Dodaj do ulubionych

Jak się odkochać?

IP: *.cie.gov.pl 09.11.02, 12:34

Mój proglem jest banalny i stary jak świat

Cztery lata spędziłem z dziewczyną, która (tak zawsze sądziłem i sądzę) była
miłością mojego życia. Po kilku tygodniach wiedziałem, że to właśnie z nią
chcę się zestarzeć. Od ponad roku mieszkaliśmy razem. To mieszkanie, ukochana
kobieta, dobra praca - to było spełnienie moich marzeń i życiowych planów.
Zaręczyliśmy się (oboje wsześniej byliśmy już "narzeczonymi" w porzednich,
długoletnich związkach, które przerwaliśmy, bo zakochaliśmy się w sobie po
uszy). Wyznaczyliśmy datę ślubu. I potem coś zaczęło się psuć. Czułem, jak
oddalała się ode mnie, odsuwała datę ślubu, najpierw na miesiące, potem na
pory roku, potem na "nie wiem, może w przyszłym roku". Była chłodniejsza, niż
dawniej, wiem, że spotykała się z innymi mężczyznami (mówiła, że to tylko
przyjaciele), do domu wracała co raz później. Je remontowałem mieszkanie,
robiłem pranie, czekałem z obiadem. Widziałem to wszystko, ale trwałem przy
Niej, bo przecież kocha się ludzi nie dlatego, że są idealni, ale dlatego, że
są. W międzyczasie (w czerwcu) powiedziała, że chce odejść, bo nasz związek
nie ma sensu, bo ja szukam innej kobiety (jakiej?) a ona innego mężczyzny
(jakiego). Prosiłem, błagałem, nie odeszła. Wyjechaliśmy na wakacje. Było
pięknie. Ale miesiąc temu, pewnego niedzielnego poranka odeszła już
definitywnie. Po śniadaniu powiedziła, ze to koniec, niegdy nie wyjdzie za
mnie, już mmnie nie kocha - od kilku miesięcy nie mogła się zdecydować na ten
krok. Że nie może dłużej tego odwlekać, oszukiwać siebie, mnie i rodzinę (ma
29 lat, ja 30). Ale w ciągu tych kilku miesięcy wielokrotnie mówiła, że mnie
kocha, potrzebuje i dobrze że jestem. Nie kochała mmnie, ale wspólnie
urządzaliśmy mieszkanie, odwiedzaliśmy rodziny, spaliśmy ze sobą, itd. Jak w
małżeństwie, tylko bez papierka. Ja pracowałem na dwóch etatach, by niczego
nam nie brakowało. Nigdy Jej nie oszukałem, niegdy nie poozwoliłbym Jej
skrzywdzić.
Teraz uczę się być sam. Wszystko się zmnieniło. Straciłem ukochaną kobietę,
dom, który w sensie emocjonalnym był już moim domem rodzinnym, radość życia.
To cholernie trudne. Myślę o Niej w każdej minucie. Wszędzie Ją widzę.
Znacie jakiś sposób na odkochanie? Chociaż nie wiem, czy jestem zdolny w
sposób świadomy zabić uczucie, które było czymś najpiękniejszym i
najwznioślejszym w moim zyciu.

Wiem o tym, że:
1. Trzeba zająć się sobą, pracą, hobby, inwestowaniem w siebie
2. Ze lekarstwem na nieszczęśliwą miłośc jest druga miłość, ale to bez sensu -
nie można zaczynać nowego związku na siłę
3. Że czas leczy rany, ale ten stan podobno może trwać latami..

K.
Obserwuj wątek
    • Gość: Mev Re: Jak się odkochać? IP: *.blich.krakow.pl 09.11.02, 14:35
      Gość portalu: K napisał:

      Witam -

      > Wiem o tym, że:
      > 1. Trzeba zająć się sobą, pracą, hobby, inwestowaniem w siebie
      trzeba. byle z glowa, i nie z motywacja "zajac sie tym, zeby zapomniec"
      tylko: "zajac sie tym dla siebie i tylko dla siebie"


      > 2. Ze lekarstwem na nieszczęśliwą miłośc jest druga miłość, ale to bez sensu -
      > nie można zaczynać nowego związku na siłę
      nie mozna. a raczej; nie powinno sie, bo moc mozna, tylko po co?



      > 3. Że czas leczy rany, ale ten stan podobno może trwać latami..
      moze. ale nie musi.

      a teraz cos dluzszego: popatrz, K., kochales ja. Potrafisz nawet o tym napisac.
      potrafisz to wyrazic. jestes zdolny do milosci. jestes zdolny [w kazdym razie
      chociazby poprzez maile, nie wiem, jak wygladalo to w Twoim zwiazku] do
      wyrazania jej.
      Z drugiej strony: byc moze sie myliles? Skoro ona odeszla.. to.. jak mogla
      byc 'druga polowka pomaranczy'? a moze dobrze, ze stalo sie to teraz? a nie,
      gdybyscie byli odpowiedzialni jeszcze za kogos [mowa o dzieciach], a nie tylko
      za siebie? Sam bedziesz w stanie z tego wyjsc. rzeczywiscie - zajmij sie soba.
      daj szanse czasowi. byc moze przyniesie ze soba cos, co da Ci ulge i spokoj,
      byc moze tez szczescie.
      Zycze ci wytrwalosci i spokoju. Nie 'odkochuj sie' na sile. Nie trzeba. nie
      uciekaj przed tym, co bylo, i co jeszcze w Tobie tkwi. Odejdzie samo, byc moze
      wtedy, gdy zrozumiesz czemu ona odeszla, co bylo tego powodem.
      Pozdrawiam -
      Mev




      • Gość: K Re: Jak się odkochać? IP: *.cie.gov.pl 09.11.02, 15:33
        Mev, dzięki za słowa otuchy. Tylko widzisz, nie moge teraz jeszcze powiedzieć
        sobie, ze to nie była ta. Zawsze myśłałem, ze to jest kobieta mojego życia, na
        którą zawsze czekałem. Wiele razem przeszliśmy. Aby być razem i będąc razem.

        A powód, dla którego odeszła? Przestała mnie kochać. Czemu? Bo "szuka innego
        mężczyzny w życiu". Jakiego? "Jeszcze nie wie"
        • Gość: Przemek Re: Jak się odkochać? IP: *.tele.pw.edu.pl 12.11.02, 17:32
          Gość portalu: K napisał(a):


          >
          > A powód, dla którego odeszła? Przestała mnie kochać. Czemu? Bo "szuka innego
          > mężczyzny w życiu". Jakiego? "Jeszcze nie wie"

          Cosik mi sie widzi, ze ten "inny mezczyzna" ma swoje imie, nazwisko i adres.
          W tej historii jest jednak cos b. pozytywnego - mianowicie to, ze ona odeszla W PORE.
          Gdy nie ma dzieci, malzenstwa (szczegolnie niebezpieczny jest w tej sytuacji slub koscielny), wspolnego
          majatku, itd. Los np. starzejacej sie kobiety, porzuconej przez meza, ktory uciekl do jakiejs "siksy" jest bez
          porownania gorszy.
    • kwieto Re: Jak się odkochać? 09.11.02, 14:42
      Najgorsze co mozesz zrobic, to "zatrzymac ja". W jaki sposob? Myslac wciaz: "bez
      niej zycie traci sens", "gdyby ona tu byla, to wszystko byloby wspaniale", "gdyby ze
      mna byla, byloby mi lepiej" i tak dalej.
      Lepiej nie gdybac, nie porownywac terazniejszosci z przeszloscia, tylko skupic sie na
      TERAZ, i sprawianiu by to TERAZ bylo jak najznosniejsze.
      I nie zamykaj sie w swojej samotnosci, chodz samemu do kina, do teatru... bo
      siedzenie w domu i myslenie "przeszedlbym sie z nia, ale samemu mi sie nie chce" to
      najgorsze co mozna zrobic.

      Ona byla z Toba, podarowala Ci kawalek swojego zycia, bylo Ci z nia dobrze -
      docen to, ale zarazem przyjmij, ze to sie skonczylo, i teraz trzeba zajac sie tym co jest
      Teraz, zamiast wspominac jak kiedys bylo pieknie.
      Bez niej tez moze byc pieknie - to zalezy od Ciebie.
      • Gość: K. Re: Jak się odkochać? IP: *.cie.gov.pl 09.11.02, 15:27
        Dzięki za mądre słowa. Kierując się rozumem, to nie powinno być trudno. Mam
        przyjaciół, dobrą pracę, rodzinę. Nie mam problemu z poznawaniem ludzi, jestem
        kontaktowy. Kupuję mieszkanie, by zacząć wszystko od nowa. Ale to wszystko
        tylko pozory i zagłuszacze. W środku jest pustka. Nie mogę się oswoić z tym, że
        Jej nie ma. Na ulicy oglądam samochody, które wyglądają, jak jej. Robię rózne
        inne dziwne rzeczy. Godzinami gapię się w ścianę, itd.
        • kwieto Re: Jak się odkochać? 09.11.02, 15:33
          Na poczatku zawsze jest trudno.
          Ale jesli juz masz sie gapic na sciane, to skup sie calym soba na gapieniu sie w sciane -
          nie mysl wtedy o niej...
          Albo idz zmywac naczynia, cokolwiek, zeby nie mlocic w glowie myslenia o niej - bo
          to i tak nic nie przyniesie, a tylko powiekszy dola. Na przemyslenia przyjdzie jeszcze
          czas.
        • midm Re: Jak się odkochać? 11.11.02, 10:33
          A moim zdaniem... pozwol sobie na to tzn rozpaczenie z racji tego, ze odeszla,
          trzeba byc jakis wyzutym z uczuc zeby tego nie robic, po tym co napisales o
          Waszym zwiazku, bron sie tylko przed mysleniem, ze moze robilem to czy to nie
          tak, zwykle sprawy sa bardziej pokomplikowane, moze zreszta ona ma jakis
          problem ze soba i potrafi wziac zycia takim jakie jest, goni za jakis idealem
          (kto wie czy nawet jak sie ocknie z tego nie bedzie chciala wrocic), no i poza
          tym miej jako taka kontrole nad tym tzn. mimo tego pracuj, staraj sie zapelnic
          wolny czas jaki sie teraz zrobil z braku jej czyms co lubisz czy moglo by Ci
          sie przydac, za jakis czas (to rzeczywiscie chyba tak jest) to przejdzie, moze
          wtedy troche przymus sie do spotykania z innymi itd, zwierz sie tez jak mozesz
          przyjaciolom, jakby Ci sie to wymykalo spod kontroli to pomoga, a jak nie pojdz
          do lekarza wspomoz sie czyms.
          Bardzo mi przykro...
        • gb15 Re: Jak się odkochać? 11.11.02, 10:47
          Drogi "K" facet nie jest w stanie kierowac się rozumem, pomyśl o innej
          metodzie. :-)
          • midm Re: Jak się odkochać? 11.11.02, 10:57
            Czy to byla jakas aluzja do tego co ja napisalam?
      • gb15 Re: Jak się odkochać? 11.11.02, 10:45
        Kwieto, zmieniasz swoją mantrę w zależności od tematu, na który rozmawiasz?
      • Gość: BIO@wp.pl Re: Jak się odkochać? IP: *.junisoftex.pl / *.solar.silesianet.pl 07.12.02, 18:09
        Ja tez sie chce odkochac.
    • Gość: rybkaa Re: Jak się odkochać? IP: *.acn.waw.pl 11.11.02, 23:02
      Ja kilka razy w zyciu spotykałam wielką miłość.Po rozstaniu wydaje się że juz
      nikt lepszy, wspanialszy nie zjawi się w naszym zyciu, ale jednak, predzej czy
      pózniej się pojawia i wszystko zaczyna się od początku. Masz rację, twoja
      historia jest banalna, moje też były banalne choc wtedy wydawały się
      wyjatkowe . Teraz cierpisz, ale pomyśl ze niedawno ty kogos zraniłeś,
      zostawiles narzeczoną dla innej kobiety. To cierpienie jest wpisane w nasze
      życie po prostu i kazdy je przynajmniej raz przeżywa.
      Na szczęscie wszystko ma swoj koniec,pozwól sobie na smutek i ból,potem
      przyjdzie pustka,a potem bedzie juz coraz lepiej, zobaczysz ze bedziesz
      jeszcze szczęśliwy z inna kobietą.

      • Gość: K. Re: Jak się odkochać? IP: proxy / 193.192.169.* 12.11.02, 12:22
        Gość portalu: rybkaa napisał(a):

        > Ja kilka razy w zyciu spotykałam wielką miłość.Po rozstaniu wydaje się że juz
        > nikt lepszy, wspanialszy nie zjawi się w naszym zyciu, ale jednak, predzej
        czy
        > pózniej się pojawia i wszystko zaczyna się od początku. Masz rację, twoja
        > historia jest banalna, moje też były banalne choc wtedy wydawały się
        > wyjatkowe . Teraz cierpisz, ale pomyśl ze niedawno ty kogos zraniłeś,
        > zostawiles narzeczoną dla innej kobiety. To cierpienie jest wpisane w nasze
        > życie po prostu i kazdy je przynajmniej raz przeżywa.
        > Na szczęscie wszystko ma swoj koniec,pozwól sobie na smutek i ból,potem
        > przyjdzie pustka,a potem bedzie juz coraz lepiej, zobaczysz ze bedziesz
        > jeszcze szczęśliwy z inna kobietą.
        >


        Jest wszystko razem: smutek, ból i pustka. Jest poczucie, że to nie tylko
        wielka miłość, ale ta, która zdarza się raz w życiu. I myślę, że nawet jeśli
        kiedyś zaangażuję się w nowy związek, to nie tak jak teraz, kiedy liczyła się
        tylko Ona i My. Teraz, kiedy zostałem sam, zobaczyłem, że sam sobie niewielę
        mogę zaoferować. Że podporządkowałem całe swoje życie Nam. Ale nas już nie ma..
        • Gość: rybkaa Re: Jak się odkochać? IP: *.acn.waw.pl 12.11.02, 13:05
          Może nie pokochasz tak samo,nie tak szaleńczo ale inaczej i to co zbudujesz z
          inną osobą będzie kiedyś równie ważne. Miłość tak gwałtowna i namiętna jak
          twoja czesto żle się konczy, niestety.
          • Gość: K. Re: Jak się odkochać? IP: proxy / 193.192.169.* 13.11.02, 09:31
            Gość portalu: rybkaa napisał(a):

            > Może nie pokochasz tak samo,nie tak szaleńczo ale inaczej i to co zbudujesz
            z
            > inną osobą będzie kiedyś równie ważne. Miłość tak gwałtowna i namiętna jak
            > twoja czesto żle się konczy, niestety.


            To chyba niedobrze. Dlaczego tak ma być? Rozważnym, logicznym, uporządkowanym,
            twardo idącym do przodu powinno być się w pracy, w interesach, w życiu
            publicznym, itd..
            • Gość: rybkaa Re: Jak się odkochać? IP: *.acn.waw.pl 15.11.02, 09:47
              No ale nie jeste tak? Jest
        • Gość: midm Re: Jak się odkochać? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.11.02, 14:10
          Fizycznie ciagle jeszcze oboje jestescie, wiec nie przekreslaj tego zupelnie,
          choc nie chce Ci tez robic jakis zludnych nadziei, poza tym kto wie moze nawet
          jakby tak bylo, ze by chciala wrocic, Ty bys juz nie chcial... to jest taka
          sfera, ze wszystko moze sie zdarzyc. Takze cos porownywalnego.
          • Gość: midm Re: Jak się odkochać? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.11.02, 14:20
            I tego Ci zreszta zycze.
            • Gość: midm Re: Jak się odkochać? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.11.02, 17:37
              A jak nie, to trzeba sie umiec z tym pogodzic. (I w jakims sensie cieszyc sie,
              ze choc raz sie trafilo. Wielu nie trafia sie nawet raz.)
              • Gość: K. Re: Jak się odkochać? IP: proxy / 193.192.169.* 13.11.02, 09:39
                Gość portalu: midm napisał(a):

                > A jak nie, to trzeba sie umiec z tym pogodzic. (I w jakims sensie cieszyc
                sie,
                > ze choc raz sie trafilo. Wielu nie trafia sie nawet raz.)


                Ale jak się cieszyć, że się trafiło i nic nie wyszło. Lepiej chyba nie trafić.
                Lepiej przez całe życie być niewidomym, niż stracić wzrok i do końca życia
                pamiętać, jak piękny jest świat..
                • Gość: midm Re: Jak się odkochać? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 13.11.02, 10:45
                  "Najwazniejsze jest niewidoczne dla oczu"
    • Gość: mysia Re: Jak się odkochać? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 12.11.02, 00:41
      Masz rację, że Twój problem jest stary jak świat, ale czy banalny - nie
      powiedziałabym. Nawet wielcy tego świata nie znają na to odpowiedzi. Też
      chciałabym ją poznać.
      1)Co zrobić gdy zajęcie się czymś działa na chwilę a potem uczysz się myśleć
      podczas zajęć,
      2)druga miłość wcale nie pozwala zapomnieć o Tamtej (choć też jest
      spontaniczna, żywiołowa i silna),
      3)Czas nie działa jak powinien.

      Walić głową w mór??? Może wtedy coś się przestawi???

      Współczuję Ci szczerze, ale pomóc nie mogę! Od wielu lat szukam cudownego leku
      na tę paskudną chorobę. Przyjmując, że problem jest stary jak świat to
      straszne, że nikt nie wymyślił czegoś co dziala w 100%. Może będziesz pierwszy
      a wtedy daj znać.
    • Gość: inka_sama Re: Jak się odkochać? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 12.11.02, 15:03
      Nie zaglądałam do tego wątku wcześniej.
      Dziś przeczytałam wszystkie posty - rady jakie ci udzielano.
      I wiesz - twoja sytuacja jest po prostu trudnym życiowym zakretem a nie
      banałem. Bo z czego składa sie życie jeśli nie z takich "banałów"?

      Twoje reakcje sa podobne jak osoby w żałobie - bo ty przezywasz żałobę, nie po
      osobie ale po związku. Gdyby ona umarła - byłoby jeszcze gorzej - ale tylko
      trochę. Bo doszedłby pierwiastek nieodwracalności. Tu nadzieja choc nikła może
      się tlić. Może zgaśnie ale teraz jeszcze gdzieś może się czai?...

      Pozwól sobie przezywać to co czujesz. Nie rób tego co radza niektórzy - nie
      wmawiaj sobie że to nic takiego. Przeżyj to do końca aż do bólu. I dopiero
      wtedy można coś zmienić. Pójść dalej.
      Miłościa tego nie zaleczysz. Nie szukaj na siłę kogoś.
      Hobby pomaga ale nie da zapomnienia.
      Czas nie leczy ran. Czas nas zmienia. Całe szczęście! Będziesz inaczej na to
      patrzył ale - trzeba dotrwać.
      Pomóż komuś.
      To pomoże Tobie.

      pozdrawiam
      i_s
      • Gość: Przemek Re: Jak się odkochać? IP: *.tele.pw.edu.pl 12.11.02, 16:32
        Gość portalu: inka_sama napisał(a):

        >
        >
        > Twoje reakcje sa podobne jak osoby w żałobie - bo ty przezywasz żałobę, nie po
        > osobie ale po związku. Gdyby ona umarła - byłoby jeszcze gorzej - ale tylko
        > trochę. Bo doszedłby pierwiastek nieodwracalności. Tu nadzieja choc nikła może
        > się tlić. Może zgaśnie ale teraz jeszcze gdzieś może się czai?...
        >
        Nie zgadzam sie z powyzszym. Jesli ukochana osoba umiera, pozostaja piekne wspomnienia, mozna
        chodzic na cmentarz, tesknic... Mocno wierzacy moze nawet liczyc na "swietych obcowanie". A jesli
        odeszla do innego, to wspomnienia ida na przemial, pozostaje "zerowa" samoocena ("odeszla, bo
        jestem zerem").
        Co do nadziei na powtorne zejscie sie, to jest to "nadzieja - matka glupich". Jesli ukochana osoba
        okazala sie zdolna do podeptania uczuc, to nie jest ta jedyna, moze taka nigdy nie istniala, po prostu
        idealizowalismy osobe nie zaslugujaca na uczucie. Pomylilismy sie - i tyle.
        • sheana Re: Jak się odkochać? 12.11.02, 17:10
          Ja też się nie zgadzam ze stwierdzeniem że to co czujesz jest podobne do żałoby.
          Uczucie ktore Cię wypełnia po jej stracie jest gorsze od żałoby bo ona istnieje
          nadal a jednak odeszła wiedząc że Cię rani , świadomie podeptała lata spędzone
          z Tobą , miłość Twoją i starła na pył serce jakby było zaschniętą grudą błota.
          Tego bólu nie da się porównać do innych.
          Trudno znależć radę bo każda kolejna , dla Ciebie brzmi jak banał choć banałem
          nie jest. Chciałabym żebyś mógł mi uwierzyć że TYLKO CZAS jest Twoim
          sprzymierzeńcem. Każdy nowy dzień witaj z radością bo oddala Cię od niej ,
          porzuć nadzieję na jej powrót a ze swego wnętrza wyrzuć , wykrzycz żal który
          Cię drąży i urodź się na nowo. To trudne - wiem ale też wiem to czego Ty nie
          chcesz dzisiaj wiedzieć. Pokochasz jeszcze raz i będziesz kochany.
          • Gość: inka_sama Re: Jak się odkochać? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 12.11.02, 22:02
            sheana napisała:
            > Ja też się nie zgadzam ze stwierdzeniem że to co czujesz jest podobne do
            żałoby
            > .
            > Uczucie ktore Cię wypełnia po jej stracie jest gorsze od żałoby bo ona
            istnieje
            >
            > nadal a jednak odeszła wiedząc że Cię rani , świadomie podeptała lata
            spędzone
            > z Tobą , miłość Twoją i starła na pył serce jakby było zaschniętą grudą
            błota.
            > Tego bólu nie da się porównać do innych.
            > Trudno znależć radę bo każda kolejna , dla Ciebie brzmi jak banał choć
            banałem
            >
            > nie jest. Chciałabym żebyś mógł mi uwierzyć że TYLKO CZAS jest Twoim
            > sprzymierzeńcem. Każdy nowy dzień witaj z radością bo oddala Cię od niej ,
            > porzuć nadzieję na jej powrót a ze swego wnętrza wyrzuć , wykrzycz żal który
            > Cię drąży i urodź się na nowo. To trudne - wiem ale też wiem to czego Ty nie
            > chcesz dzisiaj wiedzieć. Pokochasz jeszcze raz i będziesz kochany.


            Ciesze się że są osoby które myślą ze jest cos gorszego od żałoby po ukochanej
            osobie. Sama włąściwie myślę że faktycznie są gorsze - ale nie zaliczam do nich
            akurat odejścia ukochanej(-ego). Może się mylę - ale wiem że gdyby mój mąż
            odszedł do innej - a ja nadal bym kochała - to cierpiałam bym jak potępieniec
            życząc mu jednak szczęścia. Bo wolałąbym go widzieć w objęciach innej niz w
            grobie. Pozostaje oczywiście ta małą głupia nadzieja że może jednak wróci.
            Głupie to może ale cóż każdy ma prawo do swojej opinii (i do jej zmiany!). :)

            Dlaczego uważam że on przeżywa rodzaj żałoby? Ano dlatego że jego zachowania są
            podobne. Wszędzie ja widzi, zauważa samochody (i zapewne inne rzeczy) takie jak
            jej. Ogarnia go apatia (to patzrenie w ścianę), te różne inne rzeczy o których
            wspomina że są dziwne, mysli o niej cały czas, nie chce i nie umie ukłądać
            planów na przyszłość... Wykrzyczeć swój ból - tak! On to właśnie robi. I dobrze.

            Czas nie leczy ran ale faktycznie jest sprzymierzeńcem.

            Odeszła i podeptała jego uczucia... Cóż może być gorszego? Tu można
            powiedzieć "nie była ciebie warta". A gdyby zginęła w wypadku myślisz że on
            czułby sie lepiej???? Myślisz że wybrałby prawdziewą żałobe po niej?
            To już lepsza ta po niespełnionym związku i zawiedzionych marzeniach.
            • sheana Re: Jak się odkochać? 12.11.02, 22:50
              Gość inka_sama napisala:
              A gdyby zginęła w wypadku myślisz że on
              > czułby sie lepiej???? Myślisz że wybrałby prawdziewą żałobe po niej?
              > To już lepsza ta po niespełnionym związku i zawiedzionych marzeniach.


              Moje słowa , inko nie oceniają i nie porównują żałoby i odczucia po odejsciu ,
              porzuceniu przez ukochanego partnera , oceniam żal jaki żywi K do kobiety która
              go bezpardonowo porzuciła. Czy można żywić żal do człowieka który umarł ,
              odszedł na zawsze za to że nas porzucił dla innej , innego??
              Czy cierpiąc w żałobie można myśleć "byłeś bezduszny , zły i podle mi
              odpłaciłeś za moją miłość do ciebie , za moje oddanie , za lata z Tobą
              spędzone ???" ( Czytam Cię z uwagą od dawna i wiem gdzie Cię boli ale i wiem
              że znasz odpowiedź)
              Odpowiadając na Twoje pytanie nie myślę że K czułby się lepiej gdyby zginęła
              w wypadku i nie wybrałby prawdziwej żałoby po niej. Nie potrzeba cynizmu
              z domieszką ironii w tej smutnej historii , obie chcemy pomóc K znieść pustkę
              po odejsciu kochanej kobiety i jestem pewna że mówimy o tym samym i tak samo
              współczujemy nazywając niektore uczucia , sytuacje inaczej. Twój post
              skierowany do K bardzo mi się podoba, jest ciepły , pełen współczucia , dobrych
              rad i szczerego zaangazowania.
              Niczego w nim nie krytykuję a Ty niepotrzebnie się unosisz.

              pozdrawiam Cię serdecznie i jak zawsze czytam z przyjemnością. :-)
            • Gość: carduus Re: Jak się odkochać? IP: proxy / 10.30.1.* 13.11.02, 10:23
              Gość portalu: inka_sama napisał(a):

              Może się mylę - ale wiem że gdyby mój mąż
              > odszedł do innej - a ja nadal bym kochała - to cierpiałam bym jak potępieniec
              > życząc mu jednak szczęścia. Bo wolałąbym go widzieć w objęciach innej niz w
              > grobie. Pozostaje oczywiście ta małą głupia nadzieja że może jednak wróci.
              > Głupie to może ale cóż każdy ma prawo do swojej opinii (i do jej zmiany!). :)
              *********************
              Ja też tak myślę. (Jak widać Inko, nasza "przypadłość" ma się jak
              najlepiej:-)))
              Pozdrawiam zwierciadełko:-)))

              A takie stawianie sprawy, że "odeszła i podeptała jego uczucia" to już naprawdę
              nie fair. Dobrze, byli ze sobą kilka lat. Ale dla niej przynajmniej ten związek
              nie był tym, czego szukała. Powinna zostać z nim mimo to? Z litości? To byłoby
              w porządku, bo odchodząc "podeptała jego uczucia". Spróbujecie może spojrzeć na
              to z innej strony: zostając "podeptałaby siebie".
              Prawda, że się zgadzasz Inko?

              carduus
              • Gość: Przemek Re: Jak się odkochać? IP: *.tele.pw.edu.pl 13.11.02, 13:41
                Gość portalu: carduus napisał(a):


                > A takie stawianie sprawy, że "odeszła i podeptała jego uczucia" to już naprawdę
                > nie fair. Dobrze, byli ze sobą kilka lat.

                Ocena moralna (fair - nie fair) zalezy od tego jak ten zwiazek byl pomyslany od samego poczatku. Jesli byl to zwiazek
                "na probe", i obie strony byly tego swiadome, to nie mozna sie do nikogo przyczepic. Jesli zwiazek byl przez jedna
                strone planowany na cale zycie, a przez druga "na probe" - to mozna powiedziec, ze ta strona, ktora byla bardziej
                zaangazowana, zostala wykorzystana przez te druga. A to juz nie fair...


                >Ale dla niej przynajmniej ten związek nie był tym, czego szukała.

                Troche dlugo jej zeszlo na dochodzenie do tego wniosku - 4 lata... Jesli ona zawsze dziala z taka inercja, to zapewne
                nie wyrosla jeszcze z dziecinstwa - nie zdazyla...

                >Powinna zostać z nim mimo to? Z litości?

                A czy od poczatku byla z nim z litosci? Z miloscia to nie jest tak jak z deszczem - padal i nagle przestal. Jesli
                rzeczywiscie kochala, to musiala sie zawiesc na partnerze (zdrada, bicie, wpadniecie w nalog, itp). Z tresci listu nic
                takiego nie wynika. Mozna zatem domniemywac, ze to ona ma problem - nazywa sie to niedojrzalosc emocjonalna (nie
                jest w stanie stworzyc trwalego zwiazku). Mozna tez powiedziec mocniej - niezdolnosc do uczuc wyzszych...


                >To byłoby
                > w porządku, bo odchodząc "podeptała jego uczucia". Spróbujecie może spojrzeć na
                > to z innej strony: zostając "podeptałaby siebie".
                > Prawda, że się zgadzasz Inko?
                >
                Wyzej wymieniona moze sie i zgadza, ale ja sie nie zgadzam.
                Nie wolno zapominac o tym, ze zyjac, jestesmy odpowiedzialni za swoje czyny.
                Jesli sie z kims wiazemy na stale, to jestesmy za te osobe odpowiedzialni i nie powinnismy jej krzywdzic.
                Kierujac sie egoizmem (rozwalajac zwiazek) na dalsza mete sie nie wygrywa. Przypomina mi sie film Liv Ullman
                "Wiarolomni". Po rozbiciu malzenstwa i skrzywdzeniu wszystkich dokola bohaterowie odnajduja sie w podobnych
                ukladach, tyle ze z innymi osobami. Jestem przekonany, ze ta kobieta, ktora porzucila autora listu, bedzie przerabiala
                te sama lekcje w kolejnym zwiazku. Defekt tkwi w niej samej...

                > carduus
                • Gość: cardus Re: Jak się odkochać? IP: proxy / 10.30.1.* 13.11.02, 14:39
                  Gość portalu: Przemek napisał(a):


                  > Ocena moralna (fair - nie fair) zalezy od tego jak ten zwiazek byl pomyslany
                  od
                  > samego poczatku. Jesli byl to zwiazek
                  > "na probe", i obie strony byly tego swiadome, to nie mozna sie do nikogo
                  przycz
                  > epic. Jesli zwiazek byl przez jedna
                  > strone planowany na cale zycie, a przez druga "na probe" - to mozna
                  powiedziec,
                  > ze ta strona, ktora byla bardziej
                  > zaangazowana, zostala wykorzystana przez te druga. A to juz nie fair...
                  >
                  >
                  > >Ale dla niej przynajmniej ten związek nie był tym, czego szukała.
                  >
                  > Troche dlugo jej zeszlo na dochodzenie do tego wniosku - 4 lata... Jesli ona
                  za
                  > wsze dziala z taka inercja, to zapewne
                  > nie wyrosla jeszcze z dziecinstwa - nie zdazyla...

                  **************************
                  Po pierwsze nie cztery lata. Od czterech lat się spotykali. To jeszcze do
                  niczego nie zobowiązuje.
                  Po drugie dopiero od roku mieszkali razem (autor wątku pisze "od ponad roku" -
                  zakładam, że to nie był rok i 11 miesięcy, ale raczej rok i 3, może 4
                  miesiące).Chyba dajesz sobie sprawę, że co innego spotykać się od czasu do
                  czasu na randce, imprezie, nawet w domowym zaciszu, a zupełnie co innego razem
                  mieszkać. Widocznie tej właśnie próby związek nie wytrzymał. I to jest całkiem
                  normalne. Ona chciała odejść już w czerwcu, czyli prawie pół roku temu. K. -
                  jak sam napisał - błagał ją, żeby tego nie robiła. Została. Pojechali na
                  wakacje i - Jego zdaniem - było cudownie. Ale jesienią problem wrócił, choć
                  mnie wydaje się bardziej prawdopodobne, że ciągle był. I dziewczyna wreszcie
                  podjęła decyzję. Miała do tego prawo. Szkoda, że Ty jej tego prawa odmawiasz. A
                  przecież kilka miesięcy wspólnego zamieszkiwania razem to chyba jeszcze nie
                  ślub? A może się mylę? Może to, że mieszkali razem, to już tak, jakby własną
                  krwią podpisała kontrakt, że go nie opuści aż do śmierci?
                  Wyciągasz zbyt pochopne wnioski. Z tego, że odeszła nie wynika, że traktowała
                  ten związek jak przelotny, do niczego nie zobowiązujący romansik.
                  A po trzecie o ty, że nie wyrosła z dzieciństwa świadczyłby raczej fakt, że
                  pomimo, że związek nie był dla niej satysfakcjonujący, trwała w nim. Miała
                  prawo podjąć decyzję o rozstaniu. Co więcej decyzja ta była słuszna, jeżeli nie
                  była z K. szczęśliwa. A my (łącznie z K.), możemy tylko jej decyzję uszanować i
                  życzyć sobie, abyśmy tak jak ona mieli odwagę w życiu podejmować trudne decyzje.

                  >
                  > >Powinna zostać z nim mimo to? Z litości?
                  >
                  > A czy od poczatku byla z nim z litosci? Z miloscia to nie jest tak jak z
                  deszcz
                  > em - padal i nagle przestal. Jesli
                  > rzeczywiscie kochala, to musiala sie zawiesc na partnerze (zdrada, bicie,
                  wpadn
                  > iecie w nalog, itp).
                  **************************
                  Czy mam rozumieć, że uzasadnione jest odejście od partnera tylko w takich,
                  skrajnych przypadkach? W myśl tej zasady wszystko jedno kto, byleby nie pił,
                  nie bił i nie zdradzał! To chyba przesada, nie uważasz?
                  Miłość to nie emocje. Miłość to na pewno nie to zauroczenie, które tak często
                  nią nazywane przez egzaltowane panienki i które często jest powodem pochopnych
                  decyzji o ślubie, wspólnym mieszkaniu itd. itp.. Miłość to więź, którą tworzy
                  się latami. O miłość trzeba dbać. Bo wbrew powszechnemu mniemaniu nie wszystko
                  przetrzyma. I w tym przypadku tej miłości zabrakło. Albo właśnie czegoś nie
                  przetrzymała.


                  Z tresci listu nic
                  > takiego nie wynika. Mozna zatem domniemywac, ze to ona ma problem - nazywa
                  sie
                  > to niedojrzalosc emocjonalna (nie
                  > jest w stanie stworzyc trwalego zwiazku). Mozna tez powiedziec mocniej -
                  niezdo
                  > lnosc do uczuc wyzszych...
                  >
                  **********************
                  Jasne, że powiedzieć można. Powiedzieć można mnóstwo różnych rzeczy. Ale jak to
                  ktos mądry powiedział: "Lepiej się nie odzywać i wydawać się głupcem, niż
                  odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości."


                  > Nie wolno zapominac o tym, ze zyjac, jestesmy odpowiedzialni za swoje czyny.
                  > Jesli sie z kims wiazemy na stale, to jestesmy za te osobe odpowiedzialni i
                  nie
                  > powinnismy jej krzywdzic.
                  ***************************

                  O nie, odpowiedzialni nie jesteśmy. Każdy jest odpowiedzialny sam za siebie, o
                  ile jest dorosły i poczytalny. A krzywdzić nie powinniśmy tylko do momentu, w
                  którym nie krzywdząc tej drugiej osoby, nie krzywdzimy siebie. Ona, będąc z nim
                  nadal, krzywdziłaby siebie. Dlaczego miałaby się poświęcać? Kto zważy czyje
                  szczęście ważniejsze, jej czy jego? Podejmiesz się tego sądu?


                  > Kierujac sie egoizmem (rozwalajac zwiazek) na dalsza mete sie nie wygrywa.
                  Przy
                  > pomina mi sie film Liv Ullman
                  > "Wiarolomni". Po rozbiciu malzenstwa i skrzywdzeniu wszystkich dokola
                  bohaterow
                  > ie odnajduja sie w podobnych
                  > ukladach, tyle ze z innymi osobami. Jestem przekonany, ze ta kobieta, ktora
                  por
                  > zucila autora listu, bedzie przerabiala
                  > te sama lekcje w kolejnym zwiazku. Defekt tkwi w niej samej...
                  >
                  ************************
                  Och wybacz śmiałość, Ty któryś wszystkie rozumy pozjadał, ale moim zdaniem nie
                  Tobie o tym sądzić. Zbyt mało wiesz i o niej i o nim i o związku, który
                  stworzyli. Więc może raczej zmilcz, niż miałbyś dalej się kompromitować.

                  carduus
                  • Gość: Przemek Re: Jak się odkochać? IP: *.tele.pw.edu.pl 13.11.02, 16:28
                    Gość portalu: cardus napisał(a):

                    > Po pierwsze nie cztery lata. Od czterech lat się spotykali. To jeszcze do
                    > niczego nie zobowiązuje.

                    Kazde wejscie w jakakolwiek relacje z drugim czlowiekiem do czegos zobowiazuje.
                    Latwo mozna zranic i urazic. Dlatego nie powinnjismy poruszac sie wsrod ludzi jak slonie w skladzie
                    porcelany.

                    > Ale jesienią problem wrócił, choć
                    > mnie wydaje się bardziej prawdopodobne, że ciągle był. I dziewczyna wreszcie
                    > podjęła decyzję. Miała do tego prawo. Szkoda, że Ty jej tego prawa odmawiasz.

                    Komentowalem juz ten list i pisalem, ze lepiej jest ze odeszla w pore, a nie po latach malzenstwa,
                    rujnujac zycie mezowi i narazajac dzieci na powazne perturbacje.

                    > Co więcej decyzja ta była słuszna, jeżeli nie
                    > była z K. szczęśliwa. A my (łącznie z K.), możemy tylko jej decyzję uszanować i
                    > życzyć sobie, abyśmy tak jak ona mieli odwagę w życiu podejmować trudne decyzje

                    A czy powiedziala czego oczekuje i jakich jej potrzeb partner nie byl w stanie zaspokoic?
                    Nic o tym nie wiemy. Dlatego trudno mi uwierzyc w jej "nieszczescie". Widze tu raczej niedojrzalosc
                    emocjonalna. Sa ludzie, ktorzy swoje szczescie odnajduja w zmianach partnerow. Trzymajmy sie od
                    nich z daleka...

                    > Czy mam rozumieć, że uzasadnione jest odejście od partnera tylko w takich,
                    > skrajnych przypadkach?

                    A czy wlasciwe jest odejscie, czesto po latach malzenstwa, bez slowa wyjasnienia, dlaczego to partner
                    stal sie nagle nie do zniesienia?

                    Jeszcze raz powtarzam, w stosunkach miedzyludzkich potrzebna jest etyczna wrazliwosc, wyczulenie na
                    krzywde drugiego czlowieka. A tu widac tyle sloni w skladzie porcelany...

                    > O miłość trzeba dbać. Bo wbrew powszechnemu mniemaniu nie wszystko
                    > przetrzyma. I w tym przypadku tej miłości zabrakło. Albo właśnie czegoś nie
                    > przetrzymała.

                    Masz racje. Zabraklo milosci - tylko komu jej zabraklo? Z tresci listu wynika, ze tylko jednej stronie.
                    Oczywiscie nikt nie moze nakazac tej pani powrotu do autora listu, byloby to zreszta fatalne rozwiazanie, z
                    uwagi na nietrwalosc uczuc jednej strony.


                    "Lepiej się nie odzywać i wydawać się głupcem, niż
                    > odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości."

                    Moim zdaniem lepiej rozmawiac, jesli watpliwosci pozostaja, to rozmowca zwroci na to uwage...


                    > Każdy jest odpowiedzialny sam za siebie, o
                    > ile jest dorosły i poczytalny. A krzywdzić nie powinniśmy tylko do momentu, w
                    > którym nie krzywdząc tej drugiej osoby, nie krzywdzimy siebie. Ona, będąc z nim
                    > nadal, krzywdziłaby siebie. Dlaczego miałaby się poświęcać? Kto zważy czyje
                    > szczęście ważniejsze, jej czy jego? Podejmiesz się tego sądu?

                    Twoja postawa jest antyliberalna. A ja jestem liberalem, uwazam, ze czlowiek jest wolny, ale granica tej
                    wolnosci jest krzywda wyrzadzona drugiemu czlowiekowi. W tym punkcie liberalizm styka sie z etyka
                    chrzescijanska, zreszta.

                    > Och wybacz śmiałość, Ty któryś wszystkie rozumy pozjadał, ale moim zdaniem nie
                    > Tobie o tym sądzić. Zbyt mało wiesz i o niej i o nim i o związku, który
                    > stworzyli. Więc może raczej zmilcz, niż miałbyś dalej się kompromitować.

                    Uprzejmy to Ty nie jestes... Nieporozumienie polega na tym, za ja wypowiadam sie bardziej ogolnie, nie
                    tylko w kontekscie listu, ktory zapoczatkowal dyskusje. Bronie pewnych zasad, ktore uwazam za sluszne.
                    Mam do tego prawo.

                    Ograniczajac sie do komentowanego listu, niewiele da sie powiedziec, bo znamy niepelna wersje jednej
                    strony. Jedyne co da sie powiedziec to to, ze dobrze sie stalo, ze zwiazek rozpadl sie w pore, a nie po
                    zawarciu slubu koscielnego, przyjsciu na swiat dzieci i przezyciu wielu lat pod wspolnym dachem.


                    • Gość: K. Re: Jak się odkochać? IP: proxy / 193.192.169.* 13.11.02, 16:49
                      Gość portalu: Przemek napisał(a):

                      > Gość portalu: cardus napisał(a):
                      >
                      > > Po pierwsze nie cztery lata. Od czterech lat się spotykali. To jeszcze do
                      > > niczego nie zobowiązuje.
                      >
                      > Kazde wejscie w jakakolwiek relacje z drugim czlowiekiem do czegos
                      zobowiazuje.
                      >
                      > Latwo mozna zranic i urazic. Dlatego nie powinnjismy poruszac sie wsrod ludzi
                      j
                      > ak slonie w skladzie
                      > porcelany.
                      >
                      > > Ale jesienią problem wrócił, choć
                      > > mnie wydaje się bardziej prawdopodobne, że ciągle był. I dziewczyna wreszc
                      > ie
                      > > podjęła decyzję. Miała do tego prawo. Szkoda, że Ty jej tego prawa odmawia
                      > sz.
                      >
                      > Komentowalem juz ten list i pisalem, ze lepiej jest ze odeszla w pore, a nie
                      po
                      > latach malzenstwa,
                      > rujnujac zycie mezowi i narazajac dzieci na powazne perturbacje.
                      >
                      > > Co więcej decyzja ta była słuszna, jeżeli nie
                      > > była z K. szczęśliwa. A my (łącznie z K.), możemy tylko jej decyzję uszan
                      > ować i
                      > > życzyć sobie, abyśmy tak jak ona mieli odwagę w życiu podejmować trudne
                      > decyzje
                      >
                      > A czy powiedziala czego oczekuje i jakich jej potrzeb partner nie byl w
                      stanie
                      > zaspokoic?
                      > Nic o tym nie wiemy. Dlatego trudno mi uwierzyc w jej "nieszczescie". Widze
                      tu
                      > raczej niedojrzalosc
                      > emocjonalna. Sa ludzie, ktorzy swoje szczescie odnajduja w zmianach
                      partnerow.
                      > Trzymajmy sie od
                      > nich z daleka...
                      >
                      > > Czy mam rozumieć, że uzasadnione jest odejście od partnera tylko w takich,
                      >
                      > > skrajnych przypadkach?
                      >
                      > A czy wlasciwe jest odejscie, czesto po latach malzenstwa, bez slowa
                      wyjasnieni
                      > a, dlaczego to partner
                      > stal sie nagle nie do zniesienia?
                      >
                      > Jeszcze raz powtarzam, w stosunkach miedzyludzkich potrzebna jest etyczna
                      wrazl
                      > iwosc, wyczulenie na
                      > krzywde drugiego czlowieka. A tu widac tyle sloni w skladzie porcelany...
                      >
                      > > O miłość trzeba dbać. Bo wbrew powszechnemu mniemaniu nie wszystko
                      > > przetrzyma. I w tym przypadku tej miłości zabrakło. Albo właśnie czegoś ni
                      > e
                      > > przetrzymała.
                      >
                      > Masz racje. Zabraklo milosci - tylko komu jej zabraklo? Z tresci listu
                      wynika,
                      > ze tylko jednej stronie.
                      > Oczywiscie nikt nie moze nakazac tej pani powrotu do autora listu, byloby to
                      zr
                      > eszta fatalne rozwiazanie, z
                      > uwagi na nietrwalosc uczuc jednej strony.
                      >
                      >
                      > "Lepiej się nie odzywać i wydawać się głupcem, niż
                      > > odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości."
                      >
                      > Moim zdaniem lepiej rozmawiac, jesli watpliwosci pozostaja, to rozmowca
                      zwroci
                      > na to uwage...
                      >
                      >
                      > > Każdy jest odpowiedzialny sam za siebie, o
                      > > ile jest dorosły i poczytalny. A krzywdzić nie powinniśmy tylko do momentu
                      > , w
                      > > którym nie krzywdząc tej drugiej osoby, nie krzywdzimy siebie. Ona, będąc
                      > z nim
                      > > nadal, krzywdziłaby siebie. Dlaczego miałaby się poświęcać? Kto zważy czyj
                      > e
                      > > szczęście ważniejsze, jej czy jego? Podejmiesz się tego sądu?
                      >
                      > Twoja postawa jest antyliberalna. A ja jestem liberalem, uwazam, ze czlowiek
                      je
                      > st wolny, ale granica tej
                      > wolnosci jest krzywda wyrzadzona drugiemu czlowiekowi. W tym punkcie
                      liberalizm
                      > styka sie z etyka
                      > chrzescijanska, zreszta.
                      >
                      > > Och wybacz śmiałość, Ty któryś wszystkie rozumy pozjadał, ale moim zdaniem
                      > nie
                      > > Tobie o tym sądzić. Zbyt mało wiesz i o niej i o nim i o związku, który
                      > > stworzyli. Więc może raczej zmilcz, niż miałbyś dalej się kompromitować.
                      >
                      > Uprzejmy to Ty nie jestes... Nieporozumienie polega na tym, za ja wypowiadam
                      si
                      > e bardziej ogolnie, nie
                      > tylko w kontekscie listu, ktory zapoczatkowal dyskusje. Bronie pewnych zasad,
                      k
                      > tore uwazam za sluszne.
                      > Mam do tego prawo.
                      >
                      > Ograniczajac sie do komentowanego listu, niewiele da sie powiedziec, bo znamy
                      n
                      > iepelna wersje jednej
                      > strony. Jedyne co da sie powiedziec to to, ze dobrze sie stalo, ze zwiazek
                      rozp
                      > adl sie w pore, a nie po
                      > zawarciu slubu koscielnego, przyjsciu na swiat dzieci i przezyciu wielu lat
                      pod
                      > wspolnym dachem.
                      >
                      >
                      Bez słowa wyjaśnienia - wyjasnieniem było to, że się odkochała, że to nie to,
                      że nie podejmie decyzji o ślubie, a już pora (tik, tak) i dlatego to nie ma
                      sensu. Powiedziała, bym nie szukał winy w sobie.
                    • Gość: carduus Re: Jak się odkochać? IP: proxy / 10.30.1.* 14.11.02, 09:19
                      Gość portalu: Przemek napisał(a):

                      > Kazde wejscie w jakakolwiek relacje z drugim czlowiekiem do czegos
                      zobowiazuje.
                      >
                      > Latwo mozna zranic i urazic. Dlatego nie powinnjismy poruszac sie wsrod ludzi
                      j
                      > ak slonie w skladzie
                      > porcelany.
                      ************************
                      Oczywiście, że tak. Ale nie za cenę własnej krzywdy. Choć oczywiście są ludzie,
                      którzy w poświęcaniu swojego dobra dla dobra innych odnajdują szczęście. I
                      jeśli sprawia im to przyjemność, niech sobie żyją jak chcą. Ale nie mamy prawa
                      wymagać od nikogo takiej postawy. Kochaj siebie, a łatwo przyjdzie ci kochać
                      innych. I nie wymagaj od innych, żeby swoje dobro cenili niżej niż cudze.


                      > A czy powiedziala czego oczekuje i jakich jej potrzeb partner nie byl w
                      stanie
                      > zaspokoic?
                      > Nic o tym nie wiemy. Dlatego trudno mi uwierzyc w jej "nieszczescie". Widze
                      tu
                      > raczej niedojrzalosc
                      > emocjonalna. Sa ludzie, ktorzy swoje szczescie odnajduja w zmianach
                      partnerow.
                      > Trzymajmy sie od
                      > nich z daleka...
                      *************************
                      Wiesz z czym nie mogę się zgodzić? Z tą Twoją nieopanowaną chęcia wystawiania
                      ocen. My tutaj na forum znamy sprawę tylko z jednej strony. I już tylko to
                      powinno wystarczyć do tego, żeby się od ferowania wyroków powstrzymać, bo chyba
                      jasne jest, że te wyroki nie mogą być sprawiedliwe, skoro druga strona nie ma
                      możliwości wypowiedzenia się i obrony swoich racji. Spróbuj wyobrazić sobie, że
                      to co mówi na temat K. to może nie jest cała prawda. Po pierwsze dlatego, że
                      nie jest obiektywny jako osoba zaangażowana emocjonalnie w sprawę, a po drugie
                      dlatego, że sam może całej prawdy nie zna. Może ona rzeczywiście ma problem ze
                      sobą. Może naprawdę jest niedojrzała emocjonalnie. Nie wiem. Chciałam tylko,
                      żebyś spróbował spojrzeć na to z innej strony. Z jej strony. Może Ci się uda. W
                      końcu empatia to Twoja mocna strona.
                      A poza tym, czy nie sądzisz, że K. powinien zauważyć, że cos nie gra w związku?
                      Decyzji o odejściu nie podejmuje się z dnia na dzień. Nie wierzę, że była tak
                      doskonałą aktorką, że potrafiła grać przez 24 godziny dobę szczęśliwą. Zresztą
                      K. sam napisał, że tak nie było. Widział co się święci. Widział, że ona nie
                      jest szczęśliwa. A kochać to znaczy czasem pozwolić odejść. On potrafił tylko
                      błagać ją, żeby została.


                      > A czy wlasciwe jest odejscie, czesto po latach malzenstwa, bez slowa
                      wyjasnieni
                      > a, dlaczego to partner
                      > stal sie nagle nie do zniesienia?
                      *******************
                      A czy napisałam gdzieś kiedyś, coś takiego? Bądź łaskaw czytać uważniej.

                      >
                      > Jeszcze raz powtarzam, w stosunkach miedzyludzkich potrzebna jest etyczna
                      wrazl
                      > iwosc, wyczulenie na
                      > krzywde drugiego czlowieka. A tu widac tyle sloni w skladzie porcelany...
                      ********************************
                      No właśnie. Więc może wyczul się na jej krzywdę. Na to, że źle jej z nim było.
                      Że nie była z nim szczęśliwa. Czy mam rozumieć, że tylko mężczyznom wolno
                      walczyć o swoje szczęście?

                      > Masz racje. Zabraklo milosci - tylko komu jej zabraklo? Z tresci listu
                      wynika,
                      > ze tylko jednej stronie.
                      **************************
                      Z treści listu to rzeczywiście wynika. Tylko że treść listu to za mało, żeby
                      wyrokować o całej sprawie.

                      > "Lepiej się nie odzywać i wydawać się głupcem, niż
                      > > odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości."
                      >
                      > Moim zdaniem lepiej rozmawiac, jesli watpliwosci pozostaja, to rozmowca
                      zwroci
                      > na to uwage...
                      >
                      **************************
                      Doskonale wiesz, że nie o to tu chodziło. Jeżeli nie wiesz, cóż... Przykro mi,
                      że przeceniałam Twoją inteligencję.


                      > Twoja postawa jest antyliberalna.
                      *************************
                      A w życiu. Jam liberał z krwi i kości. Do szczętu. Ale istnieje coś takiego jak
                      konflikt interesów. I w tym przypadku zaistniał takowy. Gdyby z nim została
                      zrobiłaby to wbrew sobie. Odeszła, więc skrzywdziła jego. Nie możesz jednak
                      stwierdzić, że jej krzywda byłaby mniejsza. Zresztą uważam, że gdyby z nim
                      została nie kochając go, nic dobrego by z tego nie wynikło. Ani dla niego, ani
                      dla niej.



                      > > Och wybacz śmiałość, Ty któryś wszystkie rozumy pozjadał, ale moim zdaniem
                      > nie
                      > > Tobie o tym sądzić. Zbyt mało wiesz i o niej i o nim i o związku, który
                      > > stworzyli. Więc może raczej zmilcz, niż miałbyś dalej się kompromitować.
                      >
                      > Uprzejmy to Ty nie jestes...
                      ***********************
                      Ha! Większego komplementu nie mogłeś mi powiedzieć! Nigdy nie chciałam być miłą
                      sympatyczną kobietką (bo do płci żeńskiej przynależeć mam zaszczyt), która
                      słodzi wszystkim wokół tylko dlatego, żeby ją tak oceniali. Jedna tylko
                      powszechnie uznawana za negatywną ocena mogłaby mnie dotknąć, ale nie powiem
                      jaka. Natomiast uznawanie mnie za miłą i sympatyczną to dla mnie prawie
                      policzek, bo tak się składa, że miły i sympatyczny to dla mnie niemal synonim
                      "obłudny i fałszywy". Ale to temat na całkiem inną dyskusję. Swoją drogą wiem,
                      że znaczna większość się z tym poglądem nie zgadza, ale zupełnie mnie to nie
                      obchodzi.

                      Nieporozumienie polega na tym, za ja wypowiadam si
                      > e bardziej ogolnie, nie
                      > tylko w kontekscie listu, ktory zapoczatkowal dyskusje. Bronie pewnych zasad,
                      k
                      > tore uwazam za sluszne.
                      > Mam do tego prawo.
                      >
                      *************************
                      Masz prawo. Ale ja widzę pewną sprzeczność w Twoim rozumowaniu. Często
                      powołujesz się na empatię, zrozumienie dla czyichś uczuć, ale nie masz ani
                      krzty zrozumienia dla tej biednej dziewczyny, której jedyną winą było to, że
                      odważyła się zawalczyć o swoje szczęście. Nieładnie, drogi Tartuffe, nieładnie.

                      > Ograniczajac sie do komentowanego listu, niewiele da sie powiedziec, bo znamy
                      n
                      > iepelna wersje jednej
                      > strony.
                      *********************
                      Otóż to, otóż to.

                      carduus

                      • Gość: Przemek Re: Jak się odkochać? IP: *.tele.pw.edu.pl 14.11.02, 13:25
                        Dzieki za wypowiedz. Nie mozemy sie porozumiec, bo mowimy o czyms innym. Ty trzymasz sie kurczowo sytuacji K.
                        i jego partnerki, natomiast ja (samowolnie, przyznaje) zobaczylem tu szerszy problem (trwalosci zwiazku,
                        odpowiedzialnosci za jego rozpad, dochodzenia do siebie po tym zdarzeniu). Jak slusznie zauwazylas, nie mamy
                        danych, aby ferowac wyroki w sprawie K. Wypowiadalem sie byc moze arbitralnie i pryncypialnie, ale w obronie
                        pewnych zasad. Nie bylo moja intencja "przylozenie" partnerce K. jako osobie. Jesli tak to moglo byc odczytane, to
                        gotow jestem chocby i dzis leciec z kwiatami i przepraszac. Rowniez moje dalsze wypowiedzi w tym liscie beda
                        mialy charakter ogolny.

                        > Oczywiście, że tak. Ale nie za cenę własnej krzywdy. Choć oczywiście są ludzie,
                        > którzy w poświęcaniu swojego dobra dla dobra innych odnajdują szczęście. I
                        > jeśli sprawia im to przyjemność, niech sobie żyją jak chcą. Ale nie mamy prawa
                        > wymagać od nikogo takiej postawy. Kochaj siebie, a łatwo przyjdzie ci kochać
                        > innych. I nie wymagaj od innych, żeby swoje dobro cenili niżej niż cudze.

                        Krzywda krzywdzie nie rowna - jednak. Na pewno, w celu unikniecia przejechania czlowieka, bez wahania zjedziesz
                        do rowu i rozbijesz swoj wlasny samochod. Gdy jedna ze stron chce rozbic rodzine (nie dotyczy to sprawy K!),
                        powinna sie zastanowic, czy jej wlasny zysk (np. otrzymanie nieco mlodszego, czy tez bogatszego partnera) warty
                        jest zniszczenia zycia malzonka, cierpien dzieci, itd.


                        > Wiesz z czym nie mogę się zgodzić? Z tą Twoją nieopanowaną chęcia wystawiania
                        > ocen.

                        Juz wyjasnialem na wstepie - to nie sa arbitralnie wystawiane oceny, ale dosc wykrystalizowane poglady.
                        Nie chcialem atakowac zadnej konkretnej osoby.


                        > My tutaj na forum znamy sprawę tylko z jednej strony...

                        Zgadzam sie calkowicie.

                        > A poza tym, czy nie sądzisz, że K. powinien zauważyć, że cos nie gra w związku?

                        Trzeba podjac wysilek i rozmawiac. Po co liczyc na domysly?

                        > No właśnie. Więc może wyczul się na jej krzywdę. Na to, że źle jej z nim było.
                        > Że nie była z nim szczęśliwa. Czy mam rozumieć, że tylko mężczyznom wolno
                        > walczyć o swoje szczęście?

                        Dlaczego najpierw byla szczesliwa, a potem nie? Co sie takiego wydarzylo? Nie wiemy. A problem krzywdy tez do
                        dyskusji. Niejedna osomotniona kobieta, wyplakujaca sie do poduszki, pozazdroscilaby takiej "krzywdy" - kochajacego
                        partnera, chcacego sobie z nia ulozyc zycie... Sam bym chetnie dal sie tak "skrzywdzic"...

                        > > "Lepiej się nie odzywać i wydawać się głupcem, niż
                        > > > odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości."
                        > >
                        > > Moim zdaniem lepiej rozmawiac, jesli watpliwosci pozostaja, to rozmowca
                        > zwroci
                        > > na to uwage...
                        > >
                        > **************************
                        > Doskonale wiesz, że nie o to tu chodziło. Jeżeli nie wiesz, cóż... Przykro mi,
                        > że przeceniałam Twoją inteligencję.
                        >

                        Wykonalem unik, to fakt. A IQ nie mierzylem, wiec nie moge sluzyc kontrargumentem. Proponuje jednak powstrzymac
                        sie od prob obrazenia rozmowcy. Takie "argumenty" nie maja wartosci merytorycznej.

                        > Zresztą uważam, że gdyby z nim
                        > została nie kochając go, nic dobrego by z tego nie wynikło. Ani dla niego, ani
                        > dla niej.

                        W tym wypadku zapewne tak. A ogolnie, to trzeba by bylo wpierw odpowiedziec na pytanie, co sprawilo, ze
                        przestala kochac. Zdaje sie, ze zgodzilismy sie z pogladem, ze milosc to nie jest deszcz, ktory padal i nagle, ni z
                        gruszki ni z pietruszki, przestal.

                        > > Uprzejmy to Ty nie jestes...
                        > ***********************
                        > Ha! Większego komplementu nie mogłeś mi powiedzieć

                        Przepraszam za ten rodzaj meski. Jednak upieralbym sie, zeby unikac obrazania osoby dyskutatna. Zamiast "X jest
                        glupi" lepiej powiedziec "X nie ma racji".

                        > Masz prawo. Ale ja widzę pewną sprzeczność w Twoim rozumowaniu. Często
                        > powołujesz się na empatię, zrozumienie dla czyichś uczuć, ale nie masz ani
                        > krzty zrozumienia dla tej biednej dziewczyny, której jedyną winą było to, że
                        > odważyła się zawalczyć o swoje szczęście. Nieładnie, drogi Tartuffe, nieładnie.

                        Tartuffe stosuje inne kryteria do siebie, a inne do otoczenia. Ja nie wymagam od innych tego, czego nie wymagam od
                        siebie. Nie kieruje sie tez jakas "meska solidarnoscia" - jeszcze bardziej ujalbym sie za porzucona kobieta. Natomiast to
                        "szczescie" w wyniku zmiany partnera bywa czesto iluzoryczne. Nie przemowila do Ciebie Liv Ullman, to moze
                        przemowi sztuka pt. "Odwrot" grana nie tak dawno temu we Wspolczesnym w W-wie. Maz, po 30 latach malzenstwa
                        dochodzi do wniosku ze prowadzi nieciekawe zycie. Postanawia to zmienic, rozpoczynajac od porzucenia zony dla
                        mlodszej partnerki. Zona jest zdruzgotana, bliska obledu (swietna Marta Lipinska w tej roli). W ostatniej scenie
                        widzimy bohatera w podobnych ukladach jak na poczatku - w jego zyciu wlasciwie nic sie nie zmienilo: nowa
                        partnerke zaczal traktowac tak jak stara, nadal tylko nieciekawa praca, kapcie i telewizor. Defekt tkwil w nim samym,
                        a nie w ukladach z zona.

                        • Gość: carduus Re: Jak się odkochać? IP: proxy / 10.30.1.* 14.11.02, 15:44
                          Gość portalu: Przemek napisał(a):

                          Nie bylo moja intencja "przylozenie" partnerce K. jako osobie. J
                          > esli tak to moglo byc odczytane, to
                          > gotow jestem chocby i dzis leciec z kwiatami i przepraszac.
                          **********************
                          No to bukiet w łapę i biegusiem:-)). Bo chyba nie hipotetyczną osobę obdarzyłeś
                          epitetem "niedojrzałej emocjonalnie", co?

                          Gdy jedna ze stron chce rozbic rodzin
                          > e (nie dotyczy to sprawy K!),
                          > powinna sie zastanowic, czy jej wlasny zysk (np. otrzymanie nieco mlodszego,
                          cz
                          > y tez bogatszego partnera) warty
                          > jest zniszczenia zycia malzonka, cierpien dzieci, itd.
                          ************************
                          Tu się zgadzamy. Problemem pozostaje tylko to, że osoba niespełniona,
                          nieszczęśliwa ma wielkie szanse na to, żeby stać się zrezygnowaną i
                          zgorzkniałą, a tacy potrafią bardzo skutecznie zatruć życie rodzinie.


                          >
                          > > A poza tym, czy nie sądzisz, że K. powinien zauważyć, że cos nie gra w zwi
                          > ązku?
                          >
                          > Trzeba podjac wysilek i rozmawiac. Po co liczyc na domysly?
                          ***********************
                           Też uważam, że bez rozmowy ani rusz. Ale niektórzy ludzie nie potrafią
                          rozmawiać, nie potrafią mówić o swoich potrzebach.

                          >
                          > Dlaczego najpierw byla szczesliwa, a potem nie? Co sie takiego wydarzylo? Nie
                          w
                          > iemy.
                          ************************
                           No właśnie, nie wiemy. A zresztą, może to tylko ona się zmieniła? Może to
                          tylko jej zaczęło czegoś brakować? I co miała tak trwać przy nim, pomimo, że
                          nie brali ślubu, niczego sobie nie przysięgali, nie mieli dzieci.?


                          A problem krzywdy tez do
                          > dyskusji. Niejedna osomotniona kobieta, wyplakujaca sie do poduszki,
                          pozazdrosc
                          > ilaby takiej "krzywdy" - kochajacego
                          > partnera, chcacego sobie z nia ulozyc zycie... Sam bym chetnie dal sie tak
                          "sk
                          > rzywdzic"...
                          **********************
                           Ja mam trochę inne zdanie na ten temat. Uważam, że lepiej samemu niż z byle
                          kim. Nie byłoby problemu, gdyby ludzie mogli być szczęśliwi żyjąc z kimkolwiek.
                          Tylko, niestety rzeczywistość jest inna. Niektórzy muszą długo szukać, żeby
                          znaleźć kogoś z kim chcą przejść przez życie. A i pomyłki zdarzają się często.


                          >
                          > > > "Lepiej się nie odzywać i wydawać się głupcem, niż
                          > > > > odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości."
                          > > >
                          > > > Moim zdaniem lepiej rozmawiac, jesli watpliwosci pozostaja, to rozmow
                          > ca
                          > > zwroci
                          > > > na to uwage...
                          > > >
                          > > **************************
                          > > Doskonale wiesz, że nie o to tu chodziło. Jeżeli nie wiesz, cóż... Przykro
                          > mi,
                          > > że przeceniałam Twoją inteligencję.
                          > >
                          >
                          > Wykonalem unik, to fakt. A IQ nie mierzylem, wiec nie moge sluzyc
                          kontrargument
                          > em. Proponuje jednak powstrzymac
                          > sie od prob obrazenia rozmowcy. Takie "argumenty" nie maja wartosci
                          merytorycz
                          > nej.
                          ************************
                           Ośmielam się zwrócić Ci uwagę na to małe słówko JEŻELI. Oznacza ono tryb
                          warunkowy. Jeśli faktycznie nie zrozumiałbyś poprzedniej wypowiedzi, zapewne
                          nie zrozumiałbyś także tej aluzji, zatem nie mogłabym Cię obrazić, bo nie można
                          obrazić kogoś kto nie czuje się obrażony.

                          A ogolnie, to trzeba by bylo wpierw odpowiedziec na
                          > pytanie, co sprawilo, ze
                          > przestala kochac. Zdaje sie, ze zgodzilismy sie z pogladem, ze milosc to nie
                          je
                          > st deszcz, ktory padal i nagle, ni z
                          > gruszki ni z pietruszki, przestal.
                          ********************
                           To prawda. Ogólnie, to nigdy nie dzieje się tak, że miłość "przestaje padać".


                          Jednak upieralbym sie, zeby unikac obrazania o
                          > soby dyskutatna. Zamiast "X jest
                          > glupi" lepiej powiedziec "X nie ma racji".
                          ************************ Lepiej? Może uprzejmiej ale czy lepiej? Czyż dyskusja
                          nie byłaby wtedy zbyt nudna? Trochę kolorków jej nie zaszkodzi.
                           A poza tym od złośliwości wagi piórkowej jeszcze daleko do obrażania. Ja w
                          każdym razie nie miałam zamiaru Cię obrażać. Fakt, że język mam może nieco
                          niewyparzony, aleto cena za barwność dyskusji:-))).


                          > Tartuffe stosuje inne kryteria do siebie, a inne do otoczenia.
                          *************************
                           Tartuffe jest przede wszystkim obłudny. I choć wiele mówi o empatii nie
                          zawsze, a przynajmniej nie w stosunku do każdego go na nią stać. To było w tym
                          sensie. W żadnym innym.

                          Nie przemowila do
                          > Ciebie Liv Ullman, to moze
                          > przemowi sztuka pt. "Odwrot" grana nie tak dawno temu we Wspolczesnym w W-
                          wie.
                          > Maz, po 30 latach malzenstwa
                          > dochodzi do wniosku ze prowadzi nieciekawe zycie. Postanawia to zmienic,
                          rozpoc
                          > zynajac od porzucenia zony dla
                          > mlodszej partnerki. Zona jest zdruzgotana, bliska obledu (swietna Marta
                          Lipinsk
                          > a w tej roli). W ostatniej scenie
                          > widzimy bohatera w podobnych ukladach jak na poczatku - w jego zyciu
                          wlasciwie
                          > nic sie nie zmienilo: nowa
                          > partnerke zaczal traktowac tak jak stara, nadal tylko nieciekawa praca,
                          kapcie
                          > i telewizor. Defekt tkwil w nim samym,
                          > a nie w ukladach z zona.
                          >
                          **********************

                          Ależ przemówiła do mnie zarówno Liv Ullman, jak i Marta Lipińska. Tylko związek
                          z omawianą sprawą (upieram się nadal, że konkretną) wydaje mi się dość mglisty.
                          Widzisz na zbytnich uogólnieniach często źle się wychodzi. Każdy przypadek jest
                          trochę inny. Zgadzam się, że często problemem jest konstrukcja psychiczna
                          samych bohaterów, a nie ich otoczenia. Ale ten konkretny przypadek chyba jednak
                          zbyt luźno znamy, żeby móc wysnuwać takie wnioski.

                          carduus
                          uparta
                          • Gość: Przemek Re: Jak się odkochać? IP: *.tele.pw.edu.pl 14.11.02, 18:15
                            Gość portalu: carduus napisał(a):

                            > No to bukiet w łapę i biegusiem:-)). Bo chyba nie hipotetyczną osobę obdarzyłeś
                            > epitetem "niedojrzałej emocjonalnie", co?

                            Nie myslalem o konkretnej osobie ale o problemie. Jak okreslic osobe, ktora (wg relacji K) kocha, planuje wspolna
                            przyszlosc, zarecza sie a potem, bez zadnej przyczyny (znowu wg relacji K) wycofuje sie? Jesli ktokolwiek czuje sie
                            urazony moim pisaniem, to przepraszam, na wszelki wypadek.

                            Z wiekszoscia Twoich wypowiedzi moge sie zgodzic, nie bede sie wyklocal o szczegoly.

                            > ? Też uważam, że bez rozmowy ani rusz. Ale niektórzy ludzie nie potrafią
                            > rozmawiać, nie potrafią mówić o swoich potrzebach.

                            Znam ten problem. Czlowiek zadaje pytania, a w odpowiedzi - milczenie.

                            > ? Ja mam trochę inne zdanie na ten temat. Uważam, że lepiej samemu niż z
                            > byle kim.

                            Tu moglbym sie przyczepic do sformulowania. Kto to jest "byle kto"?
                            Czy ludzie dziela sie na pelnowartosciowych i "bylejakich", Untermensch'ow jakichs?

                            >
                            > Tylko, niestety rzeczywistość jest inna. Niektórzy muszą długo szukać, żeby
                            > znaleźć kogoś z kim chcą przejść przez życie. A i pomyłki zdarzają się często.

                            Zgadzam sie. Jednak te sprawy powinny byc wyjasnione na samym poczatku znajomosci,
                            4 lata to zdecydowanie za dlugo.


                            > > > > "Lepiej się nie odzywać i wydawać się głupcem, niż
                            > > > > > odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości."
                            > > > >
                            Niech bedzie ze jestem niebyt lotny, ale ten cytat nie wydaje mi sie jednoznaczny.
                            "Rozwiac wszelkie watpliwosci - co do faktu ze sie jest glupcem?"
                            A moze "rozwiac wszelkie watpliwosci" w sensie "narzucic zbyt latwa interpretacje i pozbawic problem jego
                            wieloznacznosci".
                            Przyznam sie ze w pierwszej chwili pomyslalem to drugie i skomentowalem, ze lepiej sie odezwac mimo wszystko.
                            Teraz wydaje mi sie, ze chodzi o to pierwsze, a wiec wylacznie o "przylozenie" mi. Szkoda, bo taki "argument" jest
                            calkowicie niemerytoryczny.

                            >
                            > Jednak upieralbym sie, zeby unikac obrazania o
                            > > soby dyskutatna. Zamiast "X jest
                            > > glupi" lepiej powiedziec "X nie ma racji".
                            > ************************? Lepiej? Może uprzejmiej ale czy lepiej? Czyż dyskusja
                            > nie byłaby wtedy zbyt nudna? Trochę kolorków jej nie zaszkodzi.

                            Sens obu wypowiedzi jest bardzo rozny. W jakiejs sprawie mozna nie miec racji, natomiast "glupi" nie jest w stanie
                            ogarnac swoim umyslem zadnego problemu, nalezy go zlekcewazyc bo wlasciwie nigdy nie ma racji. Oczywiscie jest
                            to obrazliwe.

                            . Zgadzam się, że często problemem jest konstrukcja psychiczna
                            > samych bohaterów, a nie ich otoczenia. Ale ten konkretny przypadek chyba jednak
                            > zbyt luźno znamy, żeby móc wysnuwać takie wnioski.
                            >

                            Pod powyzszym podpisuje sie i chyba na tym zakoncze te wymiane pogladow (mam zaleglosci w pracy)
                            • Gość: carduus Re: Jak się odkochać? IP: proxy / 10.30.1.* 15.11.02, 08:51
                              Gość portalu: Przemek napisał(a):


                              > Nie myslalem o konkretnej osobie ale o problemie. Jak okreslic osobe, ktora
                              (wg
                              > relacji K) kocha, planuje wspolna
                              > przyszlosc, zarecza sie a potem, bez zadnej przyczyny (znowu wg relacji K)
                              wyco
                              > fuje sie? Jesli ktokolwiek czuje sie
                              > urazony moim pisaniem, to przepraszam, na wszelki wypadek.
                              ***************************
                              Wiesz co, zaczynam się zastanawiać, czy my mówimy tym samym językiem. Najpierw
                              mówisz, że piszesz o sytuacji HIPOTETYCZNEJ, OGÓLNEJ, a zaraz w następnym
                              zdaniu odnosisz się do KONKRETNEJ osoby i KONKRETNEJ sytuacji. Zdecyduj się.


                              > Tu moglbym sie przyczepic do sformulowania. Kto to jest "byle kto"?
                              > Czy ludzie dziela sie na pelnowartosciowych i "bylejakich", Untermensch'ow
                              jak
                              > ichs?
                              **********************
                              Faktycznie mógłbyś. Gdybyś oczywiście nie zrozumiał, że chodzi o "byle kogo" w
                              sensie "kogokolwiek". Tak może rzeczywiście byłoby polityczniej.

                              Jednak te sprawy powinny byc wyjasnione na samym poczatku znajomos
                              > ci,
                              > 4 lata to zdecydowanie za dlugo.
                              *************************
                              No ale jak ona na początku znajomości mogła stwierdzić, że się pomyliła? W
                              związek nie wchodzi się z dnia na dzień. Poznajesz drugą osobę coraz lepiej,
                              ale to wymaga czasu. To się nie dzieje w jednej chwili. Może dopiero po tych 4
                              latach przydarzyła się jakaś sytuacja, w której K. zachował się inaczej niż
                              życzyłaby sobie jego partnerka. Może nie stanął na wysokości zadania, gdy
                              przyszło im wspólnie prowadzić dom? Tak czy inaczej aby kogoś poznać, trzeba
                              mieć na to czas. Jeszcze więcej czasu potrzeba, żeby przekonać się czy naprawdę
                              chce się z tym człowiekiem spędzić życie, czy może nie.


                              > Niech bedzie ze jestem niebyt lotny, ale ten cytat nie wydaje mi sie
                              jednoznacz
                              > ny.
                              > "Rozwiac wszelkie watpliwosci - co do faktu ze sie jest glupcem?"
                              **************************
                              Oczywiście, że co do faktu, że jest się głupcem. Jak mogłes pomysleć o czymś
                              innym, to przecież jasne jak słońce! Czyżbym naprawdę Cię przeceniła?


                              > A moze "rozwiac wszelkie watpliwosci" w sensie "narzucic zbyt latwa
                              interpretac
                              > je i pozbawic problem jego
                              > wieloznacznosci".
                              > Przyznam sie ze w pierwszej chwili pomyslalem to drugie i skomentowalem, ze
                              lep
                              > iej sie odezwac mimo wszystko.
                              > Teraz wydaje mi sie, ze chodzi o to pierwsze, a wiec wylacznie o
                              "przylozenie"
                              > mi. Szkoda, bo taki "argument" jest
                              > calkowicie niemerytoryczny.
                              *********************

                              Po raz kolejny zwracam uwagę, że tam był tryb warunkowy. A taki nie powinien
                              obrażać. No chyba, że naprawdę Cię przeceniłam (tu również jest tryb
                              warunkowy:-)))



                              > > Jednak upieralbym sie, zeby unikac obrazania o
                              > > > soby dyskutatna. Zamiast "X jest
                              > > > glupi" lepiej powiedziec "X nie ma racji".
                              > > ************************? Lepiej? Może uprzejmiej ale czy lepiej? Czyż dys
                              > kusja
                              > > nie byłaby wtedy zbyt nudna? Trochę kolorków jej nie zaszkodzi.
                              >
                              > Sens obu wypowiedzi jest bardzo rozny.
                              ************************

                              Bardzo różny. Otóż to. A ja zwykłam mówić co myślę. I jeśli myślę, że ktoś jest
                              głupi, to mówię właśnie to, a nie owijam w bawełnę i próbuję zamydlić sytuację
                              powiedzeniem, że "nie ma racji" tylko po to, żeby wydać mu się miłą i
                              sympatyczną. Czy to nie obłuda?


                              W jakiejs sprawie mozna nie miec racji,
                              > natomiast "glupi" nie jest w stanie
                              > ogarnac swoim umyslem zadnego problemu, nalezy go zlekcewazyc bo wlasciwie
                              nigd
                              > y nie ma racji. Oczywiscie jest
                              > to obrazliwe.
                              **********************

                              Pod warunkiem, że nie jest to prawda.

                              >
                              > . Zgadzam się, że często problemem jest konstrukcja psychiczna
                              > > samych bohaterów, a nie ich otoczenia. Ale ten konkretny przypadek chyba j
                              > ednak
                              > > zbyt luźno znamy, żeby móc wysnuwać takie wnioski.
                              > >
                              >
                              > Pod powyzszym podpisuje sie i chyba na tym zakoncze te wymiane pogladow (mam
                              za
                              > leglosci w pracy)

                              Ok. Ja jednak nie byłabym sobą, gdybym pozwoliła Ci mieć ostatnie słowo:-)))

                              carduus
                              • Gość: Przemek Re: Jak się odkochać? IP: *.tele.pw.edu.pl 15.11.02, 14:28
                                Gość portalu: carduus napisał(a):

                                > Wiesz co, zaczynam się zastanawiać, czy my mówimy tym samym językiem. Najpierw
                                > mówisz, że piszesz o sytuacji HIPOTETYCZNEJ, OGÓLNEJ, a zaraz w następnym
                                > zdaniu odnosisz się do KONKRETNEJ osoby i KONKRETNEJ sytuacji. Zdecyduj się.

                                O.K. Niech Ci bedzie: przepraszam partnerke K, ze nie majac w reku diagnozy kompetentnego psychologa i
                                dysponujac jedynie fragmentaryczna relacja jej partnera, wyrazilem opinie, ze jest ona niedojrzala emocjonalnie.

                                > Może dopiero po tych 4
                                > latach przydarzyła się jakaś sytuacja, w której K. zachował się inaczej niż
                                > życzyłaby sobie jego partnerka. Może nie stanął na wysokości zadania, gdy
                                > przyszło im wspólnie prowadzić dom? Tak czy inaczej aby kogoś poznać, trzeba
                                > mieć na to czas. Jeszcze więcej czasu potrzeba, żeby przekonać się czy naprawdę
                                > chce się z tym człowiekiem spędzić życie, czy może nie.

                                Tutaj nie ustapie. Nie wolno bez bardzo powaznej przyczyny zabrac partnerowi wielu lat zycia i powiedziec "paszol
                                won". Innymi slowy - naganne jest wyrzadzanie krzywdy ludziom. Pare lat temu wizialem w TV program poswiecony
                                sytuacji porzuconych przez mezow kobiet. Wiekszosc z nich nawet po 5 i wiecej latach nie byla w stanie sie
                                pozbierac po otrzymanym ciosie, nie byla w stanie ulozyc sobie zycia. W zyciu trzeba uwazac, zeby nie
                                rozdeptywac ludzi. Z egoizmu nie czynic ideologii, ani sztandaru, bo powiewajac, wyglada paskudnie. Tej tezy bede
                                bronic, chocbym mial byc uznany za glupca.

                                > Oczywiście, że co do faktu, że jest się głupcem. Jak mogłes pomysleć o czymś
                                > innym, to przecież jasne jak słońce! Czyżbym naprawdę Cię przeceniła?

                                Ty przecenilas mnie, a ja Ciebie. W naiwnosci mojej pomyslalem, ze odzywajac sie, chesz powiedziec mi cos, co ma
                                zwiazek z tematem dyskusji, ze chcesz dorzucic cos istotnego. A Ty po prostu chcialas nazwac mnie glupcem. Po
                                prostu nie przyszlo mi do glowy, ze Ty grasz na tak niskich rejestrach... Ergo, przecenilem Cie.

                                > Bardzo różny. Otóż to. A ja zwykłam mówić co myślę. I jeśli myślę, że ktoś jest
                                > głupi, to mówię właśnie to, a nie owijam w bawełnę...

                                Tak jak ja, na podstawie szczatkowych informacji, nie mialem prawa sadzic, ze partnerka K jest rzeczywiscie
                                niedojrzala emocjonalnie, tak i Ty nie masz prawa stwierdzac, ze ktos, z kim sie nie zgadzasz w dyskusji, jest
                                glupcem. Masz prawo stwierdzic, ze ktos sie myli w okreslonej sprawie i to tylko wtedy, gdy udowodnisz blad w
                                rozumowaniu. Innymi slowy, przypinajac bezpodstawnie etykietke glupca, obrazasz ludzi... Dyskusja wymaga
                                okreslonej dyscypliny umyslowej, a Ty ciagle mieszasz argumenty z inwektywami. Nie jestem przyzwyczajony do
                                takiego stylu dyskusji i czuje sie urazony.

                                • Gość: carduus Re: Jak się odkochać? IP: proxy / 10.30.1.* 15.11.02, 15:55
                                  Gość portalu: Przemek napisał(a):


                                  > Tutaj nie ustapie. Nie wolno bez bardzo powaznej przyczyny zabrac partnerowi
                                  wi
                                  > elu lat zycia i powiedziec "paszol
                                  > won". Innymi slowy - naganne jest wyrzadzanie krzywdy ludziom.
                                  **************************
                                  Dobrze. Powiedz mi w takim razie czy już po pierwszym spotkaniu wiesz, że dana
                                  osoba to ta, z którą chcesz spędzić życie? Czy może tak, jak większość nas
                                  maluczkich potrzebujesz trochę czasu, żeby to stwierdzić?


                                  Pare lat temu wi
                                  > zialem w TV program poswiecony
                                  > sytuacji porzuconych przez mezow kobiet. Wiekszosc z nich nawet po 5 i wiecej
                                  l
                                  > atach nie byla w stanie sie
                                  > pozbierac po otrzymanym ciosie, nie byla w stanie ulozyc sobie zycia. W
                                  zyciu
                                  > trzeba uwazac, zeby nie
                                  > rozdeptywac ludzi. Z egoizmu nie czynic ideologii, ani sztandaru, bo
                                  powiewaja
                                  > c, wyglada paskudnie. Tej tezy bede
                                  > bronic, chocbym mial byc uznany za glupca.
                                  *****************************
                                  Ok. Tu się różnimy. Przyjmuję do wiadomości. I Życzę Ci, żebyś nigdy nie musiał
                                  co to znaczy, żyć z kimś, kogo się nie kocha, tylko dlatego, że kiedyś się
                                  pomyliłeś. Ale Ty pewnie nigdy się nie mylisz, co?:-)))




                                  >
                                  > Ty przecenilas mnie, a ja Ciebie. W naiwnosci mojej pomyslalem, ze odzywajac
                                  si
                                  > e, chesz powiedziec mi cos, co ma
                                  > zwiazek z tematem dyskusji, ze chcesz dorzucic cos istotnego. A Ty po prostu
                                  ch
                                  > cialas nazwac mnie glupcem. Po
                                  > prostu nie przyszlo mi do glowy, ze Ty grasz na tak niskich rejestrach...
                                  Ergo,
                                  > przecenilem Cie.
                                  ***************************
                                  Zdaje się, że najbardziej przeceniłam Twoje poczucie humoru.

                                  > Tak jak ja, na podstawie szczatkowych informacji, nie mialem prawa sadzic, ze
                                  p
                                  > artnerka K jest rzeczywiscie
                                  > niedojrzala emocjonalnie, tak i Ty nie masz prawa stwierdzac, ze ktos, z kim
                                  si
                                  > e nie zgadzasz w dyskusji, jest
                                  > glupcem. Masz prawo stwierdzic, ze ktos sie myli w okreslonej sprawie i to
                                  tyl
                                  > ko wtedy, gdy udowodnisz blad w
                                  > rozumowaniu. Innymi slowy, przypinajac bezpodstawnie etykietke glupca,
                                  obrazas
                                  > z ludzi... Dyskusja wymaga
                                  > okreslonej dyscypliny umyslowej, a Ty ciagle mieszasz argumenty z
                                  inwektywami.
                                  > Nie jestem przyzwyczajony do
                                  > takiego stylu dyskusji i czuje sie urazony.
                                  > **************************
                                  A ja czuję się urażona Twoim brakiem poczucia humoru. Może powinieneś sprawdzić
                                  wzrok? Tam były nawiaski. Prawe nawiaski. Wiesz przecież co oznaczają. Czy może
                                  znowu Cię przeceniam?

                                  carduus
                                  urażona
                                  baaaardzo

                                  • Gość: Przemek Re: Jak się odkochać? IP: *.tele.pw.edu.pl 15.11.02, 20:29
                                    Gość portalu: carduus napisał(a):


                                    > Dobrze. Powiedz mi w takim razie czy już po pierwszym spotkaniu wiesz, że dana
                                    > osoba to ta, z którą chcesz spędzić życie? Czy może tak, jak większość nas
                                    > maluczkich potrzebujesz trochę czasu, żeby to stwierdzić?

                                    Nie chodzi tu ani o pierwsze spotkanie, ani o 10-te. Chodzi o deklaracje i zobowiazania.
                                    Slub jest taka deklaracja, wspolne zamieszkanie w pewnym sensie tez (o ile partnerzy nie ustala miedzy
                                    soba, ze to "bez zobowiazan"). Powaznym zobowiazaniem sa dzieci. Nawiazujac do sytuacji K, zareczyny i
                                    planowanie wspolnej przyszlosci tez sa jakims zobowiazaniem i zerwanie zareczyn bez istotnego powodu
                                    stawia osobe zrywajaca w niekorzystnym swietle. W tej sytuacji K. ma prawo czuc sie wykorzystany i
                                    wprowadzony w blad.
                                    Z drugiej strony, powinien on sie cieszyc, ze stalo sie to przed slubem, urodzeniem sie dzieci, itd.

                                    > Ok. Tu się różnimy. Przyjmuję do wiadomości. I Życzę Ci, żebyś nigdy nie musiał
                                    > co to znaczy, żyć z kimś, kogo się nie kocha, tylko dlatego, że kiedyś się
                                    > pomyliłeś. Ale Ty pewnie nigdy się nie mylisz, co?:-)))
                                    >

                                    Myle sie, ale ten sposob co K (naiwnie wierzac w ludzi), a nie w ten sposob co jego partnerka. Skutki
                                    mojej pomylki sa bez porownania bardziej druzgocace, niz to, co opisuje K. Nie chce o tym pisac;
                                    znajomy Francuz skwitowal moja sytuacje tak: "Tu es dans la merde...".

                                    > A ja czuję się urażona Twoim brakiem poczucia humoru. Może powinieneś sprawdzić
                                    > wzrok? Tam były nawiaski. Prawe nawiaski. Wiesz przecież co oznaczają. Czy może
                                    > znowu Cię przeceniam?
                                    >

                                    Sa rozne rodzaje zartow, ja jednak preferuje te mniej dokuczliwe. Zreszta ten temat mnie rozdraznil, ze
                                    wzgledow, o ktorych wspomnialem. W tej sytuacji nie jest mi do smiechu.

                                    P.S. Gdyby K zyl w epoce wiktorianskiej w Anglii, to mialby prawo do drobnej satysfakcji. Osoba zrywajaca
                                    zareczyny byla zobowiazana do przeprosin i uznania swojej winy na pismie, oraz opublikowania w
                                    lokalnej prasie :-)
                                    :-.) a to ostatnie to usmiech Cindy Crawford, na pozegnanie.

                                    • Gość: carduus Re: Jak się odkochać? IP: proxy / 10.30.1.* 18.11.02, 09:12
                                      Gość portalu: Przemek napisał(a):

                                      > Nie chodzi tu ani o pierwsze spotkanie, ani o 10-te. Chodzi o deklaracje i
                                      zobo
                                      > wiazania.
                                      > Slub jest taka deklaracja, wspolne zamieszkanie w pewnym sensie tez (o ile
                                      part
                                      > nerzy nie ustala miedzy
                                      > soba, ze to "bez zobowiazan").
                                      **********************


                                      Wiesz, mnie nigdy nie przyszłoby do głowy traktować wspólnego zamieszkiwania
                                      bez ślubu jako "deklaracji" a już na pewno nie deklaracji "na śmierć". Owszem
                                      jest to pewnego wyznacznik tego, czy związek jest poważny czy nie, ale bardzo
                                      często jest to również rodzaj próby, przez którą większość związków musi
                                      przejść, czy to przed czy już po ślubie (ja osobiście uważam, że lepiej przed,
                                      po ewentualnych rozczarowaniach i zawodach nie była płaczu i lamentu, że teraz
                                      to za późno na wycofanie się). I moim zdaniem właśnie tej próby związek ten nie
                                      przetrwał. Może nie bez znaczenia były również owe dwa etaty, o czym wspomniała
                                      już jedna z uczestniczek dyskusji.


                                      Powaznym zobowiazaniem sa dzieci. Nawiazujac do
                                      > sytuacji K, zareczyny i
                                      > planowanie wspolnej przyszlosci tez sa jakims zobowiazaniem i zerwanie
                                      zareczyn
                                      > bez istotnego powodu
                                      > stawia osobe zrywajaca w niekorzystnym swietle.
                                      *********************
                                      Czy dla Ciebie fakt, że się NIE KOCHA naprawdę nie jest istotnym powodem? Jeśli
                                      tak, to chyba rzeczywiście dalsza dyskusja nie ma sensu, bo moim zdaniem
                                      dyskusja staje się niemożliwa, gdy odkrywa się, że rozmówca ma zupełnie inne
                                      zdanie co do fundamentalnych dla nas zasad.


                                      W tej sytuacji K. ma prawo czu
                                      > c sie wykorzystany i
                                      > wprowadzony w blad.
                                      > Z drugiej strony, powinien on sie cieszyc, ze stalo sie to przed slubem,
                                      urodze
                                      > niem sie dzieci, itd.
                                      >


                                      > Myle sie, ale ten sposob co K (naiwnie wierzac w ludzi), a nie w ten sposob
                                      co
                                      > jego partnerka. Skutki
                                      > mojej pomylki sa bez porownania bardziej druzgocace, niz to, co opisuje K.
                                      Nie
                                      > chce o tym pisac;
                                      > znajomy Francuz skwitowal moja sytuacje tak: "Tu es dans la merde...".
                                      >
                                      > Sa rozne rodzaje zartow, ja jednak preferuje te mniej dokuczliwe. Zreszta ten
                                      t
                                      > emat mnie rozdraznil, ze
                                      > wzgledow, o ktorych wspomnialem. W tej sytuacji nie jest mi do smiechu.
                                      **************************
                                      Jeśli temat cię rozdrażnił, ze względu na osobiste przeżycia, to może nie od
                                      rzeczy będzie rozważenie, czy stać Cię na obiektywizm? Że tak, nie wierzę, bo
                                      skoro sam przyznajesz się do rozdrażnienia, to musisz też przyznać, że człowiek
                                      taki nie jest obiektywny. A więc jeśli nie, to może należałoby uprzedzić, że
                                      Twoje zdanie jest naznaczone pewnymi subiektywnymi ocenami i choć jako takie ma
                                      pełne prawo się pojawić, to jednak zwykła uczciwość nakazuje jasno określić, że
                                      nie należy go brać za obiektywną opinię.


                                      >
                                      > P.S. Gdyby K zyl w epoce wiktorianskiej w Anglii, to mialby prawo do drobnej
                                      sa
                                      > tysfakcji. Osoba zrywajaca
                                      > zareczyny byla zobowiazana do przeprosin i uznania swojej winy na pismie,
                                      oraz
                                      > opublikowania w
                                      > lokalnej prasie :-)


                                      Na szczęście nie żyjemy w wiktoriańskiej Anglii:-)))

                                      carduus
                                      pojednawczo uśmiechnięta :-))))

                                      • Gość: Przemek Re: Jak się odkochać? IP: *.tele.pw.edu.pl 18.11.02, 13:28
                                        Gość portalu: carduus napisał(a):

                                        > Wiesz, mnie nigdy nie przyszłoby do głowy traktować wspólnego zamieszkiwania
                                        > bez ślubu jako "deklaracji"

                                        To zalezy od tego, co oni sobie powiedzieli. Jesli oboje zarzekaja sie, ze ani mysla traktowac zwiazku jako
                                        trwalego, albo zgodni sa co do tego, ze to tylko test, to z zasadzie nie mozna sie przyczepic. Ale
                                        najczesciej jest tak, ze jedna ze stron traktuje zwiazek bardziej serio - i ta strona cierpi bardziej po
                                        rozejsciu sie (ot, kara za wiernosc i zdolnosc do uczuc). Z tego wzgledu uwazam, ze tak naprawde
                                        uczciwe jest "isc na calosc" albo nie rozpoczynac zwiazku wcale (to jest moj subiektywny punkt widzenia,
                                        nie narzucam go nikomu).


                                        > Czy dla Ciebie fakt, że się NIE KOCHA naprawdę nie jest istotnym powodem? Jeśli
                                        > tak, to chyba rzeczywiście dalsza dyskusja nie ma sensu, bo moim zdaniem
                                        > dyskusja staje się niemożliwa, gdy odkrywa się, że rozmówca ma zupełnie inne
                                        > zdanie co do fundamentalnych dla nas zasad.
                                        >

                                        Przeciez bylismy zgodni, ze milosc to nie deszcz, ktory zaczyna i przestaje padac bez zadnego powodu.
                                        Zmienilas zdanie? Jesli juz milosc zaistniala, i obie strony (nie cierpiace na niedojrzalosc emocjonalna)
                                        sa zdecydowane ja pielegnowac, to ona nie ustanie. Moze przechodzic ewolucje (okres narzeczenski nie
                                        trwa wiecznie), ale ustac moze w sytuacji, gdy gleboko zawiedziemy sie na partnerze.
                                        Jesli ustala, bo np. partner sie nieco zestarzal, to oznaka niedojrzalosci emocjonalnej.


                                        > Jeśli temat cię rozdrażnił, ze względu na osobiste przeżycia, to może nie od
                                        > rzeczy będzie rozważenie, czy stać Cię na obiektywizm?

                                        W sprawach fundamentalnych stac mnie. Np. poglad, ze nalezy starac sie przejsc przez zycie nie
                                        rozdeptujac ludzi, nie uwazam za jakas moja subiektywna impresje. Gdyby wszyscy nastawili sie na
                                        marsz po trupach do celu, mielibysmy tu pieklo...

                                        W sprawach szczegolowych (np jak interpretowac fakt wspolnego zamieszkania) wypowiadam sie
                                        subiektywnie, do tego tez mam prawo.
                                        • Gość: carduus Re: Jak się odkochać? IP: proxy / 10.30.1.* 19.11.02, 08:08
                                          Gość portalu: Przemek napisał(a):


                                          > To zalezy od tego, co oni sobie powiedzieli. Jesli oboje zarzekaja sie, ze
                                          ani
                                          > mysla traktowac zwiazku jako
                                          > trwalego, albo zgodni sa co do tego, ze to tylko test, to z zasadzie nie
                                          mozn
                                          > a sie przyczepic.
                                          ***********************
                                          Tak mi przyszło do głowy, że chyba rzeczywiście jak się nie rozważając ślubu,
                                          rozważa wspólne zamieszkanie, to może rzeczywiście powinna odbyć się rozmowa,
                                          co, jak i na jakich zasadach. Ale ja dopuszczam też możliwość, że niestety (a
                                          może na szczęście) nie każdy jest tak obrzydliwie rozsądny jak ja (i Ty,
                                          Przemku) i dla niektórych mógł ów prosty w sumie fakt nie być tak oczywisty. I
                                          stać mnie na tolerancję dla tychże. I jeszcze jedno mi przyszło do głowy. Nie
                                          wiemy, czy K. i jego była taką rozmowę odbyli. Jeśli tak - ocena będzie
                                          zależała od tego co ustalili. Jeżeli nie winę za to ponoszą oboje, zarówno ona
                                          jak i on. Z zaniedbań czasem rodzą się tragedie, niestety. I choć w tym
                                          przypadku żadna tragedia się nie stała, to mechanizm wydaje się podobny.



                                          Jesli juz milosc zaistniala, i obie strony (nie cierpiace na
                                          > niedojrzalosc emocjonalna)
                                          > sa zdecydowane ja pielegnowac, to ona nie ustanie. Moze przechodzic ewolucje
                                          (o
                                          > kres narzeczenski nie
                                          > trwa wiecznie), ale ustac moze w sytuacji, gdy gleboko zawiedziemy sie na
                                          partn
                                          > erze.
                                          > Jesli ustala, bo np. partner sie nieco zestarzal, to oznaka niedojrzalosci
                                          emoc
                                          > jonalnej.
                                          *****************************
                                          No, a ja uważam, że miłość może ustać nie tylko z powodu głębokiego zawodu.
                                          Także z powodu wielu małych, drobnych zawodów. To tak jak ze spaniem w łóżku do
                                          w którym oprócz Ciebie leży jeszcze mnóstwo maleńkich okruszków. Kilku byś nie
                                          zauważył, ale kilkadziesiąt przeszkadza ci na tyle, że zmieniasz posłanie. Jak
                                          ktoś w małej sprawie zawodzi Cię raz, przełkniesz, wybaczysz, po dwóch dniach
                                          zapomnisz. Ale jeżeli ktoś bez przerwy zawodzi Cię w małych sprawach i żadne
                                          rozmowy nie przynoszą rezultatów, po pewnym czasie zaczynasz mieć dość, a potem
                                          jeszcze przestajesz kochać. O miłość trzeba dbać. Nie od święta. Nie z okazji
                                          rocznicy ślubu. Na co dzień. Zadziwiające jak wielu ludzi o tym nie pamięta, a
                                          jeśli nawet pamięta, to nie przestrzega tej prostej zasady.
                                          My nie wiemy dlaczego ona odeszła od K. może rzeczywiście nie dała mu szansy. A
                                          może dawała mu tę szansę już zbyt wiele razy. Nie osądzajmy, żebyśmy nie byli
                                          osądzeni.

                                          czy stać Cię na obiektywizm?
                                          >
                                          > W sprawach fundamentalnych stac mnie. Np. poglad, ze nalezy starac sie
                                          przejsc
                                          > przez zycie nie
                                          > rozdeptujac ludzi, nie uwazam za jakas moja subiektywna impresje. Gdyby
                                          wszysc
                                          > y nastawili sie na
                                          > marsz po trupach do celu, mielibysmy tu pieklo...
                                          *************************
                                          Słuchaj, zaczyna mnie nieco niecierpliwić ten Twój nawyk traktowania mnie jak
                                          głupiej gęsi. Nigdzie nie napisałam, że należy przejść przez życie jak walec
                                          drogowy niszcząc wszystko co staje nam na drodze. Ośmielam się twierdzić
                                          jedynie, że wolno nam walczyć o swoje szczęście nawet wtedy, gdy ktoś inny
                                          uważa, że robimy mu w ten sposób krzywdę. Istnieją bowiem na tym świecie
                                          konflikty interesów i nie zawsze można znaleźć takie wyjście, które dla
                                          wszystkich będzie jednakowo satysfakcjonujące. Tę dziewczynę większość tutaj w
                                          bezwzględny sposób oceniła, jako niedojrzałą emocjonalnie wariatkę, która
                                          zniszczyła K. życie, podeptała jego uczucia, zszargała jego miłość. I niewielu
                                          osobom przyszło do głowy, że sprawy mogą wyglądać trochę inaczej. Cóż ona
                                          takiego zrobiła? Odeszła od człowieka, który nie spełnił jej oczekiwań jako
                                          partner. Niczego mu nie przysięgała przed ołtarzem. Przeciwnie: od dłuższego
                                          czasu wysyłała mu wyraźne sygnały, że związek się sypie. Być może rzeczywiście
                                          zabrakło szczerej rozmowy, ale o to winić możemy ich obydwoje a nie tylko ją.
                                          Trochę obiektywizmu na litość!

                                          carduus

                                          • Gość: Przemek Re: Jak się odkochać? IP: *.tele.pw.edu.pl 19.11.02, 18:30
                                            Gość portalu: carduus napisał(a):
                                            > ***********************
                                            >Ale ja dopuszczam też możliwość, że niestety (a
                                            > może na szczęście) nie każdy jest tak obrzydliwie rozsądny jak ja (i Ty,
                                            > Przemku)

                                            Rozsadek nie kloci sie z romantyzmem, wrecz przeciwnie. Byl taki film wg Austen (?) "Rozwazna i romantyczna".
                                            Obrzydliwa bywa nieroztropnosc, bezmyslnosc (a scislej ten jej rodzaj, ktory polega na niezauwazaniu szkod, jakie
                                            wyrzadzamy otoczeniu), a nie rozsadek.

                                            > i dla niektórych mógł ów prosty w sumie fakt nie być tak oczywisty. I
                                            > stać mnie na tolerancję dla tychże.

                                            Jednak sympatie budzi u mnie ten, kto naiwnie wierzy w dobre intencje partnera (np. uwaza, ze pojscie do lozka, czy
                                            wspolne zamieszkanie stanowi poczatek trwalego zwiazku). Powiesz ze to nierozsadne? Byc moze, jednak
                                            postepujac w ten sposob, szkodzimy co najwyzej sobie samym. Prawdopodobnie K wykazal sie takim rodzajem
                                            naiwnosci.

                                            > Nie wiemy, czy K. i jego była taką rozmowę odbyli. Jeśli tak - ocena będzie
                                            > zależała od tego co ustalili.

                                            Zdaje sie, ze byla mowa o zareczynach, ktore sa przeciez jakas obietnica...

                                            > Ale jeżeli ktoś bez przerwy zawodzi Cię w małych sprawach i żadne
                                            > rozmowy nie przynoszą rezultatów, po pewnym czasie zaczynasz mieć dość, a potem
                                            > jeszcze przestajesz kochać.

                                            Zgadzam sie. I podkreslam Twoje slowa "jesli zadne rozmowy...". A wiec odejscie (po wielu latach) bez slowa lub z
                                            niczego nie wyjasniajacym komentarzem typu "jednak potrzebuje innego partnera" jest nie na miejscu.

                                            > Nie osądzajmy, żebyśmy nie byli osądzeni.

                                            Mam inna propozycje. Osadzajmy i niech nas tez sadza. Raz kozie smierc!

                                            > Słuchaj, zaczyna mnie nieco niecierpliwić ten Twój nawyk traktowania mnie jak
                                            > głupiej gęsi. Nigdzie nie napisałam, że należy przejść przez życie jak walec...

                                            A ja nic nie pisalem o glupiej gesi. Sprawa K, byc moze nieslusznie, kojarzy mi sie z innymi historiami, w ktorych osoba
                                            odchodzaca wyrzadzila wielka krzywde partnerowi. Np historia znajomego moich znajomych, ktory zachorowal na
                                            SM, na co jego zona natychmiast zareagowala wybuchem namietnosci do innego (zdrowego) partnera i
                                            wyprowadzeniem sie. Milosne zaslepienie nie przeszkodzilo jej jednak w wywiezieniu mebli z mieszkania...

                                            Jestem wyczulony na tego typu sprawy (to wynika tez z mich wlasnych doswiadczen) i uwazam, ze z ludzmi trzeba
                                            postepowac "jak z jajkiem" - ostroznie, zeby nie urazic. A zwlaszcza w sprawach mesko- damskich, gdy czlowiek
                                            sie otwiera i jest najbardziej podatny na zranienie.

                                            > Trochę obiektywizmu na litość!

                                            Przeciez juz kiedys napisalem, ze przepraszam partnerke K i wyrazilem ubolewanie, ze, nie majac w reku
                                            niepodwazalnych dowodow, nazwalem ja niedojrzala emocjonalnie. Niejednokrotnie tez pisalem ze dobrze sie stalo,
                                            ze zwiazek sie rozpadl przed slubem i urodzeniem dzieci.
                                            • Gość: carduus Re: Jak się odkochać? IP: proxy / 10.30.1.* 20.11.02, 10:26
                                              Gość portalu: Przemek napisał(a):

                                              > Rozsadek nie kloci sie z romantyzmem, wrecz przeciwnie. Byl taki film wg
                                              Austen
                                              > (?) "Rozwazna i romantyczna".
                                              *************************
                                              PRIMO: Najpierw była oczywiście książka, film był jedynie adaptacją (chyba
                                              niestety lepszą od książki).
                                              SECUNDO: Zarówno film, jak i książka mówiły o SIOSTRACH, z których jedna była
                                              rozważna, a druga romantyczna. To chyba dyskwalifikuje te dzieła jako dobre
                                              potwierdzenie Twojej tezy, że rozsadek wyklucza romantyzm. (Nawiasem mówiąc
                                              moim zdaniem może nie wyklucza, ale bardzo utrudnia)
                                              TERTIO: Austin była grafomanką, zapewne jako umysł politechniczny nie czytałeś
                                              jej książek. I na zdrowie, bzdury okropne. To tak na boku, całkiem


                                              > Obrzydliwa bywa nieroztropnosc, bezmyslnosc (a scislej ten jej rodzaj, ktory
                                              po
                                              > lega na niezauwazaniu szkod, jakie
                                              > wyrzadzamy otoczeniu), a nie rozsadek.

                                              ***********************
                                              Rozsądek też może być obrzydliwy. Zapewniam cię. To jednak temat na inną
                                              dyskusję.

                                              > Jednak sympatie budzi u mnie ten, kto naiwnie wierzy w dobre intencje
                                              partnera
                                              > (np. uwaza, ze pojscie do lozka, czy
                                              > wspolne zamieszkanie stanowi poczatek trwalego zwiazku). Powiesz ze to
                                              nierozsa
                                              > dne? Byc moze, jednak
                                              > postepujac w ten sposob, szkodzimy co najwyzej sobie samym. Prawdopodobnie K
                                              wy
                                              > kazal sie takim rodzajem
                                              > naiwnosci.
                                              *******************
                                              We mnie naiwni nie budzą sympatii. Bo naiwność to też głupota niestety. Bez
                                              urazy, szanowny panie, ale takie mam zdanie.


                                              >
                                              > Zdaje sie, ze byla mowa o zareczynach, ktore sa przeciez jakas obietnica...
                                              *******************
                                              A tak. Zapomniałam. To świadczy o tym, jaki mam stosunek do zaręczyn. Obrzęd.
                                              Dość idiotyczny zresztą.


                                              podkreslam Twoje slowa "jesli zadne rozmowy...". A wiec odejscie
                                              > (po wielu latach) bez slowa lub z
                                              > niczego nie wyjasniajacym komentarzem typu "jednak potrzebuje innego
                                              partnera"
                                              > jest nie na miejscu.
                                              *********************
                                              Jeśli Twoim zdaniem komentarz: "potrzebuję innego partnera" niczego nie
                                              wyjaśnia to czego Ty oczekujesz? Pracy doktorskiej na ten temat? Innego znaczy
                                              "nie takiego jak Ty", i kropka. Powinno wystarczyć. Nie ma nic bardziej
                                              żałosnego niż facet żebrzący o miłość. A Boy to tak ładnie i krótko ujął: "Bo w
                                              tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz". I już. To naprawdę bardzo
                                              proste.

                                              >
                                              > > Nie osądzajmy, żebyśmy nie byli osądzeni.
                                              >
                                              > Mam inna propozycje. Osadzajmy i niech nas tez sadza. Raz kozie smierc!
                                              ***********************
                                              To w takim razie życzę Ci bezwzględnego osądzenia. Najlepiej bez zbytniego
                                              zagłębiania się w kierujące Tobą motywy:-))) Wyrządzisz komuś krzywdę? Na
                                              szafot! Albo na szubienicę! A może wolisz krzesło elektryczne?
                                              :-)))))))))))))))) To żeby nie było wątpliwości.


                                              > > Słuchaj, zaczyna mnie nieco niecierpliwić ten Twój nawyk traktowania mnie
                                              > jak
                                              > > głupiej gęsi. Nigdzie nie napisałam, że należy przejść przez życie jak wal
                                              > ec...
                                              >
                                              > A ja nic nie pisalem o glupiej gesi.
                                              ******************

                                              Nie musisz pisać. Wystarczy, że imputujesz mi jakieś idiotyzmy o nieliczeniu
                                              się z innymi


                                              Sprawa K, byc moze nieslusznie, kojarzy mi
                                              > sie z innymi historiami, w ktorych osoba
                                              > odchodzaca wyrzadzila wielka krzywde partnerowi. Np historia znajomego moich
                                              zn
                                              > ajomych, ktory zachorowal na
                                              > SM, na co jego zona natychmiast zareagowala wybuchem namietnosci do innego
                                              (zdr
                                              > owego) partnera i
                                              > wyprowadzeniem sie. Milosne zaslepienie nie przeszkodzilo jej jednak w
                                              wywiezie
                                              > niu mebli z mieszkania...
                                              > ************************
                                              I znowu: znasz historię z drugiej ręki. Ani słowa od zainteresowanych
                                              bezpośrednio nie usłyszałeś. Nie wiesz o sprawie nic poza być może głęboko
                                              mylącymi pozorami. Czy tak ma wyglądać sąd pod którego jurysdykcję tak chętnie
                                              się oddajesz? Ech, straceńcze! Jakże Cię skrzywdzono, jeśli nie masz już nic do
                                              stracenia:-)))


                                              > Jestem wyczulony na tego typu sprawy (to wynika tez z mich wlasnych
                                              doswiadczen
                                              > ) i uwazam, ze z ludzmi trzeba
                                              > postepowac "jak z jajkiem" - ostroznie, zeby nie urazic.
                                              ********************
                                              A ja uważam, że "twardym trzeba być a nie miętkim". Czego i Tobie życzę.

                                              carduus
                                              twarda jak kamień
                                              zazwyczaj...:-)))

                                              • Gość: Przemek Re: Jak się odkochać? IP: *.tele.pw.edu.pl 20.11.02, 16:19
                                                Gość portalu: carduus napisał(a):

                                                > > Rozsadek nie kloci sie z romantyzmem, wrecz przeciwnie. Byl taki film wg
                                                > Austen
                                                > > (?) "Rozwazna i romantyczna".
                                                > *************************
                                                > PRIMO: Najpierw była oczywiście książka, film był jedynie adaptacją (chyba
                                                > niestety lepszą od książki).

                                                A czy ja powiedzialem inaczej?

                                                > SECUNDO: Zarówno film, jak i książka mówiły o SIOSTRACH, z których jedna była
                                                > rozważna, a druga romantyczna. To chyba dyskwalifikuje te dzieła jako dobre
                                                > potwierdzenie Twojej tezy, że rozsadek wyklucza romantyzm.

                                                Ja to odczytalem inaczej. Jedna byla rozwazna i romantyczna zarazem, a druga po prostu glupia.

                                                > TERTIO: Austin była grafomanką,

                                                Nie zaprzeczam, bo nie czytalem. Ale tytul wymyslila dobry "Sense and sensibility" - gra slow niestety
                                                nieprzetlumaczalna na jezyk polski.

                                                > We mnie naiwni nie budzą sympatii. Bo naiwność to też głupota niestety. Bez
                                                > urazy, szanowny panie, ale takie mam zdanie.

                                                Naiwnosc, glupota, ktora nie prowadzi do krzywdzenia innych, budzi moja sympatie. Np. taki sw. Franciszek...
                                                Ostatnio TV przypomniala "Noce Cabirii" Felliniego. Bohaterka jest wprost definicja naiwnosci, a mnie wydaje sie
                                                bardzo sympatyczna. Naiwny pozornie przegrywa, ale wygrywa na innym planie, ocala w sobie jakas dobroc,
                                                zdolnosc do uczuc wyzszych. W serialu "Sex and the city" (jedyny, jaki czasem ogladam), jedna z bohaterek daje sie
                                                po raz kolejny wykorzystac temu samemu mezczyznie, naiwnie myslac, ze do niej wroci. On oczywiscie rano
                                                "puszcza ja kantem", ale bohaterka nie jest zdruzgotana - stwierdza z satysfakcja, ze jej blad wynikal z tego, ze do
                                                konca nie wyzbyla sie zdolnosci do uczuc wyzszych. To samo napisalem do K, chcac go pocieszyc.

                                                > A tak. Zapomniałam. To świadczy o tym, jaki mam stosunek do zaręczyn. Obrzęd.
                                                > Dość idiotyczny zresztą.

                                                Slub tez obrzed. Najwazniejsza jest wspolna zgoda co do tego, ze bedzie sie razem i wspolnie spedzi zycie. To ta
                                                zgoda wlasnie (wg prawa rzymskiego i tradycji chrzescijanskiej - niezbednosc obrzedu zatwierdzono dopiero na
                                                soborze trydenckim w 16-tym wieku!) kreuje malzenstwo.

                                                > Jeśli Twoim zdaniem komentarz: "potrzebuję innego partnera" niczego nie
                                                > wyjaśnia to czego Ty oczekujesz?

                                                Wyjasnienia typu: kochalam cie, ale ty, mimo tylu ostrzezen, ciagle mnie zdradzasz (pijesz, bijesz, zaniedbujesz -
                                                podstaw sobie co tam chcesz) - wiec odchodze. Moim zdaniem, odejsc wolno, ale nie wolno byc przyczyna rozpadu
                                                zwiazku.

                                                > Nie ma nic bardziej żałosnego niż facet żebrzący o miłość.

                                                Absolutnie sie nie zgadzam. Niech sie wstydzi ten, kto nie umie kochac, a nie ten, kto jest do tego gotowy.

                                                >A Boy to tak ładnie i krótko ujął: "Bo w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz". I już. To naprawdę bardzo
                                                > proste.

                                                Nienawidze tego zdania, choc stwierdza ono gorzka prawde: materia stosunkow miedzyludzkich jest tak
                                                nieszczesliwie skonstruowana, ze zawsze wygrywa ten, kto chce zepchnac relacje na nizszy poziom. Np. gdy
                                                jedna strona chce przyjazni, a druga luznej znajomosci, oczywiscie wygra ta druga. Boya tez nie lubie - czy to nie on
                                                znalazl sie w 39-tym we Lwowie i podlizywal sie Ruskim?

                                                > Na szafot! Albo na szubienicę! A może wolisz krzesło elektryczne?

                                                Jestem zdecydowanym przeciwnikiem kary smierci.

                                                > I znowu: znasz historię z drugiej ręki.

                                                A moze jestem duchem tego chorego na SM (biedak, zalamal sie po odejsciu zony i szybko zmarl w tym pustym
                                                mieszkaniu...). Mam jakies wrazenie, ze Ty usilujesz "na sile" usprawiedliwic kazde swinstwo na terenie mesko -
                                                damskim.

                                                > A ja uważam, że "twardym trzeba być a nie miętkim". Czego i Tobie życzę.

                                                Za pozno...
                        • proo Re: Jak się odkochać? 14.11.02, 16:00
                          Przemku , wiele jest punktow stycznych w moim i Twoim mysleniu o problemie
                          jaki dotknął K. Nie ingerujac w przedmiot sporu ktory utrzymuje się między Tobą
                          a carduus muszę jednak powiedziec Ci ze absolutnie nie bierzesz pod uwagę
                          zgaśnięcia miłości u partnerki K. Tak się dzieje! Pytasz co się takiego
                          wydarzyło? Być może NIC! Czasem nagle i bez naszego udziału po prostu umiera
                          miłość , chemia wycieka z żył , spadaja różowe okulary .. różnie ludzie ten
                          fakt nazywają. I co wowczas? Należy sobie powiedzieć : nic to! ja go nie kocham
                          ale on kocha mnie i nie zrobię mu tego świństwa , zostanę z nim na zawsze! ??
                          A gdzie miejsce na "JA i moje odczucia"? Na odrobinę egoizmu ktory każdy z nas
                          posiada? Ktoś cierpieć musi - jesli to nie będzie on to będę ja.
                          W pewnym miejscu piszesz , cytuję:
                          " Dlaczego najpierw byla szczesliwa, a potem nie? Co sie takiego wydarzylo? Nie
                          wiemy. A problem krzywdy tez do dyskusji. Niejedna osomotniona kobieta,
                          wyplakujaca sie do poduszki, pozazdroscilaby takiej "krzywdy" - kochajacego
                          > partnera, chcacego sobie z nia ulozyc zycie... Sam bym chetnie dal sie
                          tak "skrzywdzic"... " - koniec cytatu.

                          Otóż nie , Przemku. Nie wiesz jak bardzo boli niechciana miłość
                          i "kochający partner chcący ułożyć sobie z Tobą życie".
                          Jak ciąży świadomość że już nic nie możesz mu ofiarować a on ciągle na Twoje
                          uczucie liczy i żebrze o miłość ktora w Tobie zostawiła tylko popiół. Jak
                          zaczynasz rozumieć że krzywdzisz i oszukujesz nie mówiąc mu wprost :
                          JUŻ CIĘ NIE KOCHAM ! Nie wiesz ile cierpienia kosztują te słowa kiedy musisz
                          je wypowiedzieć prosto patrząc w oczy pełne miłości i zaufania do Ciebie.
                          Nie mow więc że sam chętnie dałbyś się tak skrzywdzić i nie chciej takiej
                          miłości bo wiem że jej nie zaznałeś.
                          Wracajac do meritum sprawy , serdecznie współczuję K.i życzę mu żeby jak
                          najszybciej zapomniał o NIEJ. Innego zakończenia nie będzie , im prędzej to
                          zrozumie tym lepiej dla niego.
                          Tak , podeptała jego uczucia , rozgniotła jego serce i on ma prawo czuć się
                          podle, ma też prawo tęsknić , idealizować ją .. ale MUSI zapomnieć.

                          proo


                          • Gość: midm Re: Jak się odkochać? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 14.11.02, 17:07
                            Takich rzeczy nie daje sie zapomniec.
                          • Gość: Przemek Re: Jak się odkochać? IP: *.tele.pw.edu.pl 14.11.02, 18:35
                            proo napisała:

                            >.... absolutnie nie bierzesz pod uwagę
                            > zgaśnięcia miłości u partnerki K. Tak się dzieje! Pytasz co się takiego
                            > wydarzyło? Być może NIC! Czasem nagle i bez naszego udziału po prostu umiera
                            > miłość , chemia wycieka z żył , spadaja różowe okulary

                            Wlasnie z tym sie nie zgadzam. Z miloscia nie jest tak jak z deszczem co padal a potem przestal.
                            Moze ona podlegac ewolucji, bywaja okresy wiekszej lub mniejszej aktywnosci seksualnej, ale uczucie, wspolne
                            zycie, wspomnienia, to cementuje zwiazek. Jesli zwiazek opieral sie wylacznie na "chemii", to moze latwo sie
                            rozpasc, tu masz racje. Jednak silne uczucie moze wygasnac tylko wskutek wstrzasu - zdrada partnera, agresja z
                            jego strony, itp.

                            >
                            > Otóż nie , Przemku. Nie wiesz jak bardzo boli niechciana miłość
                            > i "kochający partner chcący ułożyć sobie z Tobą życie".
                            > Jak ciąży świadomość że już nic nie możesz mu ofiarować a on ciągle na Twoje
                            > uczucie liczy i żebrze o miłość ktora w Tobie zostawiła tylko popiół. Jak
                            > zaczynasz rozumieć że krzywdzisz i oszukujesz nie mówiąc mu wprost :
                            > JUŻ CIĘ NIE KOCHAM ! Nie wiesz ile cierpienia kosztują te słowa kiedy musisz
                            > je wypowiedzieć prosto patrząc w oczy pełne miłości i zaufania do Ciebie.
                            > Nie mow więc że sam chętnie dałbyś się tak skrzywdzić i nie chciej takiej
                            > miłości bo wiem że jej nie zaznałeś.

                            Takiej rzeczywiscie nie... Jesli nastawimy sie na stworzenie trwalego zwiazku, to nie powinnismy znalezc sie w
                            takiej sytuacji. Juz predzej po tej drugiej stronie...
                          • nenne Re: Jak się odkochać? 14.11.02, 23:28
                            wtrącę tylko że jestem w trochę takiej sytuacji że wiem jak boli niechciana
                            miłość. Byłam tą niechcianą i jestem teraz obiektem miłości trochę niechcianej
                            przeze mnie. Nie będę roziwjac bo nie to jest przedmiotem rozmowy, ale chcę
                            powiedziec że ja nie mam odwagi odejść i na pewno nie będę jej miala jeszcze
                            długo. Mimo, że moje uczucia są letnie. ON jest dobry, kochający (nie pije, nie
                            bije etc :)) ale u mnie jest coś nie w porządku. Coś mnie gryzie i wychodzi w
                            postaci wybuchów agresji, czasem pretensji. Czasem z błahego powodu czuję
                            narastającą niechęć do niego. A potem jest znów miło i ciepło. Nie odejdę, ale
                            moje uczucia gdzieś znikły. Staram się o tym nie myśleć, żyję z dnia na dzień.

                            Pozdrawiam, K.
                            • Gość: K. Re: Jak się odkochać? IP: proxy / 193.192.169.* 15.11.02, 10:27
                              nenne napisała:

                              > wtrącę tylko że jestem w trochę takiej sytuacji że wiem jak boli niechciana
                              > miłość. Byłam tą niechcianą i jestem teraz obiektem miłości trochę
                              niechcianej
                              > przeze mnie. Nie będę roziwjac bo nie to jest przedmiotem rozmowy, ale chcę
                              > powiedziec że ja nie mam odwagi odejść i na pewno nie będę jej miala jeszcze
                              > długo. Mimo, że moje uczucia są letnie. ON jest dobry, kochający (nie pije,
                              nie
                              >
                              > bije etc :)) ale u mnie jest coś nie w porządku. Coś mnie gryzie i wychodzi w
                              > postaci wybuchów agresji, czasem pretensji. Czasem z błahego powodu czuję
                              > narastającą niechęć do niego. A potem jest znów miło i ciepło. Nie odejdę,
                              ale
                              > moje uczucia gdzieś znikły. Staram się o tym nie myśleć, żyję z dnia na
                              dzień.
                              >
                              > Pozdrawiam, K.

                              Wydaje mi się, że znam tą sytuację..
                              Pozdrawiam
                            • Gość: Joanna Re: Jak się odkochać? IP: proxy / 212.244.226.* 26.11.02, 14:07
                              Wiesz,że ja przeżywam to samo...Wiem,że on mnie kocha,chciałam odejść, ale on
                              mówił,że mu życie rujnuję i w ogóle..A ja czasem mam dni że jestem w siódmym
                              niebie a czasem czuje totalną pustkę. Jesteśmy zaręczeni. Podczas zaręczyn
                              powiedziałam,że ja nie chcę ale on w płacz, cała rodzina przeciwko mnie
                              i ..wróciłam.Ale nie wiem jak to długo pociągnie, jesteśmy razem od prawie 8
                              lat i nie wiem czy to jest kryzys czy po prostu powolny koniec.
                              • kkk30 Re: Jak się odkochać? 26.11.02, 14:17

                                Joasiu, przeżywasz to samo, ale z raczej z perspektywy mojej ukochanej. Ona
                                miała podobne rozterki. Tylko my byliśmy już takim "nieformalnym małżeństwem".
                                Wiem jak cholernie trudno pozbierać się osobie, która zostaje i ciągle kocha.
                                Ale mimo to myślę, że lepiej że to stało się, przed ślubem i kiedy nie ma
                                jeszcze dzieci. Lepiej i dla Niej i dla mnie. Nie można być z kimś na siłę.

                                Pozdrawiam Cię serdecznie
                • Gość: K. Re: Jak się odkochać? IP: proxy / 193.192.169.* 13.11.02, 16:44
                  Gość portalu: Przemek napisał(a):

                  > Gość portalu: carduus napisał(a):
                  >
                  >
                  > > A takie stawianie sprawy, że "odeszła i podeptała jego uczucia" to już nap
                  > rawdę
                  > > nie fair. Dobrze, byli ze sobą kilka lat.
                  >
                  > Ocena moralna (fair - nie fair) zalezy od tego jak ten zwiazek byl pomyslany
                  od
                  > samego poczatku. Jesli byl to zwiazek
                  > "na probe", i obie strony byly tego swiadome, to nie mozna sie do nikogo
                  przycz
                  > epic. Jesli zwiazek byl przez jedna
                  > strone planowany na cale zycie, a przez druga "na probe" - to mozna
                  powiedziec,
                  > ze ta strona, ktora byla bardziej
                  > zaangazowana, zostala wykorzystana przez te druga. A to juz nie fair...
                  >
                  >
                  > >Ale dla niej przynajmniej ten związek nie był tym, czego szukała.
                  >
                  > Troche dlugo jej zeszlo na dochodzenie do tego wniosku - 4 lata... Jesli ona
                  za
                  > wsze dziala z taka inercja, to zapewne
                  > nie wyrosla jeszcze z dziecinstwa - nie zdazyla...
                  >
                  > >Powinna zostać z nim mimo to? Z litości?
                  >
                  > A czy od poczatku byla z nim z litosci? Z miloscia to nie jest tak jak z
                  deszcz
                  > em - padal i nagle przestal. Jesli
                  > rzeczywiscie kochala, to musiala sie zawiesc na partnerze (zdrada, bicie,
                  wpadn
                  > iecie w nalog, itp). Z tresci listu nic
                  > takiego nie wynika. Mozna zatem domniemywac, ze to ona ma problem - nazywa
                  sie
                  > to niedojrzalosc emocjonalna (nie
                  > jest w stanie stworzyc trwalego zwiazku). Mozna tez powiedziec mocniej -
                  niezdo
                  > lnosc do uczuc wyzszych...
                  >
                  >
                  > >To byłoby
                  > > w porządku, bo odchodząc "podeptała jego uczucia". Spróbujecie może spojrz
                  > eć na
                  > > to z innej strony: zostając "podeptałaby siebie".
                  > > Prawda, że się zgadzasz Inko?
                  > >
                  > Wyzej wymieniona moze sie i zgadza, ale ja sie nie zgadzam.
                  > Nie wolno zapominac o tym, ze zyjac, jestesmy odpowiedzialni za swoje czyny.
                  > Jesli sie z kims wiazemy na stale, to jestesmy za te osobe odpowiedzialni i
                  nie
                  > powinnismy jej krzywdzic.
                  > Kierujac sie egoizmem (rozwalajac zwiazek) na dalsza mete sie nie wygrywa.
                  Przy
                  > pomina mi sie film Liv Ullman
                  > "Wiarolomni". Po rozbiciu malzenstwa i skrzywdzeniu wszystkich dokola
                  bohaterow
                  > ie odnajduja sie w podobnych
                  > ukladach, tyle ze z innymi osobami. Jestem przekonany, ze ta kobieta, ktora
                  por
                  > zucila autora listu, bedzie przerabiala
                  > te sama lekcje w kolejnym zwiazku. Defekt tkwi w niej samej...
                  >
                  > > carduus


                  Wielu moich przyjaciół mówi mi to samo: niedojrzałość emocjonalna. Nigdy Jej
                  nie oszukiwałem, inne kobiety nie liczyły się - nie istniały. Nie mam nałogów.
                  Ona jest jedynaczką, Rodzice są rozwiedzeni, Ojciec mieszka za granicą. Jej
                  Mama raczej nam nie sprzyjała - nie dlatego, że mnie nie akceptowała, ale nie
                  akceptowała chyba tego, że córka odejdzie. Byliśmy formalnie zaręczeni, więc
                  myślę, że dla obojga były to od początku poważne plany
                  • Gość: Przemek Re: Jak się odkochać? IP: *.tele.pw.edu.pl 14.11.02, 13:35
                    Gość portalu: K. napisał(a):
                    > Wielu moich przyjaciół mówi mi to samo: niedojrzałość emocjonalna. Nigdy Jej
                    > nie oszukiwałem, inne kobiety nie liczyły się - nie istniały. Nie mam nałogów.
                    > Ona jest jedynaczką, Rodzice są rozwiedzeni, Ojciec mieszka za granicą. Jej
                    > Mama raczej nam nie sprzyjała - nie dlatego, że mnie nie akceptowała, ale nie
                    > akceptowała chyba tego, że córka odejdzie. Byliśmy formalnie zaręczeni, więc
                    > myślę, że dla obojga były to od początku poważne plany

                    Niedojrzalosc emocjonalna to bardzo powazny problem. Z taka osoba trudno ulozyc sobie zycie, nawet idac na
                    maksymalne ustepstwa (znam problem z autopsji, niestety). Ciesz sie, ze w pore to sie rozpadlo. Nie traktuj sie jak
                    przegranego - to Ty sie sprawdziles jako partner, Ty nie zawiadles, Ty ocaliles w sobie zdolnosc do milosci. Te
                    wartosci beda w zyciu procentowac.
                • Gość: inka_sama Przemysł Zasadniczy IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 14.11.02, 10:09
                  Tak Przemku, ludzie którzy w życiu zbłądza powinni od razu palnąć sobie w
                  łeb!!!!!!!
                  No bo ja tak można - zmienic zdanie, zranić kogoś, odejść, nie wiedzieć co w
                  nas samych siedzi i czego pragniemy??? No takie jednostki trzeba jak
                  najszybciej eliminowac ze społeczęństwa! :)))

                  A tak poważnie - nie przyjmujesz do wiadomości że człowiek jest omylny? I że
                  przecież ta dziewczyna nie była taka beznadziejna - bo w porę (czytaj przed
                  ślubem) uświadomiła sobie że ten związek źle sie skończy? Odeszła, zostawiła po
                  sobie tęsknotę i ból - ale sam pisałeś : dobrze że nie było przysiąg przed
                  ołtarzem i dzieci.
                  Że jest niedojrzała, że nie wie czego chce? Byc może - ale to jej prawo. Przy
                  K. nie dojrzała, może nie mogła??? Moż eto z jego strony było zbyt wielkie
                  uczucie - i ona czuła się nim "przywalona", przytłoczona? W którymś momencie
                  chcaiał odejść - ale siła jego uczuć, JEGO pragnienia uniemożliwiły jej to???
                  Wiem coś na ten temat - czasem jedna ze stron w związku jest tak dominująca że
                  swoja miłością "oplata" drugą osobę, która tak włąśnie myśli jak ty
                  napisałeś: "no kocha, uwielbia, na rękach nosi, planuje wspólną przyszłość,
                  jest dobry, nie pije nie pali nie bije itd". I jak tu byc tak niewdzięcznym i
                  odejść?! Tylko w głębi duszy coś szemrze UCIEKAJ! TO NIE TO!
                  Znamy sprawę od strony K.
                  Jego bólu nic nie umniejsza, nie można go negowac - on JEST.

                  Ale po twoich Przemku postach pomyślałam: a co ona by napisała???
                  Co gdyby na forum pojawiła isę list - byłam w związku, wydawało się że jest
                  cudownie, kochał mnie , ja też myślałam że kocham, planowaliśmy wspólne
                  życie... ale czułąm że coś mnie w tym związku ogranicza. Że to dzieje sie "poza
                  mną" i nie mam na to wpływu. Czuję jakby prąd zdarzeń sam mnie unosiłl bez
                  udziału mojej woli - i nie umiem protestować. Bo włąściwie wszystko jest OK.
                  I tak trwam. Bezwolnie.
                  Co robić????

                  I ciekawe co być jej poradził? "Nie gadaj głupot, masz dobrze i się ciesz"?
                  Czy "jeśli go nie kochasz a tylko ci się tak zdawało - odejdź póki czas!"?

                  • Gość: K. Re: Przemysł Zasadniczy IP: proxy / 193.192.169.* 14.11.02, 11:46
                    Gość portalu: inka_sama napisał(a):

                    > Tak Przemku, ludzie którzy w życiu zbłądza powinni od razu palnąć sobie w
                    > łeb!!!!!!!
                    > No bo ja tak można - zmienic zdanie, zranić kogoś, odejść, nie wiedzieć co w
                    > nas samych siedzi i czego pragniemy??? No takie jednostki trzeba jak
                    > najszybciej eliminowac ze społeczęństwa! :)))
                    >
                    > A tak poważnie - nie przyjmujesz do wiadomości że człowiek jest omylny? I że
                    > przecież ta dziewczyna nie była taka beznadziejna - bo w porę (czytaj przed
                    > ślubem) uświadomiła sobie że ten związek źle sie skończy? Odeszła, zostawiła
                    po
                    >
                    > sobie tęsknotę i ból - ale sam pisałeś : dobrze że nie było przysiąg przed
                    > ołtarzem i dzieci.
                    > Że jest niedojrzała, że nie wie czego chce? Byc może - ale to jej prawo. Przy
                    > K. nie dojrzała, może nie mogła??? Moż eto z jego strony było zbyt wielkie
                    > uczucie - i ona czuła się nim "przywalona", przytłoczona? W którymś momencie
                    > chcaiał odejść - ale siła jego uczuć, JEGO pragnienia uniemożliwiły jej to???
                    > Wiem coś na ten temat - czasem jedna ze stron w związku jest tak dominująca
                    że
                    > swoja miłością "oplata" drugą osobę, która tak włąśnie myśli jak ty
                    > napisałeś: "no kocha, uwielbia, na rękach nosi, planuje wspólną przyszłość,
                    > jest dobry, nie pije nie pali nie bije itd". I jak tu byc tak niewdzięcznym i
                    > odejść?! Tylko w głębi duszy coś szemrze UCIEKAJ! TO NIE TO!
                    > Znamy sprawę od strony K.
                    > Jego bólu nic nie umniejsza, nie można go negowac - on JEST.
                    >
                    > Ale po twoich Przemku postach pomyślałam: a co ona by napisała???
                    > Co gdyby na forum pojawiła isę list - byłam w związku, wydawało się że jest
                    > cudownie, kochał mnie , ja też myślałam że kocham, planowaliśmy wspólne
                    > życie... ale czułąm że coś mnie w tym związku ogranicza. Że to dzieje
                    sie "poza
                    >
                    > mną" i nie mam na to wpływu. Czuję jakby prąd zdarzeń sam mnie unosiłl bez
                    > udziału mojej woli - i nie umiem protestować. Bo włąściwie wszystko jest OK.
                    > I tak trwam. Bezwolnie.
                    > Co robić????
                    >
                    > I ciekawe co być jej poradził? "Nie gadaj głupot, masz dobrze i się ciesz"?
                    > Czy "jeśli go nie kochasz a tylko ci się tak zdawało - odejdź póki czas!"?
                    >

                    Może niepotrzebnie się wtrącam w Wasz dialog, ale wiem że masz dużo racji. Być
                    może uczucie z mojej strony było zbyt wielkie, za bardzo zaangażowałem się w
                    ten związek. Teraz nam obojgu byłoby łatwiej. Być może Ona czuła to właśnie
                    tak, jak napisałaś. Szkoda, że Ona sama tego nie może opowiedzieć.

                    Ale nie obwiniam Jej za to, że odeszła. Wiem, że bycie z kimś wbrew sobie nie
                    jest dobre dla żadnej ze stron, nawet jeśli jedna osoba jest maksymalnie
                    zaangażowana. Nie mogę myśleć o Niej źle. Nadal jest dla mnie tą najlepszą,
                    kochaną i dobrą kobietą. Dała mi najlepszy czas i najmilsze chwile. Być może
                    powinna odejść wcześniej, jeśli ta myśl pojawiła się kilka miesięcy temu. Być
                    może nie powinienem próbować Jej zatrzymać. Boli to, że podczas tych miesięcy
                    np. wspólnie urządzaliśmy mieszkanie (Jej mieszkanie) i mimo pewnych oznak
                    tego, że nie wszystko jest na najlepszej drodze, nie jest pewna itd.
                    zapewniała, że mnie kocha i chce być ze mną (choć - jak twierdzi dziś- wcale
                    tak nie czuła). Zniknęła z mojego życia nagle i nie chciała już analizować
                    przyczyn tego odejścia. Może dziś to nie ma znaczenia.

                    Dziękuję za Twoją opinię. Jest mi bliska, bo myślę, że czuła tak, jak
                    napisałaś. Zabrakło może miejsca na jasne postawienie sprawy i niepotrzebnie
                    chyba robiła mi przez te miesiące nadzieje, że moje marzenia są także naszymi
                    marzeniami.
                    • Gość: inka_sama do K. IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 14.11.02, 22:31
                      Wiesz K. - jesteś bardzo fajnym facetem.

                      To co napisałam wynika nie z tego że twoja wybranka była w porządku (bo
                      mówienie "kocham" gdy sie z całą pewnościa wie że się NIE kocha to wg mnie
                      jedna z najgorszych rzeczy).
                      Chodziło o postawe Przemka wobec twojej sprawy.
                      Tolerancja.
                      Wyrozumiałość.
                      Miłość.
                      Ty naprawdę ją (na ile można w necie to oceniać?...) kochasz i kochałeś. To
                      widać po twoich reakcjach teraz - nadal jest ci droga. Ale godzisz się -
                      wewnętrznie! - na jej prawo do wolności.
                      Masz rację - miłości się nie wymusza.

                      Ale przeżyłeś cudowne lata z nią. I to jest COŚ.
                      Ty też sie czegos nauczysz.
                      Może za zakrętem czeka inna miłość. Może by ją docenić i teraz juz nigdy nie
                      utracić musiałeś przez to przejść? By zastanowić się na co zwrócić uwagę w
                      związku - i tym razem byc z nią "po grób".

                      A! Nie zgadzam sie z Tobą ze lepiej być ślepym od urodzenia i nie wiedzieć co
                      się traci niż oślepnąć i cierpieć że już nie można tego widzieć.
                      Lepiej oczami duszy oglądać to co się zapamiętało niż NIGDY tego nie
                      doświadczyć.
                      Mam nadzieję że nie będzie mi dane utracić widoku piękna tego świata. Ale to
                      nie jest takie pewne.
                      i_s
                      • Gość: midm Re: do K. IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 14.11.02, 22:49
                        Może by ją docenić i teraz juz nigdy nie
                        > utracić musiałeś przez to przejść? By zastanowić się na co zwrócić uwagę w
                        > związku - i tym razem byc z nią "po grób".
                        Nie, nie, nie.
                        • Gość: inka_sama co nie, nie, nie, nie??? n/txt IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 14.11.02, 23:19
                          • midm Re: co nie, nie, nie, nie??? n/txt 14.11.02, 23:41
                            Moje nie byly do:

                            1.
                            Może by ją docenić i teraz juz nigdy nie
                            > utracić musiałeś przez to przejść?

                            2.
                            By zastanowić się na co zwrócić uwagę w
                            > związku - i tym razem byc z nią "po grób".

                            3.
                            Taki ogolny sprzeciw do takiego podejscia do sprawy.
                            • Gość: inka_sama uważasz że nasze doświadczenia życiowe... IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 15.11.02, 20:42
                              midm napisała:
                              > Moje nie byly do:
                              > 1.
                              > Może by ją docenić i teraz juz nigdy nie
                              > > utracić musiałeś przez to przejść?
                              > 2.
                              > By zastanowić się na co zwrócić uwagę w
                              > > związku - i tym razem byc z nią "po grób".
                              > 3.
                              > Taki ogolny sprzeciw do takiego podejscia do sprawy.

                              ...można do śmieci wyrzycać? Że nie powinno się wyciągac wniosków z własnych
                              niepowodzeń????
                              Przede wszystkim chyba niedokładnie odczytałaś mój post - JĄ (ONA) to nie jego
                              była partnerka - to jego ewentualna przyszła miłość!
                              Z nią - czyli z przyszłą miłością! może będzie po kres swych dni? Może będzie
                              po latach wspominał że ta dziewczyna dałą mu cos cennego, szczęśliwe chwile i
                              doświadczenia?

                              Takie podejście do sprawy - czyli co konkretnie????
                              Mam mu mówić - że już nigdy w życiu nie zazna miłości i niech żyje
                              rozpamiętywaniem goryczy rozstania?! :)))
                              i_s
                              • Gość: midm Re: uważasz że nasze doświadczenia życiowe... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 15.11.02, 21:23
                                > ...można do śmieci wyrzycać?
                                Nie wcale nie, dlaczego.

                                > Przede wszystkim chyba niedokładnie odczytałaś mój post
                                Dokladnie.

                                > Takie podejście do sprawy - czyli co konkretnie????
                                Nie mam teraz czasu by to wyjasnic, innym razem.

                                > Mam mu mówić - że już nigdy w życiu nie zazna miłości
                                Oczywiscie, ze nie.

                                i niech żyje
                                > rozpamiętywaniem goryczy rozstania?! :)))
                                I tez nie. (I jesli pisalam o tym zeby pozwolil sobie rozpaczac, to m.in.
                                dlatego zeby to z niego wyszlo od razu, a nie tkwilo, wychodzac znowu czasem i
                                zaczynajac wszystko bez konca.)
                                • Gość: inka_sama Re: uważasz że nasze doświadczenia życiowe... IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 15.11.02, 21:34
                                  Gość portalu: midm napisał(a):
                                  > I tez nie. (I jesli pisalam o tym zeby pozwolil sobie rozpaczac, to m.in.
                                  > dlatego zeby to z niego wyszlo od razu, a nie tkwilo, wychodzac znowu czasem
                                  i
                                  > zaczynajac wszystko bez konca.)

                                  Też uważam ze powinien pozwolić sobie na rozpacz.
                                  Ale i wyciągnąć wnioki z tego związku - bo choć pozornie to nie jego wina że
                                  się rozpadł - to kto wie?....

                                  Może te dwa etaty coś tu do rzeczy? Ciekawe czy on anie wolałąby mieszkac z nim
                                  w mniejszym mieszkaniu, nie mieć tyle forsy na rozrywki - ale więcej czasu
                                  spędzać z nim? Móc z nim rozmawiać, podyskutować o książce która on miał czas
                                  przeczytać (w drodze z pracy do pracy czytał?:))

                                  Zakłądam że nie pracował na suchy chlebek na tych dwóch etatach skoro stać go
                                  ot tak na kupienie mieszkania....
                                  Na taki układ gdzie obie lub jedna strona baaaarzdo dużo pracuje trzeba sie
                                  dobrze umówić. A nawet i tak po pewnym czasie może przyjść kryzys.
                                  Wiem co piszę...
                                  Mój mąż też pracował po kilkanaście godzin - i nie było to zgodne z moimi
                                  oczekiwaniami ale ja musiałam się z tym pogodzić (ten suchy chlebek...). Co nie
                                  znaczy że czasem się nie buntowałam....
                                  • Gość: midm Re: uważasz że nasze doświadczenia życiowe... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 16.11.02, 16:14
                                    > Ale i wyciągnąć wnioki z tego związku - bo choć pozornie to nie jego wina że
                                    > się rozpadł - to kto wie?....
                                    Z tego jak K. to opisal, to mi wyglada na to, ze raczej nie ma jakiegos jednego
                                    czy grupy, ale mniej lub bardziej okreslonych powodow, zreszta w takim stadium
                                    zwiazku o ile nie wydarzylo sie cos konkretnego co jest dosc oczywiste czy o o
                                    czym sie dyskutowalo, to ich nie ma okreslonych, a nawet jesli jest, to ona z
                                    jakiegos powodu nie chciec tego wyjawic. Naciskal troche. (Moze moglby jeszcze
                                    - jak sie wycofalam.) Nie chce mimo to, wiec trzeba to zostawic. One moge byc
                                    zupelnie nie zwiazane z nim, jak np. jeden ktory podalam (mam nadzieje, ze jej
                                    tym - jesli czyta - nie urazilam, to tak pisze, niektorych cos takiego uraza,
                                    moze byc wiele inny) albo np. moglyby go urazic.
                                    • Gość: midm Re: uważasz że nasze doświadczenia życiowe... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 16.11.02, 16:18
                                      Z tego tez wzgledu uwazam, ze nie ma co przypisywac tego jakiemus.
                  • Gość: Przemek Re: Przemysł Zasadniczy IP: *.tele.pw.edu.pl 14.11.02, 13:57
                    Gość portalu: inka_sama napisał(a):


                    > Tak Przemku, ludzie którzy w życiu zbłądza powinni od razu palnąć sobie w
                    > łeb!!!!!!!
                    > No bo ja tak można - zmienic zdanie, zranić kogoś, odejść, nie wiedzieć co w
                    > nas samych siedzi i czego pragniemy??? No takie jednostki trzeba jak
                    > najszybciej eliminowac ze społeczęństwa! :)))

                    Ha, ha, rozsmieszylas mnie. Nie chce tu nikogo karac, apeluje jedynie, zeby uwazac, aby idac przez zycie, nie
                    rozdeptywac innych. Dla dobra ogolnego i nas samych.


                    >
                    > A tak poważnie - nie przyjmujesz do wiadomości że człowiek jest omylny?

                    Omylny - fakt. Ale rowniez odpowiedzialny za swoje czyny.
                    Zanim wejdzie w zwiazek, powinien sie zastanowic - i to dobrze.
                    Oczywiscie ze bledow sie nie uniknie - ale powinno sie dolozyc wszelkich staran, aby ich bylo jak najmniej.

                    > Ale po twoich Przemku postach pomyślałam: a co ona by napisała???
                    > Co gdyby na forum pojawiła isę list - byłam w związku, wydawało się że jest
                    > cudownie, kochał mnie , ja też myślałam że kocham, planowaliśmy wspólne
                    > życie... ale czułąm że coś mnie w tym związku ogranicza. Że to dzieje sie "poza
                    > mną" i nie mam na to wpływu. Czuję jakby prąd zdarzeń sam mnie unosiłl bez
                    > udziału mojej woli - i nie umiem protestować.

                    Wlasnie takie myslenie jest mi obce. Jesli "cos" ogranicza, to co to jest? Trzeba starac sie okreslic, o co chodzi.
                    Nie uznaje tez tezy o biegu zdarzen, ktory sam unosi... Oznaczaloby to, ze czlowiek nie ma wolnej woli, nie
                    odpowiada za siebie. W kazdej sytuacji trzeba sie zdobyc na wysilek i pomyslec. Nawet (a moze szczegolnie) w
                    milosci. "Najwazniejszym ogranem seksualnym jest mozg" - gdzies to przeczytalem i nie mozna z tym sie nie zgodzic.


                    >
                    > I ciekawe co być jej poradził? "Nie gadaj głupot, masz dobrze i się ciesz"?
                    > Czy "jeśli go nie kochasz a tylko ci się tak zdawało - odejdź póki czas!"?
                    >

                    W tym konkretnym przypadku doradzilbym to drugie. Ale gdyby przyszlo malzenstwo z dziecmi, to doradzalbym walke
                    o przetrwanie zwiazku (jesli nie ma przeszkod nie do pokonania, jak permanentna zdrada, porzucenie, itp).
                    • Gość: inka-sama Re: Przemysł Zasadniczy IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 14.11.02, 22:52
                      Gość portalu: Przemek napisał(a):
                      > Ha, ha, rozsmieszylas mnie. Nie chce tu nikogo karac, apeluje jedynie, zeby
                      > uwazac, aby idac przez zycie, nie rozdeptywac innych. Dla dobra ogolnego i
                      > nas samych.

                      Ależ nikt tu nie będzie się z toba o to spierał. Toć przeciez oczywiste.

                      > Zanim wejdzie w zwiazek, powinien sie zastanowic - i to dobrze.
                      > Oczywiscie ze bledow sie nie uniknie - ale powinno sie dolozyc wszelkich
                      > staran, aby ich bylo jak najmniej.

                      No - a jeśli oni dołożyli starań? Ale i tak nie wyszło. Choć nie czepiajmy
                      sie - przecież ona opamietała sę we właściwej chwili. Zauważyłąm już że jesteś
                      zwolennikiem utrzymania związku za wszelka cenę jeśli był ślub i jest dziecko.
                      Tez popieram próby ratowania związków gdzie coś szwankuje a nie zabierania od
                      razu swoich zabawek z piaskownicy... Ale przez to że obserwuje z bliska taka
                      jedna parę z problemami - to czasem mam ochotę rozwieść ich na siłe... Nawet
                      otoczenie jest ta sytuacja zmęczone!!! Więc jednak - nie za wszelką cenę.

                      > Wlasnie takie myslenie jest mi obce. Jesli "cos" ogranicza, to co to jest?
                      > trzeba starac sie okreslic, o co chodzi.
                      > Nie uznaje tez tezy o biegu zdarzen, ktory sam unosi... Oznaczaloby to, ze
                      > czlowiek nie ma wolnej woli, nie odpowiada za siebie. W kazdej sytuacji
                      > trzeba sie zdobyc na wysilek i pomyslec.
                      > Nawet (a moze szczegolnie) w milosci. "Najwazniejszym ogranem seksualnym jest
                      > mozg" - gdzies to przeczytalem i nie mozna z tym sie nie zgodzic.

                      Cos co ogranicza? Co to jest? To czasem nieuchwytne cos - to co decyduje że
                      właśnia ta osoba jest obiektem mojej miłości - lub nie. Czy jesteś w stanie
                      wymienic mi konretne rzeczy - wszystkie! - które powoduja że kochasz jakąś
                      kobiete? Prosze jeśli możesz napisz! Bo moim zdaniem NIE WSZYSTKO sprowadzi sie
                      do racjonalnych powodów które da sie opisać.
                      Bieg zdarzeń który sam unosi??? Litości. NIkt tu nie posądza tej pary o taki
                      stosunek do zycia. Ale sam apelujesz o "nie bycie słoniem w skłądzie
                      porcelany". :)) Może ona nie umiała we właściwej chwili powiedzieć mu "to nie
                      ty, rozstańmy sie" włąśnie z powodu obaw przed zranieniem go? Aż narosło to w
                      niej tak barzdo że musiała się ratować ucieczka - przed nim i nieumiejętnością
                      ranienia go. Niepotrzebnie ja zatrzymywał wtedy. Źle ż ewtedy nie doszło do
                      szczerej rozmowy. Żle że ona wtedy bała się własnych uczuć. Utraty
                      stabilizacji. Bo to juz była stabilizacja.
                      No i nie myl seksualności z miłością.
                      Mozg jest najważniejszym organem seksualnym człwoeika.
                      Ale nie jest miejsce gdzie "mieści" sie miłość...
                      Serce, dusza... Nie kocham tylko mózgiem. Jak kocham - to całą sobą!
                      i_s

                      Czego i tobie - umyśle podejrzanie politechniczny - życzę.
                      • Gość: Przemek Re: Przemysł Zasadniczy IP: *.tele.pw.edu.pl 15.11.02, 14:56
                        Gość portalu: inka-sama napisał(a):
                        >
                        > Cos co ogranicza? Co to jest? To czasem nieuchwytne cos - to co decyduje że
                        > właśnia ta osoba jest obiektem mojej miłości - lub nie. Czy jesteś w stanie
                        > wymienic mi konretne rzeczy - wszystkie! - które powoduja że kochasz jakąś
                        > kobiete? Prosze jeśli możesz napisz!

                        Ty mylisz dwie zupelnie rozne rzeczy: narodziny milosci i jej ustanie. Oczywiscie nie mozna byc z dowolna osoba,
                        nawet jesli ta druga chce (chociaz chec tej drugiej osoby jest powaznym czynnikiem ulatwiajacym zakochanie sie).
                        Ale jesli juz milosc zaistniala, to nie odejdzie, jesli bedzie sie ja pielegnowac. Chyba ze pielegnuje jedna osoba, a druga
                        zaniedbuje. W takiej sytuacji potrzebna jest rozmowa, powiedzenie partnerowi, czego oczekujemy. Zwiazek
                        rozpadnie sie, jesli jeden z partnerow konsekwentnie odmowi wspolpracy. Jednak w tej sytuacji wina spada na
                        niego.

                        > Mozg jest najważniejszym organem seksualnym człwoeika.
                        > Ale nie jest miejsce gdzie "mieści" sie miłość...
                        > Serce, dusza... Nie kocham tylko mózgiem. Jak kocham - to całą sobą!

                        Tak naprawde to i "sece" (tzn uczucia) i "dusza" (tzn. nasza osobowosc) sa nieodlacznie zwiazane ze stanem
                        mozgu. A wiec i milosc tez... To truizm, nie o to mi chodzilo. Cytujac to zdanie o mozgu jako najwazniejszym organie
                        seksualnym chcialem powiedziec, ze sfera uczuciowa i logiczne myslenie sa podobnej natury. Nic wiec nie stoi na
                        przeszkodzie aby kochac... madrze.

                        >
                        > Czego i tobie - umyśle podejrzanie politechniczny - życzę.

                        Gratuluje przenikliwosci - rzeczywiscie mam cos wspolnego z wyzej wymieniona instytucja...
                        • Gość: inka_sama Re: Przemysł Zasadniczy IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 15.11.02, 20:57
                          Gość portalu: Przemek napisał(a):
                          inka_sama:"Czego i tobie - umyśle podejrzanie politechniczny - życzę."
                          >
                          > Gratuluje przenikliwosci - rzeczywiscie mam cos wspolnego z wyzej wymieniona
                          > instytucja...

                          To proste mój drogi Watsonie - spójrz na swoje IP....
                          :)))))

                          Przepraszam - czy jestes pedantem???

                          Co do poglądów to i tak jesteś dla mnie strasznie czarno-biały, wolisz
                          uogólnienia, nie wiem czemu - może się mylę - ale twoja zasadniczość w
                          poglądach wydaje mi się efektem tego , że jeszcze nie stanałeś przed sytuacja
                          gdzie każde wyjście z niej kogos krzywdzi.
                          POczytaj na forum - ile osób pisze że kiedys nie rozumieli jak ludzi emoga
                          zrobić to czy owo - aż życie i ich nauczyło pokory, pokazało że i oni
                          moga "oszaleć", złąmać swoje niezłomne zasady, skrzywdzić, zburzć swoje życie.

                          Chciałąbym byc na tyle pokorna by nie patzreć na innych z "wysokości
                          niezłomnych zasad". By nie osądzać - ale niestety nie umiem.

                          Jak myślisz - gdzie kończy sie tolerancja a zaczyna obojetność?...
                          i_s

                          • Gość: Przemek Re: Przemysł Zasadniczy IP: *.tele.pw.edu.pl 18.11.02, 12:57
                            Gość portalu: inka_sama napisał(a):
                            >
                            > To proste mój drogi Watsonie - spójrz na swoje IP....
                            > :)))))

                            Ha, ha, nie zauwazylem, ze moj adres jest widoczny golym okiem!
                            >
                            > Przepraszam - czy jestes pedantem???
                            >
                            Jak bym byl pedantem, to bym zauwazyl, ze moj adres jest widoczny (pod Netszkapa w postaci malych
                            szarych literek - mozna nie zauwazyc...).

                            ... ale twoja zasadniczość w
                            > poglądach wydaje mi się efektem tego , że jeszcze nie stanałeś przed sytuacja
                            > gdzie każde wyjście z niej kogos krzywdzi.

                            Staram sie unikac takich sytuacji, np. nie przyjmujac sprzecznych ze soba zobowiazan.

                            > POczytaj na forum - ile osób pisze że kiedys nie rozumieli jak ludzi emoga
                            > zrobić to czy owo - aż życie i ich nauczyło pokory, pokazało że i oni
                            > moga "oszaleć", złąmać swoje niezłomne zasady, skrzywdzić, zburzć swoje życie.

                            Swoje to moga burzyc, ile im sie zywnie podoba. Ale cudzego nie maja prawa.

                            >
                            > Chciałąbym byc na tyle pokorna by nie patzreć na innych z "wysokości
                            > niezłomnych zasad". By nie osądzać - ale niestety nie umiem.

                            Mylisz pokore z tolerancja dla zla. Nie mozna patrzec bezczynnie, gdy ktos krzywdzi ludzi. Trzeba umiec
                            powiedziec, ze "krol jest nagi".

                            • inka_sama a jednak... 18.11.02, 22:02
                              Gość portalu: Przemek napisał(a):
                              > Staram sie unikac takich sytuacji, np. nie przyjmujac sprzecznych ze soba
                              > zobowiazan.
                              inka_sama "Poczytaj na forum - ile osób pisze że kiedys nie rozumieli jak
                              ludzie moga zrobić to czy owo - aż życie i ich nauczyło pokory, pokazało że i
                              oni moga "oszaleć", złąmać swoje niezłomne zasady, skrzywdzić, zburzć swoje
                              życie."
                              > Swoje to moga burzyc, ile im sie zywnie podoba. Ale cudzego nie maja prawa.
                              > Mylisz pokore z tolerancja dla zla. Nie mozna patrzec bezczynnie, gdy ktos
                              > krzywdzi ludzi. Trzeba umiec powiedziec, ze "krol jest nagi".


                              A jednak - zasady trzeba mieć szczytne. Ale na litość! nie ma ludzi którzy nie
                              błądzą, którzy nie mają pokus! Sławne "nigdy nie nigdy!" Uważaj - i ciebie
                              życie może przekonać że zasady zasadami - a życie życiem.
                              Nie myl dwóch rzeczy - braku zasad - z prawem do popełnienia błędu. Ty
                              odmawiasz ludziom tego prawa! POczytaj co piszesz - jesli coś raz powiesz -
                              trwaj w postanowieniu. Za wszelką cenę??? Czy wiesz jak wyglądałoby życie tej
                              dwójki ludzi gdyby ona postanowiła wytrwać przy nim? Skąd wiesz ż enie
                              zmieniłoby się w piekło? Ich i ich dzieci? Ze nie doszłoby do samobójstwa,
                              zabójstwa, do patologii? Pewnie że to skrajności ale... Sam piszesz lepiej
                              teraz niż później! Czemu nie przyznajesz tej dziewczynie prawa do dorośniecia?
                              Przy nim pozostałąby na etapie "męczę sie bo musze". Może teraz zastanowi sie
                              co jest dla niej ważne?
                              Miłościa można zniewolić. Ale to nie jest tak do końca prawdziwa miłość. Bo
                              miłość to również umiejętność dania wolności kochanej osobie. Gdyby
                              K. "zażadał" by z nim została wbrew samej sobie - to nie byłaby miłość!
                              Lecz wygląda na to ż eto z jego strony jest/było prawdziwe uczucie. Bo on ani
                              jej nie potępia, ani nie zatrzymuje już na siłę.

                              Byc kochanym przez kogoś i samemu nie kochać - to naprawde boli.
                              Ale to nie powód by pokochac na siłę żeby "nie zrobic krzywdy drugiemu
                              człowiekowi".
                              Czy jeśli pokocha cię kobieta która będziesz lubił - ale nie kochał - to by
                              jej nie krzywdzić postarasz się ją pokochać??? A tego wymagasz od tamtej.
                              I prosze nie pisz znowu o tym wspólnym mieszkaniu - to niekoniecznie wynikało z
                              JEJ chęci. po prostu jeszcze wtedy nie umiała może powiedzieć - wiesz nie
                              jestem pewna swoich uczuć - a on był baaardzo zdecydowany by ja przekonać. No
                              bo jak razem zamieszkają to już nie ma odwrotu. Może ona cały czas właśnie
                              bałą się powiedzieć NIE!!!! - no bo przecież do niczego przyczepić sie nie
                              mogła. Poza jednym - nie kochała go tak jak kochanka (czytaj mężczyzny na całe
                              życie). No przecież nie da sie zmusić do miłości!
                              • Gość: Przemek Re: a jednak... IP: *.tele.pw.edu.pl 19.11.02, 19:00
                                inka_sama napisała:
                                > Uważaj - i ciebie
                                > życie może przekonać że zasady zasadami - a życie życiem.

                                To zdanie mi sie nie podoba - sugeruje jakas dwulicowosc. Wazne jest aby nie wymagac od innych tego, czego sie
                                nie wymaga od siebie samego.

                                > Nie myl dwóch rzeczy - braku zasad - z prawem do popełnienia błędu.

                                Jesli ktos ma zasady i popelni blad, skutkiem ktorego wyrzadzi komus krzywde, to bedzie odczuwal wyrzuty
                                sumienia, poki bledu nie naprawi.

                                > Czy wiesz jak wyglądałoby życie tej
                                > dwójki ludzi gdyby ona postanowiła wytrwać przy nim? Skąd wiesz ż enie
                                > zmieniłoby się w piekło?

                                Juz nie chce walkowac sprawy K - napisalem ze dobrze sie stalo, ze to sie skonczylo przed slubem i dziecmi.
                                Uwazam jednak, ze przywiazac kogos do siebie a potem porzucic - to nic dobrego.

                                > Czy jeśli pokocha cię kobieta która będziesz lubił - ale nie kochał - to by
                                > jej nie krzywdzić postarasz się ją pokochać???

                                Ciagle mylisz sytuacje, gdy milosc ma szanse sie narodzic z sytuacja, gdy dwoje sie kochalo, snulo wspolne plany, po
                                czym jedno, przekonywujacego wyjasnienia, odeszlo.

                                > I prosze nie pisz znowu o tym wspólnym mieszkaniu - to niekoniecznie wynikało z
                                > JEJ chęci......

                                To jest "gdybanie", przeciez nie wiemy jak bylo naprawde. Dlatego wole wypowiadac sie ogolnie, niz wtracac w
                                sprawe K i jego partnerki.
                • Gość: Martyna Re: Jak się odkochać? IP: proxy / 204.186.88.* 18.11.02, 22:26
                  >
                  > >Ale dla niej przynajmniej ten związek nie był tym, czego szukała.
                  >
                  > Troche dlugo jej zeszlo na dochodzenie do tego wniosku - 4 lata... Jesli ona
                  za
                  > wsze dziala z taka inercja, to zapewne
                  > nie wyrosla jeszcze z dziecinstwa - nie zdazyla...


                  Nie wiadomo w jakim wieku byla kiedy zaczynala zwiazek bo np zakladajac, ze
                  miala 22 lata to kiedy zwiazek zakonczyla miala 26. Wiem, ze wiele malzenstw
                  zawieranych jest wczesniej ale sa osoby, ktore nawet majac 26 lat jeszcze
                  siebie nie znaja nie wiedza tak naprawde czego potrzebuja w zwiazku a sama
                  milosc nie wystarczy niestety zeby stworzyc szczesliwy zwiazek.
                  >
                  > >Powinna zostać z nim mimo to? Z litości?
                  >
                  > A czy od poczatku byla z nim z litosci? Z miloscia to nie jest tak jak z
                  deszcz
                  > em - padal i nagle przestal. Jesli
                  > rzeczywiscie kochala, to musiala sie zawiesc na partnerze (zdrada, bicie,
                  wpadn
                  > iecie w nalog, itp).

                  Moze zawiodla sie w inny sposob np brak komunikacji i zamkniecie emocjonalne
                  partnera , moze zmieniala sie jej osobowosc, potrzeby , swiat wartosci tak ,ze
                  para przestala do siebie pasowac
                  > >
                  > Wyzej wymieniona moze sie i zgadza, ale ja sie nie zgadzam.
                  > Nie wolno zapominac o tym, ze zyjac, jestesmy odpowiedzialni za swoje czyny.
                  > Jesli sie z kims wiazemy na stale, to jestesmy za te osobe odpowiedzialni i
                  nie
                  > powinnismy jej krzywdzic.

                  > Kierujac sie egoizmem (rozwalajac zwiazek) na dalsza mete sie nie wygrywa.

                  Oczywiscie jestesmy odpowiedzialni za swoje czyny dlatego wlasnie ona
                  odeszla bo pozostawanie z kims kogo sie nie kocha to nieuczciwosc i oszustwo a
                  autor watku zasluguje tak jak kazdy czlowiek na to by byc kochanym i miec
                  szczesliwy zwiazek.


                  Przy
                  > pomina mi sie film Liv Ullman
                  > "Wiarolomni". Po rozbiciu malzenstwa i skrzywdzeniu wszystkich dokola
                  bohaterow
                  > ie odnajduja sie w podobnych
                  > ukladach, tyle ze z innymi osobami.

                  Filmu niestety nie widzialam ale sytuacja bardzo typowa . Po rozwodzie
                  wybieramy podobna sytuacje lub podobnie niewlasciwego partnera jak byla zona
                  czy byly maz ale robimy to czesto podswiadomie , nie zdajac sobie z tego sprawy.

                  Jestem przekonany, ze ta kobieta, ktora por
                  > zucila autora listu, bedzie przerabiala
                  > te sama lekcje w kolejnym zwiazku. Defekt tkwi w niej samej...

                  Nawet jesli to prawda to autorka nie jest gotowa do jakiegokolwiek zwiazku do
                  momentu az nie zajmie sie tym defektem. Prawdopodobnie Ona nawet nie wie o
                  istnieniu tego defektu.
                  >
                  Martyna


                  • kkk30 Re: Jak się odkochać? 21.11.02, 11:16
                    Gość portalu: Martyna napisał(a):

                    > >
                    > > >Ale dla niej przynajmniej ten związek nie był tym, czego szukała.
                    > >
                    > > Troche dlugo jej zeszlo na dochodzenie do tego wniosku - 4 lata... Jesli o
                    > na
                    > za
                    > > wsze dziala z taka inercja, to zapewne
                    > > nie wyrosla jeszcze z dziecinstwa - nie zdazyla...
                    >
                    >
                    > Nie wiadomo w jakim wieku byla kiedy zaczynala zwiazek bo np zakladajac,
                    ze
                    > miala 22 lata to kiedy zwiazek zakonczyla miala 26. Wiem, ze wiele malzenstw
                    > zawieranych jest wczesniej ale sa osoby, ktore nawet majac 26 lat jeszcze
                    > siebie nie znaja nie wiedza tak naprawde czego potrzebuja w zwiazku a sama
                    > milosc nie wystarczy niestety zeby stworzyc szczesliwy zwiazek.
                    > >
                    > > >Powinna zostać z nim mimo to? Z litości?
                    > >
                    > > A czy od poczatku byla z nim z litosci? Z miloscia to nie jest tak jak z
                    > deszcz
                    > > em - padal i nagle przestal. Jesli
                    > > rzeczywiscie kochala, to musiala sie zawiesc na partnerze (zdrada, bicie,
                    > wpadn
                    > > iecie w nalog, itp).
                    >
                    > Moze zawiodla sie w inny sposob np brak komunikacji i zamkniecie
                    emocjonalne
                    > partnera , moze zmieniala sie jej osobowosc, potrzeby , swiat wartosci
                    tak ,ze
                    > para przestala do siebie pasowac
                    > > >
                    > > Wyzej wymieniona moze sie i zgadza, ale ja sie nie zgadzam.
                    > > Nie wolno zapominac o tym, ze zyjac, jestesmy odpowiedzialni za swoje czyn
                    > y.
                    > > Jesli sie z kims wiazemy na stale, to jestesmy za te osobe odpowiedzialni
                    > i
                    > nie
                    > > powinnismy jej krzywdzic.
                    >
                    > > Kierujac sie egoizmem (rozwalajac zwiazek) na dalsza mete sie nie wygrywa.
                    >
                    >
                    > Oczywiscie jestesmy odpowiedzialni za swoje czyny dlatego wlasnie ona
                    > odeszla bo pozostawanie z kims kogo sie nie kocha to nieuczciwosc i oszustwo
                    a
                    > autor watku zasluguje tak jak kazdy czlowiek na to by byc kochanym i miec
                    > szczesliwy zwiazek.
                    >
                    >
                    > Przy
                    > > pomina mi sie film Liv Ullman
                    > > "Wiarolomni". Po rozbiciu malzenstwa i skrzywdzeniu wszystkich dokola
                    > bohaterow
                    > > ie odnajduja sie w podobnych
                    > > ukladach, tyle ze z innymi osobami.
                    >
                    > Filmu niestety nie widzialam ale sytuacja bardzo typowa . Po rozwodzie
                    > wybieramy podobna sytuacje lub podobnie niewlasciwego partnera jak byla zona
                    > czy byly maz ale robimy to czesto podswiadomie , nie zdajac sobie z tego
                    sprawy
                    > .
                    >
                    > Jestem przekonany, ze ta kobieta, ktora por
                    > > zucila autora listu, bedzie przerabiala
                    > > te sama lekcje w kolejnym zwiazku. Defekt tkwi w niej samej...
                    >
                    > Nawet jesli to prawda to autorka nie jest gotowa do jakiegokolwiek zwiazku
                    do
                    >
                    > momentu az nie zajmie sie tym defektem. Prawdopodobnie Ona nawet nie wie o
                    > istnieniu tego defektu.
                    > >
                    > Martyna
                    >
                    >

                    > Jak zaczęliśmy być razem Ona miała 25 lat, jak się rozstaliśmy 29. Czas
                    odgrywał tu dużą rolę. Powiedziała mi, że jest w tym wieku, w którym należy
                    założyć rodzinę, a nigdy nie będzie miała pewności, czy chce, bym został Jej
                    mężem (choć bylismy oficjalnie zaręczeni, a data ślubu była praktycznie
                    wyznaczona w zeszłym roku).
                    Wydaje mi się również, że mieliśmy podobne wartości, zainteresowania, a nawet
                    gust. Zawsze też chciałem wyjaśnić każdy problem, który powstawał między nami
                    (a propos komunikacji).
          • Gość: K. Re: Jak się odkochać? IP: proxy / 193.192.169.* 13.11.02, 13:10
            sheana napisała:

            > Ja też się nie zgadzam ze stwierdzeniem że to co czujesz jest podobne do
            żałoby
            > .
            > Uczucie ktore Cię wypełnia po jej stracie jest gorsze od żałoby bo ona
            istnieje
            >
            > nadal a jednak odeszła wiedząc że Cię rani , świadomie podeptała lata
            spędzone
            > z Tobą , miłość Twoją i starła na pył serce jakby było zaschniętą grudą
            błota.
            > Tego bólu nie da się porównać do innych.
            > Trudno znależć radę bo każda kolejna , dla Ciebie brzmi jak banał choć
            banałem
            >
            > nie jest. Chciałabym żebyś mógł mi uwierzyć że TYLKO CZAS jest Twoim
            > sprzymierzeńcem. Każdy nowy dzień witaj z radością bo oddala Cię od niej ,
            > porzuć nadzieję na jej powrót a ze swego wnętrza wyrzuć , wykrzycz żal który
            > Cię drąży i urodź się na nowo. To trudne - wiem ale też wiem to czego Ty nie
            > chcesz dzisiaj wiedzieć. Pokochasz jeszcze raz i będziesz kochany.


            Dzięki Sheana za przemyślenia. Nie mogę myśleć o Niej źle. Przeżyłem z Nią
            najpiękniejszy czas w życiu. Odeszła, bo przestała kochać. Nie potrafię
            zrozumieć czemu, ale wiem, że nie da się kochać na siłę. Tak, jak nie da się
            przestać kochać na siłę..
      • Gość: K. Re: Jak się odkochać? IP: proxy / 193.192.169.* 13.11.02, 09:58
        Gość portalu: inka_sama napisał(a):

        > Nie zaglądałam do tego wątku wcześniej.
        > Dziś przeczytałam wszystkie posty - rady jakie ci udzielano.
        > I wiesz - twoja sytuacja jest po prostu trudnym życiowym zakretem a nie
        > banałem. Bo z czego składa sie życie jeśli nie z takich "banałów"?
        >
        > Twoje reakcje sa podobne jak osoby w żałobie - bo ty przezywasz żałobę, nie
        po
        > osobie ale po związku. Gdyby ona umarła - byłoby jeszcze gorzej - ale tylko
        > trochę. Bo doszedłby pierwiastek nieodwracalności. Tu nadzieja choc nikła
        może
        > się tlić. Może zgaśnie ale teraz jeszcze gdzieś może się czai?...
        >
        > Pozwól sobie przezywać to co czujesz. Nie rób tego co radza niektórzy - nie
        > wmawiaj sobie że to nic takiego. Przeżyj to do końca aż do bólu. I dopiero
        > wtedy można coś zmienić. Pójść dalej.
        > Miłościa tego nie zaleczysz. Nie szukaj na siłę kogoś.
        > Hobby pomaga ale nie da zapomnienia.
        > Czas nie leczy ran. Czas nas zmienia. Całe szczęście! Będziesz inaczej na to
        > patrzył ale - trzeba dotrwać.
        > Pomóż komuś.
        > To pomoże Tobie.
        >
        > pozdrawiam
        > i_s




        Dzięki za przemyślenia. Dotrwam. Muszę jednak zmienić wszystko, bo wszystko
        kojarzy mi się z Nią. Wczoraj widziałem Ją po raz pierwszy od miesiąca. Ale
        niepotrzebnie chyba. Bo jak pogodzić się z tym, że to już nie ta sama osoba.
        Już po za moim zasięgiem, nie można przytulić, pocałować...i rozmowy o
        pieniądzach, rozliczeniach, itd.
    • matrek Właściwie sam już sobie odpowiedziałeś. 13.11.02, 09:48
      Czas leczy rany.
      Zajmi się czymś co sprawia Ci prxzyjemność, a jednocześnie pozwoli Ci oderwać
      od niej myśli. Zajmi się czymś, co podniesie Twoje poczucie własnej wartości,
      co będzie podkreślać Twoje własne ego.
    • Gość: ina Re: Jak się odkochać? IP: *.ptenn.pl 13.11.02, 17:20
      Wiesz K. wczoraj chciałam napisac, wyciagnać do Ciebie rękę i powiedzieć: wiem
      co czujesz... ale bałam się, że jeśli mi ją uściśniesz, to się rozsypię na
      kawałki - oczywiscie to przenośnia - po prostu nie mialam siły tego zrobić.
      Masz rację najgorsze są wciąż powracające myśli. Chwilami burza wprost nie do
      zniesienia.
      Dzisiaj czuję się lepiej, może to za sprawą słońca ale też tego co przeczytałam
      w tym wątku.
      Dziękuję Tobie za to, że go napisałeś i wszystkim wypowiadającym się.

      pozdrawiam cieplutko
      ina_


      • Gość: K. Re: Jak się odkochać? IP: proxy / 193.192.169.* 14.11.02, 09:39
        Gość portalu: ina napisał(a):

        > Wiesz K. wczoraj chciałam napisac, wyciagnać do Ciebie rękę i powiedzieć:
        wiem
        > co czujesz... ale bałam się, że jeśli mi ją uściśniesz, to się rozsypię na
        > kawałki - oczywiscie to przenośnia - po prostu nie mialam siły tego zrobić.
        > Masz rację najgorsze są wciąż powracające myśli. Chwilami burza wprost nie do
        > zniesienia.
        > Dzisiaj czuję się lepiej, może to za sprawą słońca ale też tego co
        przeczytałam
        >
        > w tym wątku.
        > Dziękuję Tobie za to, że go napisałeś i wszystkim wypowiadającym się.
        >
        > pozdrawiam cieplutko
        > ina_
        >
        > Również Cię pozdrawiam i diękuję
        K.
        • Gość: midm Re: Jak się odkochać? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 14.11.02, 10:36
          Dobrze, ze pojawil sie ten post i riposta, bo juz chcialam napisac "ludzie co
          wy robicie...". K. mam nadzieje, ze sie trzymasz.
          • Gość: K. Re: Jak się odkochać? IP: proxy / 193.192.169.* 14.11.02, 11:59
            Gość portalu: midm napisał(a):

            > Dobrze, ze pojawil sie ten post i riposta, bo juz chcialam napisac "ludzie co
            > wy robicie...". K. mam nadzieje, ze sie trzymasz.


            Staram się. Raz jest lepiej, raz gorzej. Czasem wpadam w panikę i potworne
            przygnębienie. Łapię się na tym, że myślę o Niej czytając, rozmawiając, czy
            pracując.

            Wczoraj kupiłem mieszkanie. Zawsze myślałem, że będzie to powód do olbrzymiej
            radości. Ale wciąż mam w pamięci to nasze mieszkanie na Bielanach, nasz dom
            • Gość: midm Re: Jak się odkochać? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 14.11.02, 13:34
              Ja osobiscie staram sie unikac Bielan...

              • Gość: K. Re: Jak się odkochać? IP: proxy / 193.192.169.* 14.11.02, 13:55
                Gość portalu: midm napisał(a):

                > Ja osobiscie staram sie unikac Bielan...
                >

                Ja teraz też.
                Tam spędziłem najlepsze chwile i myślałem, że będę chodził z dzieciakami na
                spacer. Pamiętam każdy kąt tamtego mieszkania, każdy szczegół wspólnie
                zaplanowany. Pamiętam nasze rozmowy, codzienne życie - wspólne posiłki, pranie,
                sprzątanie. Odpoczynek po całym dniu na małej kanapie..plany na następne dni.
                Pamiętam nasze ostatnie śniadanie, w niedzielę miesiąc temu. Paczkę wypalonych
                papierosów i bezsilność..
                • Gość: midm Re: Jak się odkochać? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 14.11.02, 14:05
                  Staraj sie dalej trzymac. Jak najmocniej.
    • Gość: Mika Re: Jak się odkochać? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.11.02, 14:43
      Mogę udzielić Ci tylko jednej rady - nie spotykaj się z nią, bo nigdy nie
      zapomnisz, i będziesz cierpiał bez końca.

      Znam sprawę z drugiej strony, aczkolwiek ani nie było takich planów ani związek
      nie był tak długotrwały. Jej zachowanie wskazuje, że JUŻ NIE KOCHA i NIE
      POKOCHA. A Tobie jest to trudno zrozumieć, bo jak Ty kochasz to wydaje Ci się,
      że ONA JEDNAK KOCHA, TYLKO MOŻE MA CHWILOWY KRYZYS I WRÓCI. I to chyba jest
      najgorsze.

      Ja spotykałam się ze swoim byłym chłopakiem, którego już nie kochałam, bo go
      lubiłam, bo był bardzo fajnym kumplem, miałam do niego zaufanie i mogłam z nim
      głęboko, szczerze porozmawiać. A on przez cały czas miał nadzieję i nie mógł
      zrozumieć, że ja go NIE KOCHAM. To trwało dwa lata.

      Więc przestaliśmy w ogóle się widywać, a on po jakimś czasie znalazł inną
      dziewczynę, z którą nie wyszło, ale to już o niej myślał, a nie o mnie.

      Jako optymistyczne zakończenie mogę dodać, że teraz chłopak się żeni z przemiłą
      dziewczyną i jest szczęśliwy, więc jest nadzieja :=))

      Powodzenia
      • Gość: K. Re: Jak się odkochać? IP: proxy / 193.192.169.* 14.11.02, 15:52
        Gość portalu: Mika napisał(a):

        > Mogę udzielić Ci tylko jednej rady - nie spotykaj się z nią, bo nigdy nie
        > zapomnisz, i będziesz cierpiał bez końca.
        >
        > Znam sprawę z drugiej strony, aczkolwiek ani nie było takich planów ani
        związek
        >
        > nie był tak długotrwały. Jej zachowanie wskazuje, że JUŻ NIE KOCHA i NIE
        > POKOCHA. A Tobie jest to trudno zrozumieć, bo jak Ty kochasz to wydaje Ci
        się,
        > że ONA JEDNAK KOCHA, TYLKO MOŻE MA CHWILOWY KRYZYS I WRÓCI. I to chyba jest
        > najgorsze.
        >
        > Ja spotykałam się ze swoim byłym chłopakiem, którego już nie kochałam, bo go
        > lubiłam, bo był bardzo fajnym kumplem, miałam do niego zaufanie i mogłam z
        nim
        > głęboko, szczerze porozmawiać. A on przez cały czas miał nadzieję i nie mógł
        > zrozumieć, że ja go NIE KOCHAM. To trwało dwa lata.
        >
        > Więc przestaliśmy w ogóle się widywać, a on po jakimś czasie znalazł inną
        > dziewczynę, z którą nie wyszło, ale to już o niej myślał, a nie o mnie.
        >
        > Jako optymistyczne zakończenie mogę dodać, że teraz chłopak się żeni z
        przemiłą
        >
        > dziewczyną i jest szczęśliwy, więc jest nadzieja :=))
        >
        > Powodzenia

        Dzięki.
        Tak powinienem robić. Widzieliśmy się chyba 2 razy, ( Ona nie chce mnie
        widzieć), sporadycznie próbuję dzwonić. To jak nałóg. I rzeczywiście nie mogę
        zrozumieć, że to już nie jest to. Powinienem, ale jeszcze nie potrafię.
    • Gość: Jedrek Re: Jak się odkochać? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.11.02, 18:47
      ..."Na głowie kwietny ma wiaaaanek
      w ręku zielony badyyyylek
      a przed nią bieży baraaaaanek
      a nad nią lata motyyyyyylek"...
      • Gość: Jedrek Re: Jak się odkochać? - komentarz IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.11.02, 22:09

        > ..."Na głowie kwietny ma wiaaaanek
        > w ręku zielony badyyyylek
        > a przed nią bieży baraaaaanek
        > a nad nią lata motyyyyyylek"...

        Po przeczytaniu jedynie tego cytatu możnaby pomyśleć, że jestem bezduszny, więc
        oto kilka słów komentarza:
        Powyższą piosenkę napisał ktoś, kto przechodził bardzo podobną sytuację do
        Twojej. Przesłuchaj ją kilka razy i dobrze przemyśl.
        A co do rozwijania siebie itd. - to jest obowiązkiem każdego człowieka
        niezależnie od tego czy jest w szczęśliwym związku, czy nie. Płynie z takiej
        stałej dążności do samorozwoju następująca zaleta: NIKT SIĘ PRZY TOBIE NIE
        BĘDZIE NUDZIŁ (z Twoją kobietą włącznie). Najbardziej zabujcza dla związku jest
        monotonia. Być może właśnie tej monotonii przestraszyła się Twoja kobieta?

        Pozdrawiam
        Jędrek
        • Gość: midm Re: Jak się odkochać? - komentarz IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 14.11.02, 22:46
          > A co do rozwijania siebie itd. - to jest obowiązkiem każdego człowieka
          > niezależnie od tego czy jest w szczęśliwym związku, czy nie.
          Chyba troche przesadziles.

          Płynie z takiej
          > stałej dążności do samorozwoju następująca zaleta: NIKT SIĘ PRZY TOBIE NIE
          > BĘDZIE NUDZIŁ (z Twoją kobietą włącznie).
          Niekoniecznie.

          Najbardziej zabujcza dla związku jest
          >
          > monotonia.


          Być może właśnie tej monotonii przestraszyła się Twoja kobieta?

          Mi np. przez to, ze sie zna, jest stale, ma sie pewnosc, daje poczucie
          bezpieczenstwa. O ile jeszcze malzenstwo to moze, dzieci nie wyobrazam sobie
          zabardzo bez tego.
    • Gość: K. W ZASADZIE DO WSZYSTKICH IP: proxy / 193.192.169.* 15.11.02, 12:46
      Dziękuję Wam wszystkim za opinie, porady i ciepłe słowa. Dziękuję za
      podzielenie się swoimi doświadczeniami. Myślę, że uświadomiłem sobie wiele
      spraw, na które wcześniej patrzyłem inaczej. Na uświadomienie sobie innych,
      przyjdzie - mam nadzieję - czas.

      Znalazłem się tutaj trochę przypadkiem i nie żałuję. Ograniczona ilość
      znajomych i przyjaciół (wszyscy zabiegani, zapracowani, mają swoje problemy,
      rodziny) zna moją sytuację, ja znam ich pogląd i nie ma sensu, ani potrzeby
      rozważać tego za każdym razem, jak się spotkamy. Myślę, że mogłoby to nawet
      odstaraszyć ich od widywania się ze mną. A dyskusja tutaj okazała się bardzo
      pożyteczna. Anonimowi ludzie pomogli mi bardziej i wydawało się - znali
      bardziej tą sytację, niż znajomi. Ale ponieważ w wielu postach pojawiała się
      (słusznie) taka opinia, że trudno ocenić tą sytuację obiektywnie, nie znając
      poglądu drugiej strony, Jej przemyśleń, Jej obaw, wysłałem Jej maila, żeby
      weszła na ten post i -jeśli chce- opisała to swoimi oczyma.

      Przejrzała tą listę..Okazało się potem, że nie życzy sobie, aby w miejscu
      publicznym ktoś rozważał jej prywatne sprawy - prosiła mnie, abym tu to
      napisał, co niniejszym czynię.

      Ja starałem się wytłumaczyć, że dzięki temu wiem może więcej o sobie, że
      jesteśmy tu anomimowi i nie zdradzałem żadnych szczegółów. Jak również to, że
      szukałem tu odpowiedzi, na pytania, na które Ona nie chciała, bądź nie mogła
      odpowiedzieć. Kiedy teraz pytam Ją, co słychać, mówi: nic. W żadnej z mojej
      wypowiedzi nie pojawiało się zdanie obwiniające Ją o to, że odeszła. Wiem, że
      się odkochała - dlaczego? bo ten związek nie ma sensu i przyszłości - dlaczego?
      bo nigdy nie zdecyduję się na ślub z tobą - dlaczego? bo szukam innego
      mężczyzny, a ty innej kobiety - jakiego mężczyzny? jeszcze go nie znalazłam,
      ale jak znajdę, to ci powiem. Jakie miałby mieć cechy, których nie miałem ja?
      nie wiem....ale nie szukaj winy w sobie (to gdzie? nie w sobie, nie w Niej?)
      I więcej nie wiem nic.
      • joanna_1 Re: W ZASADZIE DO WSZYSTKICH 15.11.02, 13:02
        Chłopie masz KLASĘ! Głowa do góry! Trzymam kciuki, żebyś był w życiu
        szczęsliwym człowiekiem. Zasługujesz na to!
        Zyczę Ci tego z całego serca!
        • Gość: midm Re: W ZASADZIE DO WSZYSTKICH IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 15.11.02, 13:54
          A mi sie to niezupelnie podobalo.
        • Gość: midm Re: W ZASADZIE DO WSZYSTKICH IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 15.11.02, 13:57
          I moja rada nie drecz jej.
          • Gość: K. Re: W ZASADZIE DO WSZYSTKICH IP: proxy / 193.192.169.* 15.11.02, 14:01
            Gość portalu: midm napisał(a):

            > I moja rada nie drecz jej.

            Nie mam zamiaru Jej dręczyć (czym?).
            • Gość: midm Re: W ZASADZIE DO WSZYSTKICH IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 15.11.02, 14:17
              Tym wszystkim. Dla niej to moze byc nawet trudniejsze (- to cos co ja sobie
              uswiadomilam w pewnym momencie w swoim przypadku, nie byl paralelny.)
              • Gość: K. Re: W ZASADZIE DO WSZYSTKICH IP: proxy / 193.192.169.* 15.11.02, 14:53
                Gość portalu: midm napisał(a):

                > Tym wszystkim. Dla niej to moze byc nawet trudniejsze (- to cos co ja sobie
                > uswiadomilam w pewnym momencie w swoim przypadku, nie byl paralelny.)


                Nie twierdzę, że Jej jest łatwo. Choć mówi, że teraz jest szczęśliwa; wiem że
                przeszła już nad tym i nie chce do tego wracać. Nie chcę Jej dręczyć. Ale nie
                mogę nawet porozmawiać z Nią - niekoniecznie o nas - bo to zbyt bolesne i dla
                mnie i dla niej. Trudno zrozumieć, że ludzie którzy przeżyli ze sobą 4 lata i
                mieszkali razem, nagle się rozstają i nie od tego momentu nie mają sobie
                absolutnie nic do powiedzenia, podzielenia się jakąś radością, przeżyciem,
                kłopotem. Mimo, że już nie są razem. Dla mnie właśnie to jest dręczące
                • Gość: midm Re: W ZASADZIE DO WSZYSTKICH IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 15.11.02, 15:31
                  > Nie twierdzę, że Jej jest łatwo.
                  Ani ja nie stwierdzilam, ze Ty tak twierdzisz. Ale przepraszam... moze
                  napisalam cos troche z przewrazliwienia. (Moj potem zmarl.)

                  >Choć mówi, że teraz jest szczęśliwa;
                  Hmm.
                  • Gość: midm Re: W ZASADZIE DO WSZYSTKICH IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 15.11.02, 15:52
                    Cos mi jeszcze przyszlo do glowy, pisac?
                    • Gość: K. Re: W ZASADZIE DO WSZYSTKICH IP: proxy / 193.192.169.* 15.11.02, 16:24
                      Gość portalu: midm napisał(a):

                      > Cos mi jeszcze przyszlo do glowy, pisac?

                      Pisz
                      • Gość: midm Re: W ZASADZIE DO WSZYSTKICH IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 15.11.02, 17:09
                        No wiec znam taki przypadek (tym razem dosc paralelny do Twojego), w ktorym ona
                        odeszla dlatego, ze... doszla do wniosku, ze jest homoseksualna, pisze "doszla
                        do wniosku", bo jak to uslyszalam od niej, to tak to potraktowalam (to wydawalo
                        sie tak absurdalne, choc znalam juz wtedy - zreszta wlasnie dlatego = i ze sie
                        'przyjaznilysmy' i jestem jaka jestem w takich sprawach = to mi o tym
                        powiedziala, to bylo lata temu - roznych homo, w tym takich ktorych bym nie
                        podejrzewala o to)i choc nalegala, ze tak jest i probowala podac rozne
                        przyklady jak to ja do jakiejs ciagnelo, myslala o niej itd, powiedzialam jej,
                        ze jak sie przespi z jakas i powie mi to samo, to uwierze, potem wyjechala,
                        wiec tylko napisala, ale napisala, zreszta jeszcze jakis czas potem jak raz
                        wpadla (a propos, choc w to juz nie bede wchodzic, to dotyczy tego jak jest w
                        naszym kraju z ta orientacja, choc i w bardzo luzackich jak wiem od jednych
                        znajomych, ktorych dziecko sie okazalo to jest tez cos) mialam okazje poznac
                        jej kolejna. Czy brales we wszystkich moze cos takiego pod uwage? (Nie chcialam
                        pisac, ze nie rozkrecac Ci tego a moze to, a moze to...)
                        • Gość: midm Re: W ZASADZIE DO WSZYSTKICH IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 15.11.02, 17:34
                          A... on chyba (jakis czas temu sie dowiedzial od kogos - jak ona probowala
                          zaczynajac, ze to nie przez innego - bo on uwazal, ze to musialo byc przez
                          innego, bylo im tak dobrze, kto by odchodzil - to on ucinal, ze to niemozliwe
                          ze nie przez innego, nie dawal jej skonczyc, a nie dopuszczal do mysli, ze sa
                          jakies inne opcje) do dzis nie wierzy.
                  • Gość: K. Re: W ZASADZIE DO WSZYSTKICH IP: proxy / 193.192.169.* 15.11.02, 16:23
                    Gość portalu: midm napisał(a):

                    > > Nie twierdzę, że Jej jest łatwo.
                    > Ani ja nie stwierdzilam, ze Ty tak twierdzisz. Ale przepraszam... moze
                    > napisalam cos troche z przewrazliwienia. (Moj potem zmarl.)
                    >
                    > >Choć mówi, że teraz jest szczęśliwa;
                    > Hmm.


                    Przykro mi..
                • wannia Re: Do K. 15.11.02, 18:58
                  Gość portalu: K. napisał(a):
                  >
                  > Nie twierdzę, że Jej jest łatwo. Choć mówi, że teraz jest szczęśliwa; wiem że
                  > przeszła już nad tym i nie chce do tego wracać. Nie chcę Jej dręczyć. Ale nie
                  > mogę nawet porozmawiać z Nią - niekoniecznie o nas - bo to zbyt bolesne i dla
                  > mnie i dla niej. Trudno zrozumieć, że ludzie którzy przeżyli ze sobą 4 lata i
                  > mieszkali razem, nagle się rozstają i nie od tego momentu nie mają sobie
                  > absolutnie nic do powiedzenia, podzielenia się jakąś radością, przeżyciem,
                  > kłopotem. Mimo, że już nie są razem. Dla mnie właśnie to jest dręczące

                  Rozumiem, że trudno Ci przejść do porządku dziennego nad tym, ze Was już nie
                  ma. Wciąż pragniesz bliskości, ciepła, dzielenia się ważnymi przemyśleniami i
                  małymi, codziennymi sprawami. Chciałbyś cały czas być w kontakcie, jeśli już
                  nie miłosnym, to choćby przyjacielskim. Myślę, że to mogłoby się udać, ale przy
                  obopulnej chęci. Jest mnóstwo powodów dla których ludzie wolą się unikać po
                  rozstaniu - powracajace uczucie, namiętność, albo poczucie winy i wyrzuty
                  sumienia, albo chaos i rozbicie... Czasem po prostu niechęć do tej osoby.
                  Ja też myślałam, że można pozostać w przyjaźni po powiedzeniu sobie "to
                  koniec", chciałam tego, bo wydawało mi się to naturalne, zostało nawet jakoś
                  uzgodnione. Zwłaszcza, że wcześniejsze zakończone związki zwykle owocowały
                  sympatycznym koleżeństwem. Także uważałam, że spędzenie kilku lat życia razem
                  po prostu nie pozwala na inną alternatywę i dziecinadą jest ucinanie kontaktu,
                  unikanie się... Okazało się jednak, że druga strona nie jest w stanie temu
                  sprostać. Ucieka. I ma do tego prawo, choć to niełatwe do zaakceptowania.
                  Powodują nami różne uczucia, każdy z nas jest inny, mamy za sobą odmienne
                  doświadczenia i cechuje nas inna wrażliwość... Dlatego nie możesz oczekiwać, że
                  ona będzie chciała zostać z Tobą w przyjaźni. Nie wszystko układa się tak, jak
                  byśmy sobie tego życzyli. Im szybciej to "poczujesz", tym łatwiej Ci będzie
                  poukładać sobie świat na nowo, już bez niej. Może to zabrzmi pretensjonalnie
                  lub enigmatycznie, ale postaraj się "odpuścić sobie" tą miłość dla swojej byłej
                  dziewczyny, dla jej "świętego spokoju"...
                  Powodzenia
                  wania
      • Gość: Przemek Re: W ZASADZIE DO WSZYSTKICH IP: *.tele.pw.edu.pl 15.11.02, 15:05
        Gość portalu: K. napisał(a):

        > I więcej nie wiem nic.

        No to D O W I E D Z E N I A.

        (To cytat z Jeremiego Przybory - chyba jeszcze z "Kabaretu Starszych Panow")
    • Gość: zz Re: Jak się odkochać? IP: proxy / 204.48.22.* 15.11.02, 16:08
      Boże co za tupet ! Nie chce już z Tobą rozmawiać ? A dziwisz się ? może znowu
      zacytujesz jej słowa na forum.
      Pamiętaj, ze jesteś już dla niej niestety przeszłością.
      Ona Cię nie kocha, a swoim zachowaniem wzbudzisz u niej tylko pogardę i brak
      szacunku.
      • Gość: K. Re: Jak się odkochać? IP: proxy / 193.192.169.* 15.11.02, 16:48
        Gość portalu: zz napisał(a):

        > Boże co za tupet ! Nie chce już z Tobą rozmawiać ? A dziwisz się ? może znowu
        > zacytujesz jej słowa na forum.
        > Pamiętaj, ze jesteś już dla niej niestety przeszłością.
        > Ona Cię nie kocha, a swoim zachowaniem wzbudzisz u niej tylko pogardę i brak
        > szacunku.

        Uważasz, że to w porządku (nic nie mówiłem o tupecie), że ktoś, z kim żyło się
        bardzo blisko, jak w małżeńskie, mówi ci pewnego dnia: to koniec, potem
        automatycznie wymazuje cie z twojego zycia. Nie mówię tu o codziennych
        spotkaniach. Jesli dzwonisz - wylacza telefon, jesli cie widzi, wydaje sie,
        jakbys byl jej największym wrogiem (choć nic złego jej nie zrobiłes). Nie ma ci
        absolutnie nic do powiedzenia. Czy trzeba kochać, by rozmawiać z ludźmi? Czy
        ludzie, którzy przestają kochać automatycznie przestają lubić?

        A co do cytowania, to poto chyba jest forum, nieprawda? Powiedziłaem Jej o tej
        liście, nie chciałem niczego ukrywać, starałem się być tu obiektywny i wydaje
        się - nie wyznałem żadnych intymnych szczegółów. Broniłem Jej nawet przed (moim
        zdaniem) nieprzemyślaną krytyką, niesprawiedliwą oceną
      • Gość: K. Re: Jak się odkochać? IP: proxy / 193.192.169.* 15.11.02, 16:56
        .
        > Ona Cię nie kocha, a swoim zachowaniem wzbudzisz u niej tylko pogardę i brak
        > szacunku.

        Wydaje mi się także, że szacunku z Jej strony nie było od dawna. Bo czy szanuje
        się osobę, z którą się jest, mieszka, planuje życie, a z drugiej strony: nie
        kocha się jej i jest się tego świadomym?
      • Gość: midm Re: Jak się odkochać? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 15.11.02, 17:21
        A Ty we mnie swoja mowa (zadne z nich nie).
        • Gość: Gość 2 Re: Jak się odkochać? IP: *.opole.dialup.inetia.pl 15.11.02, 17:44
          zmywanie, sprzątanie, obiad...czy to nie za dużo?
          tj. miłość? To raczej niewola. I jeszcze dwa etaty.
          a co ona robiła?... nie oceniam jej bo naprawdę musiała być cudowna tylko w
          czym oprócz tego że po prostu była.
          ... zresztą pozwalałeś jej się spotykać z innymi kolegami pod twoją nieobecność
          i wracać późno, wybacz ale przesada.

          Teraz odbywasz karę za swoje postępowanie.
          ... nie pocieszę Cię bo musisz cierpieć po to aby przestrzec innych chłopów.
          ... może będziesz męczennikiem i będziemy o tobie pisać książki.

          P.S.
          "mój wujas jeździł mercedesem i mówił, że nigdy w życiu nie kupi innego auta,
          potem go rozbił i przypadkowo zaczął jeździć toyotą, a teraz zgadnij co mówi? -
          Mercedes to był szmelc, straciłem tylko czas - TOYOTA to jest bryka"

          ...pozdrówko
      • Gość: inka_sama spokojnie IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 15.11.02, 21:23
        Gość portalu: zz napisał(a):
        > Boże co za tupet ! Nie chce już z Tobą rozmawiać ? A dziwisz się ? może znowu
        > zacytujesz jej słowa na forum.
        > Pamiętaj, ze jesteś już dla niej niestety przeszłością.
        > Ona Cię nie kocha, a swoim zachowaniem wzbudzisz u niej tylko pogardę i brak
        > szacunku.


        Skąd wiesz że ona nim gardzi? Siedzisz u niej w głowie czy to ty nia jesteś???
        Ona go nie kocha. Fakt.Ale jej chęć izolacji wynikać może z prostego poczucia
        winy, że wcześniej nie postawiła sprawy jasno. Albo z tego że boi się że on
        nie wytrzyma i będzie ją błagał o powrót. Że jego nadzieja na to co już
        niemożliwe będzie dłużej żyła.
        Może źle się czuje wiedząc że on kocha - taka niechciana miłość to paskudny
        ciężar.

        K. - unikaj lepiej kontaktów z nią. Dla obopólnego dobra. Wiem ze to bardzo
        trudne.
        Z czasem gdy wasze życiorysy znów sie ustabilizuja , gdy ułożycie sobie życie -
        może , ale tylko może! - znów będziecie mogli zostać znajomymi i przyjaciółmi.
        Albo nie.
        Ja straciłam przyjaciela przez taki uczuciowe zawirowanie - a nie był to tak
        poważny związek. Długo nie mogłam na niego nawet patrzeć. Teraz juz tak ale za
        nami parę lat i inne -udane!-związki.
        • kkk30 Re: spokojnie 16.11.02, 12:13

          Wiem, że powinieniem unikać wszelkich z Nią kontaktów. Mogę zacisnąć zęby,
          przestać próbować dzwonić, itd. Ale myśli, sny, uczucia są już mniej posłuszne.
          Trudno mi wyobrazić sobie świat bez Niej. Gdzieś tutaj, na jakiejś innej liście
          dyskusyjnej przeczytałem, że taki stan może trwać cholernie długo. Całymi
          latami.

          Powiedziałem Jej o tym forum. Być może czyta te posty, być może nawet na nie
          odpowiada. Dla mnie jest trochę jak terapia. Nie staram się Jej tu obwiniać
          (jak można obwiniać najbliższą i ci osobę), staram się zrozumieć, dlaczego
          stało się tak, jak stało, czy mogło być inaczej. Te opinie, porady są dla mnie
          bardzo cenne. Nie bardzo mam już siłę rozmawiać o tym ze swoimi znajomymi, oni
          też już nie chcą chyba słuchać ciągle tego samego.Każdy ma swoje problemy,
          rodzinę, pracę.
          • Gość: weronika Re: spokojnie IP: *.kopernik.gliwice.pl 16.11.02, 13:14
            wiesz co, przypomina sie jedna historia, bardzo podobna do twojej. Facet rozpaczał kilka lat, mazgaił się do kobiety
            koszmarnie. Kiedyś ona powiedziała że sumie to może by nawet do niego wróciła, ale teraz kiedy on sie tak
            upokorzył ona nie widzi w nim juz faceta. I tak sobie mysle że cos w tym jest. Nie kalaj sie tak, facet ma pozostac
            facetem. wiem że to wszystko jest dziwne, ale nigdy juz nie bądz dla nikogo ZA DOBRY. Pokochaj też siebie i okaż
            nieco zdrowego egoizmu. wymagaj też od innych.Jeśli chcesz ja odzyskać to odpuść, pokaż że potrafisz być twardy
            i potrafisz sie pozbierać bo inaczej nie masz u niej żadnych szans. Pomyśl przez chwilę, że ktoś kocha cię tak że
            wyzbywa się własnej dumy. Jestem pewna że bys uciekł, cos takiego może udusić.Pomyśl że nie warta jest twojej
            miłości.
            Ten facet o którym mówiłam już się ożenił jest szczęśliwy i nie rzucił swojej dziewczyny, nawet wtedy jak była się
            namyśliła i chciała do niego wrócić.
            pozdrawiam
            • kkk30 Re: spokojnie 16.11.02, 13:29
              Gość portalu: weronika napisał(a):

              > wiesz co, przypomina sie jedna historia, bardzo podobna do twojej. Facet
              rozpac
              > zał kilka lat, mazgaił się do kobiety
              > koszmarnie. Kiedyś ona powiedziała że sumie to może by nawet do niego
              wróciła,
              > ale teraz kiedy on sie tak
              > upokorzył ona nie widzi w nim juz faceta. I tak sobie mysle że cos w tym
              jest.
              > Nie kalaj sie tak, facet ma pozostac
              > facetem. wiem że to wszystko jest dziwne, ale nigdy juz nie bądz dla nikogo
              ZA
              > DOBRY. Pokochaj też siebie i okaż
              > nieco zdrowego egoizmu. wymagaj też od innych.Jeśli chcesz ja odzyskać to
              odpuś
              > ć, pokaż że potrafisz być twardy
              > i potrafisz sie pozbierać bo inaczej nie masz u niej żadnych szans. Pomyśl
              prze
              > z chwilę, że ktoś kocha cię tak że
              > wyzbywa się własnej dumy. Jestem pewna że bys uciekł, cos takiego może
              udusić.P
              > omyśl że nie warta jest twojej
              > miłości.
              > Ten facet o którym mówiłam już się ożenił jest szczęśliwy i nie rzucił swojej
              d
              > ziewczyny, nawet wtedy jak była się
              > namyśliła i chciała do niego wrócić.
              > pozdrawiam



              Dziękuję.
              Pewnie masz rację. Mimo wszystko staram się być twardym. To, że w głowie mam
              tylko jedno, to już inna historia. W tym tygodniu kupiłem mieszkanie, żeby
              zacząć wszystko od początku. Już nie proszę, nie błagam by wróciła. Podjęła tą
              decyzję, zgodnie ze swoim sumieniem i wiem, że nikogo na siłę nie można
              zatrzymać. Wiem, że życie toczy się dalej, choć mam wrażenie, że gdzieś obok.
              Nie sądzę, że byłem przesadnie dobry. Nie ma ideałów - po prostu starałem się
              pielęgnować to (ten związek) - który dla mnie był najważniejszy. A myślę, że z
              tym egoizmem masz rację i nie jest to tylko Twoja opinia

              pozdrawiam,
              K.
              • Gość: midm Re: spokojnie IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 16.11.02, 15:59
                > Mimo wszystko staram się być twardym.
                Jestes i tak staraj sie trzymac. Inaczej mozna popasc jak ja (choc moze u
                mezczyzn jest to inaczej niz u kobiet, no i u mnie byly i dodatkowe rzeczy) w
                depresje.

                na siłę nie można
                > zatrzymać.
                Moc to mozna tylko w takiej relacji to nie ma zupelnie sensu.

                >
                Wiem, że życie toczy się dalej, choć mam wrażenie, że gdzieś obok.

          • Gość: midm Re: spokojnie IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 16.11.02, 15:52
            Gdzieś tutaj, na jakiejś innej liście
            >
            > dyskusyjnej przeczytałem, że taki stan może trwać cholernie długo.
            Całymi
            > latami.
            A no moze...

            >
            Dla mnie jest trochę jak terapia.
            Wiec pisz ile tylko potrzebujesz i rob cokolwiek (co nie jest zle oczywiscie),
            co mialoby Cie jakos wesprzec. Dosc dobre sa zajecia domowe, ruch.
            • kkk30 Re: spokojnie 16.11.02, 16:23

              Piszę..
              Jutro rano lęcę na kilka dni daleko. Ta podróż jest stresująca, ale z drugiej
              strony to wyzwanie i możliwość złapania jakiegoś dystansu. A z tą depresją, to
              nie wiem. Na razie podobno jest to "ciężka sytuacja życiowa, zakręt, itd".
              • Gość: midm Re: spokojnie IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 16.11.02, 16:48
                > Jutro rano lęcę na kilka dni daleko. Ta podróż jest stresująca, ale z drugiej
                > strony to wyzwanie i możliwość złapania jakiegoś dystansu.
                Jeszcze raz trzymaj sie.
            • kkk30 a propos homoseksualności 16.11.02, 16:31
              Dopiero teraz przeczytałem Twojego posta.
              Tutaj to niemożliwe. Jest bardzo ładna, zawsze wokół Niej było wielu mężczyzn,
              odeszła bo chce sobie ułożyć życie (ja też - z Nią) - mieć męża, dzieci, a
              związek ze mną nie miał dla Niej sensu. Nie mogła podjąć decyzji o ślubie. I -
              co najważniejsze - odkochała się. Wiem, ze spotyka się teraz z tym, czy innym,
              choć chyba jeszcze nie jest to nic poważnego. Ale robiła tak, jak jescze
              byliśmy razem.
              • Gość: weronika Re: a propos homoseksualności IP: *.kopernik.gliwice.pl 16.11.02, 21:40
                Dobrze że jedziesz, trochę sie oderwiesz od tego wszystkiego.
                Pamiętaj o tym aby nigdy wiecej nie pozwolić żadnej kobiecie na takie
                traktowanie swojej osoby. Nikt nie jest tego wart, żebyś teraz musiał zbierać z
                ziemi podeptana męskość. Pamiętaj że pół światu tego kwiatu, a najważniejsze
                jest to zeby móc obudzić się rano i potem spokojnie spojrzeć w lustro z
                szacunkiem do swojej osoby. Myślę że dobrze sie stało iz ta kobieta odeszła
                definitywnie. Taki układ że niby jest i jawnie cie zdradza mógł i doprowadził
                cie do skrzywienia emocjonalnego. Tak cię zmanipulowała że nie potrafisz teraz
                po prostu spojrzeć w przyszłość. Pomyśl o tym że być może to co czujesz to już
                nie jest miłość tylko swoiste toksyczne uzaleznienie. Tak mi to wygląda.teraz
                będziesz mieć szanse ułożyć nowy związek na partnerskich zasadach i możesz
                wyciągnąć wnioski z tego związku.
                Poza tym bardzo miły i wrazliwy facet z ciebie i chetnie bym cię pocieszyła:-))
                alem juz zamężna.Wirtualny cmokas dla ciebie
                • kkk30 Re: a propos homoseksualności 21.11.02, 10:05
                  Dzięki za miłe słowa. Tak już chyba jest, że wszystkie fajne dziewczyny są
                  zajęte, dlatego bo są fajne..

                  Ale poważnie. Wyjazd rzeczywiście pomógł. W ciepłym kraju czujesz się cieplej,
                  nie tylko fizycznie. Trudne myśli pojawiają się po powrocie, tu wszystko po
                  staremu.
                  Wracając do Twojego posta, Ona mnie nie zdradzała (w sensie fizycznym). W
                  sensie emocjonalnym nie była ze mną szczera, ale trudno to nazwać zdradą. A że
                  kwiatu jest pół światu. Podobno tak. Tak mówią wszyscy moi znajomi. Tylko że u
                  mnie jest zima i nic nie kwitnie.

                  pozdrawiam
    • kkk30 kilka myśli 21.11.02, 12:38
      Nie było mnie przez kilka dni. Trochę obawiałem się tego wyjazdu, ale wszystko
      się udało. Byłem w pięknym, wakacyjnym mieście na południu Europy. Poznałem
      wielu ciekawych ludzi. Udało mi się również to, co miałem tam zrobić. Myślę, że
      w konsekwencji będę teraz częściej wyjeżdżał.

      Przez te kilka dni było chyba lepiej, jeśli chodzi w sprawe, która dała
      początek tej dyskusji. Wiele sie działo, miałem mało czasu na myślenie. Ona
      pojawiała się w mojej głowie wtedy, kiedy widziałem coś pięknego, lub
      ciekawego. Tak zawsze było, że w takich momentach chciałem dzielić się z Nią
      tym pięknem. Wiem, że to może dziwne, ale bez Niej piękno trochę zobojętniało.
      Pamiętacie taką bajkę o młodym człowieku (złota kaczka??), który dostał
      pieniędzy, ale nie mógł się z nikim podzielić?

      Myślałem również o Niej, kiedy lądowałem na Okęciu. Zawsze lataliśmy razem,
      albo Ona na mnie czekała, albo ja na Nią. Tym razem było inaczej. Nie rzucałem
      się już na taśmę, by złapać swoją walizkę najszybciej, jak się dało i zobaczyć
      ją uśmiechniętą. Kupienie czegoś dla Niej nie było ważnym punktem zagranicznej
      wizyty, albo konferencji. Chyba rację ma autor książki, którą czytam teraz, że
      samotność jest gorsza nawet od niespełnionej miłości. A książka jest o
      internecie i samotności.

      Ale tu jest znowu niewesoło. Tu, niedaleko jest Ona. Tu wszystko się zaczęło i
      skończyło. Ludzie, przedmioty, miejsca...
      • gromina Re: kilka myśli 21.11.02, 14:45
        kkk30 napisał:

        > Nie było mnie przez kilka dni. Trochę obawiałem się tego wyjazdu, ale
        wszystko
        > się udało. Byłem w pięknym, wakacyjnym mieście na południu Europy. Poznałem
        > wielu ciekawych ludzi. Udało mi się również to, co miałem tam zrobić. Myślę,
        że
        >
        > w konsekwencji będę teraz częściej wyjeżdżał.

        Witam :-) i gratuluję. Będąc w tak trudnym okresie świetnie sobie radzisz-
        szczególnie cieszą takie osiągnięcia.

        >
        > Przez te kilka dni było chyba lepiej, jeśli chodzi w sprawe, która dała
        > początek tej dyskusji. Wiele sie działo, miałem mało czasu na myślenie. Ona
        > pojawiała się w mojej głowie wtedy, kiedy widziałem coś pięknego, lub
        > ciekawego. Tak zawsze było, że w takich momentach chciałem dzielić się z Nią
        > tym pięknem. Wiem, że to może dziwne, ale bez Niej piękno trochę
        zobojętniało.
        > Pamiętacie taką bajkę o młodym człowieku (złota kaczka??), który dostał
        > pieniędzy, ale nie mógł się z nikim podzielić?
        >
        > Myślałem również o Niej, kiedy lądowałem na Okęciu. Zawsze lataliśmy razem,
        > albo Ona na mnie czekała, albo ja na Nią. Tym razem było inaczej. Nie
        rzucałem
        > się już na taśmę, by złapać swoją walizkę najszybciej, jak się dało i
        zobaczyć
        > ją uśmiechniętą. Kupienie czegoś dla Niej nie było ważnym punktem
        zagranicznej
        > wizyty, albo konferencji. Chyba rację ma autor książki, którą czytam teraz,
        że
        > samotność jest gorsza nawet od niespełnionej miłości. A książka jest o
        > internecie i samotności.
        >
        > Ale tu jest znowu niewesoło. Tu, niedaleko jest Ona. Tu wszystko się zaczęło
        i
        > skończyło. Ludzie, przedmioty, miejsca...

        "Jesteśmy...
        to tylko pył na wietrze,
        nie trzymaj się tak kurczowo, nic nie trwa wiecznie,
        prócz ziemi i nieba
        i za pieniądze świata nie kupisz minuty życia..."

        pozdrawiam cieplutko
        _
        ina



        • kkk30 Re: kilka myśli 21.11.02, 15:10
          gromina napisała:
          >
          > "Jesteśmy...
          > to tylko pył na wietrze,
          > nie trzymaj się tak kurczowo, nic nie trwa wiecznie,
          > prócz ziemi i nieba
          > i za pieniądze świata nie kupisz minuty życia..."

          >
          Dziękuję. Ale czy miłość także nie trwa wiecznie, czy prawdziwa nigdy nie
          umiera?

          pozdrawiam,
          K.
          • gromina Re: kilka myśli 21.11.02, 16:15
            kkk30 napisał:

            > Dziękuję. Ale czy miłość także nie trwa wiecznie, czy prawdziwa nigdy nie
            > umiera?
            >
            > pozdrawiam,
            > K.

            ...być może ta prawdziwa!?
            ina
            • kkk30 Re: kilka myśli 21.11.02, 16:34

              Zastawiam się, czy miłość nieszczęśliwa, nieodwzajemniona, nie jest prawdziwa?
              Moim zdaniem właśnie jest. Jest, mimo tego, że nic jej nie podgrzewa, nie daje
              impulsu do rozwoju. Jest, mimo że wiąże się z bólem ciepieniem, potem smutkiem,
              nigdy nie może liczyć na nagrodę.

              Prawdziwa miłość nie szuka poklasku...
              • Gość: midm Re: kilka myśli IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 21.11.02, 17:00
                Ja... wtracajac sie, uwazam, ze sa rozne typu milosci i tez poziomy jednej i
                tej samej. Jesli chodzi o ten "prawdziwy" mi szczerze piszac nie przyszloby
                nawet do glowy by zadac pytanie, ktore rozpoczelo ten watek. (W doslownym
                znaczeniu.)
                • kmalinowski Re: kilka myśli 21.11.02, 17:03
                  Gość portalu: midm napisał(a):

                  > Ja... wtracajac sie, uwazam, ze sa rozne typu milosci i tez poziomy jednej i
                  > tej samej. Jesli chodzi o ten "prawdziwy" mi szczerze piszac nie przyszloby
                  > nawet do glowy by zadac pytanie, ktore rozpoczelo ten watek. (W doslownym
                  > znaczeniu.)

                  Jak się odkochać?
                  • kkk30 Re: kilka myśli 21.11.02, 17:08
                    kmalinowski napisał:

                    > Gość portalu: midm napisał(a):
                    >
                    > > Ja... wtracajac sie, uwazam, ze sa rozne typu milosci i tez poziomy jednej
                    > i
                    > > tej samej. Jesli chodzi o ten "prawdziwy" mi szczerze piszac nie przyszlob
                    > y
                    > > nawet do glowy by zadac pytanie, ktore rozpoczelo ten watek. (W doslownym
                    > > znaczeniu.)
                    >
                    > Jak się odkochać?


                    Jak się odkochać, bo mimo, że twierdzę, że to prawdziwe uczucie, to
                    trzeba "zabić tę miłość" - nie na siłę, nie przemocą, bez wzamjemnych
                    pretencsji i wyrzutów, ale powoli..





                    • Gość: midm Re: kilka myśli IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 21.11.02, 17:28
                      > Jak się odkochać, bo mimo, że twierdzę, że to prawdziwe uczucie, to
                      > trzeba "zabić tę miłość" - nie na siłę, nie przemocą, bez wzamjemnych
                      > pretencsji i wyrzutów, ale powoli..
                      Moze masz racje, to ja popelniam blad, bujajac w oblokach.
                      • kkk30 Re: kilka myśli 22.11.02, 09:59
                        Gość portalu: midm napisał(a):

                        > > Jak się odkochać, bo mimo, że twierdzę, że to prawdziwe uczucie, to
                        > > trzeba "zabić tę miłość" - nie na siłę, nie przemocą, bez wzamjemnych
                        > > pretencsji i wyrzutów, ale powoli..
                        > Moze masz racje, to ja popelniam blad, bujajac w oblokach.
                    • joanna_1 Re: kilka myśli 21.11.02, 17:39
                      Przepraszam, ze tak z doskoku...
                      Wiesz moim zdaniem, takie głębokie uczucie jakie Ciebie wypełniało długi czas
                      musi ostygnąć ewolucyjnie. Nie zabijesz go w sobie, nie do końca. Zawsze
                      będziesz myslał o niej jak o kanonie Twojej partnerki, zasze będziesz wracał
                      wspomnieniami, to zrozumiale, sa one częścią Ciebie. Z czasem jedynie
                      przyblakną. To co mnie ujmuje w Tobie, jesli to tak mogę nazwać, to to że
                      ocaliłeś w sobie człowieka, jestes daleki od nienawiści, pragniesz jedynie
                      zrozumienia całej tej sytuacji. Chroń w sobie tę wrażliwość i zdolność do
                      kochania, takie wartości procentuja i są kwintesencją człowieczeństwa.
                      • kkk30 Re: kilka myśli 22.11.02, 10:17
                        joanna_1 napisała:

                        > Przepraszam, ze tak z doskoku...
                        > Wiesz moim zdaniem, takie głębokie uczucie jakie Ciebie wypełniało długi
                        czas
                        > musi ostygnąć ewolucyjnie. Nie zabijesz go w sobie, nie do końca. Zawsze
                        > będziesz myslał o niej jak o kanonie Twojej partnerki, zasze będziesz wracał
                        > wspomnieniami, to zrozumiale, sa one częścią Ciebie. Z czasem jedynie
                        > przyblakną. To co mnie ujmuje w Tobie, jesli to tak mogę nazwać, to to że
                        > ocaliłeś w sobie człowieka, jestes daleki od nienawiści, pragniesz jedynie
                        > zrozumienia całej tej sytuacji. Chroń w sobie tę wrażliwość i zdolność do
                        > kochania, takie wartości procentuja i są kwintesencją człowieczeństwa.


                        Dziękuję Joasiu,

                        Nie mam w sobie nienawiści, ale nie dlatego że jestem takim dobrym, czy
                        wspaniałomyślnym człowiekiem. Po prostu nie można nienawidzić kogoś, kogo się
                        kocha. Natomiast jeśli chodzi o wrażliwość i zdolność do kochania, to tu mam
                        pewne obawy, czy będę potrafił przenieść je do następnego (kiedyś tam) związku:

                        Bo, jak sama napisałaś, Ona będzie zawsze kanonem mojej partnerki - kanonem
                        nieosiągalnym.
                        Bo myślę (taką mam nauczkę), że nie będę w stanie, lub nie będę już chciał
                        zaangażować się tak bardzo w żaden związek

                        pozdrawiam
                        • nom73 Re: kilka myśli 22.11.02, 16:40
                          Nie czytałem wszystkich wypowiedzi, ale tak sie zastanawiam, dlaczego wlasciwie
                          chcesz sie odkochac? Moze nie rozumiem Ciebie do konca, bo choc jestem w
                          podobnym wieku to tak naprawde nigdy nie kochalem, ale prawdziwa milosc zawsze
                          kojarzyla mi sie z uczuciem bezinteresownym, a wiec nie mozna od osoby kochanej
                          niczego wymagac, oczekiwac. Jak sie kogos kocha to pragnie sie szczescia tej
                          osoby. Wiec w dalszym ciagu mozesz ja kochac, a to ze poswiecila Ci swoj czas,
                          ze czules sie przy niej szczesliwy to tylko powiniennes byc jej wdzieczny za
                          to.
                          Pozdrawiam
                          • kkk30 Re: kilka myśli 22.11.02, 17:43
                            nom73 napisał:

                            > Nie czytałem wszystkich wypowiedzi, ale tak sie zastanawiam, dlaczego
                            wlasciwie
                            >
                            > chcesz sie odkochac? Moze nie rozumiem Ciebie do konca, bo choc jestem w
                            > podobnym wieku to tak naprawde nigdy nie kochalem, ale prawdziwa milosc
                            zawsze
                            > kojarzyla mi sie z uczuciem bezinteresownym, a wiec nie mozna od osoby
                            kochanej
                            >
                            > niczego wymagac, oczekiwac. Jak sie kogos kocha to pragnie sie szczescia tej
                            > osoby. Wiec w dalszym ciagu mozesz ja kochac, a to ze poswiecila Ci swoj
                            czas,
                            > ze czules sie przy niej szczesliwy to tylko powiniennes byc jej wdzieczny za
                            > to.
                            > Pozdrawiam
                        • joanna_1 Re: kilka myśli 22.11.02, 18:17
                          Rany są jeszcze ciągle świeże, wspomnienia żywe jak tarcze- ciągle ruchome
                          obrazy masz przed oczami. Obiekt westchnień niosiągalny, marzenia z Nią
                          zwiazane jeszcze się tlą płomykiem. Z czasem płomyk bedzie mniejszy i
                          mniejszy... przygaśnie. Wspomnienia znajdą swą półkę wśród ksiązek, z czasem
                          usmiechniesz się do siebie i powiesz, ze dobrze, że było dane Ci to przeżyć.
                          To nie był stracony czas. To co się stało nie jest karą za to, że kochałeś.
                          Jest drogowskazem i Twoim doświadczeniem, że tak naprawdę trzeba mieć 4 pary
                          oczu. Trzeba patrzeć na świat również przez pryzmat potrzeb naszych partnerów.
                          I właśnie im bardziej ocalisz w sobię wrażliwość i połączysz z dostrzeganiem
                          tej wizji zycia drugiej osoby tym łatwiej unikniesz błędów.
                          Na razie musisz pozwolic swobodnie dać "wypłynąć " emocjom, niech znajdą jakąś
                          przystań, niech sobie tam majestatycznie dopłyną i niech zarzuca kotwice.
                          Ocal w sobie tę wrażliwość, ocal to ciepło jakie możesz kiedys komuś
                          ofiarować, chroń je przed unicestwieniem, nie zobojetniej nigdy.
                          Ktoś kiedyś otuli Cię takim ciepłym płaszczem, głęboko w to wierzę i życzę Ci z
                          całego serca.Pozdrawiam.
                          • kkk30 Re: kilka myśli 25.11.02, 18:02
                            joanna_1 napisała:

                            1. Wspomnienia znajdą swą półkę wśród ksiązek, z czasem
                            > usmiechniesz się do siebie i powiesz, ze dobrze, że było dane Ci to przeżyć.

                            Miło powiedziane. Być może tak się stanie.
                            2. To nie był stracony czas. To co się stało nie jest karą za to, że kochałeś.
                            > Jest drogowskazem i Twoim doświadczeniem, że tak naprawdę trzeba mieć 4 pary
                            > oczu. Trzeba patrzeć na świat również przez pryzmat potrzeb naszych
                            partnerów.

                            Wiem, że to nie był stracony czas. Najlepsze lata i chwile mojego życia.
                            Najwięcej radości. Wydaje mi się, że miałem 4 pary oczu i patrzyłem na świat
                            zwłaszcza przez pryzmat mojej Ukochanej i naszego związku. Mi wystarczało to,
                            że była. Bo to Ona dawała mi impuls do rozwoju, powody do wzruszeń, śmiechu i
                            łez.

                            3. I właśnie im bardziej ocalisz w sobię wrażliwość i połączysz z dostrzeganiem
                            > tej wizji zycia drugiej osoby tym łatwiej unikniesz błędów.

                            Joasiu, nic innego nie robię, tylko ciągle myślę, jaki błąd popełniłem i kiedy?
                            I czy zbyt silne zaangażowanie emocjonalne i zbyt duża wrażliwość nie jest
                            właśnie błędem. Gdyby tego nie było, byłoby teraz łatwiej. Mi, pogodzić się z
                            Jej odejściem, a Jej z balastem niepotrzebnej, niechcianej miłości

                            > Na razie musisz pozwolic swobodnie dać "wypłynąć " emocjom, niech znajdą
                            jakąś
                            > przystań, niech sobie tam majestatycznie dopłyną i niech zarzuca kotwice.
                            > Ocal w sobie tę wrażliwość, ocal to ciepło jakie możesz kiedys komuś
                            > ofiarować, chroń je przed unicestwieniem, nie zobojetniej nigdy.
                            > Ktoś kiedyś otuli Cię takim ciepłym płaszczem, głęboko w to wierzę i życzę Ci
                            z
                            >
                            > całego serca.Pozdrawiam.
                    • Gość: inka-sama Re: kilka myśli IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 21.11.02, 23:30
                      kkk30 napisał:
                      > Jak się odkochać, bo mimo, że twierdzę, że to prawdziwe uczucie, to
                      > trzeba "zabić tę miłość" - nie na siłę, nie przemocą, bez wzamjemnych
                      > pretencsji i wyrzutów, ale powoli..

                      Nie zabijaj tej miłości , daj spokojnie umrzeć jej....
                      • kkk30 Re: kilka myśli 22.11.02, 10:21
                        Gość portalu: inka-sama napisał(a):

                        > kkk30 napisał:
                        > > Jak się odkochać, bo mimo, że twierdzę, że to prawdziwe uczucie, to
                        > > trzeba "zabić tę miłość" - nie na siłę, nie przemocą, bez wzamjemnych
                        > > pretencsji i wyrzutów, ale powoli..
                        >
                        > Nie zabijaj tej miłości , daj spokojnie umrzeć jej....

                        Jestem rozpalonym lodem...
                        Jeśli, odwrotnie niż nauka, powiemy że człowiek to dusza, dusza to głównie
                        uczucia, to nawet stanie z boku i patrzenie na tą śmierć jest cholernie trudne.
                        Zwłaszcza, jeśli wiemy, że to jest dobry i wartościowy człowiek..
                  • Gość: midm Re: kilka myśli IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 21.11.02, 17:09
                    > Jak się odkochać?
                    Tak.
                    • kkk30 Re: kilka myśli 23.11.02, 15:07
                      Dlaczego nie przyszłoby Ci do głowy to pytanie?
    • Gość: zmiana DO K. IP: *.acn.waw.pl 22.11.02, 19:23
      Drogi K. spłakałam się strasznie czytając to wszystko, bo to też moje życie.
      Chciałabym by mimo wszystko nasze serca nie zamieniły się w kamień. Wierzę, że
      warto kochać. Strasznie Cię ściskam i życzę nam obojgu, byśmy przetwali bo
      jeszcze wiele trudnych chwil przed nami. Jesli chcesz ,napisz na mój adres
      mailowy. Całus w pogruchotane serduszko:)
      • Gość: przyjaciel Re: DO K. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 22.11.02, 23:51
        Drogi K.

        znamy sie od lat, więc napisze Ci parę słów od siebie. Miałem szczescie, że
        poznałem półtora roku temu świetną kobietę i chcę Ci jednoznacznie powiedzieć,
        że znajdziesz znacznie fajnieszą partnerkę, aniżeli miałeś. Sądzę , że
        zasługujesz na kobietę ciepłą, otwartą, kobiecą. Myślę, że 2-3 miesiącę i po
        problemie. Musisz spotkać się tylko z ..... Ty już wiesz z kim :)
        głowa do góry
        i koniecznie odbierz kaskę:)
        całuję


      • kkk30 do Zmiany 23.11.02, 10:51

        Czytałem Twojego posta pt. "krach życiowy". Bardzo Ci współczuję. Nie wiem
        jeszcze, jak Cię pocieszyć, ale wiem, jak się czujesz. Może jest nadzieja?

        Całuję i pozdrawiam
        PS. maila chętnie wyślę, ale nie mam adresu
    • kkk30 Czy potrzebna wrażliwość? 23.11.02, 15:35

      Sobotnie popołudnia i wieczory nie należą do najłatwiejszych. W dni powszednie
      jest lepiej, jest praca i mniej czasu na myślenie

      Mam do Was pytanie.
      W kilku wątkach pojawiło się zdanie, że to dobrze, że mimo wszystko ocaliłem w
      sobie wrażliwość i miłość. W kilku innych, że niechciana miłość jest także
      ciężarem dla osoby, która przestała kochać. Myślę, że skoro tak jest (a w moim
      przypadku jest), to lepiej nie mieć w sobie tych zdolności. Jej byłoby łatwiej,
      gdyby wiedziała, że Jej odejście nie będzie dla mnie tragedią, nie będę tego
      tak przeżywał, mi natomiast łatwiej byłoby przez to jakoś przejść.

      Nie jestem także przekonany, że ocalenie w sobie tej tych cech będzie mi
      pomagało w dalszym życiu, ewentualnych związkach. Czy nie lepiej kochać mniej
      kogoś i bardziej siebie? Może tu właśnie jest pies pogrzebany.

      pozdrawiam,
      K.
    • Gość: zmiana Re: Jak się odkochać? IP: *.acn.waw.pl 23.11.02, 17:38
      Hej! Mój mąż kocha bardziej siebie, najbardziej. To jego własna refleksja...
      I wiesz co? chyba nie jest do końca szczęśliwy. Ma jakiś defekt. Krzywdzi
      wszystkich. Tą swoją nową ukochaną też. Mówi jej, że odszedł od żony ale to nic
      nie znaczy. Czy tak postępuje myślący człowiek? Wycofuje się, jak tylko coś
      musi dać. W pracy jest wspaniałym, wrażliwym i empatycznym człowiekiem. Zajmuje
      się m. in. przemocą w rodzinie. Ha Ha:((
      Poza tym pamiętaj co mi napisałes: to on w rezultacie ,a nie ty jest na
      straconej pozycji.
      Słucham najnowszej płyty"Raz dwa trzy". Tam jest taki fragment:
      bo ten, kto kochać nie umie
      przegra choć wszystko rozumie
      • kkk30 Re: Jak się odkochać? 23.11.02, 18:21
        Gość portalu: zmiana napisał:

        > Hej! Mój mąż kocha bardziej siebie, najbardziej. To jego własna refleksja...
        > I wiesz co? chyba nie jest do końca szczęśliwy. Ma jakiś defekt. Krzywdzi
        > wszystkich. Tą swoją nową ukochaną też. Mówi jej, że odszedł od żony ale to
        nic
        >
        > nie znaczy. Czy tak postępuje myślący człowiek? Wycofuje się, jak tylko coś
        > musi dać. W pracy jest wspaniałym, wrażliwym i empatycznym człowiekiem.
        Zajmuje
        >
        > się m. in. przemocą w rodzinie. Ha Ha:((
        > Poza tym pamiętaj co mi napisałes: to on w rezultacie ,a nie ty jest na
        > straconej pozycji.
        > Słucham najnowszej płyty"Raz dwa trzy". Tam jest taki fragment:
        > bo ten, kto kochać nie umie
        > przegra choć wszystko rozumie

        Wiesz, nie można kochać dwóch kobiet jednocześnie. W rezultacie nie kocha się
        żadnej. Tak jak napisałem Ci w mailu, kiedy Ją poznałem, byłem z kimś. Od ośmiu
        lat! To była taka szkolna miłość. To była bardzo dobra dziewczyna, bardzo mnie
        kochała. Ale wydaje mi się, że takie związki rozpoczęte w wieku 17 lat mają
        małe szanse w dorosłym życiu. Dojrzeliśmy inaczej. I kiedy w pracy poznałem Ją,
        wiedziałem, że to wielka prawdziwa miłość, a tamten związek to przywiązanie.
        Było mi bardzo ciężko rozstać się moją pierwszą narzeczoną. Wiedziałem, że ją
        ranie, że burzę jej świat. Prosiłem Boga o siłe i przebaczenie. Myślę sobie, że
        ona musiała się czuć wtedy, cztery lata temu, jak ja teraz. Ale w czerwcu tego
        roku została szczęśliwą żoną wspaniałego faceta..

        pozdrawiam,
        K.


        • Gość: midm Re: Jak się odkochać? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 24.11.02, 09:20
          > Wiesz, nie można kochać dwóch kobiet jednocześnie.
          Nie zgadzam sie.
          • proo Re: Jak się odkochać? 24.11.02, 09:53
            Gość portalu: midm napisał:

            > > Wiesz, nie można kochać dwóch kobiet jednocześnie.
            > Nie zgadzam sie.

            I słusznie midm! Można kochać jednocześnie dwie kobiety / dwóch mężczyzn/
            lecz zauważ że te miłości nie są identyczne. Jedna bardziej praktyczna
            a druga tęskna i nostalgiczna. Dyskutowałyśmy kiedyś zajadle z przyjaciółkami
            na ten temat i w konsekwencji doszłyśmy do takiej konkluzji. Jeśli już się
            zdarzy taka ambiwalentna miłość to zwykle nie można zdefiniować każdej ze
            składowych - identycznie. Jest to praktycznie niemożliwe.

            pozdrawiam porannie i słonecznie :-))
            proo
            • kkk30 Re: Jak się odkochać? 25.11.02, 11:06
              proo napisała:

              > Gość portalu: midm napisał:
              >
              > > > Wiesz, nie można kochać dwóch kobiet jednocześnie.
              > > Nie zgadzam sie.
              >
              > I słusznie midm! Można kochać jednocześnie dwie kobiety / dwóch mężczyzn/
              > lecz zauważ że te miłości nie są identyczne. Jedna bardziej praktyczna
              > a druga tęskna i nostalgiczna. Dyskutowałyśmy kiedyś zajadle z przyjaciółkami
              > na ten temat i w konsekwencji doszłyśmy do takiej konkluzji. Jeśli już się
              > zdarzy taka ambiwalentna miłość to zwykle nie można zdefiniować każdej ze
              > składowych - identycznie. Jest to praktycznie niemożliwe.
              >
              > pozdrawiam porannie i słonecznie :-))
              > proo

              Czy jednak nie jest tak, że ta praktyczna miłość to forma przyjaźni? I czy, z
              drugiej strony, możliwa jest wogóle prawdziwa przyjaźń między kobietą i
              mężczyzną?

              Być może mój pogląd jest zbyt klasyczny, być może nieobiektywny, bo oparty na
              swoim własnym doświadczeniu, ale myślę, że jeśli jest tak, że wydaje nam się,
              że kochamy dwie osoby, w różny sposób i cenimy w nich różne obszary, to te
              uczucia nie są kompletne. Czy miłość nie powinna być i praktyczna i
              nostalgiczna, szalona i twardo trzymająca się ziemi?

              pozdrawiam
              • Gość: inka_sama definicje? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 25.11.02, 18:36
                kkk30 napisał:
                > Czy miłość nie powinna być i praktyczna i
                > nostalgiczna, szalona i twardo trzymająca się ziemi?

                Powinna, zdecydowanie!
                Przynajmniej dla mnie.
                i_s
              • Gość: Gadzina "kampania medialna" IP: *.he.net 26.11.02, 01:34
                Szanowny kkk!

                Wlasciwie to czemu ma sluzyc to uzalanie sie nad soba, ktore tu juz od wielu
                dni prowadzisz?

                O ile nawet istniala poczatkowo szansa na jej powrot do Ciebie, to po
                tej "kampanii medialnej" okazje te skutecznie zaprzepasciles. Zreszta sam
                napisles, jaka byla jej reakcja, gdy sie dowiedziala. Obawiam sie, ze teraz juz
                nie tylko Cie nie kocha, lecz wrecz Toba gardzi. Nie widze szans na przyjazn.

                A moze traktujesz to forum jako sposob na odkochanie przez poznanie nowej
                dziewczyny? Byloby prosciej i bardziej elegancko dac anons towarzyski. Tak
                sadze.

                Pozdrawiam,

                Gadzina.
                • kkk30 Re: 'kampania medialna' 26.11.02, 11:43
                  Gość portalu: Gadzina napisał:

                  > Szanowny kkk!
                  >
                  > Wlasciwie to czemu ma sluzyc to uzalanie sie nad soba, ktore tu juz od wielu
                  > dni prowadzisz?
                  >
                  > O ile nawet istniala poczatkowo szansa na jej powrot do Ciebie, to po
                  > tej "kampanii medialnej" okazje te skutecznie zaprzepasciles. Zreszta sam
                  > napisles, jaka byla jej reakcja, gdy sie dowiedziala. Obawiam sie, ze teraz
                  juz
                  >
                  > nie tylko Cie nie kocha, lecz wrecz Toba gardzi. Nie widze szans na przyjazn.
                  >
                  > A moze traktujesz to forum jako sposob na odkochanie przez poznanie nowej
                  > dziewczyny? Byloby prosciej i bardziej elegancko dac anons towarzyski. Tak
                  > sadze.
                  >
                  > Pozdrawiam,
                  >
                  > Gadzina.


                  Szanowna Gadzino,

                  Nie użalam się nad sobą. Nie chcę, by tak to wyglądało. Nie prowadzę żadnej
                  kampanii (uważasz, że w ten sposób się "reklamuję"?). To czego szukam, to
                  zrozumienia pewnych sytuacji, stanów, odpowiedzi na pewne pytania. Szukam też
                  doświadczeń ludzi, którzy przechodzili przez podobne "zakręty" w życiu.

                  Szansy na Jej powrót nie było i nie ma. Gdyby istniała jakakolwiek nadzieja,
                  ten wątek nigdy by nie powstał. Staram się nie podawać żadnych szczegółów,
                  staram się byśmy pozostali anonimowi, oprócz Jej o tym forum nie wie nikt z
                  naszych znajomych i tak pozostanie. Być może mówiłem Jej o tym niepotrzebnie,
                  ale tak zawsze było, że mówiłem Jej o wszystkim, co wydało mi się piękne,
                  ciekawe, czy ważne. A to forum - z zupełnie irracjonalnego powodu - jest w tej
                  chwili dla mnie ważne.

                  Co do przyjaźni i tego czy mną gardzi, to jeśli tak jest, to wiesz więcej niż
                  ja. Ona natomiast może liczyć na mnie w każdej sytuacji i myślę że zdaje sobie
                  z tego sprawę.

                  Poznanie nowej dziewczyny i odkochanie się? Przeczytaj mojego pierwszego
                  posta. Nie mam problemów z poznawaniem dziewczyn, nie potrzebuję do tego
                  internetu. Pozatym, żaden nowy związek w tej chwili nie jest możliwy.

                  Pozdrawiam
    • duszek_ Re: Jak się odkochać? 26.11.02, 09:28
      Witam,

      Tak wczoraj sie wsluchalem w tekst tej piosenki i od razu skojarzylo mi sie z
      Twoim watkiem...

      Trzymaj sie!

      Pozdrawiam
      D.

      ------

      Kasia Kowalska - Antidotum

      Już nie czekam
      Już nie trwonię mych dni na żal
      Jestem pewna
      Trzeźwym okiem dziś widzę jak

      Każdy z nas robi błąd
      Czeka aż przyjdzie ktoś
      Kto wypełni nam świat
      Każdy z nas cierpi, bo
      Wierzy, że przyjdzie ktoś
      Kto ukoi nasz strach

      Co może przyjść tego nigdy nie wiesz
      Za całe zło przestań winić siebie
      Wiarę masz, siłę masz by zmienić to

      Zrzucę ciężar twych kłamstw
      Powtarzanych co dnia
      Zacznę wierzyć w to
      Że żyć bez ciebie się da
      Obiecam otrzeć swe łzy
      Już wiem nie po to mam być
      By się zadręczać
      Do wnętrza swój krzyk chować
      Nie tego chcę
      Dziś nie tego chcę

      Już nie czekam
      Nie odpowiem, że sił mi brak
      Jestem wdzięczna
      Antidotum dziś w sobie mam

      Co może przyjść tego nigdy nie wiesz
      Za całe zło przestań winić siebie
      Wiarę masz, siłę masz by zmienić to

      Zrzucę ciężar twych kłamstw
      Powtarzanych co dnia
      Zacznę wierzyć w to
      Że żyć bez ciebie się da
      Obiecam otrzeć swe łzy
      Już wiem nie po to mam być
      By się zadręczać
      Do wnętrza swój krzyk chować
      Nie tego chcę
      Dziś nie tego chcę

      Zrzucę ciężar twych kłamstw
      Powtarzanych co dnia
      Zacznę wierzyć w to
      Że żyć bez ciebie się da
      Obiecam otrzeć swe łzy
      Już wiem nie po to mam być
      By się zadręczać
      Pamiętaj, dziś nie tego chcę
      --------
      • laura75 Re: Jak się odkochać? 26.11.02, 10:20
        Zawsze myslałam ,że nie moze być inaczej,
        że nie przepłynę oceanu słonych łez,
        a dzisiaj zobacz prawie juz nie płaczę
        i jakos jest

        Zawsze wiedziałam ,że bez ciebie nic sie nie da,
        że nie potrafię przeżyć kolejnego dnia,
        a dzisiaj popatrz nawet spiewam
        choć wciąz przy stole stawiam krzesła dwa
      • kkk30 Re: Duszek i Laura 26.11.02, 12:04

        Dziękuję. A krzesła stoją dwa..

        pozdrawiam
        • duszek_ Re: Duszek i Laura 26.11.02, 16:47
          kkk30 napisał:

          >
          > Dziękuję. A krzesła stoją dwa..

          Alez nie ma za co:)
          Bliznim przeciez trzeba pomagac:)
          Zwlaszcza, jesli jada na takim samym wozku...

          Pozdrawiam
          D.30:)
          • kkk30 Re: Duszek i Laura 27.11.02, 09:55

            I też mają o jedno krzesło za dużo?
            pozdrawiam,
            K,
            • laura75 Odp. 27.11.02, 13:58
              na krzesle ktos kiedys usiadzie,
              moze bardziej lub mniej bliski ,
              ale pustego miejsca nie da sie juz niczym , ani nikim zapelnic

              " jestem szczęsliwy , ale wiem ,że gdzies istnieje większe szczęscie..."
            • duszek_ Re: Duszek i Laura 27.11.02, 15:43
              kkk30 napisał:

              >
              > I też mają o jedno krzesło za dużo?

              yhy...

              Pzdr.
              D.
              • kkk30 Re: Duszek i Laura 28.11.02, 17:19

                Wydaje mi się, że teraz powinienem usiąść na tych obu krzesłach sam. Nie
                zapraszać nikogo na początek, tylko po to, by krzesła nie stały puste.

                pozdrawiam,
                K.
                • Gość: midm Re: Duszek i Laura IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 29.11.02, 10:35
                  No chyba, ze jakiegos przyjaciela...
                  • Gość: midm Re: Duszek i Laura IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 29.11.02, 12:44
                    Staraj sie nie izolowac od ludzi. Trzymaj sie.
                    Wy (Duszek, Laura)tez.
                    • kkk30 Re: Duszek i Laura 29.11.02, 13:15
                      Gość portalu: midm napisał(a):

                      > Staraj sie nie izolowac od ludzi. Trzymaj sie.
                      > Wy (Duszek, Laura)tez.
                      • kkk30 Re: Duszek i Laura 29.11.02, 13:19
                        Staram się nie izolować. Ale uczę się tego, że Jej nie ma obok. W ciągu
                        ostatnich dwóch miesięcy poznałem więcej ciekawych osób, niż w ciągu ostatniego
                        roku. A przyjaciel może zająć krzesło na chlę, na jakiś czas - wpaść, zjeść
                        kolację, pogadać o niebieskich migdałach.

                        Pozdrawiam Cię Midm
                        • Gość: midm Re: Duszek i Laura IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 29.11.02, 16:06
                          A przyjaciel może zająć krzesło na chlę, na jakiś czas - wpaść, zjeść
                          > kolację, pogadać o niebieskich migdałach.
                          Zdaje sobie sprawe... ale niech wpadaja.

                          >
                          > Pozdrawiam Cię Midm
                          I ja.
                          • laura75 midm i kkk 29.11.02, 16:41
                            Dziekuje Ci bardzo , ja juz przeszlam ten najgorszy okres,
                            teraz ten moj bol nie jest juz taki dotkliwy , ani taki wazny,
                            ale dobrze pamietam jego skale , wiec z calym sercem jestem z kkk,
                            ktos kiedys powiedzial , ze milosc upokarza nas w oczach tych , ktorzy nie kochaja ,
                            jednak jest najwiekszym dowodem czlowieczenstwa i lepiej jest juz kochac i cierpiec niz nie czuc juz nic

                            Pozdrawiam
                            • kkk30 Re: midm i kkk 30.11.02, 12:12
                              laura75 napisała:

                              > Dziekuje Ci bardzo , ja juz przeszlam ten najgorszy okres,
                              > teraz ten moj bol nie jest juz taki dotkliwy , ani taki wazny,
                              > ale dobrze pamietam jego skale , wiec z calym sercem jestem z kkk,
                              > ktos kiedys powiedzial , ze milosc upokarza nas w oczach tych , ktorzy nie
                              koch
                              > aja ,
                              > jednak jest najwiekszym dowodem czlowieczenstwa i lepiej jest juz kochac i
                              cie
                              > rpiec niz nie czuc juz nic
                              >
                              > Pozdrawiam


                              Lauro,

                              Zawsze tak myślałem i tak czułem. Że ona przenosi góry, uskrzydla, nigdy nie
                              umiera. Teraz nie wiem, czy oprócz sensu człowieczeństwa nie jest dowodem
                              słabości.

                              Pozdrawiam,
                              K.
    • Gość: edi Re: Jak się odkochać? IP: *.acn.pl 01.12.02, 00:22
      Jak sie odkochac? Wlasnie przed chwila zakonczylam kolejna rozmowe na ten
      temat. Powód rozmowy - kolejna banalna historia. W skrócie:
      Jest koniec listopada. Od kilku miesiecy powinnam byc szczesliwam mezatka.
      Powinnam, ale nie jestem. Trzy miesiace przed wyznaczona data slubu, kilka dni
      po kolejnej wizycie u ksiedza, moj byly narzeczony poinformowal mnie, ze ma
      watpliwosci. Zrobil to w "najlepszy" z mozliwych sposobów - przez telefon, tego
      dnia rano wyjechal na kilka dni w tzw. teren. Znalismy sie kilka lat, bylismy
      zareczeni, mieszkalismy razem, wspolne plany na przyszlosc blizsza i dalszą.
      Próbowalam ratowac ten zwiazek, reperowac to co sie popsuło. Nie zgralismy sie
      z tym w czasie - ja chciałam, on nie chciacł, on chciał, ja juz nie miałam
      siły. Rozstaliśmy sie kilka mieisięcy temu. Nie wiem do dzisiaj czy zrobilam
      najlepsza rzecz w moim zyciu czy największy błąd. Caly czas mam watpliwości. Na
      poczatku trudno bylo przezyc kazdy dzien, codzienne wstanie z łóżka bylo
      wysiłkiem - robieniem dobrej miny do złej gry. Wszystko go przypominało i
      raniło - jego poduszka w naszym łózku, miejsce na jego ręcznik, jego ulubiony
      jogurt, mecz w telewizji. Z czasem bylo znacznie lepiej, potrafilam calymi
      dniami nie myslec o nim, o nas, o naszych planach. Jego poduszka byla juz w
      szafie, puste miejsce na jego recznik bolało coraz mniej, jogurt nie
      przypominal, mecz mnie nie interesuje zmnienialam wiec zmienialam kanal.
      Nauczylam sie żyć od nowa w wersji ja , nie we wersji my. To prawda - czas
      pomaga. Myslalam, ze pojawienie sie kogos nowego pomoze zapomniec. I ktos taki
      sie pojawil-zupelnie nieoczekiwanie i przypadkowo. Ktos kto prawie idealnie
      pasuje do "mojego typu". Potrafi sie cieszyc kazda wspolnie spedzone chwila -
      wieczorem spedzonym w domu, piciem wina i sluchaniem nowej plyty, wspolnym
      milczeniem, usmiechem... A we mnie to powduje powrot wspomnien, automatyczne
      porownania. Kilka dni temu plakalam przytulajac sie do niego. Dzisiaj tez
      spytal sie dlaczego plakalam... Nie znam odpowiedzi. Jeszcze kocham kogos kto
      zranil tak bardzo, boje sie nowej sytuacji, moze jeszcze jest za wczesnie, moze
      to nie ten mezczyzna? Nie wiem... Kolejna banalna historia......
      • kkk30 Re: Jak się odkochać? 02.12.02, 12:27

        Twoja historia jest bardzo podobna do mojej. Mógłbym zacytować każde jej zdanie
        i napisać Ci, ze u mnie było tak samo. Przestawienie się na życie w wersji "ja"
        z wersji "my" jest cholernie ciężkie, ale możliwe. Tylko ta wersja ciągle jest
        niepełna i wieje w niej pustką. Musi być mocna, by możliwy był powrót z do
        wersji "my"

        Pozdrawiam
      • Gość: lisamona Re: Jak się odkochać? IP: *.chello.pl 06.12.02, 20:48
        Nie ma co rozpaczać.Faceci szybciej otrząsają się z takich nieszczęść niż
        dziewczyny.
    • fnoll Re: Jak się odkochać? 04.12.02, 05:35
      czytając twój post zrobiłem się głodny

      czy gotujesz dobre obiady?
      • kkk30 Re: Jak się odkochać? 04.12.02, 09:32
        fnoll napisał:

        > czytając twój post zrobiłem się głodny
        >
        > czy gotujesz dobre obiady?

        Kiedyś gotowałem często. Teraz brakuje na to czasu. I dla samego siebie to już
        nie jest frajda. Ale nadal gotowanie to dla mnie relaks.
      • Gość: nom Re: Jak się odkochać? IP: *.tarnobrzeg.cvx.ppp.tpnet.pl 04.12.02, 10:24
        fnoll napisał:

        > czytając twój post zrobiłem się głodny
        >
        > czy gotujesz dobre obiady?
        o 5:35 zachcialo Ci sie obiadku??:)
        • Gość: dzikaRoza Re: Jak się odkochać? IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 04.12.02, 22:55
          kkk - nie znasz mnie, ale uwierz mi, ze trzymam za Ciebie kciuki. zebys nigdy
          nie przestal byc takim facetem jakim jestes.
          wiem, co czujesz. od kilku dni nie jestem z kims, kto byl najwazniejsza osoba
          w moim zyciu. nie wiem nic. nie wiem dlaczego. bylismy razem 3 lata. ale on
          ostatnio doszedl do wniosku, ze nie jestem osoba, z ktora chcialby spedzic
          reszte zycia. ze "czesto" sie nie rozumielismy. rozumiem, ze ludzie sie
          rozstaja. ze czesto po prostu do siebie nie pasuja. ale nie to mnie boli
          najbardziej. boli to, ze nie sprobowal czegos zmienic, naprawic. ze wybral
          najlatwiejsza z mozliwych drog - rozstanie. i boli sposob w jaki to sie stalo.
          bo zachowal sie jak tchorz. jakbym nigdy nie byla kims waznym w JEGO zyciu.
          ale wciaz go kocham. sam wiesz, ze nie da sie tak po prostu wymazac 3 czy 4
          lat spedzonych razem. wierze jednak, ze wszystko sie ulozy. ze i ja, i ty
          zaslugujemy na kogos, kto bedzie potrafil i chcial wlozyc w zwiazek tyle
          milosci, ile my dajemy.
          patrz przed siebie i usmiechaj sie. to trudne, wiem, ale tylko tyle moge ci
          powiedziec, bo tak naprawde to sama nie wiem co robic...
          przesylam moc usciskow, ktorych brakuje
          buźka.
          • kkk30 Re: Jak się odkochać? 05.12.02, 12:11
            Gość portalu: dzikaRoza napisał(a):

            > kkk - nie znasz mnie, ale uwierz mi, ze trzymam za Ciebie kciuki. zebys nigdy
            > nie przestal byc takim facetem jakim jestes.
            > wiem, co czujesz. od kilku dni nie jestem z kims, kto byl najwazniejsza osoba
            > w moim zyciu. nie wiem nic. nie wiem dlaczego. bylismy razem 3 lata. ale on
            > ostatnio doszedl do wniosku, ze nie jestem osoba, z ktora chcialby spedzic
            > reszte zycia. ze "czesto" sie nie rozumielismy. rozumiem, ze ludzie sie
            > rozstaja. ze czesto po prostu do siebie nie pasuja. ale nie to mnie boli
            > najbardziej. boli to, ze nie sprobowal czegos zmienic, naprawic. ze wybral
            > najlatwiejsza z mozliwych drog - rozstanie. i boli sposob w jaki to sie
            stalo.
            > bo zachowal sie jak tchorz. jakbym nigdy nie byla kims waznym w JEGO zyciu.
            > ale wciaz go kocham. sam wiesz, ze nie da sie tak po prostu wymazac 3 czy 4
            > lat spedzonych razem. wierze jednak, ze wszystko sie ulozy. ze i ja, i ty
            > zaslugujemy na kogos, kto bedzie potrafil i chcial wlozyc w zwiazek tyle
            > milosci, ile my dajemy.
            > patrz przed siebie i usmiechaj sie. to trudne, wiem, ale tylko tyle moge ci
            > powiedziec, bo tak naprawde to sama nie wiem co robic...
            > przesylam moc usciskow, ktorych brakuje
            > buźka.


            Nie da się wymazać. Ci, którzy odchodzą mają trochę łatwiej, bo na to
            wymazywanie mają więcej czasu. Zamiast próby naprawy podejmują próby odejścia,
            ucieczki. A my tego nie zauważamy, bo wydaje nam się, że jak dajemy z siebie
            wszystko, to ta druga strona nie może przestać nas kochać. A może. Bo nie da
            się kochać na siłę.
            Będzie dobrze. Pozdrawiam Cię ciepło,
            K.
    • Gość: crowley Re: Jak się odkochać? IP: 213.25.159.* 06.12.02, 14:57
      Wiec tak kolego, za bardzo sie przyzwyczailes i przywiazales do ulotnej i
      przemijajacej szybko sytuacji. Czasami nalezy sie pogodzic z sytuacja i przyjac
      ze spokojem wyzwanie, najgorsze jest roztrzasanie i rozpaczanie. Widac wyraznie
      ze zbyt latwo niektore sprawy Ci sie ulozyly i nie umiesz teraz przelknac
      goryczy porazki. Rozbawil mnie Twoj post. Gdy Ty rozpaczasz i przezywasz
      meki "Twoja" ukochana dorabia Ci rogi ze ledwo sie w drzwi miescisz.
      Z powazaniem Dr. Crowley
      • kkk30 Re: Jak się odkochać? 06.12.02, 16:38
        Gość portalu: crowley napisał(a):

        > Wiec tak kolego, za bardzo sie przyzwyczailes i przywiazales do ulotnej i
        > przemijajacej szybko sytuacji.

        Pewnie, że za bardzo. Ale nie była to ulotna i szybko przemijająca sytuacja.
        Dla mnie i dla Niej chyba też

        >Widac wyraznie ze zbyt latwo niektore sprawy Ci sie ulozyly i nie umiesz teraz
        przelknac
        > goryczy porazki.

        Wcale nie łatwo. Gdyby łatwo przyszło, pewnie łatwo by poszło.

        >Rozbawil mnie Twoj post. Gdy Ty rozpaczasz i przezywasz
        > meki "Twoja" ukochana dorabia Ci rogi ze ledwo sie w drzwi miescisz.
        > Z powazaniem Dr. Crowley

        Hmm.. niestety, już nie moja. Dlatego, cokolwiek by nie robiła, rogów mi nie
        przyprawi. Ale widać wiesz więcej, niż ja.

        pozdrawiam,
        K.
        • Gość: midm Re: Jak się odkochać? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 06.12.02, 23:27
          K. mam nadzieje, ze nadal sie trzymasz.
          • kkk30 Re: Jak się odkochać? 07.12.02, 10:53

            Trzymam się. Raz jest lepiej, raz jest gorzej. Przyszła zima, ochłodziła emocje.

            Pozdrawiam Cię Midm
            • Gość: midm Re: Jak się odkochać? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 07.12.02, 14:01
              >Przyszła zima, ochłodziła emocje
              Dzis to chyba musiala az zmrozic, ale potem stopnieja i... przyjdzie lato. Taka
              kolej rzeczy.

              > Pozdrawiam Cię Midm
              I ja znowu.
              • Gość: akacja Re: Jak się odkochać? IP: *.junisoftex.pl / *.solar.silesianet.pl 07.12.02, 18:05
                Przy -15 wszystkie uczucia zamarzają...
                • Gość: midm Re: Jak się odkochać? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 07.12.02, 18:45
                  Takie, ktore nie opuszczaja cieplego domu nie...
                • kkk30 Re: Jak się odkochać? 10.12.02, 09:20
                  Gość portalu: akacja napisał(a):

                  > Przy -15 wszystkie uczucia zamarzają...

                  Dziś rano było -15. Niestety, zamarza wszystko, tylko nie uczucia..
      • midm Re: Jak się odkochać? 06.12.02, 19:21
        > Rozbawil mnie Twoj post.
        A mnie Twoj zasmucil. Niestety coraz wiecej teraz takich ludzi.
    • Gość: BB Re: Jak się odkochać? IP: proxy / 193.192.169.* 12.12.02, 15:07

      Jeśli widziałeś, że się oddala i były różne sygnały, trzeba było się z nią
      rozstać, zostawić ją. Być może teraz wróciła by do ciebie.
      • Gość: midm Re: Jak się odkochać? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 20.12.02, 17:19
        Jak tam k.?
        • kkk30 Re: Jak się odkochać? 20.12.02, 17:23

          Jest chyba troszkę lepiej. Wiem, że Ona ma już nowego partnera i poważnie o nim
          myśli. Wreszcie dotarło do mnie, że to już skończone, że trzeba się z tym
          pogodzić. Dwa dni temu odebrałem klucze od swojego mieszkania. Bez szampana,
          radości i wiwatów. Ale mam przynajmniej co robić.

          Pozdrawiam Cię Midm
          K.
          • Gość: pom Re: Jak się odkochać? IP: *.koszalin.cvx.ppp.tpnet.pl 20.12.02, 17:37
            To mieszkanie jest dla Ciebie. I dla kogoś, kto się pojawi w Twoim życiu. Może
            nie zaraz, nie natychmiast. Ale na pewno. I to będzie ktoś, kogo pokochasz.

            Wierzę, że tak będzie. Mam wręcz pewność. Przeczytałam właściwie cały wątek.
            Jesteś facetem z krwi i kości.

            Ja kiedyś byłam szaleńczo kochana przez kogoś latami. W końcu ten ktoś się
            poddał i w tej chwili jest szczęśliwym mężem i ojcem. Odnalazł to czego szukał.
            Wiem, że nie byłabym w stanie (nawet nie zamierzam) zniszyć jego uczuć do żony.
            Cieszę się, że jest szczęśliwy.

            Ty też będziesz.

            Wesołych Świąt.:)
            • Gość: dzikaRoza Re: Jak się odkochać? IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 20.12.02, 19:30
              Zgadzam sie z pom.
              Jestes facetem z krwi i kosci. I gdzies tam w przyszlosci czeka na Ciebie
              ktos, kto jest Ci przeznaczony. Mam nadzieje, ze i na mnie ktos czeka...
              Wesolych Swiat.
              Buźka:)
          • Gość: midm Re: Jak się odkochać? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 20.12.02, 23:37
            > Jest chyba troszkę lepiej.
            No to dobrze (ja chcialam sie upewnic czy sie dalej trzymasz, czy przypadkiem
            nie gorzej - tak przycichles).

            Wiem, że Ona ma już nowego partnera i poważnie o nim
            >
            > myśli.
            To dosc szybko.

            Wreszcie dotarło do mnie, że to już skończone, że trzeba się z tym
            > pogodzić.
            Niestety.

            Dwa dni temu odebrałem klucze od swojego mieszkania.
            >O... to jakos myslalam, ze juz w nim mieszkasz.

            Bez szampana, radości i wiwatów.
            >

            Ale mam przynajmniej co robić
            >No i bardzo dobrze.
            A z czasem, jak chyba wszyscy tu pisza, pewnie zwiazesz sie z kims innym. I
            moze naprawde trafi sie, ze bedzie to cos porownywalnego, a nawet wiekszego -
            cos mam takie przeczucie, ze wlasnie tak bedzie (nie wiem czy wiesz, ze jestem
            "jasnowidzem" w tych sprawach).

            >
            > Pozdrawiam Cię Midm
            I ja bardzo cieplo - moze jak nie chca sie przymrozic, to sie spala. (Wlasciwie
            jak pomyslec glebiej, to zamrozenie konserwuje..., popiol to juz przynajmniej
            inna forma.)

            > K.
            • kkk30 Re: Jak się odkochać? 21.12.02, 15:09

              Facet z krwi i kości..brzmi dumnie.
              K.
              • Gość: midm Re: Jak się odkochać? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 15.01.03, 16:49
                K. i znowu... jak tam?
    • lisette Re: Jak się odkochać? 15.01.03, 17:18
      Tak sobie czytam te wszystkie posty i dochodze do wniosku, ze ta twoja
      dziewczyna to kompletna idiotka. Absolutna, kompletna idiotka i nie masz sie
      nawet nad czym zastanawiac. Dobrze ze sobie poszla. Jak to mozna odkochac sie
      po czterech latach? To znaczy, ze cie nigdy nie kochala, a byla z toba bo "tak
      wyszlo", albo z jakiegos rownie bezsensownego powodu. Rozumiem ze po byciu z
      kims mozna miec ochote na rozstanie, ale cztery lata to za dlugo, jak na
      przelotna znajomosc i za krotko jak na prawdziwa milosc. Teraz nie chce z toba
      rozmawiac, obrusza sie, ze ten post zamiesciles na forum. A co jej do tego?
      Przeciez jest anonimowa - nikt nie zna jej danych i adresu, wiec czegoz ona
      sobie moze "nie zyczyc". Nie zyczy sobie zeby ci bylo lzej na duszy, bo
      przeciez po to ten post tu zamiesciles? Moze jakas psiapsiolka powiedziala jej
      ze powinna sobie znalezc faceta z duza kasa i ustawic sie lepiej w zyciu. Jak
      skonczy 30-tke i nie znajdzie faceta to zmieknie i wroci do ciebie, bedzie cie
      przepraszac, powie, ze dopiero teraz zrozumiala, ze kochala cie zawsze. A wtedy
      zamknij jej drzwi przed nosem.

      Facet otrzasnij sie, bo chociaz jej o nic nie obwiniasz (i chwala ci za to), to
      na kilometr czuc, ze ta dziewczyna nie potrafila cie docenic. Docen sam siebie,
      bo inaczej ten scenariusz moze sie powtarzac.


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka