Dodaj do ulubionych

Jak się rozstać by nie bolało?

IP: *.lodz.dialog.net.pl 16.10.01, 16:02
Jestem w trakcie rozwodu.Moje małżeństwo to koszmar(były)ale na własne życzenie
i nie chcę już do tego wracać.Bałam się rozwodu,próbowałam wiele razy,ale
zawsze zabrakłó mi odwagi i godziłam się zostać z mężem -dla
dzieci,jego,siebie.Aż zjawił się On.Znaliśmy się długo ale nasze drogi rozeszły
sięnaście lat temu,ja pamiętałam o Nim zawsze,On,o mnie też,no ale takie jest
życie.Nie podjęliśmy w odpowiedniej chwili decyzji.Dwa lata temu zjawił się w
moim życiu znów.I jestem z nim,a jednocześnie nie jestem.Dał mi nadzieję,siłe i
odeszłam od męża,nie żałuję,na prawdę.Ale On,no właśnie.Ma żonę(straszną zołzę)
i dziecko które bardzo kocha.Ja mam dwoje.On nie chce ranić dziecka i odejść od
nich.Ja nie mam już sił być TYLKO kochanką,bo nie tak miało być.Jestem zmęczona
terrorem jego żony(wie o wszystkim)samotną walką o jutro,o byt mojej
rodziny.Kocham Go i wierzę że On kocha bo po tym co razem przeszliśmy,każdy
facet tylko zainteresowany ciałem zwiałby w podskokach nie oglądając się za
siebie.Ale brak mi już cierpliwości i łez.Nie stawiam warunków albo ja albo ona
bo chcę by sam podjął decyzję,a boję się że to nie nastąpi tak szybko.Czy mam
liczyć na cud?Czy czekać?Na co?
Obserwuj wątek
    • Gość: ona Re: Jak się rozstać by nie bolało? IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 16.10.01, 17:31
      wiesz co falka, jakos nie mam dla ciebie wspolczucia.
      to, ze to byl Ten Jedyny, nie daje wam usprawiedliwienia dla tego, ze
      zniszczyliscie dwie rodziny. teraz zbieracie tego owoce.
      nie wierze, ze:
      > Ma żonę(straszną zołzę)

      a skad TY to wiesz, ze ona jest zolza???? i kto ci dal prawo oceniania jej???

      > i dziecko które bardzo kocha.

      no wlasnie. dzieci zawsze cierpia za glupote doroslych, chociaz kompletnie na to
      nie zasluguja, a dorosli, a my poslugujemy sie nimi jak marionetkami.

      > Ja mam dwoje.On nie chce ranić dziecka i odejść

      sek w tym, ze juz je zraniliscie, i zasialiscie w nich ziarenko, z ktorego
      wyrosna kolejni TACY dorosli jak wy.

      > Jestem zmęczona terrorem jego żony(wie o wszystkim)...

      wiesz co, wydaje mi sie, ze jestes baaaaardzo bezczelna.

      > Kocham Go i wierzę że On kocha bo po tym co razem przeszliśmy

      to raczej nie jest milosc. milosc, to wzajemny szacunek i zaufanie, troska o
      dobro drugiego czlowieka. wam jej brakuje. i brakuje wam podstawy - budujecie na
      ruinach.


      > Czy mam liczyć na cud?Czy czekać?Na co?

      Raczej stuknac sie czyms ciezkim w glowe i odpuscic, przede wszystkim sobie.
      Lekko nie bedzie, ale za to choc troche uczciwie.

      • Gość: kwieto Re: Jak się rozstać by nie bolało? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 16.10.01, 19:21
        Uklony, uklony...

        Choc prawde mowiac nie zgadzam sie z koncowka. Nie uwazasz, ze lepiej byloby
        sie po prostu zastrzelic? Zeby nie meczyc dalej swoich dzieci, jego dzieci,
        swojego meza, jego zony... i nastepnych "tych jedynych"?

        Wiedzialy galy co braly - obecny maz sie znudzil, mozemy wziac nastepnego.
        Nie wieze, ze sie zmienil w trakcie malzenstwa tak drastycznie, ze jest nie do
        zniesienia - wiec od poczatku bylo wiadomo, ze on jest taki jaki jest. Moze sie
        trzeba bylo nie zenic?
    • Gość: falka Re: Jak się rozstać by nie bolało? IP: *.lodz.dialog.net.pl 17.10.01, 09:56
      To nie tak,zadałam to pytanie bo chcę się rozstać z Nim.A to co przeżyłam w
      małzeństwie,to moje.masz rację Kwieto-widziały gały co brały,a może chciały
      widzieć coś innego?Walczyłam o nasze szcęście przez 16 lat i uważam że zrobiłam
      co mogłam.Ale dla swojego i dzieci(tak,tak-dzieci!)dobra musiałam
      odejść.Problem polega na tym jak rozstać się z obecnym,bo wiem że ranię jego
      rodzinę,ale........no właśnie.Nie potrafię.Nie chcę.Nie umiem.Zastrzelić się
      nie mogę,bo nie mam czym,a kto by dbał o dzieci?Sama nie pociągnę długo tego
      wózka.On jest moją podporą.Ale wiem że jego rodziny też.Nie jestem tak
      bezduszną by nie widzieć tego.I dlatego to pytanie.
      • Gość: planeta Re: Jak się rozstać by nie bolało? IP: *.jeleniag.cvx.ppp.tpnet.pl 17.10.01, 10:16
        Cześć!

        Jedno jest pewne:Nie zbudujesz szczęścia na nieszczęściu innych!
        Współczuję Ci i rozumiem ,co przeżywasz,ale nie masz prawa oceniać innych
        /np.Jego żony/.Uważam,że powinnaś dokonywać w życiu takich wyborów,aby swoim
        postępowaniem niekrzywdzić ludzi.
        Czasem bywa,że bardzo cierpimy,ale to w końcu mija i znów "świeci słońce
        ale przyjemnie jest pomyśleć,że nie mamy sobie nic do zarzucenia.

        Życzę Ci,abyś była szcześliwa.


      • Gość: kwieto Re: Jak się rozstać by nie bolało? IP: *.ipartners.pl 17.10.01, 22:40
        Wiesz, ja z uporem maniaka forsuje w zyciu zasade, zeby starac sie byc podpora dla samego
        siebie, a nie szukac jej w kims innym. Najwiekszy problem z nieszczesliwymi milosciami
        (przynajmniej moimi) jest taki, ze chcesz aby ta druga osoba pociagnela wozek na ktorym Ty
        siedzisz. Zeby stala sie podpora, nadala sens Twemu zyciu. Okej, to jest fajne, jestes
        szczesliwa i tak dalej. Ale nie musi sie zdazyc sytuacja taka jak ta ktora opisujesz, wystarczy
        zeby On wpadl pod samochod i caly ten domek z kart, okreslany nie wiedziec czemu
        "miloscia" (bo milosc to to nie jest - raczej wampirzenie na drugiej osobie) sie rozsypuje.

        Jesli chcesz rady - poszukaj wsparcia w samej sobie. Ono tam jest, wystarczy dobrze
        poszukac. Pytanie czy chce Ci sie szukac?
        • Gość: alka Re: Do kwieto -Jak się rozstać by nie bolało? IP: 10.10.10.* / *.mr.com.pl 18.10.01, 13:31
          Gość portalu: kwieto napisał(a):

          > Wiesz, ja z uporem maniaka forsuje w zyciu zasade, zeby starac sie byc podpora
          > dla samego
          > siebie, a nie szukac jej w kims innym. Najwiekszy problem z nieszczesliwymi mil
          > osciami
          > (przynajmniej moimi) jest taki, ze chcesz aby ta druga osoba pociagnela wozek n
          > a ktorym Ty
          > siedzisz. Zeby stala sie podpora, nadala sens Twemu zyciu. Okej, to jest fajne,
          > jestes
          > szczesliwa i tak dalej. Ale nie musi sie zdazyc sytuacja taka jak ta ktora opis
          > ujesz, wystarczy
          > zeby On wpadl pod samochod i caly ten domek z kart, okreslany nie wiedziec czem
          > u
          > "miloscia" (bo milosc to to nie jest - raczej wampirzenie na drugiej osobie) si
          > e rozsypuje.
          >
          > Jesli chcesz rady - poszukaj wsparcia w samej sobie. Ono tam jest, wystarczy do
          > brze
          > poszukac. Pytanie czy chce Ci sie szukac?


          W innym watku dalam ci sie nabrac.Teraz widze ze twoje poglady to czysta
          demagogia.Zrozum ze czlowiek zostal stworzony do zycia w parach, lepiej czy
          gorzej dobranych ale parach i w dodatku na dobre i na zle..Nazywaj sobie to jak
          chcesz, ale nie wierze ze nigdy nie chciales aby ta druga strona dala ci wsparcie
          w smutku, chorobie,nieszczesciu, nie mow ze nigdy nie chciałes tak po prostu
          podzielic sie z nia swoja radoscia?A gdzie miejsce na partnerstwo, ja polegam na
          tobie ty polegasz na mnie , Twoje poglady bliskie sa postawie egoistycznej Chcesz
          byc na tym swiecie sam ze soba wolna droga.Robic kariere, zarabiac pieniadze,
          miec radosci i smutki tylko dla siebie, zbudowac dom , posadzic drzewo itp tylko
          dla siebie?Bez angazowania bliskich to moze racjonalne, ale jakze malo
          czlowiecze. A gdzie tu miejsce na zaufanie do drugiego czlowieka .A jezeli zdarzy
          sie wypadek i on/ona zginie - trudno, mozna uczyc sie zyc dalej lub tez umrzec.
          A jaki w takim razie masz w tym temacie stosunek do uzaleznienia dzieci od
          rodzicow, i to nie tylko tych najmniejszych, ale tez tych duzych nie zawsze
          zdolnych do samodzielnego zycia , oczekujacych wsparcia i milosci w rodzinie?
          A nasi rodzice, starzy i niedolezni, im tez kazesz polegac tylko na sobie?Zle ci
          nie zycze, ale opamietaj sie. Zgadzam sie ze funkcjonuja wsrod nas tzw. wampiry
          energetyczne , ale to calkiem inna bajka i choc "milosc niejedno ma imie" nie
          nalezy na pewno do tego gatunku.
          PS.To bardziej dotyczy watku gdzie juz bylo o" wampirzeniu" w twoim wykonaniu,
          ale jakos mi sie tu odpisalo.
          • Gość: kwieto Re: Do kwieto -Jak się rozstać by nie bolało? IP: *.*.*.* 18.10.01, 13:42
            Wiesz bycie istota samodzielna nie wyklucza istnienia par...
            Tylko ze pata powstaje dzieki wiezi ktora jest czyms innym niz uzaleznienie. A wiez mi, zycie
            w parze w ktorej jestes swiadoma, ze Twoj partner nic od ciebie nie oczekuje, i ty nie
            oczekujesz od niego jest o wiele przyjemniejsze.
            To ze nie oczekuje wsparcia wcale nie oznacza, ze tego wsparcia nie przyjme, a takze nie
            oznacza, ze takiego wsparcia nie udzielam. Ale wsparcie, ktore nie jest oczekiwane jest jak
            ladnie zapakowany prezent, a jesli zakladasz zwiazek, malzenstwo, liczac na to, ze takie
            wsparcie otrzymasz - czesto nie jest ono prezentem, a raczej wyszarpana jalumuzna. Czy
            wsparcie-jalumuzna jest jeszcze wogole wsparciem?
            • Gość: kwieto Dopisek rodzinny IP: *.*.*.* 18.10.01, 14:35
              Wiesz, ja sie staram swoich rodzicow wspierac, sluzyc im rada, pomoca w ten czy inny
              sposob. Ale oni tego ode mnie nie oczekuja, i to jest wlasnie najpiekniejsze. Ze potrzeba
              dawania plynie ze mnie, a nie jest odpowiedzia na roszczeniowa postawe "daj!". Zareczam
              Ci, ze jablko ofiarowane z wlasnej woli smakuje o wiele lepiej niz to wyszarpane za pomoca
              zadan, i stwierdzen typu: "powinienes".
              Ja jestem bardzo plochliwym zwierzakiem - jesli poczuje wokol siebie jakikolwiek przymus,
              natychmiast uciekne. Co wcale nie znaczy, ze jesli bede czul potrzebe skoczenia za kims w
              ogien, to sie przed tym cofne. Ale ten skok w ogien bedzie moja miloscia, a nie jakims
              pustym haslem: "powinienes w imie milosci". Milosc to nie jest zbior regul, kontrakt w
              ktorym mowisz - "Ty bedziesz mnie wspieral, a ja Ciebie". Prawdziwa milosc moze sie
              pojawic tam gdzie jest prawdziwa wolnosc. Przynajmniej ja tak uwazam. I uwazam, ze lepiej
              zyc bez pary, niz w parze w ktorej sie mecze w imie pustego zdania "czlowiek jest istota
              spoleczna".
              • Gość: Z Re: Dopisek rodzinny IP: *.radio.com.pl 18.10.01, 15:46
                Zgadzam się z Tobą Kwieto, wiem co chcesz przekazać, może sformułowania troszkę
                nie takie...
                Ale tu chyba jest właśnie zrozumienie partnerstwa. Są dwie osoby, są jakieś
                reguły, jeśli ktoś potrzebuje pomocy, druga osoba pomaga, ale nie wymagamy tego
                od niej, bo też rozumiemy jej słabości. A ztym wózkiem, wszystkie przejścia
                uczą, że szukamy kogoś kto na niego nie wsiądzie, ale kogoś kto pomoże ciągnąć,
                ale w stopniu takim, że jak odpadnie, to wózek nie stanie w miejscu.
                We dwoje jest łatwiej, ale jeśli zaczynamy tą samą nogą, a nie jak każdy ma
                swoje poglądy na kierunek jazdy.
                Tu można dodać, że prościej jest się podczepić pod czyjś wózek i potępiać, że
                Ta która idzie z przodu ma pobrudzone pięty.
                Dość przenośni. Trudno jest wszystkim, ale jak mawiał mój kumpel, nie można
                zgubić po drodze swego człowieczeństwa...
                • Gość: kwieto Re: Dopisek rodzinny IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 18.10.01, 18:26
                  Bo ja to czuje intuicyjnie, calym swoim jestestwem, ze tak powiem, i ciezko mi
                  to przekazac.
                  Uzywajac alegorii wozka - czesto widze taki obrazek, ze ten wozek po zniknieciu
                  drugiej osoby sie wykoleja, a wlasciciel wozka zamiast go naprawiac, szuka
                  nastepnego jelenia, ktory zrobi to dla niego i za niego. (albo zrobia to razem,
                  w kazdym razie samodzielnie naprawiac sie wlascicielowi nie chce)
                  No i mam wrazenie, ze typowe myslenie jest takie "Zero-Jedynkowe" - albo
                  jestesmy razem, poswiecajac sie jedno drugiemu, i WYMAGAJAC takich poswiecej od
                  tej drugiej osoby, oczekujac wsparcia; albo jestesmy podlymi egoistami, ktorzy
                  tylko korzystaja na krzywdzie innych i mysla o wlasnym szczesciu.
                  A jak tu przekazac ze mozna wyjsc poza oba te bieguny i potrafic jednoczesnie
                  radzic sobie samemu, nie oczekiwac niczego, a jednoczesnie kochac, dbac o
                  innych? I nie traktowac opiekunczosci, milosci drugiej osoby jako czegos co
                  mozna wykorzystac, a raczej jako podarunek od drugiej osoby?
                  Jak to wyslowic?
                  • Gość: planeta Re: Dopisek rodzinny IP: *.jeleniag.cvx.ppp.tpnet.pl 19.10.01, 08:03
                    Kwieto! Zgadzam się z Tobą.
                    Napisałeś bardzo "jasno" i otwarcie.

                    Do Falki!
                    Przeczytaj jeszcze raz list od Kwieto.Zrozumiesz,co On chciał wyrazić.
                    Cos o "braniu" i "dawaniu" no i o egoizmie niektórych ludzi,dla których
                    najważniejsze jest to,aby im było dobrze.
                    Czemu tak trudno Ci jest dokonać wyboru??Pomyśl ile osób skrzywdzisz/On ma żonę
                    i dziecko/.Czy będziesz szczęśliwsza będąc z Nim i wiedząc,że cierpią przez to
                    inni?


                    Pozdrawiam
                    planeta
    • gu72 do falki 18.10.01, 08:40
      A ja powiem tak. Jeśli chcesz się dowiedzieć jak jest z nim na prawdę, to
      postaw warunek. Ja miałam bardzo podobną sytuację. Jedyną różnicą było to że
      tylko ja mam dziecko, on nie. Też miałam dość bycia kochanką, udawania
      przyjaciółki do wszystkiego i słuchania, że kocha i zrobi wszystko. Postawiłam
      warunek i jestem z nim. Ona też mówiła że kosztem jej nieszczęścia buduję sobie
      swoje szczęście. NIEPRAWDA!!!To on wybrał, ja nie nalegałam, choc miałam
      świadomość że może zostać z nią, pomimo wszystkich sprzeczności w ich
      małżeństwie. Walcz, jeśli jest o co. Jeśli pozostanie z nią, uwolnisz się od
      czekania, nadziei i łez. Jeśli potrzebujesz wsparcia a nie tylko krytyki jak na
      forum, pisz do mnie, na priv.
      gusia
      • Gość: Kinia Re: do falki IP: *.gpw.com.pl 18.10.01, 11:40
        Dla mnie zasadą nr 1 jest: nie tykaj żonatego faceta. I uważam, że każda
        kobieta powinna się tego trzymać.
        • Gość: ona Re: do falki IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 18.10.01, 12:02
          AMEN!
        • Gość: anika Re: do falki IP: 217.153.44.* 18.10.01, 12:23
          Nie zawsze czarne jest czarne, białe jest białe, najłatwiej osądzać. Życie jest
          bardziej złożone niż wydaje się to osobom trzecim dającym rady na tym forum.
          Czasem są one potrzebne, właśnie dlatego że pochodzą od osób trzecich, nie
          zaangażowanych w całą sprawę, patrzących bardzo realnie. Ale nie ogarniają
          całości sprawy, dlatego nie powinny nikogo oceniać.
          Falka - zastanów się jak Ty chcesz żyć, jeśli on nie jest w stanie zdecydować,
          czy chce być z Tobą czy z żoną i dzieckiem, odpuść sobie. Nie mozna mieć
          ciastka i go zjeść, a on właśnie tak się zachowuje. A Ty będziesz czekać na coś
          co nie nastąpi, cierpieć i jak sama to trafnie określiłaś - w samotności
          walczyć o Was. Wiem że to trudne, ale czasem trzeba dostrzec beznadziejność
          sprawy i odpuścić. Porozmawiaj z nim, powiedz co czujesz, powiedz JAK CHCESZ
          żyć i JAK NIE CHCESZ żyć. Pamiętaj, liczysz się w swoim życiu i szkoda go
          poświęcać na faceta który nie potrafi zdecydować się na coś. Jeśli jest mu tak
          źle z żoną, to dlaczego nie odejdzie? Nie chce zranić jej i dziecka? Bzdura,
          tak jest mu wygodniej, bo wie że Ty i tak będziesz na niego czekać. A po co
          dodatkowe problemy, rozwód? Jest mu wygodnie i tyle. Jemu to ODPOWIADA i nie
          zmieni tego jeśli nie postawisz go pod ścianą. Niech zdecyduje. Ta konfrontacja
          może okazać się dla Ciebie bolesną przegraną (choć nigdy nic nie wiadomo), ale
          chyba lepiej tak niz żyć jakąś złudną nadzieją.
          Trzymam kciuki za Twój wybór, pozdrawiam ciepło.
        • Gość: falka Re: do falki IP: *.lodz.dialog.net.pl 18.10.01, 22:33
          Kiniu ta zasada powinna obowiązywać chyba w obie strony,nie sądzisz?
          • Gość: Kinia Re: do falki IP: *.gpw.com.pl 19.10.01, 08:43
            Oczywiście. Przzeczytaj moją odpowiedź poniżej, tam bardziej przemyślałam
            sprawę, bo to zdanie napisałam "na gorąco".
    • Gość: Kinia Re: Jak się rozstać by nie bolało? IP: *.gpw.com.pl 18.10.01, 12:24
      Droga Falko!
      Skoro deklarujesz, że chciałabyś się rozstać, to może trochę ci pomogę.

      Najpierw coś o nim:
      1. Jego żona jest zołzą, bo on chce usprawiedliwić swoją zdradę. Nie zdradzałby
      przecież dobrej żony. Zołzę łatwiej jest zdradzić.
      2. Odeszłaś od męża między innymi z jego powodu. Piszesz, że "dał ci siłę i
      nadzieję". I co z tą nadzieją? Czy odpłacił tobie tym samym? Nie! Nie odszedł od
      żony i tego nie zrobi. A z tego, co napisałaś, "nie tak miało być", czyli
      rozumiem, że obiecywał ci rozstanie z żoną.
      3. Czym to tłumaczy? Nie chce ranić dziecka? Czyżby? A może jest po prostu
      wygodny? Może mu dobrze, jak ma urozmaicenie, również łóżkowe? A rozwody są
      trudne i nieprzyjemne.

      A teraz coś dla ciebie.
      Skoro pamiętałaś o nim zawsze, a on o tobie, to po co zawarliście związki
      małżeńskie z innymi osobami? Wtedy chcieliście właśnie tego - być z kim innym,
      więc nie rób z tego związku legendy pod tytułem "jesteśmy sobie przeznaczeni".
      Pamiętaj o jednym - twój facet jest obecnie w układzie, który najbardziej mu
      odpowiada - ma dwie kobiety jednocześnie. Gdyby chciał, to już by to zmienił. Jak
      widać, nie chce. A będąc kochanką zawsze będziesz na drugim miejscu, zwłaszcza,
      że z żoną ma dziecko. Może nigdy nie ułożysz sobie życia, bo on zawsze będzie cię
      blokował obietnicami i zapewnieniami uczucia. Zastanów się, czy warto.

      Pozdrawiam serdecznie.
    • Gość: enancjo Re: Jak się rozstać by nie bolało? IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 18.10.01, 13:51
      .. padal deszczyk .. leje z rynny ... wpada do rynsztoku .. probuje sie
      oczyscic ... pozniej jest rzeka a ona wpada do oceanu w ktorym wszystko tonie
      na zawsze ...
      .. nie ma szans na Sloneczko !!!!
      .. poszukaj suchego ladu ... moze tam bedzie lepsza pogoda ..
      Enancjo
      • Gość: ona Re: Jak się rozstać by nie bolało? IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 18.10.01, 13:52
        filozujesz sobie troszku-troszeczku?...
        • Gość: enancjo Re: Jak się rozstać by nie bolało? IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 18.10.01, 14:08
          Gość portalu: ona napisał(a):

          > filozujesz sobie troszku-troszeczku?...

          ..jezeli to do mnie .. to temat jest filozoficznie ale ( sorki) meczacy....
          Pozdrawiam / Enancjo
          • Gość: ona Re: Jak się rozstać by nie bolało? IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 18.10.01, 14:38
            aha, do ciebie.
            w takim razie roumiem, ez sobie kpisz?...

            nie chcodzi mi wcale o czepianie sie, ani ocenianie. to tak z ciekawosci.
            nie wiem jak to odczytac. wiesz, jak sie czyta czyjes posty, to one ci
            jakos 'brzmia'. chce wiedziec jak ten brzmi, bo mi na razie brzeczy...

            pozdro.
            • Gość: enancjo Re: Jak się rozstać by nie bolało? IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 18.10.01, 15:02
              .. nie kpie .. tylko to taka beznadziejna byc moze prawdziwa
              smutna historia, ktora ktos "wylewa" na forum .. tylko co to da,
              .. to wylewanie .. spowodowala u mnie analogie z deszczem i wnioskiem
              ze przyczyna tej sytuacji miala miejsce znacznie wczesniej..i ze
              w tym stylu brak dla niej przyszlosci ... az do konca
              Enancjo
              • Gość: ona Re: Jak się rozstać by nie bolało? IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 19.10.01, 10:48
                dzieki, teraz mi brzmi.
                zgadzam sie.
                • Gość: enancjo Re: Jak się rozstać by nie bolało? IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 19.10.01, 15:36
                  Gość portalu: ona napisał(a):

                  > dzieki, teraz mi brzmi.
                  > zgadzam sie.

                  .. milego weekendu zycze .. bez wpadek!!
                  Enancjo
    • Gość: falka Re: Jak się rozstać by nie bolało? IP: *.lodz.dialog.net.pl 18.10.01, 22:32
      Widzę że wywołałam burzę.Ale to i tak nie tak.Kwieto,krytykujesz tylko mnie bo
      rozbijam rodzinę,nie dbam o innych,tylko o siebie,wieszam się jak pasożyt i
      czerpię soki z czyjegoś życia.To NIEPRAWDA!Nigdy nie starałam się kimś
      podpierać.Mówiąc o tym że dał mi siłe i wiarę myślałam o wierze w siebie kórą
      mąż zwalczał dość skutecznie przez wszystkie lata.Bycie z Nim dało mi WIARĘ W
      SIEBIEpotrzebną by samotnie starać się o lepsze jutro.By uwierzyć w swoje
      człowieczeństwo.Że jestem coś warta.Dla mojego byłego liczyły się (i liczą )
      tylko pieniądze .Jest bogaty.Tak bogaty,że wszyscy w naszym małym mieście
      pukali się w czoło,bo mnie za dobrze było,odbiło mi.Dopiero po jakimś czasie
      znajomi przejrzeli na oczy.Ja ,jak każda kobieta starałam się ukrywać przed
      światem to kim naprawdę jestem w tym małżeństwie.Dziwką,służącą i matką.Aż sama
      zaczełam w to wierzyć, że do niczego się nie nadaję.Nawet to że skończyłam
      studia -zawdzięczałam jemu,mężowi -władcy.Zresztą "co to za studia,każdy głupi
      by je skończył".To tylko i aż jedno z ulubionych powiedzonek mojego męża.A gdy
      zjawił się On,poczułam się znowu kobietą i człowiekiem,i bałam się tego .Trwało
      to dwa lata nim odważyłam się powiedzieć dość,a On był przy mnie.Nie liczyłam
      na cud.Ale się stał.Zakochaliśmy się w sobie.I na prawdę nie próbowałam ze swej
      strony zniszczyć niczego.To On zaczął.Sam powiedział żonie bez mojej wiedzy i
      zgody ,wszystko.I to że chce być ze mną.Nie mogę powiedzieć Mu jak radzi Gusia -
      albo ja albo ona -nie mam rozwodu(jeszcze)więc gdzie pójdzie,a ona straciła w
      lipcu pracę,więc On jest jedynym żywicielem.Nie mogę.Ale sama mam dość.Choć jak
      napisałam,czekam na cud.On jest go wart. I dzięki niemu wiem że ja też.A to
      skąd wiem że z niej "zołza" to już zupełnie inna historia.I znam ją naprawdę
      nie od niego.Nasz krąg znajomych pozostaje od lat ten sam.Gusia dzięki za
      otuchę jeśli pozwolisz odezwę się.
      • Gość: kwieto Re: Jak się rozstać by nie bolało? IP: *.ipartners.pl 18.10.01, 23:53
        Wierz mi, to nie jest zadna przyjemnosc krytykowac Cie w czambul. Twoja sytuacja jest po
        prostu prowokacja do napisania pewnych przemyslen, do ktorych kiedystam doszedlem.

        Ale mam do Ciebie pare pytan:
        Dlaczego zwiazalas sie z takim okropnym czlowiekiem (mezem)?
        Dlaczego, wiedzac ze jest nastawiony na bogactwo, co Ci nie pasuje - zostalas z nim?
        Dlaczego bylas z nim, mimo ze Cie ponizal?
        Dlaczego dopiero ten ON wyzwolil Cie spod wplywu "zlego" meza?
        Dlaczego nie potrafilas sama sie wyzwolic, skoro Cie krzywdzono??
        Jesli bylo tak zle jak opisujesz, to juz sam instynkt samozachowawczy powinien zadzialac...
        • gu72 do Kwieto 19.10.01, 08:39
          Człowieku, widać że mało wiesz o życiu!!! Jakby falka znała odpowiedzi na te
          wszystkie pytania, to nie miałaby życiowego dylematu przed jakim stoi.Jakbym ja
          przewidziała pare sytuacji w życiu - to też by ono nie było takie poplątane. A
          Ty myślisz, że jestes taki mądry, że takich błędów bys nie popełnił. I obyś sie
          nie mylił. Oby Twoje drogi w życiu były takie proste jak do tej pory.
          Oby...Gusia
          • Gość: kwieto Re: do Kwieto IP: *.*.*.* 19.10.01, 13:40
            A moze warto aby falka postawila sobie takie pytania wlasnie teraz?
            Kryzys jest najlepszym momentem na "trudne" pytania - to oczyszcza
    • mrooffka Re: Jak się rozstać by nie bolało? 19.10.01, 12:11
      Moja droga! Nie widzę Twojej sytuacji w czarnych barwach. Spójrz na to inaczej!
      Mając go na co dzień, miłość spowrzedniałaby, a Ty denerwowałabyś się tylko o
      jego kontakty z byłą żoną i dzieckiem. Jesteś w lepszej sytuacji niż jego żona,
      jesteś tą nie do końca jego, czyli tą ciekawszą i nie do końca spełnioną
      miłością. Jesteś wolna, możesz iść gdzie chcesz, robić co chcesz, a on się
      stara i boi, że kogoś poznasz. Nie musisz go obsługiwać, a dzieci nie czują, że
      są zaniedbywane, bo mamusia zajmuje się innym panem w domu. Zrozum to i doceń.
      Codzienność niszczy pewne uczucia, a tak jest fajnie. Nawet nie musisz być
      zazdrosna o tą żonę, bo on jej nie lubi, a jego dziecko nie czuje się
      skrzywdzone. To bardzo ważne. Jeśli jednak naprawdę chcesz go mieć tylko dla
      siebie, to użyj po prostu starego babskiego chwytu - wzbudź inteligentnie jego
      zazdrość... Życzę szczęścia! Małgosia
      • Gość: Z Re: Jak się rozstać by zabolało? IP: *.radio.com.pl 20.10.01, 14:30
        Jak to się dzieje, że wiara w złudzenia nie potrafi zbyt wiele przetrwać?
        Falka - na pewno kiedy wychodziłaś za swego męża wierzyłaś w ogromne szczęście
        jakie On może ci dać! Ale cóż oznaczało wtedy dal ciebie to szczęście? Czy nie
        były to władza i pieniądze, albo odwrotnie bo jak się ma pieniądze, to ma się i
        władzę... Chcesz stwierdzic że byłaś najlepszą dla niego partią w miasteczku? A
        może on dla ciebie był tym wymarzonym, przez rodziców, sąsiadów (czyt
        społeczność)? Czyli de facto, dzięki niemu poznałaś wartości życiowe,
        zrozumiałaś dlaczego i po co się żyje? Myślę że Twój problem nie jest
        odosobniony, ale jak świat szeroki, zawze znajda się kobiety, dla których liczą
        się pieniądze i władza.
        Nie chcę tu moralizować, jak juz nauczyłaś się tak dużo, czas najwyższy podjąć
        decyzję zgodną z Twoimi obecnymi poglądami, nie zwracać uwagi na opinię
        sąsiadów, zawalczyć o siebie, a po czasie zrozumiesz, że ile było złego tyle
        też i dobrego. Mądrzejsi jesteśmy po pewnych przeżyciach o doświadczenia
        wyniesione z różnych sytuacji, lepiej by było gdybyśmy mogli się uczyć na
        cudzych błędach...
        • Gość: falka Re: Jak się rozstać by nie bolało? IP: *.lodz.dialog.net.pl 20.10.01, 16:54
          Drogi Z,jak za niego wychodziłam,był biedny jak mysz,tonęliśmy w długach,ale
          wierzyliśmy w siebie.Póżniej mu się jakoś popieprzyło w główce i tak ma do
          dziś.A jeszcze wracając do bogactwa,na rozwodzie się nie dorobiłam bo w swej
          naiwności ,głupocie i zaufaniu(toż to mąż,osoba najbliższa)dałam mu zgodę by
          odpisał mnie od majątku,którego oboje się dorobiliśmy.Bo taka była potrzeba
          chwili.I nie doczekałam się zmiany.No,cóz,boso ale w ostrogach.Najważniejsze,że
          zdobyłam się na odwagę,i nawet jego pieniądze nie powstrzymały mnie od
          ostatecznego kroku.I z tego jestem dumna,obojętnie co myślą inni.Mroofka ma
          rację,tak jest dobrze.Aż znów coś w środku zawyje.
          • Gość: ja Re: Jak się rozstać by nie bolało? IP: *.ostrow-wielkopolski.sdi.tpnet.pl 20.10.01, 23:33
            i...bez cytatu.... wcale mi ciebie nie jest żal. A swoją drogą okrutne są
            zabawy dorosłych.
          • Gość: anka Re: Jak się rozstać by nie bolało? IP: *.acn.waw.pl 21.10.01, 21:20
            Droga falko, na początku chciałam Ci napisać parę przykrych słów, ale teraz
            doskonale Cię rozumiem. Fantastycznie, że dzięki swojemu facetowi nabrałaś siły
            do odejścia od męża. Przetnij ten związek całkowicie, nie bój się! Zrobisz to
            nie tylko dla siebie, ale i dla swoich dzieci (mam nadzieję, że będą z Tobą).
            Miałam podobną sytuację w swoim małżeństwie i rozwód, na który się zdecydowałam
            (było to 18 lat temu) uważam za najmądrzejszą rzecz, jaką w życiu zrobiłam. O
            dziwo tak samo uważa mój 21-letni syn, któremu wtedy podobno (jak uważało wiele
            osób z mojego otoczenia) robiłam straszną krzywdę. Doskonale wiem, jak
            wyglądałoby moje życie z moim byłym mężem.
            Ale nie liczyłabym zbytnio na szybki rozwód Twojego faceta, jeśli w ogóle do
            tego dojdzie. Niestety, ale 80% mężczyzn to tchórze, które na ogół czekają, aż
            problem sam się rozwiąże - albo żona, która się dowie wystawi mu za drzwi
            walizki, albo sama wniesie sprawę do sądu. W przypadku, gdy już wie i walczy o
            męża - to już jest ciężka sprawa. Niektórzy w takich sytuacjach czekają, aż
            żona po kilku latach walki,wiecznej podejrzliwości, braku zaufania (bez tego
            nie da się być razem!)itd. sama odpuszcza.
            Ale niezależnie od tego, co będzie dalej, zrobiłaś odważny i ważny krok.
            Życzę Ci jak najlepiej. Trzymam kciuki!
            • Gość: jolo Re: Jak się rozstać by nie bolało? IP: *.bielsko.sdi.tpnet.pl 21.10.01, 21:44
              droga falko powiem ci jedno .ostro z twoim facetem on musi sie zdecydowac .jak
              podrywal cie to nie myslal o swoich dzieciach. powinien sie okreslic inaczej
              bedzie plywal.nie martw sie ty jestes wolna i silna masz ta przewage ze nigdy
              nie bedziesz sama(masz dzieci ) powodzenia !
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka