Dodaj do ulubionych

Ile siebie dajecie?

26.03.03, 13:25
Z czego rezygnujecie, by pozostawać w związkach w których jesteście?

Pomijając oczywiste większe i mniejsze plusy bycia razem - chodzi o
możliwości w dostosowaniu się, w rezygnowaniu - tak, by to było jeszcze do
zaakceptowania bez większego bólu.
Może zgoda na wakacje w miejscu wybranym przez niego? Albo udział w
imieninach jej mamy? Albo nauka gotowania, bo kocha domowe i się domaga?
Zamykanie deski sedesowej (też bywa tematem)? Rezygnacja z uroczej blondynki
dla obecnej damy serca?

Doskonałością było by nie musieć rezygnować z niczego :) A może jest ktoś,
kto nie rezygnuje z niczego i jest pięknie w związku?

A może chwilowo niesparowani mają ścisłe granice, których wydaje im się ;)
lub wiedzą, że nie przekroczą w ww temacie?
Obserwuj wątek
    • Gość: E Re: Ile siebie dajecie? IP: *.rmf.pl 26.03.03, 13:44
      Ja staram sie rezygnowac z oczekiwania, ze maz zawsze bedzie zainteresowany
      mna. Z ciezkim sercem zauwazm ze oprocz mnie kocha mecze i komputer i internet.
      Poswieca czas nie tylko mnie- a ja bym chcila 24 godz uwagi:-)). Co do
      jedzenia mam na odwrot- ja bym chciala mu gotoac (bo lubie) ale on jie lubi
      tego wszytskeigo co ja (szpinak, i inne wysmyslne dania:-) woli schabowego i
      tyle. Szkoda.
    • Gość: wrednababa Re: Ile siebie dajecie? IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 26.03.03, 13:46
      ja się mogę wypowiedzieć jako ta "chwilowo niesparowana " ;))))
      mogę iść na ogromne ustepstwa..to wiem...ale... no własnie..jeżeli coś będzie
      wbrew mojemu sumieniu, jeżeli mialo by mnie to poniżyć albo wpędzić w konflikt
      np. z prawem - to nie da rady.. mam swoje granice.. mozna je naginac, ale one
      jednak istnieją. Kompromisy- jak najbardziej, ale wszystko musi mieścić się w
      moich normach, bym mogła spać spokojnie i spojrzeć sobie z czystym sumieniem w
      twarz..
      • alfika Re: Ile siebie dajecie? 26.03.03, 14:30
        To mi odpowiada (takie konkretne założenia), a na dodatek mam podobnie :)))
        A z kotletami i szpinakiem, E., mam tak samo :) Nie mówiąc o uwadze 24 h ...

        Zastanowił mnie temat, bo ludzie podobno często są w chorych związkach i
        potrafią bardzo mocno swoje granice przekroczyć, byle TO trwało.
        Ulegają w najgłupszy sposób jaki się da, jak tylko ta druga strona wymaga, co
        rodzi siłą rzeczy niespełnienie, co rodzi z kolei frustrację i wywoływanie
        chorych sytuacji, co z kolei zamęcza i ich, i partnera i już mamy frustratów.

        A z drugiej strony głupio się rozstawać, bo odpuszczenie w jakiejś sprawie
        ograniczy autonomię i moze nawet stworzy łańcuszek ciągłego ulegania.

        Gdzieś ta granica istnieje, pewnie inna dla każdego.

        A na dodatek z trzeciej strony bywa, że pomimo zdecydowanych poglądów i
        zapewnień o niezłomności choćby w drobnych sprawach ("nigdy nie dam się
        zapędzić się do kuchni!", "jak woli góry, to sobie pojedzie, ja nad morze i
        kropka") pojawia się taki ktoś, że z uśmiechem na ustach podaje się obiad, i z
        radością przyjmuje uśmiechnięte podziękowania i te góry mogą być, a i dla niego
        nie tragedia wyjechać nad morze.

        Jest tak?
        • Gość: E Re: Ile siebie dajecie? IP: *.rmf.pl 26.03.03, 15:09
          Troche tak jest chyba. Ja np. jeszcze 5 lat temu ne ichcialam miec dzieci i
          wychodzac za maz mowilam- nei mysl ze bede ci gotowac. A potem jakos tak m isie
          stalo,ze wymyslam nowe potrawy i autentycznie polubilam gotowac ARTYSTYCZNE
          potrawy - ciagle nie lubie robic prostych dan...A dzieci jakso tak m isie
          zachcial omiec jak zobaczylam ze mozna byc ladna zadbana matka. Poza tym kiedys
          zastalam moje go meza kt. GASDAL z naszym kotem i mowil do niego "i co kicia
          robila caly dzien? tesknila za panem? tak, pan tez tesknil/"Wtedy pomyslalam ze
          mo jmaz bdzie dobrym ojcem...:-))
        • Gość: Malwina z siebie ? a kto tyle chce ?!!! IP: *.abo.wanadoo.fr 26.03.03, 15:12
          a moje granice sa tak blisko mnie ze nie ma miejsca na jakiekolwiek zblizenie
          sie
          No bo po latach kompromisow (jednostronnych) to juz sie nie ma ochoty na gory
          zamiast morza ( ciagle) i na obiady (codziennie) i na uleganie (wiecznie) i i i
          i i i i i i i i
          mowy nie ma zeby z czegos zrezygnowac ! nawet nie z czosnku w potrawie !
          • alfika Re: z siebie ? a kto tyle chce ?!!! 27.03.03, 09:26
            Eeee tam, pojawi się taki, który uznaje obopólne ustępstwa za normę i do tego
            bez Ciebie w życiu ani rusz i Twój czosnek leży...
    • Gość: Martyna Re: Ile siebie dajecie? IP: *.proxy.aol.com 26.03.03, 21:23


      Kompromisy sa niezbedne w zwiazku bo przeciez niemozliwe jest znalezienie
      partnera , z ktorym bysmy sie zgadzali w stu procentach , mieli identyczne
      poglady, przekonania , sposob zycia, plany na przyszlosc itd( zreszta pewnie z
      takimj bratem blizniakiem pewnie bysmy sie zanudzili na smierc).

      Jednak czym jesli tych kompromisow jest za duzo i partnerzy sa zupelnie rozni
      to mozna sie jednego dnia obudzic i stwierdzic, ze juz tak naprawde juz nic z
      nas samych nie zostalo . Ja nie zgodze sie nigdy wiecej na jednostronne
      kompromisy.
      Co do scislych granic to sa nimi moje marzenia nigdy nie pojde na kompromis w
      realizowaniu moich marzen ( zjechanie polowy swiata, bycie specjalistka praw
      czlowieka, i kilka innych)

      A gdy spotkam kogos kto bedzie chcial zebym zrezygnowala z moich marzen i z
      tego co kocham to uciekne gdzie pieprz rosnie bo ktos kto by mnie prawdziwie
      kochal nigdy by o tego nie wymagal.
    • kwieto Re: Ile siebie dajecie? 26.03.03, 21:43
      Nie zauwazam, zebym musial z czegos specjalnie rezygnowac...
      Moze sa jakies drobiazgi, ale nie mam poczucia "rezygnowania" z czegos, co byloby dla mnie wazne.
    • Gość: ryba Re: Ile siebie dajecie? IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 26.03.03, 23:34
      alfika napisała:

      > Z czego rezygnujecie, by pozostawać w związkach w których jesteście?
      >
      > Pomijając oczywiste większe i mniejsze plusy bycia razem - chodzi o
      > możliwości w dostosowaniu się, w rezygnowaniu - tak, by to było jeszcze do
      > zaakceptowania bez większego bólu.
      > Może zgoda na wakacje w miejscu wybranym przez niego? Albo udział w
      > imieninach jej mamy? Albo nauka gotowania, bo kocha domowe i się domaga?
      > Zamykanie deski sedesowej (też bywa tematem)? Rezygnacja z uroczej blondynki
      > dla obecnej damy serca?
      >
      > Doskonałością było by nie musieć rezygnować z niczego :) A może jest ktoś,
      > kto nie rezygnuje z niczego i jest pięknie w związku?
      >
      > A może chwilowo niesparowani mają ścisłe granice, których wydaje im się ;)
      > lub wiedzą, że nie przekroczą w ww temacie?
      >
      >
      >
      Ja rezygnuje ze wszystkiego!!! Wcale mi nie zalezy na klotniach i wykonywaniu
      podstawowych czynnosci domowych...Uwazam to za doskonalosc. :)))
    • matrek Re: Ile siebie dajecie? 27.03.03, 09:10
      Wszystko, lub prawie wszystko, nie uważam tego za jakieś obciążenie, więcej -
      robię to z przyjemnością, a granicami są tylko granice uczciwości wobec samego
      siebie.
      • alfika Re: Ile siebie dajecie? 27.03.03, 09:38
        Trochę niepokoi mnie chęć dawania z siebie wszystkiego. Albo prawie
        wszystkiego. Przecież to dawanie albo się kiedyś zacznie ograniczać, albo
        człowiek zacznie się czuć niezbyt ciekawie?
        A dawanie dla świętego spokoju żeby nie było kłótni? Ile tak można??? Do
        pierwszego zawału?
        • alfika Re: Ile siebie dajecie? 27.03.03, 09:42
          Pozdrawiam w śliczny wiosenny czwartek :)
        • matrek Re: Ile siebie dajecie? 27.03.03, 09:56
          alfika napisała:

          > Trochę niepokoi mnie chęć dawania z siebie wszystkiego. Albo prawie
          > wszystkiego. Przecież to dawanie albo się kiedyś zacznie ograniczać, albo
          > człowiek zacznie się czuć niezbyt ciekawie?
          > A dawanie dla świętego spokoju żeby nie było kłótni? Ile tak można??? Do
          > pierwszego zawału?


          Zauważ, że oprócz dawania siebie, napisałem też o uczciwości wobec siebie. To
          dośc istotna uwaga. Jeśli z jakichś względów zaczynam źle sie czuć z tym
          dawaniem, bądź ... nie wiem, czegoś mi brakuje, przychodzi czas na jakieś
          przemyslenia i być może decyzje, ale nie ustalam z góry granic tego dawania
          siebie. Skoro kogoś kocham, to chce mu dać wszystko co mogę.
          • alfika Re: Ile siebie dajecie? 27.03.03, 10:34
            matrek napisał:

            > Zauważ, że oprócz dawania siebie, napisałem też o uczciwości wobec siebie. To
            > dośc istotna uwaga. Jeśli z jakichś względów zaczynam źle sie czuć z tym
            > dawaniem, bądź ... nie wiem, czegoś mi brakuje, przychodzi czas na jakieś
            > przemyslenia i być może decyzje, ale nie ustalam z góry granic tego dawania
            > siebie. Skoro kogoś kocham, to chce mu dać wszystko co mogę.
            >
            Zauważyłam, ale wolałam się upewnić :)
            A do tego ktoś wcześniej napisał, że rezygnuje ze wszystkiego, żeby nie było
            kłótni i przeraziło mnie, że u mężczyzn taka tendencja: niech bierze co chce i
            da mi spokój.
            • matrek Re: Ile siebie dajecie? 27.03.03, 11:02
              alfika napisała:

              > Zauważyłam, ale wolałam się upewnić :)
              > A do tego ktoś wcześniej napisał, że rezygnuje ze wszystkiego, żeby nie było
              > kłótni i przeraziło mnie, że u mężczyzn taka tendencja: niech bierze co chce
              i
              > da mi spokój.
              >

              To zupełnie nie tak. Nie, niech bierze i da mi spokój, lecz ja jej chce dać,
              wszystko co mogę . Rozumiesz ? To różnica. Bierz wszystko dla swiętego
              spokoju, a chce ci dać, wszystko co jestem w stanie.
              • alfika Re: Ile siebie dajecie? 27.03.03, 11:13
                matrek napisał:

                > alfika napisała:
                >
                > > Zauważyłam, ale wolałam się upewnić :)
                > > A do tego ktoś wcześniej napisał, że rezygnuje ze wszystkiego, żeby nie by
                > ło
                > > kłótni i przeraziło mnie, że u mężczyzn taka tendencja: niech bierze co ch
                > ce
                > i
                > > da mi spokój.
                > >
                >
                > To zupełnie nie tak. Nie, niech bierze i da mi spokój, lecz ja jej chce dać,
                > wszystko co mogę . Rozumiesz ? To różnica. Bierz wszystko dla swiętego
                > spokoju, a chce ci dać, wszystko co jestem w stanie.


                Branie dla świętego spokoju zamiast z radością, że otrzymuję coś z miłości??? W
                zyciu nie zamienię!
                Gorsza pomyłka w drugą stronę: kobieta myśli, że to miłość, a to zwykłe
                wygodnictwo.
                I co do tego wolałam się upewnić.
                Twoje posty rozumiem bardzo dobrze. Panowie, tak trzymać!!!
                • matrek Re: Ile siebie dajecie? 27.03.03, 11:22
                  Daje, bo chce jej dawać i tylko tyle.
                  • alfika Re: Ile siebie dajecie? 27.03.03, 11:28
                    matrek napisał:

                    > Daje, bo chce jej dawać i tylko tyle.

                    Matrek :) Tak trzymaj.
                    • matrek Re: Ile siebie dajecie? 27.03.03, 11:33
                      alfika napisała:

                      > matrek napisał:
                      >
                      > > Daje, bo chce jej dawać i tylko tyle.
                      >
                      > Matrek :) Tak trzymaj.


                      To nie wymaga zachęty z twojej strony, skoro sprawia mi to radość, ale
                      dzięki :)
                      • matrek Re: Ile siebie dajecie? 28.03.03, 10:19
                        Chociaż czasami życie zmusza do pochylenia sie nad własnymi zasadami.
                        • alfika Re: Ile siebie dajecie? 28.03.03, 10:24
                          matrek napisał:

                          > Chociaż czasami życie zmusza do pochylenia sie nad własnymi zasadami.
                          >

                          O! Czyżby wydarzyło się od wczoraj coś, co zmusiło Cię do weryfikacji poglądów?
                          Wcale bym się nie ucieszyła, ja naprawdę bardzo entuzjastycznie przyjęłam to,
                          co pisałeś, choć mnie to ani trochę nie dotyczy :)
    • Gość: ToeToe Re: Ile siebie dajecie? IP: *.ihug.net 27.03.03, 10:36
      it's quality that's important (not quantity:))
    • Gość: valkyrie Re: Ile siebie dajecie? IP: 217.153.125.* 27.03.03, 11:47
      Nie rezygnuje z niczego. I on tez nie. Oboje się po prostu dopełniamy. I
      uzupełniamy.
      Natomiast oczywiście zdarza się że dyskutujemy np. o tym gdzie chcemy pojechać -
      wtedy staramy się uzgodnić wspólną wersję.
    • pandora_ Re: Ile siebie dajecie? 28.03.03, 10:51
      Mam szczescie miec druga polowe po operacji, dosc powaznej :) Kocham go do
      szalenstwa, ale zdecydowalam, ze nie bede sie za duzo zmieniac... Choc jednak...
      Z papierosow zrezygnowalam, choc nie do konca - czasem zapale i nie czuje sie
      jak niegrzeczna uczennica, przy nim nie pale, bo wiem, ze go to meczy i szkodzi
      (ale nie pale tez przy kocie odkad sie dowiedzialam, ze kotkom bierne palenie
      baaardzo szkodzi). Hmm, jak robie jedzonko to osobne potrawy, choc na tej samej
      bazie (czyli kurczak na dwa sposoby - ja lubie smazonego z pieczarkami, TZ nie
      moze innego procz duszonego w warzywkach...) :)
      A z rzeczy mniej przyziemnych... Odkad go poznalam, zdecydowalam, ze czas na
      pozytywne zmiany i choc nie przychodza mi one latwo, jestem dumna sama z siebie
      i autentycznie wdzieczna, ze dal mi motywacje do: balaganienia mniej/sprzatania
      czesciej, dbania o to co jem i pije, odchwaszczenia slownictwa (pozostalosc po
      zaoceanicznych wyskokach).
      Sa rzeczy, ktore wykonuje niechetnie, ale wiem, ze sprawia mu przyjemnosc:
      czasem ubieram sie ekstra super bez powodu, odwiedzam moja "kochana" tesciowa,
      a raczej dom, w ktorym mieszka...
      Za nic w swiecie nie zrezygnuje ze swoich pogladow, przekonan itp DLA faceta.
      Tylko dla siebie i z wewnetrznej potrzeby. I nie zrezygnuje z wyskokow do
      knajpy na rzecz meczu w TV, siedzenia w necie na rzecz gry w karty itp :)

      Wydaje mi sie, ze jesli ktos zmienia sie calkiem, bezmyslnie i bez potrzeby, to
      juz jest bardzo, mowiac modnym slowem, "toksyczne". W takich zwiazkach
      zazwyczaj zmienia sie tylko jedna osoba, a ta druga robi wszystko, zeby
      utrzymac to COS, co jej potrzebne jest do egzystencji.


      _______________________________________
      Don't drink water. You should KNOW why.
    • joanna_1 Re: Ile siebie dajecie? 28.03.03, 12:41
      Zrezygnowałam jedynie z pedantycznej dbałości o czystość w domu... i tylko mi
      to wyszło na dobre :))
      Całe nasze pożycie polega na dialogu, traktowaniu spraw w ten sposób, by każde
      z nas czuło się dobrze. Nie rozpatrujemy w kategoriach, kto zyskuje , a kto
      straci. Postawą jest dla mnie odpowiednia argumentacja, oboje jesteśmy
      plastyczni w porozumiewaniu się. Na straży stoją wartości moralne. Nie pozwole
      na to by mąż skrzywdził kogokolwiek, ale też nie pozwolę na to by ktoś
      skrzywdził jego.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka