klonn3
17.01.06, 08:42
Bliska mi osoba ma pewien sposób na życie.
Jak ma swoje cele, to je sobie konsekwentnie realizuje.
Jednak jak się pojawia problem, to nie jest w stanie określić jego przyczyny.
To znaczy zawsze winny im jest nieprzewidziany los ;)
Od tego losu oczekuje też, że za nią porozplątuje te wszystkie problemy,
najlepiej jakąś rewolucją, żeby jeszcze trochę rozrywki przy tym mieć.
Jest jak taki listek, co to mu się na drzewie już znudziło i niewygodnie, ale
nie za bardzo wie co z tym dalej zrobić.
Jak losowi się nie chce pomóc (a co się ma męczyć, w sumie nic dziwnego) to
ta osoba wynajduje sobie innych, którzy za nią odwalą rewolucję. Czyli oni
jednym słowem będą tymi niewłaściwymi ludźmi na niewłaściwym miejscu ;)
Więc pojawia się frajer - wiatr - i porywa listek w siną dal. I gdzies go
niesie. Listkowi jest suuuuuuper!!!!!
No ale przecież to straszne, co się stało. On przecież tak naprawdę to
baaaaaardzo cierpi. Jest tym biednym, popychanym przez los liściem.
Gdzieś doleci, napewno. Ale pewnie będą jakieś straty - moralne.
Dla listka, dla drzewa, dla innych listków.
Coż, nikt nie oskarży biednego, cierpiącego listka, którego bezlitosny wiatr
odciągnął od macierzystego drzewa.
Wiatr był świnią. Wszystko jego wina!!!!
Kurna, i powiem Wam tyle, mi tam się nie chce za kogoś odwalać jego roboty.
Nie jestem łatwowiernym wiatrem ;)