yonker
18.11.02, 11:28
Życie poukładało mi się w taki sposób, że właśnie jestem w trakcie rozwodu.
Związek trwał kilka lat i okazał się niewypałem. Dla tematu tego wątku,
przyczyny są nieistotne – powiedzmy, że nie poznaliśmy się zbyt dobrze i po
prostu „nie trafiliśmy” w siebie. Dwie połówki nie tego samego jabłka.
Przechodząc do rzeczy, już od jakiegoś czasu - gdy „woziłem” się z myślą o
rozwodzie - byłem przekonany, że potrzebuję przynajmniej dużo czasu, zanim
zaangażuję się w kolejny związek. „Niestety”, jeszcze nie mam w ręku
orzeczenia o rozwodzie, a już... hm, zakochałem się. Najlepsze jest to, że
zawsze byłem konsekwentny, wiedziałem czego chcę, dla świata doskonale
asertywny – jedynie do kobiety, którą kiedyś kochałem, miałem ogromną słabość.
Kiedy już wiedziałem, że nie będzie chleba z tej mąki, kiedy uświadomiłem
sobie że muszę się rozwieść, wiedziałem też, że długo nie znajdę się w nowym
związku, że będę ostrożny zanim ponownie ulokuję swoje uczucia w jakiejś
kobiecie. Doskonale wiedziałem też, jakie błędy popełniłem w swoim związku,
czego powinienem wystrzegać się na przyszłość, jakiego typu kobiety
potrzebuję, jakich cech nie toleruję, itd. – słowem, pełna analiza i full
control. „Niestety”, jeszcze nie mam w ręku orzeczenia o rozwodzie, a
już „wpadłem po uszy”. Co więcej, już łapię się na tym, że powtarzam niektóre
błędy, które popełniłem w poprzednim związku, ze zbyt dużym zaangażowaniem na
czele.
Zastanawiam się w związku z tym, jak to jest. Czy to jedynie kwestia „rozum
rozumem, a serce sercem”, czy też jest coś we mnie, co powoduje że nie
potrafię np. grać, zachować rezerwy – dystansu - wobec drugiego człowieka,
itd. We wszystkich innych sprawach – w szczególności w zawodowych - potrafię
być doskonale opanowany, zdecydowany, jak już wspomniałem, asertywny – na
pewno nie można nazwać mnie miękkim.
O co więc chodzi ?