Dodaj do ulubionych

syndrom ofiary

22.02.06, 23:58

Często się o tym słyszy,ale czym to tak naprawdę jest? Według mnie mają
go osoby o niskiej samoocenie,z kompleksami,zahukane.Ich strach jest chyba
bardzo łatwo wyczuwany przez otoczenie.Nie umieją się bronić,więc dostają za
wszystko.Są ofiarami i chłopcami do bicia.Jak to jest,że ktoś staje się
ofiarą?Czy ma to po prostu w sobie coś tak irytującego,że przyciąga wszystkie
szyderstwa?I czy takim ludziom w ogóle udaje się kiedyś wyjśc z roli
popychadła?
Obserwuj wątek
    • isabelle7 Re: syndrom ofiary 23.02.06, 00:05
      tak dobrze ujete.

      tak nas postrzega swiat jka i my siebie.
      Nie mozna brac wine za wsyztko na sibie. ktos mnie lubi moja wina ktos nie tez
      moja wina, ktos mnie nienawidiz moja wina, ktos kocha moja wina.

      Psycholog mowiła my nie ODPOWiADMY za czyjes uczucia. ktos lubi jego sprawa
      ktos kocha jego sprawa ktos nienawidiz jego sprawa.

      A otoczenie wyczuwa nasz strach i niska samoocene. ale kazdy w zyciu miał takie
      cos. Wazne by nie trwało to długo by byc pewnym ze jstem fajny i tyle:)

      trzeba nie myslec w taki sposob:
      >Czy ma to po prostu w sobie coś tak irytującego,że przyciąga wszystkie
      > szyderstwa?

      Za relacje odpowiadasz nie tylko Ty ale i oni. Byc moze oni sanie tacy nie te
      srodowisko itd.
    • frustro Re: syndrom ofiary 23.02.06, 00:05
      w książce pt.:"Jak żyć bezpiecznie w niebezpiecznym świecie" (Bloomfielda i
      Coopera) przeczytasz jakie sylwetki są predysponowane do roli ofiary
    • solaris_38 Re: syndrom ofiary 23.02.06, 00:13
      kiedy jestes mały i jedyny swiat który masz to śwait w ktorym jesteś poychadłem
      a ty chesz być szczesliwym - akceptujesz świat
      akceptujesz siebie jako popychadło

      tylko ze .. kiedy już MOŻNA inaczej to TY nie mozesz
      • k873 Re: syndrom ofiary 23.02.06, 00:29
        Uchh...Nie rozumiem chyba.Czyli ofiara tak bardzo przyzwyczaja się do swojej
        roli,że nawet wtedy kiedy jest szansa,że może normalnie żyć i wyjść z tego
        zaklętego kręgu,nie przyjmuje tego do wiadomości,bo nie wierzy,że może być
        inaczej?Ja to tak rozumiem...
        • isabelle7 Re: syndrom ofiary 23.02.06, 00:37
          tez tak to rozumiem. Ale mysle ze naturalnym objawem jets to, ze człowiek
          ktoremu daje sie szanse zycia inaczje korzysta z teo. On wie ze mozna zyc
          inaczje.
          • solaris_38 :) 23.02.06, 01:16
            trudno rękom zmienić same siebie

            myślę że jesli CHOć JEDNA OSOBA DAłA ELEMENARNE POCZUCIE BYCIA KOCHANYM to
            dana osba może z tego wyjśc
            ale tylko dzieki pracy i pragnieniu bycia szczesliwym a nie bycia ukaranym
            (wreszcie)
        • solaris_38 Re: syndrom ofiary 23.02.06, 01:13
          orara NIE ODRÓŻNIA
          uznała za normalne prawidłowe objawy bliskośći - objawy poniżania
          aby pzretrwać - uzała ze widac TO jest miłośc to sie zdrukowało w podśwaidomosci
          to sie dziłao niemowleciu i maleńkiemu dziecku
          ono nie miało wyboru
          kiedy go ma jako dorosły człowiek nie zdaje sobie sprawy że tzreba pzrebudowac
          całe fundamnety
          tego sie bez psychologa i to dobrego nie da lub raczej bardzo bardzo trudno
          • solaris_38 to było do K nt 23.02.06, 01:14
          • k873 Re: syndrom ofiary 23.02.06, 01:33

            Czasem wyboru się nie ma i szanse się nie pojawiają>.Można się męczyć i
            starać i to wszystko na nic.Wtedy znów powraca się na te same tory i człowiek
            jeszcze bardziej kuli się w sobie.To bardzo pesymistyczna wizja,ale niestety-
            rzadko jest tak,żeby okoliczności stały się sprzyjające dla polepszenia
            samooceny.Choć według mnie tak naprawdę tylko to pozwala jakoś odbić się od
            dna.Szkoda,że rzeczywistośc rzadko sprawia prezenty.
            • renkaforever Re: syndrom ofiary 23.02.06, 06:31
              To rzeczywiscie tak pesymistyczne, ze az niebezpieczne.Moim zdaniem taka
              ofiara, czlowiek, ktory nadstawia zawsze kark do "palowania" za wszystko, bo ma
              to wyuczone, to nasz wstyd. Ile cierpienia moze wziasc na siebie zwykly
              czlowiek ? To wstyd, ze wsrod ludzi nie ma solidarnosci, polegajacej na
              wzajemnym wspieraniu sie. Nawet w rodzinach ludzie walcza ze soba o milosc,czy
              procesuja sie o pieniadze.Depcza slabszego zamiast go wesprzec. To prowadzi do
              rozpadu rodzin."Ofiarom" trzeba pomagac nawet na przekor nim.Bo wydaje sie, ze
              one nie chca pomocy, ale one po prostu nie znaja wolnosci i milosci, znaja
              tylko uzaleznienie od "kata", ktore dla nich jest miloscia i wolnoscia.Za
              produkcje wspolczesnych ofiar odpowiedzialni sa wszyscy, ktorzy milcza, kiedy
              dzieje sie krzywda dziecku, wszyscy ktorzy przechodza obojetnie obok biedy i
              ludzkiego nieszczescia,w tym nalogow, w ktorym jest dziecko, wszyscy, ktorzy
              nie reaguja na agresje matek w stosunku do dzieci, ktorzy usprawiedliwiaja
              pijanstwo ojcow i czestowanie wodka dzieci. Te "ofiary" jak dorosna, beda
              strasznym wyrzutem sumienia.Bo jak sobie wyobrazic, ze taka ofiara
              kiedys "wejdzie do naszej pieknej rodziny" np przez malzenstwo ze swoimi
              klaustrofobiami, nerwicami i psychozami, to pieklo na ziemi czeka tego biednego
              malzonka.I znowu chcialoby sie powiedziec: ludzie ludziom zgotowali ten los.
            • solaris_38 Re: syndrom ofiary 24.02.06, 16:35
              w tym sesk ze nie można sie zslazywac na OKOLICZNOŚCI
              ta siłe tzreba zbudowac w SOBIE

              ona musi pojawić sie , zostać odblokowana i ożywiona w swojen własnej
              podśwaidomosci
          • bazylia7 czy Jezus tez byl ofiara, kiedy zalecal... 23.02.06, 10:05
            nastawiac drugi policzek i oddawac suknie swoja????

            czy moze pokazal inne, "drugie dno" tego, co powszechnie uwaza sie za "bycie
            ofiara" ?

            czyli "ultimate " poczucie wewnetrznej wolnosci i bezpieczenstwa ? ktore
            odkrywa sie po zglebieniu, zasymilowaniu swojej "natury ofiary" ?
            • jasmina_tdi Re: czy Jezus tez byl ofiara, kiedy zalecal... 23.02.06, 10:13
              To chyba najkrotsza droga do tego, aby zostac ofiara na wieki wiekow amen

              azylia7 napisała:

              > nastawiac drugi policzek i oddawac suknie swoja????
              >
              >
              • bazylia7 chyba juz wiem, dlaczego... 23.02.06, 10:29
                nie bede dalej prowadzic tej dyskusji ;))))

                wspolczuje rozeznania w temacie
                • luxi Idziesz na latwizne 23.02.06, 11:55
                  Do tej pory milczalem, lecz w koncu czas z tym skonczyc.

                  Jezeli krytykujesz ( zazwyczaj slusznie) - to dawaj cos z siebie...
                  Tylko prosze bez schematow - ze kochasz wszystkich.
                  To za malo.
            • miang Re: czy Jezus tez byl ofiara, kiedy zalecal... 23.02.06, 10:40
              Jesus sam wybrał nadstawianie policzka, natomiast ofiary wyboru nie maja
              • rtz.rtz Re: czy Jezus tez byl ofiara, kiedy zalecal... 23.02.06, 10:43
                Ciekawe po co to zrobił, ja bym się na to nie pisała
            • solaris_38 Re: czy Jezus tez byl ofiara, kiedy zalecal... 24.02.06, 03:11
              w nastawianiu policzka nie chodzi o bycie ofiara
              i szukanei w tym drugiego dna ani sie umęczanie
              tylko o pryncypia

              czy lepiej być uderzonym okradzionym i znienawidzieć czy .. zachowac miłość
              • mmax20 nie wiem, czy na tym poziomie 24.02.06, 06:17
                solaris_38 napisała:

                > w nastawianiu policzka nie chodzi o bycie ofiara
                > i szukanei w tym drugiego dna ani sie umęczanie
                > tylko o pryncypia
                >
                > czy lepiej być uderzonym okradzionym i znienawidzieć czy .. zachowac miłość

                istnieje jeszcze miłość w ludzkim zrozumieniu, pojęciU, może coś się tam czuje,
                jakiś spokój, czy bliskość czegoś niewiadomego, dobrego, no nie wiem?
                ale jak to jest naprawdę?, w życiu?

                a jeżeli chodzi o uderzenie policzka, i nadstawienie drugiego, to spotkałem się
                z interpretacją, że jest to metafora odnosząca się do dwóch stron natury
                ludzkiej (yin, yang itp.) - jak dostajesz od jednej, to odwróć się i poznaj
                drugą (dostań również od drugiej), to jest wskazanie drogi i sensu życia,
                zgłębienie i zaasymilowanie całości natury ludzkiej, jak ktoś już wyżej
                wspomniał

                • solaris_38 Re: nie wiem, czy na tym poziomie 24.02.06, 16:33
                  to też ciekaw zgłębianki

                  w tym jest bardzo dużo amtriału do pozrerzania

                  ja lubię kontemplowac w tej opiwisci fakt że dostanei policzka czy odebranie
                  koszuli jest żadną strata w porównaiu z odebraniem komuś miłosci i ofiarowaniem
                  nienawiści

                  ta koszula i pilcze4k nie są nic warte tak naparwdę
                  nie powinny pzrcmic cudu drugiego człowieka

                  faja scena z nedzników to pokazuje jak okradany odsaje złodziejowi to co
                  ukradł i ZACHOWUJE MIłOśC

                  • mmax20 Re: nie wiem, czy na tym poziomie 24.02.06, 17:26

                    tak, tylko w życiu to jest jakiś automatyzm, okradany okrada następnego, bo
                    został okradziny, zamiast przerwać to błędne koło (mam na myśli płaszczyznę
                    rodzice-dzieci) i w ten sposób dochodzimy do źródeł, z jakich wypływa TRADYCJA
                    • solaris_38 :) 24.02.06, 22:21
                      samo życie jest połączeniem próby przetrwania i zarazem rozwoju
                      automatyzmy służa przetrwaniu
                      a pokonywanie automatyzmów to droga do dalszego rozwoju
                      oba poztrebne

                      kto gotowy wyjśc z zakletego kręgu ten wyjdzie
                      • mmax20 Re: :) 25.02.06, 08:38

      • kod_matrixa Re: syndrom ofiary 19.11.18, 09:12
        kiedy jestes mały i jedyny swiat który masz to śwait w ktorym jesteś poychadłem
        a ty chesz być szczesliwym - akceptujesz świat
        akceptujesz siebie jako popychadło



        To masochizm w czystej postaci. W takim przypadku należy zmienić środowisko i nie akceptować CHOREJ SPOŁECZNOŚCI!!!
    • mmax20 Re: syndrom ofiary 23.02.06, 07:34
      NIE WYKLUCZONE JEDNAK,że ofiarą przychodzi się na ten świat, żeby sobie coś
      uświadomić, coś, czego brakuje nam do pełnej osobowości, a mamuniek, tatuśka i
      inni służą tylko do "nadania" odpowiedniej formy, która pozwoli nam
      na "konsumpcję" drogich uczuć typu nienawiść, rozpacz, bezradność itd.

      ofiarą jest się do momentu uświadomienia sobie, co się NAPRAWDE ZE MNA DZIEJE,
      proces ten wymaga, ciepła, zrozumienia i dużej wolności

      zbyt często jednka rodzic nie CHCE SLYSZEC O TYM, że jego dzieciak ma problemy
      i , zaczyna taki go gnieść nie mogąc zniesć myśli o tym, że jest syn jest KIMS
      TAKIM, wwałkowując w niego coraz więcej żalu i kompleksów niższości, w dziecku
      następuje tłumienie agresji do potęgi, tak powstają ludzkie tornada, dlatego
      niejeden miły i słodki eksploduje nagle bez powodu, okazuje zaborczym
      sqrwielem, jeżeli spotka na drodze kogoś mu miłego ...
      albo zostaje bohaterem
      • jasmina_tdi Re: syndrom ofiary 23.02.06, 09:56
        Chyba każdy z nas zna jakąś "ofiarę losu". Nie wnikając w powody tego stanu
        (wiem - prawie zawsze są istotne), zastanawiałam się, co takiego jest w tych
        ludziach, że aż chce się tupnąć nogą. Oni PROWOKUJĄ. Wysyłasz przekaz (tak tak
        wiem - mniej czy bardziej ludzki) - "odejdź dla własnego dobra", a taka osoba
        kuli ogon, przewraca się na plecy, odslania brzuch i nie ma siły, zeby oderwać
        ją od betonu. Można by ją nawet zatłuc. Coś jakby zanik instynktu obronnego.
        Dorzucam do tego spowolnione ruchy, zgarbiona sylwetkę, nieumiejętność
        werbalnej komunikacji i wieczne przerazenie / rezygnację w oczach. Czy komuś z
        was udało się pomóc takiej osobie? Przyglądałam sie kiedyś kursowi komunikacji,
        gdzie zdesperowani rodzice przyprowadzili kilkunatoletnie dziewczę z prośbą
        taką, żeby idąc choć nie potykała się o własne nogi. Kilku mniej lub bardziej
        dobrych specjalistów, psycholog i NIC. Nie wiem jak skończyła się ta historia,
        ale dziewczyne zapamietam do końca życia. Nawet, kiedy stala tyłem na końcu
        korytarza, z jakiegoś powodu było wiadomo, że JEST ofiarą. Nie musze dodawać,
        że zawsze stała sama. Ludzie poddawali się dosyć szybko, jesli chodzi o
        nawiązanie z nią kontaktu.

        Pomyślałam tez, ze jeszcze gorszym przypadkiem od opisanego, że ofiara losu,
        która w nieumiejętny sposób usiłuje walczyć i staje się np przepraszająco -
        bezczelna (albo tzw "zdarta płyta" w wersji uległej). Wtedy trudno mówic o
        przypadkowej prowokacji.
        • bazylia7 Re: syndrom ofiary 23.02.06, 10:24
          jasmina_tdi napisała:

          > Chyba każdy z nas zna jakąś "ofiarę losu". Nie wnikając w powody tego stanu
          > (wiem - prawie zawsze są istotne), zastanawiałam się, co takiego jest w tych
          > ludziach, że aż chce się tupnąć nogą. Oni PROWOKUJĄ. Wysyłasz przekaz (tak
          tak
          > wiem - mniej czy bardziej ludzki) - "odejdź dla własnego dobra", a taka osoba
          > kuli ogon, przewraca się na plecy, odslania brzuch i nie ma siły, zeby
          oderwać
          > ją od betonu.


          no a otoczenie???
          czy z przyjemnoscia zamienia sie w "kata"???
          czy moze, jak w kazdym stadzie psow psrzystalo, pokazuje ofierze jej miejsce???

          toz to dopiero wysoki szczebel rozwoju pstrzegac siebie jako bycie
          przewodnikiem stada ;)))

          • rtz.rtz Re: syndrom ofiary 23.02.06, 10:25
            Jaka ty jesteś głupia, to przechodzi wszelkie pojęcie Ala:-)
            • ala-a Re: syndrom ofiary 23.02.06, 10:33
              rtz.rtz napisała:

              > Jaka ty jesteś głupia, to przechodzi wszelkie pojęcie Ala:-)

              Ty to musisz mnie lubic;-)dzien dobry sloneczko;)

              juz tak calkiem glupia nie jestem;)

              nie rob ze mnie takiej ofiary losu;)))
              jak wloski?
              • rtz.rtz Re: syndrom ofiary 23.02.06, 10:34
                Nie to, że ja Cię lubię, ja mam ukryty cel:-)
                • ala-a Re: syndrom ofiary 23.02.06, 10:36
                  rtz.rtz napisała:

                  > Nie to, że ja Cię lubię, ja mam ukryty cel:-)

                  nic z tego!
                  nie przefarbuje sie na blond;)
                  • rtz.rtz Re: syndrom ofiary 23.02.06, 10:37
                    To Ty nie jesteś naturalną blondynką? Gdzie farbujesz włosy?

                    :-)
          • jasmina_tdi Re: syndrom ofiary / bazylia 23.02.06, 11:22
            Nikt nie zmienia się w kata. No moze samo życie - pędzimy do przodu jak
            szaleńcy, coraz mniej czasu, coraz mniej zrozumienia. Kiedy tafisz na
            taką "przeszkodę" czujesz irytację. Bo znów cos Cie blokuje. Mozna
            pomyśleć "jak szybko i bezproblemowo można by załatwic to i to, gdyby tylko ten
            człowiek....". I zero zrozumienia dla drugiej strony. Bo terminy, obowiązki,
            czas, zmęczenie. No cóż, porównanie do stada psów nie nasunęło mi sie
            przypadkiem - my ludzie, równiez zyjemy w stadach, w których obowiązują różne
            zasady. I skąd myśl, że postrzegam siebie jako przywódcę? Że napisałam coś
            takiego i ogonek mi sie nie podkulił? :) Ja jestem tym gończym, jak na razie.

            bazylia7 napisała:

            > jasmina_tdi napisała:
            > >
            >
            > no a otoczenie???
            > czy z przyjemnoscia zamienia sie w "kata"???
            > czy moze, jak w kazdym stadzie psow psrzystalo, pokazuje ofierze jej
            miejsce???
            >
            > toz to dopiero wysoki szczebel rozwoju pstrzegac siebie jako bycie
            > przewodnikiem stada ;)))
            >
        • miang Re: syndrom ofiary 23.02.06, 10:43
          > wiem - mniej czy bardziej ludzki) - "odejdź dla własnego dobra", a taka osoba
          > kuli ogon, przewraca się na plecy, odslania brzuch i nie ma siły, zeby oderwać
          > ją od betonu. Można by ją nawet zatłuc. Coś jakby zanik instynktu obronnego.

          to wlasnie w tym bijacym zanikly instynkty skoro nie potrafi rozpoznac sygnalu
          poddania
          • rtz.rtz Re: syndrom ofiary 23.02.06, 10:45
            Niektorzy wymagają rekapitulacji:-)
          • jasmina_tdi Re: syndrom ofiary 23.02.06, 11:25
            Nie żartuj. Co innego mały słodki bezradny szczeniaczek (jęsli już trzymamy się
            tego psiego porównania), a co innego dorosłe i potężne psisko, na które jesteś
            np skazany w pracy, a które zachowuje się jak ów wspmniany mały pieseczek.
            Przecież nigdzie nie napisałam, że biorę trzonek od łopaty i wale na oślep. Po
            prostu czasem się irytuję.

            miang napisała:
            >
            > to wlasnie w tym bijacym zanikly instynkty skoro nie potrafi rozpoznac sygnalu
            > poddania
        • k873 Re: syndrom ofiary 23.02.06, 12:46
          jasmina_tdi napisała:
          >
          > Pomyślałam tez, ze jeszcze gorszym przypadkiem od opisanego, że ofiara losu,
          > która w nieumiejętny sposób usiłuje walczyć i staje się np przepraszająco -
          > bezczelna (albo tzw "zdarta płyta" w wersji uległej). Wtedy trudno mówic o
          > przypadkowej prowokacji.

          Myślę,że świetnie ujęłaś ten temat.Co do ostatnich kilku zdań myślę,że ofiara
          często prowokuje jednak nieświadomie.
        • renkaforever Re: syndrom ofiary 24.02.06, 23:41
          -"Chyba każdy z nas zna jakąś "ofiarę losu". Nie wnikając w powody tego stanu
          (wiem - prawie zawsze są istotne), zastanawiałam się, co takiego jest w tych
          ludziach, że aż chce się tupnąć nogą. Oni PROWOKUJĄ. Wysyłasz przekaz (tak tak
          wiem - mniej czy bardziej ludzki) - "odejdź dla własnego dobra", a taka osoba
          kuli ogon, przewraca się na plecy, odslania brzuch i nie ma siły, zeby oderwać
          ją od betonu. Można by ją nawet zatłuc. Coś jakby zanik instynktu obronnego.
          Dorzucam do tego spowolnione ruchy, zgarbiona sylwetkę, nieumiejętność
          werbalnej komunikacji i wieczne przerazenie / rezygnację w oczach. Czy komuś z
          was udało się pomóc takiej osobie? Przyglądałam sie kiedyś kursowi komunikacji,
          gdzie zdesperowani rodzice przyprowadzili kilkunatoletnie dziewczę z prośbą
          taką, żeby idąc choć nie potykała się o własne nogi. Kilku mniej lub bardziej
          dobrych specjalistów, psycholog i NIC. Nie wiem jak skończyła się ta historia,
          ale dziewczyne zapamietam do końca życia. Nawet, kiedy stala tyłem na końcu
          korytarza, z jakiegoś powodu było wiadomo, że JEST ofiarą. Nie musze dodawać,
          że zawsze stała sama. Ludzie poddawali się dosyć szybko, jesli chodzi o
          nawiązanie z nią kontaktu.

          Pomyślałam tez, ze jeszcze gorszym przypadkiem od opisanego, że ofiara losu,
          która w nieumiejętny sposób usiłuje walczyć i staje się np przepraszająco -
          bezczelna (albo tzw "zdarta płyta" w wersji uległej). Wtedy trudno mówic o
          przypadkowej prowokacji.
    • rtz.rtz Re: syndrom ofiary 23.02.06, 10:14
      :-)
    • kiela35 Re: syndrom ofiary 18.11.18, 20:26
      Kielanówka Diecezja Rzeszowska,


          Mamy problem z rozwiązaniem zagadki a mianowicie co jakiś czas przez wieś przechodzi CICHY pomruk o tym jakoby zjawa pojawiła się na nowo.

      A mianowicie co pewien okrs czasu pojawia się nowa osoba, która została zaproszona na niewinną kolację, tam w podstępny sposób została poczęstowana środakmi odurzjącymi typu skopolamina.


      Skopolamina:  jest substancją silnie toksyczną, przedawkowanie może skutkować majaczeniem, dezorientacją, halucynacjami, paraliżem i śmiercią. W połączeniu z morfiną powoduje stan półsnu oraz amnezję. W latach 50. była wykorzystywana przez CIA jako serum prawdy[potrzebny przypis].           
      (Serum prawdy:  Obecnie stosowanie serum prawdy w procesie śledczym jest zabronione, gdyż może być ono niebezpieczne dla zdrowia i życia badanego, a poza tym jest traktowane jako forma tortur.

        I w TAKIM  stanie odurzenia osoba jest wypytywana,( przesłuchiwana).

      Na okoliczność gdyby przesłuchiwany odzyskał pamięć, bo takie cuda się zdarzają, jest przygotowane PUBLICZNE WYŚMIEWANIE, 

      My mieszkańcy,  szczególnie ci którzy doznali tych tortur,  mamy pewne podejrzenia co do osoby, która typuje PARAFIANINA  na  przesłuchanie a PUBLICZNE WYŚMIEWANIE osobiście organizuje i z uśmiechem od ucha do ucha czynnie uczestniczy.



      My mieszkańcy Kielanówki zwracamy się z prośbą o pomoc w rozwiązaniu zagadki!!!
    • kod_matrixa Re: syndrom ofiary 19.11.18, 09:29
      Często jest tak, że chora jest społeczność. Niedojrzała emocjonalnie i statystycznie głupiutka, o co nietrudno.

      Przecież jeszcze do dziś ludzie wstydzą się pójść do psychiatry czy psychologa.

      Problem tkwi w arytmetyce i związanej z nią percepcją tzw. ogółu, bowiem wśród 100 osobowej grupy gdzie będzie 99 idiotów i jeden człowiek zdrowy, to ten ostatni będzie czarną owcą, a nie odwrotnie. To tych 99 idiotów będzie próbowało narzucić swoją CHORĄ, PATOLOGICZNĄ i NIEPRAWDZIWĄ narrację.

      To jest problem całej, ludzkiej populacji, w której jednostki inteligentne stanowią mniejszość.

      W odniesieniu do poruszanego tematu w tym wątku, sytuacja może (choć nie zawsze musi być) analogiczna.
      • kod_matrixa Re: syndrom ofiary 19.11.18, 09:49
        Przy czym chcę jasno podkreślić, że pisząc "idiotów" mam na myśli ludzi chorych. To jest sytuacja, w której chorzy psychicznie czy nawet umysłowo, będąc w zdecydowanej większości prześladowali ludzi zdrowych podczas eksperymentów w USA w jednym z tamtejszych szpitali psychiatrycznych.

        Niestety analogiczny mechanizm występuje wśród ludzi zdrowych, którzy stanowiąc arytmetyczną większość, będąc intelektualnie mniej rozwiniętymi, będą mieli większe skłonności do przeciwstawiania się bardziej rozwiniętym jednostkom, pozostającym w mniejszości niż do brania z nich przykładu czy nawet ich akceptacji.

        To jest zapewne jeden z mechanizmów obronnych przed zaniżeniem własnej samooceny. Niestety jako że psychologia to też społeczność podlegająca tym samym procesom, mamy do czynienia z syndromem węża zjadającego własny ogon (taka klasyczna kwadratura koła). To z kolei powoduje brak postawienia właściwej diagnozy sytuacji i w konsekwencji aberracyjne wnioski "naukowe", prowadzące do błędnych konkluzji jakoby wszelkiego rodzaju pożądane normy, wyznaczały arytmetyczne większości w danej populacji.
        • kod_matrixa Re: syndrom ofiary 19.11.18, 09:56
          Nawet nie trzeba tu niczego udowadniać. Krzywa Gaussa dla IQ człowieka jest aż nazbyt DOBITNYM tego dowodem.

          Jednak podobnych prawidłowości w całym spektrum populacji można by znależć znacznie więcej.
    • jestjakieswolne Re: syndrom ofiary 20.11.18, 00:57
      Nic nie rozumiesz. Syndrom ofiary moze sie obkawiac u osob z pozoru i z wierzchu wysoką samooceną a nawet i usposobieniem narcystycznym. Zalezy jaki ma stopień samozaklamania-taki poziom skomplikowania. Syndrom ofiary opiera się głównie na przecenianiu swoich mozliwości,wpływu na zdarzenia i osoby,moze sie objawiac rowniez w przesadach- kij ma w konce: jezeli cos wychodzi-to moja zasluga,nie wychodzi moja. Ale to nie calosc syndromu ofiary. Jednak ciężar odpowiedzialności tych nadinterpretacji jest zbyt duży i psychika stara się nas chronic przed załamaniem nerwowym i samobojstwem czy depresją spychając pewne rzeczy do obszaru niepamięci-jakby ukrywając przed samym sobą. Pełny obraz syndromu ofiary to OBWINIANIE OTOCZENIA ZA SWOJE BŁĘDY I WCHODZENIE W ROLĘ OFIARY nawet jezeli nic się nie wydarzyło szczególnego osoba ta zrobi mega tragedię z wszystkiego. Nie siebie własnie,bo to przynosi zbyt duże cierpienie,więc aby się od niego uwolnić osoba ta czuje się ciągle skrzywdzona i oburzona wynajdując wśród otoczenia coraz to nowych katów i obwiniając ich o mnóstwo rzeczy, czaami powiazania mogą nie tworzyć logicznego ciągu i dla wprawnego rozmowcy łatwe do wychqycenia, poczynajac od zdan typu: nie zamknąłes okna wczoraj i nasz synek się przeziębił a ja dziś muszę chodzić po aptekach szukać lekarstwa i syropu na zamowienie a jestem zmęczona i mam dość-ofiara informuje o ogromnym poswięceniu,wpedza w poczucie winy i znajduje winnego zamiast rozwiazanie sytuacji lub kompromis lub zamiast zwyczajnie powiedziec o swoich potrzebach bez oskarzania: jestem zmeczona,poszedlbys lub zadzwonił do pozostałych dwóch aptek,bo obeszłam dziś juz wszystkie? To czysta manipulacja,na tym przykladzie mozna zauwazyc uderzenie we wrazliwy punkt i posluzenie się osobą trzecią aby wzbudzic poczucie winy jako motor do działania. Nie jest prawdą,ze dziecko przeziebia sie od otwarcia okna-kazdy ma swoją odporność i takze ma kontakt codziennie z wirusami,bakteriami i roznymi czynnikami klimatyczno-srodowiskowymi,jest ich tak wiele,ze nie sposób wyłapać króre i kiedy zadziałają na obnizenie odporności,najwiekszymi,które mozemy kontrolować jest stres: kłótnia rodziców albo napięte stosunki lub nieprzyjemna wychowawczyni czy uczennica w szkole; dieta-rzeczy przetwożone i sztuczne z przewagą konserwantow bez warzyw i owoców; brak słonca i ruchu na powietrzu; brak relaksu i aktywnosci odstresowujacej- i nie mam na mysli telewizora czy komputera; zbyt wiele chemii donowej-uzywanej do czyszczenia i wdychanej oraz do prania (glównie fosforany) wchlaniane przez skorę; promieniowanie elektromagnetyczne z urzadzeń (nieuzywane eylącz i soedzaj mniej czasu przed ekranem i na romowach przez telefon),du?e miejskie anteny i słupy; zanieczyszczenie środowiska; przyjmowane leki; czynnik psychiczny somatyczny (wmawianis komus ze bez czapki na pewno się przeziębi) ; dopiero gdzieś na koncu ekstremalny chłód i ciepło.
      Wracając do syndromu ofiary: to twoja wina,ze mi się nie udało; to przez ciebie,gdyby nie ty, to moja wina,ze ktoś umarł,bo przez ciebie nie miałam czasu; przez ciebie zrobiłam to źle-oczywiscie w roznych zamaskowanych formach. Cierpi na to wiele osób w naszym kraju i nawet tego nie wie,uwaza,ze wszystko z nimi ok a oni byliby innymi ludźmi z innym zyciem gdyby nie rodzice,rząd,szkoła,miasto,wieś,partner,dzieci itd. Co juz nie tak do śmiechu? ;)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka