Dodaj do ulubionych

musze sie wygadac

18.07.06, 11:33
To długa historia. Coś zgrzytało już od dawna.
czegoś bylo nam brak, może takie małżeńskie zużenie, znudzenie?
a moze zmierzch uczuć
i bezsilnosc wobec tego
i swiadomość ze nastepny dzien bedzie taki sam
i jeszcze jeden i jeszcze
az nas śmierc nie rozłączy
co raz mniej rozmów szczerosci
łaczyły nas tylko (az?) wspólne dzieci, wspolne mieszkanie zakupy
niby duzo
ale malo
koniec konców okazalo sie ze znalazl sobie przyjaciolke
przez internet
gadu gadu

oczywiscie zapewnial mnie ze to tylko takie pogaduchy
tak ajk ja rozmawiam w pracy z kolezankami i kolegami
uwierzylam
a co mialam zrobic
kilka razy rozmawialam z przyjaciolka mojego męża (na gg)tez mnie zapewniala
ze rzomawiaja tylko o np dzieciach (tez ma trojke i męża z ktorym jesli wierzyc
jej slowom nie ukalda jej sie, nic ich nie lączy, do tego stopnia ze ona
musi leczyc sie na depresje)
i taka mala zgubiona i potrzebujaca osóbka zaopiekowal sie moj maż
nie podobalo mi sie - rozmawialam z nim o tym
efekt byl taki ze dowiedzialam sie ze to nie moja sprawa, to jego znajomosc,
ze tak naprawde to jego ucuzia do mnie sie wypalily wiec nie czuje sie
winny, a w ogole to czy on juz nie moze sobie porozmawiac z inna kobieta? o
muzce, sztuce i książkach?
no niby moze
chociaz bardzo bylo mi przykro ze zaczął słuchac jej muzyki
ale przeciez tylko zeby poznac i miec temat do rozmowy
no niby powod jak kazdy inny
a potem kiedys zostawil w wordzie plik z zapisanymi ich rozmowami
90 stron
okazalo sie ze nie był to rozmowy li tylko omuzyce (a jesli tak do takie
baardzoosobicte i wyrazajace ogrom uczuc)
oksiazkach i obrazch (te tez byly dobrane wyjatkowo)
czulosci, szerosc uczucia emocje
chyba nigdy takich nie doznałam
i co najgorsze czarno na bialym ze mnie nie kocha, ze chyba właściwie nigdy
ze skrzywdzil mnie zeniąc sie ze mna
ze jesli byla jakas milosc to przelal ją na dzieci
ze to okropne miec świadomość ze zyje sie pod jednym dachem z osoba której
sie nie kocha i ze jeszcze bardziej okropna jest swiadomosc ze tak zostanie
...
coz nie byly to mile dla mnie chwile
nie maila czawsu sil a moze i ochoty zeby przeczytac wszywtko
przejrzalam
byly potem powazne małżonków rozmowy
i zapewnienia ze to wszytko klamstwo uluda i internet
ze to tylko literki
ze ona sie nie liczy

i uwierzylam
zaufałam

ale ich znajopmosc - rozmowy nie skonczyly sie
dalej sobie rozmwaiali o wychowaniu dzieci muzyce i ksiazkach
bolal mnie wszystko
i to ze wiem o czym byly ich poprzednie rozmowy
ze nie wiem jak dalej rzowija sie znjaomosc
ze slucha jej muzyki
ze jest zadumany
nawet miejsca z krórymi wiążały sie wspomnienia tej kobiety byly dla mnie
bolesne
w koncu po kolejnie burzliwej rozmowei powiedzial ze kasuje gadu
gadu nie ma go tam dla nikogo
ze sie pozegnal ze znajomą
napisal jej ze przeprasza ze nigdy nikt w nim nie wzbudzil
takich emocji ze niestety ja o wszystkim wiem o on nie chce ciastka przez
szybke i ze bardzo bardzo chce zeby jednak sie do niego odezwala
myslalam ze sie nie odezwie
i myslalam ze sie nie odezwala
tak myslałam
jakis czas temu pojawilo sie znowu komputerze gadu gadu
ale zpewnial mnie ze z nikim nie rozmwaia
a pytalam wprost
i ze nie klamie
juz nie
ze mnie kocha i ze tylko ja sie licze
i zebym w koncu zapomniala - wyamazala tamta kobiete
ze on owszem pamieta ale nic dla niego to nie znaczy nie rozpamietuje i nie
wspomina
rzeczywiscie bardzo sie starl byc dla mnie mily czuly, przytulal rozmawial
dostawalam drogie przenty z kazdej mozliwej okazji
bylo milo
sielanka
czulam sie potrzebna doceniona zauwazona wazna
moze nawet kochana
chociaz nie ukrywam z pewna doza niepewnosci nie dowierzania idt
przyznam sie nawet ze robilam kontrole szperania w kompie
wstydze sie tego
ale cos za slodko bylo
cos czailo sie cos czulam
ta cholerna kobieca intuicja
ale naprawde staralam sie odrzucac takie mysli wierzy ufac
no i z kazdym dniem cor az bardziej wierzylam ze stal sie cud
albo ze tamte rozmowy byly rzeczywwiscie checia zaimponowania, sprawdzenia
sie czy ja wiem zreszta czym
w kazdym razie ze byly nieistotne
ze ja on ze my i takie tam
ze jednak mamy szanse na dlugie zgodne i szczesliwe zycie
bardzo bardzo koachajce sie stadlo malzenskie
a potem byla nasza rocznica slubu
sprzedalismy dzieic rodzicom
cale popoludnie noc i prawie cala niedzila dla nas
bardzo sie cieszylam
on chyba tez przynajmije tak mówi
nie mielismy planow co bedziemy robic
wymyslalismy na biezaca i nic nie wychodzilo
w koncu wrocilismy do domu zrobilam kolacje: swiece wino nastrój
i nie wiem nie wiem po co zagladnęłam do skrzynki mailowej
czemu weszlqm do wiadomosci wysłanych?
nie wiem
nie wiem
przez mysl mi nie przeszlo ze bedzie tam cos czego nie powinnam widziec
a co zobaczylam? dwa maile wysłane do znajomej pani
do tej o której juz zapomnial
fajna rocznica
oczywiscie to tylko taka biurowa znajomosc
a trzynmana w tajemnicy przede mna bo bal sie mojej reackji
nie chcial robic mo przykrosci
kocha mnie i tylko mnie
zawsze tak bylo i bedzie
jestem b. wazna, itd itp
tylko ja sie licze
uwierz wybacz przepraszam co ja narobilem kochasz mnie zaufaj
i tak przez reszte wieczoru pol nocy i przwie caly nastepny dzien
a potem bylo chyba z 5 miesiecy jako tako. przynam troche mu nia dokuczalam.
nie rzucalam sie na szyje. on troche sie staral byc mily. juz prawie udalo mi
sie zapomniec i uwierzyc ...
a tu na gg znowu wyskoczyla znajoma pani
"to tylko znajaomość" znowu uslyszalam a ze w tajemnicy ...

tak bylo dwa lata temu
teraz wiem ze mnie nie kocha - powiedzial
ze tamta znajomosc jest dla niego bardzo wazna i ze z niej nie zrezygnuje
ze nie rozstaniemiy sie bo mamy dzieci
ze moze przeprowadzisie do innego mieszkania i bedziemy dzielic sie opieka nad
dzieciakami (jak ja wroce z pracy to on pojdzie do siebie)
nie rozmawiamy, nie sypiamy, nie ma juz nas, o nic nie moge zapytac, nic nie
moge zaproponowac, spotykam sie tylko z negacją i odpychaniem
czuje sie okropnie, odrzucona, niechciana, nic nie warta
jak wyrzucony śmieć
a słysze tylko "nie rozczulaj się nad sobą, nie użalaj"
nie mam nadziei na nic, kazdego dnia zmuszam sie do życia
ogladajac z boku naszą rodzinę wszystko wyglada idealnie
ale
jakie wzory otrzymaja od nas nasze dzieci ?? są jeszcze mali - czy uznaja ze
tak wyglada małżeństwo? bez uczuć, czułości, bliskości, ba nawet bez rozmów?
czy robimy im krzywdę?
jak ja mam zapomniec? jak podniesc swoją samoocenę?
czemu tak bardzo tesknie? czemu tak bardzo potrzeba mi odrobiny akceptacji?
potrzebuje pomocy
Obserwuj wątek
    • nattaszaa Re: musze sie wygadac 18.07.06, 11:48
      Wygadalas się. Ulżyło?
    • alfika Re: musze sie wygadac 18.07.06, 12:04
      zastanów się, jak sobie poradzic bez niego
      nie musisz przystawać na jego warunki, bo masz tyle samo do powiedzenia
      najpierw pomyśl, z jakim swoim działaniem, swoją decyzją (swoim, nie jego - bo
      na jego zachowanie nie masz wpływu!) będziesz się czuła najlepiej

      dzieci to nie wymówka dla trwania związku - one też się uczą przez wzorce
      i niekoniecznie uszczęśliwia je udawanie "dla ich dobra" - czego się zresztą
      wtedy uczą?...

      nie zależysz od niego, o ile sobie na to nie pozwolisz

      jeśli nie chce być w rodzinie, to krzyżyk na drogę, kobiety po odejściach
      takich trutni często dopiero poznają, jak wiele traciły trzymając się ich na
      siłę
    • ela282 Re: musze sie wygadac 18.07.06, 12:29
      Ta sytuacja jest bardzo przykra dla Ciebie. Ale jak on chce to niech sobie
      idzie. Zobaczysz jak pójdzie, to może zaraz wrócić. Piszesz, że tamta ma trójkę
      dzieci. Jak myslisz, skoro on o swoich nie mysli, to będzie miał na względzie
      cudze dzieci? Nie wróże jemu szczęścia z tamtą. Jak zacznie płacić alimenty na
      swoje dzieci i będzie na swoim rozrachunku, to coś mi się zdaje, że do ciebie w
      pokorze wróci. Nie jest łatwo zapomnieć o swojej dotychczasowej rodzinie.
      Dzieci będą zawsze Wasze i on nigdy o tym nie zapomni. A Ty już starałaś się
      żeby w Waszym związku było dobrze, teraz kolej na niego. Tylko pytanie czy mu
      znowu wybaczysz.
    • paco_lopez Re: musze sie wygadac 18.07.06, 13:20
      To co przeczytałem jest denne... po prostu denne. Różne miewałem jazdy, ale
      tworzenie sobie internetowej iluzji przez chłopa, to jego całkowita miałkość.
      lasek na ulicy zaczepiać sie nie da, ale w internecie przygruchać sobie jakąś
      emocjonalną potrzebowską to bardzo łatwo pewnie jest. Przyznaję, ze zarówno
      ja , jak i piraniosłońce mamy w robocie solidnych dowartościowywaczy płci
      przeciwnych, ale nie po to żeby sie odurzać a jedynie jakby dezodorantem
      popsikać. Załoze sie ze chłop wąsaty i brzuchaty i na pierwszy rzut oka nijaki,
      ale w internecie to romeo taki, że hey. Ja tam wole takie romanse z marysią.
    • pierdu_pierdu Re: musze sie wygadac 18.07.06, 13:59
      przechlapane poczytaj sobie artykul z watku "skad sie bierze milosc"
      • nelly_27 Re: musze sie wygadac 18.07.06, 14:31
        nie jest wart w tej chwili ani jednej minuty Twojej uwagi!! Ty już wybaczałaś,
        obiecywał-kłamał- wierzyłaś... nie daj się więcej oszukiwać i mamić tym
        bardziej, że w tej chwili masz już wszystko "czarno na białym" - potrafisz żyć
        z człowiekiem mając śwoadomość, że Cie nie kocha?? Dla mnie wybór byłby jasny i
        klarowny.
        . Pomyśl o dzieciach - co one zyskają na tym... zajmij sie sobą, a on niech
        idzie do swojej wirtualnej znajomej!- przykro było czytać Twój post, można
        stracic wiarte w mężczyzn!:-( naprawde. No ale cóż popaprańców nie brakuje...:-
        (przykre
    • solaris_38 Re: musze sie wygadac 19.07.06, 01:10
      jedyna pomoc to długotrwała praca nad sobą

      fakt że wybierasz takiego faceta że mu ufasz i ze robisz z niego kata a z siebie
      ofiarę to nie sa jakies pzrzjściowe błędy

      to lekkomyslnosc w budowaniu fundamentów a to sie zawsze kńczy katastrofą ,
      nawet jak sie tu i tam podpiera latami a w środku drogie dywany i chwile radości

      wydaje mi sie że zcasem potzrebujemy błądzić tylko po to aby na własnej skórze
      poczuć co jest dla nas warte i an jakich wartościach chcemy opzreć życie

      czy na słodkich zapewnieniach czy na faktach

      wiele kobiet pozwala sie bić zdradzać wierząc że to tylko złe chwile a w ogóle
      to jest ok i tak zyją
      całe zatopione w mazi właśnej niepewności i strachu pzred samodzielnością

      jesli jeteś ja piszesz bezsilna to zwróć uwagę że ten scenariusz będzie stałym
      repertuarem twjego kina domowego mzoę do śmierci jesli go nie porzucisz

      ale z drugiej strony nie wiem jak to jest u katolików krótzy chyba nie
      akceptują rozwodów

      ale i wtedy jest szansa
      jakas na pewno


      • alfika Re: musze sie wygadac 19.07.06, 10:12
        katolicy nie mają obowiązku ufac komuś, kto łamie przysięgę
        i nie mają obowiązku żyć z takim człowiekiem pod jednym dachem
    • kryzolia Re: musze sie wygadac 19.07.06, 09:57
      Najlepszym rozwiązaniem byłoby gdybys sie wyprowadziła razem z dziećmi. Wówczas
      TY miałambys głos decydujący we wszystkim , od Ciebie zależałoby kiedy spotka
      się z z dziećmi i to TY kształtowałabyś swoje życie. A teraz patrzysz co on
      zrobi, jaki ruch wykona, to on CI mówi co masz robić, to on rządzi ta całą
      sytuacja którą zresztą stworzył, on ci mówi że nie mozesz się odezwać........
      Jesli tylko mozesz - wyprowadz się..... dzieci i tak będą cierpieć gdy
      bedziecie razem ale osobno....
    • blue_as_can_be Re: musze sie wygadac 19.07.06, 15:35
      z tego, co piszesz, zanim się to wszystko zaczęło oboje odczuwaliście coś na
      kształt kryzysu Waszego związku. coś się skończyło między Wami już wcześniej,
      zanim on znalazł sobie tę pocieszycielkę. nie ma co się dziwić, że był podatny
      na nowe znajomości. prawde mówiąc równie dobrze mogłoby się to przytrafić Tobie.

      może bez sensu tak rozpaczać, miłość i namiętność na ogół wypalają się z
      czasem. i udawanie, że tak nie jest, że nadal jest się spełnionym małżeństwem
      jest tylko zamiataniem śmieci pod dywan. może lepiej nauczyć się żyć w tej
      nowej sytuacji, porozmawiać uczciwie, ustalić zasady. moglibyście się umówić,
      że od tej pory stanowicie "wspólnotę mieszkaniowo-ekonomiczną na rzecz
      wychowania dzieci" bez wzajemnych zobowiązań natury seksualnej? próbując
      pozostać raczej wspierającymi się przyjaciółmi niż wrogami i dając sobie
      wzajemnie wolność we wspólnie akceptowanych granicach?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka