Kobieta z rodziny patologicznej

18.07.06, 18:49
Witam, tak naprawdę nie szukam żadnej rady, piszę ten post chyba tylko po to,
żeby uzmysłowić ludziom, jak w rezultacie różnice poziomu partnerów są
szkodliwe dla związków i rodzicielstwa.
Poznałem na pewnym przyjęciu dziewczynę, wypiłem trochę alkoholu, ona
również. Wydała mi się sympatyczna. Może po części urzekła mnie swoimi
opowieściami o trudnych warunkach w jakich przyszło się jej wychowywać. Z
rozmowy przeszło na coś więcej... no i wpadka. Dziecko jest moje, bo córka
jest uderzająco do mnie podobna, więc wątpliwości nie mam.
Ożeniłem się. Matka prosiła, żebym zastanowił się, jednak pomyślałem, że nie
chciałbym, żeby moje dziecko wychowywało się w warunkach, jakie panowały w
domu żony: ona, siedmioro rodzeństwa, rodzice nadużywający alkoholu, awantury
i inne.
Po ślubie zamieszkaliśmy u moich rodziców, pomogłem żonie skończyć w tym
czasie liceum, żeby kiedyś mogła znaleźć prace, nie koniecznie fizyczną.
Związek jednak okazał się pomyłką. Z małżonki wyszły pewne cechy, którymi już
chyba była naznaczona. Przede wszystkim brak kultury, przez co często
czerwieniłem się i wielokrotnie rezygnowałem ze spotkań, by uniknąć
kompromitacji. Była arogancka w stosunku do moich rodziców, obcym ludziom
zaprzyjaźnionym z moimi rodzicami potrafiła zwracać uwagę co do fryzury,
stroju czy sposobu wychowania dzieci. Moim znajomym również w impertynencki
sposób zwracała uwagę. Jak próbowałem porozmawiać z nią na temat pewnych
zachowań, zaraz odpowiadała agresją i sugerowała, że to za żoną należy
stawać, jakakolwiek by ona nie była i jakkolwiek nie zachowywałaby się.
Sytuacja stawała się powoli nie do zniesienia, więc postanowiłem kupić
mieszkanie. Wyprowadziliśmy się...
Żona czując większą swobodę zaczęła nawiązywać wiele kontaktów towarzyskich,
pojawił się alkohol, często nie wracała do domu, zostawiając mnie z córką, do
tego zdrady z wieloma mężczyznami. Do pewnego momentu tolerowałem to, dawałem
szanse, jednak odkąd podjęła pracę sytuacja stała się nie do zniesienia.
Wieczne ucieczki z domu, koleżanki i średnio co kilka miesięcy nowy kochanek,
w międzyczasie prośby o szansę i zapewnianie, że to było ostatni raz. Po tym,
jak zupełnie zaniedbała dom i córkę, po tym, jak już znalazła wolnego
kochanka z mieszkaniem, przestała wracać do domu a ja postanowiłem rozwieść
się. Córka została ze mną, mając cztery lata. Sielanka wiecznie nie trwała,
kochanek wyprosił ją z domu, mówiąc, że przetrzymywał ją do momentu
znalezienia mieszkania, uważając ją tylko i wyłącznie za koleżankę.
Była żona zaczęła powielać zachowania z domu, w jakim wychowała się, tzn.
libacje alkoholowe i nie tylko, wpadła w towarzystwo pań z niechlubną
przeszłością, wielu kochanków, w tym na jedną noc po alkoholu. Córka w ogóle
nie ma dla niej znaczenia, czasem przypomni sobie i zadzwoni do dziecka, jak
ruszą ją resztki sumienia.
Tak że uważajcie na to, z kim wchodzicie w związek, różnice prędzej czy
później wyjdą.

    • parrotka Re: Kobieta z rodziny patologicznej 18.07.06, 22:19
      Witaj

      Żeby cię pocieszyć, powiem Ci, że ja również wpakowałam się w taki związek, z
      tym że to mój mężczyzna okazał się impertynenckim, niewychowanym alkoholikiem.
      Poznaliśmy się kiedy miałam 18 lat i opłakiwałam swojego byłego. Na początku
      była sielanka. Nie zastanowiło mnie nawet dlaczego nigdy nie spotykamy się w
      jego domu i z jego rodzicami. Też się stało - mały ma 5,5 roku. Kiedy zaszłam w
      ciążę poznałam jego rodzinę - babcia i matka, oraz ojczym. Ojciec gdzieś w
      świecie. wszyscy alkoholicy z przeszłością, święta i inne imprezy (urodziny,
      czy imieniny)z obowiązkową "połówką". Na pierwszym takim spotkaniu zatkało mnie
      dosłownie. Prawie dostałam zawału. Długo ukrywałąm to przed moją mamą. Kiedy
      się poznaliśmy robiłam maturę. Uparłąm się że pójdę na studia. Jedyne
      skwitowanie ze strony mojego mężczyzny i jego rodziny - "a po co ci to?
      Pieniądze i tak mają tylko złodzieje i kombinatorzy". Ja się jednak uparłam.
      Skończyłam studia (jestem prawnikiem), ale życie z "moim mężczyzną"
      przypłąciłam zdrowiem - ciężką depresją i nerwicą. Stwierdził, że skoro chce mi
      się studiować, to muszę sobie radzić sama. Dodam, że zaczęłąm studia 1
      października, a 28 urodził się mały. Dwa miesiące po urodzinach małego musiałam
      natychmiast iść do pracy. Rodzice mi pomagali - ale to było za mało. Pracowała
      codziennie przez 8 godzin i jednocześnie studiowałam (nie zaocznie). Mężczyna
      się krótko mówiąc "wypiął". Próbowaliśmy być razem, próbowałam go zmienić,
      wciągną w "normalne towarzystwo" do mojej rodziny, znajomych. Wszystko na
      próżno - ciągłe picie, awantury, wrzaski, pretensje, że to moja wina bo "każdy
      facet lubi sobie wypić". Cała nasza znajomość (niestety kilkuletnia) to pasmo
      wstydu, upokorzenia i moich załamań. Też zostałam sama z małym. jest mi bardzo
      ciężko, szczególnie psychicznie, ale pamiętaj, że lepsze to, niż użeranie się z
      kimś, z kim nigdy nie dojdziesz do porozumienia, bo on/ona po prostu nie
      rozumie o co Tobie chodzi. Jest inaczej wychowany (albo wcale), ma zupełnie
      inny system wartości (albo nie ma go w ogóle). Mówi się, że różnice w
      wykształceniu nie mają znaczenia - to nieprawda. Są dwie możliwości - albo
      odbijesz się od dna takiego życia, albo to dno Cię wciągnie. I jeszcze jedna
      uwaga - wiem, jak cała ta sytuacja wpływała na moje dziecko. Nie pozwól, aby
      matka zniszczyła Twojej córeczce poczucie bezpieczeństwa i spokoju. Jeśli
      będziesz musiał - odbierz jej prawa rodzicielskie, ale uchroń dziecko przez
      taką chorą sytuacją.

      Pozdrawiam
      parrotka@gazeta.pl
      • florcia-a Re: Kobieta z rodziny patologicznej 18.07.06, 23:57
        Bardzo wam obojgu współczuję i życzę dużo , dużo siły , dbajcie o dzieciaki ,
        dla nich warto zacisnąć zęby - pozdrawiam ( co nieco o patologiach wiem , ale u
        mnie nie było aż tak skrajnie )
      • lukasz1967 Re: Kobieta z rodziny patologicznej 20.07.06, 21:24
        To było tak. Moja była żona i jej siostra zaczynały jako młodociane prostytutki
        zaraz po ukończeniu szkoły zawodowej, nie wiem, czy nie wcześniej. Razem szły
        do lokalu czy nawet na ulicę. Siostra żony szybciej zaszła w ciąże i ułożyła
        sobie życie, chociaż skończyła podobnie, jak moja eks małżonka. Żona proceder
        uprawiała znacznie dłużej, zerwała zupełnie kontakty z rodziną, mówiąc, że jej
        nie ma.
    • do_niczego Re: Kobieta z rodziny patologicznej 20.07.06, 21:53
      Przyznam, że bardzo smutno mi się zrobiło czytając Wasze posty. Głownie
      dlatego, że sama jestem jak to nazwałes lukaszu1967 "kobietą z rodziny
      patologicznej", ale także dlatego, że poczułam jakbym nie zasługiwała na bycie
      z kimś. Mój ojciec jest pijakiem (już nie mówię o nim 'alkoholik') i trwam w
      tym szambie 25 lat:ciągłe kłótnie, bicie mamy/mnie/siostry,wyzwiska itd. 2 dni
      temu znowu zaczął pić.To prawda takie osoby mają inne postrzeganie
      rzeczywistości.Też mam silną depresję do której przyczynił sie chlopak z
      tzw.'dobrego domu'. Teraz jestem z kimś innym kto mnie kocha,opiekuje się i
      mimo, iż zna całą moją sytuację, nie chce ode mnie odejść, chce mi pomóc.

      I teraz po przeczytaniu Waszych postów zastanawiam się:czy ja też tak się będę
      zachowywać?Czy po pewnym czasie mój chłopak będzie miał mnie dosyć itd?Nie piję
      alkoholu, mój chłopak też tego unika,wie, że tego nie lubię,więc alkoholiczką )
      mam nadzieję)nie zostanę.Ujawniają się za to inne cechy właściwe dla dzieci z
      takich domów,ale to już jest we mnie i nie dam rady tego zmienić.

      Problem w tym, że mnie 'dobił' chłopak z dobrej rodziny,mający normalnych
      rodziców itd. Także proszę nie oceniajcie takich ludzi jak my z góry,ale nam
      pomóżcie. Mimo, iż jestem pewna,że nie będziecie chcieli mieć już nic wspólnego
      z takimi osobami, to postarajcie się nas zrozumieć i pomyślcie czy nie
      mogliście zrobić czegoś inaczej;/

      Nie oceniam,ale to są tylko takie moje przemyślenia...

      Pzdr
      • lukasz1967 Re: Kobieta z rodziny patologicznej 20.07.06, 21:59
        Problem w tym, że kobiety z rodziny patologicznej (mam na myśli moją eks żone)
        wszelkie próby pomocy postrzegają jako atak na siebie i reagują agresją, która
        na dłuższą metę jest nie do zniesienia. Poza tym, grzebanie w korzeniach mojej
        rodziny i poszukiwanie faktów "kompromitujących" (które były tak naprawdę
        drobnostkami) uważam za brak jakiejkolwiek klasy, zdrowego rozsądku i chamstwo.
        • do_niczego Re: Kobieta z rodziny patologicznej 20.07.06, 22:20
          Nie chcę oceniać Twojej ex,ale po tym co mówisz to rzeczywiście była hmmm nie
          wiem jak to delikatnie nazwać "niewychowana";/ Ja tak nie robie,nie wiem,czy ja
          jestem skrajnym przypadkiem,czy ona;/

          Kończę studia (2 fakultety,zaraz idę na podyplomowe),przebywałam dużo zagranicą
          i uważam, że jestem kulturalna i nie miałabym śmiałości grzebać w przeszłości
          rodziny mego chłopaka,nawet często mi jest głupio zapytać o podstawowe sprawy
          (np.czym zajmują się jego rodzice,bo ja się wstydzę, gdy pytają czym zajmuje
          się mój ojciec).

          > Problem w tym, że kobiety z rodziny patologicznej (mam na myśli moją eks
          żone)
          > wszelkie próby pomocy postrzegają jako atak na siebie i reagują agresją,
          która
          > na dłuższą metę jest nie do zniesienia.

          Wiesz,to prawda.Jak mój chłopak próbuje mi pomóc to jestem jeszcze bardziej
          nerwowa,atakuje go,próbuje się na nim wyżyć...nie chcę tego,ale to przychodzi
          samo.2dni temu jak ojciec przyszedł pijany do domu (po 4 miesiącach abstynencji)
          mój chłopak był u mnie i wtedy nagle wzrosła we mnie taka złość,czułam,że muszę
          się na nim wyżyć, przepełniała mnie nienawiść do niego...ale tego nie
          zrobiłam...rozpłakałam się i poprosiłam,żeby szedł do domu.

          Najgorsze jest to,że my sami nie wiemy dlaczego wiele rzeczy się z nami
          dzieje,skąd te emocje..te złe emocje...

          To nie nasza wina,ale dorosłych...tylko,że my dzieci musimy ponosić tego
          konsekwencje:(
          • lukasz1967 Re: Kobieta z rodziny patologicznej 20.07.06, 22:24
            Moze zbyt uogólnilem, lecz miałem na mysli własny przykład. Odsetek kobiet
            posuwających sie do prostytucji nie jest na szczescie aż tak duży.
      • nattaszaa Re: Kobieta z rodziny patologicznej 20.07.06, 22:15
        To może rozwiązaniem było by mierzenie w swój poziom intelektualno-kulturalny,
        gdzie nie byłoby zazdrości i chorej rywalizacji strony uważającej się za
        słabszą, tylko wzajemne wspieranie się.
      • nattaszaa Re: Kobieta z rodziny patologicznej 20.07.06, 22:18
        Chociaz druga strona medalu może być taka, że ktoś celowo chce wiązać się z
        kimś, kogo uważa za osobę słabszą celem dowartościowania sie czy też z chęci
        podporządkowania. To należy wyczuć.
        • glassempire Re: Kobieta z rodziny patologicznej 22.07.06, 08:37
          Rozumiem Twoje rozgoryczenie ale czyż twoja wypowiedź, lukaszu, nie brzmi zbyt
          jednostronnie? Z każdym postem dorzucasz kolejne oskarżenie wytaczając armaty
          coraz większego kalibru.
          Nikogo nie bronię, staram się jedynie jako osoba niezainteresowana spojrzeć
          obiektywnie.
          Obwiniasz swoja żonę i jej pochodzenie - a przecież o tym wiedziałeś i nie
          musiałeś się żenić, nawet z widokami na "wpadkę". Można przecież płacić
          alimenty i utrzymywać kontakty z dzieckiem a nawet wystąpić do sądu o
          przyznanie wyłacznej opieki.
          Z Twoich postów wynika że żona to taka "totalnie zła kobieta była".
          Czy mógłbyś o niej choć jedne dobre słowo powiedzieć? Jedno jedyne...
          A może tym swoim nadużywaniem alkoholu, libacjami, kochankami - wołała o pomoc?
          To że jest się z rodziny patologicznej (która niekoniecznie musi być pijacka i
          z tzw. marginesu - mogą to być ludzie z tzw. wyższych sfer molestujący,
          naduzywający władzy rodzicielskiej, maniacy kontroli, zaburzeni psychicznie
          choć przyjmuje sie uogólnienie - rodzina patologiczna = rodzina w której
          króluje alkohol) może być przyczyną zaburzeń typu DDD lub DDA (sama jestem DDD
          czyli Dorosłym Dzieckiem Dysfunkcji i sama wychowywałam się w rodzinie
          patologicznej w której rodzice byli psychicznie dysfunkcjonalni mimo że u mnie
          w domu panowała całkowita abstynencja i brak nałogów). Tacy ludzie często nie
          potrafią się odnaleźć w otaczającym świecie i popadają w skrajności - a
          społeczeństwo idąc po najmniejszej linii oporu przypina im łatkę, bo łatwiej
          skrytykować i potępić niż zrozumieć i pomóc.
          Wjeżdżanie na "rodzinę" to nie tylko domena osób z patologicznym drzewem
          genealogicznym. Spotkałam się z tym u różnych osobników i jest to dowód
          chamstwa.
          Teraz zadaj sobie pytanie - czy nie za szybko przekreśliłeś zonę, czy
          przypadkiem nie wmówiłeś jej że i tak z niej nic nie będzie bo jest skazana na
          bycie marginesem? Czy nie popełniłeś zbrodni zaniechania?
          Opiekujesz się córką - i bardzo dobrze, chwała Ci za to bo sa tacy ojcowie co
          woleliby własnych dzieci nie znać jak znajdą sobie nowa panią a najlepiej jakby
          się wraz z mamusiami pod ziemię zapadły. Ale czy zaopiekowałeś się jej matką
          gdy tego potrzebowała?
          Czy nie patrzyłeś i nie traktowałeś jej "z góry"?
          Żeby rozpieprzyć związek trzeba dwojga.
          Wszystko ma swoją przyczynę.
          Myślę że gdyby była szczęśliwa to nie wpadłaby do butelki.
          Wiem, że tym postem robię za "advocatus diaboli". Ale ja Twojej zony nie
          bronię, nie wysłuchaliśmy zresztą jej wersji wydarzeń. Tylko Twoją,
          jednostronną, subiektywną - która z każdym postem przybiera jeden wyznaczony
          kierunek.
          Co miałeś na celu tworząc ten topik? Co chciałeś udowodnić i komu? Czy jesteś
          szczęśliwy sam ze sobą, czy czujesz się ze soba dobrze? Jak sam reagujesz na
          krytykę? Jak postępujesz gdy popełnisz bład, a może Ty błedów nie popełniasz
          lecz robią to inni? Czy dostrzeganie u innych słabości, wad poprawia Twoje
          samopoczucie? Czy masz podświadome tentencje do porównywania siebie i innych?
          Te pytania zadaj sam sobie bo podejrzewam że i Ty masz problem.
          Nie doszukuj się w nich ataku na siebie - to są tylko pytania jakie przyszły mi
          do głowy i jakie sama sobie bym zadała (i zadawałam wiele razy).
          Jaka była Twoja rodzina? Czy często byłes krytykowany, chwalony, czy pobłażano
          Ci, czy kary były częste? Jaki był Twój stosunek do rówieśników, jak wygladała
          Twoja wspólpraca w grupie - w szkole, przedszkolu?
          O byłej żonie wiesz już wszystko (przynajmniej tak twierdzisz) - dowiedz się
          teraz o sobie samym.
          Czuję że wkładam kij w mrowisko i czekam na burzę mózgów ;)
    • glassempire Re: Kobieta z rodziny patologicznej 22.07.06, 09:01
      OK, jak dyskusja to dyskusja. Bez kompromisów. Cd mojego poprzedniego postu ze
      szczególnym uwzględnieniem Twojej wypowiedzi i dokładniejsza jej analizą.
      Piszesz:
      "Może po części urzekła mnie swoimi opowieściami o trudnych warunkach w jakich
      przyszło się jej wychowywać."
      Urzekła? Dla mnie to jest litość i chęć bycia tym który ofiaruje jej lepsze
      warunki i wyrwie z tego piekła (syndrom ratownika, kompleks dobrej wróżki z
      Kopciuszka) a ona za to będzie wdzięczna az do grobowej deski, będzie ze mną za
      to i będzie ze mną na moich zasadach bo ja jestem ten dobry co ją uratował.
      Czyli kupowanie miłości, więzi. Coś za coś. Bład w założeniu.
      Można stąd wywnioskować że mylisz miłość z litością.
      Może zbyt często między innymi z tego właśnie powodu traktowałes ja
      protekcjonalnie.
      Ludzie nie są żli z natury, nie rodzą się źli. Dziecko nawet z rodziny
      patologicznej nie jest naznaczone. Trzeba tylko w takiej osobie umieć obudzić
      zaufanie i przekonanie że jest wartościowa a nie wmawiać jej że "jak się jest z
      takiej rodziny to się jest zerem". Wspominasz o braku kultury - ciekawe jak
      reagowałeś gdy żona pozwalała sobie na takie uwagi. Można to było zmienić dając
      do zrozumienia z troską i miłością że tak się nie postępuje. Żona nie miała
      innych przykładów więc trzeba było dac jej odpowiedni. I nie krytykowac w
      kólko, nie przypominac skąd wyszła. Wstydziłeś się jej - sam to piszesz. Ona to
      czuła podświadomie i tym ją raniłeś. Trzeba było nie rezygnowac ze spotkań ale
      iśc z nią i pokazać jak ma się zachować. Bo ta rezygnacja podpowiadała jej ze
      się jej wstydzisz, że jej nie kochasz, że traktujesz ją jak kogoś gorszego od
      siebie. Jako dziecko rodziny dysfunkcyjnej miała dość swego własnego
      wewnętrznego krytyka. Ona potrzebowała przede wszystkim miłości, cierpliwości,
      wyrozumiałości żeby wyrwać się na dobre od tamtego świata i zycia.
      Cytuję: "Jak próbowałem porozmawiać z nią na temat pewnych
      > zachowań, zaraz odpowiadała agresją i sugerowała, że to za żoną należy
      > stawać, jakakolwiek by ona nie była i jakkolwiek nie zachowywałaby się." To
      był jej punkt widzenia, Ty miałbyś na jej miejscu taki sam. Mnie mówi to o jej
      ogromnej potrzebie akceptacji (nie o akceptacji jej zachowań ale pewnie Ty
      utożsamiłeś te dwie różne sprawy). Odpowiadała agresją gdyż czuła się
      atakowana. Czuła się pewnie wyobcowana w Twoim domu. Skoro wspomniałeś że Twoja
      mama odradzała Ci ożenek to pewnie przeniosło się to i na jej stosunki z Twoją
      była żoną. Czyli atmosferę miała nie do pozazdroszczenia. Z deszczu pod rynnę.
      Zaraz potem piszesz że wyprowadziliście się "na swoje" i żona "czując większą
      swobodę"... Może to nie była swoboda ale właśnie chęć ucieczki przed czymś co
      ją gnębiło, bolało. Ucieczki w alkohol, koleżanki, kochanków. Poszukiwanie
      akceptacji i aprobaty. A Ty, "przedobry, hiperwyrozumiały" i wciąż
      bierny "dawałeś jej szansę" i wybaczałeś (czy czułeś się dzięki temu lepszy?
      Czy budowałes już swój piedestał?) - a ona nie potrzebowała wybaczenia ale
      miłości. Gdyby miała tę prawdziwą miłośc i akceptacje w domu nie szukałaby
      ucieczki, nie zostawiłaby dziecka. A ten gość u krórego zamieszkała - też
      myślała że da jej to czego potrzebuje.
      Na końcu przestrzegasz przed wchodzeniem w związki z osobami które mają
      patologiczne rodziny.
      Akurat to ma niewiele wspólnego ze sprawą.
      Przestrzec należy przed zadufaniem i ślepotą. I brakiem miłości.

      • lynnl Re: Kobieta z rodziny patologicznej 23.07.06, 14:15
        Ja myślę, że to kogo wybieramy/na kogo nawet na chwilę zwracamy uwagę jest
        pochodną tego kim my sami jesteśmy.
        • glassempire Re: Kobieta z rodziny patologicznej 24.07.06, 10:45
          Ciekawy temat a zableblany przez inne tematy...
          • glassempire Re: Kobieta z rodziny patologicznej 24.07.06, 12:56
            Dzięki za zaznaczenie tematu.
            Podyskutujmy więc.
            • lukasz1967 Re: Kobieta z rodziny patologicznej 24.07.06, 15:25
              Nie dziekuj, to moj temat nie twój
              • glassempire Re: Kobieta z rodziny patologicznej 24.07.06, 15:50
                Tu chyba nie chodzi o to co moje czy Twoje ale o temat dyskusji.
                Jeśli w taki sposób podchodzisz to niestety Twoja historia staje się mniej
                wiarygodna bowiem wygląda na to że hołdujesz zasadzie: ja mam 100% racji albo
                coś jest 100% moje; nie uznajesz dzielenia się. I musisz "przeciwnika" totalnie
                zdyskredytować za każdą cenę żeby uznać się za wygranego.
                Miałam wątpliwą przyjemność miec takiego partnera życiowego. Już nim nie jest
                od wielu lat ale uraz pozostał... To jako post scriptum.
                Nikt a ja tym bardziej nie uzurpuje sobie prawa do Twojego topiku - ale wszyscy
                uczestniczący sa jego współtwórcami.
                Chyba że zażartowałeś - w takim razie wybacz sztywniactwo ;)
                • lukasz1967 Re: Kobieta z rodziny patologicznej 24.07.06, 15:55
                  A ja byłem jakiś czas z babą Twojego pokroju. Od dawna nic mnie z nią nie
                  łaczy, lecz uraz pozostał. Wszystkim bym odradzał, bo to nie jest życie, tylko
                  piekło na ziemi.
                  • glassempire Re: Kobieta z rodziny patologicznej 24.07.06, 16:04
                    Mojego pokroju?
                    Przecież mnie nie znasz, skąd taki aprioryczny osąd?
                    Podyskutujmy, nie ma potrzeby skakać sobie do oczu. Dlaczego jesteś taki
                    drażliwy? Spuśc trochę powietrza z ego - będzie Ci łatwiej i przyjemniej. Innym
                    też. I proszę Cię, czytaj uważniej i nie bierz wszystkiego aż tak do siebie.
                    Nie nawiązałam w swojej poprzedniej wypowiedzi do Twojej osoby ale do pewnego
                    hipotetycznego zachowania.
                    Pamietaj - jest taka stara zasada: wydawana opinia zazwyczaj świadczy o
                    opiniującym.
                    Mamy odmienne opinie z różnych przyczyn ale to nie zwalnia nas z szacunku do
                    adwersarza.
                    • lukasz1967 Re: Kobieta z rodziny patologicznej 24.07.06, 16:05
                      Twój nadymany jezyk, nieadekwatny do klimatu rozmowy coraz bardziej unaocznia
                      Twoje kompleksy. To równiez znam i to też było później przedmiotem dowcipów:)
                      • glassempire Re: Kobieta z rodziny patologicznej 24.07.06, 16:09
                        Nie ma potrzeby robić z tego topiku pyskówki.
                        Nie jest to równiez topik o moich kompleksach. Jeśli zajdzie taka potrzeba z
                        mojej strony to takowy założę. Na razie jakoś sobie z nimi radzę bez obrażania
                        innych.
                        Więcej dystansu do siebie.
                        • lukasz1967 Re: Kobieta z rodziny patologicznej 24.07.06, 16:12
                          Jest to MÓJ "topik" i będę go prowadził, jak mi sie tylko podoba
                          • glassempire Re: Kobieta z rodziny patologicznej 24.07.06, 16:15
                            OK, ale nie musisz tylko dlatego obrażać dyskutujących.
                            • lukasz1967 Re: Kobieta z rodziny patologicznej 24.07.06, 16:32
                              Nie obrazam, tylko grzecznie Cie informuje. Poza tym, Ty zaczełas
                          • marianna_m1 a ja wspolczuje Twojej partnerce 24.07.06, 21:58
                            jesli z nia prowadziles dyskusje w taki sposob jak z kolezanka, to trudno sie
                            dziwic, ze Twoja partnerka miala problemy tylko, ze bardziej z Toba niz ze soba.

                          • bszalacha Re: Kobieta z rodziny patologicznej 25.08.06, 23:21
                            Łukasz,jezeli sam siebie czytasz na tym forum,to zwróć uwagę na fakt,że nie
                            chodzi Ci o przedyskutowanie problemu,ale o wzbudzenie współczucia którejś
                            kobiety.Taka się już znalazła/tyle,że jak sama pisze jest z identycznej bajki
                            jak Twoja żona/.Wyciagasz jakieś wnioski,czy dalej nie?
    • witch-witch Re: Oczywiście,że róznice wychodzą... 24.07.06, 19:18
      Tak jak opisujesz dobrze się stało, ze sie rozwiodłeś z tą kobietą. Ludzie z
      takich domów i z takich środowisk są różni, jedni stają się silni i nigdy nie
      poełniają błędów rodziców, a inni nie...są słabi tak jak rodzina, z której się
      wywodzą. Z twojego opisu o niej, mozna wysunąć wniosek,ze ma zaburzoną
      osobowość, to takie typowe zachowanie dla osób z bordeline. Możliwe ze w jej
      zachowaniu było wołanie o pomoc, nawet skłonna jestem przytaknąć,ze tak, bo
      życie osoby bordeline to wewnętrzne piekło. Czasami pomagają terapie, są nawet
      już lekarstwa, ponoć mirakel...jednak faktem zostanie rzecz,że ludziom takim
      trudno jest pomóc. Ich potrzeba miłości jest przeogromna i brak w tym granic.
      Po jakimś czasie partner sam zaczyna mieć problemy psychiczne....Bo jest to
      ciągła huśtawka emocjonalna, w której żadny zdrowy człowiek długo nie
      wytrzyma...
      Dobrze się stało, ze się rozstaliście. Mimo widocznej choroby psychicznej, to
      jednak jest to jej własna odpowiedzialność aby szukac pomocy dla siebie u
      lekarza...Ona sama powinna dojrzeć do decyzji o leczeniu. Albo ją życie kiedyś
      zmusi....To tyle na temat, o którym pisałeś...
      • allspice Róznice nie powinne byc przyczyną rozwodu... 24.07.06, 22:25
        'witch-witch' w bardzo przekonywujący sposób wyjaśniła przyczynę rozstania,ale
        nie rozumiem dlaczego zapotrzebowanie na dużą ilość miłości może stać się
        powodem rozwodu? Czy obowiązkiem mężczyzny nie jest kochanie poślubionej kobiety
        i w imię tej miłości otoczenie jej miłością. Byc może -przestanie on wierzyć
        w zbawczą potęgę miłości. Ostatnio prowadziłam rozmowę na temat potrzeby miłości
        w życiu człowieka,ale nie wszyscy wierzę w jej istnienie;-).
        • witch-witch Re: Obowiązek miłości ... jest coś takiego? 24.07.06, 22:59
          Gdyby miłośc moznaby by było zaprogramować tak jak grę w komputerze....to jak
          wyglądałby ten swiat?
          Każdy daje tyle miłości drugiemu na ile go stać...
          Osoby jak opisana exżona to osoby bardzo zniszczone. Dosłownie ZNISZCZONE
          OSOBOWOSCI, którymi psycholodzy czy psychiatrzy z góry nie chcą się
          zajmować...bo to jest nadaremny wysiłek.bARDZO TRUDNO LECZY SIĘ TYCH LUDZI.
          Mózg i praca mózgu została już tak zaprogramowana w dzieciństwie, przez
          traktowanie, wychowanie, faktory genetyczne etc....choc są lekarstwa na
          bordeline. Doskonali psychiatrzy jednak nie wierzą, że dadza radę z takimi
          pacjentami, a ty bys chciała, aby normalny człowiek dał radę? Toć to wrecz
          wysiłek nieludzki, a jeszcze bardziej nieludzkie jest krytykowanie go i
          oskarżanie człowieka, ze nie wytrzymał z kims takim. Z taką osobą NIKT by nie
          wytrzymał. Ani one same nie wytrzymują ze sobą, bardzo wiele osób z
          zaburzeniami typu bordeline popełnia samobójstwa cyfra ok. 35 proc. To ogromna
          cyfra....

          Nie oskarżajcie lukasza,ze nie dał rady....NIKT NIE DAŁBY RADY!
          • glassempire Re: Obowiązek miłości ... jest coś takiego? 24.07.06, 23:52
            Nikt nie oskarża, moja wypowiedź była tylko próba spojrzenia z innej strony.
            Borderline zdiagnozowane ma mój mąż. Od jakiegoś czasu jednak jest spora
            poprawa, terapia, praca nad sobą... Doceniam to mimo wszystko bo wiem jak mu
            ciężko z samym sobą, przeczytałam już chyba wszystkie dostępne źródła na temat
            tego zaburzenia i zdaję sobie sprawę jak ci ludzie cierpią.
            Właściwie to odkryłam że w bardzo młodym wieku i w okresie dojrzewania
            przejawiałam cechy borderline - konkretnie zaś nie zachowania ale "mentalność"
            i sposób myślenia ze szczególnym naciskiem na "czarne-białe". teraz też czasami
            mi się to zdarza. Jestem DDD. Mój mąż też. Mieszanka wybuchowa chciałoby się
            rzec. Ale poza chorobą jest troskliwym, pracowitym i kochającym partnerem.
            Border to taki dr Jekyll i mr Hyde po prostu.
            Na borderliny każdy z nas ma inną wytrzymałość i nie można oczywiście winić
            partnera że odszedł bo nie miał już siły. A gó..ane bohaterstwo tkwić w
            związku w którym choroba wyniszcza i chorego i jego partnera a na dodatek
            dzieci są tego świadkami i wyrastają z nich zaburzeni dorośli...
            Nie ma złotego środka. Nie ma winnych - OK, winna jest choroba. Ale nie
            partner, nie my, nie dzieci, nie rodzina. Zresztą - jak można winić przeszłośc
            skoro ona nie istnieje, to taki płacz nad rozlanym mlekiem.
            Człowiek zaburzony sam ma gonitwę myśli, wewnętrznego krytyka ustawionego na
            full, toksyczny wstyd wpisany w każdy niemal gest - on sam ze sobą cierpi, po
            co mu jeszcze dokładać? Kopać leżacego? Jeśli nie potrafię komuś pomóc to
            odchodzę a nie dobijam go wyrzutami i oskarżeniami bo to tak jakbym strzelała
            bezbronnemu w plecy.
            Twoja żona na pewno cierpiała na jakieś zaburzenie ale to musiałby specjalista
            zdiagnozować a nie jakieś tam gadanie laików na forum.
            Obowiązek miłości - jedno wyklucza drugie. Chyba że masz na myśli
            odpowiedzialność za przysięgę małżeńską. Jak już wspomniałam - mamy rózne
            stopnie wytrzymałości. I czasami owo "w zdrowiu i w chorobie, na dobre na złe"
            po prostu nie ma zastosowania, traci wartość i pozoastaje nam wybór między
            mniejszym a większym złem. To są trudne dylematy, łatwo to sie o nich pisze.
            • bszalacha Re: Obowiązek miłości ... jest coś takiego? 25.08.06, 23:33
              Najbardziej uczciwe byłoby,gdybysmy rozmawiali z Łukaszem O ŁUKASZU,nie o
              nieobecnych.Szkoda,że on sam zamiast mówic o sobie mówi o złej żonie.Czyli,co-
              jest taki biedny,opuszczony,niekochany....Tak,Łukaqsz?Ja,jako kobieta nie
              ufałabym mężczyżnie,który pluje na osobę,bedącą matką jego dziecka,jego żoną i
              przyznaje się tutaj,że zarówno małżenstwo jak ojcostwo było u niego
              PRZYPADKOWYM EPIZODEM PO KIELISZKU.To jest dla mnie obraz osoby
              Łukasza.Przepraszam,jezeli jest Ci przykro,ale to TY jesteś autorem tych
              wydarzeń.Takich decyzji nie wolno podejmować "na gazie"
          • do_niczego Re: Obowiązek miłości ... jest coś takiego? 25.07.06, 00:23
            Witch-witch strasznie mnie wystraszyłaś:((

            Ja niestety jestem DDA i mam borderline i masz racje ciężko ze mną wytrzymać
            choć się staram.

            Bardzo mnie zaciekawiło to o czym piszesz, czy mogłabyś napisać coś więcej na
            ten temat czy może polecić mi jakieś książki?? Chcę się leczyć,nawet poszłam
            dziś do lekarza,niestety pani,która się tym zajmuje nie było;/ Jednak
            chciałabym spróbować może coś sama zdziałać;/

            Pzdr

            Ps. Do autora wątku: tak jak ktoś już wyżej wspomniał:jeżeli w taki agresywny
            sposób odnosiłeś się do swojej ex to nie dziw się, że było to piekło;/
            • glassempire Re: Obowiązek miłości ... jest coś takiego? 25.07.06, 08:48
              Wejdź na stronę bpd.9g.pl/Forum/
              Polecam tez stronkę Dawida www.szybkanauka.net/bpd
              Tam znajdziesz wszystko nt borderline. Linki, ksiązki, artykuły. Większośc
              niestety po angielsku.
              W Krakowie-Kobierzynie jest oddział leczenia borderline, podobno najlepszy w
              Polsce.
              Musisz się niestety zalogowac bo to forum zamknięte.
              PS. Przepraszam autora topiku za te prywatę ale w dobrej wierze. Trzeba sobie
              nawzajem pomagać.
              • cookies3 Kochaj mnie albo rzuć... 25.07.06, 12:35
                a mężczyzna 'lukasz' wybrał to drugie rozwiazanie,jakze typowe dla tej płci.
      • bszalacha Re: Oczywiście,że róznice wychodzą... 25.08.06, 23:24
        Nie mów mu czegoś takiego,bo nie znasz kobiety.
Pełna wersja