lukasz1967
18.07.06, 18:49
Witam, tak naprawdę nie szukam żadnej rady, piszę ten post chyba tylko po to,
żeby uzmysłowić ludziom, jak w rezultacie różnice poziomu partnerów są
szkodliwe dla związków i rodzicielstwa.
Poznałem na pewnym przyjęciu dziewczynę, wypiłem trochę alkoholu, ona
również. Wydała mi się sympatyczna. Może po części urzekła mnie swoimi
opowieściami o trudnych warunkach w jakich przyszło się jej wychowywać. Z
rozmowy przeszło na coś więcej... no i wpadka. Dziecko jest moje, bo córka
jest uderzająco do mnie podobna, więc wątpliwości nie mam.
Ożeniłem się. Matka prosiła, żebym zastanowił się, jednak pomyślałem, że nie
chciałbym, żeby moje dziecko wychowywało się w warunkach, jakie panowały w
domu żony: ona, siedmioro rodzeństwa, rodzice nadużywający alkoholu, awantury
i inne.
Po ślubie zamieszkaliśmy u moich rodziców, pomogłem żonie skończyć w tym
czasie liceum, żeby kiedyś mogła znaleźć prace, nie koniecznie fizyczną.
Związek jednak okazał się pomyłką. Z małżonki wyszły pewne cechy, którymi już
chyba była naznaczona. Przede wszystkim brak kultury, przez co często
czerwieniłem się i wielokrotnie rezygnowałem ze spotkań, by uniknąć
kompromitacji. Była arogancka w stosunku do moich rodziców, obcym ludziom
zaprzyjaźnionym z moimi rodzicami potrafiła zwracać uwagę co do fryzury,
stroju czy sposobu wychowania dzieci. Moim znajomym również w impertynencki
sposób zwracała uwagę. Jak próbowałem porozmawiać z nią na temat pewnych
zachowań, zaraz odpowiadała agresją i sugerowała, że to za żoną należy
stawać, jakakolwiek by ona nie była i jakkolwiek nie zachowywałaby się.
Sytuacja stawała się powoli nie do zniesienia, więc postanowiłem kupić
mieszkanie. Wyprowadziliśmy się...
Żona czując większą swobodę zaczęła nawiązywać wiele kontaktów towarzyskich,
pojawił się alkohol, często nie wracała do domu, zostawiając mnie z córką, do
tego zdrady z wieloma mężczyznami. Do pewnego momentu tolerowałem to, dawałem
szanse, jednak odkąd podjęła pracę sytuacja stała się nie do zniesienia.
Wieczne ucieczki z domu, koleżanki i średnio co kilka miesięcy nowy kochanek,
w międzyczasie prośby o szansę i zapewnianie, że to było ostatni raz. Po tym,
jak zupełnie zaniedbała dom i córkę, po tym, jak już znalazła wolnego
kochanka z mieszkaniem, przestała wracać do domu a ja postanowiłem rozwieść
się. Córka została ze mną, mając cztery lata. Sielanka wiecznie nie trwała,
kochanek wyprosił ją z domu, mówiąc, że przetrzymywał ją do momentu
znalezienia mieszkania, uważając ją tylko i wyłącznie za koleżankę.
Była żona zaczęła powielać zachowania z domu, w jakim wychowała się, tzn.
libacje alkoholowe i nie tylko, wpadła w towarzystwo pań z niechlubną
przeszłością, wielu kochanków, w tym na jedną noc po alkoholu. Córka w ogóle
nie ma dla niej znaczenia, czasem przypomni sobie i zadzwoni do dziecka, jak
ruszą ją resztki sumienia.
Tak że uważajcie na to, z kim wchodzicie w związek, różnice prędzej czy
później wyjdą.