Dodaj do ulubionych

Kocham Cię

21.03.06, 15:21
Jak najpiękniej to wyrazić???
Obserwuj wątek
    • gocha033 Re: Kocham Cię 21.03.06, 15:33
      blueska3 napisała:
      Jak najpiękniej to wyrazić???

      Piekniej juz nie mozna.
      Zreszta, daj spbie spokoj z wyrazami.
      Licza sie czyny, a nie wyrazy.
    • gadula Re: Kocham Cię 21.03.06, 17:28
      widze Beatko, ze przywiazujesz b. duza wage do slow. to cecha introwertykow,
      ktorzy zyja swoja wyobraznia. czasami nawet sa jej niewolnikami :-))))
      ja ciebie tez kocham :-)))) czemu nie :-)))
      • blueska3 Re: Kocham Cię 21.03.06, 19:10
        Długo masz już styczność z psychologią? Dobrze mówisz, bo tak właśnie jest. Co
        prawda jest mi bliżej środka niż skrajności, ale introwersja to już jest :-) Miło..
      • ksiezycowa.roza Re: Kocham Cię 23.03.06, 11:27
        A jak sie juz jest niewolnikiem swojej wyobrazni, to co z tym zrobic? jak sie
        zyje marzeniami i nikt do tego pieknego obrazka nie pasuje. Jeden, bo mial
        rodzine nie taka jak trzeba, drugi, bo zbyt malo odpowiedzialnie podchodzil do
        naszego zwiazku. Moze lepiej zostac samemu?
        • nikosik Re: Kocham Cię 26.03.06, 13:21
          introwertyk? to osoba uduchowina. patryz serce, widiz ducha nie materie. gorsze
          sa kobiety co sa niewolnikami diamentow. lataja za tymi co maja kase. i tylko
          takich werbuja. to dobiero szok. zauwazmy ze pisarz tez jets introwertkiem musi
          pokazac na switlo dzienne to co ma w sobie. zobaczmy ile w tym piekna ale i
          prawdy:)
    • hubkulik Re: Kocham Cię 21.03.06, 17:39
      Nas nie pytaj.
      Tylko Twoje serce Ci odpowie.
    • nattasza Re: Kocham Cię 22.03.06, 18:55
      Udowodnij mi to , ale nigdy mi o tym nie mow:)
      • m.summer Re: Kocham Cię 23.03.06, 10:20
        nie moge, zlamalem noge
    • goral27 Re: Kocham Cię 23.03.06, 10:37
      Musisz kupic jej/mu cos drogiego. :)
      • m.summer Re: Kocham Cię 23.03.06, 10:40
        Nie chrzan, jak nie wiesz, o czym mowa
    • euklipides Z pamiętnika humanisty: 24.03.06, 00:09
      Oto tekst wyszukany w archiwum FP :



      "... Gdy zobaczyłem ją po raz pierwszy, miała na sobie białą koszulkę
      na ramiaczka, czerwone spodenki i skarpety w biało czarne pasy, do samych
      kolan. Przeszła obok mnie i wydało mi się, że musnęła lekko moją dłoń swoją. Aż
      mnie ciarki przeszły po plecach. – Musi być ze trzy lata ode mnie starsza –
      myślałem – ciekawe, jak ma na imię i kto to jest?
      Potem, gdy tylko się pojawiła, nie mogłem od niej oderwać wzroku, wręcz ją
      śledziłem. Patrzyłem jak tańczy, jak porusza głową i odgarnia na bok czarne
      włosy, a nawet na to w jaki sposób trzyma papierosa. Ja, skulony w kącie sali,
      pod ogromnym głośnikiem z którego płynęły dźwięki największych przebojów,
      wyobrażałem sobie siebie, razem z nią. I nawet teraz trudno mi powiedzieć
      jakie to były wyobrażenia. Chodziło mi tylko o to, aby być przy niej, aby dla
      niej zaistnieć, bo jak do tej pory, zdawało mi się, ze ona nie dostrzega
      takiego człowieka jak ja. Nie wie nawet, że istnieje, a co dopiero, że jestem
      nią oczarowany, zauroczony, zafascynowany, zakochany i nie wiem już jaki
      jeszcze. Aha, wiem już – onieśmielony.
      Trwało to jakiś czas, cieszyłem się jej widokiem, ale zaczęło mi to nie
      wystarczać. Chciałem jakoś się do niej zbliżyć i oznajmić jej, ze oto ja jestem
      tym którego szuka, czarodziejem, magiem, cudotwórcą. Nie mogłem jednak za
      cholerę zdobyć się na ten pierwszy krok, ale któż nie zna wahań młodego serca,
      które nie kochało jeszcze nigdy. Oczywiście nie chodziłem na tańce sam, tylko z
      kompanami, którzy nic zresztą nie wiedzieli o mojej słodkiej tajemnicy. Jakby
      się tylko połapali o co chodzi, to zaraz zaczęliby mi docinać i śmiać się ze
      mnie.
      - No idź do niej, zatańcz z nią. Jak nie pójdziesz to nigdy się niczego nie
      dowiesz – tak by mówili i mieliby zapewne rację, a ja siedziałbym na swoim
      miejscu i odpowiadał. – Zaraz... później... jutro... dzisiaj w ogóle do dupy
      grają.
      Przedstawiali siebie jako wielkich znawców kobiet i przechwalali się ciągle,
      kto z kim, ile razy i gdzie.
      Z tego wszystkiego musiałem nauczyć się palić, aby wychodzić z sali i nie
      tracić jej z oczu. Przypominam sobie mój pierwszy papieros, jego markę i smak.
      Nic bardziej ohydnego, kłujący dym wdzierał się w gardło, a ja starałem się nie
      pokazywać, ze mi nie smakuje. Oczy o mało mi nie pękły i resztkami sił
      powstrzymywałem się od tego, aby się od tej wstrętnej trucizny nie udusić.
      Jeszcze nie skończyłem go wypalić do końca a już wiedziałem, że musze iść do
      domu. Czułem się tak, jakbym zaraz miał eksplodować, jakby ktoś ogłuszył mnie
      drewnianą pałką, a do środka wpuścił miniaturowy walec, który miażdży moje
      wnętrzności. Gdy tylko wydostałem się na zewnątrz musiałem pocałować ziemię.
      Żałuję teraz bardzo tego „radomskiego”, bo ciężko jest zerwać z nałogiem.
      Próbowałem już chyba, ze sto razy i sto razy mi się nie udało. Najlepszy wynik
      jaki osiągnąłem to miesiąc bez palenia. Chodzi jednak o te cholerne
      przyzwyczajenia; po otwarciu oczu – papieros, po porannej kawie – papieros, po
      śniadaniu – papieros, przed wyjściem z domu – papieros, w szkole czy w pracy –
      papieros, po przyjściu do domu – papieros, po obiedzie – papieros, przy piwie –
      papieros, podczas oglądania – papieros, przed i po kolacji – papieros. Nawet
      wtedy, gdy człowiek wymyje sobie zęby, pali, a przecież nie po to się to robi,
      albo gdy chce coś zrobić dla zdrowia np. pobiegać, zaraz potem wyciąga
      papierosa.
      Nadszedł w końcu taki moment, że zdobyłem się na to, aby do niej podejść.
      Oczywiście, wcześniej musiałem sobie dodać trochę animuszu i wypiłem butelkę
      wina. Więc zobaczyłem ją jak siedzi na korytarzu i z kimś rozmawia, podniosłem
      się ze swojego miejsca i pewny swego, podążyłem w jej kierunku. Idę i idę i nie
      mogę dojść, nogi uginają się pode mną, a przecież jestem pewny swego. Jeszcze
      nie wie o tym, że podchodzę właśnie do niej. – Może skręcić w bok, w ostatniej
      chwili – myślę – przecież w sumie, to nikt nie wie jakie mam zamiary, nawet
      kompani, którzy właśnie obgadują plan kolejnej imprezy. Ale nie, idę. Już
      jestem blisko, już dzieje się coś dziwnego z moim sercem, sprawdzam nawet, czy
      nie widać przez koszulkę tego dudnienia.
      - Zatańczysz? – pytam, ale ona sprawia wrażenie jakby nie słyszała i dopiero
      wtedy, gdy stoję tak nad nią chwilę, wydaje jej się to pewnie trochę dziwne,
      podnosi więc głowę i wbija we mnie swoje czarne jak węgiel; nie.. jak węgiel
      już było, czarne jak noc – to też już było, czarne jak skrzydła kruka oczy.
      - Zatańczysz? – ponawiam zaproszenie.
      - Teraz? – pyta.
      Teraz? Co za dziwne pytanie, przecież dla mnie jest to sprawa życia i śmierci.
      Jeżeli nie teraz to nigdy. Jezus, nie przygotowałem się na to. Tyle scenariuszy
      wymyślałem w nocy, przed zaśnięciem, tyle dialogów, monologów, tyle pytań i
      odpowiedzi, ale na „teraz?” nie byłem zupełnie przygotowany. Co będzie jak
      powiem, że „teraz” a ona powie „nie”, albo powiem nie „teraz” a ona spyta „to
      kiedy?”. Śmieje się ze mnie, ma mnie za nic, zadaje sobie pewnie pytanie, jak
      taki ktoś jak ja mógł w ogóle ją pytać o taniec.
      - Tak... teraz – już nawet nie zwracałem uwagi na to co grają.
      - Teraz, nie. Za chwilę.
      Odchodzę i wracam na miejsce, a w moim umyśle rozbrzmiewają niczym trąby, myśli
      wszystkich którzy to widzieli. – Odmówiła mu, odmówiła mu.
      - Co to było?
      - Co?
      - No... z tą laską?
      - Z którą?
      - No z tą... pytałeś się jej o coś?
      - Ja? Nie... to ona się pytała o godzinę.
      - No i co? Powiedziałeś jej?
      - Tak.
      - Przecież ty nie masz zegarka.
      - Co? A... nie mam... ale wiem która jest godzina.
      Dajcie mi już spokój, muszę to przeanalizować, zdać sobie sprawę co tak
      naprawdę zaszło. Spaliłem się, wyszedłem przed nią na idiotę. Idę do domu, po
      co się tu zjawiłem właściwie? Nie lepiej było siedzieć na dupie i patrzeć tempo
      w ekran telewizora? Wstyd.
      Mówię im, że mam zamiar iść do domu, ale oni chcą żebym jeszcze został,
      przecież to dopiero środek zabawy, przecież mamy jeszcze dograć sprawy
      przyszłotygodniowej imprezki, a beze mnie ona się nie odbędzie. Jakim cudem?
      Przecież to ja mam klucze do mieszkania siostry. Wychodzę na zewnątrz, złapać
      świeżego powietrza, opieram się o drzwi i tak sobie stoję patrząc w niebo. Noc
      jest dzisiaj naprawdę piękna, tylu gwiazd w życiu nie widziałem.
      - No i co?
      - Kto to? – myślę, odwracam się. Boże, to ona.
      - Zatańczymy? – pyta, a ja mam ochotę opowiedzieć pytaniem, w ten sam
      sposób.
      - Teraz?
      - Tak, teraz – nigdy nie opowiedziałbym, że „za chwilę”.
      - Tak.
      - Ładne masz zęby – mówi do mnie...."

      Finał dopiszcie sobie sami.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka