pjd1
11.11.07, 10:15
Dziewczyny o zranionych sercach…
refleksja
Miałem chyba pięć lat, gdy wracałem z przedszkola. Był lekki mróz, a
oblodzone ulice opustoszałe…
Szedłem sobie, jak to w podmiejskiej Falenicy, środkiem drogi. Dołączył do
mnie psiak – widać szukał towarzystwa, kogoś by się dołączyć. Szedł tak
razem ze mną kilkanaście kroków… Wydawał mi się sympatyczny, więc
wyciągnąłem rękę, by go pogłaskać. A on – widać przestraszony, że chcę mu
zrobić krzywdę – dziabnął mnie lekko zębami w rękę. A potem zaraz uciekł…
A może z dziewczynami o zranionych sercach jest tak samo? Może też boją
się wyciągniętej ręki, bo obawiają bólu i przyszłego rozstania? I dlatego na
wszelki wypadek uciekają – albo gryzą?