Dodaj do ulubionych

nie chcę, a jestem sama

06.01.07, 15:48
Pewnie takich jak ja jest masa, ale ja naprawdę zaczynam schizować. Ogólnie
całkiem dobrze radzę sobie w życiu, ale mam 27 lat i nieudany związek za
sobą, który zachwiał moim poczuciem wartości. Wkoło wszyscy żenią się, i
rodzą dzieci....to wystarczy do tego, by bać się zostać samemu. Jakoś tutaj
nieustannie mi nie wychodzi i nie wiem dlaczego.
Zawszę uważana byłam za mniej więcej duszę towarzystwa. Do tańca, a w końcu
dorosłam na tyle, ze i do różańca. Organizowałam spotkania, trzymałam
wszystich w kupie....więc życie kręciło się wkoło mnie tak, że nie
narzekałam. Raczej problemów z pracą nie miałam, z nawiązywaniem kontaktów
też nie, z brakiem propozycji spędzenia weekendu też nie.....ale faceci
traktowali mnie tylko jako kumpelę. Ktoś "życzliwy" kiedyś powiedział mi, że
faceci się mnie nieco boją: "fajna babka, ale potrafi być
nieobliczalna/trudna do opanowania". Tak więc pozostawało mi się kumplować
z "wiecznymi chłopcami", którzy żyli dniem dzisiejszym albo być podrywaną
przez znudzonych chłopaków koleżanek, ale tylko po to by chyba poczuli oni tę
adrenalinę.
W końcu poznałam kogoś bardzo dojrzałego psychicznie i chyba aż za bardzo, bo
niestety rady nie daliśmy. Wieczne kłótnie o to jaką drogą pójdziemy, o to,
że zbyt otwarta jestem na ludzi, że zbyt niedojrzała, że tylko praca i praca
mi w głowie, i imprezy i wyjazdy na narty czy wakacje....poszło wszystko z
dymem.
Wiadomo, że wiek sprzyja temu, by każdy zajmował się sobą. Im dalej tym
gorzej się spotkać, bo każdy zajęty wizytami u lekarza, u rodziców, dziecko
się rodzi, mieszkanie maluje. Nie mówiąc już o tym, że większość moich
znajomych ze mną na czele siedzi i kibluje w pracy. Np. dzisiaj siedzę i
odrabiam tygodniowe zaległości. I tak, im mam mniej propozycji spotkań tym
więcej siedzę w pracy. Im więcej w pracy, tym mniej wychodzę i mniej spotykam
ludzi. A im tego mniej, tym mniej mam swojego życia i okazji by kogoś poznać.
A latka lecą.....a ja coraz wybredniejsza i stanowcza. Życie w dużym mieście
sprzyja temu, by stawać się nieustępliwszym, wymagającym i bardziej
konsumpcyjnym.
Moje kumpele jakoś wszystkie już życie sobie poukładały. Jedna nawet zdążyła
się rozwiesć i następnego "tego jedynego" spotkać. A ja?
Dużo osób mi mówi, że jestem trudna (rodzina głównie). Ale nie wiem co mam ze
sobą zrobić;) Z drugiej strony adoratorzy jacyś się pojawiają, tyle, że chyba
tacy co to potrzebują wsparcia nieco więcej niż średnia krajowa. A ja nie
chcę dzieciaka, ja chcę partnera.
Powiedzcie, że życie już takie jest i nie ma się tego, czego się pragnie.
Żebym przestała wierzyć, tylko realistycznie podeszła do życia, wybrała
kandydata i realizowała swoje plany na życie. A, że nie będą one jak z tych
opowieści czy bajek.....to właśnie życie.
Obserwuj wątek
    • lenka135 Re: nie chcę, a jestem sama 07.01.07, 18:36
      Witaj, mam taki sam problem jak Ty i świetnie rozumiem o czym piszesz. Tylko,
      ze ja za bardzo nie wiem gdzie można spotkac fajnych, wartościowych facetów??
      Szkołę już skończyłam, w pracy w większości kobiety...I jak uchronić sie przed
      spotkaniem jakiegoś oszusta lub innego psychicznie pokręconego, który za kogo
      innego si podaje a w rzeczywistości jest inny? Czsami trace chęci i motywację
      do tego żeby coś w swoim życiu zmienić, za użo zawodów, za dużo lęków.
      • larie Re: nie chcę, a jestem sama 07.01.07, 23:17
        no właśnie - gdzie tych wartościowych się wynajduje? Ja w pracy nie znajdę, bo
        nowe biuro więc jestem sama. A że wkoło kręci się mnóstwo pokręconych? Oj
        mnóstwo - w tym roku mistrzem okazał się jeden, co to nierozwiedziony, ale dla
        mnie kościelny rozwód sobie załatwi, niby przypadkiem właśnie pod moim biurem
        jest więc podrzuci mnie do domu, Jego Tacie bardzo się spodobałam, opowiedział
        już o mnie swojej Mamie, siostra ze szwagrem zapraszają na kolaję, załatwi mi
        najdroższe perfumy, kosmetyki, zabierze na majorkę, tu postawi dom, a działka
        dlatego tak wielka, żeby teściów sprowadzić, tu będzie basen, a tam garaż z
        moim wymarzonym focusem combi, też właśnie przypadkiem będzie w ten weekend we
        władysławowie, kielcach czy pipidówku dolnym.......sporaśno zajęło mi
        uświadamianie sobie, że On gada mi bajki, bo w rzeczywistości jest pokręconym,
        nieszczęśliwym balangowiczem, który nie może znieść tego, że Jego kumple mają
        już żony, dzieci i domy, a On nie....więc wynalazł sobie taką mnie z "dobrego
        domu" i zaduszał swoją dobrotliwością. Planował chyba po moim trupie expresem
        nadrobić zaległości.
        • iwona334 wybrednie oczy przecieram ze zdumienia... 07.01.07, 23:57
          1. Slowo "kumlele" jest raczej niewybredne i osoby "wybredne" uzywaja okreslen
          typu: przyjaciolki , czy kolezanki...

          nigdy - kumpele...

          2. Ktoz to tak: nieszczesliwy balangowisz?

          To ktos , kto balanguje z rozpaczy, ze nie ma rodziny i dzieci?

          Jaklo zywo, znam samach szczesliwych balangowiczow,cieszacym sie zyciem i
          faktem, ze ich na balangi stac...

          ale czego to sie czlowiek nie dowie w necie :)))
      • bszalacha Re: nie chcę, a jestem sama 08.01.07, 23:11
        To,co piszesz o "innych"bardzo pasuje do Ciebie samej."co innego udają,co
        innego naprawdę jest w rzeczywistości".Pokazujesz się jako silna,wręcz
        dominująca a masz potrzeby jak małe,niezaradne dziecko.To dziecko ukrywasz
        przed światem,więc nikt go nie zna,choćby szukał.Jeżeli zależy Ci na
        opiekunie,to raczej złap za rękę tatusia.
        • larie Re: nie chcę, a jestem sama 09.01.07, 10:55
          i tu trafiłeś. Pokazuję się jako silna, a w rzeczywistości małe dziecko. To
          chyba wynik tego, że przez pewne niepowodzenie nauczyłam się że: "umiesz
          liczyć, licz na siebie" i tak to dalej ewoluowało i ewoluowało....że
          doprowadziło do takiej sytuacji, jakby dwulicowości:)
          Ale inaczej chyba bym sobie nie poradziła. Muszę się krótko trzymać, bo jak
          sobie popuszczę, porozklejam się troszkę, dam dojść do głosu tym miękkim
          uczuciom i pragnieniom, to rozpadam się na dobre i jest kupa nieszczęścia.
    • pink.freud Re: nie chcę, a jestem sama 08.01.07, 08:54
      Jak Ci dużo osób mówi, że jesteś trudna i wybredna to pewnie jesteś:)
      A jakie masz plany na życie i wymagania?
      • brakchmur Re: Warto być wybredną kobietą:) 08.01.07, 09:02
        Nie tylko warto ale NALEŻY stawiać wysoko poprzeczkę, ale jak we wszytkim ,
        zdrowy rozsądek wskazany:)
      • larie Re: nie chcę, a jestem sama 08.01.07, 09:48
        heh. i tu chyba wychodzi szydło z worka, bo te moje plany i marzenia cały czas
        ewoluują, lub co gorsza dopiero się klarują, jak dostałam po głowie...
        Chciałabym już być z kimś na stałe, miec swój kąt, dziecko w
        planach....chciałabym doświadczyć tej tzw. "szarości". Jakoś tak ostatnio mi to
        siadło, bo wcześniej ta sfera jakoś była mi obojętna. Wcześniej to tylko praca,
        praca i praca i zagraniczne wojaże i błyszczenie na imprezach.
        A wymagania? No tak, to jak w tym kawale o idealnych mężczyznach i kobietach.
        Kobieta musi umieć dwie rzeczy, a mężczyzna...........:) Ja najbardziej
        narzekam na brak ambicji i odpowiedzialności u mężczyzn. Przynajmniej ja takich
        spotykam - wiecznych chłopców. ALe jak spotkałam poważnego człowieka, okazało
        się, że los przegiął znowu w drugą stronę. Naprawdę starałam się popuścić ile
        tylko mogłam. Zrobiłam duzo. Znajomi mówili, że widzieli, że bardzo się
        starałam, ale widać albo niewystarczająco, albo po prostu postąpiłam właściwie
        nie wyrzekając się siebie (a zmierzało do tego).
        Czyli złoty środek potrzebny od zaraz.
        Kiedy się wie, że to ta właściwa osoba? Kiedy się wie, że dla tej warto ustąpić
        i tu i tu? To się wie, czy po prostu podejmuje dojrzałą decyzję i do końca
        życia świadomie podejmuje zobowiązanie? Kiedyś pewien znajomy zapytany skąd wie
        i dlaczego się żeni, odpowiedział, że jako umysł ścisły zrobił założenie, że to
        ta jedyna i już. Tego się trzyma do dziś.
        • brakchmur Re: nie chcę, a jestem sama 08.01.07, 09:55
          Twój znajomy jest nie tylko dowcipny , ale i konsekwentny w swoim poczuciu humoru:)
          Lubię ścisłe umysły:)
          • mikespike Re: nie chcę, a jestem sama 09.01.07, 01:05
            Larie znam to z autopsji. No wlasnie gdzie tych drugich polowek szukac jak
            czlowiek w pracy kibluje a wszystkie fajniejsze osoby pozajmowane.

            BTW dzieki za rady i jak mawiaja amerykanscy gangsterzy "Respect larie 4 ya
            helpa" :)
        • pink.freud Re: nie chcę, a jestem sama 09.01.07, 10:36
          Ze złotym środkiem moze być problem. System jaki się wykształcił w Polsce po 1989 to politpoprawność z Eurokołchozu w esbeckim wykonaniu. Bezwzględna nagonka na Kościół i wszelkie wartości kultury europejskiej takie jak rodzina, religia, ojczyzna, tolerancja (została zastapiona "tolerancją" w wykonaniu tolerastów) spowodowała ostrą polaryzację społeczeństwa.
          Z jednej strony lachociągi żyjące tylko imprezami i podróżami, politpoprawne do bólu, durne laski jak spod jednej sztancy walczące o pokój na świecie, równouprawnienie, tolerancje itp. nic nie znaczące bzdety. Jak nie złapią wcześniej HIVa nadają się do użytku do mniej więcej 30tki, póżniej zostają nikomu nie potrzebnymi singlami. Ponieważ są poddawane przez media ciągłemu praniu mózgu praktycznie nie sposób się z nimi dogadać (nabierają dopiero rozumu jak zaczyna im bić zegar biologiczny i nie ma już na nie popytu). Jedyna mozliwa strategia dla faceta to właśnie wieczny chłopiec. Bzykać dopóki się nie znudzi i wymieniać na nowe. Nie jest to bynajmniej przejaw niedojrzałości a poprostu dopasowanie się do warunków. Wszystkie sensowne laski są najpóźniej do 25 roku życia zajęte. Zostają wykształcone, ambitne, ciekawe świata, niezależne itp. krótko mówiąc takie, z których nie ma żadnego pożytku, które nie idą na żadne kompromisy i nie sposób z nimi żyć.
          Z drugiej strony zostają ultrareligijnelaski, które owszem posiadają sporo zalet. Można budować z nimi rodzinę, są lojalne, dbają o dom, chętnie zajmują się dziećmi, są oparciem dla faceta itp. Niestety mają też tendencje do manipulowania, seks tylko za zgodą Jezusa itp.
          A gdzie te normalne, miłe, sympatyczne laseczki, mające własne zdanie (nie to z GWna, WSI24 czy jakiegoś innego Cosmoszajsu), szanujące się ale nie przesadzające z religijnością, potrafiące pójść na kompromis, dobrze wychowane, które wyniosły z domu odpowiednie wzorce?
    • by_luty10 haiku 09.01.07, 02:42
      nie chcę, a jestem sama
      stara sukienka
      na wieszaku
    • hellio Re: nie chcę, a jestem sama 09.01.07, 11:39
      Larie, mam wrażenie, że bardzo "zadaniowo" podchodzisz do sprawy realizacji
      swoich planów życiowych i uczuciowych. I z poszanowaniem dla zasad zarządzania
      czasem. Otóż dużą część czasu trzeba poświęcić na pracę, na kontakty
      towarzyskie, na wyjazdy na narty - trudno więc sobie pozwolić na pochłaniające
      czas i energię eksperymenty z "kandydatami" do wspólnego życia, którzy
      odbiegają od zaplanowanego wzorca. Właściwy kandydat musi ... (pewnie wiesz, co
      tu wstawić), powinien...(też wiesz), dobrze byłoby, gdyby oprócz tego....,
      natomiast nie może ..., nie powinien..., i oczywiście odpadają ci, którzy....
      Czy nie jest tak, że wobec tego nie budujesz relacji z ludźmi, tylko szukasz
      ideału, z którym można by zacząć budować. A ideału w polu widzenia nie ma. Co
      gorsze, może jest, ale skreślony po (powierzchownej) konfrontacji z twoim
      kwestionariuszem. Jakie uczucia wzbudza w tobie taka charakterystyka sytuacji?
      I druga sprawa. Piszesz "wkoło wszyscy się żenią..., jakoś tak nieustannie mi
      nie wychodzi i nie wiem, dlaczego". Brzmi to jak prośba - "powiedzcie,
      dlaczego?". A ja jestem ciekawa, jakie są TWOJE domysły? Oczywiście, o tym są
      twoje posty. Ale gdyby się "odcedziło" opisy, ornamenty, wyjaśnienia i gdybyś
      musiała w jednym zdaniu powiedzieć, dlaczego ci nie wychodzi - to jak brzmiałoby
      to zdanie? Czy masz ochotę podzielić się takim skondensowanym przemyśleniem?
      Pozdrawiam serdecznie, Hanka
      • aska_ou Re: nie chcę, a jestem sama 09.01.07, 11:49
        pink.freud genialny post :)
      • larie Re: nie chcę, a jestem sama 09.01.07, 12:08
        hellio, zabiłaś mnie tym.
        mam ochotę się podzielić, bo jak powiem głośno, to może do mnie dotrze!!!!!!!
        boszeeee - jestem okropna, zawzięta, uparta, leniwa, powierzchowna i
        niedojrzała. I wszystko muszę mieć naj. Dlatego nie buduję relacji, tylko
        szukam ideału.
        co o tym myślisz? zapomniałam o czymś?
        • sunsilk Re: nie chcę, a jestem sama 09.01.07, 13:18
          larie, kiedy czytam, co piszesz, szczegolnie w pierwszym poscie, jakbym czytala
          o sobie. za pied dni koncze 27 lat, mam za soba jeden znaczacy zwiazek, ktory
          pozostawil slady i jestem wlasnie w drugim, ktory przezywa potezny kryzys.
          zwiazek z czlowiekiem dojrzalym, wiedzacym czego chce, zwiazek do ktorego
          wchodzilam bedac na to nie do konca gotowa.

          czytam wiec twoj watek i, mam nadzieje nie masz mi tego za zle, probuje z niego
          wycignac cos dla siebie.

          tez jakis czas temu przeszlam konfrontacje samej ze soba i glosno powiedzialam
          sobie, ze jestem niedojrzala, uparta, zawzieta, niecierpliwa i wymagająca.
          staram sie poznac wiec swoje wady i zyc tak, zeby ograniczyc ich destruktywny
          wplyw do minimum. dlatego wiem, ze najtrudniejsze jeszcze przed nami. wiem, ze
          to krok do przodu uswiadomic sobie te swoje cechy, nastepny jednak krok,
          truudniejszy przynajmniej dla mnie, to zawalczyc z nimi. ja sie bardzo staram,
          nie zawsze mi wychodzi, czasem niestety zapominam, ze trzeba sie starac, daje
          sie poniesc emocjom, niestety...

          ale zmierzam do tego (moze niepotrzebnie tak sie rozpisuje, wybacz) ze trzymam
          kciuki za ciebie, zeby ci sie udalo w zyciu, zebys odnalazla to, czego naprawde
          szukasz i to, co jest tak naprawde istotne. sobie tez tego zycze, dlatego:
          powodzenia. bo jeszcze wiele przed nami.
          • larie Re: nie chcę, a jestem sama 09.01.07, 14:01
            a spoko, spoko...nie mam za złe i rozpisuj się, przynajmniej skoro jesteś o już
            krok przede mną, to wiem co mnie czeka:):)
            szkoda tylko, że mnie nie pocieszyłaś, tylko postraszyłaś, że to początek:)
            brrrr..."trzymajmy się ramy to się nie pos...." - brzydkie, ale podoba mi się:)
            • sunsilk Re: nie chcę, a jestem sama 09.01.07, 14:09
              larie, nie chcialam cie przestraszyc :) faktycznie moja poprzednia wypowiedz
              wyglada, jakby byla w jakims strasznie pesymistycznym tonie. nie o to mi
              chodzilo :) to bardzo dobrze, ze masz juz pierwszy krok z soba. najwazniejsze
              przeciez uswiadomic sobie swoje bledy/wady. pisalam, ze najtrudniejsze przed
              nami, bo wiem, jak to czasem ciezko zagryzc jezyk i zrobic cos wbrew sobie. a
              poza tym moze tobie to przyjdzie o wiele latwiej niz mi :) moze to tylko ja taki
              oporny przypadek jestem :)
              • larie Re: nie chcę, a jestem sama 09.01.07, 18:55
                mistrzem oporności jestem ja:)
                • sunsilk Re: nie chcę, a jestem sama 09.01.07, 20:22
                  witaj w klubie mistrzow opornosci zatem :)
                  • larie Re: nie chcę, a jestem sama 10.01.07, 11:16
                    no ale to nie sprzyja dorosłości, tym osławionym kompromisom,
                    elastyczności......:):):):):)
                    oj biedne będziemy chyba co?:)
                    a serio, jeśli ktoś mi wytłumaczy, poprosi i będzie cierpliwy, to ok, ja tam aż
                    taki osioł nie jestem, żeby nie spróbować się przełamać....najgorzej jak ktoś
                    mi na siłę kit wciska, wydziera się i mądrzy, jakby po trupach chciał
                    przeforsować swoje......no wtedy to ja już ponad swoje ego wznieść się nie
                    potrafię, strzelam focha i ani mnie rusz...:):)
                    • sunsilk Re: nie chcę, a jestem sama 10.01.07, 21:02
                      heh, gorzej, jak ktos oczekuje od ciebie kompromisu i wcale nie chce mu sie
                      prosic, tlumaczyc i czekac cierpliwie, az sie namyslisz. tak jak piszesz, troche
                      to nie sprzyja doroslosci :) bo przeciez zycie z partnerem polega na tym, ze
                      idziesz na kompromisy w sytuacjach, kiedy macie odrębne zdania. po prostu :)
                      musisz byc na nie gotowa, a nie gotowa dopiero wtedy, kiedy ktos cie mocno
                      poprosi (no oczywiscie takie sytuacje tez moga byc, ale nie moga to byc
                      wszystkie). ja sama dobrze wiem, jak ciezko czasem pojsc na kompromis, sama mam
                      trudnego partnera (ten, z ktorym mam teraz kryzys), ktorego zdazalo mi sie
                      prosic o pojscie na kompromis i wiem, jak to cholernie boli i wkurza, gdy ktos
                      bliski uprze sie i nie chce kompromisu wypracowac. szczegolnie partner. dlatego
                      spogladam na to z tej drugiej strony :) jesli moj partner (przyjaciel,
                      pracownik, kogokowliek w sumie mozna tu wsadzic) zawsze bedzie sie musial
                      solidnie napracowac, zeby namowic cie na kompromis, to istnieje duze ryzyko, ze
                      w koncu kiedys bedzie miel serdecznie dosc tej walki. wiem, co mowie :)
                    • sunsilk Re: nie chcę, a jestem sama 10.01.07, 21:09
                      no wtedy to ja już ponad swoje ego wznieść się nie
                      > potrafię, strzelam focha i ani mnie rusz...:):)


                      no wlasnie cala sztuka polega czasem na tym, zeby sie ponad to swoje ego czasem
                      wzniesc :) oj oj trudne to cholernie wiem... :) jestem teraz w takiej sytuacji
                      zyciowej, ze jesli chce uratowac swoj zwiazek, to bede musiala po prostu czasem
                      pochylic czolo i zapomniec o fochu... i w sumie chyba nawet jestem na to gotowa.
                      wazne, zeby tylko nie zejsc ponizej wlasnej godnosci, bo sobie pozniej tego nie
                      wybaczysz. ale tez trzeba umiec sie czasem ugiac, zycie samo uczy nas takich
                      rzeczy :) no i wiedziec, gdzie jest ta granica miedzy pojsciem na kompromis,
                      ugieciem sie w imie partnerskiego ukladu, a gdzie jest juz poziom ponizej
                      wlasnej godnosci, a gdzie zaczynamy strzelac focha. zeby nie przeginac w zadna
                      strone. tak mi sie wydaje :)

                      nie zawsze warto byc fochmistrzynią :):):)
        • listopadowa26 Re: nie chcę, a jestem sama 11.01.07, 10:58
          larie napisała:

          > hellio, zabiłaś mnie tym.
          > mam ochotę się podzielić, bo jak powiem głośno, to może do mnie dotrze!!!!!!!
          > boszeeee - jestem okropna, zawzięta, uparta, leniwa, powierzchowna i
          > niedojrzała. I wszystko muszę mieć naj. Dlatego nie buduję relacji, tylko
          > szukam ideału.
          > co o tym myślisz? zapomniałam o czymś?


          Larie, o czy myslalas kiedys nad tym czy faceci glowkuja i analizuja co z nimi
          jest nie tak jak nie moga zdobyc lub poznac odpowiedniej kobiety? Nie, oni nie
          mysla nad tym, nie pisza postow, nie plaacza misiacami, nie zmieniaja sie, nie
          polepszaja... oni poznaja jedna kobiete po drugiej, probuja dzialaniem a nie
          glowa. Mozesz spedzic reszte zycia w ten sposob - kombinowac czego ci jeszcze
          brakuje zeby miec faceta, potem jak juz bedziesz miec faceta - co zrobic zeby
          go zatrzymac, zeby byl dla ciebie taki a nie inny, jak cie zdradzi lub rzuci -
          zeby go odzyskac itp, itd. Mozesz tak zyc tylko po co? Wyluzuj, przestan sie
          zamartwiac, naprawiac i analizowac, spotykaj sie z mezczyznami ktorzy ci to
          zaproponuja, daj im szanse, zobacz co sie bedzie dzialo. Powodzenia!
        • hellio Re: nie chcę, a jestem sama 11.01.07, 13:35
          Moje dziecko (które jest zresztą prawie w twoim wieku) obchodziło wczoraj
          urodziny i przez pół dnia trzymało mnie w kuchni, zgadnij po co?, a przez drugie
          pół spajało winem, korzystając przy tym z pomocy licznie zgromadzonych brodatych
          studentów i rozchichotanych panien, które czytaja Tocquevilla.
          Dlatego dzisiaj dopiero zajrzałam do twojego wątku i widzę ze zgrozą, że
          napisałaś to, czego się właśnie obawiałam. Że jesteś okropna, zawzięta etc, i w
          ogóle zakała ludzkości. I teraz jest mój ruch i JA mam napisać, ze ależ skądże!
          nic podobnego! jesteś inteligentna, ambitna, wrażliwa i jeszcze w dodatku masz
          poczucie humoru!
          Nooo, dobrze, spryciulo, niech ci będzie, bo sądząc po twoich postach - taka
          zdaje się jesteś. Tylko ze w moim pytaniu nie chodziło o to, żebyś przypisała
          swoje niepowodzenia określonym cechom charakteru, tylko określonym zachowaniom
          czy przekonaniom. I z tej półeczki to mamy tylko - "wszystko muszę mieć naj".
          Ale to nie jest takie małe "tylko", bo o każde niemal słowo można zapytać -
          dlaczego? Dlaczego ty akurat wszystko musisz mieć naj? Dlaczego w ogóle MUSISZ?
          Czyje to jest oczekiwanie? Czy na pewno twoje? Czy może ktoś ci je zaszczepił w
          obawie, żebyś nie zadawalała się w życiu byle czym - ale między "byle czym" a
          "naj" jest sporo miejsca,a ty tego "między" nie widzisz i jak jakiś stachanowiec
          MUSISZ wyrobić 1200% procent normy. W którymś poście piszesz - "nie mogę sobie
          popuścić... wszystko muszę zorganizować..." Piszesz, o ile pamiętam, konkretnie
          o jakichś wycieczkach. Ale z rozpędu organizujesz "wszystko". A po co
          organizować swoje uczucia? Bo umiesz? Bo musisz? Skąd taka pewność, że musisz?
          To twoja pewność? Co tam trzymasz pod tymi swoimi wszystkimi "muszę",
          "powinnam", "nie mogę", "trzeba", "należy"...? Czujesz, że coś tam jest pod tym
          wszystkim?
          Jakie ryzyko podejmuje się wchodząc w związek z drugim człowiekiem? Jakim
          ryzykiem jest pozwolić mu czuć swój zapach, pokazywać swoją twarz bez makijażu,
          pozwalać dotykać wałeczka tłuszczu na brzuchu, wykrztusić "nie wiem" jak ni stąd
          ni zowąd zapyta o stolicę Tobago, bo mu potrzebne do krzyżówki?
          Jakie ryzyko podejmuje się, szukając ideału?

          Ponieważ wychodzi na to, że nie jestem w stanie napisać zdania, które nie
          kończyłoby się znakiem zapytania - postanowiłam zakończyć tymczasem.
          Trzymam kciuki, myślę o tobie ciepło, Hania
          • larie Re: nie chcę, a jestem sama 11.01.07, 13:59
            Nie masz racji tylko w tym, że podpuściłam Cię, byś napisała o mnie coś milego.
            Akurat na tym mi nie zależało zupełnie:)
            Co do reszty, a szczególnie co do spełniania oczekiwań, to jak najbardziej
            strzeliłaś w 10:) gratuluję.
            Dzięki za pytania pomocnicze - mam wrażenie, że powinnam się nad nimi
            zastanowić, bo tak naprawdę nigdy tego nie analizowałam - znam tylko "muszę".
    • solaris_38 wolisz byc sama niz kimś ponizej oczekiwań 09.01.07, 20:42
      mysle ze ma sie to czego siepragnie

      a jak sie pragnie faceta dobrej klasy a sama wiesz że wszyscy którzy cie
      otaczają sa realnie poniżej twoich wymagań
      wiec jak sie chce kogoś szczególnego to // ostro trzeba powalczyć :)

      można też woleć kogoś poniżej oczekiwań skoro realnie trudne do spełnienia
      choć niby nie za duże:) ;)

      i to ma też swoje plusy i minusy

      i pamietaj ile czasu poświęcasz pracy żeby mieć jakiś sukces?
      ile godzin każdego dnia ile planów
      obmyślania strategii i taktyki a wcześniej edukacji

      każdy kto po drodze przypadkiem spotka obiekt wystarczający aby sie związac i
      chce to zrobić to to robi
      każdy inny musi uznać znalezienie partnera za priorytetowy pna

      zrób sobie biznes plan gdzie mogą być faceci o pokroju który bu ci pasował na
      stały związek organizacje miejsca spotkań biura matrymonialne

      i ciężko pracuj

      coś sie znajdzie na pewno ale czy az taka fajna osoba jak chcesz to nie wiem

      większoosc małżeństw jest względnie szczęśliwa i względnie nieszczęśliwa

      chcesz czegoś czego oni tez nie mają a jednak potrafią i z tego czerpać

      i ty znajdziesz swój kompromis

      w każdym razie pamiętaj to polowanie

      faceci często polują władze prestiż i kasę a kobiety na uczucia i partnerów
      to prawdziwe polowanie i jeśli ono cie upokarza to .. licz na przypadek

      on też potrafi zaskoczyć ale .. jednak nie można na niego za bardzo liczyć

      powodzenia
      • lusia501 Re: wolisz byc sama niz kimś ponizej oczekiwań 10.01.07, 00:32
        Polowanie na fecetów prowadzi do frustracji, deprasji, postarza, pogrubia.
        O wiele lepszy i ciekawszy jest przypadek.
        • realaustin Re: wolisz byc sama niz kimś ponizej oczekiwań 10.01.07, 10:59
          larie - Twój problem polega chyba na tym, jak ktoś napisał, że podchodzisz zadaniowo do sprawy poznania kogoś. W ogóle wydaje mi się, że obecnie "łączenie się ludzi" w wieku powiedzmy 25-30 lat bardziej przypomina kontrakt a nie jest efektem przypadkowego zadurzenia. Człowiek tak się obudowuje swoimi ohczekiwaniami i złymi doświadczeniami, że gotów na zimno zgodzić się na bycie z kimś, bo człowiek ten pasuje do wyimaginowago wizerunku oczekiwanego zarówno przez siebie samego jak i pasującego do otoczenia.
          Dziwne mamy czasy, mniej wychodzenia do ludzi a bardziej wewnątrz siebie, realizowanie siebie bez dawania innym cienia szansy i pozostawiania spontanicznemu zachowaniu szansy na szczęśliwy koniec i spotkanie kogoś nr1.
          • larie Re: wolisz byc sama niz kimś ponizej oczekiwań 10.01.07, 11:10
            no niestety Ty i ten ktoś macie rację:) cholerną rację:) Ja to zawsze planowo
            podchodziłam do życia. Wyjazdy ze znajomymi organizuję. A kiedyś nawet jak
            jechałam na urlop do Sztokholmu to mapkę z pogodą na każdy dzień sobie
            zrobiłam:) kiepsko? albo rozkład jazdy nocnych autobusów w Gdańsku.
            nie żebym każdy wyjazd z takimi pomysłami wyskakiwała, ale widzę, że znajomym
            to odpowiada, bo jadą jak na zorganizowaną wycieczkę:)
            ta zadaniowość wynika z tego, że jak nie mam planu to życie przez palce mi się
            przelewa i nic z tego nie mam, takie "let the life flow", a płynie sobie jak i
            gdzie chce.....czyli nic nie osiągnę. Dlatego tak się stresuję.
            heh, aż sama z siebie się teraz pośmiałam:)
    • paco_lopez Re: nie chcę, a jestem sama 10.01.07, 11:36
      sama jesteś cały czas. urodziła cię tylko mama. sama widzisz, że nie da się
      ułożyć ze światem tak żeby tylko wszystkiego wymagać. trzeba nie kiedy się
      poddać i dac sobą posterować. trudna to takie delikatne określenie na upartą.
      popróbuj z tymi dziećmi wiecznym, ale takimi supersamodzielnymi. i nie wmawiaj
      sobie, ze sie kimkolwiek dorosłym opiekować musisz, z resztą nie wiem z jakiego
      powodu ???
      • larie Re: nie chcę, a jestem sama 10.01.07, 11:54
        tak wiem, że niekiedy trzeba się złamać, poddać i jak to określiłeś dać sobą
        posterować. Tak wiem. Ja to teoretycznie wiem, ale czasem jakoś widzę, że jak
        ludzie są nieugięci to lepiej na tym wychodzą, niż Ci bardziej ulegli. I wiesz
        co wtedy......:) Tym bardziej, że na swoim uginaniu się i naginaniu i jakbyśmy
        to nie nazwali, to nie wyszłam najlepiej. Jak Zabłocki na mydle, najogólniej
        rzecz ujmując.
        No tak, to chyba kwestia wycyrklowania gdzie należy ustąpić, a gdzie nie. Ale z
        tym pewnie problem ma każdy: jeden mniejszy , drugi większy.
        Co do kwestii spróbowania....nie wiem, ale tacy zupełnie mnie nie interesują.
        Wiesz, spotykasz kogoś i albo Cię zainteresuje, albo nie. A jak mnie ktoś nie
        zainteresuje, to nie ma siły, ktora by mnie przekonała na plus (no rzadko). A
        im większe zainteresowanie takich osób, tym większa z mojej strony rezerwa (i
        rozdrażnienie).
        Z tym opiekowaniem się jest tak jak ktoś już napisał....to jest konsekwencja
        tego jaką się pokazuję. A wiadomo, że słabsi szukają silniejszych. Moja wina,
        moja wina, moja bardzo wielka wina....wiem
        • shachar Re: nie chcę, a jestem sama 10.01.07, 12:46
          zwariowalas zupelnie z ta wina
          a jeszcze gdzies wyzej to juz w ogole pojechalas po calosci, ze jestes okropna
          i w ogole
          puknij sie, to tak z przyjazni pisze i sie zastanow, jaki masz wplyw na wszystko
          polowiczny, marginalny
          i powiem ci jeszcze, ze naprezanie sie i natezanie i biznesplan tu nic nie
          da,bo tak juz jest,ze ...i tu padna slowa cioci, ktore sobie zapisz gdzies:
          to cos, co ci nie pozwala spac spokojnie, to cos, co wyziera z twoich oczu, to
          pragnienie, to nikt tego nie zaklajstruje.
          Jak sie nie pogodzisz z tym, ze to jest i bedzie i nie nauczysz sie z tym zyc,
          to cie kazdy bedzie omijal szerokim lukiem, bo to sie wyczuwa bez slow - chec
          doczepienia sie do kogos zeby COS sie zmienilo, zebu TO zniklo.
          Wyczuwasz to u facetow na pewno, u innych kobiet tez, na odleglosc.Nie
          chcialabys byc z kims takim.
          Nie mowie zebys sie teraz nagle zawziela na nauke nakiegos wydziwionego jezyka
          plus garncarstwa, bo to nic nie zmieni. Lepiej sobie siadz w kaciku i sie
          spotkaj z samotnoscia i ja oswoj.


          • larie Re: nie chcę, a jestem sama 10.01.07, 13:16
            no to fakt, że trzeba chyba oswoić zwierza:), a nie biznesplan budować.
            ale wiesz, jak się wyprężałam i natężałam, to i jakoś w końcu z mgr się
            ogarnęłam, iz pracą jakoś (to pojęcie względne:) mi idzie, i w ogóle jakoś mi
            idzie:)......no więc jak zdałam sobie sprawę , że mam dosyć, że mi wciąż w
            jednym nie idzie, to się w końcu zaparłam. masz rację, chyba mi odbiło.
            no i to nie jest tak, że ja bym chciała być z kimkolwiek. Bo jakbym chciała to
            bym już była - bez obaw. Problem w tym, że mam ten cholerny
            kwestionariusz "musi, powienien, nie ma mowy" i jak głupia idealistka się Go
            trzymam. I oczywiście tupię nogami, bo znaleźć nie mogę tego czego szukam.
            • shachar Re: nie chcę, a jestem sama 10.01.07, 13:32
              no wiec wlasnie o tym mowie, sa rzeczy na ktore masz wiekszy wplyw (magisterka,
              adopcja psa) a sa takie, ktore sie przytrafia, typu bede miala dwoje dzieci w
              wieku 30 lat ,chlopca najpierw, z blondynem..owszem mozna na to napisac
              biznesplan i sie moze nawet udac, wszakoz nie o to chodzi chyba, bo blondyn
              owszem jest, ale nie ten co trzeba.Takie biznesplany to sie moga smutno
              skonczyc.
              A reszta to zywiol
              zapytaj lepiej na forum czy ktos przewidzial, ze jego zycie potoczy sie tak jak
              sie potoczy
              ja ci od razu odpowiem - ja nie

              i jak jeszcze raz napiszesz o sobie glupia licealistka i i ze ci odbilo i ze
              masz cholerny kwestionariusz to nie wiem, chyba juz nic wiecej nie napisze ;)
              o to to ci na pewno dobrze wychodzi, walenie w siebie
              sie uspokoj i zyj
              zaden pawel ani sergio cie nie zbawi od zycia, tu i teraz, hle, hle ( i tu duze
              perskie oko..)
              • larie Re: nie chcę, a jestem sama 10.01.07, 13:45
                jesteś boski:)
                wracam do roboty bo mnie wywalą i kolejny problem do ogarnięcia się znajdzie:)
              • larie Re: nie chcę, a jestem sama 10.01.07, 13:49
                myślę, że jak zarzucisz proponowany temat na tapetę, to będzie z tego hit:)
                • vestalinka Re: nie chcę, a jestem sama 11.01.07, 15:48
                  Miłość musi przyjść sama...gdy się zakochasz to w kąt pójdą charakterystyki
                  wymarzonego faceta.
                  A w sytuacji odwrotnej-gdy już wyszperasz kogoś kto pasuje do Twojego
                  ideału,niekoniecznie musisz się w nim zakochać:)
                  Można planować wszystko inne,ale miłości żadną mocą się nie da zaplanować,rozkaż
                  sercu kochać!Albo dopadnie Cię sama,albo wcale...
                  • larie Re: nie chcę, a jestem sama 11.01.07, 16:38
                    esz....co prawda, to prawda....cały czas kumpele mi mówią: ten fajny, ten
                    fajny, tamten też, ten kwiatki przysyła, na tego zawsze mogę liczyć....ale
                    serce jak uparte tak uparte. Ostatnio zdałam sobie nawet sprawę, że to dawno
                    jak ostatni raz ktoś mi się podobał....
                    • vestalinka Re: nie chcę, a jestem sama 11.01.07, 17:58
                      U mnie jest podobnie...sporo czasu minęło od mojego ostatniego
                      zauroczenia,zakochania,miłości.
                      I wiesz co? Próbowałam się zmusić do umawiania się,ale zawsze bez żalu
                      rezygnowałam po czasie bo...to nie ma sensu!Jeśli być z kimś to z wzajemnej
                      miłości.Jeśli budować rodzinę to tylko z miłości.
                      Rozmawiawiałam ostatnio podczas podróży z pewną starszą panią,powiedziała mi
                      zdanie które zapamiętałam:"Całe życie przeżyłam z mężem którego nie
                      kochałam,gdybym miała wybierać teraz-wolałabym być sama.Nie powtórz mojego błędu"
                      • larie Re: nie chcę, a jestem sama 11.01.07, 18:56
                        heh, a ja zauważam u osób posuniętych w latach, że oni daliby wszystko, by mieć
                        kogoś obok siebie. Wiesz, jesień życia, niedomagasz coraz bardziej, a tu w domu
                        rodzinnym samemu niektórzy zostają. Widzę jak tacy patrzą na kłopoty z dziećmi
                        u innych, z zazdrością. Bo oni nie mają się czym przejmować, nie mają z kim
                        kłócić, z kim cieszyć, nie mają w perspektywie wnuków.....
                        I tak sobie myślę i tak źle i tak niedobrze.
                        Znam też takie, które znalazły "złoty środek". Mają dziecko. "Same". Ale czy to
                        nie żałosne? I co potem dziecku powiesz: "kochanie, nie wiem kim jest Twój
                        Tatuś - po prostu fizycznie doskonale się nadawał".
                        • vestalinka Re: nie chcę, a jestem sama 11.01.07, 19:17
                          Nie wiem jak lepiej...wiem jedynie że chyba nie mogłabym normalnie żyć w domu w
                          którym mieszka człowiek w pewien sposób mi obcy bo obojętny.Nie mówiąc nawet o
                          wspólnym łóżku,bo przez takie "kłamstwo" chyba już bym nie przebrnęła.
                          Pewnie wszystko zależy od osoby jaką się jest.Znam takie które akceptują kogoś
                          przy sobie na zasadzie "byleby był".Ta pani z którą rozmawiałam miała smutne
                          oczy mimo przeżytych 39 lat z mężem.Podobno musiała za niego wyjść,takie czasy.
                          • brak-chmur Re: nie chcę, a jestem sama 11.01.07, 19:23
                            Wychowałam samotnie syna na fantastycznego faceta:)
                            To nie był wybór i na pewno żadnej kobiecie nie doradzałabym samotnego macieżyństwa.
                            Bądźcie dobrej myśli, jeszcze znajdzie się OJCIEC dla Waszych dzieci....dawców
                            genów jest na pęczki, ale nie warto się z takim byle czym zadawać.
                          • larie Re: nie chcę, a jestem sama 11.01.07, 19:27
                            no fakt - zmusić się to i ja nie dam rady w tej kwestii. Kiedyś jako nastolatka
                            próbowałam - wysiadłam już przy całowaniu:):):)
                            • vestalinka Re: nie chcę, a jestem sama 11.01.07, 20:09
                              No to problem rozwiązany!
                              Głowa do góry,żyj spokojnie dniem dzisiejszym,ktoś właściwy sam się
                              pojawi(zwykle w najmniej oczekiwanym momencie)
                              Pozdrawiam serdecznie!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka