moja smutna historia

28.04.08, 18:52
Poznaliśmy się w necie na forum. On zwrócił mi uwagę, że sygnaturkę mam
niepoprawną. Częste rozmowy na gg. On kilka razy zrywał ze mną kontakt.
Wykasowywał mnie ze znajomych. Ja nie dawałam za wygraną:) Bawiło mnie to :)
Zagadywałam znowu. Potem spotkanie. Polubiłam go od pierwszego wejrzenia.
Ładne oczy. Ciekawa buzia. Fajna sylwetka. Inteligentny. Zdystansowany. Plus
złe nastawienie do ludzi. Ale weszłam w to. Pocałunki były wspaniałe.
Zakochałam się po uszy. Po jakimś czasie zauważyłam, że patologicznie kłamie.
Nie chciał powiedzieć gdzie pracuje, gdzie mieszka, oszukiwał, że telefon niby
nie zasięgu itp. Nie chciał przedstawić znajomym. Wybaczałam. Nie miał żony.
Nic z tych rzeczy. Sprawdziłam. Po prostu kłamczuch. Jako, że byłam zakochana,
straciłam całkiem rozum. Zwariowałam na jego punkcie. On natomiast tylko mnie
wykorzystywał. W końcu zerwał. A ja walczyłam. Walczyłam o niego z całych sił.
Nie potrafiłam bez niego żyć. Wrócił. Był zimny jak głaz. Nie szanował mnie.
Zaczęliśmy rozmawiać. Chciałam, żeby się zmienił.... I tak się stało. Pracował
nad sobą. Starał się. Widziałam to i strasznie się cieszyłam. Stał lepszy.
Przestał kłamać. Czułam, że kocha. Mówił, że wstydzi się swoim poprzednich
zachowań. Kupował kwiaty. Przynosił słodycze. Mówił o naszej przyszłości. I po
raz pierwszy wydusił z siebie że mnie kocha. Byłam taka szczęśliwa. Wreszcie
miałam cudowny związek. Mówił o naszej przyszłości, o dzieciach, o domu który
dla mnie zbuduje. Chciałam z nim razem zamieszkać. Powiedziałam mu o ty. I
nagle BUM! Czar prysł. Po tygodniu przyszedł i powiedział, że chce przerwy. W
następnym tygodniu, że to koniec, że nie chce być ze mną, że powtórne bycie
razem to była pomyłka, że nie kocha mnie tak jak ja jego kocham, że nie
pasujemy do siebie, że to jedyna słuszna decyzja, że to nie moja wina, że on
ma problem z sobą, z uczuciami, że jest dziwny, że wcale się nie zmienił. Był
przy tym taki zimy. Taki jak przedtem. Jak wtedy gdy mnie ranił na samym
poczatku. A ja... Ja tego wszytskiego nie rozumiem, tzn jego postępowania.
Kocham go nadal. Chciałabym z nim być, ale już nie walczę. Nie mam siły.
Nawet nie płaczę. W pewnym sensie poczułam ulgę. Wiem, że gdyby do mnie
wrócił, to mógłby za jakiś czas znowu zafundowac mi taki koszmar. Bałabym się
że znowu by mnie skrzywdził. Pomimo tego wszystkiego kocham go nadal. Nie
potrafię nienawidzić....
    • koala_tralalala Re: moja smutna historia 28.04.08, 19:39
      Najlepsze co mozesz zrobic DLA SAMEJ SIEBIE, to... nic nie robic.
      Przyjac do wiadomosci, ze on Ciebie nie kocha, nie chce tego
      zwiazku. Nawet jesli Ty cos do niego czujesz - on nie. I jak widzisz
      tego sie nie zmieni. Po co tracic czas, tracic mlodosc, tracic
      energie na sprawe beznadziejna?

      Najbardziej upokazajace dla kobiety jest zebranie o milosc.

      Trzymaj sie!
    • paco_lopez Re: moja smutna historia 28.04.08, 20:08
      ależ to sie czyta. ile tu podwątków można wpleść. dialogów ile można
      nawymyślać. ta historia jest po prostu jak film. najromantyczniejszy
      na świecie i taki tragiczny. wszyscy szlochaliby w kinie. sprzedaj
      to jakiemuś producentowi. może jest szansa na sukces mimo wszystko.
    • lifeisaparadox Re: moja smutna historia 28.04.08, 20:34
      gdyby moja ex umiala tak fajnie to napisac co bylo, powiesil bym sobie na scianie
      • gapuchna Re: moja smutna historia 28.04.08, 20:53
        Co? Twoją ex, czy opowiadanie? :D
        • lifeisaparadox Re: moja smutna historia 28.04.08, 23:16
          opowiadanie na scianie, obok wypatroszonej trocinami ex ;)
    • moon_witch Re: moja smutna historia 28.04.08, 21:24
      Cos jest nie tak z wasza komunikacja. Mysle ze on cie kocha tak
      samo jak ty jego, ale facet ma stracha przed ogromna
      odpowiedzilanoscia za was i zycie w koncu masz dalekosiezne
      marzenia.
      Marzy ci sie dom, marzy ci sie dziecko, ale na to trzeba
      pieniazkow.
      A on pewnie nie jest z tych co im latwo o te pieniazki.
      W sumie nawet nie wiesz, jak rozumiem, gdzie on pracuj, czym sie
      zajmuje i z czego sie utrzymuje.
      Nie chce mowic o sobie bo nie dobrze sie czuje w tych
      okolicznosicach jakich zyje.
      Wielu dizsiaj takich ludzi.

      Moze kochaj go etapami, a nie zjadaj calego i na zywca za jednym
      zamachem. poznawaj go i staraj sie pomoc mu w jego karerze, czy to
      zawodowej czy jezeli studiuje. Sprobuj byc jego przyjacielem.
    • shangri.la Re: moja smutna historia 28.04.08, 21:28
      Daj sobie spokój. Facet jest ewidentnie popaprany, jak każdy netoper.
      Uciekaj, zanim pożałujesz, że kiedykolwiek go poznałaś.
Pełna wersja