jagoda.bw
24.07.06, 09:00
nie daje juz rady, jade na tabletkach uspokajajacych i powoli sie wykanczam.
przyczyna - moze wydac wam sie bardzo glupia, ale dla mnie to prawdziwa
tragedia - juz pisze - ponad pol roku temu przeprowadzilam sie do faceta, od
bliskich dzieli mnie ponad 500 km. ten facet mial byc tym jedynym, to byla
wielka milosc, dodam ze nie jestesmy dzieciakami ja mam 33 latka on 40.ciagle
snul plany jak to bedzie za rok czy dwa, jak to bedzie jak zalozymy rodzine
itp. wierzylam i ufalam, az od jakiegos momentu poczulam brak ciepla, co sie
okazuje - znudzilam mu sie , znudzilo mu sie zycie ze mna - tlumaczy to
brakiem dopasowania i tym podobnymi. fakt zdarzaly sie nieporozumienia , ale
zawsze wychodzilam z zalozenia ze jak sie kocha to sie da rade.zastanawiam
sie czy on wogole mnie kiedykolwiek kochal.a teraz juz nie jestesmy razem ale
mieszkamy razem i jeszcze troche to potrwa, sa sprawy do uregulowania.ja nie
daje rady, patrze na niego, jest zadowolony, radosny a ja ciagnel ostatkiem
sil, boje sie o siebie i wiem ze bez pomocy nie dam rady, bo ciagle go kocham
i chociaz wiem ze to juz koniec to to do mnie nie chce dotrzec, mam jakas
glupia nadzieje i z tym wlasnie chce walczyc, chce sie jej calkiem pozbyc.
potrzebuje dobrego slowa i potrzebuje fachowej porady. jesli ktos zna dobrego
psychologa, psychiatre z piły - bardzo prosze o namiary.