Dodaj do ulubionych

Żyjąc...

21.11.02, 00:38

"Żyjąc tracimy życie"- tytuł książki prof.M.Janion i stwierdzenie pod którym
podpisuje się jej autorka. W przeczytanym dziś w poczekalni (wiadomej;)
fragmencie wywiadu przywołuje ona również podejście do życia odmienne -
"żyjąc zyskujemy życie". Sama jestem skłonna podpisać się pod tym drugim.
Mimo kurczącego sie czasu, końca nie wiadomo za którym zakrętem, malejących
możliwości fizycznych, czuję, że życia we mnie więcej.

Jak Wy myślicie?

Nie pytam o wiarę, nadzieje i spodziewania, domysły i oczekiwania związane z
tym, co za krawędzią. Myślę raczej o odczuwaniu tu i teraz.
CZy w życiu przybywa Wam życia, czy ubywa?

pozdrawiam
t.))
Obserwuj wątek
    • kamfora Re: Żyjąc... 21.11.02, 07:01
      trzcina napisała:

      > CZy w życiu przybywa Wam życia, czy ubywa?

      Myślę, że u mnie jest SINUSOIDA ;-)
      (no, może nie całkiem taka klasyczna, ale coś
      na kształt...)

      Mam tylko nadzieję, że zakręt nie spotka mnie w chwili dołowania ;-)
    • kwieto Re: Żyjąc... 21.11.02, 07:40
      Bywa roznie - czasem mniej, czasem wiecej, jak gdzie kiedy :")
      Na pewno brak czegos co mozna by nazwac "zmeczeniem zyciem" - to chyba jest owo
      ubywanie zycia? Chce sie tak samo jak chcialo sie kiedys, tyle ze chce sie ciut
      czego innego, to jedyna zauwazalna zmiana
    • feria Re: Żyjąc... 21.11.02, 10:02
      Moje życie jest zbieraniem na nowo obrazów, chwil i uczuć, które kiedyś mi się
      zablokowały. Wiem, że są zakręty, ładnie to ujęliście, wiem, że zawsze się
      jakiś pojawia na horyzoncie, ale teraz zwalniam przed zakrętem, żeby nie
      spowodować wypadku :)
      Lubię "dojrzewać", lubię widzieć oznaki przemijającego czasu na swoim ciele, bo
      to jest dla mnie życie. Nie cofam się, ale idę dalej, z całym bagażem myśli,
      doświadczeń i problemów. Nie chcę uciekać i nigdy nie chciałam - nie pytasz o
      wiarę, ale i nie o wiarę tu chodzi. Moje życie zaczyna się codziennie i nawet
      mgła za oknem stanowi element tej codziennej gry - o szczęśliwe zakończenie :))
      Pozdrawiam Was, Feria
    • magic30 Re: Żyjąc... 21.11.02, 13:09
      Żyjąc zyskuję życie... i chcę od niego coraz więcej, bo żyję na najpiękniejszym
      ze światów...moim i jedynym, jaki znam...pomimo wielu zakrętów, burz i
      strat...życie jest piękne i tym bardziej je cenię, gdy widzę jak łatwo można je
      stracić...a śmierć to tylko brama, nie należy się jej bać...wiem to...
    • trzcina Zysk i strata 21.11.02, 23:28
      Najprościej rzecz biorąc,rodząc się, "zyskujemy" życie, "tracimy" je umierając.
      Zmęczeni nim albo nie, w pełni sił witalnych czy z nich mocno ogołoceni.

      A jednak czuję, że żyjąc, nabywam życia, tego, co dla mnie życie
      stanowi, "stracę" je pełna go po sam pęp. I nijak nie wiąże się to dla mnie z
      apetytem nań, spełnieniem, energią, ich obecnoscią czy brakiem. Nawet zmęczenie
      życiem to w dalszym ciągu zysk, nie strata.

      Jak, poza jednym fizycznym aktem utraty życia, mozna je żyjąc - tracić?
    • Gość: M&M Re: Żyjąc... IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 22.11.02, 10:39
      A mnie ostatnio porazila mysl, tak nagle, szykujac sie rano do wyjscia, ze
      przyjdzie mi kiedys w koncu zejsc z tego pieknego swiata i panicznie zaczelam
      sie tego bac. Takie to bylo jakies bliskie... A tyle jeszcze chcialabym
      przezyc, doswiadczyc, i tych milych i nawet tych mniej fajnych rzeczy !!!
      I ciagle to za mna lazi, nie moge sie od tego uwolnic... I nie wiem dlaczego w
      zasadzie, zawsze bylam pelna optymizmu, staram sie cieszyc drobiazgami, przez
      lzy sie usmiechac i brac z zycia to, co sie uda najlepszego... Dziwne... i
      brrrr.. jakies takie malo przyjemne...!
      Moze to brak slonca ? takie dolujace stany uwalnia...
      • Gość: dodo Re: Żyjąc... IP: *.sympatico.ca 23.11.02, 04:10
        pamietacie puchatka?
        "im bardziej puchatek zagladal do srodka, tym bardziej
        tam krolika nie bylo"
        i jeszcze pioseneczka z przedszkola o baloniku "... balon
        rosnie, ze az strach - przebral miare..."
        tako i z nami - zagladamy do kroliczych jam, nadmuchujemy
        sie czym sie da jak rosnace baloniki zeby i tak przekonac
        sie, ze nora pusta a ostatni dzwiek to "trach".
        tyle, ze to takie fajne zagladac i nadmuchiwac sie i
        robic tyle jeszcze innych rzeczy po drodze. jakikolwiek i
        jakkolwiek szybko nie mialby nastapic koniec owej drogi...
        :-)
        (usmieszek leciutko zadumany)
        • trzcina Re: Żyjąc... 24.11.02, 15:40
          Gość portalu: dodo napisała:

          > tyle, ze to takie fajne zagladac i nadmuchiwac sie i
          > robic tyle jeszcze innych rzeczy po drodze. jakikolwiek i
          > jakkolwiek szybko nie mialby nastapic koniec owej drogi...
          > :-)

          Tak, tak, Puchatek jest dobry na wszystko:)

          Nadmuchiwanie i pękanie, do norki zaglądanie, się spodziewanie
          nie_wiadomo_czego i radość z miodku, i rozczarowanie norką pustą.
          Syćko zycie;)
          Może jest tak - im bardziej się chce życia nachapać, tym boleśniejsza ciągła
          świadomość jego tracenia? Im więcej zgody na jego "tracenie", tym radośniejsze
          jego trwanie i przybywanie?

          t.))
          • Gość: dodo Re: Żyjąc... IP: 64.231.36.* 24.11.02, 21:35
            no to jeszcze koncoweczka ballady kaczmarskiego o janie kochanowskim:
            "... im mniej cie codzien miodzie
            tym mi smakujesz slodziej -
            i sloncem, i ksiezycem,
            rozkosza nienasycen,
            szczodroscia moich dni -
            dziekuje ci!"
            • trzcina O miodach i cytatach 24.11.02, 22:08
              Nie znałam:(
              Jak to jest, niby mi życia przybywa, a spreżystości myślenia ubywa?
              Nigdy nie mam żadnego cytatu z błyskiem na podorędziu.
              A tu - ten coraz słodszy miód, ech...
              Czy kiedyś (tfu) przestanie smakować?

              t.))

              • Gość: dodo juz tylko o cytatach IP: 209.226.65.* 25.11.02, 18:37
                zapamietywanie roznych fragmentow wierszy i piosenek to moja walka z utrata
                pamieci. to rowniez nawyk, ktory mi pozostal z czasow, gdy malo bylo polakow
                wokol nas, nie mielismy tv a radio dzialalo roznie. wtedy to zabawialismy sie
                wzajemnie recytowaniem sobie lub spiewaniem czego, sie tylko dalo. i tak juz
                zostalo - teraz, gdy jezdze sama samochodem, slucham roznych piosenek,
                zapamietuje wrecz machinalnie - a nuz sie przydadza na dlugi zimowy wieczor bez
                pradu ;-)
                lubie tez sie czasem nauczyc jakiegos wiersza na pamiec, co moje dzieci zgodnie
                okreslaja jako "crazy" zachowanie ale pocieszam sie tym, ze nie ma ludzi
                normalnych...
            • sheana Re: Żyjąc... 25.11.02, 19:11
              Gość portalu: dodo napisał:

              > no to jeszcze koncoweczka ballady kaczmarskiego o janie kochanowskim:
              > "... im mniej cie codzien miodzie
              > tym mi smakujesz slodziej -
              > i sloncem, i ksiezycem,
              > rozkosza nienasycen,
              > szczodroscia moich dni -
              > dziekuje ci!"


              Taki miut w wykonaniu dodo , to miut na moje serce i to co Tygryski
              lubią najbardziej! Dziękuję , dodo , Ci.
              sheana
    • Gość: Imagine Re: Żyjąc... IP: *.unl.edu 25.11.02, 19:39
      trzcina napisała:

      >
      > "Żyjąc tracimy życie"- tytuł książki prof.M.Janion i stwierdzenie pod którym
      > podpisuje się jej autorka. W przeczytanym dziś w poczekalni (wiadomej;)
      > fragmencie wywiadu przywołuje ona również podejście do życia odmienne -
      > "żyjąc zyskujemy życie". Sama jestem skłonna podpisać się pod tym drugim.
      > Mimo kurczącego sie czasu, końca nie wiadomo za którym zakrętem, malejących
      > możliwości fizycznych, czuję, że życia we mnie więcej.
      >
      > Jak Wy myślicie?
      >
      > Nie pytam o wiarę, nadzieje i spodziewania, domysły i oczekiwania związane z
      > tym, co za krawędzią. Myślę raczej o odczuwaniu tu i teraz.
      > CZy w życiu przybywa Wam życia, czy ubywa?
      >
      > pozdrawiam
      > t.))
      Przybywa zycia tak jak widokow wedrowcom, ktorzy w koncu wdrapali sie na
      szczyt. Idac dalej Twoja mysla, najwiecej zycia bedziemy mieli w momencie
      smierci. Zyjemy w zasadzie dla tej jednej chwili, chwili pelnej zycia. Ktos
      powiedzial kiedys, ze pelni zycia doswiadcza ten, kto przezywa moment np.
      wypadku samochodowego. Wtedy jestesmy absolutnie zintegrowani, mozna powiedziac,
      ze nasza swiadomosc jest jedna, skoncentrowana wiazka zycia. Teraz zyjemy
      w mniejszym lub wiekszym rozproszeniu. Z uplywem lat ubywa nam WYOBRAZEN a
      przybywa WRAZEN, stad to poczucie sytosci. Zauwazyliscie, ze ci, stojacy nad
      grobowa deska sa niejednokrotnie weselsi od tych "pelnych zycia" mlodych ludzi.
      Doszedlem do przekonania, ze zycie zaczyna sie jak umieramy. To najczarniejszy
      paradoks, ale jakze przekonujacy.
      Pozdr, Imagine.
      • trzcina Re: Żyjąc... 25.11.02, 23:10
        Gość portalu: Imagine napisał:

        >Teraz zyjemy
        > w mniejszym lub wiekszym rozproszeniu. Z uplywem lat ubywa nam WYOBRAZEN a
        > przybywa WRAZEN, stad to poczucie sytosci.

        Wyobrażenia są częścią życia, raczej ich nie ubywa, zmieniają się (czy zawsze
        na bliższe prawdy?),w miarę jak przybywa nam i wrażeń, i doświadczeń,
        jak "rozszerza sie" nam świadomość.

        > Doszedlem do przekonania, ze zycie zaczyna sie jak umieramy. To
        najczarniejszy
        > paradoks, ale jakze przekonujacy.

        Życie nie kończy sie dla mnie w momencie śmierci, przekształci sie w sposób dla
        mnie póki co niepojęty, ale też i w momencie śmierci się nie zaczyna.
        Przeczuwam ciągłość życia;), mozę dlatego nie czuję jego ubywania?
        Intryguje mnie skąd bierze się taka odmienność odczuwania - tracę-zyskuję, czy
        nie właśnie z podejścia do śmierci, jako końca, początku, przejścia.
        t.
        • talisker Re: Żyjąc... 03.12.02, 21:01
          Droga mi Trzcinko,
          ano dziwne to pytanie, bo z zyciem jest jak z czasem. Myslisz o czasie
          terazniejszym to jego juz nie ma. Myslisz o przyszylym jeszcze go nie ma...
          Tak tez jest ze smiercia - my jestesmy - jej nie ma (jeszcze), ona jest nas
          nie ma (juz). Ale to tanie pocieszenie.
          Ano ile razy chcialem zyc tak na 100 procent - nie czulem, ze zyje.
          Kiedy "tracilem zycie (i czas) dla innych - ono jakos robilo sie wieksze.
          Jestem przekonany, ze "kto chce zachowac swoje zycie, straci je". Kto jednak
          je traci dla... celow sensownych (wiekszych niz on sam = wartych tego) ten
          zyje i to jak.
          No to tyle po polskim wieczorku w Mnichowie -T.
          P.S. Jak dzis bralem do ust loscypka - czulem, ze zycia mi porzybywa)))
    • fnoll fluktuacje 04.12.02, 07:50
      życie różne ma oblicza, często zupełnie różne od siebie, jak choćby taki
      niemalże autystyczny ekstatyczny taniec w którym zatraca się poczucie własnej
      odrębności i ciała w zestawieniu z kołysaniem niemowlęcia o czwartej nad ranem
      kiedy ptaki za oknem zaczynają świergolić, a pomiędzy nimi i wokół nich jest
      jeszcze wiele innych nieprzystających do siebie stanów czy pulsowań życia

      czy da się z nich zrobić sumę? no nie wiem... ale - co by nie rzec - młodziutki
      jeszcze jestem, może mi się to zacznie kiedyś zlepiać...

      czasem życie jak woda odpływa, chowa się w piasek i pod kamienie, ale czy jest
      go wtedy mniej? owszem - z wierzchu, ale nie znaczy to, że nie drąży właśnie
      swych odwiecznych koryt, podziemnych, w mrokach, choć przypisana mu forma
      stygnie w kieracie wyblakłych dni

      stąd jak na dziś dzień życie dla mnie płynie ze zmienną intensywnością i różne
      rzeczy na wierzch wymywa - nie potrafię powiedzieć, czy jest go więcej czy go
      ubywa
      • Gość: sorella Re: fluktuacje IP: 212.106.159.* 04.12.02, 11:17
        fnoll napisał:

        > życie różne ma oblicza, często zupełnie różne od siebie, jak choćby taki
        > niemalże autystyczny ekstatyczny taniec w którym zatraca się poczucie własnej
        > odrębności i ciała w zestawieniu z kołysaniem niemowlęcia o czwartej nad
        ranem
        > kiedy ptaki za oknem zaczynają świergolić, a pomiędzy nimi i wokół nich jest
        > jeszcze wiele innych nieprzystających do siebie stanów czy pulsowań życia
        >
        > czy da się z nich zrobić sumę? no nie wiem... ale - co by nie rzec -
        młodziutki
        >
        > jeszcze jestem, może mi się to zacznie kiedyś zlepiać...

        Tak wlasnie jest. Saint-Exupery stwierdzil: „zyc to powoli się rodzic. To
        byloby troche za latwo brac sobie gotowa dusze”. Dzis, gdy jestem już „po
        zachodniej stronie zycia”, zaczynam wyjasniac sobie sama siebie, zaczynam
        pojmowac sens wlasnego wewnetrznego i zewnetrznego zycia. Zbieram okruchy lat –
        dopasowuje, ukladam, segreguje. Z drobinek ksztaltowalo się zycie. Bo mysle,
        ze wszystko, co rozbudza mysl, co pozwala z dawnego i znanego wyciagac nowe
        wnioski, cos dobudowac, dopelnic, cos jakby na nowo zrozumiec – staje się
        naszym zyskiem. Ma swoja wartosc i cene. Starzejac się, nie trace zycia -
        doswiadczam zycia w pelni, odczuwam mocniej, dostrzegam i rozumiem wiecej, z
        biegiem lat zyje intensywniej.
        Na koniec jeszcze cytat z Tomasza Manna:
        "... Czlowiek musi zostac zrujnowany. Cos jednak wielkiego i cudownego laczy
        sie z ta ruina i z wiekiem... - Zyc - i zestarzec sie potem - o to chodzi i to
        jest dopiero sztuka. Caly heroizm polega na wytrwalosci, na woli do zycia a nie
        do umierania..."
        S.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka