jedrek34
15.03.03, 18:51
Mam czas wiec sie pewnie rozpiszę, prosze jednoczesnie o podzielenie sie
swoimi doswiadczeniami jezeli macie na ten temat.
Byłem zonaty przez prawie 12 lat, jak zawsze były gorsze i lepsze dni ale
generalnie patrząc z boku chyba nie było tak najgorzej.
Zawsze w tym czasie pracowałem, zarabiałem przeważnie niezle, choc nie były
to tez jakies super pieniadze. Tak powiedzmy dwie srednie krajowe. Mieliśmy
jedno dziecko ,niedługo potem drugie wiec żona w poczatkowym okresie
zajmowala sie dziecmi (oczywiscie uwazam ze to jak najbardziej w porzadku).
Zaraz po slubie wynajelismy mieszkanie, niedlugo potem (choc niewielkie)
kupilismy na wlasnosc. Duzo pomagali nam moi rodzice, bo tesciowie
faforyzowali zawsze raczej zony siostre. Wszystko niby OK poza małym
wyjatkiem, mojej zony w zasadzie oprocz domu i potem pracy nic nigdy nie
interesowalo. Wiem ze to zabrzmi glupio, ale ona choc nie odmawiam jej
inteligrncji, miala zawsze duze problemy z nazwiskiem premiera Polski. Na
zarzuty ze polityka to nie domena kobiet odpowiadam od razu ze to tylko
przyklad, bo z innymi dziedzinami podobnie. Mówi że zawsze raczej mało
rozmawialiśmy, i to jest prawda, bo niby o czym? Ile mozna o dzieciach i
domu? Żony sposob na czas wolny to lezenie na lozku przed telewizorem i
ewentualnie wizyta u jej mamy ,co bylo o tyle latwe ze mogla tam pojsc w
kapciach. Niestety (dla niej) mam raczej taki charakter ze lubie czasem z
kims pogadac nie tylko o pracy (zajmujemy sie zupelnie czyms innym, raczej
nie sa to pasjonujace zajecia). No i zaczelo sie, kontrola kieszeni, numerow
w komorce itp. Posadzenia o to czego sie nigdy nie zrobilo sa jak wiadomo
dosc meczace, a facet ma nature przewrotna. Kiedys dosc dlugo klikalem w
necie z dziewczyna, sporo starsza ale interesujaca i niebanalna. Spotkalismy
sie kiedys w koncu na zywo, chwila zapomnienia, lozko, wstanie z niego po 2
minutach z moralnym kacem i swiadomoscia ze nawet nasze klikanie nie bedzie
juz takie jak dawniej. Żona oczywiscie "wysledzila" te rozmowy w komputerze,
poniewaz ja nawet nie wiedzialem jak sie zaklada haslo na GG (teraz juz
wiem).Płacz, tłumaczenie, mówienie co nam wzajemnie nie pasuje, ogólnie
przyznanie sie do błedów i postanowienie wzajemnej poprawy. Niby wszystko
mialo byc dobrze, ale ja wiedzialem ze to raczej niemozliwe. Mowilem o tym ze
skoro ma do konca zycia robic mi z tego powodu awantury to lepiej rozstac sie
jeszcze bez uczucia nienawisci.Mialem widocznie racje, bo sledzenie stalo sie
jeszcze bardziej intensywne. Kilka dni temu znalazla na moim GG tekst ktory
ktos napisal do mnie "jutro spotkamy sie o 10.00, a w sobote pospacerujemy
dlugo bo ja siedzialam ostatnio czesto w bibliotece". Ten tekst to nie jakas
czesc rozmowy tylko ktos to przyslal na moj numer. Oczywiscie napisala do tej
dziewczyny, a tamta przyznala ze rozmawiala z jakims chlopakiem na temat
spotkania. Choc prawie nic sie nie zgadza (poza imieniem ale ono jest w
publicznych danych), a tekst na GG moze napisac kazdy, chocby przez pomylke
to zaczela sie awantura. Naciąganie faktow jest specjalnoscia mojej zony,
wiec nawet argument ze nie moglem o jakims czasie rozmawiac z kims przez GG
bo siedzialem z nia w pokoju jest niewystarczajacy. Znowu sprawdzanie
komorek, krzyczenie na caly dom (zeby koniecznie slyszaly dzieci) itp.
Zrobilem kiedys wielki blad, nic mnie nie usprawiedliwia i wiem o tym, ale
tak przeciez nie da sie zyc.Prowadzi upakarzające rozmowy z tą dziewczyną z
którą niby rozmawialem, wyciąga wnioski jakich tamta nie stawia, i robi
wszystko zeby utwierdzic sie w swojej paranoi.Moje słowa nic nie znaczą,choć
do tego sie przyzwyczaiłem akurat. I teraz sedno sprawy. Niedawno kupilismy
duze mieszkanie, na ktore niestety musialem sie zadluzyc. Za sprawa
koniunktury na rynku zostałem bez pracy, choć intensywnie jej szukam.
Wzielismy wiec rozwód który niby mial być fikcją ( za namową żony, żeby bank
sie do niej nie przyczepił). Stan obecny: kredyt mieszkaniowy spłacają moi
rodzice (w całości), a żona zarabia tyle że na bieżące wydatki spokojnie jej
starcza. Zostałem więc golutki(cale wyposażenie mieszkania przepisane na
zone), bez pracy, z żoną która chwyta sie wszelkich metod aby "kulturalnie"
usunąć mnie z domu. Najgorsze że uzywa do tego również dzieci,a na walke
dziećmi ja sie nie pisze. To oczywiscie obraz z mojego punktu widzenia, ale
staralem sie byc obiektywny. Wiem że to ja zrobiłem kiedyś błąd, ale już za
niego odpokutowałem. Mówiąc szczerze to mam uzasadnione podstawy że ona kilka
razy też nie była wobec mnie w porzadku, ale ja jestem z tych ludzi którzy
wolą nie wiedzieć. Załozyla sobie nawet anons w "randkach"(zobaczylem przez
przypadek) na ktory miala duzo ofert, ale wytlumaczyla mi że przeciez wtedy
sie klocilismy wiec jej bylo mozna. Powiedzcie, czy prawdą jest że
najbardziej nieufny jest ten co sam ma nieczyste sumienie? Zrozumialbym nawet
gdyby to przesladowanie pojawilo sie po mojej glupiej przygodzie, ale ono
bylo zawsze, teraz tylko sie nasiliło i stalo wrecz chorobliwe. Po kolejnej
rozmowie z ta co niby do mnie pisala, żona (tak ja nazywam bo rozwod to niby
fikcja miala byc:))) dowiedziale sie ze ten facet (niby ja ) dzwonil kiedys
tam o ktorejs tam godzinie. Wiec teraz mialem byc odstawiony od stolu i loza
do czasu az ona nie sprawdzi bilingów domowego telefonu. Dzisiaj juz nie
mialem sily, przyznalem sie ze to ja dzwonilem bo takie zycie nie ma sensu
(choc oczywiscie nie dzwonilem ) Kocham ja jeszcze ale nikt tego nie
wytrzyma. Nie zniose wiecej jakiejs żenady, np. dzwonienia pod numery ktorych
ona nie zna, ktorych z racji tego ze odpowiadam na ogloszenia pewnie troche
bedzie. Nie jestem jeszcze stary, zaczne wiec wszystko od nowa. Dlaczego
kobietom łatwo przychodzi wybaczanie wtedy gdy facet ma kase? Czy za jeden
blad trzeba placic przez cale zycie? Czy moze powinienem sobie jasno zdac
sprawe ze ma juz duze, super urzadzone mieszkanie, wiec teraz moze spokojnie
poszukac swego krolewicza? W informacjach o sobie (przy anonsie w randkach),
podała takie dane ze az oczy wyszly mi z orbit. Na okreslenie sexu jaki lubi,
uzyla tyle okreslen ze nie wiem nawet czy tyle razy to robilismy. Swoja droga
to ja mam wiekszy temperament i sex zawsze byl moja inicjatywa. Pamietajcie
wiec panowie, tyle w koncu znaczycie dla swych "dam" ile aktualnie wynosi
wasze bankowe konto. Na krzyk ze strony pan ze tak nie jest, odpowiadam ze
owszem, sa wyjatki ale z moich osobistych doswiadczen i z obserwacji
otoczenia nie wynika ze sa one takie czeste jakbyscie chcialy.Troche to
wszystko chaotyczne, ale wyrzucone z siebie jeszcze w lekkim wzburzeniu.
Pozdrawiam.