Dylemat moralny. Rodzinny.

03.10.07, 02:53
Eh chcialabym o tym zapomniec, ze mam rodzine. W zasadzie jej
resztki. Rodzice nie zyja. Siostra - zawsze bez zbytniej moralnosci -
wyszla za maz za goscia z marginesu. Gosc od razu zakasal rekawy i
zaczal dzialac w naszej rodzinie. Przyspieszyl i uczynil nieludzka
smierc babci - zadzialalm zbyt pozno, ale chociaz wezwalam
pogotowie. Teraz zajal sie sprawa spadkowa. Ale zamiast wynajac
prawnika do rozmow lub isc do sadu moja siostra z mezem zaczeli od
grozb pobicia i prob wlamania sie do mnie do domu. Gdy juz po
miesiacu spisali swoje nieskladne zadania wszystkiego,
zorganizowalam spotkanie z prawnikiem - niestety z jego powodu
przesuniete zostalo na nastepny tydzien. Moja rodzinka nie czakala -
dzis znow probowala sie wlamac i zniszczyla zamek, do ktorego nie ma
kluczy. Jutro ide na komisariat, policja chce tez obejrzec zamek.
Zlozenie zeznan przeciw nim lub wniosku w prokuraturze o
przestepstwie uniemozliwi polubowne rozwiazanie sprawy spadkowej.
Juz nigdy z nimi nie bede miec kontaktu - a mamy jeszcze wspolnego
starego dziadka... Ostrzegalam ich kilka tygodni temu, ze lamia
prawo... A tu dzis znow proba wlamania... Boje sie o wlasne zycie.
Chyba musze kazac aresztowac wlasna siostre, no pieknie...
    • kryzolia Re: Dylemat moralny. Rodzinny. 03.10.07, 09:07
      Nie masz takiego dylematu. Siostra go nie miała.
      Musisz to przetrwać i nie miej żadnych wątpliwości.
    • jan_stereo Re: Dylemat moralny. Rodzinny. 03.10.07, 10:09
      Siostre z mezem ktos musi nauczyc jak sie w zyciu sprawy maja,
      szkoda ze padlo na Ciebie, ja bym jednak nie mial tu zadnych
      dylematow moralnych. Nie wiedza co to jest ugodowe podejscie i
      kompromisy to sie dowiedza byc moze o paru innych, mniej
      przyjemnych, rzeczach wynikajacych z lamania prawa.

      ps. a w zasadzie to fakt, nie masz rodziny...
      • mahadeva Re: Dylemat moralny. Rodzinny. 03.10.07, 12:36
        Niby ciagle mamy sie spotkac u prawnika, zeby to rozwiazac
        polubowanie. Wejscie na droge sadowa bedzie mnie troche kosztowac -
        musialabym wziac kolejny kredyt. Na dodatek jesli ich zglosze - to
        juz nigdy z nimi nie bede rozmawiac i to wcale nie gwarantuje, ze
        nie nasla kogos, zeby mnie spral - wczorak zamka nie zniszczyl maz
        sistry, albo ona, albo ktos im pomagal. Nie mam nagranych ich grozb.
        Nie mam kasy, zeby sie wyprowadzic - mam koty. Oj nie tak sobie
        wyobrazalam zycie...
        • jan_stereo Re: Dylemat moralny. Rodzinny. 03.10.07, 22:33
          Skoro i tak sie znimi spotykasz, postaraj sie to zrobic nastepujacy sposob, najzwyczajniej w swiecie wypunktuj im (najlepiej na kartce, niech sobie ja zabiora) jakie poniosa straty finansowe/prawne jesli nadal beda kontynuowac sposob agresywnej presji na Ciebie. Daj im tez bardzo jasno i moze nawet kilkukrotnie do zrozumienia, ze zdajesz sobie swietnie sprawe, ze chca i moga probowac zrobic Ci krzywde i ze mimo tego nie znikniesz z ich zycia tak jak sobie tego zycza, mam na mysli sprawy spadkowe. Daj im tez jasno do zrozumienia co moga zyskac jesli sie ugodzicie. Jesli to sa prosci ludzie, to liczby przemowia im jakos do wyobrazni. Szkoda ze sie nie mozesz przeprowadzic w inne nieznane im lokum. Mozesz tez blefowac, kiedy trzeba.Nie znam szczegolow o co konkretnie walczycie na tym stole spadkowym, ja bym nawet wywalil takie cos, ze zwyczajnie przekaze swa dorowizne osobom trzecim, z ktorymi nigdy nie wygraja, jak bedziesz zmuszona. To takie zgadywanki, to ostatnie zdanie.
          Jak uznasz, ze moze Cie to zbyt duzo kosztowac i ze zapowiada sie jeszcze gorzej, to faktycznie olej ich z gory na dol i jeszcze sie pomodl w intencji rodziny, i zapomnij ze istnieja,koty sa fajniejsze i wazniejsze :"))
    • abir1111 Re: Dylemat moralny. Rodzinny. 03.10.07, 12:05
      Doskonale rozumiem Twoje dylematy...łączy nas wspólnota
      przezyć...poczucie osamotnienia .Tysiące pytań dlaczego tak się
      dzieje?W miom przypadku całkowite odrzucenie przez rodziców,osoby do
      których tak bardzo chcemy przynależeć,mamy prawo do ich miłości i
      zainteresowania.Moja rodzina(coraz częściej mam poczucie że to
      niewłaściwe słowo)nie potrafi zaakceptować moich decyzji,oganięci
      chęcią kontrolowania mojego zycia uznali,że albo się
      podporządkuję,albo mnie wyrzucają...Ponieważ wierzę w słuszność tego
      co robię,niesiona głosem serca postanowiłam pójśc swoją drogą.Ich
      reakcja była zaskakująca- ogarnięci chęcią zemsty i nienawiścią
      próbują mnie niszczyć.Jest to bolesne także dlatego,że uderza to w
      ludzi,których kocham najbardziej na świecie..w moją córkę i partnera.
      Byli świadkiem przerażających scen,stali się ofiarami ich chorej
      nienawiści.Jedynym sposobem dochodzenia swoich praw jest droga
      sądowa,walka o odszkodowanie za wyrzucenie z domu,zniszczenie
      rzeczy,dokumentów,grożby karalne,także z bronią w ręku...ot
      zwyczajna przyzwoita rodzina,ciesząca się dobrą opinią w środowisku.
      ...nie żałuje żadnej decyzji,staje w obliczu bolesnej prawdy...tak
      naprawdę nigdy nie miałam kochających rodziców...
      tak więc Twoje dylematy są mi bliskie...z jednej strony oczekiwanie
      sprawiedliwości,a z drugiej tysiące wątpliwości,bo to najblizsi!
      Dziwnie to brzmi ,bo na czym ich bliskość polega?
    • mona.blue Re: Dylemat moralny. Rodzinny. 03.10.07, 22:42
      Nie daj im się zaszantażować, skorzystaj ze swoich praw nawet
      składając zeznania na policji. Tak od razu nikogo nie aresztują.
Pełna wersja