych zachowań a wspieraniu dobrych. Docenianie i głośne podkreslanie pozytywów innych dzieci i dostrzeganie najdrobiejszych przejawów dobrego zachowania i małej. powodzenia;)
    • drak62 Re: Problem wychowawczy 13.01.06, 10:07
      dziecko o którym piszesz nie ma problemu autyzmu tylko tzw. zespół ADHD.
      Takich dzieci jest bardzo dużo. Obawiam sie że bez fachowej pomocy ze strony
      poradni pedagogicznopsychologicznej nie dasz sobie rady. Bicie kompletnie nie
      skutkuje , jesczez bardziej wzmaga agresję dziecka
Inne wątki na temat:
Pełna wersja