Gość: falka
IP: *.lodz.dialog.net.pl
16.10.01, 16:02
Jestem w trakcie rozwodu.Moje małżeństwo to koszmar(były)ale na własne życzenie
i nie chcę już do tego wracać.Bałam się rozwodu,próbowałam wiele razy,ale
zawsze zabrakłó mi odwagi i godziłam się zostać z mężem -dla
dzieci,jego,siebie.Aż zjawił się On.Znaliśmy się długo ale nasze drogi rozeszły
sięnaście lat temu,ja pamiętałam o Nim zawsze,On,o mnie też,no ale takie jest
życie.Nie podjęliśmy w odpowiedniej chwili decyzji.Dwa lata temu zjawił się w
moim życiu znów.I jestem z nim,a jednocześnie nie jestem.Dał mi nadzieję,siłe i
odeszłam od męża,nie żałuję,na prawdę.Ale On,no właśnie.Ma żonę(straszną zołzę)
i dziecko które bardzo kocha.Ja mam dwoje.On nie chce ranić dziecka i odejść od
nich.Ja nie mam już sił być TYLKO kochanką,bo nie tak miało być.Jestem zmęczona
terrorem jego żony(wie o wszystkim)samotną walką o jutro,o byt mojej
rodziny.Kocham Go i wierzę że On kocha bo po tym co razem przeszliśmy,każdy
facet tylko zainteresowany ciałem zwiałby w podskokach nie oglądając się za
siebie.Ale brak mi już cierpliwości i łez.Nie stawiam warunków albo ja albo ona
bo chcę by sam podjął decyzję,a boję się że to nie nastąpi tak szybko.Czy mam
liczyć na cud?Czy czekać?Na co?