Dodaj do ulubionych

na ratunek prosze POMÓC mi

13.10.07, 21:45
WItam nie wiem co zrobic a moja sutacja wyglada tak : od 4 lat
jestesmy z mezem po slubie on ma 27 lat ja 24 nie mamy dzieci kazde
z nas zajete jest praca ...mieszkamy sami w domku, jeszcze rok po
slubie wszystko bylo super ale teraz juz nie mam sily na to wszystko
maz czepia sie bzdur jeednym slowem a przy tym drze sie na mnie,
wyzywa to jest dla mnie tym bardziej bolace ze pol roku temu umarla
mi mama i bardzo mi ciezko ale on zupelnie sie tym nie przejmuje tym
jak jest mi ciezko. O kazda blachostke musze sie go pytac o
pozwolenie np nie moge kupic chociazby takiego szamponu tylko to co
on chce rokzuje mi po prostu a ja nie mam z wnazszym zwiazku nic do
powiedzenia zawsze musze sie na wszystko zgadzac tak jak on chce tak
ma byc istny terror. Zadna chyba kobieta nie chcialaby byc wyzywana
przez meza i aby jej rozkazywal ze wszystko czego sie dotknie to zle
robi albo psuje. :) Czy ten zwiazek ma sens tolerowalam jego
wyzywska 2 lata ale juz nie mam sil prosze o odpowiedz a moze jest
jakas szansa by to ratowac
Obserwuj wątek
    • mahadeva Re: na ratunek prosze POMÓC mi 13.10.07, 21:49
      jestes jeszcze b mloda :) takie doswiadzcenia sa potrzebne, zeby
      zmadrzec
      rozwaz czy lepiej sie rozwiesc - czy znajdziesz kogos, czy zniesiesz
      samotnosc
      czy lepiej zostac
      • justyna834 Re: na ratunek prosze POMÓC mi 13.10.07, 22:46
        to juz chyba przyzwyczajenie albo ten albo nikt to juz nie milosc
        chyba .Owszem chcialabym miec normalny dom miec dzieci i kochajacego
        meza ktory by mnie wyzywal i ktrego nie musialabym sie pytac czy
        moge kupic buty albo zel pianke do wlosow bo najbardziej wkurza mnie
        to ze o wszystko musze sie go prosic ale jak on cos potrzebuje to
        jest ok i mam sie zgadzac choicazby na to by on kupil sobie
        wiatrowke a uwazam to za zbedna rzecz ale ja nigdy nie moge miec nic
        dla siebie i kupowac tego co ja chce. Mnie nie chodzi o kupowanie
        tylko o to by byl dla mnie mily nie kryczal na mnie zwlaszcza bo
        jest nie mle czasem sie ciesze ze nie mamy dzieci. ... dzekuje za
        odp.
        • michunia Re: na ratunek prosze POMÓC mi 13.10.07, 23:16
          dlaczego on wtraca sie do Twoich wydatkow? Przeciez pracujesz i sama
          zarabiasz, zreszta jakby bylo inaczej to i tak nie powinien...
          nie pozwol na siebie krzyczec, zareaguj stanowczo, postaw granice ,
          ktorych ma przestrzegac..a jesli to sie nie sprawdzi.uciekaj
        • edytaczajka Re: na ratunek prosze POMÓC mi 13.10.07, 23:20
          uciekaj od tego chłopa czym prędzej i dobrze, ze nie masz dzieci, bo szkoda,
          żeby patrzyły się potem jak on Ciebie traktuje. myc może powiela wzorce ze
          swojego domu w jakim był wychowany.
          Musisz być już bardzo zdesperowana skoro napisałaś takiego maila.
          Czy ty jesteś na utrzymaniu męża? Sytuacja faktycznie nieciekawa. To czego Ci
          potrzeba to siły. Jesteś młoda i możesz ułożyć sobie życie na nowo. Sytuacja o
          tyle mniej skomplikowana , że nie ma dzieci.
    • green_land Re: na ratunek prosze POMÓC mi 14.10.07, 10:05
      Przyda Ci się: forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=24087

      Olej gada, niech się wyżywa na innych.
      I bardzo ważne - nie pokazuj po sobie, że się go boisz! Bądź pewna
      siebie i zdecydowana. On żeruje na Twoim strachu i dzięki niemu jest
      silny! Jak mu pokażesz, że się go nie boisz, że on Ci do szczęścia
      nie jest potrzebny, że sobie doskonale bez niego poradzisz, wygrasz!
      Nie bierz do siebie jewgo ewentualnych słów, że nie uda Ci się nie
      dasz rady, jesteś do niczego. Ale nie daj się też zwodzić słowami,
      że to dla waszej miłości, dla Twojego dobra itd., bo to typowa gadka
      tyrana.
      Jesteś młodziutka i całe życie przed Tobą:) Nie pozwól takiej
      gadzinie zmarnować ani jednego dnia więcej!

      Trzymam baaardzo mocno kciuki za Ciebie! Nie daj się!
    • lirne Re: na ratunek prosze POMÓC mi 14.10.07, 10:29
      Sadze ze musisz nauczyc go szacunku.To typowe zachowanie mężczyzny który ten
      szacunek stracił ,nie mysl ze dlatego ze ty sie nie szanujesz bo widze ze jestes
      dobra i milą kobieta która nie szuka konfliktów i chce tylko zeby bylo dobrze
      ale masz prawo tez wymagac, tez jestes wazna i twoje potrzeby równiez.jesli
      jestes na jego utrzymaniu to to zmien, znajdz prace jesli nie jestes to nie ma
      sie czym przejmowac.Ja nawet nie pytałabym czy moge kupic!Poprostu nie pytaj NIE
      MUSISZ! KUP JESLI CI SIE PODOBA, gdy zacznie ci robic wyrzuty to nie wdawaj sie
      w dyskusje tylko utnij to krótko i stanowczo.moze jest tu troche twojej winy ,ty
      musisz byc przekonana ze to ci sie nalezy to sie bedzie przekładało na ton
      twojego głosu i on tez to zauwazy i zacznie myslec tak jak ty.pocwicz pewnosc
      siebie.REAGUJ GDY ON CIE WYZYWA!nie pozwól mu.gdy zaczyna powiedz ze "nie
      pozwole ci sie tak od mnei odzywac"postrasz go gdy zacznie to robic spakuj sie i
      wyjdz do mamy kolezanki kogokolwiek, nie wracaj z podkulonym ogonem tylko jak do
      kogos kto cie obraził , i po reszte rzeczy.nei usprawiedliwiaj go.I
      najwazniejsze !!pokaz mu ze poradzisz sobie bez niego ze nie jest ci niezbedny,
      ze jest tylko dodatkiem do twojego(NAJWAZNIEJSZEGO DLA CIEBIE!)zycia a zeputy
      model ci sie nie podoba.pokaz mu ze przede wszystkim szanujesz siebie,co z tego
      ze jestescie małzenstwem to znaczy ze ma prawo sie tak do ciebie odzywac?NIE MA
      PRAWA!!widzi ze jestes od niego zalezna chociazby przysiega małzenskai tak łatwo
      od niego nie odejdziesz to to wykorzystuje faceci tak maja nie wiem czemu
      ,jeslit ylko zobaczy ze moze cie stracic to bedzie błagał na kolanach.wiem ze to
      trudne byc stanowcza i byc takimtyranem gdy jest sie dobra i mila kobieta tak
      twoja natura ale naucz sie ze ty jestes w tym wszystkim najwazniejsza BADZ
      EGOISTKA A wyjdzie CI TO NA DOBRE, zastanów sie nad soba nad tym czego bys
      chciała co lubisz i jaka jestes polub siebie taka i zachowuj si etak jakby
      wsztsko bylo tylko dodatkiem do twojego zecia a nie ze ty jestes dodatkiem do
      czyjegos BO TAK NIE JEST!!powodzenia:)
      • justyna834 Re: na ratunek prosze POMÓC mi 14.10.07, 10:51
        dzeikuje wam wszystkim za odpowiedzi ale to nie jest takie latwe ok
        kupie sobie zalozmu bluzke to wyrzuci mi ja ja pracuje on tez
        pracuje wydatki mamy jeden kredyt za dom w wysokosc ok 350 zl co
        miesieac ale zyje nam sie dobrze ale na nic mi nie pozwala chce
        wyjsc z kolzanka na zakupy nie moge nie mam przyjaciol przez niego
        ciezkie mam zycie a uciec gdzie ja mam isc tata bedzie sie zloscil
        jak wroce do domu mama mi zmarla pol roku temu tak mi jej brak teraz
        wiem ze miala racje jak mowila zastanow sie sie dziecko co ty
        robisz ...
      • justyna834 Re: na ratunek prosze POMÓC mi 14.10.07, 10:51
        te jego zachowanie to z domu chyba bo jego ojciec tez wyzywa matke i
        krzyczy na nia ze tez ja mam takiego pecha...
        • asia_nur Re: na ratunek prosze POMÓC mi 14.10.07, 10:58
          nie masz pecha, nie mozesz tak myslec, faceci traktuja nas tak jak
          im na to pozwalamy, czy powiedzilas mu ze ze sobie nie zyczysz
          takiego traktowania? ze to ci sie nie podoba?
          czy godzisz się na to ? czy juz jestes podporzadkowana w 100 %?


    • synvilla Re:rozwod, jedynym wyjsciem. 14.10.07, 11:03
      Co cchesz ratowac? Zycie z chamem, aby cię wykończył do
      końca_Uciekaj od takiego chama. Przeciez to przemoc psychiczna.
      Za pare lat bedziesz wrakiem czlowieka.
      • maria_antonieta Re:rozwod, jedynym wyjsciem. 14.10.07, 12:04

        Justyno, zycie nam sie zmienia, kiedy najmniej tego oczekujemy.
        Pomysl o tym. Pewnie duzo myslisz o odejsciu od swojego meza, ale
        strach, co bedzie potem, badz, jak ja bez niego dam rade,
        paralizuje. Jestes juz tak przyzwyczajona do jego obecnosci, ze
        rzeczywiscie trudno jest zdecydowac sie na tak radyklany ruch.
        Niemniej musisz pamietac, ze tyle pieknych rzeczy sie zdarza kiedy
        nie jestesmy do tego przygotowani. Odejdziesz,z poczatku bedzie Ci
        ciezko (uzaleznienie od drugiej osoby), ale nawet nie wiesz jak to
        zaprocentuje na przyszlosc...Pamietaj, ze jestes bardzo mloda i
        pozniej mozesz zalowac, ze trwalas przy swoim mezu, zapominajac co
        to znaczy zyc...Jesli on Cie naprawde kocha, zrozumie i da Ci czas.

        Pomysl o tym co moze przyjsc pozniej, kiedy juz odjedziesz i
        poczujesz ise super szczesliwa...
    • veroy Re: na ratunek prosze POMÓC mi 14.10.07, 11:59
      jak czytam posty takie jak twój (których wszędzie jest na pęczki) to
      zaczynam mieć kompleksy, że należę do tej niższej, reprezentowanej
      przez kobiety rasy.

      nie chcę, by ktoś myślał, że dyskryminuję czy te kompleksy
      rzeczywiście mam - po prostu głupota w męskim wydaniu jest dla mnie
      o wiele łatwiejstrwana niż w wydaniu kobiecym, której przykładem
      jest twój post - typowym przykładem.

      najbardziej dobijającym typem ciężkostrawnej ,kobiecej głupoty jest
      sytuacja ,w której mężczyzna gnoi a kobieta nie odchodzi bądź nie
      wie czy odejść.

      nie rozumiem, nad czym wogóle się zastanawiasz. przeczytaj swój post
      zapomniawszy wczesniej, że to ty go napisałaś a z pewnością
      zrozumiesz ,co mam na myśli.

      Nie będę się tu rozpisywać, bo szkoda czasu.

      <dodam tylko > dobrych rad też dawać nie będę, bo twój problem
      należy do tych, które same się sprawiedliwie rozwiązują - jak jesteś
      głupia, to nie odejdziesz i dobrze, bo nie zasługujesz chyba nawet
      na takiego faceta, więc trzymaj się kurczowo i ciesz się, że ma
      jeszcze ochotę cie poszmacić a jak zmądrzejesz ,to odejdziesz i
      pewnie znajdziesz coś lepszego.

      • maria_antonieta Re: na ratunek prosze POMÓC mi 14.10.07, 12:06
        Veroy,obecnie to nie jest glupota (choc pozniej za kilka lat sie nia
        okaze), to jest uzaleznienie od drugiej osoby. Wlasnie to nie
        pozwala odejsc..
        • real-kapucynka Re: na ratunek prosze POMÓC mi 14.10.07, 12:27
          Tacy ludzie się nie zmieniają, cham zawsze będzie chamem, bo nie
          zaprzeczysz ,że mąż nie jest chamem? Uciekaj od niego, ułożysz sobie
          zycie z kimś kto zasługuje na ciebie, jesteś młodą osoba, nie bój
          się samotności, lepsza jest samotność niż życie u boku tyrana, który
          skutecznie może nadszarpnąć twoje zdrowie psychiczne. Nie bój się,
          bo nie masz nic do stracenia, skoro on nie szanuje ciebie teraz to
          co będzie za rok, dwa? Wyobrażasz to sobie?
        • veroy Re: na ratunek prosze POMÓC mi 14.10.07, 13:46
          a uzależnienie czym jest spowodowane ,jeśli nie głupotą ?

          ja w poście autorki nie widze niczego, co wskazywałoby na jakieś
          uzależnienie od jej męża.
          z mojego punktu widzenia jej 'problem psychiczny' jest bardzo
          błachy. kojarzy mi się z sytuacją 'o, jest sobota i powinnam
          posprzątać mieszkanie, ale taaak mi sie nie chce. może zostawie to
          tak, jak jest ? ale wtedy przez tydzień będę żyła w syfie ! :( "

          w gruncie rzeczy bardzo wiele naszych problemów opiera się na takim
          schemacie - doskonale zdajemy sobie sprawę, jakie jest rozsądne i
          dobre wyjście, ale nie potrafimy skazać się na nieprzyjemności
          związane ze zmianami, skoro możemy ich uniknąć zachowując postawę
          bierną.
      • simply.red Re: Załużmy że tak jest! jesteś ta "lepsza" 14.10.07, 12:57
        najbardziej dobijającym typem ciężkostrawnej ,kobiecej głupoty jest
        sytuacja ,w której mężczyzna gnoi a kobieta nie odchodzi bądź nie
        wie czy odejść
        ---
        Bardziej silna niz koleżanka pisząca wątek. Skąd u ciebie wtedy
        tyle agresji wobec osoby 'leżącej'.
        Chyba nie o to chodzi aby ją jeszcze bardziej dokopać.
        • veroy Re: Załużmy że tak jest! jesteś ta "lepsza" 14.10.07, 14:12
          pogłaszczmy ją po główce, poużalajamy się nad nią, utwierdźmy w
          przekonaniu, że on jest ten zły a ona ta dobra i cierpiąca,
          poradźmy, żeby odeszła - nie trezba zakładać takiego wątku,żeby
          wiedzieć ,jak sie 'potoczy'. nie trzeba pisać takich bzdur, żeby
          wiedzieć, że niczego nie zmienią.

          a skoro tamto niczego nie zmieni to może agresja i jawna krytyka
          otworzą jej oczy ? a nawet jeśli nie, zawsze ma się tę przyjemność ;)

          nie mówie, że jestem lepsza i silniejsza od niej, bo to nie ma nic
          do rzeczy. mogłabym być większą ofiarą losu od autorki i i tak nie
          miałabym oporów przed wytknięciem jej swoich własnych wad :) w
          gruncie rzeczy nie ma w takim postepowaniu niczego złego, choć
          jakieś ogólne pojęcie moralności w każdym człowieku mówi inaczej.

          • synvilla Re: Veroy-geroj 14.10.07, 18:01
            nie trezba zakładać takiego wątku,żeby
            wiedzieć ,jak sie 'potoczy'. nie trzeba pisać takich bzdur, żeby
            wiedzieć, że niczego nie zmienią.
            ........................................................
            Trzeba mieć manię wielkości, aby pisać takie teksty do kogoś kto
            zwraca się o pomoc na forum.
            Wyżyj swoje kompleksy na leżącym, dokop, a poczujesz się lepie-
            nędzo ludzka!
    • franklin76 Widziały gały co brały... 14.10.07, 12:23
      Widziały gały co brały, tzn. nie wierzę że nie widziałaś pewnych
      niepokojących oznak - choćby w jego domu rodzinnym - dom rodzinny
      jest bardzo ważnym elementem i to z niego wynosi się wzorce zachowań
      i czasem są one silniejsze od tego co by się może i chciało.

      Wiem o czym mówię nie jestem super szczęśliwa w małżeństwie bo mój
      mąż jeszcze dużo czasu potrzebuje żeby do niego i do ojcostwa
      dorosnąć. Ale nie skarżę się i nie użalam nad sobą - a i na pewno
      nie będę też trwać w tym związku tylko ze względu na dzieci.

      Moim zdaniem tylko od Ciebie zależy jak będzie dalej. Jeśli
      pozwoliłaś na takie traktowanie to nie spodziewaj się że będzie
      lepiej. Twój strach będzie rósł razem z jego pogardą i brakiem
      szacunku. Czy dopuścisz do tego że zacznie Cię bić? Skoro tak Cię
      traktuje jak piszesz, to znaczy że może czasem miałby na to ochotę.
      Póki jeszcze do tego nie doszło, postaw sprawę jasno i szczerze
      powiedz że masz dość - albo się zmieni w stosunku do Ciebie albo
      odchodzisz.
      Może przydałby się jakiś psycholog terapeuta rodzinny?
      Przecież tak nie można żyć! Jesteś młoda i na pewno dzielna!
      Nie myśl o tym, co mówiła Twoja śp mama, ani nie myśl o tym co powie
      Twój ojciec - to Twoje życie i zasługujesz na to żeby Cię mąż
      szanował a jeśli tego nie potrafi to szanuj samą siebie i zostaw go!
      • justyna834 Re: Widziały gały co brały... 14.10.07, 12:33
        najbardziej jednak ja sie boje chyba tej samotnosci i nie wiem sama
        co ja chce juz nie mam czasem do niego sil a na pocztaku prosze mi
        wierzyc nie byl tak inei wiedzialam ze tak bedzioe potem ...
        • real-kapucynka Re: Widziały gały co brały... 14.10.07, 12:57
          Każdy boi się nowych sytauacji w życiu, bo mysli że się pogubi,
          strach paralizuje dalsze działania, a przecież jak tkwi się w czymś
          co nie daje bezpieczeństwa to lepiej uciec.Właśnie takie niestety
          doświadczenia pomagają,sprawiają że człowiek póżniej może łatwiej
          sobie poradzić w życiu. Nie jesteś pierwszą i ostatnią osobą którą
          spotkał taki los, ale możesz go własnie odmienić na lepszy. Życie
          masz tylko jedno, pamiętaj o tym.
          • real-kapucynka Re: Widziały gały co brały... 14.10.07, 13:00
            Jak nie możesz sobie z tym poradzić, bo przecież jest to bardzo
            trudna sytuacja i nie każdy jest na tyle silny, żeby nage odejść z
            toksycznego związku to radzę ci żebyś znalazła jakiegoś dobrego
            psychologa ,który może naprawdę ci pomóc, spojrzysz wtedy na
            wszystko z innej strony,może nabierzesz większej pewności siebie i w
            podejmowaniu decyzji czego ci życzę ;-).
        • simply.red Re: Justyno 14.10.07, 13:04
          Uciekaj od tego faceta. Nie zakrywaj sie papierem czy bankowymi
          dlugami poradzisz sobie.
        • franklin76 Re: Widziały gały co brały... 14.10.07, 13:23
          Ludzie się zmieniają i pokazują czasem nieznaną drugą twarz - tylko
          że robią to wtedy kiedy my na to pozwolimy.
          Mówię to z własnego doświadczenia.
          W moim małżeństwie rozłąka zrobiła wiele dobrego - pobyt męża za
          granicą to byla szkoła życia. I to ja się zmieniłam i zaczęłam
          wreszcie szanować siebie i nareszcie wiem czego chcę, a raczej czego
          nie chcę...;-)
          Jedno jest pewne nie możesz tak trwać w zawieszeniu - trzeba cos z
          tym zrobić żebyś potem nie mówiła że zmarnowałaś sobie życie.
          Radykalna zmiana nastawienia musi być inaczej za kilka lat będziesz
          zmęczoną życiem kobietą w średnim wieku z niczym...
    • psychoguru POMÓC bez informacji? 14.10.07, 13:45
      justyna834 napisała:

      > WItam nie wiem co zrobic a moja sutacja
      wyglada tak : od 4 lat
      > jestesmy z mezem po slubie on ma 27 lat ja 24
      nie mamy dzieci kazde
      > z nas zajete jest praca ...mieszkamy sami w
      domku, jeszcze rok po
      > slubie wszystko bylo super ale teraz juz nie
      mam sily na to wszystko
      > maz czepia sie bzdur jeednym slowem a przy tym
      drze sie na mnie,
      > wyzywa
      >...
      >Czy ten zwiazek ma sens tolerowalam jego
      > wyzywska 2 lata ale juz nie mam sil prosze o
      odpowiedz a moze jest
      > jakas szansa by to ratowac

      Bez pelnego wywiadu historii zwiazku i profilu
      osobowosci partnerow niestety nie da sie tego
      powaznie ocenic a na dodatek trzeba by wysluchac
      obu stron. Sa to bowiem sprawy zawiklane. Na
      przyklad to co piszesz ze rok po slubie wszystko
      bylo jeszcze w porzadku. Pytanie dlaczego wtedy
      sie zmienilo? Poniewaz nie ma zadnych informacji
      z wywiadu to mozna spekulowac na podstawie
      twojej relacji ze twoj maz ma zaburzenia
      osobowosci. W pierwszej fazie malzenstwa to bylo
      ukryte wskutek efektu nowosci i dopiero wyszlo
      na jaw pozniej. Ale jest to spekulacja bo nie
      mamy pelnego obrazu. Na przyklad dosc czesto po
      takiej opowiesci zony jak twoja, maz mowi z
      kolei tak:"po roku od slubu ona powiedziala ze
      tego seksu bylo juz dosyc i w ogole to ona nie
      ma na to juz ochoty, zaczela byc bardzo
      niechetna i stopniowo doszlo do zaniku seksu a
      ja stalem sie oczywiscie bardzo nerwowy". A zona
      na to "to on najpierw stal sie nerwowy co mi
      odbieralo ochote na seks".

      W takiej sytuacji nielatwo jest ustalic gdzie
      jest naprawde zrodlo konfliktow a czesto jest to
      tak splatane ze nie da sie tego zrobic. Bez
      pelnego wywiadu rozsadnych rad byc nie moze.
    • jesiennapani Re: na ratunek prosze POMÓC mi 14.10.07, 14:21
      justyna834 napisała:

      > WItam nie wiem co zrobic a moja sutacja wyglada tak : od 4 lat
      > jestesmy z mezem po slubie on ma 27 lat ja 24 nie mamy dzieci
      kazde
      > z nas zajete jest praca ...mieszkamy sami w domku, jeszcze rok po
      > slubie wszystko bylo super ale teraz juz nie mam sily na to
      wszystko
      > maz czepia sie bzdur jeednym slowem a przy tym drze sie na mnie,
      > wyzywa to jest dla mnie tym bardziej bolace ze pol roku temu
      umarla
      > mi mama i bardzo mi ciezko ale on zupelnie sie tym nie przejmuje
      tym
      > jak jest mi ciezko. O kazda blachostke musze sie go pytac o
      > pozwolenie np nie moge kupic chociazby takiego szamponu tylko to
      co
      > on chce rokzuje mi po prostu a ja nie mam z wnazszym zwiazku nic
      do
      > powiedzenia zawsze musze sie na wszystko zgadzac tak jak on chce
      tak
      > ma byc istny terror. Zadna chyba kobieta nie chcialaby byc
      wyzywana
      > przez meza i aby jej rozkazywal ze wszystko czego sie dotknie to
      zle
      > robi albo psuje. :) Czy ten zwiazek ma sens tolerowalam jego
      > wyzywska 2 lata ale juz nie mam sil prosze o odpowiedz a moze jest
      > jakas szansa by to ratowac

      Tolerancja trwala o dwa lata za dlugo.
      Co zdarzyloby się gdybys powiedziala mężowi,
      co czujesz,
      że jestes tym wszystkim zmęczona
      i zamierzasz na pewien czas opuscic
      wspolny dom /to może byc wycieczka
      "last minute" podczas ktorej zastanowisz sie
      co dalej? Czego pragniesz?
      Czy chcialabyś by Twoje dzieci byly tak traktowane/
      Jaka bylaby jego reakcja?
      Jesli zabraknie Ci odwagi by w taki sposob porozmawiać
      koniecznie wizyta u psychologa
      Odwagi, by walczyć o samą siebie.
      • real-kapucynka Re: na ratunek prosze POMÓC mi 14.10.07, 15:07
        On ją wyzywa, ubliża jej, poniża! To świadczy o nim coś prawda?
        Dochodzi do tego narzucanie swojego zdania, on chce sam podejmować
        decyzje nie licząc się z nią, chęć władzy nad kimś? Żadne
        tłumaczenie nie usprawiedliwia go przed tym, że ją zwyczajnie
        terroryzuje i wyzywa. Może powinni zacząć razem terapię u
        psychologa? Jeśli on nie będzie chciał to widzę to marnie.
        • justyna834 Re: na ratunek prosze POMÓC mi 14.10.07, 15:55
          on mowi tak nie podoba ci sie to mozesz isc sobie nie wiem co ja tu
          robie co mnie do licha trzyma tu jeszcze...
          • maria_antonieta Re: na ratunek prosze POMÓC mi 14.10.07, 17:08
            Rany...gdzie sa tacy faceci?...tak doslowni!?...Gdyby to powiedzial
            moj chlopak, chyba wolalabym isc pod most...
          • jesiennapani Re: na ratunek prosze POMÓC mi 14.10.07, 19:03
            justyna834 napisała:

            > on mowi tak nie podoba ci sie to mozesz isc sobie nie wiem co ja
            tu
            > robie co mnie do licha trzyma tu jeszcze...

            Dobre pytania, a jaka odpowiedź?
            wizyta u psychologa i przygotowanie do odejścia
            czy odejscie i terapia u psychologa?
            gdy poprosi o Twoj powrot
            to na Twoich warunkach: szacunek dla Ciebie +
            + wspolna terapia u psychologa


            • justyna834 Re: na ratunek prosze POMÓC mi 14.10.07, 19:09
              on sie nie zmieni nie wierze zadnej terapii on sie nie zgodzi on
              ciagle gada nie podoba ci sie tu to wypier... nie wiem co mnie
              trzyma tu jeszcze
              • jesiennapani Re: na ratunek prosze POMÓC mi 14.10.07, 19:16
                justyna834 napisała:

                > on sie nie zmieni nie wierze zadnej terapii on sie nie zgodzi on
                > ciagle gada nie podoba ci sie tu to wypier... nie wiem co mnie
                > trzyma tu jeszcze

                Justyna834 co Cię tam jeszcze trzyma?
                • justyna834 Re: na ratunek prosze POMÓC mi 15.10.07, 06:04
                  Dobre pytanie co mnie jeszcze trzyma nie wiem to chyba strach orzed
                  samotniscia i ze nie znajde sobie kogos innego tylko ze bede cale
                  zycie sama tego sie chyba boje i dlatego jestem z nim. Mowilam
                  wczoraj mu ze chce sie rozstac on na to wracaj sobie do domu twoj
                  dom stoi i tak pusty... mowilam ze boli mnie zab i musze isc
                  prywatnie do dentysty a on na to ze nie pojde prywatnie bo on nie
                  chodzi prywatnie i dlaczego ja mam byc lepsza i leczyc sie u
                  prywatnego dentysty... nawet na ginekologa musialam czekam 1.5
                  miesiaca by isc... nie jest mi latwo dlaczego w zyciu mam tak
                  przesrane P.S a takie tyrany pochodza z Torunia wiec uwarzajcie na
                  to miasto i na tych ludzi...
      • justyna834 Re: na ratunek prosze POMÓC mi 15.10.07, 06:07
        On i tak ma mnie gleboko w d... ja ciagle mowie mu co czuje on na to
        ze ja tez go zle traktuje ze nie szanuje a ja nawet nigdy go nie
        wyzwalam nie kryczalam bo wole milczec nie odzywac sie niz po raz
        kolejny ma zamiar mnie wyzwac
        • calin-eczka Re: na ratunek prosze POMÓC mi 15.10.07, 08:06
          to uważaj bo niedługo może zacząć cię bić.. Niestety do tego to
          prowadzi, ja odeszłam w momencie kiedy czułam że niedługo mogę
          chodzić z podbitymi oczami, ciągle mnie straszył ze zaraz dostanę.
          teraz nie jestesmy razem już jakiś czas, ja mieszkam sama już rok
          daję sobie radę super :) chociaż mnie straszył że bez niego to
          wyląduję pod mostem. I dziwna sytuacja bo on zaczął mnie teraz
          szanować, traktuje jak partnera- przychodzi do dziecka często i jest
          w szoku , że tak dobrze mi się powodzi, mówi że mnie nie doceniał,
          uważał za głupią idiotkę przez to że pozwoliłam się tak traktować.
          • calin-eczka Re: na ratunek prosze POMÓC mi 15.10.07, 08:12
            Musisz zrobić jakiś krok bo inaczej będzie coraz gorzej a potem może
            być już za późno na to żeby było lepiej. Jak cię kocha to tak łatwo
            się od ciebie nie odczepi :) nie zapomni o tobie i tylko zdobędziesz
            szacunek w jego oczach. Wiem z doświadczenia, na początku będzie
            zdziwiony i w szoku i wściekły jak odejdziesz a potem zacznie się
            starać na maxa - po kilku miesiącach.
          • shangri.la Re: na ratunek prosze POMÓC mi 15.10.07, 08:13
            Ja też odeszłam z dzieckiem od męża w momencie kiedy zaczął stosować przemoc fizyczną. Poddałam się w chwili, kiedy straciłam już nadzieję, że coś się zmieni.
            Nigdy tego kroku nie żałowałam, chociaż moje życie nie było łatwe , ani proste.
            Jeśli zdecydujesz się odejść , zrób to dopiero wówczas, gdy wyczerpiesz wszystkie drogi porozumienia, tak , abyś nigdy , nic sobie nie mogła zarzucić.
            • calin-eczka Re: na ratunek prosze POMÓC mi 15.10.07, 08:27
              Ja odeszłam , ale facet chce wrócić - nic nie mówi na razie o tym,
              ale stra się strasznie już kilka miesięcy nagle stał się chojny :)
              pomysłowy ma czas na wspaniałe wycieczki i nagle dba o moje
              samopoczucie :) niczego mi nie odmawia. Zobaczymy jak dalej będzie :)
        • horpyna4 Re: na ratunek prosze POMÓC mi 15.10.07, 22:06
          Spraw sobie dyktafon, nagraj jego wyzwiska jako dowód i wnieś sprawę
          o rozwód, koniecznie z jego winy. Wtedy przestanie Cię mieć głęboko
          w d....
          • justyna834 Re: na ratunek prosze POMÓC mi 16.10.07, 05:59
            Jestem zalamana dzis w nocy mnie uderzyl...czarpal mna i ja nie
            mialam ochoty na seks a on na sile plakalam krzyczal on sie smial
            mial mnie w du... a po wszystkim sie mnie pyta ile place...
            • franklin76 Re: na ratunek prosze POMÓC mi 16.10.07, 08:00
              Dziewczyno co Ty jeszcze tam robisz?!!
              Uciekaj od tego dupka gdzie pieprz rośnie!
              Albo daj mi jego numer telefonu to mu wytłumaczę że za bicie żony
              można pójść siedzieć!
              Nie daj się mu! Skoro uderzył raz, nie licz na to że to tylko raz.
              Będzie bił. Tego chcesz?
              Zgłoś się na niebieską linię albo do Centrum praw Kobiet
              www.ckp.org.pl
              • pocoo Re: Wkurza mnie twoja fantazja justyno 16.10.07, 08:55
                i bardzo rzadko daję się złapać na wymysł twojej fantazji.Jeżeli
                mylę osoby to przepraszam , ale zamiast na niebieską linię zadzwoń
                do psychiatry.
                • shangri.la Re: Wkurza mnie twoja fantazja justyno 16.10.07, 09:08
                  Myślisz , ze ten wątek, to podpucha?
                  A jeśli tak, po co ludzie uprawiają tutaj podobną twórczość?
                  • pocoo Re: Wkurza mnie twoja fantazja justyno 16.10.07, 14:27
                    shangri.la napisała:

                    > Myślisz , ze ten wątek, to podpucha?
                    > A jeśli tak, po co ludzie uprawiają tutaj podobną twórczość?
                    Nie mam pojęcia.Może za dużo siedzi w domu i dlatego wymyśla różne
                    historie.Zwróć uwagę , że na wszelkie rady ma pokrętne odpowiedzi i
                    wymyśla dalej.
                  • justyna834 Re: Wkurza mnie twoja fantazja justyno 17.10.07, 05:43
                    Nie wymyslam sobie nic a co do siedzenia w domu mam prace wiec
                    pracuje jacy wy ludzie jestescie dziwni czepiacie sie mnie ze to
                    podpucha nie chcecie nie piszcie ale nie zycze nikomu takich
                    problemow jakie mam ja
                • justyna834 Re: Wkurza mnie twoja fantazja justyno 17.10.07, 05:41
                  jesli myslisz ze to moja fantazja to prosze sie odczepic i nie pisac
                  ze kogos cos wkurza... bzdur ja nie pisze mnie psychaitra nie
                  potrzebny ...
            • makijaze Re: na ratunek prosze POMÓC mi 16.10.07, 10:11
              Justyna, a Twój ojciec? Nie wiem jak jest między wami...napisałaś, że będzie się
              złościć... hmm może warto spróbować zwrócić sie do niego o pomoc?
              Bo wydaje mi się, że dobrze już wiesz, że masz odejśc, że on sie nie zmieni, a
              boisz się zostać sama bez pomocy... tak to trzeba mieć chyba dużo dużo siły aby
              zwrócić się do ośrodków dla kobiet itp..

              Poszłabym do ojca - jesteś jego córką możesz sie zdziwić jak będzie chciał
              stanąć w Twojej obronie jak dowie się, że inny mężczyzna Cie krzywdzi. A niech
              się nawet pozłości..spróbuj
              • olejowy.bogacz Re: jakiej narodowosci jestes Ty slonko 16.10.07, 18:19
                a jakiej Twoj pan i wladca?
              • justyna834 Re: na ratunek prosze POMÓC mi 17.10.07, 05:46
                Z tata nie jest tak latwo. Jak mama jeszcze zyla i ja wyprowadzalam
                sie z domu ojciec mowil nie pozwol jej by sie wyprowadzila od nas
                zobaczysz wspomnisz moje slowa i mial racje ze teraz zaluje i jest
                zle... tata by mial satysfakcje smial by sie krzyczal znam go
                dobrze...nie moge liczyc na niego.... mysle o pozostaniu tutaj mam
                tu dobrze platna prace i mysle o wynajeciu mieszkania...
                • franklin76 Re: na ratunek prosze POMÓC mi 17.10.07, 08:09
                  Nie myśl tylko się wyprowadzaj! Zanim Ci Twój "mąż" oczy podbije i
                  póki jeszcze masz siłę żeby zacząć od nowa, dasz sobie radę sama!
                  Nie radzę wracać do ojca, w takich sytuacjach lepiej próbować stanąć
                  na własne nogi.
                  To nieprawda że nie masz dokąd pójść! Masz pracę, wynajmiesz
                  mieszkanie, poradzisz sobie!
                  Nie zwlekaj z tym, żeby nie było za późno!
                • betiuh Re: na ratunek prosze POMÓC mi 17.10.07, 15:20
                  wyprowadz sie i wynajmij cos potem złóz spraweo rozwodi podział
                  majatku w koncu dom jest wasz on cie spłaci albo trzeba bedzie
                  sprzedac dom i sie podzielic głowa do gory bedzie i musi byc dobrze
                  zobaczysz odpoczniesz psychicznie. nie daj sie bo naprawde moze byc
                  jeszcze gorzej a co do ojca to nigdy nic nie wiadomo sa sytuacje w
                  ktorych rodzice moga nas zaskoczyc nawet jak nam sie wydaje ze ich
                  znamy w koncu mało ktory ojciec by nie zareagował na przemoc wobec
                  swojego dziecka a tym bardziej corki. nawt jak ci powie ze miał
                  racje to tak naprawde w srodku bedzie go bolało ze miał ta racje i
                  ktos tak skrzywdziła jego coreczke. powodzenia i trzymam kcuki aby
                  ci sie powiodło układanie nowej przyszłosci bez tyrana.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka