suicade123
11.02.07, 16:56
Mam problem z którym wiem, że sama sobie nie poradze.. Wychodze z załozenia,
ze jeśli mam życ przez kilkadziesiat lat i przez te kilkadziesiat lat mam
się meczyć.. uczyc , i robic rozne inne rzeczy które maja pomoc mi w
przyszłosci.. to wole po prostu polknac garsc tabletek i zwyczajnie umrzec.
Zdaje sobie sprawe ze jeśli to zrobie zranie wiele osob .. rodzine,
przyjaciół... ale jak długo mozno zyc na przekor samej sobie ? Nacinanie się,
i polykanie kilku tabletek robi ulge na chwile.. Mam 17 lat i sama boje się
czasem tego co siedzi w mojej głowie.. Powtarzam sobie ze znajde milosc albo
cel w zyciu, ale to i tak nie pomoga.. co z t ego ze kogos pokocham jeśli i
tak umre i tak... to nie jest wazne... Może gdybym wierzyła w boga, mialabym
po co zyc.. wierzylabym w zycie pozagrobowe... a tak.. Co ja mam zrobić ??
Czy z tej sytuacji jest jakies wyjscie ?? Wiem , ze może sama stwarzam sobie
problem, ale nie wiem jak mam go rozwiazac.. ale dlugo tak nie pociagne..
pomozcie...