kwiaaatek1
18.11.06, 23:08
Dorosła osoba ponosi konsekwencje swoich błędów,
to jasne. A jeśli popełni się błąd przez nieuwagę
lub przez zbyt duże przeciążenie pracą? Kto jest winny? Pewnie ten, kto stoi
najniżej w hierarchii osób, które przyczyniły się do popełnienia błędu.
Społeczna konstrukcja hierarchiczna istniała od wieków i istnieć będzie, żaden
Jan Jakub Rousseau nie jest
w stanie jej zburzyć. Z jednej strony wiara, nadzieja
i miłość dla poddanych, z drugiej - wolność, równość
i braterstwo dla panów. Dawniej o tym ,kto więcej znaczy, decydowało
pochodzenie, a dziś stan posiadania,
bo na pewno nie mądrość i inteligencja.
Opiszę pokrótce zdarzenie z mojej pracy w przedszkolu: dziecko wybiega na
chwilę z sali na korytarz i chowa się
pod dużym plastikowym statkiem (to dla dziecka takie żarty, zabawa), szukam
chłopca, w tym momencie wchodzi do przedszkola jego babcia, dziecko wybiega
spod statku ze śmiechem, że zrobiło nam psikusa
a babcia krzyczy, że moim obowiązkiem jest nie wypuszczać wnuczka z sali, bo
jak wyjdzie na korytarz, to może wyjść samo na dwór i może coś mu się stać.
Skutek: babcia przekazuje rodzicom dziecka przesadzoną wersję wydarzenia:
chłopiec... prawie wyszedł na dwór, widziano go przy drzwiach, opiekunka WCALE
dzieci nie pilnuje.
Rodzice wypisują dziecko z przedszkola i przenoszą
do innej placówki, przedszkole traci 280 zł miesięcznie. Konsekwencje dla
mnie: rozmowa z dyrekcją, upomnienie; awantura urządzona przez rodzica, w
której nie mogłam nic powiedzieć oprócz tego, że jest mi przykro, bo
przywiązałam się do dziecka, które zrobiło od początku roku postępy w nauce i
w samodzielności; konsekwencje, które ja sama wyciągnęłam wobec siebie: dwa
dni płaczu, roztrzęsione emocje, tydzień katowania się myślami, że naraziłam
placówkę na straty, że zostanę zwolniona, no i szkoda mi dziecka, któremu
przyjdzie przyzwyczajać się do nowego miejsca.
Dorosła osoba ponosi konsekwencje swoich błędów.
To był drobny błąd, a właściwie niedopatrzenie, przeciążenie pracą (30 dzieci
w grupie bez żadnej pomocy), a spotkała mnie za to zbyt duża kara
w stosunku do przewinienia i nie tylko mnie, a... przede wszystkim dziecko.
Teraz przyszła mi do głowy taka refleksja: żyjemy
w czasach ohydnej konsumpcji, w których liczą się interesy, coś za coś.
Jesteśmy najbardziej zapracowanym narodem w Europie. Praca pochłania czas
zarówno szefom, jak i ich pracownikom. Firma przynosi zyski, jeden drobny błąd
może wiele kosztować. Prawo pracy jest nagminnie łamane, pracownicy zaprzęgani
do roboty za psie grosze. Szef nie odpuści, aby mieć kasę na kolejny samochód
czy wczasy, a szary pracownik nie ma wyjścia, jak stać się niewolnikiem, żeby
utrzymać siebie i rodzinę. Mordercza praca po 13 godzin dziennie, popsute
maszyny, brak zabezpieczenia przed kurzem i hałasem, brak ciepłej wody i
ogrzewania, pokrzykiwanie
na pracowników i poniżanie, zbyt duże wymagania
w stosunku do możliwości pracownika. Polska szara rzeczywistość. A gdzie jest
miejsce na życzliwość, zainteresowanie drugim człowiekiem? Kontakty ludzkie
przypominają zakupy w supermarkecie. Wchodzę - kupuję - płacę - wychodzę.
Jeśli Towar jest wadliwy, składam reklamację, żądam zwrotu pieniędzy. Tym
towarem może być dziecko albo wychowawca, a klientem rodzic.
Rodzic, wiek - ok. 30 lat, bogaty szef firmy, powiedział
do mnie przykre słowa: ,,Jestem właścicielem firmy,
za każdy błąd ponoszę konsekwencje finansowe. Pani jest firmą, której oddaję
dziecko, pani obowiązkiem jest je pilnować, popełniła pani błąd, zabieram
dziecko, żądam zwrotu pieniędzy, oddaję dziecko do innej firmy." Bardzo
przykre słowa, brak chęci rozmowy, wyjaśnienia sytuacji. Pierwszy raz w życiu
widziałam tego człowieka. Nigdy nie przyszedł do mnie zapytać się, jak dziecko
czuje się w przedszkolu, nie wiedział, że chłopiec robi postępy, nie
interesowało go to. Może prościej dla niego będzie wynająć robota do
pilnowania dziecka? Tylko... cholera, komputer też się zawiesza.
Martwię się, że wielu młodych właścicieli firm ma takie samo podejście do
drugiego człowieka, jak ten pan
i rośnie nam kolejne pokolenie zimnych konsumentów.
W tym momencie rzypomniały mi się słowa głównego bohatera filmu ,,Edi":
,,Wigilia jest zawsze wtedy, kiedy tego chcemy". Banalne zdanie, ale czy przez
wszystkich rozumiane? Smutne jest to, że trzeba przypominać ludziom o
życzliwości i wybaczeniu.
www.terapiadda.fora.pl/index.php