Dodaj do ulubionych

Czy powiedziec matce, ze mam raka????

16.03.08, 11:04
Moze dziwne pytanie....ale moja mama caly czas cierpi na rozne
depresje, byle wiekszy problem od razu wpada w glebsza depresje,
caly czas bierze proszki, jest strasznie nerwowa...
Ja nniedawno dowiedzialam sie, ze mam raka szyjki macicy, co prawda
jeszcze podobno przedinwazyjny, mam miec zabieg w szpitalu usuniecia
szyjki macicy.I zastanawiam sie czy jej mowic o tym? Boje sie, ze
zaraz wpadnie z powrotem w depresje, ze bede miala "kolejny" problem
z nia, a sama w tym momencie nie moge sobie z tym poradzic, i to ja
wlasnie raczej potrzebuje wsparcia...ja po prostu w tej sytuacji nie
dam rady ja wyciagac z kolejnej depresji...
Zaraz bedzie chyba trzeba to robic ze mna...jestem zalamana...nie
mam jeszcze dzieci....
Obserwuj wątek
    • hatroha Pewnie to nie jej wina... 16.03.08, 11:07
      Rak szyjki macicy bardzo rzadko występuje w społeczeństwach, w których stosuje
      się obrzezanie, które zmniejsza ryzyko infekcji.


      ...tylko samców
      • vestalinka Re: Pewnie to nie jej wina... 16.03.08, 11:33
        Myślę że lepiej nic mamie nie mówić...taka wiadomość mogłaby na nią źle
        podziałać,zamartwiłaby się na śmierć. Niektóre rzeczy warto zachować tylko dla
        siebie. Oszczędzisz sobie podwójnego zamartwiania się-skup się teraz na sobie i
        udanej operacji,której życzę Ci z całego serca. Dziecko zawsze można
        adoptować,tyle jest dzieci których nikt nie chce...Czy masz partnera przy sobie?
        Całkowicie sama będziesz zmagać się z tym problemem?
        • katina35 Re: Pewnie to nie jej wina... 16.03.08, 11:40
          Tak,mam partnera...tak calkowiecie nie sama, ale mam wyrzuty
          sumienia, ze w pewien sposob oszukuje/oszukam matke....ale
          faktycznie moze z dwojga zlego lepiej nic nie mowic....
          • vestalinka Re: Pewnie to nie jej wina... 16.03.08, 11:55
            Nie oszukasz mamy nic jej nie mówiąc,jesteś dorosłą osobą i masz prawo tę
            wiadomość zachować dla siebie-zwłaszcza że wiesz jakie konsekwencje przyniesie
            obarczenie tym mamy.Myślę że tak będzie lepiej,sama mam mamę która zawsze jest
            bliska zawału jak dzieje się coś niespodziewanego.
            Wiele rzeczy jej nie mówię żeby miała święty spokój. Trzymam za Ciebie kciuki:-)
        • leda16 Re: Pewnie to nie jej wina... 24.03.08, 09:19
          "Dziecko zawsze można
          > adoptować,tyle jest dzieci których nikt nie chce.."

          A jak myślisz, dlaczego tych dzieci nikt nie chce? Ty byś chciała dziecko pijaka i młodocianej, ociężałej umysłowo prostytutki?
        • leda16 Re: Pewnie to nie jej wina... 24.03.08, 09:19
          "Dziecko zawsze można
          > adoptować,tyle jest dzieci których nikt nie chce.."

          A jak myślisz, dlaczego tych dzieci nikt nie chce? Ty byś chciała dziecko pijaka i młodocianej, ociężałej umysłowo prostytutki?
    • sun_of_the_beach Re: Czy powiedziec matce, ze mam raka???? 16.03.08, 11:38
      Pomyśl bardziej o sobie niż o mamie. W chorobach onkologicznych (w innych też, ale w tych szczególnie) ważne jest pozytywne nastawienie i optymizm co do prognozy wyleczenia. Jeśli "biadolenie" matki ma cię jeszcze bardziej zdołować, lepiej zachowaj wiadomość dla siebie. Chyba, że wiesz, że pocieszanie matki odwróci twoją uwagę od swojego problemu... Trochę zdrowego egoizmu.
      • hatroha Re: Czy powiedziec matce, ze mam raka???? 16.03.08, 11:48
        Ważniejsze z rakiem ma nie tyle co nastawienie co CZAS!!!
        im szybciej tym lepiej...
    • spinline Re:Nie mow... 16.03.08, 12:28
      Jesteś dorosła i to twoje bardzo prywatne zycie, do tego nie
      majace z zyciem matki nic wspólnego.

      tego typu zabiegi są dziś prawie codziennością i operuje się
      najczęsciej laserem. Po operacjach laserowych gojenie ran przebiega
      bezobjawowo.

      Jezeli to nie jest 1 czy 2 stopień a 0 to nie masz co nad tym
      biadolić i jeszcze matkę straszyć, czyms co dzis przechodzi prawie
      co 4/5 kobieta.
      • katina35 Re:Nie mow... 16.03.08, 13:05
        Macie racje....na razie nie powiem...gdy ewentualnie okaze sie
        pozniej, ze sa jakies przezuty, sytuacja jest powazna to wtedy
        powiem, bo to jednak matka i na pewno mimo wszystko chcialaby
        wiedziec....A teraz "tylko" zabieg usuniecia szyjki
        macicy..."tylko", kurcze....nie jest to latwe dla mnie. Powiedzieli
        tez w szpitalu, ze dlatego, ze nie rodzilam to usuna na razie
        szyjke, ale niestety byc moze po zbadaniu tej szyjki okaze sie
        jednak, ze beda mi musieli usunac cala macice....jestem w szoku!
        • elissa2 Re:Nie mow... 16.03.08, 15:16
          Nie mów! I nie będzie to żadne oszustwo a wspaniały humanitarny czyn i dla niej
          i dla Ciebie samej. Ale najprawdopodobniej (jeśli nie jest to osoba całkowicie
          zaabsorbowana sobą, jeśli Cię kocha) nie musisz przed nią ukrywać, że dręczy Cię
          straszliwa zgryzota. Ale jakiego to kalibru choroba to już możesz przemilczeć.
          Tak jest z moją mamą. Gdy za bardzo kwęka to takie odwrócenie uwagi przynosi
          dobry efekt.

          Nie bój się. Wcześnie wykryte zmiany są całkowicie wyleczalne a tak jest z całą
          pewnością w Twoim przypadku. Na pewno nie ma przerzutów! Nie zadręczaj się na
          zapas! Wiem, że się potwornie boisz ale zobaczysz, że okaże się, że strach miał
          wielkie oczy. Przypuszczalnie usuną tylko część szyjki i być może jeszcze kiedyś
          będziesz mogła być mamą.
          Trzymam kciuki za Ciebie! Czuję, że będzie dobrze.
          Moc Pomyślności!
          • katina35 Re:Nie mow... 16.03.08, 15:27
            Dziekuje za wsparcie!!!!!!!!!!!
            • vestalinka Katina 16.03.08, 15:57
              Będzie dobrze,na pewno nie masz przerzutów i usuną Ci tylko część macicy....i
              myślę że zostaniesz mamą! Nie chcę się chwalić,ale moje przeczucia często się
              sprawdzają. Mam prośbę-czy po zabiegu będziesz mogła podzielić się z nami tym
              czy wszystko w porządku?
              • katina35 Re: Katina 16.03.08, 17:16
                Tak,oczywiscie, ze sie podziele!! Zabieg bede miec pewnie w
                przeciagu 2 tyg.Dla mnie to juz bym chciala aby byl jutro....nie
                zniose psychicznie dluzej czekania na to...Musza mi tylko w szpitalu
                wyznaczyc termin operacji.
                Dziekuje za przeczucia!!;)
          • leda16 Re:Nie mow... 24.03.08, 09:45
            Elissa, a postukajże się tymi swoimi kciukami w pustą główkę. Chirurdzy, póki nie otworzą brzucha nie wiedzą, czy są przerzuty czy nie,co wyciąć a co zostawić, a Ty wiesz to na pewno. W tej sytuacji dziewczyna powinna być przygotowana na najgorsze a nie biernie czekać, pocieszając się myślą "jakoś to będzie". Przede wszystkim powinna NATYCHMIAST zasięgnąć konsultacji w jakiejś renomowanej klinice leczenia bezpłodności - przechowanie jej jajeczek i ciąża zastępcza tu już w UE norma, nie żadne dziwowisko, jak w Polsce. W końcu Polska też zostanie zmuszona do refundacji takich zabiegów. Jeżeli Kasia obudzi się po zabiegu bez macicy, to będzie Jej jedyna szansa na dziecko.
    • solaris_38 Re: Czy powiedziec matce, ze mam raka???? 16.03.08, 23:45
      jasne ze powiedzieć

      miedzy ludźmi ważna jest intymność i wsparcie

      daj jej szanse wesprzeć cię

      zrobi to jak może a nawet jak wpadnie w depresję to przynajmniej będzie żywa
      istota w depresji a nie półtrupem żyjącym w izolacji choć bez depresji

      co do nowotworów to te fazy wycina się dość często i w niczym to nie przeszkadza

      będzie dobrze buziaczki





    • green_land Re: Czy powiedziec matce, ze mam raka???? 17.03.08, 12:02
      Wiesz, nie bierz tego zbyt do siebie, to tylko taka luźna myśl.
      Czasami mam wrażenie, ze większość osób, ktore mają
      taki "depresyjny" charakter tak naprawdę nie cierpi na depresję ale
      hipochondrię:/
      Zajmij się wreszcie sobą. Nie patrz na jej problemy, ale na własne.
      Przecież nie możesz jej matkowac! Jesteś dorosła i masz swoje
      problemy. Moze ona tak postępuje, bo widzi, ze się mniej nią
      zajmujecie z racji chociażby tego, ze macie włąsne problemy. Jeżeli
      tak nie jest - przepraszam. Ja po prostu mam taką znajomą w pracy.
      Baba ma końskie zdrowie, ale wiecznie narzeka, jaka to niesamowicie
      chora! A to trzustka, a to wątroba... a potrafi zjeśc olbrzymi kawął
      tortu z orzechami z mega kremem! A na pytranie, czy nic jej nie ma
      odpowiada, ze widocznie był świeży, bo nic!
      Dlatego pomyślałam, ze ta depresja to może być próba zwrócenia na
      siebie uwagi.
      Pewnie od niej pomocy nie otrzymasz, raczej na to nie licz.
      Pewnie jest odpowiednie forum - tam najczęściej można otrzymać
      wszelką pomoc, lepszą niejednokrotnie niż w realu.
      A co do raka - skoro jest to poczatkowe stadium, nie martw się na
      zapas, tylko zabieraj za siebie i bądź dobrej myli! Bo poddanie się
      i zrezygnowanie prowadzi do spadku odpornośći. Spadają limfocyty T,
      które są odpowiedzialen za walkę z chorobą! Wieć uśmiechnij się do
      siebie i walcz! A ja będe za Ciebie mocno trzymać kciuki i trochę
      pomęczę Pana Bozię:)
      • elissa2 hipochondria 17.03.08, 14:57
        green_land napisała:

        > Czasami mam wrażenie, ze większość osób, ktore mają
        > taki "depresyjny" charakter tak naprawdę nie cierpi na depresję ale
        > hipochondrię:/
        >
        Hipochondria to schorzeniem zaliczane do bardzo silnych nerwic i może być
        powodem OGROMNEGO CIERPIENIA dotkniętych nim osób.
        Często bywa tak, że hipochondria ma charakter ucieczki w chorobę, spowodowanej
        niepowodzeniami lub brakiem satysfakcji życiowej.
        Zatem określanie kogoś hipochondrykiem tonem pełnym politowania,
        zniecierpliwienia czy ironii jest wielkim nieporozumieniem.
        • green_land Re: hipochondria 20.03.08, 10:28
          W społeczeństwie termin hipochondria określa raczej osoby wmawiające
          sobie każdą chorobę. I ma wydźwięk ironiczny.
          Mam pare osób w swoim otoczeniu, które KOCHAJĄ choroby. Ostatnio
          usłyszałam, że ja wprawdzie biore sporo leków /kilkanaście tabletek
          dziennie/, ale to ona jest tą chorą naprawdę, bo wzięła ich w życiu
          więcej ode mnie! Sic! No kurcze, jeszcze się na choroby nie
          licytowałam:)
          Dlatego w takich przypadkach reaguję podejrzliwie.
          Nawet próby pocieszenia w tylu: Pani A..., każdemu zdarza się taka
          arytmia, nie nalezy sie tym przejmować /wiem, bo miałam naprawdę
          upierdliwą arytmię - kładąc się spać, nie wiedziałam, czy się obudzę-
          ona o tym wiedziała/, słyszałąm, że to nie tak jak myślę, bo ona ma
          arytmie! No i gadaj tu człowieku sobie do ściany.
          Inna ma torbiel na nerce i kiedyś usłyszałam, że ma raka! Że torbiel
          to rak! Tłumaczę babie, że takie podejście to to i tamto, a ona, że
          idąc do szpitala na wycinanie jej powiedziała dzieciom co i jak jak
          nie wróci!!! Jak to nazwać? Skrajna głupota i nieodpowiedzialnoć
          narażać dzieci na takie cierpienia! Nie chcę nawret mysleć, co one
          przechodziły!
          Więc czasami odnosze wrażenie, że te nasze chorowanie to nie
          choroby, ale taki spory szantaż pod adresem bliskich. Jestem chora,
          więc biedna, macie mnie żałować, słuchac mnie itd. Zdobywa się
          litość i ma się władzę, bo można użyć zawsze zrgumentu, że jestem
          ciężko chora, a wy mnie tak dobijacie swoim zachowaniem.
          Mam przyjaciela depresowca - wiem, jak to wygląda. WIem też, że są
          różne depresje, różnie się objawiające /taką mała właśnie skończyłam
          leczyć - prawie/. Jestem daleka od wyśmiewania chorych. Ale czasem
          potrzeba niektórym kopa, by przestali wmawiać obie choroby.
          Owa szefowa, gdy moja mama zachorowała na raka piersi/20 lat temu/,
          zaczęła sobie wmawiać, że ma raka! Sic! Przychodziłą do pracy i...
          płakała! I wiesz, co pomogło? Jak usłyszała od kobiety siedzącej
          obok, prawie hamskie słowa: tak, ma pani raka!!! I problem się
          skończył.
          Zresztą o takim właśnie szokowym leczeniu czytałam jakiś czas temu i
          wiem, ze to naprawdę działa.
          Nie miałam zamiaru nikogo obrażać. Wiem, co znaczy cierpienie i jak
          może wyglądać strach przed chorobą - wiem z autopsji:( Ale wiem też,
          jak takie mechanizmy mogą działać. Dlatego przyczyny choroby staram
          sie szukać także w głowie. Nie, nie jestem lekarzem:) Ale gdy miałam
          potworną arytmię, gdy leki nie przynosiły efektu, pierw chodziłam na
          masaże /od kręgosłupa serce też może szaleć/, szukałam przyczyny
          także w braku np. Mg, Ca, K, a w końcu poszłam do psychiatry po leki
          na depresję/nerwicę. Nie, nie ja postawiłam sobie diagnozę, to ona
          stwierdziła, że to taka depresjo-nerwica:) Zresztą nie lubie mówic,
          że to d., bo dla mnie prawdziwa depresja kojarzy się z potwornym
          cierpieniem. Dlatego nie mówię, że to była depresja, ale silna
          nerwica.
          Jeżeli kogoś uraziłam swoimi słowami - przepraszam. Nie taka była
          moja intencja.
          Pozdrawiam
          • elissa2 Re: hipochondria 20.03.08, 13:47
            Oj, oj ... Trochę niefortunnie to wyszło.
            Owszem, zacytowałam Ciebie ... Ale zapewniam Cię, że absolutnie nie chodziło o
            jakąś reprymendę w stosunku do Ciebie.
            Ponieważ jesteśmy na forum psychologia, zasygnalizowałam dość powszechne zjawisko.
            Wszyscy to robimy - jedni częściej, inni rzadziej.
            Rozeźleni nazywamy kogoś kretynem, idiotą, debilem ... A przecież to są
            jednostki chorobowe.
            Ale i tak nie tak najgorzej u nas. W niektórych krajach używa się epitetów
            pochodzących od "cancer"
    • naprawdetrzezwy Nie mów. 17.03.08, 13:33
      Twoje pytanie dowodzi, że nie potraficie ze sobą rozmawiać dzieląc się radościami i kopotami życia.

      Więc sobie daruj.

      Opowiedz o tym kasjerce w osiedlowym sklepiku.
    • opokaga Re: Czy powiedziec matce, ze mam raka???? 17.03.08, 16:54
      Mam kolezanke, ktora w warunkach podobnych relacji z matka poszla
      jeszcze dalej - zataila fakt ciazy i urodzenia dziecka, pokazala jej
      dopiero miesieczne niemowle! Miala dzieki temu jakies dziesiec
      miesiecy swietego spokoju, przynajmniej pod tym wzgledem, bo matka
      podobno tez ma tendencje do bezustannego zamartwiania sie, a poza
      tym trucia i pouczania. Matce oszczedzila dziesieciu miesiecy nerwow
      i niepokoju. Wydaje mi sie wiec, ze w pewnych konkretnych warunkach
      milczenie matce jest zlotem:)
    • koala_tralalala Nie mow 17.03.08, 19:41
      W tej sytuacji jaka opisalas - nie mow. Prawdopodobna reakcja Twojej
      mamy bedzie jeszcze gorsza dla Was obu niz to, ze jej niczego nie
      powiesz. Jak pieknie Elissa powyzej napisala: to naprawde bedzie
      czyn heroiczny, bo bardzo potrzebujesz wsparcia.


      Trzymam kciuki za Ciebie :)
    • mahadeva Re: Czy powiedziec matce, ze mam raka???? 17.03.08, 22:04
      nie mow nic matce, nie musisz jej przeciez wszystkiego mowic, jak na
      spowiedzi, do rodzicow trzeba miec dystans

      przestan myslec o dzieciach, to co, ze ich nie masz - widocznie nie
      chcialas, to same problemy

      zajmij sie swoim zdrowiem teraz i mam nadzieje, ze wszystko bedzie
      dobrze!
      • katina35 Re: Czy powiedziec matce, ze mam raka???? 19.03.08, 23:25
        Dzis widzialam sie mama....nie moglam jej spojrzec w oczy, staralam
        sie byc twarda, usmiechalam sie,cos tam mowilam, ale...ona patrzyla
        na mnie i pytala oczami: cos sie stalo??....na koniec jak
        wychodzilam spytala, co sie dzieje? wszystko w porzadku??? Dobrze,
        ze spytala kiedy bylam w drzwiach....do konca bylam twarda,nic nie
        powiedzialam. Jak tylko wyszlam z koruytarza zalalam sie lzami...
        A na operacje czekam....jeszcze ponad 2 tygodnie. Schudlam 4 kg. W
        ciagu tygodnia....
        Czasami budze sie rano i wydaje mi sie, ze to byl sen. Usmiecham
        sie, ze to koniec, ze juz sie obudzilam i dobrze, ze to byl sen.A tu
        nagle uderzenie w glowe. To nie sen....
        • elissa2 Re: Czy powiedziec matce, ze mam raka???? 19.03.08, 23:37
          Idę pisać @ do Ciebie! :)
        • greengrey Re: Czy powiedziec matce, ze mam raka???? 21.03.08, 18:15

          powiedz Mamie

          daj jej szansę, by poczuła swoją silę i mogła Ci pomóc, wesprzeć

          przed Tobą jeszcze trochę czekania na zabieg, potrzebujesz jej
          pomocy, otuchy, Może się zadziwisz na ile Ją stać ?

          pomimo całego Twojego strachu, niepokoju, to dla Was obu czas na
          bycie blisko razem naprawdę


        • leda16 Re: Czy powiedziec matce, ze mam raka???? 24.03.08, 09:13
          "a na operacje czekam...jeszcze ponad 2 tygodnie..." Hm...a czy jesteś przygotowana na skutki tej operacji, czyli przy tym rodzaju nowotworu raczej pewną bezpłodność? Na stole operacyjnym nie będą Cię już przecież pytać czy charatać macicę z przydatkami czy nie. Potem będzie chemia i naświetlania. Słowem - czeka Cię długie 5-cio letnie leczenie zanim niebezpieczeństwo minie. Dowiadywałaś się może, czy istnieją w Polsce banki jajeczek na podobieństwo banków spermy? Jeśli nie, to rozważ mozliwość skorzystania z któregoś z banków unijnych. A w ogóle jesteś pewna że to "rak" czy może zwykła nadżerka? Co stwierdza badanie histopatologiczne, jaka jest łacińska nazwa tego nowotworu i stopień TNM? Co na to Twój facet? Jego reakcją bardziej bym sie martwiła niż neurotyczną mamusią.
    • no1teresa masz natychmiast przeczytac 24.03.08, 11:29
      książkę "Miłośc, medycyna i cuda" Bernie S.Siegel
      koniecznie
      i bądż dobrej myśli

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka