Matki i córki

13.11.02, 17:28
Temat jest poważny. Przynajmniej dla mnie.
Kolejna scysja z matką. Te same zarzuty w stosunku do mnie i kilka nowych:
skoro mi tak źle to czemu nie zmienię? Dlaczego się izoluję? Dlaczego nie
jestem z rodziną? Dlaczego nigdy nic nie robię, nie pomagam? Dlaczego "kładę
lachę" na wszystko? Nic mnie nie tłumaczy. Mam klapki na oczach. Jestem tym
kim jestem (tzn. wykształcona, ubrana, nakarmiona i oprana) dzięki Niej. Nie
mam żadnych zmartwień. Nie powiedziałam dlaczego się rozstałam z ex. Na
obronę pracy mgr chciałam pojechać bez Niej - sprawiłam jej przykrość.
Zarżynam ją. Biorę jej pieniądze a jej się wstydzę. Nikt mnie nie bije. Mam
ciepło. Mam gdzie mieszkać. Mam wszysko. Nie mam zmartwień. Wszyscy dookoła
mnie skaczą.

Jest twardą kobietą - dużo przeżyła. Wychowała samotnie 4 dzieci.
Wykształciła. A mogła kazać iść do zawodówki i zarabiać pieniądze od 17-tego
roku życia. Teraz żałuje. Ma dość moich fochów.
*****************************************
Mam 25 lat. Udało mi się jakoś wykaraskać z różnych dołków. Poznałam
cudownego człowieka - naprawdę niezwykłego. O dziwo - Ona go lubi (ewenement -
zadnego nigdy nie lubiła - wręcz przeciwnie). Chcę spędzać z tym Wyjątkowym
Człowiekiem czas. Jak najdłużej.
Mam 25 lat. Nie mogę zamknąć drzwi do pokoju. Rzeczy osobiste, listy,
dokumenty, rachunki są pod stałą "obserwacją". Pisałam kiedyś pamiętnik -
przestałam po 2 dniach bo był regulanie czytany.
************************************************
Nie powinnam tak dużo czytać lecz rozmawiać z rodziną. Słuchać plotek z
pracy. Pomagać w domu. Zmienić się od tej chwili... Albo stracę rodzinę.
****************************************************
Mam 25 lat, pracuję - nie mam czasem pieniędzy na rachunek za telefon czy
kawę z automatu bo regularnie pierwszego niemal wszystkie oddaję na dom.
********************************************************
I ciągle się dąsam.
Nie mam czego...
    • Gość: WujekSamoDobro Re: Matki i córki IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.11.02, 17:31
      Przeczytalem to wielowatkowe opowiadanie i pasuje mi ono idealnie do pewnej
      przypadlosci Psychologicznej - osobowosc wieloraka. Zglos sie do specjalisty.
      • vicca Re: Matki i córki 13.11.02, 17:36
        Dzięki za radę - nie skorzystam.

        Pzdr ciepło V*
        • Gość: WujekSamoDobro Re: Matki i córki IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.11.02, 17:42
          Jestes pewna?
          A co na to twoja druga TY?:)
          Znam dobrego specjaliste. Bez refundacji.
          Pozdrawiam
          • vicca Re: Matki i córki 13.11.02, 18:06
            Jestem tylko jedna. Bez rozdwojenia.
            Ale Ty poszukaj swojego alter ego - może jest normalniejsze.

            V*
          • Gość: Maryla Re: Matki i córki IP: *.opole.sdi.tpnet.pl 13.11.02, 18:08
            Masz 25 lat i nareszcie sie obudź!!!! Twoje życie,rób z nim co
            chcesz.Chcesz zamknac drzwi to je zamknij i zamykaj tyle razy ile razy
            mama je otworzy.Zrób to szybko masz jeszcze czas,ja spozniłam sie o
            dobre 20 lat i wyobraz sobie baaaardzo załuje tego straconego czasu.
            Powodzenia pozdrawiam
    • Gość: Aniolek Re: Matki i córki IP: beat:* / 213.216.81.* 13.11.02, 18:09
      vicca napisałas:

      [...]
      > I ciągle się dąsam.
      > Nie mam czego...

      Pamietaj o jednym ze zawsze jestem z Toba Kochanie
      na dobre i zle
      w zdrowiu i chorobie
      w bogactwie i biedzie
      juz wiecznie :)

      Aniolek
    • Gość: Doti Re: Matki i córki IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 13.11.02, 19:48
      Jeśli tylko będziesz miała taką możliwość - wyprowadź się! Pewnie znowu
      zostaniesz okrzyknięta niewdzięcznicą itd., ale będzie to pierwszy, malutki
      krok do wolności. Piszę, że krok malutki, bo sama pomimo osobnego mieszkania i
      całkowitej samodzielności finansowej, już od dziewięciu lat odcinam taką
      toksyczną pępowinę łączącą mnie z moją rodzicielką. Dopiero od jakichś dwóch,
      trzech lat, jej uwagi nie ruszają już mnie tak jak kiedyś. W zasadzie po Twojej
      opowieści mogłaby Ci podyktować treść kojenych zarzutów, jakie zapewne zostaną
      Ci postawione, gdy tylko rozpoczniesz samodzielne życie. Smutne i tyle.
      • Gość: Pola Re: Matki i córki IP: *.extern.kun.nl 13.11.02, 23:55
        Popieram przedmowczynie, jesli tylko bedziesz miala
        okazje, wyprowadz sie z domu. Ja nie mieszkam z rodzicami
        od kilku lat, od jakiegos czasu mieszkam jakies 1500 km
        od domu rodzinnego, a mimo to moja matka ma ogromny wplyw
        na moje zycie i decyzje, kilka miesiecy temu wydawalo mi
        sie, ze udalo mi sie przeciac te psychiczna pepowine, ale
        jednak nie... Caly czas nad tym pracuje.
        Sprobuj sie uniezaleznic od Niej.
        Trzymaj sie,
        P.
    • kamfora Re: Matki i córki 14.11.02, 06:59
      vicca napisała:

      > Temat jest poważny. Przynajmniej dla mnie.
      > Kolejna scysja z matką. Te same zarzuty w stosunku do mnie i kilka nowych:
      > skoro mi tak źle to czemu nie zmienię? Dlaczego się izoluję? Dlaczego nie
      > jestem z rodziną? Dlaczego nigdy nic nie robię, nie pomagam? Dlaczego "kładę
      > lachę" na wszystko?

      Vicco droga, ...właściwie dlaczego nie masz z Mamą dobrego kontaktu?
      Czy przez to, że zdając sobie sprawę, jak trudne miała życie - nie chciałaś
      jej obarczać dodatkowo swoimi problemami?
      A ona poczuła się niepotrzebna, zepchnięta na boczny tor?
      Powiedz jej, że ją kochasz. :-)))

      Chroniąc bliskich - nie zawsze efekt taki, jak chcemy otrzymujemy.

      Pozdrawiam serdecznie
      Masz tyle ciepła dla innych - nie bój się okazać Matce :-)))

      (wiem, wiem, domorosła psychoanaliza psu na budę ;-)
      • arek_cz Re: Matki i córki 14.11.02, 08:18
        kamforo napisałas:

        [...]
        > Chroniąc bliskich - nie zawsze efekt taki, jak chcemy
        > otrzymujemy.
        > Pozdrawiam serdecznie
        > Masz tyle ciepła dla innych - nie bój się okazać
        > Matce :-)))
        Masz zupelna racje co do ciepla :)
        Ma jej tak ogromna ilość ze nie sposób opisać :)
    • Gość: inka_sama Re: Matki i córki IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 14.11.02, 09:17
      Vicco...

      Trudno być matką - trudno byc córka.
      Wiele rzeczy zoaczyłam inaczej gdy sama stałam się mamą, zwłaszcza podwójną. A
      czytajac tu wiele wypowiedzi o rodzicach cenię moja mamę jeszcze bardziej...

      Kochac mądrze swoje dzieci to niełatwe.
      Czy ty jestes najmłodsza? To też by trochę wyjaśniało.
      Twoja mam przyzwyczaiła sie do kontrolowania swoich małych dzieci i trzymania
      wszystkiego w garści - bo to wymusiło na niej życie. Teraz trudno jej się chyba
      pogodzić z tym że trzeba pozwolić wam żyć po swojemu, wypuścic z gniazda.
      Przypominam sobie jak moi rodzice pozwalali mi stopniowo na coraz więcej
      swobody, dopiero teraz widzę jak dobrze im to wychodziło - ile ich to musiało
      kosztować nerwów. Nie wiem czy ja tak będę umiała.

      Czy twoja mama rozmawia z toba czy tylko wydaje polecenia? Niestety póki
      mieszkamy z rodzicami - ZAWSZE będą mieli odruch "matkowania" nawet
      zamężnym/żonatym i dzieciatym potomkom. Jedni potrafia go wychamować - innych
      nie powstrzyma nawet wyprowadzka dziecka...

      Tego nie da sie tak łątwo zmienić - ale próbować musisz - bo to twoje życie.
      Vicco - masz sznasę na jakiekowiek lokum poza domem???

      Ciepłe myśli ci posyłam.
      Choć tyle mogę.
      I - ludzie się zmieniają. Mamy również ;)
      Będzie dobrze.
      i_s
    • Gość: ccc Re: Matki i córki IP: proxy / 198.208.26.* 14.11.02, 12:21
      Przeprowadzka jest wyjsciem ale przede wszystkim musisz zmienic podejscie do
      matki. Nie sluchaj tego co Ci opowiada. Zacznij taktowac ja jak powietrze.
      Jesli po takiej kuracji ona dalej bedzie Cie meczyc wtedy juz na pewno bedziesz
      musiala sie spakowac.
      U mnie poskutkowalo.
    • Gość: OLT Re: Matki i córki IP: *.wat.sdi.tpnet.pl 14.11.02, 13:17

      wiesz, chyba nigdy nie jest tak, zeby dzieci byly takie, jak chca ich rodzice.
      rodzicielska projekcja idealu wiecznie pracuje, nigdy nie odpusci ;-)
      tez sie z tym meczylam, dosyc dlugo.
      kapitalna sprawa bylo to ze zaczelam sie w czasach liceum wyrywac z domu na
      coraz dalej i dluzej - w gory glownie. to tez mi pomagalo w okreslaniu tego, co
      ja rzeczywiscie chce robic, na czym mi zalezy. na poczatku studiow rodzice byli
      juz w stanie zaakceptowac i to, ze jade zima samotnie w gory, ze jezdze na
      ukraine i dalej.
      oczywiscie po powrocie byly kolejne wyrzuty, ze nie dbam o nich, o dom, ze
      niewdziecznosc, egoizm itp. co oczywiscie tym bardziej motywowalo do kolejnych
      wyjazdow, poznawania nowych ludzi.
      z uplywem czasu przestalam az tak bardzo sie ich podejsciem przejmowac, choc
      zawsze takie slowa bola. w koncu nie mozna zostawac i w polowie drogi miedzy
      soba a wizja rodzicow, nie o to chodzi.
      a poza tym...jak to rodzice.w domu zmyja ci glowe za to ze to, co robisz jest
      zupelnie niepowazne (delikatnie mowiac), po czym okazuje sie ze z tego wlasnie
      sa dumni, tym wlasnie chwala sie wobec innych...
      mysle, ze tym co pomaga ulozyc relacje z rodzicami, jest dawanie im do
      zrozumienia, ze masz swoj odrebny swiat, wlasne zycie. zdecydowana wiekszosc
      rodzicow pogodzi sie z tym, choc w okresie przejsciowym mozna sie zazwyczaj
      spodziewac zwiekszonej ilosci wyrzutow. czasami to wymaga rzeczywiscie
      wyprowadzenia sie(ja bylam gotowa sie wyprowadzac jakis rok temu, i samo to
      wystarczylo). trzeba probowac, bo trudno dokonywac kompromisow dotyczacych
      wlasnej tozsamosci.

      powodzenia :)

      OLT
    • Gość: mysia Re: Matki i córki IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.11.02, 14:51
      Witam
      Miałam podobny dylemat ze swoją mamą. Wszystkie moje wybory były złe. Zawsze
      musiała wtrącić swoje 3 grosze. Teraz gdy wyszłam za mąż (o dziwo spodobał jej
      się wybranek), mieszkam 400 km od Niej i widujemy się 4 razy w roku stałyśmy
      się przyjacółkami. Moje dziecko jest jej ukochaną wnuczką. Ja także zaczęłam
      cenić jej rady ponieważ mogę jej posłuchać ale nie muszę! Często ma rację.
      Dopiero gdy dzieli nas odległość zaczęłam rozumieć jak bardzo ją kocham i nie
      mogę zrozumieć dlaczego nie doceniałam takiej wspaniałej przyjaciółki jaką
      miałam zawsze przy sobie. Teraz w trudnych chwilach brak mi jej. Zawsze jednak
      mogę zadzwonić lub pojechać.
      spójrz na matkę czasami innymi oczyma, a jak nie to się wyprować a wszystko się
      ułoży.
    • Gość: kicia Re: Matki i córki IP: 212.160.235.* 14.11.02, 21:16
      Hej,
      Mam podobny problem. Nie mieszkam już za swoją mamą, ale ilekros przyjeżdżam do
      domy, jest fatalnie:
      - włączyłaś zupę, mieszaj ją
      - jedziesz do miasta, umaluj się. Już jedziesz? Nie uamalowałaś się? (bliska
      płaczu) I znów robisz mi na złość!
      - dzwoni: a pod czym tu śpisz? pod kołdrą! Dać ci uczyć pierzynę? Mamo, jest mi
      gorąco, nawet pod koładrą rzadko śpię! To pod czym ty śpisz? Pod kocem?
      Zwariowałaś! To my ci przywieziemy tę pierzynę!
      - juz jedziesz? weź klopscy jeszcze! nie chcę! ale ty jesteś! to jua ci chcę
      dać, a ty nie wieźmiesz? (prawie płacz)
      • Gość: Maryla Re: Matki i córki IP: *.opole.sdi.tpnet.pl 14.11.02, 21:37
        Kicia czy Ty jestes moja siostrą?ha bo mamę to mamy chyba wspolną :-)
        pozdrawiam
        • przypadkiem Re: Matki i córki 14.11.02, 22:46
          Kicia i Maryla: nie tylko Wy dwie. Tylko klopsy bywają różne.
          P.
    • przypadkiem Matki i córki, czyli ludzie 14.11.02, 22:42
      Vicca, zgłaszam wyrazy solidarności.
      Trudno ująć rzecz jasno, spróbuję jednak, bo... no cóż: ja też wiem o czym
      mówisz.

      Czytuję czasem co piszesz i wiem, że piszesz bardzo sensownie.
      Napisałabyś sama do siebie w tej sprawie? Tak, jak gdybyś musiała poradzić
      osobie podpisującej się Vicca? Ta rada byłaby najlepsza. Te inne, jakie tu
      widzę nie bardzo by MI odpowiadały, gdyby to było do mnie.

      A co do kochania matki: moi drodzy, dajcie spokój, Vicca ma inny problem. Łzawe
      opowieści o tym, jak bardzo drogą osobą jest kochana MATECZKA wydają się tu nie
      na temat.
      Miłość w rodzinie jest zarówno oczywistością jak i niemożliwością, a my gdzieś
      po środku.
      Matki i córki, czyli ludzie: pamiętajmy o tym i nie żądajmy zbyt wiele.

      Pozdrawiam
      nie przypadkiem

      P.

      • vicca Re: Matki i córki, czyli ludzie 15.11.02, 08:56
        Moja matka...
        Rozumiem ją - martwi się, chce dobrze.
        Kocham - bo to naprawdę dobra kobieta.
        Podziwiam - nie wiem czy ja bym sobie poradziła w jej sytuacji, ale...
        No własnie - ona nie bardzo rozumie mnie, to że nie do końca jestem na
        jej "obraz i podobieństwo", że nie bardzo odpowiada mi to czego Ona chce ode
        mnie.
        Jestem inna niż moje siostry i Ona, inaczej nieco patrze na różne sprawy.
        Inaczej - znaczy źle.
        Może za bardzo jestem podobna do ojca?
        Nie wiem.

        Pzdr Vicca
        • przypadkiem Re: Matki i córki, czyli ludzie 16.11.02, 11:53
          Vicca, nie lubię ferować łatwych sądów. Jednak sprawa jaką poruszasz porusza
          mnie także. Jeśli chcesz, podaj e-mail, napiszę.
          Jeśli nie, nie szkodzi, pozdrawiam.
          P.
          • vicca Re: Matki i córki, czyli ludzie - Przypadkiem 18.11.02, 11:55
            Mój mail ujawinia się nad tematem :) Też na GW :)

            Pzdr ciepło Vicca
    • Gość: ??? Re: Matki i córki IP: *.visp.energis.pl 15.11.02, 00:45
      A ja i tak Ci zazdroszcze....
      Moja matka zachowywala sie bardzo podobnie, non-stop klocilysmy sie o kazdy
      drobiazg, o wszystko.... Zawsze bylam najgorsza, mam dwie starsze siostry, przy
      takiej "konkurencji" nie mialam zadnych szans. Zreszta kazdy byl lepszy ode
      mnie.

      Ale moja matka juz nie zyje i bardzo mi jej brakuje. Docen ze JEST. Nie bedzie
      zyla wiecznie.....

      pozdrawiam
      ???
    • Gość: ryba Re: Matki i córki IP: *.blueyonder.co.uk 17.11.02, 00:43
      Nigdy nie potrafilem zrozumiec tego typu matek. Koszmar...Osobiscie znam kilka
      przypadkow tego rodzaju zachowan matek. Jedno ich laczy - egoizm i nic innego.
      To nie ma nic wspolnego z rodzicielska miloscia, to jest po prostu katowanie
      swoich dzieci, psychiczne katowanie. Za to powinno byc wiezienie i to na dlugie
      lata.
      No i co z tego ze ciebie wyksztalcila, czy to nie jest jej rodzicielskim
      obowiazkiem? I co, moze teraz jej jestes cos winna? Moze to jest rowniez Twoja
      wina ze ojciec odszedl? Czy teraz przyszedl czas na splacanie jej bledow? A kto
      je bedzie splacal? No wiec Ci powiem, TY!!!
      Nie daj sie, chociaz dobrze sobie zdaje sprawe z tego co pisze, ze
      prawdopodobnie udalo jej sie wyprac Twoj mozg do tego stopnia, ze trudno Ci
      bedzie zrobienie prostej czynnosci bez jej aprobaty, a jezeli nie, to wkrotce
      moze to nastapic.
      Pod przykryciem rodzicielskiej milosci uda jej sie zdruzgotac TWOJE zycie. Bo
      ja Ciebie urodzilam i musialam poniesc duzo wyrzeczen...dla Ciebie.
      Slyszalas to? Jak nie, to uslyszysz. O co jej chodzi? O poczucie winy!!! Ty
      bedziesz musiala splacac dlug do konca zycia. Nigdy sobie zycia nie ulozysz,
      zawsze bedziesz miala poczucie winy i bedziesz wszystko robila zeby tylko
      kochana mamusia czula sie dobrze.
      A o co mamusi chodzi? Nie, nie o Twoja przyszlosc, jej chodzi o SWOJA
      przyszlosc.
      A ty? Zrobila z Ciebie niewolnika-kaleke i zbiera owoce. Chyba ze jej powiesz
      NIE!!! Ale, czy stac Ciebie na to?
      • Gość: LOLA Re: Matki i córki IP: 193.247.251.* 17.11.02, 19:24
        A ja tak sobie czytam i az mnie mroz chwyta za serce. Moja matka na samym
        poczatku (naszych wspolnych swiadomych relacji) oswiadczyla mi, ze w szkole
        molestowala ja seksualnie pani od WF-u i w zwiazku z tym nie lubi dotykac
        kobiet. Ja jako trzyletnia dziewczynka bylam dla niej kobieta.... I tak roslam
        sobie OBOK matki, nie glaskana, nie przytulana i nie calowana. Pieszczony byl
        moj brat, ktory przeciez nie byl kobieta... Pojdzcie do lozka z mezczyzna,
        jezeli nikt was wczesniej nie dotykal. Ile czasu musi uplynac, zanim
        przyzwyczaisz sie do czyis rak?
        Piszecie, ze mamy traktuja was jak dzieci, moja od najmlodszych lat za
        najmniejsze przewinienie przestawala ze mna rozmawiac, tydzien, miesiac, pol
        roku... A ja mialam moze siedam, moze dziesiec lat. Piszecie, ze mamy nie
        chcialy puszczac na wyjazdy, kontrolowaly i wypytywaly. Moja matka nigdy nie
        zapytala sie o moj adres na czas wyjazdu, o kontakt, o to kiedy wroce.
        Dziewczyny calujcie mamy i dziekujcie, ze bylyscie dla nich na tyle wazne, zeby
        choc troche zyly waszym zyciem. Jak puste jest zycie z matka dla ktorej nie
        istniejesz. Moje bylo takie, juz nie jest- teraz mieszkam za granica i mam
        pieniadze a moja matka probuje nauczyc sie jak to jest byc matka. Tylko
        cholernie jej nie wychodzi a gdyby wiedziala jak ja nienawidze nigdy nie
        wykrecilaby juz mojego numeru. Ile zniszczyla we mnie z czlowieka wiem tylko
        ja, bo kto nienawidzi wlasnej matki ten nienawidzi innych ludzi. I wiecie czego
        sie boje, ze po moim zyciu nie zyciu u boku takiej kobiety samy stane sie mama
        kontrolujaca i trzymajaca trzydiestoletnie dziecko na kolanach...

        uffffffff to tyle
        • Gość: asia Re: Matki i córki IP: *.in-addr.btopenworld.com 18.11.02, 20:25
          Droga Lolu, myślę o Twojej wypowiedzi cały dzisiejszy dzień. Jest to bardzo
          smutne, co napisałaś. Jednak zastanawiam się nad kilkoma sprawami. Chodzi mi o
          to, że Twoja mama powiedziała ci o swoich przykrych doświadczeniach z
          nauczycielką. Trudno w to uwierzyć z kilku powodów. Mama mówiąca takie rzeczy
          córce to samo jest już dość niespotykane. W dodatku trzylatce, która to jeszcze
          rozumie. I z drugiej strony, pokolenie naszych rodziców nie znało
          pojęcia "molestowanie". Oczywiście nazwa nazwą, bo można to opisać innymi
          słowami, ale mimo wszystko to nie sprawy, o których mówi się dziecią.
          Przesyłam ci wszelkie serdeczności, mam nadzieję, że mimo wszystko jest ok.
          • Gość: Do Asi Re: Matki i córki IP: 193.247.251.* 19.11.02, 10:22
            Gość portalu: asia napisał(a):

            > Droga Lolu, myślę o Twojej wypowiedzi cały dzisiejszy dzień. Jest to bardzo
            > smutne, co napisałaś. Jednak zastanawiam się nad kilkoma sprawami. Chodzi mi
            o
            > to, że Twoja mama powiedziała ci o swoich przykrych doświadczeniach z
            > nauczycielką. Trudno w to uwierzyć z kilku powodów. Mama mówiąca takie rzeczy
            > córce to samo jest już dość niespotykane. W dodatku trzylatce, która to
            jeszcze
            >
            > rozumie. I z drugiej strony, pokolenie naszych rodziców nie znało
            > pojęcia "molestowanie". Oczywiście nazwa nazwą, bo można to opisać innymi
            > słowami, ale mimo wszystko to nie sprawy, o których mówi się dziecią.
            > Przesyłam ci wszelkie serdeczności, mam nadzieję, że mimo wszystko jest ok.


            Pokolenie naszych rodzicow znalo pojecie molestowania i bardzo sie mylisz,
            jezeli myslisz ze moja matka zwracala uwage na to co wolno a nie wolno
            powiedziec dziecku. Przyklady moge mnozyc: mialam chyba szesc lat, kiedy
            dokladnie opowiedziala mi jak to ojciec zmusil ja do kilku skrobanek. Fajne
            co ? Czy takie rzeczy mowi sie dziewczynce w ostaniej klasie przedszkola? Moze
            teraz powiesz, ze nie wiedzialam co to skrobanka? Nie martw sie zostalo mi to
            wytlumaczone. Nie chce wiecej pisac lepiej niech to cale szambo zostanie gdzies
            tam gleboko. Nie chodzi zreszta o dokladne daty, czy jezeli o molestowaniu
            matki dowiedzialam sie nie w trzecim a w siodmym roku zycia to zabrzmi to
            niewinniej? Dzieci rozumieje bardzo wiele, duzo wiecje niz innym sie wydaje.
            I niestety cholernie duzo pamietaja...
        • Gość: Doti Re: Matki i córki IP: 209.234.157.* 18.11.02, 20:27
          Lola, mylisz się, takie bezustanne wtrącanie się matki w
          życie córki niekoniecznie musi oznaczać zainteresowanie
          życiem tej ostatniej. Moja matka domaga się kibicowania
          JEJ życiu, przyklaskiwania JEJ pomysłom, decyzjom, także
          planom dotyczącym mnie, ale tu bez pytania o moje
          zdanie! Ja mam tylko realizować jej pomysł na moje
          życie. Moje problemy jej w ogóle nie obchodzą ("taki
          problem to dla mnie gówno" - ależ to boli). Za to jeżeli
          zrobię coś czym może pochwalić się przed znajomymi to
          bardzo ją to interesuje: moje dziecko ma nowy, drogi
          samochód, planuje budowę domu, awansuje - zgroza. W tym
          też zakresie - osiągnięć, którymi można się pokazać
          przed jej znajomymi - ciągle próbuje ingerować w moje
          decyzje, a czyni to poprzez krytykę, bo to wedłuj niej
          doskonale motywuje do działań: "no wiesz, ja to bym się
          wstydziła mieszkać w takim małym mieszkaniu" (sama
          mieszkała w nim przez 20 lat z mężem i dwójką dzieci,
          ja - tylko z mężem), "jeździsz takim małym autem".
          Skrytykować potrafi wszytsko, to jak się ubieram, z kim
          się spotykam. To są takie szpile, które potrafią we mnie
          siedzieć tygodniami i znienacka wypadać.
          Dobrze wiem co to znaczy brak dotyku matki (brat był
          pieszczony) i uczenie się przyjmowania dotyku drugiej
          osoby. Pamiętam jej minę, pełną obrzydzenia, gdy
          przybiegłam do niej ucieszona, powiedzieć, że stałam się
          kobietą.
          Pamiętam też tygodnie ciszy i zupełną obojetność wobec
          moich wrażeń z wyjazdów - ja coś opowiadam, a ona
          przerywa "idź wyrzuć śmiecie" - tak nie robi ktoś, kto
          słucha.
          I wiesz Lola, boję się, że własnym dzieciom, zrobię to
          samo. Czytając mądre książki, dyskutując z koleżankami o
          wychowaniu dzieci, nie potrafię się powstrzymać przed
          porównywaniem z moim dzieciństwem i punktowaniem sobie,
          co moja matka zrobiła żle, i jest mi wtedy bardzo źle.
          Uciekłaś za granicę, bo tak to odbieram, pomogło? Udało
          Ci się choć trochę o pewnych rzeczach zapomnieć? Czy
          dalej rozpamiętujesz postępowanie matki? Pytam, bo sama
          w tym roku rozważałam możliwość wyjazdu, i zasadzie
          tylko recesja na rynkach pracy to powstrzymała.
          Pozdrawiam,
          Doti
          • Gość: Lola Do Doti IP: 193.247.251.* 19.11.02, 10:56
            Gość portalu: Doti napisał(a):

            > Lola, mylisz się, takie bezustanne wtrącanie się matki w
            > życie córki niekoniecznie musi oznaczać zainteresowanie
            > życiem tej ostatniej. Moja matka domaga się kibicowania
            > JEJ życiu, przyklaskiwania JEJ pomysłom, decyzjom, także
            > planom dotyczącym mnie, ale tu bez pytania o moje
            > zdanie! Ja mam tylko realizować jej pomysł na moje
            > życie. Moje problemy jej w ogóle nie obchodzą ("taki
            > problem to dla mnie gówno" - ależ to boli). Za to jeżeli
            > zrobię coś czym może pochwalić się przed znajomymi to
            > bardzo ją to interesuje: moje dziecko ma nowy, drogi
            > samochód, planuje budowę domu, awansuje - zgroza. W tym
            > też zakresie - osiągnięć, którymi można się pokazać
            > przed jej znajomymi - ciągle próbuje ingerować w moje
            > decyzje, a czyni to poprzez krytykę, bo to wedłuj niej
            > doskonale motywuje do działań: "no wiesz, ja to bym się
            > wstydziła mieszkać w takim małym mieszkaniu" (sama
            > mieszkała w nim przez 20 lat z mężem i dwójką dzieci,
            > ja - tylko z mężem), "jeździsz takim małym autem".
            > Skrytykować potrafi wszytsko, to jak się ubieram, z kim
            > się spotykam. To są takie szpile, które potrafią we mnie
            > siedzieć tygodniami i znienacka wypadać.
            > Dobrze wiem co to znaczy brak dotyku matki (brat był
            > pieszczony) i uczenie się przyjmowania dotyku drugiej
            > osoby. Pamiętam jej minę, pełną obrzydzenia, gdy
            > przybiegłam do niej ucieszona, powiedzieć, że stałam się
            > kobietą.
            > Pamiętam też tygodnie ciszy i zupełną obojetność wobec
            > moich wrażeń z wyjazdów - ja coś opowiadam, a ona
            > przerywa "idź wyrzuć śmiecie" - tak nie robi ktoś, kto
            > słucha.
            > I wiesz Lola, boję się, że własnym dzieciom, zrobię to
            > samo. Czytając mądre książki, dyskutując z koleżankami o
            > wychowaniu dzieci, nie potrafię się powstrzymać przed
            > porównywaniem z moim dzieciństwem i punktowaniem sobie,
            > co moja matka zrobiła żle, i jest mi wtedy bardzo źle.
            > Uciekłaś za granicę, bo tak to odbieram, pomogło? Udało
            > Ci się choć trochę o pewnych rzeczach zapomnieć? Czy
            > dalej rozpamiętujesz postępowanie matki? Pytam, bo sama
            > w tym roku rozważałam możliwość wyjazdu, i zasadzie
            > tylko recesja na rynkach pracy to powstrzymała.
            > Pozdrawiam,
            > Doti

            Doti

            Wiesz nie spierajmy sie, ktora miala gorzej, ktora wymaga wiecej wspolczucia.
            Powiedz jak wyjsc z dziecinstwa i stac sie dorosla kobieta, madrzejsza o wlasne
            doswiadczenia? Jak wychowac dziecko, tak aby ono za dwadziescia lat nie zalilo
            sie internetowej znajomej na matke degeneratke.
            Ja wyjechalam, studiuje, pracuje, mam pieniadze, samochod i co najcenniejsze
            mojego mezczyzne. Jestem ladna, zgrabna dosc zdolna i wiesz co szczesliwa bywam
            a nieszczesliwa jestem ciagle. Brzmi to mocno pretesjonalnie ale tak jest.
            Doti wiesz moje zycie to taka mieszanina gowna z perlami. Mysle, ze z
            kompletnego zezwierzecenie wyciagnal mnie moj chlopak. To on mnie pocalowal,
            przytulil i powiedzial, ze kazdy popelnia bledy no i przede wszyskim wierzy
            ciagla nadal), ze jestem dobra normalna. Mieszkamy teraz razem, daleko od mojej
            przekletej rodziny. Ale nie ma dnia,zebym nie zlapala sie na rozpamietywaniu
            mojego dziecinstwa. To jest troche jak bol zeba, delikatny ale jest gdzies w
            tle i nie mozesz o tym zapomniec.
            Wiesz, ja swojej matce nie powiedzialam o pierwszej miesiaczce, tak sie
            brzydzilam samej siebie i tego co sie ze mna dzieje, ze kradlam jej wate i
            chowalam zuzyte pod szafe... Fajnie co? Balam sie powiedziec o tym mojej mamie-
            nauczycielce. Jezu co za absurd.
            Doti- masz meza to znaczy, ze ktos cie pokochal zobaczyl w tobie czlowieka a
            nie potwora, ciesze sie. Pielegnuj to co masz, nie martw sie jezeli bedziecie
            mieli dziecko, to przeciez ma ono oboje rodzicow. Jak mama nie bedzie sobie
            radzic tata zawsze bedzie obok. Przeciez nie chodzi o to bys byla idealna, masz
            byc "tylko" normalna.

            Slyszalam, ze psychoterapia pomaga, ze nalezy wyrzucic z siebie caly ten bol,
            gniew tylko ja nie mam jak. Mieszkam za granica i troche jeszcze za slabo mowie
            po niemiecku. Zreszta pewnie jeszcze lata uplyna, zanim naucze sie go tak, abym
            mogla swobodnie sie w nim porozumiewac. Jest jeszcze jeden problem, otoz
            niestety na swieta wracamy do domu. Moje kochanie do swoich ja do swoich
            rodzicow. Wracam TAM, do NICH i rozmawiam, usmiecham sie odpowiadam na pytanie.
            Slysze jak oznajmiaja znajomym przez telefo, ze corka wrocila zza granicy, na
            krotko bo oczywiscie kariera nie pozwala. I czuje sie jak szamata, ze nawet nie
            zerwalam kontaktu z tymi co tak zniszczyli moje dziecinstwo, mnie. I ciagle sie
            pytam czy powinnam to zrobic. Czy poczuje sie lepiej, jezeli wykrzycze to
            wszystko im w twarz i wyjde. Jak kontaktujesz sie z wlasna matka? Dzwonisz?
            Odwiedzasz? Uwazasz, ze to ma sens? Czy mowisz o wszystki mezowi, jak o
            reaguje? A jakie sa twoje kontakty z rodzenstwem. O ile dobrze zrozumiaam masz
            rodzenstwo.

            Taka mam nadzieje, ze odpowiesz na moj list.
            • Gość: Doti do Loli IP: 168.143.113.* 19.11.02, 22:43
              Masz rację, nie ma sensu przerzucać się ponurymi
              wspomnieniami. Jednak z doświadczenia wiem, że warto je
              komuś bardzo zaufanemu wręcz wykrzyczeć, i ten sposób
              oswoić. Bo zapomnieć się nie da, a udawanie, że tego nie
              było do niczego prowadzi, trzeba z tym bagażem żyć.
              Dręczyłam tak swego czasu więcej niż jedną osobę i moje
              szczęście, że trafiałam na mądrych ludzi, którzy
              widzieli moją wartość: wady, zalety, po prostu mnie, i
              taką mnie akceptowali. Najtrudniej jest przestać
              bezustannie myśleć i rozpamiętywać. Ale zapewniam Cię,
              że jest to możliwe. Co prawda tylko do następnej
              nieprzyjemnej sytuacji z matką - mieszkamy w tym samym
              mieście, więc niedzielne (ale nie każdoniedzielne)
              wizyty są raczej nieuniknione.
              I dopóki rozmowa krąży wokół wdzięków Maryni, wszystko
              jest w porządku. Ale gdy tylko ona znów zaczyna
              swą "motywującą" krytykę, otwiera się zatyczka i
              wszystko wraca. Jestem teraz o tyle mądrzejsza, że
              rzadko daję się wciągnąć w dyskusję z argumentami, bo
              ona moich nigdy nie pojmie. Ale korek i tak otwarty,
              potwory wyłażą. I tu powinnam złożyć hołd mojemu mężowi,
              który ma anielską cierpliwość do wyciągania mnie z
              takich dołków - nocne rozmowy o tym, co ważne w życiu, i
              co moja matka sobie kompensuje, tak mnie traktując.
              Takie sytuacje zdarzają się coraz rzadziej, bo staram
              się ucinać w zalążku głupie tematy - już mam na to
              odwagę!
              Niewiele wiem o jej dzieciństwie (o więcej nie spytam,
              bo teraz już nie chcę tego słuchać), ale jestem
              przekonana, że ktoś kiedyś zrobił jej podobną krzywdę.
              Możnaby się tylko spodziewać, że lekarz (moja matka)
              będzie sobie z tego zdawał sprawę i nie powielał błędów.

              Co robię, że by nie myśleć i nie stawać się nią? To
              czego ona nie potrafi i za co mnie zawsze gasiła -
              cieszę się każdym drobiazgiem, dostrzegam piękno nawet w
              brzydkich rzeczach (wiem, banał). Staram się z dystansu
              patrzeć na dzieciństwo. Piszesz o psychoterapii. Też się
              kiedyś nad tym zastanawiałam, ale doszłam do wniosku, że
              żeby miała sens, obie strony musiałyby współpracować. Z
              drugiej strony wyrzucenie z siebie bolesnych wspomnień
              jest bardzo ważne, i tu przydaliby Ci się przyjaciele,
              no bo w końcu ile razy ten najbliższy może znieść te
              same opowieści (starałam się mieć litość nad mężem ;-)).

              Dzieci - to trudny temat, ale one są zawsze wyzwaniem, a
              w naszym przypadku po prostu większym. To czego się
              boję, to nieświadome, takie czysto odruchowe powtórzenie
              schematu z własnego dzieciństwa, wiesz, jeden głupi
              gest, słowo, a w dziecku siedzi całe życie. Ale wiem, że
              stać byłoby mnie na przyznanie się do błędu przed
              własnym dzieckiem.
              "Kompletne zezwierzęcenie", czy masz na myśli taki stan,
              w którym chce się po prostu wyć, pustka, i całe to
              piep... dziedziństwo zasłania teraźniejszość? Jeśli tak,
              to doskonale to znam. Teraz też jeszcze zdarza mi się
              wpaść w takie totalne nic, ale już nauczyłam się z tego
              wychodzić, przeczekuję, dopuszczam pozytywne myśli i
              powoli wychodzę na twardy grunt. I potrafię być
              optymistką! To długa i trudna droga, ale możliwa do
              przejścia, zapewniam!
              Wykrzyczeć im wszystko w twarz - myślałam dawniej o tym,
              chyba nie potrafiłabym tak postąpić. Rodzice jednak,
              niekiedy w bardzo pokrętny sposób, ale jednak chcą
              dobrze dla dziecka. Ponadto będąc tyle razy raniona
              słowami, staram się nie robić tego innym, nawet tym, co
              ranią. Wiem, wycofuję się w tej chwili, ale ktoś kiedyś
              powtórzył mojej matce, co niej myślę, i było jeszcze
              gorzej. Rozdmuchali oboje z ojcem straszliwą aferę. Wolę
              dawać sobie radę sama, jej udział nie gwarantuje mojego
              spokoju ducha.
              A właśnie co Twoim ojcem? Mój to bezwolne narzędzie
              mojej matki: gdzie wiatr (w domyśle: matka) zawieje tam
              on. Zwykle stał po jej stronie frontu :-(
              Z bratem kontakty układają się różnie, ostatnio całkiem
              dobrze, ale to on był tym donosicielem... Rodzinka, a
              kolejne święta przed nami :-( Nie możesz swojego
              chłopaka zabrać z sobą?
              Pozdrawiam,
              Doti

              • Gość: Lola Do Doti IP: 193.247.251.* 20.11.02, 11:32
                Niestety nie mam internetu w domu, a z pracy nie zawsze moge pisac. Stad
                przerwy w korespondencji.
                Piszesz, ze w mieszkasz w tym samym miescie co twoja matka i nadal utrzymujecie
                kontakty. Po co ? To pytanie zadaje sobie nie tobie. Po co ma utrzymywac moich
                rodzicow w przekonaniu, ze maja kochajaca i udana corke? To przeciez ich
                nieudane i niestety nigdy nie zakonczone rozwodem malzenstwo swpowodowalao, ze
                ja wyladowalam w szpitalu z nerwica juz w wieku lat 12, a moj brat po kolejnym
                domowym piekle nie dostal sie nastepnego dnia na studia. Nie chodzi mi o
                wymierzanie kary, ale dlaczego mamy sie teraz bawic w kochajaca rodzine, skoro
                nigdy nia nie bylismy?
                Wiesz nie bardzo mam ochote na dalsze zwierzenia na temat mojej rodziny. Zawsze
                sie znajdzie jakas serdeczna dusza co to samobojstwo doradzi (juz mi sie
                zdarzylo) albo jakas cieplym komentarzem opatrzy. Moj ojciec to kolejny
                rozdzial, conajmniej tak samo ciekawy, a moze nawet bardziej.

                Mysleze na szczescie w procesie degeneracji zatrzymalas sie duzo wczesniej
                nizja, ty nie chcesz odpowiadac zlem za zlo, ja nie mam przed tym oporow.
                Doto jezeli masz ochote na dalsza wymiane doswiadczen mozw przeniesiemy sie na
                priva?
                Tylko zupelnie nie wiem jak to sie robi.
                • Gość: ??? Re: Do Doti i Loli IP: *.visp.energis.pl 21.11.02, 02:23
                  Fajnie, ze macie ludzi na ktorych mozecie sie oprzec... Chlopak, maz, ktos kto
                  dostrzegl i docenil. Powiedzial "kocham cie", "jestes mi potrzebna", "jestes
                  wspaniala taka jaka jestes".... To wielki dar.

                  Ja tez zaluje, ze sie tu wpisalam.

                  Pozdrawiam i zycze uporania sie z negatywnymi emocjami.
                  Mimo wszystko matke ma sie jedna....
                • Gość: Doti Do Loli IP: 130.94.106.* 21.11.02, 19:55
                  > Niestety nie mam internetu w domu, a z pracy nie
                  zawsze moge pisac. Stad
                  > przerwy w korespondencji.

                  To podobnie jak ja, tyle zę internet mam w domu :-)
                  Możesz pisać na dmf@gazeta.pl
Pełna wersja