Gość: Sławek
IP: 213.186.93.*
13.11.01, 00:57
Dwie godziny temu, jadąc do pracy na nocną zmianę trafiłem na wypadek. BMW z
młodymi ludźmi walnęło w drzewo. Było ich czworo. Kierowca, gdy go wyciągaliśmy
z sanitariuszem jeszcze żył. Ruszał się. Po kilku minutach, mimo reanimacji
zmarł. Facet obok kierowcy zginął od razu. Dziewczyna za nim przeżyła, ale gdy
odjeżdżałem jeszcze straż nie zdążyła jej wyciągnąć z kupy złomu. Mówiła, że
bardzo bolą ją nogi. Zanim przyjechała straż, błagała nas abyśmy ją wyciągnęli
ale gołymi rękoma nie daliśmy rady otworzyć zablokowanych drzwi. Czwartego
pasażera nawet nie widziałem. Pierwszy raz w życiu brałem udział w czymś takim.
Jeszcze widzę ich zakrawawione twarze. Jeszcze czuję zapach wnętrza samochodu.
Słyszę jęk i błagania dziewczyny. Widzę lekarkę robiącą masaż serca. Nie mogę
przestać o tym myśleć. To będzie długa noc.