aneczka32
19.02.03, 19:10
Hmm nie bardzo wiem jak zaczac,bo nie da sie tego opowiedziec w dwoch slowach
i nie chce sie rozpisywac za bardzo.Upraszczajac-mama mieszka z bratem(lat 24
niepracujacy) skonczyl jej sie zasilek dla bezrobotnych i generalnie wiedzie
jej sie kiepsko.Problem w tym,ze zaczyna caly zal i zlosc na ten stan rzeczy
wylewac na mnie.Tzn juz wczesniej kiedy miala ciezka sytuacje finansowa
zwracala sie do mnie i za kazdym razem ja wspieralam jak tylko
moglam.Niestety teraz nie bardzo moge jej pomagac bo nie bardzo mam z czego,a
po za tym troche mnie wkurza fakt,ze po 1) nie za bardzo szukala pracy kiedy
byla na zasilku,2)brat ma zdrowe wszystkie konczyny i glowe i moglby
jakiejkolwiek pracy poszukac,ale wychodzi z zalozenia ze za 500 zl to on nie
bedzie o 6 rano wstawal.Po wczorajszej wizycie mamy stanelo na tym, ze wcale
mnie nie interesuje jak ona zyje i czy ma co jesc i ze nie ma na oplaty i ze
ma dlugi.Nie musze chyba wspominac,ze mam ogromnego moralniaka ale nie
jestem naprawde w stanie jej pomoc.A i jeszcze na koniec podlo
stwierdzenie "szybciej sie mozna pomocy od obcych spodziewac niz od wlasnych
dzieci".Wyrodna i znieczulona jestem ?