Dodaj do ulubionych

w poszukiwaniu mądrości

31.07.03, 11:02
Zawsze sądziłam, że sami kształtujemy nasze życie. Myślami, czynami,
decyzjami... Sądziłam, że to, co się ze mną dzieje zależy ode mnie, że mam na
to wpływ - przy mniejszym bądź większym wysiłku, ale mam. Wierzyłam, że sama
jestem odpowiedzialna za swoje życie - człowiek kowalem swego losu.
Tym bardziej więc jeśli dwoje ludzi myśli, czuje i decyduje podobnie - że
chcą być razem - to powinno się udać.
Dlatego nie mogę zrozumieć, że mimo obustronnych chęci i starań rozpada się.
Wydaje się, jakby jakieś fatum udaremniało wszelkie wysiłki.
Próbuję ogarnąć to rozumem, ale bez szczególnych efektów. Bo jakie jest
wyjaśnienie?
Może tak naprawdę chęci są tylko z jednej strony, a ja jestem naiwna? Jeśli
tak - dlaczego to jeszcze trwa?
A może jednak wtrąca się przeznaczenie?

Gdybym to wszystko pojęła, może wiedziałabym, czy lepiej pogodzić się z tym,
co się dzieje, czy trwać w walce?

Mieć odwagę, by zmieniać to, co zmienić mogę.
cierpliwość, by znosić to, czego zmienić nie mogę
i mądrość, by odróżnić jedno od drugiego.

Tym razem brakuje mi mądrości.

W.

Obserwuj wątek
    • Gość: aiszka4 Re: w poszukiwaniu mądrości IP: 217.17.46.* 31.07.03, 11:53
      walentyna napisała:

      > Gdybym to wszystko pojęła, może wiedziałabym, czy lepiej pogodzić się z tym,
      > co się dzieje, czy trwać w walce?
      >
      > Mieć odwagę, by zmieniać to, co zmienić mogę.
      > cierpliwość, by znosić to, czego zmienić nie mogę
      > i mądrość, by odróżnić jedno od drugiego.
      >
      > Tym razem brakuje mi mądrości.
      >
      > W.

      Może to marne pocieszenie, ale Tobie brakuje mądrości TYM razem, a mi prawie za
      każdym:((


    • Gość: Sergiusz w poszukiwaniu straconej mądrości IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 01.08.03, 00:04
      To, że w pełni sami kształtujemy swoje życie byłoby
      najprawdziwszą prawdą wtedy, gdybyśmy żyli na bezludnej
      wyspie. Żyjąc wśród ludzi i z ludźmi nasze decyzje i
      działania są "zakłócane" przez ich obecność. W
      mikroskali, w fizyce, mówi się o Heisenberga zasadzie
      nieoznaczoności - już obserwacja zakłóca przebieg
      doświadczenia. Czy w naszym życiu jest tak bardzo inaczej?

      Dlaczego dwa koła zębate, niby idealnie do siebie
      pasujące, ulegają gwałtownemu zużyciu i, ostatecznie,
      zniszczeniu? Czasem dlatego, że są za bardzo spasowane.
      Nie ma między nimi koniecznego luzu i najmniejsze ziarno
      piasku, które się między nie dostanie, powoduje
      niszczenie kolejnych zębów.Podobnie ludzie - czasem tak
      doskonale wiedzą czego chcą, mają tak dokładnie określone
      poglądy i zamierzenia, że - pomimo idealnego dopasowania
      - po prostu nie mogą ze sobą być.

      Ech, ale chyba Ci nie przybędzie mądrości od tych moich
      "mądrości"...

      MS.
    • komandos57 Re: w poszukiwaniu mądrości 01.08.03, 00:06
      walentyna napisała:

      > Tym razem brakuje mi mądrości.
      xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
      W koncu cos madrego krasulo splodzilas.
      • kwiat_lotosu Re: w poszukiwaniu mądrości do komandosa57 07.08.03, 12:39
        komandos57 napisał:

        > walentyna napisała:
        >
        > > Tym razem brakuje mi mądrości.
        > xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
        komandos napisał:
        > W koncu cos madrego krasulo splodzilas.


        Ty równiez byczku nie próznujesz
    • Gość: ryb Re: w poszukiwaniu mądrości IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 01.08.03, 00:10
      Zycie, to tylko i wylacznie kompromis. zapomnij o madrosciach, to nie ma nic
      wspolnego z zyciem...

      ryb
      • komandos57 Re: w poszukiwaniu mądrości 01.08.03, 00:12
        To to co przywiozles z wczasow Rybo?Wstyd!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1
        • Gość: ryb Re: w poszukiwaniu mądrości IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 01.08.03, 00:14
          A Ty odrazu cala prawde chcesz wiedziec co? Nawet nie wiesz ile oni chcieli za
          te gumowe ryby...po $100. Zeszli na $55. Czy to nie kompromis?

          ryb
          • komandos57 Re: w poszukiwaniu mądrości 01.08.03, 00:17
            Posluchaj.Czy nie lepiej i taniej upolowac Imagina?Wyrzucic bebechy,uformowac to i owo i cala naprzod.
            • Gość: ryb Re: w poszukiwaniu mądrości IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 01.08.03, 00:21
              Oh, nie. Imagine jest bezcenny. Takiego drugiego nie znajdziesz...on jest
              okazem. Nie wolno go ruszac...


              ryb
              • cossa Re: w poszukiwaniu mądrości 01.08.03, 00:21
                Gość portalu: ryb napisał(a):

                > Oh, nie. Imagine jest bezcenny. Takiego drugiego nie
                znajdziesz...on jest
                > okazem. Nie wolno go ruszac...
                >
                >
                > ryb
                i cossa
                • Gość: ryb Re: w poszukiwaniu mądrości IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 01.08.03, 00:23
                  cossa napisała:

                  > Gość portalu: ryb napisał(a):
                  >
                  > > Oh, nie. Imagine jest bezcenny. Takiego drugiego nie
                  > znajdziesz...on jest
                  > > okazem. Nie wolno go ruszac...
                  > >
                  > >
                  > > ryb
                  > i cossa
                  :)))
    • cossa Re: w poszukiwaniu mądrości 01.08.03, 00:20
      gdy odwaznie zmienisz to co wydaje Ci sie, ze mozesz
      i bedziesz cierpliwie znosila to czego wg Ciebie zmienic
      nie mozesz
      wtedy przyjdzie czas na madrosc

      chyba jakos tak to wyglada:)

      cossa

      walentyna napisała:

      > Mieć odwagę, by zmieniać to, co zmienić mogę.
      > cierpliwość, by znosić to, czego zmienić nie mogę
      > i mądrość, by odróżnić jedno od drugiego.
      >
      > Tym razem brakuje mi mądrości.
      >
      > W.
      >
      • komandos57 Rybo 01.08.03, 00:23
        Z imaginem jest jeden problem.By bzdzial zbyt duzo.Nawet wyprawiony.Chyba ze szewczyk dratewka..............
        • Gość: mary do walentyny IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 01.08.03, 01:54
          a wiesz ja myslę inaczej,ze jak nie wychodzi,to to nie było dla nas dobre..,że
          to był zaledwie etap..myslę,że w całej zabawie chodzi o jakąs
          nauke...wiesz...o jakis rozwój...nie uczyło Cie zycie ,ze to co z pozoru
          wydaje sie czyms złym,niezrozumiałym,krzywdzącym nas w gruncie rzeczy
          prowadziło nas do czegos lepszego?
          • walentyna Re: do walentyny 01.08.03, 10:58
            Gość portalu: mary napisał(a):

            > a wiesz ja myslę inaczej,ze jak nie wychodzi,to to nie było dla nas
            dobre..,że
            > to był zaledwie etap..myslę,że w całej zabawie chodzi o jakąs
            > nauke...wiesz...o jakis rozwój...nie uczyło Cie zycie ,ze to co z pozoru
            > wydaje sie czyms złym,niezrozumiałym,krzywdzącym nas w gruncie rzeczy
            > prowadziło nas do czegos lepszego?

            Uczyło, uczyło. I ja wierzę w sens tego, co nas spotyka. (Genialnie opisał to
            John Irving w "Modlitwie za Owena" - znasz?). Tylko kiedy trafia się na taki
            wir, który zanim czegoś nauczy i popchnie na dobrą drogę, najpierw nieźle
            przekotłuje - to czasami trudno widzieć tę świetlaną przyszłość.
            Zresztą - tak naprawdę najbardziej boli, że to dotyka też drugiego człowieka,
            że i on cierpi.
            Ale pewnie i on czegoś się przez to uczy, gdzieś go ten zakręt ku lepszemu
            niesie...

            W.
      • walentyna Re: w poszukiwaniu mądrości 01.08.03, 11:16
        cossa napisała:

        > gdy odwaznie zmienisz to co wydaje Ci sie, ze mozesz
        > i bedziesz cierpliwie znosila to czego wg Ciebie zmienic
        > nie mozesz
        > wtedy przyjdzie czas na madrosc
        >
        > chyba jakos tak to wyglada:)
        >
        > cossa

        Ale żeby jednego z drugim nie pomylić...
        • cossa Re: w poszukiwaniu mądrości 01.08.03, 11:47
          a moze wlasne na tym polega urok zycia? :)
          trzymam kciuki za dobre wybory:)

          cossa

          walentyna napisała:

          > Ale żeby jednego z drugim nie pomylić...
    • jmx w poszukiwaniu odwagi? 01.08.03, 01:58

      Rozwiązanie takich rozterek przychodzi najczęściej z czasem.
      Od siebie mogę dodać (poradzić?), że to najczęściej nie żadne fatum wprowadza
      nas w kłopoty, sytuacje bez wyjścia ale my sami własnym zachowaniem,
      pochopnymi, niezbyt przemyślanymi decyzjami prowokujemy takie a nie inne
      zdarzenia. Mądrość jest potrzebna przed dokonaniem wyboru. Trzeba naprawdę
      głęboko się zastanowić przed wejściem w jakiekolweik głębsze relacje z drugim
      człowiekiem bo z chwilą zaangażowania się zaczynamy być odpowiedzialni nie
      tylko za siebie ale i za drugą stronę. W życiu, to co cenne, najczęściej
      przychodzi z mozołem i trudem, rzadko kiedy dostajemy coś podane na tacy, bez
      włożonego w to własnego wysiłku. Jeśli tak sie działo do tej pory - cóż, trzeba
      się cieszyć z pomyślności ale wiara, że tak będzie zawsze to złudzenie.
      "Oboje chcemy to się uda". Chcenie to dopiero początek drogi nie jej
      zakończenie. To w bajkach wspólne życie kończy się enigmatycznym "i żyli długo
      i szczęśliwie". Ale życie to nie bajka, a przynajmniej trzeba sie bardzo
      napracować, żeby nią było.

      Pozdrawiam :-)
      • walentyna Re: w poszukiwaniu odwagi? 01.08.03, 11:14
        jmx napisała:

        >
        > Rozwiązanie takich rozterek przychodzi najczęściej z czasem.
        > Od siebie mogę dodać (poradzić?), że to najczęściej nie żadne fatum wprowadza
        > nas w kłopoty, sytuacje bez wyjścia ale my sami własnym zachowaniem,
        > pochopnymi, niezbyt przemyślanymi decyzjami prowokujemy takie a nie inne
        > zdarzenia. Mądrość jest potrzebna przed dokonaniem wyboru. Trzeba naprawdę
        > głęboko się zastanowić przed wejściem w jakiekolweik głębsze relacje z drugim
        > człowiekiem bo z chwilą zaangażowania się zaczynamy być odpowiedzialni nie
        > tylko za siebie ale i za drugą stronę. W życiu, to co cenne, najczęściej
        > przychodzi z mozołem i trudem, rzadko kiedy dostajemy coś podane na tacy, bez
        > włożonego w to własnego wysiłku. Jeśli tak sie działo do tej pory - cóż,
        trzeba
        >
        > się cieszyć z pomyślności ale wiara, że tak będzie zawsze to złudzenie.
        > "Oboje chcemy to się uda". Chcenie to dopiero początek drogi nie jej
        > zakończenie. To w bajkach wspólne życie kończy się enigmatycznym "i żyli
        długo
        > i szczęśliwie". Ale życie to nie bajka, a przynajmniej trzeba sie bardzo
        > napracować, żeby nią było.
        >
        > Pozdrawiam :-)


        I wiesz, zazwyczaj ta praca i trudności to wysiłek, który cieszy. Jak
        wchodzenie pod górę - pot spływa z czoła, ale w duszy jasno. Kiedy z jakiegoś
        powodu chwieje się wiara w jego sens, zaczynają się wątpliwości, czy wdrapuję
        się na właściwą górę, czy nie zgubiłam gdzieś drogi. Pewnie nie da się ich
        uniknąć. Ale chciałabym wiedzieć, czy i kiedy powinnam zawrócić. A tu
        drogowskazów brak i bezdroże...
        W górach jest jednak prościej ;-)
        Więc może rzeczywiście - dać czasowi czas. Usiąść na przydrożnym kamieniu i
        poczekać chwilę...

        W.


        >
    • fnoll mądrość zdobywa się we dwoje 01.08.03, 02:36
      co najmniej we dwoje, a generalnie - w obcowaniu z innymi ludźmi

      sam z siebie, choćby nie wiem jak umysł wytężał, człowiek nigdy nie stanie się
      mądry

      chcesz odkryć sekret rozpadu twojego związku - porozmawiaj z drugą stroną

      to, co go stworzyło, i to, co go zniszczyło jest POMIĘDZY wami, patrząc tylko z
      jednej strony nie zobaczysz całości

      trzeba o tym porozmawiać, z nim, lub z kimś, kto akurat zna obie strony

      powodzenia

      fnoll
      • walentyna Re: mądrość zdobywa się we dwoje 01.08.03, 10:29
        fnoll napisał:

        > co najmniej we dwoje, a generalnie - w obcowaniu z innymi ludźmi
        >
        > sam z siebie, choćby nie wiem jak umysł wytężał, człowiek nigdy nie stanie
        się
        > mądry
        >
        > chcesz odkryć sekret rozpadu twojego związku - porozmawiaj z drugą stroną
        >
        > to, co go stworzyło, i to, co go zniszczyło jest POMIĘDZY wami, patrząc tylko
        z
        >
        > jednej strony nie zobaczysz całości
        >
        > trzeba o tym porozmawiać, z nim, lub z kimś, kto akurat zna obie strony
        >
        > powodzenia
        >
        > fnoll

        Rozmawiamy. Od zawsze i o wszystkim. I nawet w dwa umysły nie umiemy tego
        pojąć.
        • fnoll Re: mądrość zdobywa się we dwoje 01.08.03, 13:46
          hmm... a jak się właściwie wam "rozpada"?
          • walentyna Re: mądrość zdobywa się we dwoje 01.08.03, 13:56
            fnoll napisał:

            > hmm... a jak się właściwie wam "rozpada"?

            To dłuższa opowieść. I chyba nie na forum. Sami zresztą nie potrafimy tego
            wytłumaczyć do końca, bo w tym, co się dzieje brak logiki. Chyba, że ja o czymś
            nie wiem, może jest jakiś tajemniczy element tej układanki, który wszystko
            mógłby wyjaśnić...
            Na pierwszy rzut oka wygląda to tak: mamy wszystko, czego trzeba dobremu
            związkowi, tylko nie jesteśmy szczęśliwi. Może brak tej tzw. iskry bożej?
            Czasami czuję się jak bohaterka "Na pastwę aniołów" Carolla.

            W.
            • Gość: Sergiusz szczęście zdobywa się... ? IP: 213.17.172.* 01.08.03, 16:34
              A ja tu mam tylko jedno małe(?) pytanie. Co to znaczy
              SZCZĘŚLIWI?

              Tatarkiewicz kiedyś napisał o tym grubą książkę...

              A jaka jest Twoja (Wasza) definicja szczęścia?

              MS.
              • walentyna Re: szczęście zdobywa się... ? 04.08.03, 09:38
                Gość portalu: Sergiusz napisał(a):

                > A ja tu mam tylko jedno małe(?) pytanie. Co to znaczy
                > SZCZĘŚLIWI?
                >
                > Tatarkiewicz kiedyś napisał o tym grubą książkę...
                >
                > A jaka jest Twoja (Wasza) definicja szczęścia?
                >
                > MS.

                Tatarkiewicz o tym grubą książkę, a ode mnie chcesz, żebym zawarła to w jednym
                poście? ;-) Co prawda mam trochę wspólnego z Tatarkiewiczem, ale nie sądzę,
                żebym była mądrzejsza od niego.
                Mogę więc jedynie kilka luźnych myśli na temat szczęścia tutaj naszkicować.

                Szczęście to radość istnienia. Coś, co się bardziej czuje niż wie. To poczucie
                spełniania siebie. To poczucie bycia dobrym dla innych i siebie. To zgoda z
                własnym sumieniem.
                Szczęście to radość bycia, harmonia ze światem i ludźmi (włączając samego
                siebie).
                ...
                ...

                A jaka jest Twoja definicja?

                W.
                • Gość: gb Re: szczęście zdobywa się... ? IP: *.toya.net.pl / 10.0.230.* 04.08.03, 10:06
                  Każdy to inaczej pojmuje :-) Dla mnie szczęście to taki stan, gdy nie mam
                  wątpliwości, że to co robię jest dobre. Czyli spokój.
                  • walentyna spokój... odczuwanie... 04.08.03, 17:01
                    Gość portalu: gb napisał(a):

                    > Każdy to inaczej pojmuje :-) Dla mnie szczęście to taki stan, gdy nie mam
                    > wątpliwości, że to co robię jest dobre. Czyli spokój.

                    Spokój sumienia? Spokój, bo nie dzieje się nic nieprzewidzianego? Spokój o
                    przyszłość?

                    Czy czujesz szczęście jakimś zmysłem? (Choćby dwunastym ;-)
                    W
                • Gość: Sergiusz szczęście leży pod nogami? IP: 213.17.172.* 04.08.03, 11:15
                  Jakiś czas temu pisałem na ten temat na FR, był tam wątek
                  poświęcony pytaniu o to, co to jest szczęście.Pozwolę
                  sobie zacytować to, co wtedy napisałem, w całości.

                  *********************************

                  Szczęście...
                  Wątek "trwa" już kilka dni, a ja od tych kilku dni
                  próbuję znaleźć moją odpowiedź na postawione w nim
                  pytanie. I nadal nie znalazłem, i nadal szukam. Chyba
                  warto, bo jesli nawet się tej jednej, jedynej, odpowiedzi
                  nie znajdzie, powstanie w głowie ileś-tam myśli które,
                  być może, ułatwią dążenie do tego nieuświadomionego
                  szczęścia?

                  Ktoś mówi: "wyszedłem cało z okropnego wypadku, miałem
                  niesamowite szczęście". Ktoś inny: "wygrałem na loterii
                  milion, jestem szczęściarzem". Ale jest i taki, który
                  powie: "mam zdrowie, obok kogoś bliskiego, na podwórku
                  usmiechnięte dzieci, jestem szczęśliwym człowiekiem". Kto
                  z nich jest szczęśliwy? Być może wszyscy, być może nikt.
                  Być może szcześciarzowi od loterii brakuje szczęścia
                  "codzienniego", a być może człowiek który ma wokół siebie
                  kochane istoty przez większość dnia gryzie się tym, jak
                  im zapewnić codzieny byt...

                  Może jest tak, że naprawdę szczęśliwy człowiek... po
                  prostu nie wie, że jest szczęśliwy?. Może szczęście jest
                  wtedy, kiedy nie trzeba go szukać? Może szczęście jest
                  wtedy, kiedy można powiedzieć: "cieszę się z tego, że po
                  prostu jestem"?
                  JA się cieszę z tego, że jestem, że żyję, że
                  prawdopodobnie jutro też żył będę. Czy wobec tego jestem
                  szczęśliwy? Nie wiem.

                  Hm... a może nie da się "po prostu" być szczęśliwym,
                  zawsze i wszędzie? Może szczeście to tylko piękne
                  ("szczęśliwe") chwile? Może szczęśliwy jest ten, kto ma
                  ich dużo?

                  Tyle pytań...

                  ***
                  "Im bardziej (Puchatek) zaglądał do środka, tym bardziej
                  Prosiaczka tam nie było."
                  ("Chatka Puchatka")
                  ***

                  MS.


                  **********************************

                  Zapytałem o Twoją "definicję" szczęścia, bo zaintrygowało
                  mnie to co tak "lekko" napisałaś - że oboje nie jesteście
                  szczęśliwi i... właściwie nie rozumiem żródła takiego
                  stwierdzenia. Wasza sytuacja trochę mi się kojarzy z
                  taką, kiedy ktoś złożył najwspanialszy samochód z
                  najlepszych części i powstał pojazd doskonały, który ma
                  wszak jedną maleńką wadę - nie jeździ.

                  No i tak mi przyszło do głowy - a może oczekujecie, że
                  życie będzie bajką o królewnie i rycerzu? Może się
                  spodziewacie jakiegoś cudu, wiecznej tęczy nad Waszymi
                  głowami i tego, że Wasze życie będzie bez przerwy
                  oświetlane milionami kolorowych iskier?
                  "I żyli długo i szczęśliwie?"
                  Może nie wiecie i nie widzicie, że Wasze szczęście, w
                  tysiącach kawałków, leży wokół Was?

                  Ale może... (przepraszam za radykalne stwierdzenie) po
                  prostu jesteście pomyłką i Wasza miłość to nie miłość,
                  tylko obopólny, przemożny strach przed byciem_bez_nikogo?


                  MS.


                  A tak w ogóle - witaj po "reseciku" :-)
                  • walentyna Re: szczęście leży pod nogami? 04.08.03, 16:58
                    > Zapytałem o Twoją "definicję" szczęścia, bo zaintrygowało
                    > mnie to co tak "lekko" napisałaś - że oboje nie jesteście
                    > szczęśliwi i... właściwie nie rozumiem żródła takiego
                    > stwierdzenia. Wasza sytuacja trochę mi się kojarzy z
                    > taką, kiedy ktoś złożył najwspanialszy samochód z
                    > najlepszych części i powstał pojazd doskonały, który ma
                    > wszak jedną maleńką wadę - nie jeździ.

                    Podoba mi się takie porównanie. I mniej więcej tak to wyglada.

                    >
                    > No i tak mi przyszło do głowy - a może oczekujecie, że
                    > życie będzie bajką o królewnie i rycerzu? Może się
                    > spodziewacie jakiegoś cudu, wiecznej tęczy nad Waszymi
                    > głowami i tego, że Wasze życie będzie bez przerwy
                    > oświetlane milionami kolorowych iskier?
                    > "I żyli długo i szczęśliwie?"
                    > Może nie wiecie i nie widzicie, że Wasze szczęście, w
                    > tysiącach kawałków, leży wokół Was?
                    >
                    > Ale może... (przepraszam za radykalne stwierdzenie) po
                    > prostu jesteście pomyłką i Wasza miłość to nie miłość,
                    > tylko obopólny, przemożny strach przed byciem_bez_nikogo?

                    Nie jest to wiara w bajki ani strach przed samotnością. Dopóki byłam sama,
                    często mawiałam, że jestem szczęśliwym człowiekiem i tak się czułam (no
                    właśnie - to POCZUCIE szczęścia, bez względu na definicję, jest chyba
                    najważniejsze). Owszem, myślałam o tym, jak dobrze by łoby spotkać kogoś, z kim
                    to szczęście można by dzielić. Spotykałam chętnych na ten podział, ale "nie
                    było ambarasu" (czyli nie chciało dwoje naraz). Nie chciałam być z kimkolwiek,
                    ani czym prędzej uciekać od mojej samotności.
                    Nasz związek nie jest zbudowany ze strachu przed byciem_bez_nikogo.
                    Nie jest też wiarą w bajki, bo obydwoje mamy za sobą trochę doświadczeń i sporo
                    przemyśleń ("recydywiści").
                    Może chcemy zbyt wiele. Może to kwestia kilku nie spełnionych oczekiwań - na
                    tyle ważnych, że nie dadzą się zignorować? Może łączące nas uczucia nie
                    równoważą dzielących różnic (a te są... cóż, można powiedzieć, że w niektórych
                    sprawach zasadnicze). Może nie wszystko dokładnie przemyśleliśmy dając się
                    unieść fali fascynacji? Może nasza miłość to nie miłość? A tę - czy ktoś
                    zdefiniował? Może... może...
                    A może wszystko to na raz plus kilka rzeczy, o których trochę niezręcznie pisać
                    na Forum.
                    I żeby było jasne - wszystkie te wątpliwości nie są tylko moje, są nasze. Nie
                    jest jednak łatwo - nawet we dwoje - rozstrzygnąć, czy mamy jeszcze szansę
                    umościć się tak, by nam razem było dobrze, czy też są to sygnały do ewakuacji.


                    >
                    > A tak w ogóle - witaj po "reseciku" :-)

                    :-)))
                    Rodzinny weekend to jednak taki-sobie "resecik". Dziś jednak godzina rozmowy z
                    pasjonatem-górołazem dodała mi skrzydeł i ożywiła marzenia.
                    Czasami coś miłego czeka tam, gdzie się niczego szczególnego nie spodziewamy.
                    • jmx sedno 05.08.03, 03:19
                      walentyna napisała:

                      > I żeby było jasne - wszystkie te wątpliwości nie są tylko moje, są nasze. Nie
                      > jest jednak łatwo - nawet we dwoje - rozstrzygnąć, czy mamy jeszcze szansę
                      > umościć się tak, by nam razem było dobrze, czy też są to sygnały do
                      ewakuacji.


                      Odpowiedź jest jedna - albo wam na sobie zależy albo nie.

                      Reseciki, chodzenie po górach, kolejne definicje szczęscia, miłości na niewiele
                      się zdadzą. Na ogół, jak ludzie coś czują do siebie to chcą być ze sobą, pomimo
                      wątpliwości (bo zawsze jakieś mogą się pojawić i pojawiają) - czują, że chcą.

                      Jesli nie jest tak jak pisze Sergiusz - strach przed samotnością - to co
                      sprawiło, że związaliście się ze sobą? Bo jeśli rzeczywiście jest tyle spraw
                      między wami nie-do-pogodzenia to po co było w ogóle zawracać sobie głowę?
                      Albo nie jest tak żle tylko szukacie (szukasz?) dziury w całym?
                      Może to zbyt kategoryczne stwierdzenia ale same się nasuwają...
                    • Gość: Sergiusz co leży pod nogami? IP: 213.17.172.* 05.08.03, 14:14
                      Zacznę od prośby.
                      "Wyłącz" mnie, jeśli uznasz że za bardzo się wtrącam w
                      Twoje osobiste sprawy. To jednak coś innego - pisanie
                      "prawd ogólnych" a odnoszenie się do czyjejś, bardzo
                      osobistej, sytuacji. Na razie zakładam, że jeśli coś
                      piszesz publicznie, to tym samym niejako wyrażasz zgodę
                      na publiczną nad tym debatę, niezależnie od tego kto w
                      niej bierze udział. Ale granica wchodzenia buciorami w
                      czyjes życie jest cienka i nie chciałbym jej przekroczyć.
                      Z drugiej strony starm się nie odróżniać istnienia w
                      "realu" od istnienia w "wirtualu", i jeśli zaczałem o
                      czymś dyskutować, to nie bardzo chcę i umiem bez słowa
                      odwrócić się na pięcie i wyjść.

                      **************

                      Pisząc o strachu przed byciem_bez_nikogo nie myślałem o
                      strachu uświadomionym, łapiącym za gardło i nakazującym
                      rozpaczliwe poszukiwanie "drugiej połowy". Myślałem o
                      tym, co sam znam - o istniejącym gdzieś w tle poczuciu
                      niepełności, braku kogoś, dla kogo się znaczy więcej niż
                      inni ludzie i o kim się odruchowo myśli, z kim się -
                      myśląc - rozmawia. Nie ma tu, moim zdaniem, sprzeczności
                      z akceptacją i pewnego rodzaju polubieniem swojej
                      "samości'. Tak naprawdę, w wątku o uroku samotności,
                      napisałaś najprawdziwszą prawdę - samo(tno)ść daje duże
                      pole swobody, wolności, niezależności. Można z nią
                      zgodnie żyć, można się w niej wygodnie usadowić, można ją
                      akceptować, a nawet polubić. Ale, tak samo jak wtedy
                      kiedy się jest z_kimś_bardzo ;-), dostrzega się urok
                      samotności, tak samo - będąc sam na sam ze sobą - często
                      się marzy o tym, by swoje radości, pasje, myśli i
                      zmartwienia, móc z kimś dzielić.
                      Hm... napisałaś, że byłaś sama przez rok. Napisałaś, że w
                      tym czasie swoją samość oswoiłaś. Nie wierzę w to.
                      Jestem sam dłużej, niż Ty. Wiem, że prawie na pewno tak
                      już zostanie. Przez 90% swojego czasu akceptuję ten stan,
                      lubię go, jest mi w nim dobrze. Ale jest pozostałe 10%,
                      kiedy chce mi się wyć. Podział nie jest równomierny - to
                      nie jest tak, że przez 20,5 godziny dziennie jest mi źle,
                      a przez 3,5 fatalnie. Ha, wtedy wszystko byłoby proste -
                      te 3,5 bym przespał... ;-)
                      Niestety, jest tak że są okresy, kiedy ze swoją
                      samo(tno)ścią nie daję sobie rady. nN ogół staram się
                      takie chwile przetrwać... w smotności, ale bywa różnie.
                      Czasem to wyłazi na zwnatrz, do ludzi, i to są chwile
                      których najczęściej załuję. Ale cóż - tak po prostu jest.
                      Na szczęście moi przyjaciele, ci na których mogę liczyć
                      zawsze i wszędzie, ci których znam lata całe, znają mnie
                      i moją "historię" i potrafią mi wybaczyć niedobre chwile.

                      Po co to wszystko piszę?
                      Bo, na podstawie Twoich listów, odnoszę wrażenie że Twoja
                      (Wasza) wzajemna sobą fascynacja to w dużej mierze wynik
                      tych 10%. Tyle, że u Ciebie zapewne proporcje są (na
                      razie?) inne, nie 10-90, a np. 40-60. Przepraszam za
                      radykalność mojej wypowiedzi, ale być może Wasz związek
                      nigdy nie miał szansy, bowiem z obu stron (wszak
                      napisałaś, że recydywa te też Wasza wspólna cecha) to
                      była tylko nagła tęsknota za uniesieniami, wynikającymi z
                      uczucia euforii, zakochania, zauroczenia. Nagły,
                      nieuświadomiony, "atak samotności".

                      O ile dobrze zrozumiałem, Wasze bycie-ze-sobą ma dosyć
                      krótką historię? Może za krótką? Może zbyt gwałtowną?

                      Być może to moja "dorosłość", a być może... starość, ale
                      mi się wydaje że ewentualnego życiowego
                      partnera/partnerkę poznaje się powoli, stopniowo, krok po
                      kroku. Trzeba wspólnie i przegadać wiele nocy i dni, i
                      odkryć wspólne zainteresowania, i dzielące różnice, i
                      pochodzić po górach :-), i popływać, i... mnóstwo innych
                      rzeczy. Tego wszystkiego nie da się załatwić metodą
                      Dziadka Jacka z Rodziny Poszepszyńskich - "trzask prask i
                      po wszystkim". To musi stopniowo dojrzeć.

                      Przepraszam za szczerość, ale nie bardzo wierzę w
                      "sukces" wtedy, kiedy (tak jak to napisałem) naprędce
                      zostaje wyprodukaowany "składak" - bo akurat się
                      nadarzyła okazja taniego zakupu kompletu znakomitych części.
                      Do miłosci i radości współ-bycia nie wystarczą, moim
                      zdaniem, dobre chęci i "praca u podstaw ". Musi być
                      jeszcze to "coś", którego nie sposób wytłumaczyć.

                      ...a może właśnie dlatego ja jestem sam?


                      Zyczę Wam powodzenia. A czy razem, czy osobno - życie pokaże.

                      MS.

                      • Gość: Sergiusz errata IP: 213.17.172.* 05.08.03, 15:02
                        Powinnio być: "przez 20,5 godziny jest mi dobrze".

                        HiHiHi, Freud jakiś, czy co?

                        ;-)

                        MS.
                      • walentyna Re: co leży pod nogami? 05.08.03, 18:27
                        Wszystko, co napisałeś to prawda, racja i tak, podpisuję się pod każdym słowem.
                        Tak właśnie jest.
                        A od dziś wiem też, że moja i jego koncepcja związku to dwie różne filozofie.
                        To jest ten brakujący element, to coś, o czym nie wiedziałam lub czego nie
                        umiałam dostrzec. Ale ponieważ potrafimy ze sobą bardzo otwarcie rozmawiać, to
                        się w końcu dowiedziałam.

                        Popełniłam błąd.
                        Mam nadzieję, że pozwoli mi on stać się mądrzejszą.

                        Domu nie da się zbudować zaczynając od dymu z komina, prawda?

                        W.
                        • Gość: Sergiusz do domu jak w dym IP: 213.17.172.* 06.08.03, 10:29
                          Nie da się.
                          Budowę domu zaczyna się... nie, nie od kupienia działki.
                          Od zastanowienia, czy jest on w ogóle potrzebny i od
                          wyobrażenia sobie, jaki powinien być. Chodzi mi o nie
                          tyle o wygląd, co o atmosferę, charakter, styl.
                          Jak to się stało że tak późno(?) dotarliście do sprawy
                          tak zasadniczej, do podstaw? Hm... a może to jest skutek
                          na-pierwszy-rzut-oka idealnego dopasowania - uśpiona
                          czujność? Złudne wrażenie, że ludzie mogą być identyczni?
                          Nie pytam, zastanawiam się - sam dla siebie.

                          ************

                          ...w poszukiwaniu mądrości...

                          Myślę, że mądrość nie polega na posiadaniu wszechwiedzy,
                          ale na umiejętności stawania się mądrzejszym. Tylko
                          czasem jej mała porcja kosztuje, niestety, bardzo dużo.

                          MS.

                          • sunrise1 przepraszam, że sie wtrącam... 06.08.03, 11:51
                            Gość portalu: Sergiusz napisał(a):

                            > Jak to się stało że tak późno(?) dotarliście do sprawy
                            > tak zasadniczej, do podstaw? Hm... a może to jest skutek
                            > na-pierwszy-rzut-oka idealnego dopasowania - uśpiona
                            > czujność? Złudne wrażenie, że ludzie mogą być identyczni?
                            > Nie pytam, zastanawiam się - sam dla siebie.


                            Może jest tak, że u kogoś, kto ma ( jeszcze) inny podział , na przykład 50
                            do 50 %, lub 10 do 10 h ta czujność pozostaje w pewnym uśpieniu ?
                            Zresztą, czy ta czujność potrafi być u kogoś takiego racjonalna ?
                            Czy wrażenie, że ludzie mogą być identyczni jest tylko wrażeniem ?
                            Nie wiem.
                            Również zastanawiam się nad tym.
                            Niektórzy twierdzą, że tylko związek z kimś niemal identycznym tzn: mającym
                            podobne zainteresowania, upodobania, gusty, podobne spojrzenie na świat
                            ma szanse.
                            Inni uważają , że najwazniejsze dla związku jest wzajemne uzupełnianie...
                            Też się zastanawiam.

                            z:)))

                            PS czas bardzo zmienia ten " stosunek dobowy ", również i w moim przypadku.
                            To chyba naturalna kolej rzeczy....


                            >
                            > >
                            • jmx Re: przepraszam, że sie wtrącam... 06.08.03, 17:24
                              sunrise1 napisała:

                              > Niektórzy twierdzą, że tylko związek z kimś niemal identycznym tzn: mającym
                              > podobne zainteresowania, upodobania, gusty, podobne spojrzenie na świat
                              > ma szanse.
                              > Inni uważają , że najwazniejsze dla związku jest wzajemne uzupełnianie...
                              > Też się zastanawiam.


                              Wg mnie w związku najważniejsze jest chcenie bycia razem. Można dyskutować, iść
                              na kopromisy, dopasowywać się ale trzeba tego chcieć, mieć motywację do zmiany.
                              Jeśli ma się w głowię ustaloną listę cech jakie powinien mieć partner a samemu
                              w sobie nic nie chce się zmienić to nici z takiego związku choćby wszystkie
                              cechy były "odpowiednie". Tutaj trzeba się zastanowić co samemu się wnosi do
                              związku jaki bagaż i co z siebie można drugiemu człowiekowi ofiarować.
                        • walentyna teorie związków 06.08.03, 17:27
                          Pokojową nagrodę Nobla temu, kto odnajdzie niezawodną zasadę budowania
                          związków. Osobiście podejrzewam, że takiej zasady nie ma. Że każdy niestety sam
                          dochodzi, po szczeblach własnych doświadczeń i przemyśleń, na czym to polega.
                          Albo i nie dochodzi...
                          Takie wymiany myśli, jak nasza tutaj wzbogacają i pozwalają często dostrzec
                          dużo więcej, niż jest to możliwe w myślowym odosobnieniu.

                          Budowanie od dymu z komina u mnie jakoś nie bardzo wychodzi, ale może są pary,
                          którym ten sposób wyszedł na zdrowie. Jedni zaczynają od wspólnej pasji, inni
                          jej wcale nie mają i budują swój związek np. na seksie. Jedne związki wyrastają
                          ze wspólnego przeżywania trudnych sytuacji, inne z zabawy. Itd...

                          Może to zależy od tego, czego szukamy w związkach, jakie mamy potrzeby, co
                          potrafimy dać, a co przyjąć... A może od przypadku/przeznaczenia/magii... A
                          może od wszystkiego po trochu...

                          W.
                          • Gość: Sergiusz Pół żartem IP: 213.17.172.* 06.08.03, 17:39
                            "Teoria jest wtedy, kiedy wiemy wszystko, a nic nie działa.
                            Praktyka jest wtedy, kiedy wszystko działa, a nikt nie
                            wie dlaczego.

                            My tu łączymy teorię z praktyką:
                            Nic nie działa i i nikt nie wie dlaczego."

                            MS.
                            • walentyna Re: Pół żartem 07.08.03, 08:55
                              Gość portalu: Sergiusz napisał(a):

                              > "Teoria jest wtedy, kiedy wiemy wszystko, a nic nie działa.
                              > Praktyka jest wtedy, kiedy wszystko działa, a nikt nie
                              > wie dlaczego.
                              >
                              > My tu łączymy teorię z praktyką:
                              > Nic nie działa i i nikt nie wie dlaczego."
                              >
                              > MS.

                              Oj, prawda to, prawda Sergiuszu! I to jest sedno sprawy ;-)
                          • Gość: Sergiusz pół serio IP: 213.17.172.* 07.08.03, 11:54
                            Myślę, że każda rozmowa, wymiana myśli i poglądów, jest
                            cenna. I tu, i "na żywo". Tu jest, można powiedzieć,
                            czysta myśl - nie jest ważne kto jak wygląda, kim
                            naprawdę jest, ile ma lat, jaki ma zawód. Jest ważne
                            tylko jedno - co ma do powiedzenia. To prawda, brakuje
                            gestu, spojrzenia, melodii głosu - ale za to może się
                            zdarzyć, że zwrócimy uwagę na kogoś, obok kogo na ulicy
                            przeszlibyśmy obojętnie.
                            Trochę nie na temat, ale... czy na pewno?

                            Taaak, wymiany-tutaj-myśli rzeczywiście poszerzają nasze
                            spojrzenie i wzbogacają nasz ogląd spraw. Pod tym się
                            mogę podpisać wszystkimi czterema kończynami. Tylko, tak
                            sobie pomyślałem - czy to nie jest trochę pułapka?
                            Porównam to do wchodzenia na górę. Jeśli nie znamy
                            stopnia trudności, często idziemy i nawet nie zauważamy,
                            że było trudno. A jeśli byśmy się nasłuchali i naczytali,
                            to być może wcale byśmy nie wyszli.
                            Z drugiej strony - ileż osób zabija się tylko przez to
                            że, będąc nieświadomymi niebezpieczeństw, poszło na skałę
                            w klapkach. A wystarczyłoby założyć porządne buty...

                            Jakie wnioski? Ano takie, że nawet w chwili euforii
                            należy być realistą. Oglądać wszystko z wielu stron,
                            rozważać wszelkie możliwe scenariusze i możliwości - te
                            złe też. Przed niebezpieczeństwem nie uciekać, ale się na
                            jego pokonanie przygotować zawczasu. Bo potem, kiedy
                            zaskoczy, może być już za późno.

                            "Nauczyłem się, że wszyscy chcą żyć na wierzchołku góry,
                            zapominając że prawdziwe szczęście kryje się w samym
                            sposobie wspinania się na górę"
                            (G.G.M.)
                            Od siebie dodam - idąc na górę życia warto zadbać o dobre
                            buty.

                            MS.
                            • sunrise1 Re: pół serio 07.08.03, 18:46
                              Znowu cenne słowa...


                              z:)))
                              • jmx Re: pół serio 08.08.03, 00:32

                                Bez-cenne....


                                PS. A ja myślę, że rzecz nie leży w butach ale kluczyku do czyjegoś serca,
                                umysłu. Jeśli kluczyk będzie - to nawet góry na tle morza nie przeszkodzą w
                                porozumieniu.
                            • walentyna Re: pół serio 08.08.03, 13:24
                              Gość portalu: Sergiusz napisał(a):


                              > Jeśli nie znamy
                              > stopnia trudności, często idziemy i nawet nie zauważamy,
                              > że było trudno. A jeśli byśmy się nasłuchali i naczytali,
                              > to być może wcale byśmy nie wyszli.
                              > Z drugiej strony - ileż osób zabija się tylko przez to
                              > że, będąc nieświadomymi niebezpieczeństw, poszło na skałę
                              > w klapkach. A wystarczyłoby założyć porządne buty...

                              Z pięćset siedemdziesiątej strony - poznanie czegoś w teorii, usłyszenie o
                              czymś od znajomego itp. zachęca do próby w praktyce. A ileż razy udzielona
                              komuś rada uratuje mu życie lub zaoszczędzi trosk - czasami nawet po wielu
                              latach.

                              No i jeszcze jedno - jak już się raz uruchomi myślenie, rozważanie o świecie,
                              ludziach i sobie wśród - to nie da się tego wyłączyć. I naturalnie dążymy do
                              tego, by się tymi swoimi myślami dzielić, a cudzymi wzbogacać.


                              > Jakie wnioski? Ano takie, że nawet w chwili euforii
                              > należy być realistą. Oglądać wszystko z wielu stron,
                              > rozważać wszelkie możliwe scenariusze i możliwości - te
                              > złe też. Przed niebezpieczeństwem nie uciekać, ale się na
                              > jego pokonanie przygotować zawczasu. Bo potem, kiedy
                              > zaskoczy, może być już za późno.

                              Czy to nie galopujący idealizm? Ale warto dążyć do :-)


                              > Od siebie dodam - idąc na górę życia warto zadbać o dobre
                              > buty.
                              >

                              A ja od siebie - że trzeba czasu i doświadczeń - może kilku pęcherzy i otarć na
                              stopach aby docenić, jak ważne są wygodne buty i dowiedzieć się, na czym ta
                              wygoda polega.

                              W.
                              • Gość: Sergiusz o śledziach IP: 213.17.172.* 08.08.03, 17:00
                                Opowieść o śledziowych łebkach.

                                -------------

                                W kolejowym przedziale jadą dwaj panowie. Jeden z nich co
                                chwilę wyciąga z walizy śledziowy łebek i pracowicie go
                                wysysa. Drugi mu sie przygląda, przyglada i po pewnym
                                czasie pyta:

                                - Po co Pan tak wysysa te łebki?

                                Pierwszy odpowiada:

                                - W łebkach jest dużo fosforu, dzięki temu będę mądrzejszy.

                                Drugi zsstanawia się chwilę i w końcu zadaje pytanie:

                                - A odsprzeda mi Pan kilka? Też chcę być mądry.

                                Pierwszy:

                                - Ależ proszę bardzo, 100 zł sztuka.

                                Drugi kupuje pięć sztuk i zaczyna ssać. Po wyssaniu dwóch
                                zastanawia się i pyta pierwszego:

                                - Panie, ale to prawda, z tymi łebkami? Bo drogo...

                                A na to pierwszy:

                                - Aaaaaa, zmądrzał Pan!

                                -----------------

                                No więc warto jednak czasami być przewidującym - po to,
                                żeby nogi nie pokryły się bolesnymi bąblami, a kieszeń
                                nie stała się bez potrzeby pusta.

                                Uroczego łykendu (nazwa od łyku świeżego powietrza)!

                                :-)

                                MS.
                                • walentyna Re: o śledziach 08.08.03, 19:17
                                  Gość portalu: Sergiusz napisał(a):

                                  > Opowieść o śledziowych łebkach.
                                  >
                                  > -------------
                                  >
                                  > W kolejowym przedziale jadą dwaj panowie. Jeden z nich co
                                  > chwilę wyciąga z walizy śledziowy łebek i pracowicie go
                                  > wysysa. Drugi mu sie przygląda, przyglada i po pewnym
                                  > czasie pyta:
                                  >
                                  > - Po co Pan tak wysysa te łebki?
                                  >
                                  > Pierwszy odpowiada:
                                  >
                                  > - W łebkach jest dużo fosforu, dzięki temu będę mądrzejszy.
                                  >
                                  > Drugi zsstanawia się chwilę i w końcu zadaje pytanie:
                                  >
                                  > - A odsprzeda mi Pan kilka? Też chcę być mądry.
                                  >
                                  > Pierwszy:
                                  >
                                  > - Ależ proszę bardzo, 100 zł sztuka.
                                  >
                                  > Drugi kupuje pięć sztuk i zaczyna ssać. Po wyssaniu dwóch
                                  > zastanawia się i pyta pierwszego:
                                  >
                                  > - Panie, ale to prawda, z tymi łebkami? Bo drogo...
                                  >
                                  > A na to pierwszy:
                                  >
                                  > - Aaaaaa, zmądrzał Pan!
                                  >
                                  > -----------------
                                  >
                                  > No więc warto jednak czasami być przewidującym - po to,
                                  > żeby nogi nie pokryły się bolesnymi bąblami, a kieszeń
                                  > nie stała się bez potrzeby pusta.
                                  >
                                  > Uroczego łykendu (nazwa od łyku świeżego powietrza)!
                                  >
                                  > :-)
                                  >
                                  > MS.

                                  Świetna opowiastka. Kupuję i umieszczam obok mojej ulubionej o psie na jeżu.
                                  Tobie też przyjemności sobotnio-niedzielnych życzę i... pędzę popływać (w
                                  basenie).

                                  W.
    • Gość: stary Re: w poszukiwaniu mądrości - Walentynko IP: *.acn.pl / 10.72.2.* 05.08.03, 23:11
      Ależ cytując tego starożytnego cynika:

      >Mieć odwagę, by zmieniać to, co zmienić mogę.
      >cierpliwość, by znosić to, czego zmienić nie mogę
      >i mądrość, by odróżnić jedno od drugiego.

      ...W zasadzie odpowiedziałaś sobie, w gruncie rzeczy zamykając tym otwarciem
      wątek. Co nie znaczy, że nie można rozważać dalej.
      Pozdrowienia:)
    • komandos57 Re: w poszukiwaniu mądrości 05.08.03, 23:12
      A ty Lajko gdzie szukasz madrosci?Mialas orgazma w walonkach?
      • sunrise1 Re: w poszukiwaniu mądrości 06.08.03, 12:38
        Człowieku, to graniczy z cudem, że ktoś taki jak Ty umie w ogóle
        obsługiwać komputer i zna alfabet, tylko...nie umie z tego zupełnie korzystać.

        z
        • Gość: Sergiusz Re: w poszukiwaniu mądrości IP: 213.17.172.* 06.08.03, 16:12
          Z kim rozmawiasz? Bo ja nikogo nie zauważyłem...
          (co i Tobie polecam)

          :-)
          MS.
          • sunrise1 Re: w poszukiwaniu mądrości 06.08.03, 16:23
            z duchem (?), zresztą to był monolog.
            Co do reszty : yes sir

            z:))
          • Gość: cacadeburro Re: w poszukiwaniu mądrości IP: *.acn.pl / 10.72.2.* 07.08.03, 12:42
            Gość portalu: Sergiusz napisał(a):

            > Z kim rozmawiasz? Bo ja nikogo nie zauważyłem...
            > (co i Tobie polecam)
            >
            > :-)
            > MS.

            Bo tu były walonki. Pociągnij nosem - został po nich smród.
    • agresja4 Re: w poszukiwaniu mądrości 06.08.03, 21:04
      Masz rację Walentyna - ktoś skłamał. Puść to. Nie warto tkwić w takim związku.
      • komandos57 Re: w poszukiwaniu mądrości 07.08.03, 19:57
        POPIERAM AGRESJO.nIE JESTEM PEWIEN CO,ALE POPIERAM.wALONKI Masz
        przygotowane.Mialas kiedys sex w walonkach?
        • agresja4 Re: w poszukiwaniu mądrości 08.08.03, 00:43
          komandos57 napisał:

          > POPIERAM AGRESJO.nIE JESTEM PEWIEN CO,ALE POPIERAM.wALONKI Masz
          > przygotowane.Mialas kiedys sex w walonkach?

          Nie miałam seksu w walonkach.
          i nie mam ochoty mieć.
          To nie mój styl!

          • komandos57 Re: w poszukiwaniu mądrości 08.08.03, 00:50
            Ale w walonkach znajdziesz madrosc.I orgazm moze ci sie przydarzyc.Czas
            sprobowac.A jaka amortyzacja?
    • olek13 Re: w poszukiwaniu mądrości 08.08.03, 17:37
      Walentyno,
      Może łatwiej Ci będzie dociec źródeł problemu po lekturze książki aut. L. Żądło, B. Augustynowicz "Związki miłości na ścieżce samorealizacji".
      Polecam i pozdrawiam
      • walentyna Re: w poszukiwaniu mądrości 08.08.03, 19:12
        olek13 napisał:

        > Walentyno,
        > Może łatwiej Ci będzie dociec źródeł problemu po lekturze książki aut. L.
        Żądło
        > , B. Augustynowicz "Związki miłości na ścieżce samorealizacji".
        > Polecam i pozdrawiam

        Bardzo dziękuję, chętnie przeczytam.
        W.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka