Gość: Mevillian
IP: *.blich.krakow.pl
30.06.03, 14:44
witam -
zainspirowana watkiem zalozonym przez tea_time opowiem dalsza czesc pewnej
smutnej historii, wylozonej wczesniej w jednym z watkow jakies dwa tygodnie
temu - watek byl o koledze, ktory chcial popelnic samobojstwo, gdyz ma raka
pluc i krtani.
Opowiedzial o tym kilku, potem kilkunastu - i wiecej - znajomym [ o tym, ze
choruje na raka]. Jako ze byla to rzecz ciezka dla niektorych do zniesienia,
wiec tak wiec zaczeli razem naradzac sie, jak koledze pomoc...
I wtedy pojawily sie niescislosci. Mniejsza o to, jakie - rzecz w tym, ze
czesc z tych osob juz wie, ze zostala... oszukana, wykorzystana,
zmanipulowana. "Kolega" nieco poprzekrecal fakty, pozmienial wersje,
prezentowane poszczegolnym osobom [tak, by mialy wieksze oddzialywanie]. A
wszystko to po to, by znalezc sie w pewnej grupie, traktowany na szczegolnych
prawach.
To bardzo ciezkie slowa, wiem o tym - brzmia niemal jak oskarzenie. jednak -
niestety - coraz bardziej jestem utwierdzona w przekonaniu, ze ten czlowiek
zrobil to tylko po to, by wzbudzic w swoich znajomych wspolczucie i nie
zostac przez niech odrzuconym.
Jak teraz sie zachowac? przedstawic mu dowody? watpliwosci?
i pytanie tez do Was - jak sadzicie, jak daleko mozna sie posunac, by zyskac
czyjas akceptacje..?