Dodaj do ulubionych

czy czlowiek...

10.12.01, 11:50
...potrzebuje wierzyc w to co nie istnieje ? Oto przyszly temat café philo. Wlosy mi siwieja , a zwoje
mozgowe prostuja sie rozpaczliwie. Czy was to inspiruje ? (bo mnie nie bardzo :-( )
Zaczelam od segregacji tego co istnieje od tego co nie istnieje i juz tu mam problem.
Bo co istnieje ? stol ? drzewo ? potega ? milosc ? ( nawet nie dodam" bog" bo sobie zupelnie nie
poradze....:-( )
Mam myslowa czkawke ....
Obserwuj wątek
    • Gość: kwieto Re: czy czlowiek... IP: *.*.*.* 10.12.01, 13:50
      Swietny temat! Temat rzeka wlasciwie.

      Przypomina mi sie takie zdarzenie, kiedy to pewien niezbyt obyty w temacie jegomosc,
      wywolal u filozofow poploch, nastepnie niekonczacy sie spor, konczacy sie czyms w rodzaju
      belkotu intelektualnego - rzucajac proste pytanie: "czy cegla jest przedmiotem esencjalnym?"

      No ale wracamy do glownego pytania: To jest tak, ze czlowiek czesto (acz nie zawsze)
      potrzebuje czegos w stosunku do czego moglby okreslic swoj byt.
      Na przyklad ja nie wierze w Boga (w kazdym razie nie w osobowego) ale widze w takiej
      wierze wiele zalet - jest ktos komu mozna sie oddac w opieke, ukoic smutki, zarazem mamy
      wizje celu ktoremu podporzadkowane jest zycie - a i smierc mniej straszna. Zarazem
      czytalem kiedys taka teze, ze Bog jest potrzebny jako autorytet moralny - bo prawa dane
      przez Boga traktujemy instynktownie jako niepodwazalne, niezachwiane - a prawa ustalane
      przez ludzi zawsze mozemy podwazyc. Bog jest zatem pewnym punktem, do ktorego
      odnosimy cale swoje zycie.

      Dalej - ludzie bardzo czesto lubia wierzyc w jakies rzeczy nierealne (na przyklad dojscie do
      dobrobytu w Polsce w przeciagu pol roku), bo to ulatwia zycie - jest lzej czlowiekowi, gdy
      ma NADZIEJE, ktora jest wynikiem najczesciej nieistniejacych (nierealnych) oczekiwan.

      Jeszcze dalej - czlowiek ma tendencje do "okopywania sie" w granicach wlasnych pogladow,
      ktore w jakis sposob ksztaltuja byt - na przyklad gdy mamy idealistyczne podejscie do
      milosci, przyjazni - bedziemy ciagle szukac rycerza na bialym koniu, albo "prawdziwego
      przyjaciela". To z jednej strony jest czlowiekowi potrzebne, jesli szuka czegos co napedzi
      jego dzialania (tu wazna mysl - te "nieistniejace rzeczy" napedzaja go do dzialania w jakims
      kierunku - stanowia motor jego egzystencji) z drugiej strony - moze spowodowac zalamanie i
      zniechecenie, jesli okaze sie, ze to w co wierzyli nie istnieje.
      Dlatego wazne jest podtrzymywanie wiary w owe rzeczy (niekoniecznie nieistniejace) - bo
      inaczej przestaja byc one sila napedowa dzialania, a staja sie przyczyna krachu (gdy okaze sie,
      ze to tylko mrzonki)

      Poza tym, slyszalem kiedys taki piekny tekst "nikt nie zyje w swiecie - kazdy zyje w SWOIM
      swiecie" - czyli nasz swiat jest zbiorem naszych przekonan niekoniecznie adekwatnych do
      rzeczeywistosci. Ale te przekonania sa nam potrzebne, abysmy mogli okreslic sie w stosunku
      do swiata zewnetrznego - na przyklad jako pokrzywdzeni przez los, szczesciarze, kochani,
      wspaniali, beznadziejni - choc w wiekszosci nasze przekonania sa tylko nasza subiektywna
      interpretacja rzeczywistosci, nijak sie nie majacej do niej samej - wiec wlasnie owymi
      "nieistniejacymi rzeczami". Ale poniewaz mamy schemat interpretacji pewnych zjawisk w
      okreslony sposob, tak aby podtrzymac nasza wizje swiata i nas samych - wiec wychodzi na
      to, ze jest to nam potrzebne.

      Z drugiej strony, jesli przestaniemy miec potrzebe okreslania sie jako ktos/cos w stosunku
      do kogos/czegos innego - wtedy potrzeba podtrzymywania tej naszej wizji swiata zanika - i
      nie musimy wierzyc w "rzeczy ktore nie istnieja". Jesli nie czujemy potrzeby okreslania siebie
      samych w stosunku do Boga - jego istnienie staje sie zbedne, jest po prostu nieistotne dla
      naszej egzystencji! I tak samo dzieje sie z innymi schematami myslowymi - nie musze
      wierzyc, ze jestem inteligentny, madry, glupi, piekny, brzydki - wiec moge reczywistosc
      interpretowac taka jaka jest, a nie tak aby podtrzymywala moj obraz swiata - wiara w
      "nieistniejace rzeczy" przestaje byc potrzebna!

      Ufff... troche to metne przynaje, nie bede poprawial, i oczekuje pytan jesli cos jest niejasne...
      A tak naprawde wystrzelilbym z pytaniem co to sa te rzeczy w ktore czlowiek ma musiec
      wierzyc - przy dobrych ukladach dyskusja sprowadzi sie do definiowania owych rzeczy :")))
    • Gość: czarek Re: czy czlowiek... IP: 65.128.156.* 10.12.01, 16:53
      podoba mi sie ta 'czkawka myslowa'. To juz jest objaw jakby usilowania wyjscia
      z jednego pokoju do drugiego.
      Czy czlowiek potrzebuje wierzyc w to co nie istnieje? Dla mnie, jasne,
      subiektywnie, to co istnieje jest istnieniem tego co nie istnieje.
      A moze trzeba by wprowadzic poprawke i zamiast tego co nie istnieje,
      powiedziec to czego nie ma dla zmyslow? (I intelektu?) W kazdym razie nie
      wszystko czego nie da sie zmierzyc, dotknac, zwazyc etc. nie istnieje.
      Dla mnie widzialnosc i to wszystko co sobie tutaj przezywamy i doswiadczamy
      jest znakami, symbolami, ukrytymi znaczeniami: poza-zmyslowymi (choc jawia sie
      zmyslowo w zmyslach i przemijajaco.). A co do Boga to wole osobowego. Tzn.
      lubie czasem podziwiac pewne istoty ktore jakos wydaja sie lepsze ode mnie.Bo
      gdzie mialby sie manifestowac Bog jesli nie w najlepszych sposrod swoich
      dzieci? A ja jak mialbym sie rozwijac, jesli nie poprzez 'wychodzenie' poza
      siebie, bedac jednoczesnie soba? Roznorodnosc zyc jest manifestacja tej sily
      s-tworczej, ktora nie wydaje mi sie byc jakas tam abstrakcja, lub
      nieistnieniem, choc na pewno bywa ukryta przed za-rozumiala swiadomoscia.
      Czasem, do czasu. Wieczny rozwoj. To lubie. I niedoskonalosc, ktora jest
      doskonalsza od wszelkiej doskonalosci (i pelni), bo zawsze otwarta na
      przekraczanie samej siebie. Po co? Skoro jest juz cacy? Pelnia jednosci?
      Pewien Bog indyjski, ktory przeszedl przez wszystkie wcielenia, od najnizszej
      istoty po bycie samym Bogiem, bodajze Indra, znudzony swoja boskoscia,
      postanawia wcielic sie w mrowke. Rozum pyta 'po co?' Bo rozum chce stworzyc
      pustke swojej ujednolicajacej, egoistycznej Jednosci. A zycie kocha zycie.
      Eee, tam!
    • Gość: czarek Re: czy czlowiek... IP: 65.128.156.* 10.12.01, 16:53
      podoba mi sie ta 'czkawka myslowa'. To juz jest objaw jakby usilowania wyjscia
      z jednego pokoju do drugiego.
      Czy czlowiek potrzebuje wierzyc w to co nie istnieje? Dla mnie, jasne,
      subiektywnie, to co istnieje jest istnieniem tego co nie istnieje.
      A moze trzeba by wprowadzic poprawke i zamiast tego co nie istnieje,
      powiedziec to czego nie ma dla zmyslow? (I intelektu?) W kazdym razie nie
      wszystko czego nie da sie zmierzyc, dotknac, zwazyc etc. nie istnieje.
      Dla mnie widzialnosc i to wszystko co sobie tutaj przezywamy i doswiadczamy
      jest znakami, symbolami, ukrytymi znaczeniami: poza-zmyslowymi (choc jawia sie
      zmyslowo w zmyslach i przemijajaco.). A co do Boga to wole osobowego. Tzn.
      lubie czasem podziwiac pewne istoty ktore jakos wydaja sie lepsze ode mnie.Bo
      gdzie mialby sie manifestowac Bog jesli nie w najlepszych sposrod swoich
      dzieci? A ja jak mialbym sie rozwijac, jesli nie poprzez 'wychodzenie' poza
      siebie, bedac jednoczesnie soba? Roznorodnosc zyc jest manifestacja tej sily
      s-tworczej, ktora nie wydaje mi sie byc jakas tam abstrakcja, lub
      nieistnieniem, choc na pewno bywa ukryta przed za-rozumiala swiadomoscia.
      Czasem, do czasu. Wieczny rozwoj. To lubie. I niedoskonalosc, ktora jest
      doskonalsza od wszelkiej doskonalosci (i pelni), bo zawsze otwarta na
      przekraczanie samej siebie. Po co? Skoro jest juz cacy? Pelnia jednosci?
      Pewien Bog indyjski, ktory przeszedl przez wszystkie wcielenia, od najnizszej
      istoty po bycie samym Bogiem, bodajze Indra, znudzony swoja boskoscia,
      postanawia wcielic sie w mrowke. Rozum pyta 'po co?' Bo rozum chce stworzyc
      pustke swojej ujednolicajacej, egoistycznej Jednosci. A zycie kocha zycie.
      Eee, tam!
      • kwieto Re: czy czlowiek... 10.12.01, 21:02
        Jesli juz Bog sie ma przejawiac w kimkolwiek, to albo we wszystkich, albo nie w
        najlepszych, a wlasnie najgorszych. Bo kto bardziej wymaga pomocy Boga? Ci najlepsi sobie
        poradza bez niego, a najgorsi - To wlasnie w nich jest Bog (jesli juz)
    • Gość: fnoll Re: czy czlowiek... IP: 195.150.224.* 10.12.01, 17:26
      sliczny temat!

      mozna gadac godzinami nie ryzykujac, ze sie powie cos glupiego, byleby tylko
      nie uzywac zbyt klarownych zdan - najlepiej tylko takie czesciowo sprzeczne
      wewnetrzne wysoko nasycone wyrazami ze slownika wyrazow obcych ;-)))

      ale na trzezwo to ja osobiscie takich tematow nie ruszam...

      pozdro!

      fnoll
      • Gość: Andrzej Re: czy czlowiek... IP: *.unl.edu 10.12.01, 17:43
        Gość portalu: fnoll napisał(a):

        > sliczny temat!
        >
        > mozna gadac godzinami nie ryzykujac, ze sie powie cos glupiego, byleby tylko
        > nie uzywac zbyt klarownych zdan - najlepiej tylko takie czesciowo sprzeczne
        > wewnetrzne wysoko nasycone wyrazami ze slownika wyrazow obcych ;-)))
        >
        > ale na trzezwo to ja osobiscie takich tematow nie ruszam...
        >
        > pozdro!
        >
        > fnoll

        Czy czlowiek potrzebuje wierzyc w to co nie istnieje ? Po pierwsze czlowiek nie
        potrzebuje wierzyc w nic, nawet w to co istnieje. Po drugie: jak okreslimy to co
        istnieje ? Czy zmysly nasze wyznaczaja granice tego co istnieje ? czy wiec to, co
        poza zmyslami, nie istnieje, czy tylko nie zawracamy sobie glowy, bo tego nie
        widac, nie slychac i nie czuc , ale mamy jakies tam przeczucie, ze ta inna strona
        istnieje ? Pytan mnostwo i ja w przeciwienstwie do fnolla, raczej nie siadalbym
        do tej dyskusji po kilku glebszych, choc przyznac musze, ze wlasnie alkohol
        weryfikowal moj swiatopoglad odnosnie rzeczy widzialnych i niewidzialnych (tzw.
        pijacki wid ). Konczac: nie musi czlowiek wierzyc w rzeczy ktore nie istnieja,
        ale byloby lepiej gdyby to robil.
        Pozdr, Andrzej.
        • sabe-na Re: czy czlowiek... 10.12.01, 19:44
          Gość portalu: Andrzej napisał(a): Po pierwsze czlowiek nie
          > potrzebuje wierzyc w nic, nawet w to co istnieje. Po drugie: jak okreslimy to c
          > o
          > istnieje ? Czy zmysly nasze wyznaczaja granice tego co istnieje ? czy wiec to,
          > co
          > poza zmyslami, nie istnieje, czy tylko nie zawracamy sobie glowy, bo tego nie
          > widac, nie slychac i nie czuc , ale mamy jakies tam przeczucie, ze ta inna stro
          > na
          > istnieje ?

          Zgadzam sie z Andrzejem i tylko chcialabym zaproponowac inne postawienie pytania
          bo to w tytule watku jest raczej przewrotne:
          CZY CZLOWIEK POTRZEBUJE WIERZYC W COS CZEGO ISTNIENIA NIE DA SIE UDOWODNIC ZA
          POMOCA DOSTEPNYCH MU SPOSOBOW?
          • Gość: Andrzej Re: czy czlowiek... IP: *.unl.edu 10.12.01, 20:05
            sabe-na napisał(a):

            > Gość portalu: Andrzej napisał(a): Po pierwsze czlowiek nie
            > > potrzebuje wierzyc w nic, nawet w to co istnieje. Po drugie: jak okreslimy
            > to c
            > > o
            > > istnieje ? Czy zmysly nasze wyznaczaja granice tego co istnieje ? czy wiec
            > to,
            > > co
            > > poza zmyslami, nie istnieje, czy tylko nie zawracamy sobie glowy, bo tego
            > nie
            > > widac, nie slychac i nie czuc , ale mamy jakies tam przeczucie, ze ta inna
            > stro
            > > na
            > > istnieje ?
            >
            > Zgadzam sie z Andrzejem i tylko chcialabym zaproponowac inne postawienie pytani
            > a
            > bo to w tytule watku jest raczej przewrotne:
            > CZY CZLOWIEK POTRZEBUJE WIERZYC W COS CZEGO ISTNIENIA NIE DA SIE UDOWODNIC ZA
            > POMOCA DOSTEPNYCH MU SPOSOBOW?


            To moze proste, ale nie powinnismy odrzucac czegos, czego nie da sie udowodnic,
            poniewaz jest to jedynym motorem do wykreowania ewentualnych sposobow na
            udowodnienie tego czegos.
            Ktos kiedys powiedzial, ze skoro taki cud natury jak nasze zycie jest mozliwy,
            dlaczego powtorka tego zycia np. w postaci reinkarnacji mialaby byc nie mozliwa.
            Pozdr, Andrzej.
            • sabe-na Re: czy czlowiek... 10.12.01, 20:24
              Gość portalu: Andrzej napisał(a):
              >
              > To moze proste, ale nie powinnismy odrzucac czegos, czego nie da sie
              udowodnic,>
              > poniewaz jest to jedynym motorem do wykreowania ewentualnych sposobow na
              > udowodnienie tego czegos.
              > Ktos kiedys powiedzial, ze skoro taki cud natury jak nasze zycie jest mozliwy,
              > dlaczego powtorka tego zycia np. w postaci reinkarnacji mialaby byc nie mozliwa

              No i w takie rzeczy mozna WIERZYC. Bo jesli sie juz cos udowodni to nie ma wiary
              tylko wiedza.
              Ale tylko MOZNA. Mozna rownierz nie wierzyc i tez nikomu nic do tego.

              A jak przekonac innych do tego w co sie WIERZY? - oto jest pytanie.

              (Byleby tylko nie ogniem i mieczem)
      • maly.ksiaze Re: czy czlowiek... 10.12.01, 18:03
        A mnie sie temat podoba. Jest szansa, ze bedziemy mogli znow poczuc
        sie 'intelektualni' i 'uduchowieni', pogadac troszke, popisujac sie erudycja,
        wywecowac erystyke (tak, tak, juz wyciagnalem slownik wyrazow obcych). Zawsze to
        lepsze od absurdalnej dyskusji na temat inteligencji (humanistow, za
        przeproszeniem) co to oswiaty kaganek, za lud odpowiedzialnosc. Brrr....

        Ja na przyklad mam na proponowany temat dwa zupelnie rozne punkty widzenia.
        Zamierzam je oczywiscie Wam przedstawic (tu wszystkie oczy zwracaja sie ku gorze
        w nadziei na grom z jasnego nieba).
        Pozniej jednak, z domu, bo w pracy alkoholu pic nie mozna, a - tu fnoll ma racje -
        na trzezwo do takich tematow nie podchodz.

        Pozdrawiam,

        mk.
        • zosia11 Re: czy czlowiek... 10.12.01, 20:17
          maly.ksiaze napisał(a):

          > A mnie sie temat podoba. Jest szansa, ze bedziemy mogli znow poczuc
          > sie 'intelektualni' i 'uduchowieni', pogadac troszke, popisujac sie erudycja,
          > wywecowac erystyke (tak, tak, juz wyciagnalem slownik wyrazow obcych). Zawsze t
          > o
          > lepsze od absurdalnej dyskusji na temat inteligencji (humanistow, za
          > przeproszeniem) co to oswiaty kaganek, za lud odpowiedzialnosc. Brrr....
          >
          > Ja na przyklad mam na proponowany temat dwa zupelnie rozne punkty widzenia.
          > Zamierzam je oczywiscie Wam przedstawic (tu wszystkie oczy zwracaja sie ku gorz
          > e
          > w nadziei na grom z jasnego nieba).
          > Pozniej jednak, z domu, bo w pracy alkoholu pic nie mozna, a - tu fnoll ma racj
          > e -
          > na trzezwo do takich tematow nie podchodz.
          >
          > Pozdrawiam,
          >
          > mk.


          :))))))))))))))))))

          Bardzo fajny temat, rzeczywiscie, chociaz musze przyznac, ze nie mam slownika
          wyrazow obcych ani predyspozycji do mowienia inteligentnie (przed i po alkoholu,
          a po alkoholu "uchowaj mnie Boze" od jakichkolwiek mysli :))))

          Pytanie o wiare w nieistniejace rzeczy lub niemozliwe do zbadania przy uzyciu
          istniejacych, nazwanych metod i sposobow nurtuje mnie juz od jakiegos czasu.
          Wlasciwie to nie nad metoda zastanawiam sie, ale nad tym "czy nieistniejace
          rzeczywiscie istnieje skoro nie istnieje?"

          Pozdrawiam serdecznie zgromadzona ludzikownie

          zosia
          • sabe-na Re: czy czlowiek... 10.12.01, 20:28
            zosia11 napisał(a):

            > Pytanie o wiare w nieistniejace rzeczy lub niemozliwe do zbadania przy uzyciu
            > istniejacych, nazwanych metod i sposobow nurtuje mnie juz od jakiegos czasu.
            > Wlasciwie to nie nad metoda zastanawiam sie, ale nad tym "czy nieistniejace
            > rzeczywiscie istnieje skoro nie istnieje?"

            No i wciaz niewyjasniony problem rzeczywistego istnienia badz nieistnienia.
            A najbardziej samego slowa "rzeczywisty".
            I czy o "rzeczy " tu chodzi w rzeczy samej?
            • Gość: czarek Re: czy czlowiek... IP: 65.128.156.* 10.12.01, 20:54
              Podobno ni-cosc tez sie na cos przydaje. Szczegolnie kiedy komus bardzo,
              bardzo, bardzo... chce sie odpoczac. Chociaz rozne sa formy odpoczynku.
              Bezksztalt (etc) tez moze nia byc. Uwazam ze wedle woli zywych istot swiat sie
              ksztalci i odksztalca. Oczywiscie z nie zawsze oczekiwanym rezultatem koncowym
              (lub jakimkolwiek).
              • zosia11 Re: czy czlowiek... 10.12.01, 21:06
                Gość portalu: czarek napisał(a):

                > Podobno ni-cosc tez sie na cos przydaje. Szczegolnie kiedy komus bardzo,
                > bardzo, bardzo... chce sie odpoczac. Chociaz rozne sa formy odpoczynku.
                > Bezksztalt (etc) tez moze nia byc. Uwazam ze wedle woli zywych istot swiat sie
                > ksztalci i odksztalca. Oczywiscie z nie zawsze oczekiwanym rezultatem koncowym
                > (lub jakimkolwiek).

                Ni-cosc , przypuszczam, nie przydaje sie do niczego, nawet w kosmosie czarne
                dziury odgrywaja jakas role. Ni-cosc a nie-rzeczywistosc to chyba zupelnie cos
                innego, dzieli je w sumie nie?mozliwe do wypelnienia nie-istnienie. Zupelnie
                inaczej postrzegam nie-istniejaca rzeczywistosc, ktora wbrew oraz nie wypelnia
                nasze zalozenie istnienia zawieszajac je gdzies powyzej lecz nie w ni-cos-ci.
                Wg mnie Czarku ni-cosc nie istnieje! To istniejaca rzeczywistosc
                • Gość: czarek Re: czy czlowiek... IP: 65.128.156.* 10.12.01, 22:05
                  zosia11 napisał(a):

                  > Gość portalu: czarek napisał(a):
                  >
                  > > Podobno ni-cosc tez sie na cos przydaje. Szczegolnie kiedy komus bardzo,
                  > > bardzo, bardzo... chce sie odpoczac. Chociaz rozne sa formy odpoczynku.
                  > > Bezksztalt (etc) tez moze nia byc. Uwazam ze wedle woli zywych istot swiat
                  > sie
                  > > ksztalci i odksztalca. Oczywiscie z nie zawsze oczekiwanym rezultatem konc
                  > owym
                  > > (lub jakimkolwiek).
                  >
                  > Ni-cosc , przypuszczam, nie przydaje sie do niczego, nawet w kosmosie czarne
                  > dziury odgrywaja jakas role. Ni-cosc a nie-rzeczywistosc to chyba zupelnie cos
                  > innego, dzieli je w sumie nie?mozliwe do wypelnienia nie-istnienie. Zupelnie
                  > inaczej postrzegam nie-istniejaca rzeczywistosc, ktora wbrew oraz nie wypelnia
                  > nasze zalozenie istnienia zawieszajac je gdzies powyzej lecz nie w ni-cos-ci.
                  > Wg mnie Czarku ni-cosc nie istnieje! To istniejaca rzeczywistosc

                  Jasne ze tak. Chodzi tylko o to, ze rzeczy-w-istosc moze jest projekcja naszych
                  wyobrazni. A zatem czasem chcialbym sie schowac w nicosci na chwile wiecznosci.
      • luiza-w-ogrodzie Re: czy czlowiek... 12.12.01, 04:14
        Gość portalu: fnoll napisał(a):

        > sliczny temat!
        >
        > mozna gadac godzinami nie ryzykujac, ze sie powie cos glupiego, byleby tylko
        > nie uzywac zbyt klarownych zdan - najlepiej tylko takie czesciowo sprzeczne
        > wewnetrzne wysoko nasycone wyrazami ze slownika wyrazow obcych ;-)))
        >
        > ale na trzezwo to ja osobiscie takich tematow nie ruszam...
        >
        > pozdro!
        >
        > fnoll


        Fnoll, ostrzegam nie pij, bo urosniesz o stope. A podobne tematy ruszasz, rowniez
        uzywajac slownikowej polszczyzny. Co nie zmienia faktu, ze piszesz sensownie i
        lubie czytac Twoje wypowiedzi. Jestes zawodowym psychologiem czy studiujesz?
        Studenci psychologii zawsze mieli gadane, nawet w przed-Internetowych czasach...

        Pozdrowienia

        Luiza-w-ogrodzie
    • kwieto Kilka innych pomyslow 10.12.01, 21:14
      No to jestem po wypiciu polowy butelki wina, chyba wystarczy?

      Mozemy do tematu podejsc od Solipsyzmu - czyli jestem ja jako jeden umysl, mozg, a cala
      reszta, to jest to forum, wy, jakakolwiek "rzeczywistosc" to tylko moja imaginacja - wiec
      wszystko to nie istnieje na prawde. A skoro jednak to wszystko tworze - wiec jest mi to
      jakos potrzebne. Wiec chce (albo musze) wierzyc w ta nieistniejaca rzeczywistosc (was), ergo
      - jest mi to potrzebne

      Mozna podejsc tez od strony idealizacji - wiadomo, ze idealow nie ma - nie ma idealnej
      gladkosci, nie ma idealnej przejrzystosci, prozni, ciepla, zimna.... ale czesto odnosimy cos w
      stosunku do tego wyimaginowanego idealu (na przyklad czlowiek, "ulomny" w stosunku do
      idealnego bytu - Boga). Z tego wychodzi, ze te nieistniejace idealy sa potrzebne do
      opisywania swiata.

      Mozna tez wyjsc od tego, ze czlowiek ubzdura sobie jakas teorie - UFO, reinkarnacja, niebo,
      zaawansowane teorie fizyczne czy matematyczne - ktore sa po prostu niesprawdzalne. Jesli sa
      niesprawdzalne, to nie mozna autorytatywnie powiedziec, ze sa - wiec wszystko opiera sie na
      wierze w te (z punktu widzenia racjonalizmu) nieistniejace rzeczy - ktore jednak sa potrzebne,
      bo nadaja sens zyciu.

      Jednak najbardziej mi sie podoba teoria z pierwszego postu - ze wszystko (istniejace lub
      nieistniejace) sluzy temu, aby w jakims stopniu okreslic siebie, swoj byt. Jesli przestaniemy
      sie okreslac jako "jakichs" (silnych, slabych, madrych, glupich itd.) - wtedy potrzeba wiary w
      te (istniejace lub nie) wartosci czy rzeczy przestanie wogole byc potrzebna...

      Jak wymysle cos jeszcze, to napisze
      • Gość: Andrzej Re: Kilka innych pomyslow IP: *.unl.edu 10.12.01, 21:29
        kwieto napisał(a):

        > No to jestem po wypiciu polowy butelki wina, chyba wystarczy?
        >
        > Mozemy do tematu podejsc od Solipsyzmu - czyli jestem ja jako jeden umysl, mozg
        > , a cala
        > reszta, to jest to forum, wy, jakakolwiek "rzeczywistosc" to tylko moja imagina
        > cja - wiec
        > wszystko to nie istnieje na prawde. A skoro jednak to wszystko tworze - wiec je
        > st mi to
        > jakos potrzebne. Wiec chce (albo musze) wierzyc w ta nieistniejaca rzeczywistos
        > c (was), ergo
        > - jest mi to potrzebne
        >
        > Mozna podejsc tez od strony idealizacji - wiadomo, ze idealow nie ma - nie ma i
        > dealnej
        > gladkosci, nie ma idealnej przejrzystosci, prozni, ciepla, zimna.... ale czesto
        > odnosimy cos w
        > stosunku do tego wyimaginowanego idealu (na przyklad czlowiek, "ulomny" w stosu
        > nku do
        > idealnego bytu - Boga). Z tego wychodzi, ze te nieistniejace idealy sa potrzebn
        > e do
        > opisywania swiata.
        >
        > Mozna tez wyjsc od tego, ze czlowiek ubzdura sobie jakas teorie - UFO, reinkarn
        > acja, niebo,
        > zaawansowane teorie fizyczne czy matematyczne - ktore sa po prostu niesprawdzal
        > ne. Jesli sa
        > niesprawdzalne, to nie mozna autorytatywnie powiedziec, ze sa - wiec wszystko o
        > piera sie na
        > wierze w te (z punktu widzenia racjonalizmu) nieistniejace rzeczy - ktore jedna
        > k sa potrzebne,
        > bo nadaja sens zyciu.
        >
        > Jednak najbardziej mi sie podoba teoria z pierwszego postu - ze wszystko (istni
        > ejace lub
        > nieistniejace) sluzy temu, aby w jakims stopniu okreslic siebie, swoj byt. Jesl
        > i przestaniemy
        > sie okreslac jako "jakichs" (silnych, slabych, madrych, glupich itd.) - wtedy p
        > otrzeba wiary w
        > te (istniejace lub nie) wartosci czy rzeczy przestanie wogole byc potrzebna...
        >
        > Jak wymysle cos jeszcze, to napisze

        Ale nie pij juz wiecej, hihihi.
        Andrzej.
      • maly.ksiaze Re: Kilka innych pomyslow 10.12.01, 21:52
        Mialem poczekac, ale nie wytrzymalem. Niestety, jeszcze na trzezwo. Za mna!

        Pierwsze w kwestii formalnej: Kwieto, matematyka nie zajmuje sie
        generowaniem 'niesprawdzalnych teorii'. Fizyka tez nie. Teorii nie formuluje
        sie z mysla o wewnetrznej 'sprawdzalnosci' w sensie swiata fizycznego.

        Co to zreszta znaczy: sprawdzalnosc teorii matematycznej? Ze jak, robi sie
        doswiadczenie?

        Drugie: Wszyscy prawie uderzyli tak gornolotnie: ze Bog, ze absolut ze itd.
        itp. O, jeszcze solipsyzm (dzieki Ci, Panie za Kopalinskiego).

        Solipsyzm mi zaimponowal, bo to takie ladne slowo, ale ja chcialem bardziej
        przyziemnie. Zatem: wiara w to, co nie istnieje. To taki pleonazm, niemal
        jak 'fakt autentyczny'.

        Z wiara mamy do czynienia tylko wtedy, kiedy prawdziwosci czegos nie da sie
        potwierdzic zmyslami badz umyslem. Jesli o czyms wiemy, ze istnieje, to to juz
        nie jest wiara tylko wiedza. Jesli zas wiemy, ze cos nie istnieje (mamy dowod)
        to trudno w to wierzyc.
        Czyli: wiara, przyjac cos 'na wiare'. Nie bede pisal o Bogu, bogach,
        wyznaniach, bo to juz bylo na tym forum. Ponadto bogowie podobno strasznie sie
        wkurzaja na tych, ktorzy mowia, ze ich nie ma, wiec z ostroznosci procesowej...

        Czy czlowiek zatem potrzebuje wiary? Tak, oczywiscie. Rozejrzyj sie wokol
        siebie: sporo jest rzeczy, ktorych nie potrafisz wyjasnic. My nie potrafimy
        (my - gatunek) wyjasnic.
        Wtedy stawiamy jakas hipoteze (krowa stracila mleko, bo przelecial nad nia
        nietoperz) ktora zgadza sie z doswiadczeniem (1. krowa stracila mleko; 2.
        nietoperz przelecial). Bierzemy to za przyczyne i skutek i juz: wierzymy w to.
        Czyli wiara staje sie proteza poznania - wiemy, ze to co obserwujemy jest jakby
        powierzchnia zjawisk; zdajemy sobie sprawe, ze jest cos 'pod spodem'
        i 'aproksymujemy' to na miare swoich mozliwosci.

        Konkluzja: potrzebujemy chocby na chwile wierzyc w niesprawdzalne, to nasz
        mechanizm poznania swiata.

        Pozdrawiam,

        mk.
        • Gość: Andrzej Re: Kilka innych pomyslow IP: *.unl.edu 10.12.01, 22:04
          maly.ksiaze napisał(a):

          > Mialem poczekac, ale nie wytrzymalem. Niestety, jeszcze na trzezwo. Za mna!
          >
          > Pierwsze w kwestii formalnej: Kwieto, matematyka nie zajmuje sie
          > generowaniem 'niesprawdzalnych teorii'. Fizyka tez nie. Teorii nie formuluje
          > sie z mysla o wewnetrznej 'sprawdzalnosci' w sensie swiata fizycznego.
          >
          > Co to zreszta znaczy: sprawdzalnosc teorii matematycznej? Ze jak, robi sie
          > doswiadczenie?
          >
          > Drugie: Wszyscy prawie uderzyli tak gornolotnie: ze Bog, ze absolut ze itd.
          > itp. O, jeszcze solipsyzm (dzieki Ci, Panie za Kopalinskiego).
          >
          > Solipsyzm mi zaimponowal, bo to takie ladne slowo, ale ja chcialem bardziej
          > przyziemnie. Zatem: wiara w to, co nie istnieje. To taki pleonazm, niemal
          > jak 'fakt autentyczny'.
          >
          > Z wiara mamy do czynienia tylko wtedy, kiedy prawdziwosci czegos nie da sie
          > potwierdzic zmyslami badz umyslem. Jesli o czyms wiemy, ze istnieje, to to juz
          > nie jest wiara tylko wiedza. Jesli zas wiemy, ze cos nie istnieje (mamy dowod)
          > to trudno w to wierzyc.
          > Czyli: wiara, przyjac cos 'na wiare'. Nie bede pisal o Bogu, bogach,
          > wyznaniach, bo to juz bylo na tym forum. Ponadto bogowie podobno strasznie sie
          > wkurzaja na tych, ktorzy mowia, ze ich nie ma, wiec z ostroznosci procesowej...
          >
          > Czy czlowiek zatem potrzebuje wiary? Tak, oczywiscie. Rozejrzyj sie wokol
          > siebie: sporo jest rzeczy, ktorych nie potrafisz wyjasnic. My nie potrafimy
          > (my - gatunek) wyjasnic.
          > Wtedy stawiamy jakas hipoteze (krowa stracila mleko, bo przelecial nad nia
          > nietoperz) ktora zgadza sie z doswiadczeniem (1. krowa stracila mleko; 2.
          > nietoperz przelecial). Bierzemy to za przyczyne i skutek i juz: wierzymy w to.
          > Czyli wiara staje sie proteza poznania - wiemy, ze to co obserwujemy jest jakby
          >
          > powierzchnia zjawisk; zdajemy sobie sprawe, ze jest cos 'pod spodem'
          > i 'aproksymujemy' to na miare swoich mozliwosci.
          >
          > Konkluzja: potrzebujemy chocby na chwile wierzyc w niesprawdzalne, to nasz
          > mechanizm poznania swiata.
          >
          > Pozdrawiam,
          >
          > mk.

          No dobra maly ksiaze, ale teraz juz wypij co nie co i wyjasnij o co Ci chodzi.
          Dla kwieto lepiej jest by nie pil. Obiecales, ze cos lykniesz, dotrzymaj wiec
          slowa. Zamieniam sie w sluch. Za Toba !!!

          Pozdr, Andrzej.
          • maly.ksiaze Re: Kilka innych pomyslow 10.12.01, 22:33
            Gość portalu: Andrzej napisał(a):

            > No dobra maly ksiaze, ale teraz juz wypij co nie co i wyjasnij o co Ci chodzi.
            > Dla kwieto lepiej jest by nie pil. Obiecales, ze cos lykniesz, dotrzymaj wiec
            > slowa. Zamieniam sie w sluch. Za Toba !!!
            >

            Andrzeju,

            Sprobuje bez zlosliwosci, choc nie wiem, czy potrafie. Napisalem ze:
            A. Pytanie o wiare w nieistniejace jest troche 'obok' sensu. Albo o czyms wiemy,
            ze istnieje, albo wiemy ze nie istnieje, albo nie jestesmy w stanie tego
            rozstrzygnac. Tylko w przypadku (3) mozna mowic o 'wierze'. W (1) i (2) to
            wiedza, a nie wiara.

            B. Przyjecie 'na wiare' czegos, co nie jest w danym momencie rozstrzygalne jest
            nam niezbedne zeby jako-tako funkcjonowac w swiecie, ktorego rzeczywistych
            prawidel nie znamy.

            Czy teraz juz jasne?

            mk.
        • kwieto Re: Kilka innych pomyslow 10.12.01, 22:10
          To z krowa bardzo ladne. Natomiast z fizyka i matematyka bede sie klocil.
          1. Jest takie cus, zwane "boska czastka" lub inaczej czastka Higgsa, ktore jesli istnieje - to
          cala wspolczesna fizyka jest dobra. Jesli nie istnieje - to Einstein i inni mowili glupoty. Sek w
          tym, ze nie za bardzo jest jak sprawdzic, czy ta czastka istnieje - fizyka teoretyczna zaklada,
          ze ta czastka istnieje - i na tym opiera swoje dalsze badania - opiera sie na WIERZE, ze
          dotychczasowe teorie sa prawdziwe.

          Matematyka - jest takie cos co sie nazywa Topologia. Zajmuje sie toto roznymi dziwnymi
          teoriami, absolutnie niemozliwymi w swiecie realnym (a wiec musimy na wiare przyjac, ze
          mozliwymi wogole). Na podstawie jednego z tych twierdzen powstal nawet dowcip:
          Twierdzenie twierdzi, ze mozna tak pokroic dowolna kule, aby po zlozeniu powstaly z niej
          dwie kule identycznej wielkosci (albo byla ona o wiele wieksza od tej nie pokrojonej - np.
          najpierw jak pomarancza, potem jak slonce) - no wiec wystarczy teraz wziac pare bochenkow
          chleba, troche ryb, ostry noz...
          • maly.ksiaze Re: Kilka innych pomyslow 10.12.01, 22:58
            Od teorii (np. w fizyce) nie oczekuje sie koniecznie, aby byla 'sprawdzalna'
            (jeszcze raz pytam, co to by mialo znaczyc), tylko zeby byla niesprzeczna z
            obserwacja, zeby nie byla sprzeczna sama ze soba, zeby byla uzyteczna. I zeby
            byla ladna. Wiem, ze lepiej to zabrzmi z wyzszej katedry, polecam zatem 'Krotka
            historie czasu' Hawkinga.
            Fizyk opiera sie nie na 'wierze', ze teoria jest prawdziwa, tylko na jakichs tam
            zalozeniach, ktore moga z tej teorii wynikac. Oczywiscie, jak sie zalozenia
            obali, to trzeba teorie przebudowac. Moze zreszta sprzeczamy sie tylko o slowa:
            Ty piszesz 'wiara', ja 'zalozenia' - roznica jest wlasciwie tylko w
            intencji 'uzytkownika'.

            Teraz: topologia.
            Topologia tez jest niesprzeczna z naszym trojwymiarowym doswiadczeniem. Jak sie
            rozpatruje twierdzenia w szczegolnym przypadku (trojwymiarowa przestrzen
            euklidesowa) to sa one jak najbardziej 'doswiadczalne'.

            Poza tym - zmysly nie sa jedynym narzedziem stwierdzenia istnieje / nieistnieje.
            Matematyka jest bardzo: hmm, humanistyczna. Wszystko jest tu abstrakcja, wytworem
            umyslu - co nie znaczy, ze jest urojeniem.

            Pozdrawiam,

            mk.
            • kwieto Re: Kilka innych pomyslow 10.12.01, 23:09
              Tak, ale Topologia zaklada swiat idealny, wiec nieistniejacy, niezgodny z rzeczywistoscia.
              Przyklad: aby wspomniane przeze mnie twierdzenie bylo prawdziwe, musisz zalozyc, ze
              mozna dany obiekt pokroic na czesci mniejsze (ciensze plasterki) niz atomy - a to jest w
              znanej nam rzeczywistosci niewykonalne! a zalozenie "doskonalej trojwymiarowej przestrzeni"
              jest znowu przyjeciem jej "na wiare" - niezaleznie czy nazwiesz to wiara czy przyjeciem
              zalozen - musisz uwierzyc, ze istnieje taka abstrakcja jak trojwymiarowy swiat, w ktorym nie
              istnieja niektore prawa znanej nam fizyki.
              • maly.ksiaze Re: Kilka innych pomyslow 10.12.01, 23:21
                Kwieto,

                Obawiam sie, ze mylisz potoczne rozumienie slowa 'abstrakcja' ze znaczeniem
                scislym. Nikt nie zaklada, ze 'istnieje taka abstrakcja jak trojwymiarowy swiat,
                w ktorym nie istnieja niektore prawa znanej nam fizyki' (Twoje slowa - przy
                okazji: prawa 'nie obowiazuja' - przepraszam za czepialstwo).
                Uzywa sie abstrakcji (wytworu abstrahowania) aby w rozumowaniu moc sie skupic na
                czyms istotnym (czyms co nas interesuje), a pominac rzeczy niestotne. Mowienie o
                fizycznym 'istnieniu' tej abstrakcji wogole nie ma sensu.

                Pozdrawiam,

                mk.
                • kwieto Re: Kilka innych pomyslow 10.12.01, 23:48
                  Czyli - zgodnie z definicja, ta abstrakcja jest tworem, ktory nie istnieje, prawda?
                  A jednak go potrzebujemy - wiec potwierdza to teze, ze musimy wierzyc w rzeczy
                  nieistniejace, hihihi
                  Ciekawe swoja droga, czy autorom pytania odnosnie owej cafe philo na pewno chodzilo o
                  wyzsza matematyke?
                  • Gość: fnoll Re: Kilka innych pomyslow IP: 195.150.224.* 11.12.01, 00:36
                    to ja dorzuce cos z psychologii:

                    jestesmy skazani na wiare (czyli na przyjecie, ze cos istnieje mimo, ze tego
                    nie sprawdzilismy), bo gdybysmy usilowali sprawdzic realnosc wszystkich
                    zalozen, ktore sa nam potrzebne do podjecia najprostszych decyzji, to proces
                    decyzyjny trwalby "nieprzystosowawczo" dlugo

                    wystepuje to juz na najprostszych poziomach naszego funkcjonowania poznawczego
                    - nasz uklad wzrokowy "automatycznie" uzupelnia brakujace w obrazie elementy
                    (zludzenia wzrokowe nieistniejacych katow itp.)

                    wszystkie schematy poznawcze jakie nosimy w sobie mozna uznac za "wiare",
                    pomagaja nam natychmiastowo i zwykle z duzym prawdopodobienstwem trafnosci
                    uzupelniac "luki" w naszym aktualnym obrazie otoczenia, czy w przywolywanych
                    wspomnieniach

                    zaiste, czlowiek nie tyle potrzebuje wiary, co po prostu jest istota wierzaca

                    a zauwazcie jak swietnie rozne zlozone konstrukty teoretyczne polityczno-
                    filozoficzno-religijne uzupelniaja luki w naszym aktualnym poznaniu!

                    z niedostatecznych zwykle informacji musimy rekonstruowac w swoich glowach
                    obraz bardzo zlozonego swiata - to czego nam brakuje dolepiamy aktem wiary

                    czy mozna sie bez niej obejsc?

                    nie sadze - byloby to wysoce nieprzystosowawcze i sparalizowaloby nasze bycie w
                    swiecie

                    wiara jest aktem kreacji! dobra wiara - to dzielo sztuki ladne i praktyczne

                    a jak do tych niedostatecznych informacji dolepimy cos tak nie bardzo
                    wartosiowego "artystycznie" - no to mamy problem, albo przysparzamy problemow
                    innym

                    moznaby wywiesc takie z tego przykazanie - zmyslaj madrze!

                    czy kultura nie jest takim zbiorowym mniej lub bardziej madrym zmysleniem?

                    to opowiesc przekazywana z ust do ust, ktora zalepia dziury w niedoskonalym,
                    wybrakowanym obrazie swiata dostarczanym nam przez zmysly

                    ale moze jednak - da sie przestac zmyslac? i byc w przeswicie? w rosie po
                    kostki o swicie :-)

                    pzdr!

                    fnoll
                  • maly.ksiaze Re: Kilka innych pomyslow 11.12.01, 04:27
                    kwieto napisał(a):

                    > Czyli - zgodnie z definicja, ta abstrakcja jest tworem, ktory nie istnieje, pra
                    > wda?
                    > A jednak go potrzebujemy - wiec potwierdza to teze, ze musimy wierzyc w rzeczy
                    > nieistniejace, hihihi
                    Doceniam dowcip. Ale jeszcze raz. Ostatni. Abstrakt to takie cos 'w glowie', co
                    pozwala Ci pomijac cechy nieistotne i skupiac sie na istotnych. Wiesz, ze to nie
                    istnieje - po prostu 'na chwile' przyjmujesz istnienie czegos takiego, zeby
                    uproscic swpje rozumowanie.

                    > Ciekawe swoja droga, czy autorom pytania odnosnie owej cafe philo na pewno chod
                    > zilo o wyzsza matematyke?
                    Kwieto, z calym szacunkiem. To o czym mowimy, to nie jest wyzsza matematyka. To
                    wogole nie jest matematyka. Uwierz mi. Prosze!

                    A czy im o to chodzilo? Oczywiscie. A nawet jesli nie, to porazeni naszymi mocami
                    intelektualnymi beda mysleli, ze wlasnie o to (jesli Malwina bedzie w stanie te
                    moc nieziemska przekazac).

                    Pozdrawiam,

                    mk.
                    • Gość: Toi Re: Kilka innych pomyslow IP: *.cm-upc.chello.se 11.12.01, 06:30
                      Mialam sie nie odzywac.
                      A bo mecza mnie ostatnio nieistotne dyskusje na istotne tematy, prowadzace do
                      nikad. Szczegolnie, ze sie uczucie odzywania i bycia olewanym, jak w naszym
                      ulubionym watku o intelektualo, gdzie sformuowane przeze mnie wnioski i pytania
                      przeszly bez echa po to, by po ilus tam godzinach zostac powtorzone przez
                      adminow, do milych doznan nie nalezy.
                      Nieodzywanie sie sprawy nie rozwiazalo, bo czytam i i tak sie mecze. Meczy mnie
                      pewna refleksja, a jak meczy to trzeba sie nia z zainteresowanymi podzielic, bo
                      coz. Mianowicie: jedna z najbardziej frustrujacych sytuacji jest to, ze mowisz
                      cos do kogos a on nie slucha i uparcie 'dalej swoje', bez stworzenia marginesu
                      dla demonstrowanych przez siebie przekonan. A przynajmniej sprawiajacy takie
                      wrazenie, silne. Tym bardziej to frustrujace, ze ktos ow jest inteligentny,
                      wrazliwy i zalezy nam na owej osoby uwadze i 'przyswajaniu naszych danych'.
                      Usiluje np komus powiedziec, ze doswiadczenie czy wiara w Boga, polaczone z
                      przyjeciem pewnej religii lub anty-religii [wszak religia to tylko kolejne
                      kolorowe szaty dla tego samego paradygmatu, kogo cytuje ten wie ;) ] NIE MUSZA
                      wynikac z poszukiwania latwych wytlumaczen i opisow siebie oraz zjawisk tudziez
                      slabszej konstrukcji psychicznej i zapewne intelektualnej; wrecz przeciwnie,
                      latwe to byc nie musi, moze byc wyzwaniem i czyms wykraczajacym znacznie
                      poza 'kojenie smutkow' lub wrecz tego ostatniego nieobejmujace. Quod Erat,
                      kurwa, Demonstrandum.
                      Po drugie. Mysle, ze tworcy pytania z cafe uroczej nie mieli na mysli wyzszej
                      matematyki ani w ogole niczego, albo mieli na mysli wszystko. Stworzyli
                      interesujacy paradoks (albowiem stoje murem za malym.ksieciem, ze jest to
                      paradoks, czy pytanie 'obok sensu': 'Czy czlowiek potrzebuje wierzyc w cos, o
                      czym wie ze nie istnieje?'), po to, by goscie owej cafe walili do niej tlumnie
                      na calvados, philo oraz philie i nurzali sie w dyskusjach juz nad samym
                      znaczeniem pytania.
                      W zastanawianiu sie nad znaczeniem mozna np probowac definiowac istnienie i
                      nieistnienie oraz to, czy to jest w jakkikolwiek sposob definiowalne
                      obiektywne. ('Czy czlowiek potrzebuje wierzyc w cos, co wg drugiego nie
                      istnieje?')
                      No i tyle. Adijos z pzdr

                      Toi, co pila sok jablkowy bez zobrowki (bezlitosny Systembolaget i szwedzka
                      polityka zycia obywateli w trzezwosci)
                      • maly.ksiaze Toi, matematyka i wychowanie w trzezwosci 11.12.01, 17:17
                        Mila Toi,

                        Niezmiernie wspolczuje Ci z powodu braku zubrowki do soku jablkowego. Coz, jedyne
                        co moge zrobic w tej sprawie to zaprosci Cie na kielicha, jesli kiedys bedziesz w
                        okolicy.
                        No, ale do rzeczy.
                        Pytanie watkopoczatkowe jest tak ogolne, ze wlasciwie moze oznaczac wszystko. Tu
                        masz racje. Jak w ktoryms tam miejscu napisalem, mam na to pytanie dwie zupelnie
                        rozne (i jakby sprzeczne) odpowiedzi. Wierze w prawdziwosc obu.

                        Jedna to taka, ze wiara w cos, czego nie ma jest ludziom (wszystkim?) potrzebna
                        do wytlumaczenia sobie rzeczy, ktorych nie rozumiemy. Wydaje mi sie, ze to nie
                        jest to samo, co abstrakcja - stad sprzeczka z Kwieto (pozdrowienia). Abstrakcje
                        (tak, jak w np. fizyce) buduje sie swiadomie, zeby cos odkryc, przyblizyc,
                        znalalezc, usystematyzowac itp.
                        Taka wiara-przesad w np. zaleznosci, ktorych nie ma, jest chyba jednak czyms
                        innym.


                        Gość portalu: Toi napisał(a):
                        > Nieodzywanie sie sprawy nie rozwiazalo, bo czytam i i tak sie mecze. Meczy mnie
                        > pewna refleksja, a jak meczy to trzeba sie nia z zainteresowanymi podzielic, bo
                        > coz. Mianowicie: jedna z najbardziej frustrujacych sytuacji jest to, ze mowisz
                        > cos do kogos a on nie slucha i uparcie 'dalej swoje', bez stworzenia marginesu
                        > dla demonstrowanych przez siebie przekonan. A przynajmniej sprawiajacy takie
                        > wrazenie, silne. Tym bardziej to frustrujace, ze ktos ow jest inteligentny,
                        > wrazliwy i zalezy nam na owej osoby uwadze i 'przyswajaniu naszych danych'.
                        > Usiluje np komus powiedziec, ze doswiadczenie czy wiara w Boga, polaczone z
                        > przyjeciem pewnej religii lub anty-religii [wszak religia to tylko kolejne
                        > kolorowe szaty dla tego samego paradygmatu, kogo cytuje ten wie ;) ] NIE MUSZA
                        > wynikac z poszukiwania latwych wytlumaczen i opisow siebie oraz zjawisk tudziez
                        > slabszej konstrukcji psychicznej i zapewne intelektualnej; wrecz przeciwnie,
                        > latwe to byc nie musi, moze byc wyzwaniem i czyms wykraczajacym znacznie
                        > poza 'kojenie smutkow' lub wrecz tego ostatniego nieobejmujace. Quod Erat,
                        > kurwa, Demonstrandum.
                        > Po drugie. Mysle, ze tworcy pytania z cafe uroczej nie mieli na mysli wyzszej
                        > matematyki ani w ogole niczego, albo mieli na mysli wszystko. Stworzyli
                        > interesujacy paradoks (albowiem stoje murem za malym.ksieciem, ze jest to
                        > paradoks, czy pytanie 'obok sensu': 'Czy czlowiek potrzebuje wierzyc w cos, o
                        > czym wie ze nie istnieje?'), po to, by goscie owej cafe walili do niej tlumnie
                        > na calvados, philo oraz philie i nurzali sie w dyskusjach juz nad samym
                        > znaczeniem pytania.
                        > W zastanawianiu sie nad znaczeniem mozna np probowac definiowac istnienie i
                        > nieistnienie oraz to, czy to jest w jakkikolwiek sposob definiowalne
                        > obiektywne. ('Czy czlowiek potrzebuje wierzyc w cos, co wg drugiego nie
                        > istnieje?')
                        Ta druga odpowiedz jest taka, ze fizyczne istnienie badz nie nieistnienie czegos
                        nie jest ostatecznym wyznacznikiem wszystkiego i ze 'szkielko i oko' wcale nie sa
                        jedynym i ostatecznym probierzem rzeczywistosci. Ze wiara (badz umysl - zalezy
                        jak do tego podchodzisz) moze tworzyc swiaty i idee. Na ten temat sprobuje
                        jeszcze cos wygenerowac, ale najpierw musze sie troche zastanowic.

                        Pozdrawiam,

                        mk.

                        • kwieto Abstrakcja a Zjawy senne 11.12.01, 19:21
                          No wlasnie - dla mnie abstrakcyjny byt jest nieistniejacy - bo tworzymy nieistniejacy swiat,
                          aby lepiej zrozumiec idee ktora chcemy zglebic - w modelu matematycznym pewne rzeczy po
                          prostu omijamy, aby uproscic opisywane tym modelem zjawisko. A taki uproszczony na
                          potrzeby matematyki swiat nie moze istniec - wiec jest bytem nierealnym.

                          Ale kruszenie kopii na temat tego czy abstrakcja to cos czego nie ma, czy tez inna kategoria
                          bytu - chyba nie ma sensu, bo i tak wszystko rozbija sie o zrozumienie definicji.

                          A teraz odwroce kota ogonem i postawie pytanie. dlaczego czlowiek MUSI wierzyc w
                          nieistnienie niesprawdzalnego (potencjalnie nieistniejacego wiec). Znowu wracam do tematu
                          Boga, tylko z drugiej strony. Chodzi mi o potraktowanie Ateizmu jako swego rodzaju religie
                          - czyli WIARE, ZE BOGA NIE MA. Taki ateizm jest z pewnych wzgledow wygodny.
                          Automatycznie odrzucamy wszystko co niesprawdzalne (anioly, duchy, zycie pozagrobowe,
                          Boga we wszelkich postaciach), a zarazem mozemy nasze zycie podporzadkowac czystemu
                          utylitaryzmowi, lub np. hedonizmowi. - Dekalog nas przestaje obowiazywac, bo nie
                          wierzymy w jego nadrzednosc i Boskie pochodzenie. Nie ma tez wirtualnego bata - czyli wizji
                          sadu ostatecznego. Mozemy byc zli i grzeszyc - bo WIERZYMY, ze nic nas za to nie spotka
                          - po prostu po smierci pojdziemy do piachu. Zarazem nasze przekonanie opiera sie na
                          prostym odrzuceniu tych niesprawdzalnych rzeczy, ktore wlasciwie z pewnych wzgledow
                          nalezaloby brac pod uwage... Wiec ateizm z tego punktu widzenia jest potrzeba czlowieka do
                          wiary, ze zeczy nieistniejace (pardon, nie dajace sie sprawdzic rozumowo, empirycznie)
                          nalerzy odrzucic...
                          • Gość: mika Re: Abstrakcja a Zjawy senne IP: *.lubin.dialog.net.pl 11.12.01, 20:21
                            Musze sie z paroma zalozeniami kwieta nie zgodzic.Chodzi o ateizm, teorie ze
                            ateista pozbawia sie "bata", aby bezkarnie grzeszyc.Otoz to jest niedokladnie
                            tak, na pewno nie we wszystkich przypadkach. To jest tak indywidualne, ateizm
                            ma to do siebie ze kazdy tworzy go sobie samemu, wedlug indywidualnych
                            preferencji.Pewnie ze sa tacy co mowia sobie:"od dzisiaj nie wierze w Boga i
                            wszystko mi wolno.".Ja akurat do nich nie naleze i mysle ze nie tylko ja(mam
                            taka nadzieje przynajmniej).Nie wierze w Boga, ale mam pewne zasady ktorymi sie
                            kieruje, taki wlasny dekalog, bo generalnie nie neguje sensu np."miluj
                            blizniego swego jak siebie samego" czy "nie zabijaj". To sa pewne uniwersalne
                            zalozenia, i tu nie ma co mieszac istnienia Boga do nich. Mam swoj wlasny zbior
                            takich "przykazan", ktore wynikaja z mojego sumienia, tego co ja uwazam za
                            dobre lub zle, co z kolei wynika z moich doswiadczen ktore mnie uksztaltowaly
                            taka jaka jestem. Pewnie ze tu od razu pojawia sie taka kwestia:gdyby
                            tak "zlikwidowac" Dekalog, jakies tam przykazania koscielne i kazdy
                            postepowalby i zyl wedlug takich osobistych zasad, tego co on uwaza za dobre i
                            dopuszczalne, to co z ludzmi o skrzywionej psychice? On dajmy na to zabije i
                            potem z usmiechem na twarzy powie MOJ kodeks moralny mi na to pozwala.Wiec moze
                            lepiej ze istnieje religia jakies tam nakazy i zakazy, moze dla czesci takich
                            ludzi to wystarczajacy hamulec?
                            Ja sie osobiscie lepiej czuje, i wiekszym dla mnie bodzcem do przestrzegania
                            tych zasad jest fakt ze to ja je sobie narzucilam, niz ze ktos mi kazal,
                            ksiadz,Bog, niewazne.
                            Ja wierze w siebie, w to ze nie bede sie musiala za siebie wstydzic na 50 lub
                            wiecej lat, w odroznieniu od wielu gorliwych wyznawcow wszystkich Bogow swiata.
                            • kwieto Re: Abstrakcja a Zjawy senne 11.12.01, 23:07
                              Oczywiscie, ze te zalozenia sa uproszczone i nie musza zgadzac sie w kazdym przypadku. Ale
                              takie mozliwosci ateizm oferuje. Spotkalem sie ze stwierdzeniem, ze ateizm tez jest religia...
                              I tak jak ateizm jest "zindywidualizowany" - czyli kazdy tworzy sobie wlasny obraz ateizmu,
                              tak samo jest z wiara w Boga - nie ma dwoch osob, ktore by wierzyly w sposob dokladnie
                              identyczny. Dlatego wczesniej wspominana przeze mnie koncepcja wiary w Boga, ktora wiele
                              ulatwia, bo zwalnia nas z zastanawianie sie nad smiercia, prawami moralnymi i tak dalej - jest
                              tak samo uproszczona jak i ta o Ateizmie. Po prostu takie a takie mozliwosci ateizm czy
                              wiara MOZE zaoferowac, ale wcale NIE MUSI. I jest to zawsze sprawa zalezna od danej
                              jednostki.
                              Ale, poniewaz zabawiamy sie tu koncepcjami abstrakcyjnymi - pozwolilem sobie obie
                              koncepcje przedstawic - co nie znaczy ze musza byc one sluszne, czy sprawdzac sie w
                              rzeczywistosci - sa interesujace jako KONCEPCJE same w sobie.
                          • Gość: Toi Re: Abstrakcja a Zjawy senne IP: *.cm-upc.chello.se 11.12.01, 23:32
                            kwieto napisał(a):

                            > No wlasnie - dla mnie abstrakcyjny byt jest nieistniejacy - bo tworzymy nieistn
                            > iejacy swiat,
                            > aby lepiej zrozumiec idee ktora chcemy zglebic

                            Kwieto, rozumiem, ze miales na mysli 'przedmiot', nie 'idee'... ;) Bo tak jakos
                            to brzmi bez sensu. (idea = byt abstrakcyjny chyba)


                            Sluchajcie. Dlaczego Wy sie uparliscie na to sacrum. Zajmijmy sie wiara w
                            istnienie idealnych ksieciow z bajki. Sa takie, co wierza. Czy czlowiek ma
                            potrzebe wiary w nieistniejace idealy z bajki? - tak brzmialoby pytanie.
                            Odpowiedz - barrrrrrdzo czesto tak. Ale czlowiek wowczas NIE WIE, ze wierzy w
                            nieistniejace, wiec o zadnej potrzebie wiary w n. mowy byc nie moze. Takie panie,
                            co na ksiecia czekaja, choc wiedza, ze taki nie istnieje, to one, prosze panstwa,
                            albo tak naprawde nie wiedza albo nie czekaja. I juz. Pytanie z cafe jest 'obok
                            sensu' i juz. (Jesli chodzi nam o potrzebe wiary w rzeczy, o ktorych sie wie, ze
                            ich nie ma) A jesli chodzi nam o potrzebe wiary w rzeczy, o ktorych inni wiedza,
                            ze ich nie ma, to i tak swiadczy to o tym, ze wierzacy co do owego nieistnienia
                            pewnosci nie maja, a wtedy, jak wiemy, o potrzebie wiary w n. mowy byc nie moze...
                            • maly.ksiaze Zjawy senne ateistow czy ksiaze z bajki? 11.12.01, 23:46
                              Gość portalu: Toi napisał(a):

                              > Sluchajcie. Dlaczego Wy sie uparliscie na to sacrum. Zajmijmy sie wiara w
                              > istnienie idealnych ksieciow z bajki. Sa takie, co wierza. Czy czlowiek ma
                              > potrzebe wiary w nieistniejace idealy z bajki? - tak brzmialoby pytanie.
                              Pewnie dlatego, ze rozmowy o sacrum sa takie wzniosle, hihi.

                              Masz racje, pytanie jest 'obok sensu' - ale za to jak sobie mozna milo
                              porozmawiac - ja tam (jak Malwina - bredze bo lubie).
                              Ale, ale: poglad pt. ateizm to oczywiscie akt wiary - zgodnie z naszym
                              spostrzezeniem, ze wierzyc mozna tylko w niepotwierdzalne.

                              Przy okazji: czy czytalas ksiazke Terry Pratcheta "Small Gods"?

                              Pozdrawiam,

                              mk.

                              PS. Toi: z zaproszenia nie bede sie probowal wykrecic - _jesli_ bedziesz w
                              okolicy.
                              • Gość: Toi Re: Zjawy senne ateistow czy ksiaze z bajki? IP: *.cm-upc.chello.se 11.12.01, 23:57
                                maly.ksiaze napisał(a):

                                > Ale, ale: poglad pt. ateizm to oczywiscie akt wiary - zgodnie z naszym
                                > spostrzezeniem, ze wierzyc mozna tylko w niepotwierdzalne.

                                To jest oczywiste, znaczy, tak jest, m-k! :)

                                > Przy okazji: czy czytalas ksiazke Terry Pratcheta "Small Gods"?

                                Nie czytalam. Shame on me?...

                                > PS. Toi: z zaproszenia nie bede sie probowal wykrecic - _jesli_ bedziesz w
                                > okolicy.

                                No wlasnie, a propos okolicy. ksiaze, gdzie te zagadki obiecane, no gdzie?...
                                • maly.ksiaze Re: Zjawy senne ateistow czy ksiaze z bajki? 12.12.01, 00:01
                                  Gość portalu: Toi napisał(a):

                                  > > Przy okazji: czy czytalas ksiazke Terry Pratcheta "Small Gods"?
                                  >
                                  > Nie czytalam. Shame on me?...
                                  Nie, nie, to taka dosc hmm... specyficzna literatura. Ale jest tam pewien
                                  koncept, ktory przystaje do naszej rozmowy. Moze napisze o tym cos z domu, bo
                                  musze isc. Pa!

                                  > No wlasnie, a propos okolicy. ksiaze, gdzie te zagadki obiecane, no gdzie?...
                                  Beda. Obiecalem to dotrzymam - ale to troszke czasu mi zajmie.
                            • Gość: Toi PS. Aha! IP: *.cm-upc.chello.se 11.12.01, 23:49
                              Przypomnialo mi sie. Ksiazeta z bajki sa oczywiscie 'nieistniejacy' w
                              sensie 'niedajacy sie poznac rozumowo, empirycznie'... :)))))
                        • Gość: Toi Re: Toi, matematyka i wychowanie w trzezwosci IP: *.cm-upc.chello.se 11.12.01, 22:57
                          maly.ksiaze napisał(a):

                          > Mila Toi,
                          >
                          > Niezmiernie wspolczuje Ci z powodu braku zubrowki do soku jablkowego. Coz, jedy
                          > ne
                          > co moge zrobic w tej sprawie to zaprosci Cie na kielicha, jesli kiedys bedziesz
                          > w
                          > okolicy.

                          Mily Ksiaze, trzymam za slowo.

    • mariposa Re: czy czlowiek... 11.12.01, 00:39
      malwinamalwina napisał(a):

      > ...potrzebuje wierzyc w to co nie istnieje ?

      podobno czlowiek potrzebuje tylko kalorii i tlenu.

      ja potrzebuje wiary w przyszlosc i to pilnie!

      • Gość: czarek Re: czy czlowiek... IP: *.tnt18.nyc3.da.uu.net 11.12.01, 02:10
        podobno co teraz jest udowodnione, kiedys nalezalo tylko do swiata wyobrazni.
        • Gość: malwinamalwina Re: czy czlowiek... IP: *.abo.wanadoo.fr 11.12.01, 10:38
          Musialam wczoraj isc wek z biura na rozne takie zebrania i inne nudy, ktore ISTNIEJA jak byk, niestety i
          w ktorych rezultaty nie WIERZE. Dzis patrze, czytam i oczom nie WIERZE - ladnie sie bawiliscie !
          Café philo jest dla ludzi ktorzy maja ochote rozmawiac i ktorych ulubiona rozrywka jest slowna gra. Jak
          najbardziej slowniki i fiki miki ! Dla takich ludzi (do ktorych sie zaliczam) eurodisneyland, kasyno i
          wyscigi konne sa nudna meka a zycie codzienne przynosi im nieustanne uwagi typu : bo ty to za duzo
          myslisz !
          No i prosze, wreszcie jakies miejsce gdzie jest sie tylko i wylacznie aby torturowac szare komorki ! ku
          uciesze wspoltowarzyszy.
          Zreszta przyjemnosc uczestnictwa jest jedynym kryterium wstepu.
          Prowadzone jest to wszystko przez osobe ochotna i rozkrecajaco-regulujaca ktora malo wtraca, raczej
          reformuuje (z dyplomami oczywiscie)
          Mam ochote wcisnac kij w mrowisko w postaci De Saussure - w momencie gdy istnieje slowo, koncept
          istnieje. Tzn np taka milosc w ktora WIERZY masa ludzi...Sa jezyki ktore nie posiadaja slowa" milosc",
          "kocham cie". Czy cos istnieje w momencie gdy jest okreslone werbalnie ? Sklonna bylabym powiedziec
          ze tak. Bo jesli nie - nic nie istnieje.
          I tu od matematyki (oh ten sokrates !) przeszlismy do swiadomosci.
          A od swiadomosci do marksa nie daleko (bredze bo lubie ;-) )
    • Gość: Ewawo Re: czy czlowiek... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.12.01, 11:41
      Nie jestem zbyt mocna w takich rozważaniach, bo mam dosyć proste podejście do
      życia (robić swoje zgodnie z przyjętym celem i hierarchią wartosci). Ale
      pytanie mnie zainteresowało, więc się powymądrzam. Ja tu widzę dwie mozliwosci:
      1. Człowiek jest dzieckiem Bożym, wiara w niesprawdzalne (na tej ziemi) jest
      logiczna i taką potrzebę z natury rzeczy posiadamy. Albo jest to wiara wybrana
      zgodnie z jakąś religią, albo próba stworzenia własnej doktryny. Próba jednak
      jest zawsze, bo potrzeba wiary jest organiczna z racji naszego duchowego
      pochodzenia i coś musi tę przestrzeń wypełnić.
      2. Człowiek jest efektem wyłącznie ewolucji, która wytwarza zdolności i cechy
      użyteczne, tłumi zaś zbędne do celów przetrwania. Wtedy potrzeba wiary w
      niesprawdzalne jest wybrykiem, niepotrzebnym i kłamliwym zakrętem tej ewolucji
      lub patologią. Dla celów przetrwania jest bowiem potrzebna sprawność poruszania
      się w świecie empirii, reszta to balast i komplikacja.
      PS. Osobiście jestem zwolenniczką pierwszego poglądu. Pozdrowionka dla
      wszystkich.
      • Gość: soso Re: czy czlowiek... IP: 195.41.66.* 11.12.01, 18:13


        Zaimponowali mi Toi (nie pierwszy raz zreszta) i maly k. (do tej pory nie
        czytalem bo zawsze przydlugasnie jak ja i ta okropna ksywka. Lubie Ksiecia i
        wlasnie go slucham - 'Soul' with New Power Generation - ale malego? do dzis
        myslalem zreszta ze za tym kryje sie dziewczyna). Prince zreszta tez jest
        okrotnie maly. No dobra, juz koncze.

        Co do meritum - w tym pytaniu jest cos z masla maslanego. Czy czlowiek
        potrzebuje wierzyc w cos co nie istnieje? Chyba zawsze wiara dotyczy czegos co
        nie istnieje a co najwyzej ma sie zdarzyc w przyszlosci. A wiec czy czlowiek
        potrzebuje wierzyc? No wiec chyba tak - pewnie powtarzam za innymi ale potrzeba
        bezpieczenstwa wyraza sie takze tym, ze jestesmy w znanym nam srodowisku. Wiara
        jest namiastka przydawania niewiadomemu ubranka rozpoznawalnosci. Wiemy wiec co
        bedzie po smierci (i tak jest bezpieczniej), wiemy, co sie zdarzy jutro i sie
        na to mozemy przygotowac (13 i piatek). Wierzymy, ze jezeli to.

        Tak wiec wszystko co na ten temat a reszta to juz dywagowanie. Dla mnie takze
        nie ma to wiele wspolnego z matematyka czy fizyka a to dlatego, ze tam nie ma
        nic o zabezpieczaniu potrzeb czlowieka a wiara wlasnie taka funkcje pelni.

        såså

        PS

        Dzieki Malwince za podrzucenie watku. Ale Ci kadze, no nie? Jak Macius Tadowi
        nie przymierzajac.

        :-)
    • taira Re: czy czlowiek... 11.12.01, 19:00
      Kazdy kiedys z nas wierzyl w Boga, bedac jako dziecko - swiadomi czy nie,
      ale wierzyl. Widziala kosciol jako cos trwalego i niezmiennego to bylo
      zludzenie. Wraz z wiekiem myslalam samodzielnie, widzialam i rozumialam
      inaczej. Porzez nauke dowiadywalam sie o inkwizycji, o Lutrze, o tym co
      stworzono, pod wplywem wiary i religii i przypominalo to bardziej jakas
      instytucje. Nie bylo nic nadludzkiego ani boskiego w jej trwaniu ani samym
      istnieniu. Kosciól po prostu zaspokaja lepiej czy gorzej ludzka potrzebe
      wiary.
      W trakcie dorastania coraz wiecej rzeczy sie komplikowalo, nie tylko sprawa
      tak ulotna jak wiara i religia. Poprzez nauke uczylam sie nawet z lekcji
      historii o masakrach i zbrodniach, o Prawdach, za które sie oddawalo zycie,
      o tym, co czlowiek zgotowal drugiemu, w imie komunizmu, faszyzmu czy
      jakiejkolwiek innej Ideologii...

      Sam pomysl Boga jest bardzo stary i pochodzi jeszcze z czasów
      przedhistorycznych. Zadziwiajace, jest to jak wiele kultur, calkowicie od
      siebie odizolowanych i odmiennych, wytworzylo chociaz takie pierwsze
      przejawy wiary, jak kulty.
      Tutaj musze dodac rzecz bardzo wazna, która wynikla po przemysleniach na
      temat Boga.
      To, ze potrzeba wiary jest powszechna, widac na przykladzie ilosci ateistów
      w naszym spoleczenstwie. Gdyby czlowiek nie wierzyl, jego kultura bylaby
      naprawde odmienna - jesli by w ogóle istniala w takim znaczeniu, w jakim
      uzywamy tego slowa.
      Istnieje wiele typów wiary. Przejawiam wiare, gdy mam przejsc przez ulice,
      gdyz zakladam, ze nie przejedzie mnie samochód. Wiara jest dzialaniem w
      oparciu o informacje niepelna i niepewna, tak jakby byla to informacja pelna
      i pewna. Bez tego rozsadne zycie byloby po prostu niemozliwe. Praktycznie
      rzecz biorac nigdy niczego nie mozemy byc pewni, a przyszlosc wyznacza
      rachunek prawdopodobienstwa. Moge spokojnie przejsc przez ulice, gdyz szansa
      wpadniecia pod samochód jest bardzo mala. Gdy czlowiek bada swiat, czyni
      zalozenia i w miare jak sie one potwierdzaja, uznaje to za wiedze.
      Szczególnym typem wiary jest wiara religijna. Jest to dzialanie oparte na
      stwierdzeniach calkowicie niesprawdzalnych, tak jakby byly one sprawdzone i
      pewne. Z definicji niemozliwe do zweryfikowania, nie wchodza w sklad wiedzy
      naukowej, która ma scisle kryteria sprawdzalnosci polegajace na empirii i
      doswiadczeniu. Mozna powiedziec, ze istnieje wiara naukowa - traktujemy dane
      jeszcze nie sprawdzone jako sprawdzone, a potem wyciagamy konsekwencje, tj.
      przeprowadzamy doswiadczenie oparte na przyjetych tymczasowo "na wiare"
      twierdzeniach. Teoria sie potwierdza, jezeli przy przyjetych zalozeniach
      wyniki sa zgodne z tym, co ma byc wedlug tej teorii. Dla mnie nauka jest
      wiarygodniejsza od religii. To znaczy - nauka jest blizsza tzw.
      rzeczywistosci obiektywnej. Wlasciwie jedynym przejawem religijnej wiary
      jest zalozenie, ze istnieje owa rzeczywistosc. Szczerze mówiac - to
      zalozenie jest fundamentem i podstawa funkcjonowania ludzi i spoleczenstw.
      Kazde Istnienie (nie mówiac o Inteligencji) przyjmuje to jako aksjomat.
      Nawet religie jedynie modyfikuja ten obraz, nigdy nie niweczac go
      calkowicie. Co to znaczy obiektywna rzeczywistosc? Jest to stan, którego
      nauka nigdy nie osiagnie, choc zbliza sie do niego stale, odslaniajac
      kolejne jego warstwy. Oznacza to, ze nigdy nie bedziemy mogli byc pewni
      niczego na 100%, tak jak nigdy nie dojdziemy "do konca" liczby pi. Religia
      operuje pewnikami - dla przykladu, ze wszyscy dobrzy ludzie pójda do nieba.
      Nie ma tak, ze Bóg rzuca koscmi i w zaleznosci od wyniku decyduje - ty do
      nieba, ty do piekla. Paradoksalnie niepewny obraz swiata, gdzie przypadek
      jest polaczony z determizmem, bardziej do mnie przemawia niz obraz
      determistycznego i pewnego swiata... pozagrobowego.
      Religia jest zaspokojeniem potrzeby wiary, przyobleczonym w pewna forme. Jak
      z wszystkimi potrzebami czlowieka - i tu ujawniaja sie róznice pogladów i
      gustów. Kazdy wierzacy troche inaczej rozumie swoja wiare, nawet jesli
      wierza w tego samego Boga. Dla przykladu, protestanci z katolikami bija sie
      do dzis (w Irlandii), mimo ze ich wiary róznia sie o procent najwyzej. Sama
      wielosc wiar nasuwa wniosek, ze skoro kazda z nich twierdzi co innego, a
      ogromna wiekszosc z nich twierdzi, ze jest Jedyna Prawda, to albo tylko
      jedna ma racje, albo - zadna.

      To na tyle, nie wiem co wiecej dopisac, ale jak mi przyjdzie do glowy to napisz.

      Pozdrawiam
      t.
      • Gość: Toi Re: czy czlowiek... IP: *.cm-upc.chello.se 11.12.01, 22:49
        taira napisał(a):

        > Kazdy kiedys z nas wierzyl w Boga, bedac jako dziecko - swiadomi czy nie,
        > ale wierzyl.

        Ja, 'bedac jako dziecko', jak to zgrabnie taira ujela ;) najpierw nieswiadomie, a
        nastepnie bardzo swiadomie w Boga nie wierzylam.

        > Szczególnym typem wiary jest wiara religijna. Jest to dzialanie oparte na
        > stwierdzeniach calkowicie niesprawdzalnych,

        'Wiara jako dzialanie'. Hmm, cos w tym jest... ;) A czy tak CALKOWICIE
        niesprawdzalnych, to teza wyyyyyyysooooce kontrowersyjna, zwlaszcza dla
        religijnych fanatykow, hihi, albo np chrzescijan z nurtu charyzmatycznego...

        >Teoria sie potwierdza, jezeli przy przyjetych zalozeniach
        > wyniki sa zgodne z tym, co ma byc wedlug tej teorii.

        'Teoria sie potwierdza, jezeli wyniki sa zgodne z wczesniej przyjetymi
        zalozeniami' - nie prosciej? A jak odkrywczo... ;) Przepraszam, nie moglam sie
        powstrzymac... ;)

        >Religia
        > operuje pewnikami - dla przykladu, ze wszyscy dobrzy ludzie pójda do nieba.
        > Nie ma tak, ze Bóg rzuca koscmi i w zaleznosci od wyniku decyduje - ty do
        > nieba, ty do piekla. Paradoksalnie niepewny obraz swiata, gdzie przypadek
        > jest polaczony z determizmem, bardziej do mnie przemawia niz obraz
        > determistycznego i pewnego swiata... pozagrobowego.

        Masa religii, ktore nie glosza wizji deterministycznego i pewnego swiata, jesli
        nie wiekszosc. W takim np kalwinizmie swiat jest maksymalnie deterministyczny, (w
        innych denominacjach juz bardzo niekoniecznie) za to wcale nie pewny...

        >, protestanci z katolikami bija sie
        > do dzis (w Irlandii), mimo ze ich wiary róznia sie o procent najwyzej.

        E-ekhm, przyklad troszke nie tego... Oni sie nie bija z powodu roznic
        religijnych...

        >Sama
        > wielosc wiar nasuwa wniosek, ze skoro kazda z nich twierdzi co innego, a
        > ogromna wiekszosc z nich twierdzi, ze jest Jedyna Prawda, to albo tylko
        > jedna ma racje, albo - zadna.

        A tyle osob twierdzi, ze prawdziwe moga byc wszystkie...
    • maly.ksiaze Pomniejsze Bostwa 12.12.01, 03:45
      Wczorajsze posty Malwiny i Toi cos mi przypomnialy - natchnely mnie te muzy, ze
      tak powiem.

      Czytalem jakis czas temu ksiazke pt. 'Small Gods' (Terry Pratchett). Tytul
      polski: 'Pomniejsze Bostwa', wydana w Polsce zupelnie niedawno.
      Otoz u Pratchetta jest tak: bogowie sa. Ale tylko wtedy, kiedy ludzie w nich
      wierza - jak bog traci wyznawcow, to slabnie i w koncu zanika. I odwrotnie -
      wielu wierzy - bog silny i zadowolony. To nie jest tak, ze oni karmia sie
      holdami - nie! Po prostu to, ze ludzie mysla, ze bogowie istnieja utrzymuje ich
      przy zyciu er.. moze lepiej: przy istnieniu.

      Jak wam sie podoba taka odpowiedz? Czyz nie jest tak, ze jesli w cos wierzymy,
      to cos istnieje?

      Pozdrawiam,

      mk.
      • Gość: czarek Re: Pomniejsze Bostwa IP: 65.128.156.* 12.12.01, 04:43
        jasne ze tak, a jeszcze jesli TO kochamy to ot i Caly Bog ucielesniony i
        uosobiony jak sie patrzy!
        • Gość: soso Re: Pomniejsze Bostwa IP: 195.41.66.* 12.12.01, 08:46
          Brawa dla Czarka. Nareszcie troche lekkosci. Toi oczywiscie takze przyjemnie.
          Niektore wywody sa przydlugie i .

          Jako dziecie takze nie wierzylem w Boga stad ten wstep Taira mnie zrazil do
          reszty a Toi zrobila reszte.


          PS PS

          Dzieki Malwince za podrzucenie watku. Ale Ci kadze, no nie? Jak Macius Tadowi
          nie przymierzajac.

          :-)
          • malwinamalwina Re: na czasie 12.12.01, 09:27
            wychodzi na to (pomniejsze bostwa) ze jest tak jak z gwiazdorem. Pamietam ze dziecko przyszlo ze
            szkoly w rozterce : mamo, koledzy mowia ze jestem glupi bo wierze w Gwiazdora a on nie istnieje.
            Jedyne co znalazlam do powiedzenia to ze gwiazdor istnieje pod warunkiem ze sie w niego wierzy.
            I do dzis tak zostalo mimo ze rozterki dziecka sa juz innego typu (blondynki, szatynki z piegami czy bez
            :-) ). Jest miesiac grudzien i wczoraj podczas wieczornych pogaduszek na tematy rozne wystrzelil mi
            klasyczne fr powiedzenie : noooo, chyba nie wierzysz w Pere Noel ! (co znaczy : nie badz naiwna).
            Spojrzal potem na mnie z ukosa i z usmiechem dodal : nie nie , oczywiscie ze Pere Noel existe !
            Co z tego wynika ? Ze wierzymy gdy nas to urzadza ?

            A w co wierza pragmatycy i inni materialisci ? W cos co nie istnieje ????
            • kwieto Re: na czasie 12.12.01, 11:27
              Materialisci i pragmatycy wierza, ze to co niezbadane nieistnieje. Albo, ze
              utylitarny model swiata (gdzie wazne jest tylko to co jes sensowne, uzyteczne i
              celowe) - jest swiatem rzeczywistym. A tak naprawde, to kazdy ma model swiata
              ktory mu siedzi w glowie (model stale ewoluujacy najczesciej), ktory opisuje
              swiat rzeczywisty - ale podkreslam: OPISUJE. Troche jak mapa opisuje terytorium
              jakiegos kraju. A jak bardzo madrze powiedzial niejaki A. Korzybski: "Mapa nie
              jest terytorium". Ergo - tworzony przez nas obraz swiata z cala pewnoscia tym
              swiatem nie jest - jest tylko jego mniej lub bardziej dokladnym opisem. Wiec o
              tyle czlowiek musi wierzyc w nieistniejace, ze jego zmysly, oraz umyslowa
              zdolnosc do uschematyzowywania obserwacji, uogolniania ich jest cecha wrodzona.
              Wychodzi, ze nie da sie zyc w swiecie 100% realnym, a wiec rzeczywiscie -
              czlowiek MUSI wierzyc w nieistniejace, bo jest to cecha jego fizjologi...

              To juz chyba piata moja teoria? Ale jestem plodny, hihi
              • malwinamalwina Re: na czasie 12.12.01, 11:52
                w ramach opozycji (a jakze!) uznaje to co nieuzyteczne (co przynosza spoleczenstwu intelektualisci ?
                gowno i tak trzymac !) niepotrzebne, bezwartosciowe (np lubie brylanty ;-), bezsensowne i nikomu na
                bude nie potrzebne.
                A z drugiej strony pragmatyczka ze mnie ohydna ! jak to mozliwe ?
                • kwieto Re: na czasie 12.12.01, 12:04
                  To jest zen!
              • kwieto Re: na Deser 12.12.01, 12:02
                A to z kolei inspiracja opowiadaniem Petera Bichsela, pt: "Ameryka nie istnieje!" - jest tam
                bardzo ladnie wyjasnione, dlaczego cos takiego jak ameryka po prostu nie moze istniec! Jesli
                slyszymy, ze ktos tam byl, przebywal - to jest to po prostu zmowa! :"))))
                Poza tym opowiadanie bardzo sliczne, polecam do przeczytania, przytocze tu rozmowe
                Kolumba z Amerigo Vespuci:
                Amerigo pyta: "Jak mam dotrzec do tego ladu?"
                Kolumb odpowiada: "Wyplynie pan na morze, i potem caly czas prosto..."

                No ale teraz przeloze jak mozna to opowiadanko zinterpretowac. Otoz wychodzi na to, ze na
                wiare przyjmuje wszystko czego namacalnie nie moge poznac. Na przyklad ktos mi pokazuje
                zdjecia z Himalajow, opowiada, ze to takie gory, ze w Tybecie, ze Nepal, ze najwyzsze
                szczyty swiata.... A ja moge jedynie UWIERZYC, ze tak jest w istocie. Poniewaz z mojej
                perspektywy, Himalaje po prostu nie istnieja! Mieszcza sie poza moim poznaniem, a relacje,
                ze takie cos jak Himalaje istnieje w istocie, i ze geografowie mowia prawde, i ze na zdjeciach
                rzeczywiscie sfotografowane sa te gory a nie inne, albo wogole nie jest to jakies oszustwo -
                musze to wszystko przyjac NA WIARE! Czyli widziany na zdjeciach slynny ostatnio "Ginger"
                tez jest swego rodzaju aktem wiary - bo musze uwierzyc, ze te zdjecia i opisy nie klamia (a
                praktycznie nie mam mozliwosci weryfikacji z rzeczywistoscia). Wiec tak naprawde wiekszosc
                nauk (Geografia, historia, fizyka, itd.) dla przecietnego czlowieka, ktory nie przeprowadza
                samodzielnych doswiadczen, podrozy, czy nie jest naocznym swiadkiem czegos - jest tylko
                widziadlem, w ktore musi uwierzyc!
                • kwieto Deser Deseru 12.12.01, 12:14
                  Taka mysl z ostatniej chwili:

                  W sumie gigantycznym aktem wiary jest to forum. No bo skad niby mam wiedziec, ze za
                  wszystkimi postaciami na tym forum nie stoi jakis gigantyczny superkomputer, sztuczna
                  inteligencja, ktora robi mnie wlasnie w bambuko? Albo skad mam wiedziec, ze Malwina ma
                  na imie Malwina i ze mieszka we Francji?? Skad mam wiedziec, ze Fnoll jest studentem
                  psychologii, ze Toi przebywa wlasnie w Sztokholmie, ze MalyKsiaze jest w Kanadzie, i ze na
                  codzien wszyscy ktorzy sie tu wypowiadaja wierza w to co tutaj mowia?
                  Musze to wszystko przyjac na wiare, nie mam innej mozliwosci. Nawet jesli dostane od
                  kogos maila, moze to byc list wygenerowany przez ow superkomputer. Zdjecie - moze byc
                  to zdjecie przypadkowej osoby, Telefon, kartka poslana przez zwykla poczte? A jesli Poczta
                  jest w zmowie??

                  Tak, tak, forum to gigantyczny akt wiary! Dopiero teraz zdalem sobie sprawe, ze Internet
                  jest az tak transcendentalny! :")))
          • maly.ksiaze Soso mnie wkurza 12.12.01, 14:13
            Ja przepraszam, ze ad personam, ale strasznie mnie irytuje Twoje ferowanie ocen
            (czy tylko mnie, czy jeszcze kogos?): ten ladnie, tamten lekko, inny przyjemnie,
            ta zaimponowala, niektorzy za dlugo bla, bla, bla.
            Czy moglbys sie od tego powstrzymac?

            Z uszanowaniem,

            mk.
            • Gość: renka Re: Soso mnie wkurza IP: *.home.cgocable.net 12.12.01, 14:28
              Mam okazje,to powiem, ze soso mnie wkurzyl tez , rozdawaniem na lewo i
              prawo "latek", a szczegolnie, ze w sposob impertynencki ocenil moja
              osobe.Dlaczego wciaz oceniacie ludzi , tow. soso ? Kto wam dal takie prawo?
              Ludzi trzeba akceptowac takimi jacy sa. Szczegolnie na tym forum , kazdy ma
              prawo do swojej opini.
              • kwieto Sio! Na krzaczek! 12.12.01, 14:44
                Renka, prosze o ustosunkowanie sie do tematu watku, albo oszczedzenie nam podobnych
                komentarzy. Czy Twoja jedyna dzialalnosc to dogadywanie innym? Maly ksiaze uczestniczy
                w dyskusji, wiec jego wypowiedz jest w jakis sposob uzasadniona. Twoja to tylko
                krytykanctwo i przykopywanie. Znowu usilujesz robic "watek w watku". Jak masz do kogos
                pretensje to zaloz oddzielny watek, np. pt: Zale Renki, a nie mieszaj sie w dyskusje, jesli nie
                chcesz wypowiadac sie na temat.
      • Gość: Toi Re: Pomniejsze Bostwa IP: *.cm-upc.chello.se 12.12.01, 14:54
        Nieee.
        • Gość: Toi Re: Pomniejsze Bostwa IP: *.cm-upc.chello.se 12.12.01, 14:57
          To Re na posta malego.ksiecia pod tym tytulem bylo, ku wyjasnieniu, bo jak
          zwykle sie balagani
          • Gość: soso Przepraszam Malego Ksiecia IP: 195.41.66.* 12.12.01, 18:15
            Rzeczywiscie, cos tam pisze na boczku bo czytam i czasami jak juz merytorycznie
            nie mam nic do dodania to chociaz sie wynurze z brawkami dla malego ksiecia.
            Ale, prosze, nie traktuj tego jako sadow lub nadawania cenzurek. Po prostu
            fajnie piszecie i podoba mi sie. Wolisz jakbym pisal: wyrwales mi to z ust?

            Ale obiecuje sie poprawic i szczegolnie na Twoj temat ani slowa.

            Nie traktujmy wszystkiego tak powaznie :-)

            Wiem, ze sie narazilem, bo napisalem, ze dotad Ciebie nie czytywalem, Szczerosc
            nie poplacila i oberwalo mi sie. Ciebie trzeba czytac z nabozenstwem a juz w
            ogole zadnych uwag czy komentarzy. Chwalenie innych wypowiedzi? Impertynencje!

            Zrozumielem i spylam z watku Arcyksiecia.

            (Wiem tez, ze jak juz dostaniesz okres to staniesz sie milszy.)




            Zawsze sobie wyobrazam dyskusja na forum jako dyskusje siedzacych przy wspolnym
            stole i takie potakniecie glowa jest zupelnie naturalne. Naprawde Cie to az tak
            irytuje? Oj, wrazliwa duszyczka.
            • maly.ksiaze Do Soso - tym razem koncyliacyjnie 12.12.01, 18:38
              Soso,

              Nie chodzi mi o to, aby Cie wygonic z watku (nawiasem mowiac - nie jest to 'moj'
              watek, ani nikogo innego), przywolac do porzadku, udzielic lekcji itd.
              Poniewaz jednak oceniasz wypowiedzi 'zbiorczo', nie odnoszac sie do meritum
              zadnej, pozwolilem sobie poprosic Cie (jeszcze raz: poprosic Cie) o to, bys
              takich grupowych cenzurek nie wystawial. Przybierasz ton arbitra, dla mnie to
              troszke nieznosne.
              Nie podoba Ci sie jakas mysl - wal smialo i bez litosci. Dyskutuj, chwal, huknij,
              przygon, wystrasz.
              Prosba jak to prosba - zrobisz co chcesz: ja sie na Ciebie nie obraze w zaden
              przykladny sposob, nie zabiore zabawek do innej piaskownicy.

              Pozdrawiam,

              mk.

              PS. Ladnie piszesz, tylko troche przydlugo. Za maly dystans do rzeczywistosci.
              Musisz nad tym popracowac. ;-))
        • maly.ksiaze Re: Pomniejsze Bostwa 12.12.01, 18:46
          Mila Toi,

          Mam pytanie:

          > Nieee.
          Nieee co?

          Pozdrawiam,

          mk.

          PS. A ksiazke polecam - jesli oczywiscie trawisz ten rodzaj poczucia humory, jaki
          tam znajdziesz.

          m.
          • Gość: Toi Re: Pomniejsze Bostwa IP: *.cm-upc.chello.se 12.12.01, 20:40

            Nie jest tak, ze jezeli w cos wierzymy, to cos istnieje.

            PS Czy trawie ten rodzaj poczucia humory (tej humory?) nie wiem jeszcze,
            chetnie sie przekonam! :))))

            Pozdrawiam, no i zagaaaaaadka gdzieee...
            • Gość: mariposa a moze na poczatek... IP: *.biz.mindspring.com 12.12.01, 20:52
              ... uwierzyc w WIARE...

              tylko JAK?

              czy WIARE (w Boga, cuda, milosc, wygrana na loterii) mozna sobie wmowic?
    • anomen Re: czy czlowiek... 17.12.01, 03:16
      malwinamalwina napisał(a):

      > ...potrzebuje wierzyc w to co nie istnieje ?

      No jasne. Nawet empiryk wierzy w niewidzialną zasadę "poznaje przez zmysły."
      (spróbuj ją zobaczyć):-)

      Oto przyszly temat café philo. Wlo
      > sy mi siwieja , a zwoje
      > mozgowe prostuja sie rozpaczliwie. Czy was to inspiruje ? (bo mnie nie bardzo :

      mnie też :-)

      > Zaczelam od segregacji tego co istnieje od tego co nie istnieje i juz tu mam pr
      > oblem.

      ciężko mówić o czyms co nie istnieje. Jesli mamy jakąś o czyms wiedze to to
      istnieje. To, ci nie istnieje jest niepoznawalne; to, co niepoznawalne choć może
      istniec wymyka się spoza wszelkeij naszej dyskusji.

      > Bo co istnieje ?

      Ha! Oto pytanie!
      Istnieje to, co Bóg opisał. Czyli: co Bóg poznał do konca. Czyli: On sam i
      stworzenie (to, co stworzył).


      stol ? drzewo ? potega ? milosc ? ( nawet nie dodam" bog" bo
      > sobie zupelnie nie
      > poradze....:-( )

      co Ty - właśnie musiz dodać. Bez Boga nic Ci sie nie poukada (choć pewnie wielu
      zaprzeczy, ale co tam)

      > Mam myslowa czkawke ....

      Módl się. Myślenie bez pierwiastka duchowego jest jałowe.
      • Gość: soso anormalny omenie, IP: 195.41.66.* 17.12.01, 10:45
        Z tym Bogiem to moze dla Ciebie prosta sprawa i nawolywanie do modlitwy na
        wszystkich mozliwych watkach przeslaniem ale nie wszyscy tak maja. Dla wielu
        wiara jest problemem lub tematem do rozwazan a nie czyms co sie czuje po prostu
        i koniec.

        Wierz mi :-)

        No i zamulanie wszystkich watkow nawolywaniem do modlitwy takze niewiele wnosi,
        poza tym, ze informuje, ze i ksieza ('ksieza'?) sa wsrod nas na forum i niosa
        swe przeslanie.
        • Gość: Toi przeslania IP: *.cm-upc.chello.se 17.12.01, 17:28
          Kazdy ma tu swoje przeslania, soso, nawet jesli mysli lub mowi, ze nie ma...
          Niektorzy tylko wpadaja w krzewienie tego i owego, ale anomen jeszcze nie jest
          na tym etapie, przynajmniej na forum.

          A powie ci pewnie, ze o wiare tez mozna sie modlic.

          pzdr!
          • maly.ksiaze Re: przeslania 17.12.01, 17:31
            Bardzo trafne. Jakie jest Twoje przeslanie?

            Pozdrawiam (ciagle oniesmielony),

            mk.
            • Gość: Toi Re: przeslania IP: *.cm-upc.chello.se 18.12.01, 05:13
              No przeciez napisalam, ze jest w kazdym poscie praktycznie...

              Oniesmielony m-k, a to ciekawe. Since when

              pzdr :)


              maly.ksiaze napisał(a):

              > Bardzo trafne. Jakie jest Twoje przeslanie?
              >
              > Pozdrawiam (ciagle oniesmielony),
              >
              > mk.

              • maly.ksiaze Oniesmielenia 18.12.01, 05:36
                Gość portalu: Toi napisał(a):

                > Oniesmielony m-k, a to ciekawe. Since when
                www.gazeta.pl/alfa/home.jsp?dzial=0511&forum=210&wid=686989&aid=694169
                ;-))))))))
                • Gość: Toi A-haaa! :)))))))))))))))) IP: *.cm-upc.chello.se 18.12.01, 05:47
                  Aaaa-a. Ups, no to pardon, no ale przeciez tam jest wyraznie napisane, ze i
                  tak wole nosorozce, czyz nie? Na dodatek one sie z tego ciesza i informuja o
                  tym. Nie jestes nosorozcami, n'est-ce-pas ? Mozesz sie zatem oniesmielac
                  dopiero gdy i jesli z nosorozcami nie wyjdzie...
                  :)))))))))))))))))))))))))))))))
                  • Gość: maly.k Re: U-huuuu! :)))))))))))))))) IP: *.BrockU.CA 18.12.01, 15:22
                    No prosze, oto kobieta. Najpierw pokaze ci niebo, ale zanim zdazysz sie
                    rozgoscic - buch! - kopniakiem do piekla.
                    Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaa...
                    .
                    .
                    .
                    .
                    ....
                    Hmm, cieplutko tutaj.
                    - O! Dzien Dobry, panie generale, jak tam sprawy. Wlasnie, wlasnie. Moze pan
                    przypadkiem wie: jajko? W jakim sensie kopniete?

                    Pozdrawiam,

                    mk.
                    • Gość: Toi Re: U-huuuu! :)))))))))))))))) IP: *.cm-upc.chello.se 18.12.01, 16:42
                      Jestes niesprawiedliwy, a niebo zostalo potraktowane... e, niewazne
                      Jest mi przykro





                      bardzo



                      • maly.ksiaze Re: U-huuuu! :)))))))))))))))) 18.12.01, 16:52
                        Nie chcialem sprawic Ci przykrosci. Czy moglabys zajrzec do skrzynki gazetowej,
                        prosze?

                        Przepraszam,

                        mk.
                        • Gość: Toi Re: U-huuuu! :)))))))))))))))) IP: *.cm-upc.chello.se 18.12.01, 17:26
                          Dlaczego na gazetowa?...
                          Odpisalam
        • Gość: fnoll wodniste metafory IP: 195.150.224.* 17.12.01, 18:52
          zamulanie watkow modlitwa?

          soso - masz dusze poety! ;-)

          co za sumy buszuja w tym mule? i jakie muly swoimi kopytami mul ten maca?

          w nieswietej wodzie forum osiada mul nawolywania do modlitwy...

          muuuudlcie sie!!!

          [ oj, chyba sie troche zagalopowalem, sorki ;-) juz wyjmuje kopytka z tego
          tematu i otrzasam swoj ogon ]
      • kwieto Anomen a Bog 17.12.01, 19:00
        Placzesz sie kolego - no bo stwierdzasz, ze: "To, ci nie istnieje jest
        niepoznawalne; to, co niepoznawalne choć może istniec wymyka się spoza
        wszelkeij naszej dyskusji."

        Zarazem z calkowita pewnoscia stwierdzasz: "Istnieje to, co Bóg opisał. Czyli:
        co Bóg poznał do konca. Czyli: On sam i stworzenie (to, co stworzył)."

        A czyz Bog nie jest niepoznawalny?

        Wiec wychodzi na to, ze to co istnieje (ziemia, stworzenia, rosliny, i tak
        dalej) pochodzi od czegos co nie istnieje i wzielo sie znikad!
        Nie rozumiem skad jestes tak pewien istnienia niepoznawalnego - na jakiej
        wlasciwie podstawie?

        Wiec istnienie Boga opierasz na WIERZE - a wiara nijak sie nie ma do poznania,
        prawda?
        • Gość: Toi Re: Anomen a Bog IP: *.cm-upc.chello.se 18.12.01, 05:09
          Ja przepraszam, ze sie wtrace, wiem, ze interesuje Cie tok myslenia anomen
          (anomena?), ale zawsze nie moge sie powstrzymac gdy cos jest oczywiste: Dla a.
          Bog jest poznawalny w stopniu wystarczajacym by stwierdzic, ze istnieje, dzieki
          owemu 'pierwiastkowi duchowemu'.
          • Gość: czarek Re: NomenAnomen IP: 65.128.156.* 18.12.01, 06:12
            ciekawe czy to pierwiastek duchowy, czy dogmatyczno-aksjomatyczny?
            a czy zycie moze byc modlitwa bez wypowiadania tego slowa?
            'Modl sie w komorze, tak zeby nikt cie NIE widzial (Slyszal co o tem?)

            'Bog jest swiatloscia dla biednych dusz
            ktorych ogarnia nocna mgla,
            Lecz Ludzki Ksztalt Jawi sie tym
            ktorzy mieszkaja w Krainach dnia...'

            Nie rob z siebie blazna jedynomyslnej wyroczni, pod ktora kryje sie
            sfrustrowana zadza eks-arcy-inkwizytora... nawracania na swoja prawo-myslnosc.

            A slyszales drogi nawracaczu taka starozytna przypowiesc
            o tym jak to Bog sie odezwal do wiszacego na krzyzu Chrystusa?
            Bog: Widzisz, Boga juz nie ma... Odtad swoje wlasne Czlowieczenstwo
            ucz sie czcic!
    • Gość: jaro Re: czy czlowiek... IP: 172.30.23.* 18.12.01, 07:04
      Zawsze mnie dziwi, dlaczego ludzie kojarzą wiarę jako coś sprzecznego z
      racjonalizmem. Spróbujmy wyrazić to tak: wiara, nawet religijna to suma pewnych
      doświadczeń wyrażona w zdaniach sformułowanych według zasad logiki
      metaforycznej. W swym najgłębszym rozumieniu wiara jest poszukiwaniem drogi
      życiowej, postawy życiowej wobec sytuacji społecznych i problemu roli w
      otaczającej rzeczywistości. Co więcej, można zweryfikować, które zdania danego
      typu „wiary” są rzeczywiste, a które puste. Weryfikuje to życiowe
      doświadczenie, realność metafor do sytuacji rzeczywistej, ich współbrzmienie
      lub nie z ludzką psychiką, realność zachowań społecznych itd.

      W sensie dosłownym, to jest nie-metaforycznym zarówno reinkarnacja jak
      i „wszyscy pójdziemy do piachu” to równorzędne zdania, wyrażające jakiś bliżej
      nie możliwy do zrealizowania pogląd. W ten sposób na pewnej płaszczyźnie
      znaczeniowej wszystkie religie i wiary, postawy, de-izmy i a-teizmy to poglądy.
      W swoisty sposób nawet bzdurne. Wiara tego rodzaju polega na czymś o wiele
      głębszym, wymaga znajomości siebie, ludzi, różnorodności sytuacji i poglądów.
      Siebie lokuję po stronie osób wierzących. Ale nie lubię bajek, to jest
      zbytniego oderwania wiary od sytuacji egzystencjalnej.

      Z innej bajki: proszę nie mieszać matematyki z fizyką i a rzeczywistością.
      Pewne byty to byty intelektualne a inne realne, to jest dość rozsądne
      rozgraniczenie. Matematyka może być narzędziem dla fizyki, ale spełnia tu rolę
      języka.
      • Gość: Toi logika metaforyczna, yeah baby IP: *.cm-upc.chello.se 18.12.01, 07:27
        Ladne jaro. Acz cos nowego padlo jedynie w kwestii weryfikowania. Acz owo
        weryfikowanie przez niektorych czesto nazywane jest chodzeniem na kompromisy,
        slaba wiara, hipokryzja, brakiem konsekwencji, wygodnictwem, dostosowywaniem Boga
        do siebie, jak zawylby anomen, lub, po prostu dowodem na to, ze rozum kloci sie z
        wiara i nad nia goruje.

        Powiedz tez, wiara jakiego rodzaju, cytuje:

        >Wiara tego rodzaju polega na czymś o wiele
        > głębszym, wymaga znajomości siebie, ludzi, różnorodności sytuacji i poglądów.

        A z innej bajki:

        >Matematyka może być narzędziem dla fizyki, ale spełnia tu rolę
        > języka.

        Ja, prosze Pana jaro, matiematiki nie umiem i jej jezykiem nie posluguje sie.
        Posluguje sie kalkulatorem w sytuacjach typu 4 minus 2, bo z dodawaniem troche
        latwiej.

        pzdr! ;)

        • Gość: Toi Re: logika metaforyczna, yeah baby, PS IP: *.cm-upc.chello.se 18.12.01, 07:30
          A moze o cos innego Ci chodzilo z tym jezykiem, popracuj nad koherentnoscia,
          tak sie to chyba nazywa, hm?
      • Gość: soso oczywiscie wszystko moze kojarzyc sie z modlitwa IP: 195.41.66.* 18.12.01, 07:33


        Wszystko moze byc powiazane z modlitwa ale jak sie wjezdza z tym wszedzie - np.
        watki o feminizmie - to dla mnie juz tylko dookola macieju.

        Zamulanie watku to takze jak przychodzi mul i stoi taki mulowaty z wypisanym na
        grzbiecie 'modlcie sie'. A my tu panie o matematykach, fizykach i metafizykach.
        A on ma takie duze, mule oczy i patrzy na nas mgliscie przez lzawa zaslone. Toz
        to moze watek sie splatac a jezyk kolkiem stanac.



        såså
      • kwieto Re: czy czlowiek... 18.12.01, 11:56
        Jaro napisal:

        "Wiara tego rodzaju polega na czymś o wiele głębszym, wymaga znajomości siebie,
        ludzi, różnorodności sytuacji i poglądów."

        Ja sie nie bede klocil "o wyzszosci" czy innych takich - ale wlasnie wraz z
        glebszym poznaniem siebie, roznorodnosci sytuacji i pogladow - u mnie wiara
        zaczela zanikac. Wiec to nie dokonca tak z ta wiara - dla jednego dana sytuacja
        spowoduje poglebienie wiary, dla innego jej splycenie.

        Natomiast Anomen z modlitwa jako lekiem na wszystko troche przesadza.
    • nikt_inny a wierzysz w internet..? 18.12.01, 12:22
    • nikt_inny a wierzysz w internet? - właściwie też go nie ma 18.12.01, 12:26
      a wierzysz w internet? - właściwie też go nie ma, jest nienamacalny, tylko
      jakieś zera i jedynki gdzieś na serwerach po świecie, połączonych cienka
      pajęczynką kabli... to świat który nie istnieje bo nie bożna go dotknąć tak jak
      drzewa ale można się w nim zanurzyć... można się tu urodzić, zakochać,
      pracować, znienawidzić, i umrzeć
      • Gość: soso Re: a wierzysz w internet? - właściwie też go nie ma IP: 195.41.66.* 18.12.01, 13:03
        Podobno w nowej wersji litanii do wszystkich swietych 'wiezo z kosci sloniowej'
        bedzie zastapione przez 'internecie okoloswiatowy' - tak przynajmniej sugeruja
        zrodla zblizone do watykanskich. Wierze w internet!
        • kwieto Re: a wierzysz w internet? - właściwie też go nie 18.12.01, 14:16
          Wierze w Internet powszechny, pakietow przesylamie, maili dostarczanie....

          Ale pisalem juz gdzies wyzej, ze Internet jest przezyciem transcendentnym - nie
          chce mi sie powtarzac, post jest gdzies na tym watku :")))))
          • Gość: soso Re: a wierzysz w internet? - właściwie też go nie IP: 195.41.66.* 18.12.01, 14:21
            Kurtka na wacie, kwieto, to jest dopiero temat, no nie! W koncu dookola sami
            specjalisci. Czyz nie powinnismy sie powymadrzac!

            såså
            • kwieto Re: a wierzysz w internet? - właściwie też go nie 19.12.01, 00:49
              A ja z waciakiem nigdy nie mialem do czynienia :((((

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka