zdolowana.bardzo
10.04.07, 16:39
Juz nie wytrzymuje, chodzi o corke mojego narzeczonego. Nie mam z kim
porozmawiac o tym, wiec chcialabym pogadac na forum.
Powiem wprost, nie lubie tej dziewuchy i wyczuwam na kilometr, ze ona tez
mnie nie lubi. Robi docinki na kazdym kroku, swiadomie to robi, jest juz
nastolatka, nie malym 5 letnim dzieckiem. Ostatnio zlosliwie zostalam
porownana do jednego z gryzoni, poczulam sie okropnie, ale nie odezwalam sie,
zacisnelam zeby i czekalam. Takich sytuacji mozna mnozyc dziesiatki.
Jednak co do narzeczonego. Na kazde zawolanie goni do coreczki, codziennie
odwozi do szkoly i przywozi z powrotem, do tego dwa jezyki obce po szkole i
inne dodatkowe zajecia. Nie wiem po co dwa jezyki obce w tym wieku, z
pieniedzmi sie u nas nie przelewa, ja nie znam zadnego jezyka i moze ja tez
chcialabym pojsc na kurs. Ale nie, o mnie nie pomysli, ja nie jestem wazna.
Raz wspomnialam, ze jednak powinni sie spotykac z corka na neutralnym
gruncie, a nie w domu gdzie jest jej matka, skonczylo sie prawie awantura.
Zakomunikowal mi, ze nie zamierza rezygnowac z czynnego uczestnictwa w zyciu
dziecka.
Podobnie wyjazdy. Dwa, trzy weekendy wyjezdza z corusia, jak ja poprosze, to
nie ma czasu ani nie ma pieniedzy. Znajoma doradzila mi, zebym kupila dwa
bilety do kina, zebysmy spedzili razem czas. Oznajmil, zebym wziela sobie do
kina jakas kolezanke, bo on umowiony jest z corka.
Doradzcie prosze, bo ja chyba zwariuje:((