Dodaj do ulubionych

fatalne skutki psychoterapii

28.04.07, 16:38
Witam. Rok temu zapisałam sie psychoterapię grupową ( powazny, państwowy
ośrodek), chciałam poukładac sobie mysli w głowie, uporządkowac rózne
sprawy,wspomnienia, bliżej przyjrzec się zyciu itp. Liczyłam na głębsze
rozmowy, konstruktywne dyskusje itp. pani psycholog - agresywny, roszczeniowy
babsztyl - oswiadczyła, ze wie dlaczego zgłosiłam sie na grupę. Żeby wykraść
jej metody pracy!(konczę psychologię, ale interesuje mnie tylko HR, żadne
terapie)Innej kobiecie (w ciężkiej depresji) oswiadczyła, że symuluje, zeby
wyłudzic rentę. Grupa od razu bez cienia refleksji to przełknęła. Skierowała
się przeciwko mnie i tej kobiecie. Przez całą terapie, nie miałam prawa mówic
o sobie, "pani psycholog" w chamski i szyderczy sposób to bojkotowała.
Eskalacja nienawiści, nie wiem, dlaczego zostałam do konca.
Prawie wszyscy ( 12 osób) trafili tam, ponieważ dostali skierowanie od
psychiatry, twierdzili, ze jakis czas temu "zachorowali", pan doktor
przepisze im dobre leki i dzieki temu "wyzdrowieją" I strasznie sie dziwili
po co im ta psychoterapia. Przeważały dorosłe dzieci bogatych, dobrze
wykształconych, nadopiekunczych matek; niepracujace, na ich utrzymaniu (mimo
np. 50 lat :-/, mama ma rentę). Minął rok od feralnej terapii, ja czuję sie
po niej obolała i pokaleczona, jak z tego wyjść?
Obserwuj wątek
    • saksalainen Re: fatalne skutki psychoterapii 28.04.07, 17:08
      Nalezałby psycholozke zaskarżyc, bo prawdopodobnie wielu ludziom zaszkodzi. Albo przynajmniej zwrócic sie do jakiejs komisji etyki, jezli ten osrodek cos takiego ma. Tyle ze nie wiem jakie sa szanse zeby to cos dało.

      A co do Twoich problemów... nie jestem psychologiem, ale mysle ze terapia indywidualna byłaby dla Ciebie lepsza alternatywa. Z tym ze jezeli od razu widzisz ze terapeuta nie ma zamiaru Ci pomóc, nie masz do niego zaufania - to nie ma sensu kontynuowac terapii, trzeba isc do kogo innego. Zaufanie do terapeuty to podstawowa sprawa, bez tego ani rusz.
      • kwiat_gruszki Re: fatalne skutki psychoterapii 28.04.07, 17:29
        Myslałam o tym,tego gdzieś czy nie zgłosic . Ta kobieta nie tylko wobec mnie
        stosowała takie metody. Ale wiem, że to mało możliwe. 1) Terapeuci w takich
        państwowych osrodkach to zwykle koło wzajemnej adoracji 2) nie mam zadnych
        świadków (pozostali pacjenci byli wpatrzeni w psycholozke jak w swiety obrazek,
        paradoksalnie im gorzej ich traktowała tym bardziej byli w nią wpatrzeni). Jest
        pare bardzo bliskich mi osób, które bardzo wspierały mnie podcas terapii i tez
        były przerażone tym, co się tam działo. To nie jest tak, że ja cały czas tym
        zyje, ale od czasu do czasu to do mnie powraca.
        • saksalainen Re: fatalne skutki psychoterapii 28.04.07, 17:37
          Co do swiadków: A ta kobieta która miała depresje? Nie masz mozliwosci sie z nia skontaktowac?

          Co do "koła wzajemnej adoracji"... moze masz racje, ale moze Ty poczułabys sie lepiej gdybys "coś zrobiła" w tym kierunku?

          Nie wie, nie chce Ci wmawiac.
    • taisy Re: Moj przedmowca daje dobre rady 28.04.07, 18:41
      To straszne, ze tacy ludzie sa terapeutami.
      Rozumem co czuje osoba, ktora wpada w zly kreg, nazwijmy to tak.
      Co o takim psychologu powinno sie powiedziec? Ze zle wykonuje swoj zawod, nie
      powinna pracowac z ludzmi i mimo wszystko gdzies to zglosic, zanim wydarzy sie
      tragedia.
      • sankanda Re: Moj przedmowca daje dobre rady 28.04.07, 20:59
        nie miesci mi sie w glowie !!!

        TY KONCZYSZ PSYCHOLOGIE ????
        • taisy Re: A co w tym dziwnego? 28.04.07, 21:11
          czy psycholog to jakis nadczlowiek? To tez czlowiek.
          • sankanda Re: A co w tym dziwnego? 28.04.07, 21:24
            ja nie demonizuje psychologow :) ale nie wierze, ze ty niebawem bedziesz
            psychologiem...
            • taisy Re: A co w tym dziwnego? 28.04.07, 21:27
              ja i psychologia... to jaks pomylka:))))
              • sankanda Re: A co w tym dziwnego? 28.04.07, 21:29
                o, kurcze :))... przepraszam za pomylke :)))
                • sankanda Re: A co w tym dziwnego? 28.04.07, 21:30
                  mimo, ze ty nie, to napewno bardziej niz swiat-gruszki czy jak jej tam...
                • taisy Re: A co w tym dziwnego? 28.04.07, 21:30
                  sankanda napisała:

                  > o, kurcze :))... przepraszam za pomylke :)))

                  Nie przepraszaj:)))) Tu sie wszyscy myla, poczytaj sobie inne wątki:)))
        • kwiat_gruszki Re: Moj przedmowca daje dobre rady 29.04.07, 14:31
          Owszem, kończę psychologię, studia dzienne, uczelnia państwowa, specjalizacjia;
          psychologia biznesu. Nie rozumiem twoich wątpliwości. Watpisz, bo: a) Zgłosiłam
          sie na terpaie? To studentka psychologii nie może sobie poukładać mysli w
          głowie? b) Wytrwałam na tej terapii do końca, zamiast sie ewakuować? Też sie
          dziwię ;-)c) Martwisz się, że teraz zacznę leczyc ludzi? Nie planuję.
          Interesuje mnie HR, rekrutacja, szkolenia w firmach i takie tam, by zostac
          terapeutą, trzeba wybrac odpowiednią specjalizację, a po jej zakonczeniu
          jeszcze długo, długo sie uczyć...d) Jestes trollem i postanowiłaś mi dołożyż,
          bez powodu. Bo watpię by dwie wypowiedzi upoważniały Cię do tak daleko idących
          sądów, jak ta powyżej. Mnie też nie mieści sie w głowie, ze mozna tak
          radykalnie i bezmyslnie oceniać.
          • sankanda Re: Moj przedmowca daje dobre rady 29.04.07, 19:17
            w tym, ze student, a w twoim przypadku prawie a
          • sankanda Re: Moj przedmowca daje dobre rady 29.04.07, 19:31
            i ty masz czelnosc wymyslac mi od trolli i zarzucac bezmyslnosc ? Przeciez to
            ty jestes razacym przykladem zawodowej tepoty !
            Chcesz pracowac w HR i nie jestes w stanie zinterpretowac relacji jaka powstala
            miedzy toba i prowadzaca sesje ? Nie zastanowilas sie dlaczego zarzucila
            ci ...no wlasnie... co ci zarzucila ta kobieta ? przeciez nie to, ze chcesz
            zostac jej potencjalna konkurentka :))) jako psycholog powinnas miec swiadomosc
            pewnych rzeczy, moja droga. jestes jeszczae bardzo mloda, ale juz teraz moge ci
            powiedziec, ze przy takiej wnikliwosci umyslu, jakiej przyklad dalas tutaj,
            daleko w swoim zawodzie nie zajdziesz :( Nie dojrzalas do niego emocjonalnie.

            I jeszcze jedno : zycze ci poukladania mysli w glowie, dobrze ci to zrobi, pod
            warunkiem, ze bedziesz miala co ukladac.


            • kwiat_gruszki Re: Moj przedmowca daje dobre rady 29.04.07, 21:40
              sankanda napisała:

              > ty jestes razacym przykladem zawodowej tepoty !
              > Chcesz pracowac w HR i nie jestes w stanie zinterpretowac relacji jaka
              powstala
              >
              > miedzy toba i prowadzaca sesje ?
              No widzisz, nie jestem w stanie. Nie mam obowiazku wiedzieć
              wszystkiego,zwłaszcza iz nie najlepiej sie wtedy czułam.Zaufałam tej kobiecie,
              tak jak inni pacjenci. A ona to zaufanie zawiodła. Uwaga o wnikliwosci umysłu
              to chyba przesada. Mozna wyrazic swoją opinie w sposób bardziej kulturalny.
              • sankanda Re: Moj przedmowca daje dobre rady 30.04.07, 08:39
                co widzisz niekulturalnego w okresleniu "wnikliwosc umyslu" ?
                znalazlas sie w sytuacji, ktora mogla cie bardzo wzbogacic, co nie oznacza, ze
                musiala ci odpowiadac. A ty nie wykorzystalas tej okazji do tej pory mimo ,ze
                miala ona miejsce rok temu !
                jesli kiedykolwiek bedziesz pracowala w HR, problem molestowania (realnego czy
                wyimaginowanego przez notoryczne ofiary wszytkiego i wszystkich ) bedzie twoim
                chlebem powszednim. I jak ty to dziewczyno zniesiesz ? Jaka bedzie jakosc
                twojej postawy w kontekscie hierarchicznym, ktorego nie bedziesz miala prawa
                naruszyc bez konkretnych, rzeczowych i istotnych prawnie argumentow ?
                Mowie ci, ze nie dojrzalas do tego zawodu. Naduzycia wladzy zdarzaja sie
                codziennie i wszedzie...

                • lsilanow Re: Moj przedmowca daje dobre rady 01.05.07, 14:32
                  to głupie co mówisz, osboba molestowana często czuje się bezbronna i ogłupiała, w sytuacji szczególnie, gdy jest jedną z wielu
                  z resztą, czy często zdarza się nam pomóc dyskryminowanemu koledze z Korei, gdy otaczają nas ludzie bierni
                  osoba dyskryminowana lub
                  A co do wytrwania w terapii - trudno nie wytrwac, szególnie gdy wszyscy podchodzą do niej z nabożną (czasami uzasadnioną, czasami nie) wiarą, a na co drugim spotkaniu słyszymy teksty typu: "Wytrwam, wiem, że to mi pomoże, to moja ostatnia szansa, zamierzam skończyc terapię i niepoddawac się". I tak dalej, i tak dalej... Mimo, że na pierwszy rzut oka terapia jest źle prowadzona, bo terapeuta zachowuje się jak wszystko wiedząca bufonka bez cienia empatii, robi to mechanicznie i rutynowo, a panie z recepcji rozpływają się w zachwytach, jaki to wspaniały ośrodek, jacy specjaliści, wysokiej klasy, z jakim doświadczeniem i stażem, co oni nie potrafią, nawet REIKI ukończone na 2 tygodniowym kursie w samopomocy chłopskiej umią.
                  • kwiat_gruszki Re: Moj przedmowca daje dobre rady 01.05.07, 18:47
                    Zgłosiłam sie na terapię, bo chciałam coś zmienic w soim zyciu, dowiedziec się
                    czegos o sobie, przyjrzec się swoim uczuciom. pozostałe osoby trafiły poprzez
                    skierowanie od psychiatry, częśc była na rencie, inne na utrzymaniu rodziny.
                    Faktycznie w pobozny sposób odnosili sie do terapii, a terapeutkę otaczali
                    kultem. Twierdzili, ze jest ich matka, guru i tp. Kiedys pamietam jedna z
                    uczestniczek grupy opowiedziała o swoim mężu, który ja katował tak bardzo, ze
                    raz czy dwa trafiła do szpitala, miała krwotok wewnętrzny. twierdziła, ze to
                    zrobił z miłosci, ze to jest miłość jej zycia. Powiedziałam, miłości się w ten
                    sposób nie wyraża. Grupa rzuciła się na mnie, usłyszałam, że sama sie kiedys
                    przekonam, że jak facet wypije, to bije i że to normalne, tak wyglada miłość w
                    normalnym zyciu, tylko w bajkach jest inaczej. Terapeutka nie zareagowała,
                    tylko sie złosliwie usmiechała. nigdy nie zadawała pyt. w stylu: A co wy o tym
                    sądzice, jakie macie zdanie? tylko od razu bezdyskusyjnie wyrokowała o
                    wszystkim. Jej zdanie było swiete. Kilka kobiet zapisywało sobie jej słowa do
                    zeszytu. Ta pacjentka z depresja, której zarzuciła symulowanie, była jedną z
                    najbardziej lubianych, po wyroku pani psycholog, cała grupa odwóciła się od
                    niej i zaczęła ja w okrutny sposób szykanowac. Z dnia na dzień, bo terapeutka
                    powiedziała, że nie ma zadnej depresji.
                    • ewag52 Gruszko 01.05.07, 19:03
                      a ja myślę,że w tym szaleństwie jest metoda.
                    • micdab1 Re: Moj przedmowca daje dobre rady 06.05.07, 01:23
                      Zgłosiłam sie na terapię, bo chciałam coś zmienic w soim zyciu, dowiedziec się
                      > czegos o sobie, przyjrzec się swoim uczuciom.
                      Droga studentko psychologii. Nie wiem, co działo się w czasie tej terapii, ale
                      jako terapeuta(nie psycholog), to wiem, że człowiek który chce pomocy to wie na
                      czym polega jego cierpienie, ma określone oczekiwania. Ty piszesz,że
                      czciałaś "coś" zmienić w swoim zyciu. Ok. ale co? Jeśli idziesz do lekarza to
                      chcesz aby Ci coś wyleczył? Nie jest prawdą, że środowisko terapeutów jest
                      hermetyczne. Jeśli masz uwagi do pracy terapeuty, to jest kodeks etyki, są
                      odpowiednie komisje. Ty przyszły psycholog winnaś to wiedzieć, co więcej Ty
                      przyszły psycholog winnaś to zrobić skoro było tak jak opisujesz. A co z Twoją
                      wiedzą dotyczącą dynamiki procesu grupowego? Zachęcam Cię do omówienia w
                      niedalekiej przyszłości tego problemu z innymi pstychologami bądź znajdź sobie
                      superwizora. Dużo pracy przed Tobą
                      • lsilanow Re: Moj przedmowca daje dobre rady 11.05.07, 04:13
                        jak to wie, na czym polega jego cierpienie?
                        ludzie, którzy palą papierosy zauważają znacznie później, niż otoczenie, że tracą kondycję
                        są ślepi na wiele rzeczy
                        ludzie z zastoinowym, przewlekłym zapaleniem nerek często nawet nie są świadomi tego, że są chorzy, myślą, że takie jest życie
                        że życie musi bolec, że musza cierpiec
                        bo nie mają punktu odniesienia
                      • lsilanow Re: Moj przedmowca daje dobre rady 11.05.07, 04:14
                        etyka? odpowiednie komisję? jest to równie porządnie przestrzegane, co w przypadku lekarzy, prócz tego, że jest to w powijakach
                      • lsilanow Re: Moj przedmowca daje dobre rady 11.05.07, 04:17
                        wiedza dotycząca dynamiki procesu grupowego - im dłużej żyję, tym w coraz róznych grupach się spoytkam, i tym trudniej opisac mi, to, co tam się dzieje, to, co można przeczytac w trakcie studiów, to tylko wycinek rzeczywistości
                      • kwiat_gruszki Re: Moj przedmowca daje dobre rady 11.05.07, 23:45

                        micdab1 napisał:

                        Nie wiem, co działo się w czasie tej terapii, ale
                        > jako terapeuta(nie psycholog), to wiem, że człowiek który chce pomocy to wie
                        na czym polega jego cierpienie, ma określone oczekiwania. Ty piszesz,że
                        > czciałaś "coś" zmienić w swoim zyciu. Ok. ale co?

                        Droga terapeutko. Mam poczucie, ze zareagowałaś jak pies Pawłowa, odpowiadajac
                        odruchowo na okreslony bodziec.Nie wiem, dlaczego uznałas, ze zgłaszajac sie na
                        terapię nie wiedziałam, co chce zmienić w swoim zyciu, ani dlaczego cierpię.
                        Przeczytałas jedno zdanie, jedno słówko, po czym nie wnikajac w problem od razu
                        wydałas "opinię". Nie bede pisac, co chciałam zmienic w swoim zyciu, ani
                        rozpisywac się o swoich osobistych sprawach, bo nie to jest tematem wątku.

                        Ty przyszły psycholog winnaś to wiedzieć, co więcej Ty
                        > przyszły psycholog winnaś to zrobić skoro było tak jak opisujesz. A co z
                        Twoją
                        > wiedzą dotyczącą dynamiki procesu grupowego?

                        I nie rozumiem, o co chodzi z moim kierunkiem studiów? Powtarzam po raz kolejny
                        i mam nadzieję, ze ostatni: Ja tam byłam PACJENTKĄ.I dla mnie absolutnie nie
                        miało znaczenia, co studiuję. Byłam tam, poniewaz cierpialam i potrzebowałam
                        pomocy. I w d. miałam wtedy wiedzę dotyczącą dynamiki procesu grupowego. Nie
                        udałam się tam, na praktyke zawodową.

                        Zachęcam Cię do omówienia w
                        > niedalekiej przyszłości tego problemu z innymi pstychologami bądź znajdź
                        sobie
                        > superwizora. Dużo pracy przed Tobą

                        I co znaczą te rady? To czy jestem przykładną studentką, czy jadę na trójach to
                        moja osobista sprawa.. Duzo pracy przede mną? A kto to powiedział? Moze
                        zrezygnuje z pracy w HR i zatrudnię sie w kiosku z gazetami? Moja sprawa i mój
                        wybór. Nic nie "muszę", nic nie "powinnam". Co to za jakies odpytywanie z
                        wiedzy? Pozostałe osoby w grupie wykonywały rózne zawody. Jedna z kobiet była
                        ksiegową. Moze i jej udzielimy paru rad? Czy oby na pewno znała dobrze Symfonię
                        i inne programy? Jesli nie, to duzo pracy przed nią. Był jeden student ochrony
                        srodowiska. Skoro ja miałam byc przygotowana na zajęcia, to czemu nie on?
                        Wejscióweczka codziennie rano, jesli nie zaliczy - zachecam gorąco do
                        znalezienia sobie korepetytora. oni wszyscy zawalili studia, prace, ale ja - z
                        tego co zrozumiałam - mam obowiazek byc prymusem.
                        I po co ten mój sarkazm? Bo to nie wątek o moich studiach. To czy ja jestem
                        przykładną studentką czy nie, to inna bajka. Kompletnie nie związana z
                        tematem. Napisałam, co czułam bedąc pacjentką tej kobiety.
                        • sankanda Re: Moj przedmowca daje dobre rady 12.05.07, 15:27

                          Gruszka, wszystko swietnie ujelas (wreszcie !!!). Sprawa jest jasna dla Ciebie
                          i dla tych, ktorzy Cie czytaja. I wiesz co? Nie chce sie puszyc, ale gdy
                          czytalam cie wczesniej, zaczela mi kielkowac pewna mysl... Dlatego w ktoryms z
                          postow porownalam sytuacje "wyjscia z... i poczucia osamotnienia" ze szkola.
                          Zobacz co teraz piszesz :

                          ">. oni wszyscy zawalili studia, prace, ale ja - z
                          > tego co zrozumiałam - mam obowiazek byc prymusem. "

                          Otoz nie masz tego obowiazku. Nie musisz byc ani prymuska ani ulubiona
                          uczennica, ale zachowalas sie (lub tak cie potraktowano) jak
                          typowa "nielubiana" prymuska. Teraz znajdz "sprawce" tej wysokiej poprzeczki.
                          Ty czy ktos inny?;)
                          Na terapii chcialas zaistniec jak przecietny czlowiek i byc soba. Okazalo sie,
                          ze wszystko diabli wzieli, bo znow narzucono ci wizytowke z poziomem
                          wyksztalcenia wydrukowanym wielkimi literami, a cala reszta olowkiem...
                          To prawda, ze masz duzo pracy przed soba. Nie oburzaj sie, bo to ma niewielki
                          zwiazek z tym, czego mozna nauczyc sie w szkole ;)



                          "Napisałam, co czułam bedąc pacjentką tej kobiety."

                          Co nie znaczy, ze inni pacjenci tej kobiety czuli sie tak samo jak Ty.
                          Tutaj masz osobisty orzech do zgryzienia. Sama lub z czyjas pomoca,
                          niekoniecznie z pomoca TAMTEJ kobiety.



                          • lsilanow Re: Moj przedmowca daje dobre rady 13.05.07, 03:39
                            problem nie taki znów skomplikowany, dasz radę kwiecie_gruszki (po za tym, jak wygląda taki kwiat?) :)
                  • sankanda Re: Moj przedmowca daje dobre rady 01.05.07, 21:17
                    tutaj wszystko co napisze jest uznane za glupie, ja mam rozdwojenie jazni i
                    czytam bez zrozumienia.
                    gratuluje ci tylko bardzo rzetelnej wiedzy na temat aktualnych problemow w
                    przedsiebiorstwach, roli HR oraz mozliwosciach wszczecia postepowania karnego.
                    Otwoz oczy i nie uciekaj do Korei.
                    Dlaczego twierdzisz, ze tak kobieta byla wszystko wiedzaca bufonka bez cienia
                    empatii ? Moze rzeczywistosc jest zupelnie inna ? A moze rzeczywiscie byla
                    wredna baba, moze po babsku czegos swiatu- gruszki zazdroscila, gruszki w
                    jakis , moze gruszka powiedziala cos tonem, ktory ja urazil, bo kobieta tez ma
                    swoje zycie, z pewnoscia jakies problemy i tez moze miec spadek formy itp.?
                    Mozliwosci jest kilkadziesiat. Dlaczego empatia ma isc tylko w jedna strone ?
                    Dlaczego lepiej pluc i ublizac niz pomyslec i zzastanowic sie nad soba ?
                    Latwiej jest zbluzgac, nazwac idiota, niekompetentnym bufonem, sekta , niz
                    zastanowic sie dlaczego sie nie weszlo w dynamike grupy ? co stanelo na
                    przeszkodzie ? dlaczego ta kobieta w ten sposob zareagowala ? i mozna tez
                    zaczac od samych podstaw : dlaczego wybralo sie terapie grupowa, gdzie jest sie
                    jednym z wielu , a nie indywidualna, ktora zapewnia komfort pozostania pepkiem
                    swiata ?


                    • kicior99 Re: Moj przedmowca daje dobre rady 11.05.07, 17:15
                      widac to prawda./ ja też miałem takie wrażenie i nie jestem w nim odosobniony.
            • taisy Re: Oooo kobieto, Ty się zastanów i 30.04.07, 11:05
              to dobrze zanim zaczniesz ludziom wymyslać. Gruszka, słusznie cię oceniła
              jesteś zwykłym trollem, który widać lubi dowalać ludziom, którzy szukają pomocy
              na forum. Przez takich jak ty wiele osób nie moze się otworzyć i szukać pomocy.
              Sama jesteś dowodem emocjonalnej tempoty!
              Pisać innym co powinni, każdy taki "mądry" moze, ale wczuc się i zrozumieć to
              inna sprawa.

              Osobiscie cenię sobie ludzi, którzy mają jakieś wewnętrzne przezycia i problemy
              które rozwiazują, niż tych "silnych" ktorych zadne losowe przezycia nie
              spotkały i trudno im jest sie wczuć w polozenie drugiej osoby.
              Człowiek uczy sie przez całe swoje zycie.
              • sankanda Re: Oooo kobieto, Ty się zastanów i 30.04.07, 11:49
                nie jestem trollem. nie wiesz kim jestem prywatnie. przypuszczam, ze gdybys
                wiedzila, twoj post mialby diametralnie inny ton.
                zgadam sie z tym, co piszesz , ze czlowiek uczy sie przez cale zycie. dodam
                tylko, ze uczy sie przez cale zycie, pod warunkiem , ze sam tego chce :)
                nie sadzilam, ze forum "psychologia" jest forum bezrefleksyjnego glaskania. w
                tej sytuacji , rzeczywiscie niewiele tu wnosze, aczkolwiek wypraszam sobie
                nazywanie mnie trollem. dodam tylko, ze autorka postu jest studentka, prawie
                absolwentka psychologii. jesli osoba z tak powaznym bagazem wiedzy oczekiwala
                na gremialny bluzg pod adresem prowadzacej sesje (bylas tam, matko Tereso
                wirtualnych bolesci ?) lub grupowego glaskania... to naprawde szkoda, ze konczy
                te studia, a nie inne.
                Piszesz o ludziach silnych, jako o tych, ktorych nie spotkaly zadne powazne
                przezycia losowe. Jest to oczywiscie totalny absurd !
                tak samo jak absurdalna jest postawa gruszki, ktora udaje sie na terapie
                grupowa, ktora jej ktos tam polecil, zeby sie czegos o sobie dowiedziec... No i
                okazalo sie, ze dowiedziala sie czegos, tylko nieszczesna, nie potrafi ubrac
                tego w slowa. szkoda, bo jako psycholog powinna miec na ten temat przynajmniej
                bardzo rzeczowa wiedze.
                Tutaj juz jej ktos poradzil, zeby swoj konflikt rozwiazala na terapii
                indywidualnej. Tylko jak to jest mozliwe, zeby prawie psycholog, przez caly rok
                sama na ten pomysl nie wpadla ? Lepiej pozno, niz wcale... tylko do takiego
                wniosku mozna dojsc bardzo szybko i samemu.
                Czesto spotykam ludzi zalamanych (nie jako psycholog, ale z psychologami scisle
                wspolpracuje) i powiem ci, ze przelewanie z pustego w prozne i samo wczuwanie
                sie w ich sytuacje do niczego nie prowadzi, bo tylko utwierdza ich w roli ofiar
                i biernej postawie.
                Nie musisz odpowiadac mi na ten post, bo z gory wiem, ze zle go
                zinterpretujesz, swiadomie lub nie.

                • taisy Re: Pisz może więcej na forum. 30.04.07, 13:29
                  I rzucaj perły swojej madrosci, jak wyzwanie, nam tutaj maluczkim pod nogi.
                  Bo rzeczywiscie trudno nam tutaj zorientować się kto kim jest o ile sie sama
                  skutecznie nie zaprezentujesz.
                  Tylko pomysl co twoj post wniósł autorce postu do zycia ciekawego, jeszcze
                  jeden emocjonalny zawód na ludziach?
                  • sankanda Re: Pisz może więcej na forum. 30.04.07, 13:50
                    a na ten temat, wolabaym uslyszec zdanie autorki.
                    wybacz.

                    PS.
                    wydaje mi sie, ze napisanie ze nie jest sie psychologiem akurat tutaj, gdzie co
                    drugi uczestnik to uzurpator ;) jest dowodem uczciwosci i szacunku, a nie forma
                    osobistej promocji. No i moze byc tez w jakim sensie przydatne osobie
                    zainteresowanej. A madroscia grzesza ci, ktorzy udzielaja bardzo osobistych
                    porad, czesto cennych, fakt. Ja tego z zasady nie robie.
                    • kiczarcia1 Re: Pisz może więcej na forum. 30.04.07, 14:56
                      To bardzo cenna rzecz ujawnienie,że nie jest się psychologiem,też odbieram to
                      jako przejaw szacunku i rozmówcy na pewno to wybaczą.Byłam kiedyś na tera-
                      pii z powodu nerwicy i terapeuta był bardzo troskliwy i taktowny i nie zachowy
                      wał się w ten sposób.
                      • sankanda Re: Pisz może więcej na forum. 30.04.07, 15:04
                        rozumiem, ze nie zachowywal sie jak terapeutka grupowa gruszki ?...bo gruszka
                        nie ma stwierdzonej nerwicy
                        • kiczarcia1 Re: Pisz może więcej na forum. 30.04.07, 15:17
                          Terapia pomogła mi,część objawów ustąpiła,ale może zbyt wiele oczekiwałam.
                          Nie wiem na co choruje gruszka,zdrowe osoby nie chodzą chyba na terapię.W mo-
                          jej grupie wszyscy byli na coś chorzy.
                          • sankanda Re: Pisz może więcej na forum. 30.04.07, 15:21
                            kazdy ma jakas nerwice... gruszka chyb
                            • sankanda Re: Pisz może więcej na forum. 30.04.07, 15:32
                              gruszka chyba choruje na osobisty znak zapytania...hmmm...najwyzszy czas !

                              mialam kolezanke chora na nerwice, bardzo powazna forme. nie mogla sie uczyc,
                              nie byla w stanie skupic sie na przeczytaniu chociazby jednej linijki
                              jakiegokolwiek tekstu. widzialam na wlasne oczy, zaczynala sie telepac na widok
                              liter (to bylo na studiach). znalazla sie w specjalistycznym centrum dla
                              nerwicowcow i spedzila tam chyba ze dwa miesiace. poza tym zachowywala sie
                              zupelnie normalnie, rozmawiala na wszystkie tematy i bywala nawet wesola.
                              wyszla z tego cala i zdrowa, po jakims czasie skonczyla studia i zaczela
                              pracowac.
                              niewiele rozmawialysmy na temat samej choroby i jej przyczyn, ale wiadomo,
                              gdzie one siedza. terapia poskutkuje, lecz rzadko konczy sie calkowitym
                              wyzdrowieniem, mozna miec nawroty i zawsze cos z tej nerwicy zostanie. cale
                              szczescie, bo przeciez bez nerwicy normalnie zyc sie nie da...
                              • kiczarcia1 Re: Pisz może więcej na forum. 30.04.07, 15:42
                                czy jest taka choroba-znak zapytania ?
                          • kwiat_gruszki Re: Pisz może więcej na forum. 01.05.07, 18:34
                            Wiele zdrowych osób chodzi na terapię, sama znam kilka. Dla własnego rozwoju,
                            by lepiej poznac siebie, by sie czegos dowiedzieć. Ja tez poszłam na terapię
                            nie dlatego, że "musiałam", tylko dlatego, ze chciałam. Owszem, przezywałam
                            gorszy okres, ale dlatego, ze zbiegło sie kilka przykrych wydarzeń w moim
                            zyciu, a nie dlatego, że "zachorowałam".
                    • kwiat_gruszki Re: Pisz może więcej na forum. 30.04.07, 15:24
                      Moze i cenne są Twoje rady Sakundo, tylko takie troche ni w pięć ni w dziewięć.
                      Nic nie wiesz o mnie, nie wiesz, jaką osobą jestem - bierną czy aktywną,
                      dojrzalą czy infantylną, ofiarą czy silaczką. Nie rozumiem, jak na podstawie
                      kilku przesłanek mozna decydowac się na tak radykalne pseudoarbitralne sądy.
                      Trochę to bezpodstawne, i w swojej bezpodstawnosci i bucie z jaką to robisz
                      wręcz dziecinne ;-)). Ciebie tez tam nie było, nie wiesz, jak wyglądała moja
                      relacja z psycholożką, ani jakie wnioski wyciagnełam. Dopowiadanie sobie
                      faktów, nie podpartych dowodami, to zwykłe konfabulacje. Co do glaskania po
                      glowie, to chyba nie o to chodzi. Opinie, nawet te kontrowersyjne, mozna
                      przekazywac w sposób bardziej konstruktywny, poniwaz słowa zawieraja w sobie
                      pewien wlasciwy dla nich ładunek emocjonalny. Nie piszę tego jako psycholog,
                      ale osoba, ktora czuje. Pozdrawiam. Aha, istnieje też coś takiego, jak czytanie
                      ze zrozumieniem. Bardzo ulatwia życie.
                      • sankanda Re: Pisz może więcej na forum. 30.04.07, 15:55
                        aha, zrozumialam, ze czytanie ze zrozumieniem, forumowy lobbing niezrozumianych
                        dusz, nie jest moja silna strona...chociaz prawde mowiac, nie mam sobie nic do
                        zarzucenia :))
                        Oczywiscie, ze cie nie znam i nie bylo mnie na tej terapii. Dlatego to, co
                        napisalas jest dla mnie jedyna wiedza na ten temat i (nie odbierz tego zle)
                        zadna inspiracja do tworzenia nowych faktow czy nadinterpretacji.
                        Znalazlas sie na terapii z ludzmi skierowanymi przez psychiatrow, z depresjami
                        i innymi powaznymi problemami, chcac sie czegos o sobie dowiedziec. Prawie jak
                        Jung, ktory swiadomie wprowadzal sie w stany psychotyczne. Gratulacje, ale
                        przeciez ty nie chcesz poswiecic sie psychologii, tylko HR. Wiec dlaczego
                        znalazlas sie na tej akurat terapii ? Babsztyl wyczul od razu, ze nie jestes na
                        swoim miejscu i zastosowal metode, moze nie tyle po to, zeby ciebie pognebic,
                        tylko raczej dla dobra grupy, dla tych, ktorzy znalezli sie na terapii, bo
                        cierpieli. Byc moze fakt, ze jestes psychologiem byl zenujacy dla niektorych
                        uczestnikow? A moze babka sama sie wystraszyla, ze jak zaczniesz ujawniac swoje
                        problemy, straci autorytet w grupie i cala terapie innych diabli wezma ? Moglas
                        przemilczec to, ze jestes psychologiem. Jki to ma zwiazek z checia poznania
                        siebie ? Ci, ktorzy "w nia patrzyli (cytuje twoje slowa) jak w obraz" akurat
                        potrzebowali tej realcji, bo cierpieli.
                        Ty zaczelas cierpiec dopiero po terapii :) - Zaczelas czuc. Jestes na dobrej
                        drodze.
                        pozdrawiam.



                        • kiczarcia1 Re: Pisz może więcej na forum. 30.04.07, 16:09
                          teraz poczułam,że jesteś dobrym terapeutą,potrafisz zrozumieć dolegliwości
                          innych i im pomóc.
                        • taisy Re: Słuchaj sankandia 30.04.07, 16:13
                          czytając Ciebie to albo się śmiać z rozpaczy i z twojej niziny intelektualnej
                          oraz emocjonalnej, albo płakać.To zenujące czytajac ciebie, w koncu ktoś musi
                          zareagować.


                          W karajach skandynawskich, psycholog podczas studiów jak i w czasie pracy, ma
                          kontakt z innymi psychologami, chocby dla lepszej analizy swoich klientów.Juz
                          nie wspomnę, ze zupełne normalną częscia cwiczeń, na studiach jest chodzenie na
                          terapię do psychologa, aby uczyć się od podstaw psychologii oraz terapii, a w
                          tym pomaga najbardziej umiejetnosc wczucia sie w drugą stronę czyli klienta,
                          jeżeli samemu przeszło się przez terapię.

                          Twoje doradzanie autorce postu co powinna zrobić, a co nie, ze zwyczajną złą i
                          nieodpowiednią do pracy z ludzmi psycholog, jest to po prostu zwykła kpina!

                          Widać sama sobie zle radzisz z ludzmi, skoro takie głupoty ludziom wciskasz.
                          I nie pieprz mi tu kim ty to nie jestes, bo widze kogo mam przed sobą, bo
                          czytam.
                          • sankanda Re: Słuchaj sankandia 30.04.07, 22:05
                            ja tez widze kogo mam przed soba : pospolita chamke.
                            • sankanda Re: Słuchaj sankandia 30.04.07, 22:30
                              ktora malo widziala i niewiele wie, ale przez klika minut wczuje sie w zycie
                              internautki i bluzgajac na przedmowce, wypaczajac jego przekaz, niezmiernie
                              wzbogaca zycie osoby, ktora zglosila swoj problem.
                              Wyzyno stylu, intelektu i absolutu (chyba sporo dzisiaj, sadzac po
                              caloksztalcie) - we Francji i krajach o od dawna zakorzenionej kulturze
                              freudowskiej (wiem, ze pierwszy raz o czyms takim slyszysz i od razu cie
                              uprzedzam, ze wszelki wrzask twojego protestu i czego tam jeszcze mnie nie
                              zdziwi) studenci psychologii sa na analizie od pierwszego roku studiow. Nie
                              znam psychologa, ktory nie pracowalby nad soba nawet bedac w wieku
                              zaawansowanym. To nie jest obowiazek. Wyjatki, jesli sie zdarzaja, sa
                              nieliczne.


                              • taisy Re: Poczytaj siebie jeszcze raz! 01.05.07, 09:31
                                i ty masz czelnosc wymyslac mi od trolli i zarzucac bezmyslnosc ? Przeciez to
                                ty jestes razacym przykladem zawodowej tepoty !
                                Chcesz pracowac w HR i nie jestes w stanie zinterpretowac relacji jaka powstala
                                miedzy toba i prowadzaca sesje ? Nie zastanowilas sie dlaczego zarzucila
                                ci ...no wlasnie... co ci zarzucila ta kobieta ? przeciez nie to, ze chcesz
                                zostac jej potencjalna konkurentka :))) jako psycholog powinnas miec swiadomosc
                                pewnych rzeczy, moja droga. jestes jeszczae bardzo mloda, ale juz teraz moge ci
                                powiedziec, ze przy takiej wnikliwosci umyslu, jakiej przyklad dalas tutaj,
                                daleko w swoim zawodzie nie zajdziesz :( Nie dojrzalas do niego emocjonalnie.

                                I jeszcze jedno : zycze ci poukladania mysli w glowie, dobrze ci to zrobi, pod
                                warunkiem, ze bedziesz miala co ukladac.

                                ,,,,,

                                nie jestem trollem. nie wiesz kim jestem prywatnie. przypuszczam, ze gdybys
                                wiedzila, twoj post mialby diametralnie inny ton.
                                ........

                                aha, zrozumialam, ze czytanie ze zrozumieniem, forumowy lobbing niezrozumianych
                                dusz, nie jest moja silna strona...chociaz prawde mowiac, nie mam sobie nic do
                                zarzucenia :))
                                .......

                                Babsztyl wyczul od razu, ze nie jestes na
                                swoim miejscu i zastosowal metode, moze nie tyle po to, zeby ciebie pognebic,
                                tylko raczej dla dobra grupy, dla tych, ktorzy znalezli sie na terapii, bo
                                cierpieli. Byc moze fakt, ze jestes psychologiem byl zenujacy dla niektorych
                                uczestnikow? A moze babka sama sie wystraszyla, ze jak zaczniesz ujawniac swoje
                                problemy, straci autorytet w grupie i cala terapie innych diabli wezma ? Moglas
                                przemilczec to, ze jestes psychologiem. Jki to ma zwiazek z checia poznania
                                siebie ? Ci, ktorzy "w nia patrzyli (cytuje twoje slowa) jak w obraz" akurat
                                potrzebowali tej realcji, bo cierpieli.
                                • sankanda Re: Poczytaj siebie jeszcze raz! 01.05.07, 09:58
                                  nie jestem efekciara, moja droga. robienie wrazenia nie jest moja motywacja
                                  zyciowa ani zawodowa. byc moze dlatego mam bardzo duzo satysfakcji z tego, co
                                  robie.

                                  • fanybaje Re: No pewnie. 01.05.07, 10:52
                                    Dowalić osobie szukającej wsparcia na forum, wyzwać od 'tępoty zawodowej' w
                                    imię nie glaskania, a wszytkich innych, którzy maja odwagę powiedzieć ci co o
                                    tobie mysla od chamów. Bujaj sie zdrowo!Kretynko!
                                    • sankanda Re: No pewnie. 01.05.07, 11:26
                                      :)) jak przestane tu pisac to i wsparcie sie skonczy, bo temat padnie, moja
                                      droga. Ile razy mozna czytac, ze terapeutka byla niekompetentna, ze terapie
                                      grupowe to sekta (mam swoje zdanie na temat terapii grupowych i nie staje w ich
                                      obronie), ze wpolczuje sie autorce tematu. Ja tez jej wspolczuje, do tego
                                      stopnia, ze nie jestem w stanie wypluc na klawiature standardowych pocieszen.
                                      Bo i nie o pocieszenia tu chodzi. Ona musi ruszyc dupe i albo otrzasnac sie z
                                      tego, co sie stalo albo ruszyc dupe i z tym zyc. Ale rok rozwalki, to bardzo
                                      duzo jak na w sumie drobny epizod,ktorym byla ta terapia (nawet nie wiem jak
                                      dlugo trwala).
                                      Tylko jedna osoba napisala tutaj sensownie, madrze (i ladnie). Chodzi mi o
                                      ostatni post (jesli ktos sie nie dopisal).
                                      Powstala awantura "o Basie", kompletny nonsens...a moze jednak ma to sens...
                                      • taisy Re: No pewnie. 01.05.07, 13:17
                                        Ty i współczucie, jaki cynizm. Musisz sama dopisać jaka to ty dochodząca matka
                                        Teresa, bo by nie zauważył.

                                        Nadzieja w tym, ze autorka postu wyrobiła sobie odpowiednie zdanie o takich
                                        pindach jak ty i nie bedzie brała sobie do serca twoich dennych uwag, a juz
                                        zupełnientam tam, gdzie prorokujesz jej przyszłosc i bark umiejętności
                                        zawodowych.
                                        • sankanda Re: No pewnie. 01.05.07, 13:21
                                          ja tez mam taka nadzieje, jesli chodzi o autorke postu.

                                          Tobie natomiast powiem krotko : spie..j.
                                          • taisy Re: No pewnie. 01.05.07, 13:24
                                            sankanda napisała:

                                            > ja tez mam taka nadzieje, jesli chodzi o autorke postu.
                                            >
                                            > Tobie natomiast powiem krotko : spie..j.



                                            A cóż się tobie stało, droga moja? Piedestał zbyt wysoki..:))))))))))
                                            • sankanda Re: No pewnie. 01.05.07, 13:39
                                              nie musisz podnosci glowy.
                                            • kwiat_gruszki Re: No pewnie. 01.05.07, 19:44
                                              Dziekuję Ci Taisy, ale mysle, ze nie warto. Na poczatku zabolały mnie słowa
                                              Sakandy, ale teraz myslę sobie,że to Sakanda ma problem, nie ja. Watek o
                                              zawodowej tempocie i fatalnej przyszłości nawet mnie rozsmieszył, bo rozdźwięk
                                              miedzy konfabulacjami Sakandy a rzeczywistością jest tak duzy,że nie ma o czym
                                              mówić.
                                              • taisy Re: Ciesze sie kwiatku:=))) 01.05.07, 20:17
                                                Ze tak dobrze wszystko to przyjelas.Czasami czlowiek musi w zyciu spotkac to co
                                                zle, aby mogl zauwazyc to co dobre.=)))
                                      • kwiat_gruszki Re: No pewnie. 01.05.07, 19:37
                                        Dziękuje ci Sankando za wsparcie, ale nie czytając ze zrozumieniem, nie wiesz
                                        na czym polega problem i Twoje rady się mijają z celem. Jaki rok rozwałki??????
                                        Napisałam przecież, ze to nie jest problem, który życ mi nie daje, ale temat,
                                        który od czasu do czasu powraca. Powrócił ostatnio, ponieważ spotkałam jedną z
                                        uczestniczek grupy. Usłyszałam potok słów pod adresem kobiety z depresją i
                                        zastanowiłam sie jak daleko sięga ludzka nienawiść.Gdy stanęłam w obronie tej
                                        kobiety, usłyszałam, że sama jestem manipulantką, rozgoryczoną, że pani
                                        psycholog może rozszyfrowała i pokrzyzowała plany. Władza psychologów jest
                                        ogromna, a stan psychiczny pacjentów pozwala na nieograniczone mieszanie im w
                                        głowach. Ja się z tego otrząsnęłam Sankando i z tym zyję. Ta pseudoterapia
                                        bardzo duzo mnie nauczyła, ale jako osoba czująca, nadal czasem o niej myslę.
                                      • falma Re: No pewnie. 03.05.07, 01:23
                                        sankanda napisała:
                                        > (mam swoje zdanie na temat terapii grupowych i nie staje w ich
                                        > obronie),
                                        byłabym bardzo wdzięczna, gdybyś się nią podzieliła :)
                                      • lsilanow Re: No pewnie. 11.05.07, 04:09
                                        ale dlaczego Twoim zdaniem ona cokolwiek musi?
                                        jej zdaniem może musiec - jesc, spac, sikac, ale dlaczego Twoim?
                                        (ja jem, spałem, sikałem, kiedy chciałem, a nie kiedy musiałem)
                                    • lsilanow Re: No pewnie. 01.05.07, 14:34
                                      czemu od razu dowalic? czemu nie powiedziec po prostu - nie możemuy udzielic Ci wsparcia, a nawet powiedziec dla czego nie możemy udzielic Ci wsparcia, to też jest "nie głaskanie"
                        • kwiat_gruszki Re: Pisz może więcej na forum. 01.05.07, 19:20
                          sankanda napisała:
                          Ty zaczelas cierpiec dopiero po terapii :)
                          Skąd to wiesz? Nie wiesz. jak nie wiesz, to zapytaj, nie konfabuluj.
                          > Moglas
                          przemilczec to, ze jestes psychologiem.
                          Przed rozpoczęciem takiej terapii, czyta sie zyciorys, opowiada tez o tym, czym
                          się zajmuje w zyciu, itp. Przemilczenie takiego faktu, to karkołomny pomysł.
                          Przeciez to jasne, że na pyt, co studiuję odpowiadam prawdę. Co, miałam
                          skłamać, ze biologię ;-))) albo skłamac, że nie studiuję? Troche dziwny pomysł
                          jak dla mnie.
                          To, że nie mam depresji, nerwicy itp nie znaczy, ze nie mam żadnych problemów.
                          Problemy mam powazne, nawet bardzo, mój życiorys był jednym znajbardziej
                          skoplikowanych. Ale dzieki własnej pracy i ogromnemu wsparciu przyjaciół,
                          jestem gdzie jestem.
                          Grupa faktycznie nie była dobrana, ale ja przed rozpoczęciem terapii nie
                          wiedziałam, ze tak bedzie. Pytałam owszem, jak taka grupa wygląda,ale nie
                          otrzymałam zadnych konkretnych informacji. Gdybym wiedziała, że taki jest
                          skład, wcale bym jej nie rozpoczynała. Znam pare osób po terapii, zadne z nich
                          nie ma depresji czy nerwicy, więc stwierdziłam, ze ja tez spróbuję.

                          Ci, ktorzy "w nia patrzyli (cytuje twoje slowa) jak w obraz" akurat
                          > potrzebowali tej realcji, bo cierpieli.

                          Wobec grupy również zachowywała sie nie w porządku, tylko grupa myslała, ze tak
                          ma być i że jesli psycholozka drwi sobie z ich uczuc, znaczy się uczucia te
                          zasługują na drwinę. Na mnie i kobiecie z deresją skupiła sie szczególnie,
                          ponieważ ona była za słaba na jakąkolwiek obronę, a ja byłam jedyną, która
                          miała własne zdanie.
                • kicior99 Re: Oooo kobieto, Ty się zastanów i 11.05.07, 17:16
                  ankanda napisała:

                  > nie jestem trollem. nie wiesz kim jestem prywatnie. przypuszczam, ze gdybys
                  > wiedzila, twoj post mialby diametralnie inny ton.

                  to akurat nie przeszkadza w byciu trollem.
          • bszalacha Re: Moj przedmowca daje dobre rady 30.04.07, 18:16
            Słuchaj no!Dlaczego zwracasz się z tym problemem na forum a nie np.do kolegów
            na roku lub przełożonych?Myślę,że znasz odpowiedż na ten temat iże tu jest
            odpowiedż na Twój problem zwiazany z funkcjonowaniem w grupie,który możesz
            profesjonalnie "przełknąć"i wykorzystać jako bardzo potrzebne
            doświadczenie,albo-skrytykowaći-zmarnować szansę przyjrzenia sie sobie/w tym na
            razie wymiarze/.Psychologia biznesu jest pracą z ludzmi-ergo!I w dodatku z
            ludzmi bardzo trudnymi osobowosciowo,majacych przerost samooceny i duzo,dużo
            mechanizmów obronnych/o czym wiesz oczywiscie/.Z jakiegos powodu na podobną
            grupę trafiłaś....i napotkałaś opór/może pierwszy w swoim zyciu/.
            • kwiat_gruszki Re: Moj przedmowca daje dobre rady 01.05.07, 19:56
              Tak Bszalacha, ale psychologia biznesu to psychologia biznesu, a terapia
              własna, na której opowiada się o najintymniejszych sferach zycia to cos
              zupełnie innego. Ja nie byłam tam studentką na praktykach, tylko pacjentką. To
              oczywiste, że nie pójdę do mojego szefa i nie powiem, że się leczyłam tu i tu i
              na takie i takie moje problemy usłyszałam tamto i siamto. To nie był przypadek
              z podręcznika, tylko mój własny. I moje własne uczucia. Moim kolegom przy
              browarze tez nie bede o tym opowiadać. Rozmawiam o tym tylko z przyjaciółmi,
              ale tez nie w kontekscie "psychologii biznesu".
    • nowa.w.miescie Re: fatalne skutki psychoterapii 28.04.07, 21:43
      Znam ten problem doskonale ;(((

      Tylko,że ja spędziłam w takiej sekcie kilka lat i do tego płaciłam za to.
      Po dramtycznych wydarzeniach - jakie były inicjonowane przez guru tamtejsze -
      byłam na skraju obłędu/samobójstwa.
      Minęły już 3lata i do dzisiaj się "lecze" ale na profesjonalnej terapii ...
    • iwucha Re: fatalne skutki psychoterapii 29.04.07, 16:49
      znaleźć WłAśCIWEGO terapeutę a na tę panią zgłosić skargę do PTP.
    • chmurka_szuka_sznurka Re: fatalne skutki psychoterapii 30.04.07, 18:17
      czy była to mgr Niedzw... z Krakowa?
      Kiedyś moja przyjaciółka została przez nią podobnie potraktowana
      • nowa.w.miescie Re: fatalne skutki psychoterapii 30.04.07, 19:34
        Nie pytana ;) ale się strącę - moja nie żadna N. ale też z Krakowa
    • anonim_ka Ale jazda:))psychoterapeutyczna 30.04.07, 22:01
      Tak sie zlozylo ze mialam , rownie ciekawe doswiadczenia z terapia /ami !!!?
      Nie pisze o szczegolach , choc dlugo szukalam "PROBLEMU " w sobie .
      "Podziwiam "ich profesjonalizm
      B.




      • sankanda Re: Ale jazda:))psychoterapeutyczna 30.04.07, 22:07
        no sama widzisz kto studiuje psychologie...
    • mahadeva Re: fatalne skutki psychoterapii 30.04.07, 22:10
      ja mam bardzo ciezkie zycie
      ucieczka sa moje pasje, sprobuj tak - na pewno mozna na chwile zapomniec o
      strachu i bolu, a moze na dluzsza mete pomoze wrocic do poczucia bezpieczenstwa
      i wlasnej wartosci
      • renkaforever Re: fatalne skutki psychoterapii 01.05.07, 06:38
        Wspolczuje ci.Osobiscie wyobrazam sobie na jaki stres sie narazilas
        spodziewajac sie po tej psychoterapeutce pomocy w odczytaniu siebie. Powinna
        wejsc w role lustra, ale ta kobiecina nie zrozumiala ciebie. Wybacz jej bo ona
        sie wyspecjalizowala tylko w wybranych kilku problemach.Mialas tam ludzi
        chorych,a byla to terapia grupowa.Terapeutka miala dosc trudne zadanie z toba
        jako kims, kto zna "tricki". Trzeba bylo od razu sie wycofac.Teraz pozostaje ci
        tylko zastanowienie sie jakie pozytywne skutki dla ciebie miala ta terapia.Bo
        napewno takie sa.Chociazby doswiadczenie, ze do konca nie mozna ufac swoim
        wyborom. W kazdym momencie trapii moglas sie wycofac, dlaczego tego nie
        zrobilas, widzac, ze stajesz sie kozlem ofiarnym. Dlaczego czekalas ? Biernie
        oczekiwalas swojej "egzekucji" ? Mam nadzieje, ze glowy jednak kozlowi nie
        ucieto :) Naprawde sporo mozesz sie dowiedziec o sobie jednak, nie wszystko z
        tej terapii stracone:)
        • lsilanow Re: fatalne skutki psychoterapii 01.05.07, 14:39
          podoba mi się to, podoba mi się pomysł, by osładzac sobie życie
    • piesbaskervill Re: fatalne skutki psychoterapii 01.05.07, 12:35
      fatalnych skutków nie widać,jest natomiast ciekawe doświadczenie i sytuacja do
      opisania dla osoby,ktora studiuje psychologię,ma wyobrażenia o roli psychologa,
      pracy,a spotyka się z realiami,jak to może funkcjonować psycholog w pracy i co
      to mozna wyczyniać w tzw. psychoterapii i komu ona ma służyć i dlaczego porąba-
      ny terapeuta prowadzi grupę,zamiast popracować nad sobą,albo zająć się tylko
      terapią np.alkoholików.
    • mskaiq Re: fatalne skutki psychoterapii 01.05.07, 12:50
      Jesli chcesz odzyskac rownowage musisz wybaczyc pani psycholog. Od roku ta
      sprawa przynosi Ci nienawisc, zlosc i wiele negatywnosc.
      Te negatywne emocje rania, przynosza bol, dlatego jestes pokaleczona. Nie mniej
      wracasz do tego i wszystko od nowa w Tobie wybucha.
      Jesli nie przerwiesz tego, nie przestaniesz o tym myslec, nie wybaczysz tego co
      sie stalo to problem bedzie narastal i zamieni sie w depresje.
      Brak wybaczenia to jedna z najczestszych przyczyn depresji.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • lsilanow Re: fatalne skutki psychoterapii 01.05.07, 14:41
        pozdrawiam i się podpisuje wszystkimi członkami
    • lsilanow Re: fatalne skutki psychoterapii 01.05.07, 14:21
      I oczywiście był to warszawski szpital imienia faceta, który wziął swoje nazwiasko od Wielkiego Ptaka z Tatr? Na ulicy bardzo popularnego raka skóry?
      • kwiat_gruszki Re: fatalne skutki psychoterapii 01.05.07, 20:34
        Dziękuję Wam serdecznie za wszystkie posty, kazda wypowiedż coś mi dała ( no,
        może prawie każda ;-)) Na pewno to doswiadczenie mnie duzo nauczyło, prywatnie,
        nie jako psychologa. Trudno - przynajmniej mi - być jednocześnie pacjentem i
        bezstronnym psychologiem w stosunku do własnej osoby. Dlaczego nie odeszłam z
        tej terapii? Bo przez cały czas miałam nadzieję, że sie mylę, ze to taka
        prowokacja terapeutyczna, ze to ma sens. Albo chociaż okaże się, że na to
        zasłuzyłam, zawsze to jakas odpiowiedź. Ostatniego dnia poprosiłam terapeutkę o
        dwie minuty rozmowy, chciałam ją zapytać wprost - dlaczego? W arogancki sposób
        odmówiła, twierdząc, ze nikt jej nie płaci za takie rozmowy, moge iść na
        recepcję i umówic się na wizytę, ale najblizsze terminy ma za kilka
        miesięcy :-/. Kiedyś na pewno bede umiała sie odnieść "profesjonalnie" do tej
        historii, na razie czuje niesmak.
        Jeszcze raz wszystkim bardzo dziekuję.
      • kwiat_gruszki Re: fatalne skutki psychoterapii 01.05.07, 20:40
        Tak, to był szpital im. Wielkiego Ptaka.
        (Dla niewtajemniczonych, spoza warszawy, to nie szpital psychiatryczny, tylko
        zwykły :-p)
        • piesbaskervill Re: fatalne skutki psychoterapii 01.05.07, 21:04
          szpital ogólny,im.Wielkiego Ptaka przy ulicy raka ? prowadzi psychoterapię,
          aż się podnieciłem.
        • lsilanow Re: fatalne skutki psychoterapii 04.05.07, 23:27
          Dokładnie miałem takie same odczucia jak ty, kwiecie_gruszki. Ta kobieta ma "zrytą psyche", jak dla mnie empatii brak, lub empatia jest niewyczuwalna, i wydaje się byc wszechmocna, i wszechwiedząca, w czasie przerwy popala sobie nerwowo i zachowuje się, jakby była z minionej epoki, trochę taka partyjniaczka. To wyglądało na wypalenie zawodowe.
    • waldek235 Re: fatalne skutki psychoterapii 01.05.07, 21:20
      bala sie ciebie ze ten kit co ona wciska wam, ty jako studentka zacznesz podwazac
      • sankanda Re: fatalne skutki psychoterapii 01.05.07, 21:22
        bedzie wciskac taki sam. tu byl wylacznie problem autorytetu; trudno powiedziec
        z ktorej strony bardziej...
        • piesbaskervill Re: fatalne skutki psychoterapii 01.05.07, 21:33
          klient nie jest od rozwiązywania problemów terapeuty,to terapeucie płacą za
          rozwiązywanie problemów klienta.
          • sankanda Re: fatalne skutki psychoterapii 01.05.07, 21:37
            ale, jesli uwaznie czytales watek, w tym konkretnym przypadku nie chodzi o
            z w y k l e g o klienta...;)
            poza tym chyba bylo za darmo...?
            • sankanda Re: fatalne skutki psychoterapii 01.05.07, 21:39
              kurcze, co za wygodnictwo i pieczeniarski stosunek do swiata...
              nie ma takiej terapii (a tym bardziej grupowej), ktora zaklada jednostronna
              relacje.
            • piesbaskervill Re: fatalne skutki psychoterapii 01.05.07, 21:48
              nie ważne czy klient jest zwykły czy nie zwykły,podzial ról jest określony,
              za to terapeucie płacą,klient czy fundusz zdrowia,a nie płacą klientowi,zeby
              leczył terapeutę z jego problemów,od tego terapeuta ma superwizję i inne moż-
              liwości.
              • sankanda Re: fatalne skutki psychoterapii 01.05.07, 22:05
                oczywiscie, dlatego umiescilam ten oto znaczek " ; )".
                ale czy w tym i sasiednich watkach nie zarzuca sie terapeutom rutyny, bycia
                wyuczonymi (lub niedouczonymi maszynami) ? Kim jest wiec dla nas ten
                terapeuta ? czy przypadkiem nie tym, co sami z niego usilujemy zrobic ?
                Zarowno pacjent/klient jak i terapeuta sa z zalozenia postaciami aktywnymi.
                W przeciwnym wypadku wszystko bierze w leb i lepiej isc na grzyby, przynajmniej
                zbierze sie to, co juz samo wyroslo i gotowe czeka, a nie to, co sie samemu
                zasialo....
                • piesbaskervill Re: fatalne skutki psychoterapii 01.05.07, 22:13
                  bla,bla,bla
                  • sankanda Re: fatalne skutki psychoterapii 01.05.07, 22:16
                    jak chcesz :)
                • bszalacha Re: fatalne skutki psychoterapii 03.05.07, 01:16
                  No i o to biega!dziewczyna musi się jeszcze dłuuuuuuuuuugo uczyć ,zanim
                  zrozumie ile pokory trzeba mieć w tym zawodzie.
    • waldek235 Re: fatalne skutki psychoterapii 01.05.07, 21:47
      moglo byc tak niby terapewtka dostawala lanie od meza i wyzywala sie na ciebie w
      celu wlasnej terapii
      • sankanda Re: fatalne skutki psychoterapii 01.05.07, 21:57
        bardzo mozliwe... higieniczna zbrodnia. przeciez to grupa molestowanych przez
        mezow kobiet rzucila sie na gruszke, nie terapeutka. terapeutka ja tylko olala..
        kurcze, a ja myslalam, ze pacjentami byly dzieci z bogatych rodzin i raczej
        high life...
        chyba naprawde nie rozumiem tego, co czytam...

        • piesbaskervill Re: fatalne skutki psychoterapii 01.05.07, 22:00
          zupełnie,ponieważ nie znasz reguł
        • kwiat_gruszki Re: fatalne skutki psychoterapii 02.05.07, 09:14
          To moze być szok dla Twojego wnikliwego umysłu Sakando, ale akurat ta kobieta
          to byl absolutny high-life. Zanim trafila na terapię, byla wysoko postawioną
          specjalistką w duzej korporacji. Wyksztalconą, kulturalną i z klasą. To mit, ze
          przemoc domowa dotyczy tylko "nizszych sfer" i tzw. 'marginesu'.

          Pozostałe osoby były w wiekszosci mlode i stanu wolnego, ale takie mialy
          wyobrazenie na temat rodziny, zwiazkow.
    • waldek235 Re: fatalne skutki psychoterapii 01.05.07, 22:01
      pani psycholog - agresywny, roszczeniowy
      babsztyl - oswiadczyła, ze wie dlaczego zgłosiłam sie na grupę
      • sankanda Re: fatalne skutki psychoterapii 01.05.07, 22:11
        "g..."
        no i co mozna zrobic w takiej sytuacji ?
        Uwazam, ze odpowiedziec, najlepiej pytaniem.
    • sankanda Re: fatalne skutki psychoterapii 01.05.07, 22:34

      > Prawie wszyscy ( 12 osób) trafili tam, ponieważ dostali skierowanie od
      > psychiatry, twierdzili, ze jakis czas temu "zachorowali", pan doktor
      > przepisze im dobre leki i dzieki temu "wyzdrowieją" I strasznie sie dziwili
      > po co im ta psychoterapia. Przeważały dorosłe dzieci bogatych, dobrze
      > wykształconych, nadopiekunczych matek; niepracujace, na ich utrzymaniu (mimo
      > np. 50 lat :-/, mama ma ren

      pierwszy raz posluguje sie cytatem. uwazam, ze jest to pojscie na latwizne i w
      ogole psia mentalnosc.
      ale , gruszka, poukladaj sobie troche to, co sie tam wydarzylo...
      czego naprawde oczekiwalas po tej terapii, jaki byl twoj stosunek do
      terapeutki : wrogi (z grubsz wyglada na to, ze tak), obojetny, kompetytywny
      (nie wiem czy tak sie mowi po polsku). jak odebralas grupe ? co laczylo cie z
      ludzmi tak bardzo roznymi od ciebie ? czy w ogole stworzylas jakas wiez z grupa
      (nie chodzi mi o durna empatie, bo w takiej grupie to bylo by gorsze niz zla
      terapeutka)? jesli nie, to dobrze by bylo zastanowic sie dlaczego. dlaczego od
      razu zadecydowalas o swojej ekskluzji. przeciez ta terapeutka, obca kobieta,
      nie ma mocy ani wladzy, ktora by cie na te ekskluzje skazala. Jako osoba
      dorosla masz prawo decydowac o sobie. Zadcydowalas zostajac tam, gdzie nie
      czulas sie na swoim miejscu, bylo ci zle i skad wyszlas z siniakami. Moglas
      powiedziec "dziekuje pani za przychylnosc" i wyjsc z terapii. Ona napewno jakos
      by na to zareagowala. Moze zareagowalaby grupa ? Moze bylby to poczatek
      rozwiklania konfliktu, w ktorym ta obca dla ciebie kobieta z pwnoscia nie
      odegrala glownej roli...
      Zastanow sie nad tym.



      • sankanda Re: fatalne skutki psychoterapii 01.05.07, 22:38
        co nie znaczy, ze glowna role odegralas ty... tobie chyba nie musze kawy na
        lawe, prawda ?
        • waldek235 Re: fatalne skutki psychoterapii 01.05.07, 22:44
          sakanda to ty bylas kwiat_gruszki terapewtka i teraz badasz ile ja napsulas
          • sankanda Re: fatalne skutki psychoterapii 01.05.07, 22:46
            gruszka ma to do siebie, ze sama sie psuje, gdy na przyklad zbyt dlugo lezy w
            tym samym miejscu...
            • waldek235 Re: fatalne skutki psychoterapii 01.05.07, 22:50
              ty dalej chcesz wyzywac wlasne problemy na innych
            • piesbaskervill Re: fatalne skutki psychoterapii 01.05.07, 23:13
              leżę sobie ciągle w tym samym łóżku i nie zauważyłem swojego zepsucia,co to
              jest ?
            • bszalacha Re: fatalne skutki psychoterapii 19.05.07, 21:45
              Dopisuję się jeszcze raz bo też spróbowałam przejrzeć Twoje posty/poczułam się
              przez Ciebie skontrolowana w innym temacie forum/Moja rada:zapytaj
              terapeutki,gdy uspokoją się emocje czy nie mogłabyś kontynuować terapii w tej
              grupie.Powiedz,ze bardzo to przezyłaś i chciałabyś móc popracować nad
              sobą.terapeuta jest też szczególnym obiektem i projektuje się na niego wiele
              naszych oczekiwań/idealizuje/.Na grupę też projektujemy oczekiwania,potrzeby i
              wszystko,czego nam brakuje.Bardzo często jest to bolesne doświadczenie/np.gdy
              grupa się odsuwa/.Neurotyczne zachowanie powoduje też,że prowokujemy
              nieświadomie zachowania innych by utrzymać mechanizm,który znamy.W gruncie
              rzeczy utrwala sie patologia postrzegania,przezywania,zachowania/triada
              neurotyczna/Dostałabyś prawdopodobnie mocno w kość przy prowadzeniu
              szkoleń,gdybyś na uczestników reagowała jak dotychczas na grupę-szukając w nich
              oparcia.No,to się wypowiedziałam.W razie odmowy terapeutki poproś o pracę
              indywidualną.Otwarcie wyraż to,że jesteś kompletnie rozbita i potrzebujesz
              pomocy.
              • kwiat_gruszki Re: fatalne skutki psychoterapii 19.05.07, 22:29
                Co za rada! taka rozbudowana: pojedż, zrób, powiedz to i to.

                bszalacha napisała:
                W razie odmowy terapeutki poproś o pracę
                > indywidualną.Otwarcie wyraż to,że jesteś kompletnie rozbita i potrzebujesz
                > pomocy.

                Nie jestem kompletnie rozbita, ani nie potrzebuję pomocy tej kobiety. Nie bede
                kłamac i odgrywać jakiejś szopki, tylko dlatego, ze Ty mnie odpowiednio
                poinstruowałaś.

                Czy naprawdę uważasz, ze zrobię to wszystko? Niby po co miałabym to robic? Po
                co te kłamstwa, ta chora gra, komu miałoby to pomóc? Mnie, psycholozce, grupie?
                czy naprawde uważasz, ze udzielajac rad, Ty komukolwiek pomagasz? Owszem, mozna
                wyrazic swoja opinię, ale mówic drugiemu człowiekowi zrób to czy tamto, powiedz
                tak i siak? Nie,nie i jeszcze raz nie. Udzielanie rad tylko zakłóca skuteczną
                komunikację.



                • bszalacha Re: fatalne skutki psychoterapii 19.05.07, 23:29
                  Wiesz co?z Tobą naprawdę jest nie wesoło.I już nic więcej nie powiem.Życzę
                  poprawy samopoczucia.
                  • lsilanow Re: fatalne skutki psychoterapii 20.05.07, 21:48
                    ej bszalach ukułaś niechcący, trafiłaś na zły nastrój, z nią nie jest tak źle, jak myślisz...

                    natomiast kwiecie_gruszki, to jest naprawdę dobra życzliwa i z sercem udzielona rada, nikt tu nic głupiego o Tobie nie pisze
                    ale nie w przypadku tej kobiety konkretnie, wiemy o kogo chodzi, wiemy, że ją guzik obchodzi nasze samopoczucie, wiemy, że była to rutyna i masówka, jak kolonie, przepęd bydła...

                    trudno mi byłoby poprosic o cos kogos, kto zranił, i ranił, ale gdybym wiedział, że warto, zrobiłbym to, dałbym mu jedną szanse, drugą szanse, trzecią szanse...

                    jeżeliby mnie coś z tego zostało, dawałbym mu szanse w nieskończonośc
                    gdybym wiedział, że jest warto...

                    Ze swoimi problemami, proponuje udac się do osób życzliwych, takich, którzy naprawdę chcą nam pomóc, którzy się nami przejmą, a nie budują na dzień dobry mur, z poza którego wystrzeliwują czasami celne czasami chybione o kilometr uwagi jak łucznik, łucznik siedzi wysoko, tam jest bezpieczny, ma poczucie wyższości, nie boi się, ale gdy mur zacznie pękac, wpadnie w panikę...
                    Czyżby ta kobieta cholernie się bała?

                    Ech, druga częsc postu zostanie zapewne odebrana jako obrona moich problemów...

                    Co jest, że grupa się ode mnie nie odsuneła, nie dostawałem tak bolesnych uwag, raczej wsparcie lub głupie komentarze (czyli Ja na Twoim miejscu zrobiłabym to, i nie rozumiem, dlaczego... Przecież to matka, ona Cie kocha zrozum ją, wybacz jej... ona ma prawo Cię wychowyac (a ty nie masz prawa cierpiec) mówiła mi inna matka, również poświecająca całe życie dla dzieci i ograbiająca je z wolności) czułem się lubiany przez parę osób, czułem sympatię w stosunku do siebie. Co do komentarzy, standart jak na grupy, byleby ktos cos na bierzaco robił z tym, co się dzieje wśród ludzi, a wystarczy się wtrącic.

                    Czułem w środku szał emocji, z którym przyszedłem, który strasznie męczył, których nie mogłem wyrazic, bo atmosfera była jak na pogrzebie, sztywna, skrępowana, milczało się na sesji, sam wtedy zaczynałem mówic osobie, rzadko kiedy wcześniej czułem się tak aktywny w grupie, byłem wcześniej bardzo niepewny, po każdej sesji czułem się zdołowany i myślałem sobie, no tak, zapewne nigdy nie wyzdrowieje, moje problemy są olbrzymie, konieczna jest moja głęboka, długoletnia psychoanaliza, powrót do dzieciństwa, zapewne ktos mnie zgwałcił w dzieciństwie (co nie jest prawdą), nie ma już nadzieji, nie warto, ale muszę wytrwa tutaj, muszę przejśc to do końca, muszę byc twardy, bo to moja jedyna nadzieja na wyzdrowienie (dokładnie!, bezsens).
                    Gdy skończyła mi się energia, zaprzestałem przychodzenia.

                    Ludzi o swoich problemach opowiadali sobie po sesji, było się wtedy życzliwym (też to pewnie standart, ale sesje to 2 godziny katorgii przerywnej krótkimi ostrymi, nie łagodzonymi (czyli nie zakończonymi, nierozwiązanymi) dyskusjami, które i tak zżerają olbrzymie zapasy energii, czułem się jak na amerykańskich filmach i brytyjskich serialach, które w satyrycznym świetle pokazują, jak wygląda grupa wsparcia (czyli tam: milczy banda ciołków i się ślini - bardzo okrutny i ostry punkt widzenia))

                    Kurcze, już nawet na pewnym mitingu AA, jak byłem kiedyś sobie dla przyjemności, to było żywiej i weselej i swojsko, mimo że opowiadano o umieraniu, ludzie byli bardziej otwarci.
                    Tutaj efekt próżniactwa grupowego i rozproszenia odpowiedzialności, w sumie łatwa praca, no bo po co zapewniac atmosferę, poczucie bezpieczeństwa, zachęcac, starac się? siedzą sobie kołki i milczą, a ja popijam herbatkę, to moja 328 grupa w życiu, nudy na pudy, idę sobie zapalic...)

                    Paszkwil, wiem. Wiem tylko, że najwięcej w grupach wnoszą osby nabradziej bliskie zdrowia, ze zdrowym osądem, nie bojące się dawac jasnych, nie krzywdzących komentarzy...

                    Kultura też jest ważna.
                    Biernośc terapeuty nie.
                    Utrzymywałem kontakt z osobami z grupy i miałem identyczne odczucia wobec tej kobity prowadzącej.
                    I co z tym hartowaniem do cholery? (To tak to pewnej pani, znanej psychiatry, która powiedziała mi, że jak pójde do grupy, to będe musiał sie nauczyc tego i owego, by w niej przeżyc).

                    Wiem, że na świecie jest dużo wrednych ludzi, ale
                    a) W grupie terapeutycznej nie powinno tak byc, takich ludzi to oni mają u siebie w domu na co dzien (czy wpracy czy wherever), i dlatego tu są.
                    b) Już dużo ludzi skończyło jako ozdoba własnej lampy łazienkowej dzięki tym wrednym.

                    Więc ludzie, zastanówicie się, i przestańcie wierzyc w bajki, że wszyscy i zawsze... Np:

                    Wszyscy terapeuci są wspaniali, zawsze sympatyczni, cierpliwi z założenia, nigdy nie odreagowują się na grupie, nie mają swoich głębokich, nierozwiązanych problemów, dają sobie radę z życiem, nigdy nie są smutni, nie mają złego nastroju
                    (ach warto to jednak o nich wiedziec..., czy są smutni, weseli, a nie widziec, czy zachowują się jak posąg, jak wtedy można odczuwac empatie, czuc tylko dezorientacje - przeniesienie przeniesieniem, daje dużo, ale zawieranie uczuc ograbia relacje z autentycznosci - więc jak wtedy do cholery mamy tworzyc zespół?)
                    ,są wszechwiedzący i mądrzy, zawsze wiedzą, co robią i nie popełniają nigdy, przenigdy błędów...

                    (bez komunałów w stylu - w życiu zawsze cos jest kosztem czegoś; bo tak na prawdę jak się nie wie, co się lubi, to się lubi, co się ma)

                    Wyszedł mi ironiczny paszkwil, co nie było moim zamiarem, chodziło mi o słowa: zawsze, wszyscy, nigdy...

                    Znam jeszcze parę innych przypadków, które kwalifikowały by się do odebrania licencji - typu opowiadanie człowiekowi na skraju psychozy (mnie) o psychopacie wyjadającym mózg chłopców łyżeczką... paru zjadł, jeden uciekł, ale ten i tak do końca życia nie bedzie już mógł mówic (tzn. ma zdaję się uszkodzony ośrodek Wernickiego), to pamiętam.
                    Miłe, prawda? No i co? I to nie była terapia strachem, tak się z psychiatry po prostu zaczęło ulewac.
                    I co jest fajnego w żartach o kaftanach w szpitalu psychiatrycznym, niech ktos mi powie, bo ja nie rozumiem? Atmosfery one nie oczyszczają.
                    Ech, znowu ku.. niepotrzebnie rozdrapuje stare rany. Tu się sajgon robi. Szkoda mi mojej uwagi, czasu, energii, szkoda mi mojego dobrego nastroju.

                    Potrzebny mi był terapeuta z sercem.
                    • lsilanow Re: fatalne skutki psychoterapii 20.05.07, 22:29
                      I takiego znalazłem. Co do dyskusji, która się tutaj pojawiła
                      Powiem jeszcze jedną sesyjną uwagę pewnej psychoterapeutki, która mnie bardzo rozbawiła (kobitka pracowała już 3 lata w zawodzie) - Jest Pan pierwszą osobą, która mi przerwała.
                      W ramach poprawy humoru. :)
      • kwiat_gruszki Re: fatalne skutki psychoterapii 02.05.07, 09:31
        To co piszesz powyżej Sakando, naprawdę ma sens. Ja wiem, że jest wiele róznych
        mozliwosci, ale trudno je obiektywnie analizować, gdy coś w środku boli. Ja
        bylam bardzo pozytywnie nastawiona do terapii, terapeutki, grupy. I zdaje sobie
        sprawę, że jestem nieobiektywna. Poczatkowo czułam i słyszalam, że jestem
        dobrze odbierana. To się zmieniło, gdy terapeutka wyraziła swoje zdanie na mój
        temat. Pamietam, ze zawsze po terapii, czekalismy na siebie pod budynkiem, w
        którym odbywała się terapia i razem szliśmy na przystanek. Tego feralnego dnia,
        po wyznaniu psycholożki, gdy skończyła sie terapia, wyszłam przed budynek i
        okazalo się, ze jestem sama. Od tej pory było juz tylko gorzej.
        • sankanda Re: fatalne skutki psychoterapii 02.05.07, 22:02
          cos trzasnelo, ale swiat sie nie zawalil... najwyzej czegos ci w tamtej chwili
          zabraklo : wsparcia ? (prawie pewne) uznania (prawdopodobne), sympatii czy
          innego budujacego uczucia...
          A nie zdarzylo ci sie we wczesniejszej mlodosci np. wyjsc po lekcjach ze szkoly
          i samej wrocic do domu czy dojsc do przystanku ? A jesli tak sie zdarzylo, to
          przyczyna bolo to, ze dostalas lufe albo ze nauczycielka cie opieprzyla za
          gadanie czy za spoznienie ? ;)
          Ja wiem, ze mozna strasznie przezyc terapie grupowa i z toba nie jest bardzo
          zle. Przynajmniej stac cie na brak obiektywizmu i nazwanie babsztyla
          babsztylem. Nie musisz jej lubic ani doceniac. Jej metody mogly ci nie
          odpowiadac, baba mogla miec wredny pysk i nie wiem co jeszcze, psm ? kaca ?...a
          moze ciebie nie lubila ? (nie byla by to najprzyjemniejsza nowina, ale napewno
          nie tragedia zyciowa dla ciebie ani dla tej pani);
          Wielka szkoda, ze nadal tkwisz w tym wszystkim i dreczysz sie. Czy ta osoba
          jest warta tego, zebys to tak przezywala ? I czy ona w ogole przypuszcza, ze ta
          terapia tak cie wykonczyla ?
          Szkoda, ze nie doszlo miedzy wami do rozmowy. Skoro ona nie ma czasu, moze
          znajdzie czas ktos inny, kto cie wyslucha. W tym samym szpitalu (to chyba
          byloby dobre) ... czy nawet w innym miejscu, jesli tam sie nie da. A skoro
          czekasz od roku na nie wiem co, jakis cud, to co ci szkodzi poczekac jeszcze te
          trzy miesiace na konsultacje w jej gabinecie ?
          Doskonale sobie zdaje sprawe z trudnosci obiektywnego analizowania gdy w srodku
          cos boli. Dlatetgo wcale nie musisz byc od razu obiektywna, bo w tym nie o to
          chodzi. Chodzi o to, zebys sie pogodzila z tym, co sie stalo w najlepszy dla
          ciebie sposob.
          Faktem jest, ze jedni zalecaja przeczekanie az sie bol wyciszy, a inni radza
          kuc zelazo poki gorace. I chyba wlasnie ci drudzy maja racje, bo po co czekac
          az sobie najnormalniej na swiecie przetworzysz wydarzenia ?
          Im bardziej przetworzysz, tym dluzej bedziesz sie pozniej dokopywac. Jaki
          sens ? Przeciez nic takiego sie nie stalo i powinnas szybko dac sobie z tym
          rade.









          • lsilanow Re: fatalne skutki psychoterapii 07.05.07, 02:09
            Metody babsztyla? z 18 osobowej grupy po 3 tygodniach zostało 15, utrzymuje kontakt z paroma osobami, jedna odeszła po 6 tygodniach, inna została do końca - minęło parę lat - jak były chore tak chore zostały.
            Żaden dowód - pewnie.
            a)osoby odeszły nie ze względu na atmosferę, ale na swoje lęki i obawy, bark gotowości
            b)terapia może tylko przybliżyc rozwiązanie, takie bla bla bla

            ale mam w dupie pomysł na terapie, gdzie terapeuta wkłada kij w mrowisko, feruje wyroki, i czeka, jak ludzie skrajnie wycieczeni, w fatalnym stanie emocjonalnym, wyleczą się sami, i sami nauczą sie rozwiązywac konflikty, wyrażac konstruktywnie emocje, rozmawiac o sobie

            psm non-stop? w wieku około 57 lat?
            kawa wypijana litrami?
            papieros odpalany od papierosa? (przepraszam, zróbmy przerwę, muszę zapalic.)
            kaca? non-stop? psychoterapeuta?

            Ja tam byłem, mogę poświadczyc, ta osoba to oschła inteligencja pozbawiona skrupułów, ferująca wyroki (nie opinie) z prędkością karbinu, pamiętająca stare dobre czasy Komorowa, a szczególnie ten okres, gdzie ordynatorka dostała psychozy i poszła do domu się powiesic, czyli ten, w którym obowiązujacym sposobem załatawiania spraw były czekoladki i koniaczki.

            Powiedziałbym o niej tak:
            "Ktos się popłacze, niech płacze, ktoś dostanie spazmów, palcem nie kiwnę, ale to ja mam władzę nad grupą, nad losami tych ludzi. I'm The Puppet Master!"
            komentarze typu - "Nie interesuje mnie wasza wiedza z peseudonaukowych pism typu "Charaktery", możecie ją sobie wrzucic do kubła".
            Odprawa iscie wojskowa codziennie.
            Jak również tyle zdań, wypowiedzianych z pewnością. "Nie umiecie nazywac emocji", "Z całą pewnością musicie popracowac nad tym i owym" - "Nie do konkretnych dorosłych osób, ale do grupy koziołków-matołków, przerażonych owieczek. Nie pamiętam, by zwracała sie do kogoś po imieniu. Ale składam to na karb czasu.
            Ludzie byli zagubieni, dla nich to było nowe doświadczenie. Myśleli, że zostali poddani procesowi, który ma ich uleczyc, a nie, że mają najzwyczajniej w świecie doczynienia z bezduszną osobą.
            Kolega cieszył się, jak mógł dojśc w przerwie do jej biurka, by coś spytac, miał setki lęków, rozwiał jeden, ludzie naprawdę potrzebowali otuchy, zrozumienia, pokrzepienia i uspokojenia swoich lęków, byli onieśmieleni, zdezorientowani, liczyli na cos, na wyleczenie, na wsparcie, opiekę, mogli bezgranicznie zaufac każdemu, kto w ich zdaniu mógłby im pomóc. (Uspokojenia swoich lęków, a może uspokojenia jej lęków - baba sprawiała wrażenie, jakby była na froncie, ciągle baczna i gotowa, wiedząca o wszystkich wszystko od razu).
            Ktos chce odejsc, ktos odpada - "Pana decyzja". Fakt, Pana decyzja, warto by człowiek nauczył się podejmowac decyzję sam o sobie, o swoim życiu, no ale chyba nie wtedy, gdy zwierza się ze swich myśli samobójczych? Przypadek ad acta.
            bedzię mnie stac na brak obiektywizmu
            będzie mnie stac na ocene jej metod
            były do dupy i pracowałem póżniej z terapeutami grupowymi, którzy także pracowali na Sobieskiego, cud, miód, przjazna atmosfera na warsztatach, rozwiązywanie konfliktów na bierząco, omawianie problemów, uczenie się, a nie liczenie na cud, że wrzucanie petard do pokoju pełnego przedmiotów w końcu sprawi, że same ułożą się one na swoich miejscach, może ułożą się po jakimś czasie, ale nie prościej ułożyc rękami?, dużo zainteresowania drugim człowiekiem, i samozaparcia, i pasji.
            Zaczynianie spotkan od "Kochani moi.", a nie cisza, cisza, cisza, cisza, cisza. "No to kto pierwszy zacznie?" cisza, cisza, cisza, cisza. "M o o o że? Ja?".
            Wracając do babsztyla: I to poczucie wyższości, którego nie miał nikt z innych uczestników. Primus inter pares.
            Czy autorytet oznacza zamordyzm? Śmiem wątpic.
            Dlaczego na terapii grupowej nie można byc sobą? Przejawy indywidualności, które mogą byc powiązane z przyczyną podjęcia terapii są tępione. Czemu o nich nie porozmawiac. Why?
            jestem w takim nastroju, że jednak rozszczepie tą rzeczywistośc , a co tam...
            Nienijszym podpisuję się obiema rękami : mam w dupie tak prowadzoną terapię grupową
            mam w dupie wasze zdanie o tym, jak się zmieniłem na przestrzeni lat
            mam w dupie robienie mi wody z mózgu
            olewam to i pozostaję przy swoim zdaniu
          • lsilanow Re: fatalne skutki psychoterapii 07.05.07, 04:58
            z uśmiechem na ustach, o 4 nad ranem...

            ktos napisał o metodach w motywacji biznesowej
            czemu nie używac bezpieczniejszych metod?
            czy powieszony przez siebie pacjent po terapii grupowej to zło konieczne?
            a więc mamy 18 zdrowych z grupy 19 osobowej, a z 19-tego sączy się krew i leży pod umwalką w toalecie :)

            Terapia grupowa nad indywidualną ma taką przewagę, że działa teoretycznie o wiele szybciej - "objawy" - nie cierpie tego głupiego słowa, szybciej zanikają.
            Ale to, że zanikną, nie oznacza, że zanikną na trwałe.
            Więcej zależy od pacjenta, jego stanu i terapeuty, jego stanu, niż od rodzaju terapii. I jedna i druga może przynieśc więcej szkody niż pożytku, więc nie ma co pleśc.
            Ja jednak jestem za terapeutami z sercem.
            Plotę jakieś androny, w dzień, w dobrym humorze, napisałbym coś fajniejszego :)

            Co do Pani terapeutki - koleżanka z grupy miała pomysł, by dosypac jej zawartośc paru Persenów do szklanki.
            Byłem przeciwny, bo:

            a) nie chciałem sie mścic ani buntowac, nie lubiłem się wtedy nikomu buntowac, nigdy nie miałem kłopotu z słuchaniem się autorytetów, prócz ojczula i matuli
            b) uważałem, że lepsze byłyby leki takie jak Xanax, Diphergan, czy to, czym akurat kto dysponował, a asortyment mieli spory...
            c) nie chciałem byc pociągnięty do odpowiedzialności karnej (tak wtedy myślałem ;) )
            d) ale i tak uważałem, że byłby spokój przynajmniej na jeden dzień :)

            Co do rezultatów - wielu osobom tak zależało na rezulatach terapii, że sami się skłaniali do przypomnania sobie traumatycznych wydarzeń, do ich przepracowania (tfu... co za słowo), przegadania nawzajem, przemyślenia w domu... Zauważyłem.
            Terapeuta był właściwie zbędny, wystarczyło ludziskom kazac napisac życiorysy, przeczytac, zacząc rozmawiac lub/i dyskutowac, dac poczucie -> tu jest bezpieczne miejsce, gdzie możecie się otworzyc i poczekac, co się stanie :)
            Ja nie miałem już sił kompletnie, po 3 tygodniach ledwo stałem na nogach, na zajęcia zacząłem dojeżdzac taksówką.
            Miałem długo do siebie pretensje, że nie wytrwałem.
            To co napisałem, to są na nowo ożywione uczucia, ale i tak minęło sporo lat, już zdążyły mocno przygasnąc. Wiem, że przez pare dni po zaprzestaniu terapii miałem ochotę walic pieścia w ścianę, tylko nie miałem sił się podnieśc.
            Co mi dała ta terapia? Wiedzy o przyczynach mego stanu nic. Natomiast wiem, że mam prawo bronic się w takich sytuacjach, protestowac, wymagac. Nie stac bezczynnie.
            • kwiat_gruszki Re: fatalne skutki psychoterapii 07.05.07, 22:39
              Dziękuje Ci Isilanow, dziekuję, dziekuję, dziekuję, dziekuję.:-). Wiec nie
              zwariowałam.:-)Mówimy o tej samej kobiecie, nie mam najmniejszych wątpliwości.
              te same obserwacje,identyczne wnioski. Twoja grupa była bardziej świadoma tego,
              co sie działo. Z mojej nikt nie zrezygnował. Tylko jedna kobieta, ignorowana
              przez Panią Psych, rzuciła w pewnym momencie krzesłem, w wyniku czego
              wyrzucowno ją z grupy. Oczywiscie nikt z nami na ten temat nie porozmawiał.:-/
              Moja grupa była w niej zakochana, moze dlatego, ze przyzwalała im na nienawiść,
              którą przez lata w sobie dusili,a moze mieli w sobie syndrom ofiary, która
              szanuje tylko tych, którzy sie nad nią znecają, może wcześniej nie doświadczyli
              terapii i wydawało im się, że tak ma być. Nazywali ją, jak wyżej napisałam -
              matką, guru,twierdzili, ze jest rewelacyjna, mądra, mówili, ze jest dla nich
              inspiracją itp.Tymczasem to, co np.wyprwaiała z kobietą w depresji wolało o
              pomstę do nieba, stanowiło przemoc psychiczną najwyzszego kalibru. Po kilku
              niesmacnych zagrywkach grupa sama zaczęła sie psychicznie znęcać nad tą
              kobietą. Taka lekcja nienawiści. Najsmutniejsze jest to, że ta kobieta tez
              uległa kultowi pani psych. I byłam jedyną, która zauważała, że to, co sie
              dzieje to patologia. A kiedy wszyscy Ci mówią, ze jestes pijany, to w koncu
              zastanawiasz się, czy przypadkiem nie piłeś. I ta niepewność najbardziej mnie
              meczyła, niepewność, czy moje obserwacje są realne, a moje odczucia
              uzasadnione. Naprawdę, jeszcze raz Ci dziekuję Isilanow, nawet nie wiesz, ile
              dla mnie zrobiłeś.
              • bszalacha Re: fatalne skutki psychoterapii 10.05.07, 20:29
                Dostałaś szansę zobaczenia samej siebie oczami innych.Sadząc po stopniu
                oburzenia jakie prezentujesz,było to wyjatkowo druzgocące doświadczenie...
                /na tym polega wartośc terapii/.
                • ewag52 Re: fatalne skutki psychoterapii 10.05.07, 20:33
                  bszalacha napisała:

                  > Dostałaś szansę zobaczenia samej siebie oczami innych.Sadząc po stopniu
                  > oburzenia jakie prezentujesz,było to wyjatkowo druzgocące doświadczenie...
                  > /na tym polega wartośc terapii/.

                  otóż to!
                  • lsilanow Re: fatalne skutki psychoterapii 11.05.07, 03:13
                    Mnie oceniono pozytywnie, to pamiętam z tej terapii. Chwalono, słuchano. I pamiętam brak zrozumienia, gdy mówiłem, że cierpiałem, ponieważ pokłóciłem się z matką, a ktoś powiedział mi - "Ja na przykład dzisiaj miałam traumatyczną rozmowę z moją matką. I czuje się w porządku." I miałem poczucie winy, że cierpiałem, a inni nie, i że jestem jakiś dziwny.
                    Nie miałem się do nikogo zwrócic. Mógłbym zaufac terapeucie, bo w końcu jest mądrzejszy ode mnie (tak sobie wtedy myślałem), ale nie miał czasu.(pomocnik też) W ogóle nikt z obsługi nie miał wtedy czasu. Ordynatora nie było.
                    Ludzie, reszta grupy, większosc - prócz jednej osoby, dystansującej się do tego wszystkiego, co tam miało miejsce, z którą nie miałem kontaktu, nie potrafiliśmy nawiązac kontaktu - reszta była w kryzysie. I sama tego wsparcia potrzebowała.
                    Przeczytałem też jakiś czas temu jedną bzdurę a propo terapii grupowej - że tragiczne, bolesne doswiadczenie (nie konflikt), które dzieje się w grupie ludzi, tą grupę cementuje. Tak, ale już scementowaną, zwartą, wypróbowaną już wcześniej grupę. Są także przypadki, gdy kończy się to niestety rozpadem. Śmierc członka rodziny może kończyc się jej rozpadem, śmierc gitarzysty zespołu może kończyc sie rozpadem, śmierc kierownika firmy może kończyc się rozpadem, śmierc nauczciela może kończyc się rozpadem, nie jest już jak dawniej, czas goi rany, ale nie w pełni, ktoś może odejśc, co jakis czas ktos może zacząc kogos obwiniac. To nie jest recepta.
                    W książce nie było nic o cieple, zaufaniu, itp. Lekarzu, znający tylko jedną, ciemną stronę życia, lecz się sam.
                    Że zabrakło wsparacia, wtedy? A co gdybym miał wtedy myśli samobójcze? (na szczęscie ich wtedy nie miałem
                    To co ja wtedy ku.. miałem zrobic?
                    Po za tym skomplikowany życiorys, nie oznacza od razu wielkich problemów. Ci, którzy nie mają takiego skomplikowanego życiorysu - w istocie go mają, tyle że powtarzalnyu - cierpienie, cierpienie, cierpienie. Poszczególne wydarzenia zamazały się przez ból, smutek, zostały okryte nie pamięcią. Rozmawiam teraz dużo z ludźmi - i oni dopiero mają skomplikowane życiorysy, istna trauma, jak z boku popatrzyc, ale są w związkach, pracują, uczą się, rozwijają, cierpią, nie chcą pomocy, ale dają sobie radę, tak jak mogą, jak umieją.)
                    A byłem po prostu inny niż wszyscy, miałem inna konstrukcję. Nie potrafiłem na przykład filtrowac wiadomości. Do dzisiaj ludzie mówią mi, żeby się nauczył, próbuje nie myślec o tym i o owym, staram się, a okazuje się, że ni e myslę o smutnych rzeczach, nie martwię się gdy a)dobrze się czuje, jest mi przjemnie b)rzeczywiście, nie ma zagrożenia c) wiedzę nadzieję na przyszłośc. Czuje, że jestem piękny (ach, ku.., znowu się przyczepią - co w nas piękne, przyczyną naszego nieszczęscia, a odpie..cie się wszyscy!) taki jaki jestem - wrażliwy, empatyczny, dużo rozumiejący. Mogę cierpiec nie przez to, ale przez inne swoje cechy, lub sytuację, w jakiej się znajduję. Cierpie, bo zbyt mało kocham siebie, nie tak jak innych. Nie trzeba wywalac wszystkiego do śmietnika. Gdy jest mi źle, potrzebuje pomocnej dłoni. Wciąż popełniam te same "błedy" - ale to nie są błedy, to są działania motywowane przez zwykłe, ludzkie uczucia, Emocje, których sobie nie uświadamiam.
                    Terapię z wątku zapamiętałem ją sobie jako druzgoczące doświadczenie, zapamiętałem głównie przerażenie - mój Boże, gdzie się znalazłem, jak tu traktuje się ludzi. (Dalej się będe upierał ;), co bardziej wnikliwi będą wiedzieli na czym to upieranie polega. Czemu? Odpowiedź znajdziecie poniżej.) Na innej terapii oceniano mnie za to negatywnie - ale tam pamiętam, że były osoby które oceniały mnie różnie, oburzało mnie to, że jedna osoba poradziła mi wyrzucic matkę na zbity pysk i zrobic sobie irokeza, zapuścic hiszpańską bródke, mówiła zrób to!, że inna, będąca sama matką broniła matkę, dzika psychoterapia - czyli udzielanie sobie rad życiowych: "Słuchaj, ja zrobiłam kiedyś tak, palnęłam faceta patelnią i po kłopocie." "Pomogło?" "No, czy ja wiem. (W myślach: Nie, wsadzili mnie do pierdla. - takie rzeczy wychodziły póżniej, ludzie radzili podług siebie, z dobrej woli, ale robiąc więcej szkody niż pożytku) "Ale ja Ci ja radzę, jako Twoja dobra przyjaciółka, zrób tak.") Miałem ochotę zwiewac z tego pokręconego miejsca, pozbawionego prawie żadnego nadzoru (nadzór nad przestrzeganiem i tak łamanego regulaminu, dwie dziewczyny próbowały sobie z tego powodu odebrac życie, to było stanowczo za mało, czułem że wszyscy byli pozostawieni samopas. I wbrew zapewnieniom lekarzy mnie tam wysyłających, nie nauczyłem się bronic, tylko dalej biernie przyjmowałem ciosy, co skończyło się psychozą reaktywną po powrocie i zwiększeniem dawki leków.) Każdego człowieka oburza to, co jest niesprawiedliwe. Więc zamiast wskazywac na to, co jest niesprawiedliwe. (Jestes h..ową matką, Ciebie trzeba by do więzienia zamknąc. Ale ja całe życie się starałam! - lepiej pokazac, co można by poprawic, pokazac, na czym polega problem, zacząc rozmawiac, by dojsc do wspólnego celu, a nie tworzyc oboz. Lepiej się łączyc, niż dzielic.) Z resztą, po jaką cholerę mam byc oceniony?
                    Dlaczego na żadnej mojej terapii nie udzielono wsparcia? To skąd do cholery mam brac tą energiię potrzebną do walki?
                    Wiele wniosków terapeutek było słysznych - pewne rzeczy dla człowieka z zewnątrz naszego świata widac od razu. Ale to jest druzgoczące. To co, że jedna z moich terapeutek powiedziała mi całą prawdę o mnie, co sesja to prawda, nowa informacja, na którą wcale nie byłem gotów, nie nadążałem z ich przyjmowaniem, pojmowaniem, tylko myślałem, analizowałem, przypominałem, szukałem rozwiązania.
                    Czułem się diagnozowany.
                    Terapeutka przyrównała siebie do maszyny, komputera, który przyjmuje dane i wpluwa informację na wyjściu.
                    A ja jak głupi przychodziłem, nieświadomie licząc na zaufanie, ciepło, wysłuchanie, życzliwośc, dodanie otuchy. Czy to tak trudno zrozumiec?
                    Skończyło się to tym, że nie umiejąc sobie inaczej poprawic nastroju, przestac myślec o śmierci, by móc chociaz wegetowac jak warzywo, ale życ, bo przeżywałem gehenne w domu i na terapii, wpadłem w uzależnienie od środków uspokoajających, co mnie nieomal zabiło.
                    Może powiecie - to nie była dobra terapeutka dla mnie. Owszem.
                    Ale czemu nikt mi o tym nie powiedział? Czemu mnie zapewniano, że, mam wytrwac, że, jak wytrwam, będą rezultaty? Czemu cała wiedzę o tym, co się ze mną robi, musiałem czerpac z innych żródeł?
                    A co do ewag52, może przeszłas taką terapię, może nie, może teraz mienisz się byc zdrową i szczęsliwą, i błogosławisz swoich wybawców, którzy umożliwili Ci normalne - znaczy w miarę ustabilzowane życie, co bardzo cenie, ale jak dla mnie, jesteś zwykłą sadystką, która doznany sadyzm przenosi na innych. (tak jakby przekupka, która mówi: "Otóż to, droga Pani! Otóż to. Święta racja!)
                    Cholera, mamy racjonalizacje, mamy mechanizmy obronne, które w końcu służą do obronny, do wytrwania, a gdy je się zerwie, nie zostaje nic, tylko ból, ale puszczają one samoistnie, gdy jest poczucie bezpieczeństwa, zaufania.
                    Ile razy oglądaliście film, o kobietach, które były bite przez mężów, a które ktoś z tamtąd wyrwał, lub same podjęły decyzję o odejsciu. Wystarczyła tylko obecnośc życzliwej osoby, która by wysłuchała i nie oceniała, przed która można się było zwierzyc, wypłakac, by w końcu ten płacz się pojawił. Każdy ma problemy, każdego boli. Bo płacz to nie ból. Trudno się zmienic bez odrobiny akceptacji. Przytulenia. Płacz jest jego (bólu) przejawem. Przejawem tego nagromadzonego. Mądralińscy :))
                    Dwa lata później rozpocząłem kolejną terapię. Po 5 minutach mieliśmy już gotowe rozwiązania wielu moich problemów.
                    • lsilanow Re: fatalne skutki psychoterapii 11.05.07, 04:05
                      wiecie, jest mi obojętne, że sie nie klei, na jedno zdanie napisałem multum, kontratak, jakbym się czegoś bardzo bał, jak to jest że boje się lękiem, który był wtedy, a którego nie było teraz
                      błagam was na kolanach, naprawdę nie wszystko było moją, czy winą kwiatu_gruszki
                      nie osaczajcie nas
                      moge pierdu pierdu, że na przykład stwierdziłem, że ten, który był dla mnie na początku zdzciecinniałym, zgorzkniałym chamem, czyli Kuba Wojewódzki, na którego zacząłem patrzyc później jak na Stańczyka, bardzo mądrego, inteligentnego, wartościowego człowieka, a gdy spadły mi klapki z oczu, i zacząłem wsłuchiwac się uważnie w słowa, zrozumiałem, że to co robi on w tych propgramach to nie jest konwencja, konwencja, szoł jest tylko przykrywką, by zasłonic to, jaki jest naprawdę, bezlitosny, chamski, zjadliwy, sprosny, nieszanujący cudzych uczuc, znów stał sie dla mnie zdziecinniałym, zgorzkniałym chamem, wojującym z całym światem, choc nie ma szans
                      uprawia własną terapię i terapie społeczeństwa - ogień ogniem zwalcza, za pośrednictwem telewizji...
                      nie powiem mu tego, bo nie miałoby to sensu - lepiej szukac w kimś pozytywów, niż zacząc od ataku, nic to nie daje, zamyka drogę do rozmowy
                      król jest nagi
                      a to potrafi dostrzec tylko dziecko
                      pacjent nie ma prawa wiedziec co się z nim robi - to pierwszy krok, by stracic zaufanie do lekarza...
                      Pacjent ma dawac soba kierowac, bo lekarz wie lepiej, co pacjentowi jest potrzebne, niż on sam. - to drugi krok, by stracic zaufanie do lekarza...
                      (lekarz nigdy nie pyta o prawdziwą przyczynę czyjejś złości, wstarczy mu frazes, obiegowa opinia o takich przypadkach, wtedy czuje się kontent.)
                      Pacjent ma dawac soba kierowac, a jego bunt jest naturalna oznaką procesu leczenia, i swiadczy o jego głebokich, nieprzepracowanych problemach. - to trzeci krok, by utracic zaufanie do lekarza...
                      Lekarz powinien stawiac siebie zawsze ponad pacjentami, bo nie jest czlowiekiem, nie je, nie pije, żyje powietrzem, jest istotą pół-, lub całkiem boską, a swoje kontakty z pacjentami ogranicza do mnimum. - to czwarty krok, by utracic zaufanie do lekarza...
                      Lekarz nie popełnia błędów, lekarz ma prawo do popełniania pomyłek, o których ma prawo nie mówic pacjentowi, wie tylko o tym on sam, a po paru dniach zapomina, a już na pewno nigdy nie ma ich naprawiac. - to czwarty krok, by utracic zaufanie do lekarza...
                      Lekarz ma prawo eksperymentowac na żywej tkance laboratoryjnej, jaką jest pacjent, no bo w końcu nic się nie stanie, gdy pacjent sobie trochę pocierpi, cierpiał tak długo, więc pocierpi jeszcze trochę. - to piąty krok, by utracic zaufanie do lekarza...
                      Lekarz nigdy nie łamie swoich zasad w myśl dobra pacjenta, nawet, gdyby ich złamanie przyniosło nieoczekiwanie rozwiązanie problemu. - to szósty krok, by utracic zaufanie do lekarza...
                      Lekarz nigdy nie powinien byc elastyczny, to pacjenci mają się dostowywac do niego, bez łaski... - to siódmy krok, by utracic zaufanie do lekarza...
                      Lekarz ma prawo babrac w pacjencie do woli, by szukac po omacku przyczyn jego złego stanu, naruszając zdrow narządy, choc przyczynę widac od razu - za ciasny kołnierzyk... - to ósmy krok, by utracic zaufanie do lekarza...
                      Lekarz broni się przed wypaleniem jak tylko może, na przykład znieczulicą - to dziewiąty krok, by utracic zaufanie do lekarza...
                      Mam dalej?
                      TO wszystko bym zniósł a nawet znacznie więcej, gdybym widział rozwiązanie, swiatlo na koncu tunelu...
                      Gdyby ktos podawał mi ręke w trudnych momentach. Gdybym nie był sam.
                      Byłem sam, bo byłem chorobliwie nieśmiały.
                      Ludzie nieśmiali są także bardzo złośliwi często, bo się boją świata zewnętrznego. Jest dla nich złowrogi, nieprzyjazny.
                      Nie miałem poważniejszych problemów, niż inni, bardziej skomplikowanego życiorysu.
                      Ja byłem z tych łagodnych, okazujących często serce na dłoni. Lubiących, miłujących wszystkich, lecz nie potrafiący tego wyrazic. W związku z tym, często dostawałem kopa.
                      Obserwuje teraz, jak pewna siostra ze wspólnoty duchowej, do której należałem, przestaje miec już urojenia, zaczyna sensownie mówic, nie tam o szpiegach, spiskach, sąsiadach (miała wiele objawów schizofrenii), robi się pogodna. Nie wiem, czy udała się na jakieś leczenie. Wątpie. Ale widzę, jak dużo "braci" i "sióstr" okazuje jej zrozumienie, poświęca jej czas, rozmawia z nią.
                      Wcześniej była odpychająca, zjadliwa, ubierała się bardzo niepokojąco. Teraz nawet ubiera się inaczej. I powie dobre słowo. Właściwe to dobre słowo zawsze było, ale ginęło pod natłokiem zjadliwości i wydumanych (mówię z sympatią, bo sam lubię dumac) teorii.
                      Nie szukałem pomocy na zewnątrz bo w mojej rodzinie było tabu szukania pomocy na zewnątrz - nie mów nikomu, co się dzieje w domu.
                      W czasie pierwszej sesji z nową terapeutką, nie dośc, ze byłem pewny, że z nią wyzdrowieje, rozwiązałem wiele problemów - nie odczuwania emocji, kłopotów z zasypianiem, przyczyn leżacych z zaburzeniu relacji w rodzinie, przyczyn braku poczucia harmonii, braku dróg do osiągnięcia zadowolenia z życia.
                      A w czasie terapii zwierzałem się, jak nigdy dotąd. Był pakt.
                      Dziękuje Ci, "swiatlo". Choc były górki i dołki, choc czasem nie było łatwo, naprawdę Ci dziękuje, Marzeno Żuk.
                  • kwiat_gruszki Re: fatalne skutki psychoterapii 11.05.07, 23:12
                    Otóz to! Tak własnie było! Na 100%!.
                    Swietnie, tylko, ze postawienie wyroku,zastępuje myslenie. Mówiac "było tak i
                    koniec dyskusji", przestajesz sie zastanawiać, przestajesz myslec. A na
                    mysleniu opiera sie wartośc terapii, nie na stawianiu wyroków (tak sądzę).
                • lsilanow Re: fatalne skutki psychoterapii 11.05.07, 16:56
                  Jeżeli dobrze rozumiem, wartosc terapii polega na tym, by byc zdruzgotanym. Nie rozumiem. :? Czemu? To tak, jakby pójśc do onkologa, mając rozpoznanie choroby nowotworowej, specjalnie po to, by usłyszec od niego przykre słowa, by się zdruzgotac. To jest masochizm.
                  Kiedy ludzi kupa, i herkulesa dupa - kiedy słyszuy się na raz dziesiątki prawdy od sobie (ktore takze, jak napisalem w innym poscie, sa suibektywne), czlowiek nawet nie ma szans je przyjac.
                  Dyskusja przestaje miec sens.
        • maureen2 Re: fatalne skutki psychoterapii 03.05.07, 12:29
          jakie były oczekiwania wobec terapii, znalezienie kolegów,przyjaciół ?
          Przecież "znajomości" z terapii nie przenosi się do realu !!
          • kwiat_gruszki Re: fatalne skutki psychoterapii 03.05.07, 12:59
            O czym ty mówisz???? Jakich znajomych, kolegów? Terapia grupowa, jak sama nazwa
            wskazuje, polega na tym że problemy poszczególnych pacjentów omawia sie w
            grupie. Istotne sa tu takie elementy jak: zaufanie, poczucie bezpieczeństwa,
            aktywne uczestnictwo pacjentów itp. Kiedy psych nie pozwala na takie
            uczestnictwo, podając wszystko na tacy,i kazdy ma zawartość tej tacy
            zlizywać,bez cienia dyskusji czy chocby zdrowych wątpliwości; nie zadaje pyt w
            stylu: co wy o tym sądzicie, jakie macie zdanie, co czujecie itp, ale od razu
            wydaje wyroki, albo przychodzi wsciekły na terapię ( i nie jest to prowokacja
            terapeutyczna, a zły humor, który nie prowadzi do nikąd), bojkotuje częśc
            pacjentów, bo jeden jego zdaniem symuluje (oswiadcza to, nie pyta pacjentów o
            ich zdanie, uczucia i tp, tak jest i już), drugi chce poznac metody, a kłamie,
            ze ma problemy, trzeci źle sie czuje i płacze, wiec psych udaje, ze go nie
            widzi i nie słyszy; gdy nie ma ochoty rozmawiac na jakis temat, przerywa w
            srodku zdania i zaczyna mówic na inny. gdy w grupie narasta coraz więcej
            konflików, nad którymi nikt nie pracuje, kłótni i sporów, które terapeutka
            ignoruje, udajac, ze ich nie ma, szczuje pacjentów wzajemnie na siebie, a potem
            wcale się tego nie omawia, ktos się z kims kłóci, a ona to olewa, reszty nie
            pyta nawet, co czują, co myslą, bedąc świadkiem tej kłótni.itp itp itp itp. W
            takiej atmosferze nie ma mowy o terapii. I tu nie chodzi o przyjaźń czy
            koleżeństwo, terapia, to terapia.
            • maureen2 Re: fatalne skutki psychoterapii 03.05.07, 13:37
              terapia grupowa to nie jest omawianie pacjenta przez terapeutę na tle grupy,
              to wykład tak wygląda.
              • sankanda Re: fatalne skutki psychoterapii 05.05.07, 10:27
                czasami prawda, czasami nieprawda.
                gruszka do tej pory nic nie powiedziala jaki charakter miala miec ta terapia i
                dlaczego naprawde znalazla sie na tej, a nie innej. gruszke
                interesuje "psychologia" biznesu i pracy. Dziwnym zbiegiem okolicznosci
                znalazla sie w gurpie bezrobotnych i na terapie poszla ze swoim CV. Kobieta
                z "depresja" byla na zasilku (czytajcie, do cholery uwaznie, i troche ruszcie
                glowami ;) a sama terapia byla prowadzona przez gwiazde zasluzona w
                przedsiebiorstwach !!!! a nie gwiazde szeroko pojetego humanizmu ;)
                To wiele wyjasnia. W przypadku tergo rodzaju "terapii" feed back jest
                nieebedny. Jesli grupa nie zareaguje, bo na przyklad ma jolopowaty iloraz
                inteligencji grupowej, to zrobi to prowadzacy sesje w mniej lub bardziej
                wyszukany sposob, a grupa poslucha, co w tej sytuacji jest czyms
                najnormalniejszym pod sloncem. Bywa tez, ze "terapeuta" bezwiednie
                podporzadkuje sie grupie. Bywa tez, ze trudno jest mu zapânowac nad grupa, ot
                taka np. zlozona z ludzi w jakims sensie zmarginalizowanych (bezrobocie,
                nieproduktywnosc, nieprzydatnosc spoleczna ), wtedy "terapeuta" zaczyna ratowac
                wlasna dupe produkujac tzw. parszywe owce. W kontekscie "managerialnym" ( w
                koncu biznes, nie ?) jest to bardzo powazny blad swiadczacy o niedostatkach
                zawodowych managera. Tylko, ze w sytuacji lakonicznie opisanej przez gruszke
                nie bylo mowy o konkretnej strukturze, raczej o jej totalnym braku...
                Dla mnie jest to jedno wielkie "g", bo niczemu nie sluzy i niewiele zmienia, a
                niektorym moze zaszkodzic. Przypadki "zalatwionych" klientow zdarzaja sie
                nawet wsrod ludzi o ustabilizowanym zyciu profesjonalnym i czesto wysokiej
                pozycji w przedsiebiorstwie. Sama spotkalam faceta, ktorego zaczela szukac
                policja, bo po trzecim dniu motywacji zaginal. Znalezli go blakajacego sie po
                miescie bez poczucia czasu i przestrzeni.... Taki gosc zdarzy sie raz na jakis
                czas, ale niestety, ryzyko zawsze istnieje. Okazalo sie, ze od tego faceta
                odeszla zona, czyli nie mial zachowanej podstawowej rownowagi zyciowej.
                Tutaj mozna pisac kilometry tekstu...
          • lsilanow Re: fatalne skutki psychoterapii 04.05.07, 23:29
            nieprawda, mówię Ci, nieprawda
            • lsilanow Re: fatalne skutki psychoterapii 07.05.07, 05:18
              nieprawda, tzn. można poznac przyjaciół na całe życie w grupie :)
    • violapl Re: fatalne skutki psychoterapii 03.05.07, 00:20
      Czytając twoje posty jestem pełna obawy jak zamirzasz pomagać ludziom jak sam
      masz takie problemy ze sobąTo może być aosiągalne wręcz niemożliwe i Ty możesz
      stac sie przyczyna wielu kludzkich nieszczęść. I co że studiujesz psychologie
      to jeszcze nic nie znaczy.Jestem pełna obaw
      • kwiat_gruszki Re: fatalne skutki psychoterapii 03.05.07, 13:14
        Dlaczego wielu ludziom wydaje sie , ze skonczenie psychologii równoznaczne jest
        z otwarciem gabinetu i "pomaganiem". Corocznie tysiace studentów konczy psych i
        nie powstaje przez to tysiace gabinetów.Aby prowadzic terapię, po skończeniu
        studiów, (i odpowiedniej specjalizacji) trzeba sie jeszcze dłuuuugo uczyc w
        specjalnych placówkach. Po to, by poznać i zroumiec pewne techniki, metody,
        zasady, to nie jest tak, ze terapia jest sponatnicznym "pomaganiem innym". Mnie
        terapia nie interesuje. Mnie interesują szkolenia w firmach, rekrutacja, ale
        też zastanawiam sie np. nad marketingiem. Żadnych gabinetów zakładac nie
        planuję ;-)
        Co to znaczy TAKIE PROBLEMY ZE SOBĄ. Owszem, źle wspominam terapię, i mimo, ze
        minął rok, nadal o niej pamietam, ale to nie znaczy, że rozbiła moje życie. To,
        że studiuję psychologie, DLA MNIE absolutnie nic nie znaczy, ot taki fakt z
        zyciorysu. Zgłaszając się na terapie, kompletnie o tym nie myslałam, bo
        zgłosiłam sie jako pacjent, po prostu. Dla terapeutki to był problem.
    • narko_manka Re: fatalne skutki psychoterapii 03.05.07, 00:23
      Od momentu smierci poprzedniego papieza, ktorego ogloszono rowniez najlepszym
      psychologiem w Polsce podobnie jak i cukiernikiem, powstalo wiele osrodkow
      pseudopsychologicznych dzialajacych pod nazwa NLP. Dotarly rowniez do Europy
      zachodniej i polnocnej po wejsciu Polski do struktur EU
      • sankanda Re: fatalne skutki psychoterapii 03.05.07, 19:30
        oh, w Europie Zachodniej dotarly duuuzo wczesniej :) stajac sie ulubionym
        oszolomem "psychologow" biznesu (na zachodzie, zeby zajmowac sie psychologia
        pracy wystarczy miec licencje, czyli trzy lata studiow na psychologii +
        oczywiscie krotkie szkolenie. wystarczy, zeby przeprowadzac istniejace juz
        wczesniej testy, obliczyc i spisac gotowy rezultat. to jest kpina; rzadko sie
        zdarza, by student psychologii od pierwszego roku decydowal sie na
        taka "kariere" ;) ale czasami nie ma wyboru... we Francji selekcja jest
        bezwzgledna !
    • flowerbomb5 Re: fatalne skutki psychoterapii 03.05.07, 13:24
      mam bardzo podobne doswiadczenia do twoich. Bylam na naprawde idiotycznej
      psychoterapii grupowej, zamiast uciekac od razu gdzie pieprz rosnie,
      postanowilam ze wytrwam. Niepotrzebnie. Pare lat sie nie moglam wylizac, bo
      potraktowano mnie tam okrutnie. Nie jestem psychologiem, wiec nie znam sie na
      roznych szkolach i technikach i dalam sobie rozne rzeczy wmowic. Myslalam ze
      pomoze a pogorszylo tak ze meczylam sie i nie moglam normalnie funkcjonowac.
      Innych uczestnikow tez zgnojono. Jedna dziewczyne tak rozwalili, ze zawalila
      studia medyczne (dotychczas normalnie funkcjonowala, po paru
      tygodniach "terapii" przezyla zalamanie nerwowe i zawalila rok studiow), inny
      facet zaczal zachowywac sie jak czubas. Byla to terapia nie dla chorych ludzi
      ale dla normalnie funkcjonujacych ktorzy chcieliby poprawic jakosc zycia.
      WYmagano zaswiadczenia, ze nikt nie jest pod opieka psychiatryczna. Wydaje mi
      sie ze przeprowadzano tam na nas jakis eksperyment, o ktorym nikt nic nie
      wiedzial, bo nie powiedzieli. Do konca myslalam ze to normalna terapia.
      Oszukano nas. Cala grupe podzielono na dwie podgrupy. Teraz wiem, ze jedna to
      byla grupa "normalna" a druga kontrolna.

      Reasumujac uwazam, ze zawod psychoterapeuty wykonuje wiele nieodpowiedzialnych
      nieprzygotowanych osob z nierozwiazanymi wlasnymi problemami, mimo tych
      wszystkich lat studiow, praktyk terapeutycznych, superwizji itp. A juz zupelnie
      przeraza mnie szamanstwo ktore wkrada sie glownymi drzwiami do praktyk
      terapeutycznych - przezylam szok jak sie dowiedzialam, ze pewien uznany
      licencjonowany terapeuta ptp, z duzym doswiadczeniem i wyrobionym nazwiskiem w
      wielkim miescie, sam wykonujacy superwizje innych terapeutow prowadzi ...
      warszaty "terapii" metoda Hellingera. Swiat sie wali. Metoda Hellingera to
      czyste szamanstwo z Afryki, przeszczepione na grunt europejski przez
      eksmisjonarza, ktory nauczyl sie tego od prymitywnych plemion afrykanskich.
      • falma Re: fatalne skutki psychoterapii 03.05.07, 14:58
        gdzie było to prowadzone? co to był za ośrodek?
        • flowerbomb5 Re: fatalne skutki psychoterapii 04.05.07, 11:10
          To bylo prowadzone jakies 15 lat temu przez grupe terapeutow zwiazanych z
          wydzialem psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. Grupa reprezentujaca nurt
          dezintegracji pozytywnej. Co jak co ale dezintegracja to im wyszla, szkoda ze
          nie pozytywna. Owi "terapeuci" to byli wykladowcy i pracownicy UW, jedna
          terapeutka czy dwie byly z UMCS w Lublinie.
          • agah201 Re: fatalne skutki psychoterapii 04.05.07, 13:41
            ładnie to tak straszyć ludzi opowieściami z psychologicznego średniowiecza?
          • lsilanow Re: fatalne skutki psychoterapii 05.05.07, 15:57
            Dezintegracja pozytywna to naturalny, spontaniczny proces.
            Nie można go sztucznie wywołac.
            Doprowadzic przeciętnie zdrowych ludzi do załamania nerwowego, po to, by się pozbierali? To tak, jak użyc bomby atomowej, by zabic muchę...
            Po co bawic się w Boga?
      • lsilanow Re: fatalne skutki psychoterapii 04.05.07, 23:38
        każdy może błądzic, każdy może ulec nowym nowinkom, w każdym wieku człowiek może nieodpowiedzialnie wpaśc w dno

        a jakby po paru latach okazało się, że teraz popularna viagra jest uzależniająca? albo będzie wywoływała skutki trudne teraz do przewidzenia?
        ludzie często traktują cos, co jest zachwalane, jako lekarstwo na wszystko, tak jakby nim rzeczywiscie bylo, jak objawienie, wolą łatwiej, od razu, nie trudniej, co nie zaczy, że pewnych rzeczy nie da się zrobic natychmiast

        tak metoda "Hellingera" też została uznana za panaceum

        warto miec doze dystansu i ostroznosci w takich wypadkach

        zawsze

        tak jak wobec tytułów artykułów "Wynaleziono lekarstwo na raka", "Odkryto w pełni funkcjonowanie mózgu", "Wynaleziono szczepionkę przeciw HIV", "Wszystkie problemy świata będą zazegnane dzięki panowi Ideofonsowi D. z Fakelnuckel koło Centucky w U.S.A."

        mam poczucie, że jednak co nieco muszę zrewidowac a propo swojej niedawnej przeszłosci
      • bszalacha Re: fatalne skutki psychoterapii 20.05.07, 01:55
        Mylisz dwie sprawy:nie ma psychoterapii dla osób zdrowych bowiem jest to zawód
        medyczny.Inne "terapie"są po prostu treningami czegos tam/nie znam się/.
    • ewiku nie rozumiem jednego.... 04.05.07, 14:29
      skąd ten pomysł, żeby wytrwać w czymś, co wiadomo, że nam szkodzi?
      skąd tyle masochizmu emocjonalnego?
      po co czekać do końca terapii, żeby stwierdzić to co wiedziało się na początku?
      nie szkoda na to czasu?... o kosztach i krzywdach nawet nie wspomnę...:(((


      ----------------------------------------------
      Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
      • falma Re: nie rozumiem jednego.... 04.05.07, 14:40
        jak człowiek jest w grupie, to zazwyczaj mu rozum odejmuje.
        lepiej popełnić błąd tak jak wszyscy inni, niż samemu mieć rację.
      • lsilanow Re: nie rozumiem jednego.... 04.05.07, 23:39
        jak powiedziałem - dzięki ślepej wiary reszty ludzi, że to pomoże, trudno się wyrwac
        • lsilanow Re: nie rozumiem jednego.... 04.05.07, 23:41
          kwiat_gruszki MA RACJĘ !!!
          ale nie wiem, czy ten krzyk cos pomoże...
      • sankanda Re: nie rozumiem jednego.... 05.05.07, 12:39
        bo czasami lepiej jest sluchac wlasnej intuicji niz dazyc do bycia takim jak
        inni za wszelka cene. w grupie jest to bardzo trudne. moga odezwac sie
        podstawowe obawy...
        a dlaczego gruszka tam zostala ? hmmm... byc moze ty tez bys zostala :)
        • ewiku Re: nie rozumiem jednego.... 15.05.07, 16:20
          sankanda napisała:

          > bo czasami lepiej jest sluchac wlasnej intuicji niz dazyc do bycia takim jak
          > inni za wszelka cene. w grupie jest to bardzo trudne. moga odezwac sie
          > podstawowe obawy...
          > a dlaczego gruszka tam zostala ? hmmm... byc moze ty tez bys zostala :)


          ... hm... gdybym tam kiedykolwiek trafiła to z pewnością nie jako pacjent... ale
          to już zupełnie inna historia...


          ----------------------------------------------
          Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
    • angua0 Re: fatalne skutki psychoterapii 06.05.07, 10:46
      bo kazdy psycholog powinien przejsc wlasna terapie, a szczegolnie kliniczny
      rozumiem co czujesz, kiedy chcesz sie dostkonalic, rozwijac, bo sama bedziesz
      narzedziem wlasnej pracy, niewazne czy w biznesie czy szpitalu, i jestes
      obrabiana takim narzedziem z defektem, ktore mpze nie rpzeszlo wlasnej terapi a
      moze i o superwizji nie słyszało
      mam podobne doświadczenia, i też niczego z tym nie zrobiłam ;/
    • narko_manka Re: fatalne skutki psychoterapii 06.05.07, 10:49
      Na prowadzenie zajec terapeutycznych decyduja sie dzis ci, ktorzy nie potrafili
      odnalezc sie wspolczesnie w swoim zawodzie, glownie w sferze mediow, reklamy,
      zarzadzania i innych. W osrodkach terapeutycznych, szczegolnie tych
      subsydiowanych pracuja glownie "nieudacznicy", ktorzy nie sa w stanie pomoc
      sobie, co dpiero innym.
    • piekielnica1 Re: fatalne skutki psychoterapii 06.05.07, 15:52
      > Minął rok od feralnej terapii, ja czuję sie
      > po niej obolała i pokaleczona, jak z tego wyjść?

      Pewnego razu postanowiłam, że sama będę najlepszym swoim terapeutą.
      I tego się trzymam.
      Znam kilku psychologów i psychiatrów i większość z nich nie potrafi poradzić
      sobie ze swoim własnym życiem i jego zawiłościami, więc jak mogą poradzić sobie
      z moim?
      • free123 Re: fatalne skutki psychoterapii 06.05.07, 17:25
        To, że mają swoje własne problemy nie oznacza iż nie potrafią pomóc innej
        osobie.

        Co do głównego atku tematu - takie przypadki niestety zdarzają się. Może nie
        często, ale są. Niestety z ogromną - czasem - szkodą pacjentom.
        Trzeba być wykwalifikowanym terapeutą żeby być w stanie ocenić - co jest
        terapią a co pseudoterapią.

        Warto być swiadomym takiego niebezpieczeństwa i mechanizmów, warto mieć zawsze
        wątpliwości i pytania - choćby największy autorytet przeprowadzał terapię.

        • piekielnica1 Re: fatalne skutki psychoterapii 06.05.07, 18:05
          > Warto być swiadomym takiego niebezpieczeństwa i mechanizmów, warto mieć
          zawsze
          > wątpliwości i pytania - choćby największy autorytet przeprowadzał terapię.

          Czyli zgłębić temat i znać się na tym?
          • lsilanow Re: fatalne skutki psychoterapii 07.05.07, 05:15
            albo słuchac siebie, i reagowac, gdy czujemy, ze cos jest nie tak
            dysponujemy większą wiedzą, niż nam się wydaje :)
        • lsilanow Re: fatalne skutki psychoterapii 07.05.07, 05:14
          Terapią jest to, co leczy, to co przynosi pozytywny skutek :)
          Ból jest ograniczony do minimum, konieczny jest czasami, tak jak we współczesnej medycynie - jak zastrzyk, jak ból pooperacyjny, jak pewne zabiegi.
          Ale ma byc zminimalizowany do granic - jeżeli ktos choruje, to go boli, czy leczenie ma przyniesc jeszcze wiecej bolu? czy po leczeniu stan "chorego" ma byc gorszy, niz przed leczeniem?
      • e4ska Re: fatalne skutki psychoterapii 06.05.07, 23:11
        A co oni wyprawiają ze swoimi dziećmi? Dzieci psychiatrów i terapeutów... małpki
        doświadczalne, które umykają obrońcom praw zwierząt...
        • renkaforever Re: fatalne skutki psychoterapii 07.05.07, 06:28
          No to pieknie.. Jeszcze jeden dowod na to, ze w terapii grupowej najwazniejsza
          jest wlasciwa komunikacja.W cieplej, przyjaznej, wzbudzajacej zaufanie
          atmosferze ludzie sami zaczynaja widziec zrodla swoich problemow.
          Traktowanie pacjentow jako zimne "przypadki" akademickie to zwykla przemoc
          psychiczna, bo ludzie ktorzy tam przychodza sa oslabieni swoimi traumami, nie
          sa w stanie zaprotestowac, przyjmuja terapie taka jaka jest.Kazdy czlowiek,
          ktory tam przychodzi ma oslabiona wlasna wole i terapeuta ma nad nim nie
          kwestionowana wladze. Dlatego wydaje mi sie, ze czlowiek musi sie opierac na
          swoim instynkcie. Instynkt mowi mu, czy zostac czy odejsc.Jezeli odejsc to
          dokad? Do nastepnego szarlatana? To kolejny problem dla oslabionej juz niezle
          psychiki.Najlepiej zaufac sobie, swojej naturalnej mocy wewnetrznej, ktora
          chociaz obecnie oslabiona, jutro wzmocni sie. Wszyscy tak mamy, system
          samouzdrowienia dziala u kazdego.
          • lsilanow Re: fatalne skutki psychoterapii 07.05.07, 17:11
            coz dodac... nic :)
            • lsilanow Re: fatalne skutki psychoterapii 11.05.07, 06:14
              cala dyskusja przypomina mi historię Hioba, jest Hiob, jest Elihu, czyli ja, jest żona Hioba, jest trzech jego przyjaciół, którzy oceniali go, gdy byl w potrzebie, brakuje mi tuylko Boga, ktory by wwzystkich skorygowal i upomnial
              nie, nie jest to psychoterapeutka, o ktora toczy sie takie zaciekle boje, ona jest tylko człowiekiem
    • mmax20 Re: fatalne skutki psychoterapii 12.05.07, 07:23
      miałaś 'pecha' z tą grupą i panią beton,
      ale
      tak po sobie i troszki obserwacji
      to widzi mi się, że dostajemy od życia często to, czego nam w jakiś sposób
      brakuje, ale że to najczęściej boli, więc mamy z tym problem.....
      i tak po przeczytaniu twojego wątku, miałem takie odczucie, że może również
      masz jakieś skłonności w kierunku trwałych, betonowych, cokołów, drapaczy chmur
      w tym stylu itp. i ta Twoja depresja to po prostu zobaczenie się w skrzywionym
      zwierciadle, czego nie jesteś w stanie przyjąć, bo tak to nie Ty, na pewno,
      ale czy można to absolutnie wykluczyć?,
      można pospekulować, czy może gdybyś przeszła to co ona przeszła i miała jeszcze
      parę innych 'predyspozycji' z nadwyżką, w które chojna natura ją wyposażyła
      itd, itp? oczywiście pyt. retoryczne
      I TO NIE W OBRONIE TEJ OSOBY, (bo już się zastanawiałem nad tym, jak ktoś taki
      może przez lata w tym zawodzie, w końcu psycholodzy czy terapeuci mają jakieś
      tam swoje własne superwizje, przynajmniej wydawało mi się, a jeżeli tak, to
      jaki ten superwizor i tak dalej, skóra cierpnie),
      ale dalej po myśli - po prostu życie poszło dalej ona i ty z nim, życie tak
      wybrało i wasze drogi się skrzyżowały ot co, i rozeszły, w zasadzie normalnie;)
      bla, bla
      ażeby z tym do końca
      mówi się, że tak długo nas będzie morzyć, aż naumiemy się 'odkręcania' tych
      niskich uczuć i stanięcia ponad, to tak jakby przeskoczenie własnego cienia,
      albo, jak mówią jeszcze inni zasada miłości--nie w sensie wybaczenia, tylko
      przyjęcia!!
      ...
      a jeżeli mimo wszelkich usiłowań stanięcia ponad sobą, nadal pozstaniesz
      osobiście dotknięta, to jednak masz coś z betonu tej pani w sobie,
      a wtedy pomaga tylko powiedzieć sobie - no jestem taki beton;)
      • mmax20 Re: fatalne skutki psychoterapii 12.05.07, 07:36

        jak i ja to robię twierdząc: z ortografią kiepsko
        hojnyhojnyhojnyhojnyhojnyhojnyhojnyhojnyhojnyhojnyhojnyhojnyhojnyhojnyhojnyhojny
        hojnyhojnyhojnyhojnyhojnyhojnyhojnyhojnyhojnyhojnyhojnyhojnyhojnyhojnyhojnyhojny
        hojnyhojny
    • maurycy79 Re: fatalne skutki psychoterapii 12.05.07, 09:51
      Psychoterapia to jedno wielkie bagno, które wprowadza człowieka w trans
      mentalny i może się skończyć jeszcze większymi problemami psychicznymi.To jest
      takie swoiste "pranie mózgu", które w większości przypadków prowadzi
      donikąd.Najważniejsze w życiu to wiara we własne możliwości i własną
      wartość.Jak tego nie ma to trzeba to zmienić ,w taki sposób aby było to
      korzystne dla jednostki z jej punktu widzenia ,a nie z punktu widzenia pani czy
      pana psychologa.Każdy człowiek podświadomie wie co byłoby dla niego dobre tylko
      się często z tym hamuje bo tłumi w sobie swoje indywidualne potrzeby często na
      rzecz innych i przy tym siebie samego bije.Jak masz ochotę coś zmienić to
      zmieniaj to i nie patrz się na innych, bo tak naprawdę większość tych
      innych "gó.." za przeproszeniem chce Ci pomóc.Pomóc możesz tylko sobie sama.
    • lebea Re: fatalne skutki psychoterapii 12.05.07, 16:07
      konczysz psychologię ??? nie do wiary...nic nie było podczas studiów o pracy z
      grupą, o procesie grupowym...itp ? proponuję wróć do tej wiedzy i bedziesz
      miała odpowiedż na swoje wątpliwości

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka