vicca
13.11.02, 17:28
Temat jest poważny. Przynajmniej dla mnie.
Kolejna scysja z matką. Te same zarzuty w stosunku do mnie i kilka nowych:
skoro mi tak źle to czemu nie zmienię? Dlaczego się izoluję? Dlaczego nie
jestem z rodziną? Dlaczego nigdy nic nie robię, nie pomagam? Dlaczego "kładę
lachę" na wszystko? Nic mnie nie tłumaczy. Mam klapki na oczach. Jestem tym
kim jestem (tzn. wykształcona, ubrana, nakarmiona i oprana) dzięki Niej. Nie
mam żadnych zmartwień. Nie powiedziałam dlaczego się rozstałam z ex. Na
obronę pracy mgr chciałam pojechać bez Niej - sprawiłam jej przykrość.
Zarżynam ją. Biorę jej pieniądze a jej się wstydzę. Nikt mnie nie bije. Mam
ciepło. Mam gdzie mieszkać. Mam wszysko. Nie mam zmartwień. Wszyscy dookoła
mnie skaczą.
Jest twardą kobietą - dużo przeżyła. Wychowała samotnie 4 dzieci.
Wykształciła. A mogła kazać iść do zawodówki i zarabiać pieniądze od 17-tego
roku życia. Teraz żałuje. Ma dość moich fochów.
*****************************************
Mam 25 lat. Udało mi się jakoś wykaraskać z różnych dołków. Poznałam
cudownego człowieka - naprawdę niezwykłego. O dziwo - Ona go lubi (ewenement -
zadnego nigdy nie lubiła - wręcz przeciwnie). Chcę spędzać z tym Wyjątkowym
Człowiekiem czas. Jak najdłużej.
Mam 25 lat. Nie mogę zamknąć drzwi do pokoju. Rzeczy osobiste, listy,
dokumenty, rachunki są pod stałą "obserwacją". Pisałam kiedyś pamiętnik -
przestałam po 2 dniach bo był regulanie czytany.
************************************************
Nie powinnam tak dużo czytać lecz rozmawiać z rodziną. Słuchać plotek z
pracy. Pomagać w domu. Zmienić się od tej chwili... Albo stracę rodzinę.
****************************************************
Mam 25 lat, pracuję - nie mam czasem pieniędzy na rachunek za telefon czy
kawę z automatu bo regularnie pierwszego niemal wszystkie oddaję na dom.
********************************************************
I ciągle się dąsam.
Nie mam czego...