Dodaj do ulubionych

A jednak miłość

10.06.03, 13:18
W zeszłym roku pisałem na tym forum o wielkiej niespełnonej i zawiedzionej
miłości. Od tamtego czasu minęło 8 miesięcy. Wtedy myślałem, że świat zawalił
mi się na głowę i każda minuta bez niej była jednym wielkim bólem. Teraz
jednak nie chciałbym do tego wracać. Przez kilka miesięcy stosunki między
nami były napięte. Nie potrafiliśmy ze sobą rozmawiać, pełno było wzajemnych
pretensji, rozdrapywania ran. Jednocześnie oboje próbowaliśmy jakoś ułożyć
sobie życie. Ona spotykała się z jakimś facetem, ja (bardziej chyba dla
zagłuszenia samotności, niż z potrzeby serca) angażowałem się w jakieś
spotkania, flirty itd. Chadzałem do różnych klubów, na różne przyjęcia,
imprezy, spotykałem dziewczyny, na które - będąc z nią - niezwracałem żadnej
uwagi. Ale zwykle kończyło się na jednym, dwóch spotkaniach. Nie chciałem
angażować się w coś, czego nie czułem, co było skazane na porażkę. Po jakimś
czasie sytuacja zmieniła się. Teraz udało nam się - i jej i mi - jako tako
oswoić się z samotnością. Prowadzimy chyba typowe życie "singli" (jeśli jest
jakiś "kanon") - dużo pracy, mało wolnego czasu, nie angażujemy relacje z
płcią "przeciwną". Ale zmieniło się coś jeszcze. Zaczęliśmy się znowu
spotykać, dość regularnie, co kilka dni. Są to czysto "przyjacielskie"
kontakty. Jest bardzo przyjemnie. Umawiamy się na obiad, na piwo, czy na
spacer. Mamy sobie zawsze tyle do powiedzenia. Jest chyba (nasza wspólna
obserwacja) nawet lepiej, niż jak byliśmy razem. Nie ma pretensji, emocji,
małych kłamstewek, itd. Ona twierdzi, że jestem jej największym przyjacielem
(gdzieś czytałem, że to jedyna możliwa forma przyjaźni m-dzy kobietą a
mężczyzna - ex). Mój przyjeciel twierdzi, że ona jest kobietą, która może być
wspaniałym przyjacielem, ale będzie fatalną partnerką. Być może to prawda,
nie wiem sam

Jest jednak jedna kwestia. Z mojej strony to nie jest przyjaźń. Zastanawiam
się nad tym - i proszę o opinię - czy to nie jest przypadkiem tak, że takie
uczucie jest właśnie tą "czystą" miłością? Niczego nie wymaga się od drugiej
osoby, niczego nie oczekuje, nie pragnie jej dla siebie, nie chce jej
zmieniać? Kochamy innych nie dlatego, że są idealni, ale dlatego że są. Lecz
jednak zawsze otrzymujemy coś od tej drugiej osoby (jest nawet taka teoria
wymiany)coś w ZAMIAN za nasze uczucie - ukochana osoba jest przy nas,
zapewnia nam poczucie bezpieczeństwa emocjonalnego, i masę innych potrzeb.
Co, jeśli tego wszystkiego nie ma od bardzo dawna, a uczucie zostaje? I nie
potrzebna nawet nadzieja, że kiedyś będziemy razem?
Obserwuj wątek
    • Gość: Sonia Re: A jednak miłość IP: *.w80-13.abo.wanadoo.fr 10.06.03, 13:44
      kkk30 napisał:

      > Jest jednak jedna kwestia. Z mojej strony to nie jest przyjaźń. Zastanawiam
      > się nad tym - i proszę o opinię - czy to nie jest przypadkiem tak, że takie
      > uczucie jest właśnie tą "czystą" miłością? Niczego nie wymaga się od drugiej
      > osoby, niczego nie oczekuje, nie pragnie jej dla siebie, nie chce jej
      > zmieniać? Kochamy innych nie dlatego, że są idealni, ale dlatego że są. Lecz
      > jednak zawsze otrzymujemy coś od tej drugiej osoby (jest nawet taka teoria
      > wymiany)coś w ZAMIAN za nasze uczucie - ukochana osoba jest przy nas,
      > zapewnia nam poczucie bezpieczeństwa emocjonalnego, i masę innych potrzeb.
      > Co, jeśli tego wszystkiego nie ma od bardzo dawna, a uczucie zostaje? I nie
      > potrzebna nawet nadzieja, że kiedyś będziemy razem?

      Nic dodac, nic ujac, dla mnie to bardzo trafna definicja "idealnej" milosci.
      Zazdroszcze Ci dojrzalosci.
      I mam nadzieje, ze kiedys tez do tego dorosne.
      Pozdrawiam.
      • Gość: Isztar Re: A jednak miłość IP: *.lodz-retkinia.sdi.tpnet.pl 10.06.03, 13:47
        Tylko ze on nie chce do niej wracac... A widzi, ze serce "ciagnie do niej". I
        co teraz?
        Moze jednak nie powinienes sie z nia spotykac...?
        • kkk30 Re: A jednak miłość 10.06.03, 13:57
          Gość portalu: Isztar napisał(a):

          > Tylko ze on nie chce do niej wracac... A widzi, ze serce "ciagnie do niej". I
          > co teraz?
          > Moze jednak nie powinienes sie z nia spotykac...?


          Być może nie powinienem. Wiele osób mi to mówi. Czy chcę do niej wracać? Nie
          wiem, nie mam takich założeń i nie mam takiej nadziei. Tym bardziej ona. Ani
          razu nie podjęliśmy nawet rozmowy na ten temat. Nie wykluczam, że kiedyś
          jeszcze poczuję, że to jest właśnie to. Ale nie robię nic na siłę. Mam spory
          dystans do siebie i do otoczenia. Chodzi o to, że teraz widzę dokładnie, że
          cenię tą dziewczyną, za to jaka jest, a nie jaka jest dla mnie. I za tą ją
          kocham..
    • Gość: ktoś Re: A jednak miłość IP: 158.75.197.* 10.06.03, 13:52
      Ale przecież cały czas czegoś od siebie oczekujecie (teoria wymiany) – te
      spotkania muszą być przyjemne, inaczej nie dochodziłoby do nich. Chcę
      powiedzieć, że nie jest to tak całkiem bezinteresowne, jak to przedstawiasz,
      nawet jak nie ma nadziei na ciąg dalszy. Bezinteresowne jest tylko wtedy, gdy
      nie wiesz, że robisz coś dobrego dla innej osoby, bo świadome obdarowywanie
      kogoś daje nam choćby przyjemność bycia darczyńcą.
      Pozdrawiam
      ----
      • kkk30 Re: A jednak miłość 10.06.03, 14:04
        Gość portalu: ktoś napisał(a):

        > Ale przecież cały czas czegoś od siebie oczekujecie (teoria wymiany) – te
        >
        > spotkania muszą być przyjemne, inaczej nie dochodziłoby do nich. Chcę
        > powiedzieć, że nie jest to tak całkiem bezinteresowne, jak to przedstawiasz,
        > nawet jak nie ma nadziei na ciąg dalszy. Bezinteresowne jest tylko wtedy, gdy
        > nie wiesz, że robisz coś dobrego dla innej osoby, bo świadome obdarowywanie
        > kogoś daje nam choćby przyjemność bycia darczyńcą.
        > Pozdrawiam
        > ----


        Pewnie, że nie jest to absolutnie bezinteresowne. Spotykamy się, bo odczuwamy
        przyjemność np. podczas wzajemnej rozmowy. Mamy podobne gusty, zainteresowania,
        poczucie humoru,itd. To nie zniknęło wraz z uczuciem..

        pozdrawiam
      • Gość: Malwina Re: A jednak miłość IP: *.w193-250.abo.wanadoo.fr 10.06.03, 14:07
        spedzasz przyjemnie czas z przyjemna osoba ktora cie interesuje. Nie widze
        powodu aby przerwac te spotkania. W momencie gdy nikt nie cierpi...
        Prawdziwa milosc poznaje sie gdy mozesz pozwolic odejsc zyczac drugiej osobie
        szczescia ....z innym. Wiem, wiem to w filmach i ksiazkach ...jak masz byc
        chlubnym wyjatkiem ktoremu sie udalo to tym lepiej.
        Mi poprawia to humor i dodaje wiary w ludzi.
        • Gość: Terry Co za malwiasty bełkot IP: 167.178.112.* 10.06.03, 17:23
          Gość portalu: Malwina napisał(a):

          > spedzasz przyjemnie czas z przyjemna osoba ktora cie interesuje. Nie widze
          > powodu aby przerwac te spotkania. W momencie gdy nikt nie cierpi...
          > Prawdziwa milosc poznaje sie gdy mozesz pozwolic odejsc zyczac drugiej osobie
          > szczescia ....z innym. Wiem, wiem to w filmach i ksiazkach ...jak masz byc
          > chlubnym wyjatkiem ktoremu sie udalo to tym lepiej.
          > Mi poprawia to humor i dodaje wiary w ludzi.
          • procesor Terry problemy ze zrozumieniem? 10.06.03, 18:00
            Gość portalu: Malwina napisał(a):
            > Prawdziwa milosc poznaje sie gdy mozesz pozwolic odejsc zyczac drugiej
            > osobie szczescia ....z innym. Wiem, wiem to w filmach i ksiazkach ...jak
            > masz byc chlubnym wyjatkiem ktoremu sie udalo to tym lepiej.
            > Mi poprawia to humor i dodaje wiary w ludzi.

            Czemu wątpisz Terry w sens tych słów?
            Zastanów sięporządnie nad nimi!
            Jeśli naprawdę kochasz drugą osobę - pragniesz jej szczęścia. Jeśli on/ona
            wybiora kogos innego by byc z nim przez resztę życia - pozwolisz odejść i być
            im szczęsliwymi!
            Nie wierzysz? Że tak nie bywa na ogół? Cóż jestesmy ułomni..
            :))
            Ale prawdziwa miłość nie pragnie "zapłaty".
            Poczytaj "Przebudzenie" de Mello.
            • komandos57 Re: Terry problemy ze zrozumieniem? 10.06.03, 18:06
              A MOIM SKROMNYM ZDANIEM TEREK MA PROBLEMY Z OKRESLENIEM PLECI.PLYC PLECI
              POWINIEN POMOCY UDZIELIC.
              • Gość: Terry Re: Terry problemy ze zrozumieniem? IP: 167.178.112.* 11.06.03, 16:21
                komandos57 napisał:

                > A MOIM SKROMNYM ZDANIEM TEREK MA PROBLEMY Z OKRESLENIEM PLECI.PLYC PLECI
                > POWINIEN POMOCY UDZIELIC.

                Głowka boli ?
    • komandos57 Kochasz mnie? 10.06.03, 17:31
      Tak cie pragne,ty moje jedyne szczescie.Wyznaj mi milosc.Mozesz to zrobic w
      krzakach miedzy Bugiem a Narwia.Zaszczytujemy razem.Please.
    • joanna_1 Re: A jednak miłość 10.06.03, 18:36
      Tak, pamiętam tę historię... Bardzo ujmującą i romantyczną. Faktycznie możnaby
      rzec, że teraz miłość przerodziła się w idealną, dojrzałą, kto wie, moze nawet
      bezwarunkową. Ale jest coś co mnie napawa smutkiem, może sie mylę. Dosyć sporo
      zawieszenia w próżni, i to niestety przyjętego od Niej. Może to zdystansowanie,
      a może po prostu stan z którym się zgodziłeś i przyjąłęś Jej warunki, Jej
      zasady, jej stopień zaangazowania. I pytanie, czy to ochłodzenie pozytywnie
      wpłynie na dalszy etap związku, ale i na Ciebie samego. Nie wiem. Hmmm, ciekawa
      historia...
      • komandos57 Re: A jednak miłość 10.06.03, 18:37
        Joasiu a mialas dupsko w mrowisku?to jest milosc,prawda?
      • Gość: kkk30 Re: A jednak miłość IP: 193.192.169.* 11.06.03, 09:55
        Ja Ciebie też pamiętam :)

        Jest pewnie jakieś zawieszenie w próżni, jest też mniejsze zaangażowanie.
        Ochłodzenie, w sensie takich "widocznych emocji" pewnie też jest. Tylko to już
        nie jest żaden związek. Jesteśmy parą ludzi, która spotyka się na kawie, czy
        kolacji co parę dni, potem wpraca do swoich znajomych, swojej pracy, swoich
        mieszkań. Rozmawia nam się lepiej niż wtedy, jak mieszkaliśmy razem, nie musimy
        nikogo i niczego udawać, ale to nie jest związek...

        pozdrawiam

        joanna_1 napisała:

        > Tak, pamiętam tę historię... Bardzo ujmującą i romantyczną. Faktycznie
        możnaby
        > rzec, że teraz miłość przerodziła się w idealną, dojrzałą, kto wie, moze
        nawet
        > bezwarunkową. Ale jest coś co mnie napawa smutkiem, może sie mylę. Dosyć
        sporo
        > zawieszenia w próżni, i to niestety przyjętego od Niej. Może to
        zdystansowanie,
        >
        > a może po prostu stan z którym się zgodziłeś i przyjąłęś Jej warunki, Jej
        > zasady, jej stopień zaangazowania. I pytanie, czy to ochłodzenie pozytywnie
        > wpłynie na dalszy etap związku, ale i na Ciebie samego. Nie wiem. Hmmm,
        ciekawa
        >
        > historia...
        • Gość: inka_s Re: A jednak miłość IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 11.06.03, 10:01
          Gość portalu: kkk30 napisał(a):
          > (...) Rozmawia nam się lepiej niż wtedy, jak mieszkaliśmy razem, nie musimy>
          > nikogo i niczego udawać, ale to nie jest związek...

          Mam pytanie - czy umiesz powiedzieć dlaczego teraz nie udajecie nikogo i
          niczego, a bedąc razem udawaliście? Czemu dopiero teraz tak zrobiliście? Może
          gdybyście wtedy się na to zdobyli - nadal bylibyście parą.
          • Gość: kkk30 Re: A jednak miłość IP: 193.192.169.* 11.06.03, 11:52
            To nie do końca tak. Np. ona (niestety) udawała miłość, ja udawałem, że
            niektórych rzeczy nie dostrzegam, np tego że tej miłości od jakiegoś czasu nie
            ma. Oboje udawaliśmy, że jakoś to będzie, że wszystko się ułoży. Na zewnątrz
            udawaliśmy szczęśliwą, bezproblemową parę. Historia tego związku była bardzo
            burzliwa.


            Gość portalu: inka_s napisał(a):

            > Gość portalu: kkk30 napisał(a):
            > > (...) Rozmawia nam się lepiej niż wtedy, jak mieszkaliśmy razem, nie musim
            > y>
            > > nikogo i niczego udawać, ale to nie jest związek...
            >
            > Mam pytanie - czy umiesz powiedzieć dlaczego teraz nie udajecie nikogo i
            > niczego, a bedąc razem udawaliście? Czemu dopiero teraz tak zrobiliście? Może
            > gdybyście wtedy się na to zdobyli - nadal bylibyście parą.
    • jmx Re: A jednak miłość 11.06.03, 14:47
      kkk30 napisał:

      > Jest jednak jedna kwestia. Z mojej strony to nie jest przyjaźń. Zastanawiam
      > się nad tym - i proszę o opinię - czy to nie jest przypadkiem tak, że takie
      > uczucie jest właśnie tą "czystą" miłością? Niczego nie wymaga się od drugiej
      > osoby, niczego nie oczekuje, nie pragnie jej dla siebie, nie chce jej
      > zmieniać? Kochamy innych nie dlatego, że są idealni, ale dlatego że są. Lecz
      > jednak zawsze otrzymujemy coś od tej drugiej osoby (jest nawet taka teoria
      > wymiany)coś w ZAMIAN za nasze uczucie - ukochana osoba jest przy nas,
      > zapewnia nam poczucie bezpieczeństwa emocjonalnego, i masę innych potrzeb.
      > Co, jeśli tego wszystkiego nie ma od bardzo dawna, a uczucie zostaje? I nie
      > potrzebna nawet nadzieja, że kiedyś będziemy razem?


      A dla mnie to jest po prostu Przyjaźń. Zreszta przyjaźń tez jest rodzajem
      miłości...
      • Gość: kkk30 Re: A jednak miłość IP: 193.192.169.* 11.06.03, 18:09
        jmx napisała:


        >
        >
        > A dla mnie to jest po prostu Przyjaźń. Zreszta przyjaźń tez jest rodzajem
        > miłości...
        >


        Może masz racje..W końcu to tylko kwestia nazwy :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka