Dodaj do ulubionych

Jak daleko stąd, jak blisko....

06.03.03, 21:04
Czy człowiekowi jest jeszcze potrzebny do szczęścia on sam? Patrząc na
historię naszej kultury wydaje sie że jeszcze nigdy nie byliśmy bliżsi upadku
niz teraz. Zagubieni, potrzebujemy nowych mistrzów, nauki od nowa pojęć
takich jak wiara, nadzieja, miłość, przyjaźń itp. Im dalej od Grecji i Rzymu
tym większy chaos....tym większa niepewność, kim jesteśmy, po co żyjemy....

Czy czasem nie jest tak, że zataczamy koło i jesteśmy gdzieś blisko upadku
ale i zarazem odrodzenia - okrąg pomału się domyka i jest gdzieś koło 360
stopnia, a może nie? Może to dopierro 180? Czy to znaczy że zagłada jest
blisko? Każda cywilizacja umiera, umrze i ta, czy to waszym zdaniem już się
zaczęło?
Obserwuj wątek
    • melinek Re: Jak daleko stąd, jak blisko.... 06.03.03, 21:45
      la_passionata napisała:

      >... Zagubieni, potrzebujemy nowych mistrzów, nauki od nowa pojęć
      > takich jak wiara, nadzieja, miłość, przyjaźń itp. Im dalej od Grecji i Rzymu
      > tym większy chaos....tym większa niepewność, kim jesteśmy, po co żyjemy....

      Chaos i niepewnosc dotyczyly tez antycznych Rzymian i Grekow.
      Zwlaszcza niepewnosc kolejnego dnia, gdy zwykly bol brzucha mogl sie
      zakonczyc zejsciem smiertelnym.

      > Czy czasem nie jest tak, że zataczamy koło i jesteśmy gdzieś blisko upadku
      > ale i zarazem odrodzenia - okrąg pomału się domyka i jest gdzieś koło 360
      > stopnia, a może nie? Może to dopierro 180? Czy to znaczy że zagłada jest
      > blisko? Każda cywilizacja umiera, umrze i ta, czy to waszym zdaniem już się
      > zaczęło?

      0 to prawie 360 stopni a jeszcze nigdy historia nie wrocila do punkut wyjscia.
      Jesli juz historia sie toczy to raczej po spirali a nie po kole.
      Nasz system edukacji wpoil nam liniowy rozwoj wydarzen, nie wiem
      czy slusznie.
      • la_passionata Re: Jak daleko stąd, jak blisko.... 06.03.03, 22:02
        melinek napisał:

        > Chaos i niepewnosc dotyczyly tez antycznych Rzymian i Grekow.
        > Zwlaszcza niepewnosc kolejnego dnia, gdy zwykly bol brzucha mogl sie
        > zakonczyc zejsciem smiertelnym.


        Jasne, ale jednak wolałabym ból brzucha i nawet zejście - bo wiedzialam co mi
        jest, niż niepewność, czy moje człowieczeństwo jest jeszcze człowieczeństwem,
        czy już tylko bladym jego odbiciem. To jest tak, jak z kamieniem - wrzucasz go
        w wodę i kręgi, które są najbliżej są najprawdziwsze; im dalej tym obraz się
        zaciemnia, aż w końcu znika - gdzie jestesmy? Ale tego chyba nie wie
        nikt.....



        > 0 to prawie 360 stopni a jeszcze nigdy historia nie wrocila do punkut
        wyjscia.
        > Jesli juz historia sie toczy to raczej po spirali a nie po kole.
        > Nasz system edukacji wpoil nam liniowy rozwoj wydarzen, nie wiem
        > czy slusznie.


        Dlaczego sądzisz, że historia nie wróciła do punktu wyjścia? Czym jest punkt
        wyjścia? Poczęciem się Kosmosu? Jeśli tak to faktycznie ;-))) No to chyba już
        blizej niż dalej...A jeśli kosmos jest wieczny to co wtedy? Historia nigdy się
        nie kończy?

        Wiesz, mi chodziło o to, że każda cywilizacja się kończy, skończył sie Babilon,
        Egipt, Grecja, Rzym. Kościół jest wg. mnie umierający. Czyli tych zamkniętych
        kół było już trochę. Chodziło mi o małe bitewki nie wielką wojnę...

        pozdrowionka
        • melinek Re: Jak daleko stąd, jak blisko.... 06.03.03, 23:16
          La_Passionata co Cie napadlo? Szkoda, ze tu nie
          ma forum filozofia lub etyka, bo temat jest na
          takie forum jak ulal.
          Masz watpliwosci co do wlasnego czlowieczenstwa?
          To juz Ci nie wystraczy popatrzenie w lustro? ;))
          Stawiasz pytania, na ktore kazdy sam sobie powienien
          odpowiedziec w zaleznosci od sytacji, w jakiej go
          zycie postawi. Mozemy teoretyzowac, stosowac przenosnie
          i porownania, jadnak jak kazda teoria, ktora nie
          jest poparta praktyka, pozostanie ona ino wiedza dla
          wiedzy, sztuka dla sztuki.
          • la_passionata Re: Jak daleko stąd, jak blisko.... 06.03.03, 23:24
            melinek napisał:

            > La_Passionata co Cie napadlo? Szkoda, ze tu nie
            > ma forum filozofia lub etyka, bo temat jest na
            > takie forum jak ulal.
            > Masz watpliwosci co do wlasnego czlowieczenstwa?
            > To juz Ci nie wystraczy popatrzenie w lustro? ;))
            > Stawiasz pytania, na ktore kazdy sam sobie powienien
            > odpowiedziec w zaleznosci od sytacji, w jakiej go
            > zycie postawi. Mozemy teoretyzowac, stosowac przenosnie
            > i porownania, jadnak jak kazda teoria, ktora nie
            > jest poparta praktyka, pozostanie ona ino wiedza dla
            > wiedzy, sztuka dla sztuki.
            >
            >

            No właśnie...brakuje takiego forum, ale ponieważ to wyróżnia się wśród innych
            poziomem dyskucji, to nagryzmoliłam tu parę zdań.

            Ne Melinku, chodzi mi o naszą cywiliację a nie jednostki. To o mnie to był
            przykład - jak dalece odbiegliśmy od Ojców, jak bardzo nie umiemy teraz znaleźć
            dróg zatartych. Wiadomo, postęp techiniczny itepe, itede ale to nas nie
            tłumaczy...
    • kwieto Eeeetam. 06.03.03, 22:11
      Tak samo mowili i sto lat temu, i dwiescie, i trzysta, i tysiac i piec tysiecy....
      A swiat dalej sie kreci, raz lepiej raz gorzej.
      Problem "upadku czlowieczenstwa" wraca jak bumerang co jakis czas, pewnie nawet daloby sie wyliczyc cykl obiegu "wieszczenia upadku ludzkosci".

      Zastanawiam sie, czy nie ma to przypadkiem zwiazku z wynikami badan, w mysl ktorych tylko 17% (czy nawet mniej) Polakow mysli, ze swiat zmierza w dobra strone?
      Z tych badan wyniklo tez ze raptem 4% Polakow uznaje, ze ludzie staja sie coraz lepsi. To strasznie malo!

      I nie sadze, zeby mialo az takie pokrycie w rzeczywistosci. nie potwierdzaja tego np. moje osobiste obserwacje.
    • Gość: Witek Re: Jak daleko stąd, jak blisko.... IP: *.in-addr.btopenworld.com 06.03.03, 22:32
      la_passionata napisała:

      > Czy człowiekowi jest jeszcze potrzebny do szczęścia on sam?

      Co to jest szczescie ? Podaj swoja definicje. Ja, na przyklad, szukam wartosci
      absolutnych i dlatego szczescie musialoby (dla mnie) trwac bez konca. Raczej
      nie widze niczego takiego w przeszlosci, szczegolnie tej grecko - rzymskiej,
      nie widze i dzisiaj. Szukam, moze jest.

      > Patrząc na historię naszej kultury wydaje sie że jeszcze nigdy nie byliśmy
      bliżsi upadku niz teraz. Zagubieni, potrzebujemy nowych mistrzów, nauki od nowa
      pojęć
      > takich jak wiara, nadzieja, miłość, przyjaźń itp. Im dalej od Grecji i Rzymu
      > tym większy chaos....tym większa niepewność, kim jesteśmy, po co żyjemy....

      Mysle, ze nasza kultura zawsze balansowala na krawedzi i zawsze mogla latwo
      upasc - jezeli nie z powodu podboju barbarzyncow, ktorzy ostatecznie
      wchlaniali "nasze wartosci", to chocby z powodu zarazy albo (przeciez to
      mozliwe)upadku jakiegos wielkiego meteorytu.

      Wiara, nadzieja, milosc ? Czymze byly w czasach kiedy jedynie nieliczni
      potrafili czytac i pisac a 90 procent mialo problem aby zwiazac koniec z koncem
      i przetrwac najblizszy przednowek. To byla twarda walka o byt i nie bylo czasu
      ani nie starczalo sil na nic innego, pielegnowac cnoty mogli jedynie nieliczni.

      Jezeli kiedykolwiek w historii mialaby byc "zlota era" ludzkosci to, mimo
      okropienstw dzisiejszego swiata, trwa wlasnie teraz. A moze sie dopiero
      zaczyna ?


      > Czy czasem nie jest tak, że zataczamy koło i jesteśmy gdzieś blisko upadku
      > ale i zarazem odrodzenia - okrąg pomału się domyka i jest gdzieś koło 360
      > stopnia, a może nie? Może to dopierro 180? Czy to znaczy że zagłada jest
      > blisko? Każda cywilizacja umiera, umrze i ta, czy to waszym zdaniem już się
      > zaczęło?

      Wszystko sie kiedys zaczyna i konczy. I nasza cywilizacja, kultura - kiedys
      upadnie. Czy zaczyna upadac wlasnie teraz ? Zobaczymy.

      Pozdrawiam

      Witek
      • melinek Re: Jak daleko stąd, jak blisko.... 07.03.03, 22:02
        Gość portalu: Witek napisał(a):

        > la_passionata napisała:

        > > Czy człowiekowi jest jeszcze potrzebny do szczęścia on sam?

        > Co to jest szczescie ? Podaj swoja definicje.
        > Ja, na przyklad, szukam wartosci
        > absolutnych i dlatego szczescie musialoby
        > (dla mnie) trwac bez konca.


        Zadane przez La_Pssionate pytanie wzbudzilo
        w tym watku pewne kontrowersje.
        Moim zdaniem nie jest tutaj istotna
        definicja szczescia, tylko to jak je
        do siebie odnosimy, czyli relacja
        miedzy mna a szczesciem.
        Czy szczescie moze instniec bez
        czlowieka, samoistnie, oddzielnie?
        Nie. Bo wlasnie czlowiek odczuwa
        szczescie a nie szczecie odczuwa czlowieka.
        Bez czlowieka szczescie by nie istnialo
        a to oznacza, ze czlowiek jest sam sobie
        potrzebny do szczescia. Podkresle to,
        ze czlowiek sam sobie jest potrzebny,
        bo nikt inny za niego szczescia odczuwac
        nie bedzie.

        Poczucie szczescia jest bardzo idnywidulana
        sprawa, dla kazdego z nas inna. Jednego
        uszczesliwia ;)) poszukiwanie wartosci
        absolutnych, drugiego obcowanie z ukochanym
        partnerem, trzeciego sukces zawodowy.


        Witek napisal:
        > Raczej nie widze niczego takiego w przeszlosci, szczegolnie tej grecko -
        > rzymskiej, nie widze i dzisiaj. Szukam, moze jest.

        Witek, jesli do tej pory nie znalazles absolutu szczescia,
        to daj sobie spokoj i zajmij sie mniej filozoficznymi rzeczami
        a bardziej przyziemnym: seks, jedzenie, piekna przyroda itp.
        Przede wszystkim szukaj go w sobie. :))
        • Gość: Witek Re: Jak daleko stąd, jak blisko.... IP: *.in-addr.btopenworld.com 07.03.03, 22:21
          melinek napisał:


          >
          > Witek, jesli do tej pory nie znalazles absolutu szczescia,
          > to daj sobie spokoj i zajmij sie mniej filozoficznymi rzeczami
          > a bardziej przyziemnym: seks, jedzenie, piekna przyroda itp.
          > Przede wszystkim szukaj go w sobie. :))

          dzieki melinek za rade. nie jest wcale taka zla jakby sie wydawalo. ciagle
          jednak pozostaje to uczucie ze to jednak nie to... ze radosc z tego jest tak
          krotka... a chcialoby sie cos na dluzej...

          Pozdrawiam
          • melinek Re: Jak daleko stąd, jak blisko.... 07.03.03, 23:06
            Gość portalu: Witek napisał(a):

            > ciagle jednak pozostaje to uczucie ze to jednak nie to... ze radosc z tego
            > jest tak krotka... a chcialoby sie cos na dluzej...

            Wlasnie to jest w tym najpiekniejsze i najszczesliwsze.
            bo rzadko wystepuje. Tak jak z truflami, ktore
            sa szczesciem dla podniebienia smakosza a ktore sa nisety
            rzadkoscia. Gdyby byly tak powszechne jak ziemniaki,
            nie sprawialyby ludziom tak takiej radochy.
            Szczesliwe chwile to jak zaroki zlota wyplukane
            z ton blota i wody. W zyciu niestety przewazaja
            "te tony blota". :))

            > Pozdrawiam
            Tez pozdrawiam. :))
            • Gość: Witek Re: Jak daleko stąd, jak blisko.... IP: *.in-addr.btopenworld.com 08.03.03, 22:20
              tak, tak, tak, ale....
              • melinek Re: Jak daleko stąd, jak blisko.... 09.03.03, 23:19
                Milo mi, ze sie ze mna zgadzasz. :))
                Jak przebiegaja poszukiwania wartosci absolutnych?
                Jeju, moj tata tez tego szuka. :))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka