szarylemur 31.07.08, 22:20 co to znaczy byc doroslym, dojrzalym czlowiekiem? jakie sa roznice w zachowaniu, sposobie pojmowania swiata/ zycia, miedzy osoba 'dorosla' a 'infantylna' badz ' niedojrzala'? Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
marcelina.m Re: doroslosc 01.08.08, 03:48 Witaj, Szary Lemurze! Zadałaś bardzo ciekawe pytanie. Ale w zasadzie należało by zacząć od tego, że dorosłość jako taka nijak się ma do tego, co mamy w papierach. Znam wiele "dorosłych" osób, z siwymi włosami na głowie i zmarszczkami na twarzy, które dorosłe wcale tak naprawdę nie są. Dorosłość, to dla mnie wzięcie pełnej odpowiedzialności za swoje własne życie. Pełne, a więc całkowite. Dorosłość polega na ŚWIADOMYM życiu. Osoby niedojrzałe emocjonalnie, duchowo, intelektualnie, przyczyn wszelkich swoich niepowodzeń szukają na zewnątrz. Osoby dojrzałe szukają ich w sobie, w środku. O ile będąc dziećmi jesteśmy w znaczący sposób zależni od swoich rodziców, wychowawców, o tyle, gdy wchodzimy w wiek dorosły, nie możemy zwalać winy za nasze niepowodzenia na innych ludzi. Mamy wszelkie możliwości, by zmieniać siebie i swój los, podejmując ku temu odpowiednie decyzje. O prawdziwą duchową dorosłość, dojrzałość, bardzo trudno. Rzadko się spotyka ludzi tak naprawdę dorosłych. A to dlatego, że stając się osobami pełnoletnimi wnosimy w życie cały bagaż psychicznych uzależnień, okaleczeń, schematów postępowania wyniesionych z dzieciństwa. Cierpimy z powodu niskiej samooceny, kompleksów, braku wewnętrznego poczucia bezpieczeństwa, braku samoakceptacji. A to się z kolei przekłada na to, że żyjemy w ciągłym strachu. Boimy się, że nas nie pokochają, nie zaakceptują, nie dadzą nam tego, czy tamtego, nie zrobią dla nas czegoś itd. Boimy się samotności, odrzucenia. Ale też najczęściej nie zdajemy sobie sprawy z tego wszystkiego. Czujemy się źle, jesteśmy nieszczęśliwi, nie układa nam się w życiu, a my nie wiemy dlaczego. Nie mamy świadomości tego, że to przez ten cały bagaż wyniesiony z dzieciństwa właśnie. Pełno w nas żalu i pretensji do ludzi o to, że nie są tacy, jakimi powinni być według nas. Mamy pretensje do świata, że nie wygląda na taki, jakim chcielibyśmy go widzieć. Zależność jest mniej więcej taka - im wyższa świadomość, tym większa dojrzałość, dorosłość. Dojrzałość, to nic innego, jak umiejętność widzenia świata takim, jakim on jest. To również umiejętność widzenia siebie wyraźnie. Wszystkich swoich braków, ale też i zalet. Przykład? Bardzo proszę. Wezmę taki z własnego życia. Gdy poznałam mojego męża, miałam wiele problemów emocjonalnych. W moim domu rodzinnym przemoc zarówno fizyczna jak i psychiczna były na porządku dziennym. Byłam bardzo emocjonalnie uzależniona od mojej matki. Ponieważ nie akceptowała mojego wybranka na męża, robiła mi straszne wymówki, awantury, naciskała, bym z nim zerwała. A gdy nie chciałam, generowała we mnie tak straszne poczucie winy, że po rozmowie z nią ciągle płakałam. I myślałam sobie wtedy, że jestem okropną córką, bo zostawiłam (opuściłam) swoją matkę dla męża. Od tamtego czasu wiele się zmieniło. Bardzo wiele. Zrozumiałam, że dziecko nie jest własnością swoich rodziców. Rodzice nie mają prawa dyktować swojemu dziecku, co ma robić w dorosłym życiu. Oczywiście wolno im coś zasugerować, podpowiedzieć, ale dziecko nie musi wcale się tym sugerować podejmując własne decyzje. Kiedyś tego nie rozumiałam. Gdy moja mama dostawała ataku histerii, byłam gotowa zrobić wszystko, żeby tylko nie cierpiała przeze mnie. Tak właśnie myślałam. Ona cierpi przeze mnie, bo ja jestem ta niedobrą (dwudziestosześcioletnią) córką, która się jej nie słucha. Teraz zrozumiałam nareszcie, że nie ponoszę winy za jej łzy. To nie moja wina, że ona płacze, a raczej jej chorych wyobrażeń na temat tego, jak mają wyglądać nasze relacje. Nie ja jestem przyczyną jej łez, a STRACH, który ona nieustannie w sobie nosi. Boi się tego, że mnie straci, że będzie się czuła jeszcze bardziej samotna, jeszcze bardziej zagubiona, nieszczęśliwa itd. Ale czy ja mogę brać na siebie odpowiedzialność za to, że ona jest niedojrzała emocjonalnie? Czy ja ponoszę za to jakąkolwiek odpowiedzialność? Odpowiedź brzmi - nie. Uczucia, które mną miotają, są więc zupełnie bezzasadne. Nie ma absolutnie powodu ku temu, by czuć się winną. Mam prawo do własnego życia, własnych poglądów, własnych uczuć itd. Żaden rodzić nie ma prawa narzucać czegokolwiek swojemu pełnoletniemu dziecku. Zrozumienie tego, ale i bardzo wielu innych kwestii związanych z psychiczną, emocjonalną dojrzałością, zajęło mi wiele lat. Uzdrowienie chorych stosunków z rodzicami, kolejnych parę. Zrozumiałam, że problem był nie w moich rodzicach, a we mnie, bo pozwalałam na to wszystko. Było we mnie przyzwolenie na to, co ze mną robili. Ja sama w sobie generowałam to poczucie winy. W końcu przestałam to robić. Zrozumiałam, że o ile moja mama ma prawo próbować wymuszać coś na mnie szantażem, o tyle ja wcale nie muszę się na to nabierać. To od mojej własnej decyzji będzie zależeć to z tym zrobię - przejmę się czy nie? Ona ma prawo próbować mnie szantażować (przecież ja nie mogę na siłę jej zmienić), a ja mam prawo się temu szantażowi nie poddawać. Gdy zrozumiała, że ten szantaż już na mnie nie działa, przestała to robić. Po prostu przestała. Pewnie sama stwierdziła, że to nie ma sensu. Jakże często próbujemy wymuszać na naszych najbliższych to, aby się zmienili, bo coś nam w nich nie pasuje. Ja też zawsze chciałam powiedzieć mojej matce - czemu się tak nade mną znęcasz? Czemu to mówisz? czemu po prostu nie dasz mi spokoju? Ale ile osób można tak zmienić? Nawet gdyby ona się jakimś cudem zmieniła, to przecież pozostały jeszcze inne osoby. Szantaż emocjonalny to bardzo popularne narzędzie do manipulowania ludźmi w dzisiejszym świecie. Przestała by ona, to pewnie jej miejsce zajął by mój mąż albo szef w pracy... Gdy stałam się odporna na psychiczny szantaż, UWOLNIŁAM SIĘ tym samym od wszystkich szantażystów tego świata. Świat już nie musi się zmieniać, żeby mi było lepiej. Ja się zmieniłam i to wystarczy. Tak jest ze wszystkim. Dorastając duchowo, zmieniamy siebie, uwalniamy się powoli od sterujących nami podświadomie schematów zachowań, kompleksów, poczucia winy, lęków itd. A im bardziej jesteśmy wolni od tego wszystkiego, tym bardziej stajemy się panami siebie, swojego losu i życia. Przestajemy obarczać winą za nasze niepowodzenia i złe samopoczucie wszystkich i wszystko dookoła, bo nagle zdajemy sobie sprawę, że to nie ich wina. Jest taka jedna miara dorosłości i dojrzałości. Jest nią po prostu nasze SZCZĘŚCIE. Nasze spełnienie w życie. Wewnętrzny spokój i harmonia. Im większa świadomość i dojrzałość duchowa, tym bardziej szczęśliwy staje się człowiek niezależnie od wszelkich okoliczności. I to chyba tyle tak na wstępie, bo to temat "morze". Pozdrawiam! Marcelina Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: doroslosc 01.08.08, 16:56 bardzo ladnie to wszystko opisalas, dziekuje gratuluje rowniez sukcesu w relacji z rodzicami :) obawiam sie jednak, ze mnie to dorosle zycie nie mogloby cieszyc na stale. nie wiem czy widzialas juz takie dwa filmy, nad ktorymi ostatnio sie zastanawiam - ' bledny ognik' i ' la dolce vita' jesli nie, polecam obejrzec jesli tak, prosze o opinie ( interesujace sa dla mnie tam takze postacie tych ' dojrzalych' bohaterow, tych ktorzy porzucili "szczeniece mrzonki" na rzecz "pewnikow ") pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
koko-szka-nel Re: doroslosc 01.08.08, 17:10 A co, kiedy ktoś zostanie skrzywdzony? Też jego wina? Dorosły człowiek potrafi ocenić sytuacje: kiedy sam zawinił, kiedy ktoś inny. Żyjąc sobie spokojnie, nie możemy się winić za to, że ktoś nam odrąbał rękę, na przykład. Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: doroslosc 01.08.08, 17:14 no jasne to kwestia wywazenia oceny rzeczywistosci Odpowiedz Link Zgłoś
koko-szka-nel Re: doroslosc 01.08.08, 17:20 Mój sposób: przewidywać. Większość błędów, które możesz popełnić, jesteś w stanie przewidzieć (o ile się zastanowisz). Resztę, szybko naprawisz :) Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: doroslosc 01.08.08, 17:24 no, nie wiem nie wiem mam wrazenie, graniczace z pewnoscia, ze ja akurat jestem samoreplikujacym sie bledem ;] Odpowiedz Link Zgłoś
mona.blue Re: doroslosc 01.08.08, 20:46 Bardzo to mądre i dojrzałe, Marcelini, dzięki. Odpowiedz Link Zgłoś
nikt_osia Re: doroslosc 03.08.08, 00:26 jak to fajnie sama siebie pochwalic zwlaszcza jak sie przepisalo Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: doroslosc 03.08.08, 00:55 nutka paranoi w kazdym watku byc musi ;] Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: doroslosc 03.08.08, 02:00 to piekne naprawde, jestem wzruszona ale ja ostatnio tak latwo sie wzruszam ... Odpowiedz Link Zgłoś
lifeisaparadox Re: doroslosc 01.08.08, 17:35 Tak w skrocie, dorosly czlowiek jest bardzo zbalansowany, wyposrodkowany, bez skrajnosci i przesady w ktorakolwiek strone. Zcentralizowany, spojny. Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: doroslosc 01.08.08, 17:54 no, dobrze, ale czy tak definiowana doroslosc jest jedyna droga do szczescia? i czy jest nia w ogole? Odpowiedz Link Zgłoś
lifeisaparadox Re: doroslosc 01.08.08, 18:04 To duzo by gadac, rozpisywac sie czy to droga do szczescia i w jakim znaczeniu. Niedojrzaly czlowiek nie akceptuje niepowodzen, nieszczesc, zyje w wyidealizowanym swiecie i wizerunku siebie-nieskazitelnego. Dorosly moim zdaniem jest elastyczny, zyje w biedzie i bogactwie, w zdrowiu i chorobie, po prostu nie wypiera niczego, nie ma silnej potrzeby bycia samcem alfa za kazda cene, superbohaterem bez slabosci itd. Malo jest dojrzalych ludzi, bardzo malo. Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: doroslosc 01.08.08, 18:28 a jak ma sie to, co wymieniles tym i poprzednim razem jako cechy czlowieka dojrzalego? bo chyba moge ' nie wypierac nieczego' a jednoczesnie nie byc ani troche ' scentralizowana' ani stabilna... Odpowiedz Link Zgłoś
lifeisaparadox Re: doroslosc 01.08.08, 18:35 To co wymienilem mysle ze cechuje czlowieka dojrzalego. A mozesz... wszystko. Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: doroslosc 01.08.08, 18:39 no wlasnie, ' wszystko' ale nic szczegolnego, nic konkretnego, wszystkiego po trochu... Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur lec ptaszyno 01.08.08, 18:37 i tak jeszcze, kierujac sie ( lub moze bedac kierowana ) impulsem tfurczym a pozbawiona obecnie innej publicznosci, zamieszcze tu dzisiejszego mego potomka: o, jasminowy lemurze co w szarej siedzisz dziurze lapy pazurem na murze skrobiesz wymiete roze i trwasz czekajac na powod(z) o jasminowy lemurze niegdys cie nioslo odnoze po swiecie z miejsca na miejsce teraz po trumne w kolejce czekasz z nadzieja na trwanie o jasminowy lemurze o mozgu z dziura na gorze na dole i z obu obokow co pragniesz sofistykacji zwyczajnej arystokracji obikokow o jasminowy lemurze czy blizej ci orlu czy kurze o jasminowy lemurze kolce ci rosna juz wkrotce zgodnie z marzeniem bedziesz kaktusem tak wroze ... ciekawe, jak bardzo i czy w ogole bede tego zalowac wlasnie ja raczej nie wiem czy bede czegos zalowac czy nie, mam problem z przewidywaniem bo jakze moge wiedziec czy cos jest warte realizacji czy nie, skoro wlasciwie to nie wiem, co jest moim nadrzednym celem. Odpowiedz Link Zgłoś
lifeisaparadox Re: lec ptaszyno 01.08.08, 18:43 Skoro niby nie wiesz, to czemu zakladasz ze bedziesz zalowac? Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: lec ptaszyno 01.08.08, 18:47 chodzi chyba o problem z bronieniem mojego zdania, ktore w miedzyczasie sie dezaktualizuje lub z przyjmowaniem pochwal za cos, co juz przestalo wydawac mi sie godne pochwaly. Odpowiedz Link Zgłoś
lifeisaparadox Re: lec ptaszyno 02.08.08, 01:53 szarylemur napisała: > > chodzi chyba o problem z bronieniem mojego zdania, ktore w miedzyczasie sie > dezaktualizuje > lub z przyjmowaniem pochwal za cos, co juz przestalo wydawac mi sie godne pochw > aly. Jak mam sie tak troche abstrakcyjnie odniesc, to Ci powiem ze czasem zrozumienie prawdy wymaga przyjecia wersji A, B i C jednoczesnie jako wspolzaleznych, wszystko po trochu, a Ty byc moze raz bierzesz A, potem wywalasz i bierzesz B, a potem samo C i zadne nie jest do konca satysfakcjonujace i pelne... no bo nic nie jest takie proste jakbys chciala. Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: lec ptaszyno 02.08.08, 04:24 odnoszac sie troche okreznie do tego co napisales powiem, ze doroslosc kojarzy mi sie czasem z uwiezieniem w jakiejs jednej prawdzie Odpowiedz Link Zgłoś
lifeisaparadox Re: lec ptaszyno 02.08.08, 12:24 mozna tak chyba w nieskonczonosc mnozyc byty z ta dojrzaloscia ;] Odpowiedz Link Zgłoś
lifeisaparadox Re: lec ptaszyno 03.08.08, 01:29 mnozyc byty - mnozyc teorie, snuc przyklady. jest chyba jakies 300 definicji dojrzalej osobowosci i przecza sobie nawzajem, tak gdzies wyczytalem... tak ze... problematyczne to Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: lec ptaszyno 01.08.08, 18:47 ewentualnie moze chodzic o sprzecznosc i tymczasowosc moich celow Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: lec ptaszyno?!?!?!?#%@$% hyhy 02.08.08, 04:15 ( malo ) interesujacy komentarz ;] Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: lec ptaszyno?!?!?!?#%@$% hyhy 02.08.08, 04:28 czy moze chodzi o to, ze doroslosc polega na praktykowaniu 'nieuwieszania sie' Odpowiedz Link Zgłoś
jan_stereo Re: doroslosc 01.08.08, 20:51 To bardzo proste, zbijajac inne poboczne definicje tego wymyslonego pojecia, dla mnie doroslosc, to zwyczajnie stan u czlowieka, ktory potrafi sie samemu utrzymywac materialnie i mentalnie (pomijam jakies nagle zapasci) w zyciu... Odpowiedz Link Zgłoś
jan_stereo Re: dojrzalosc 01.08.08, 20:53 szarylemur napisała: > co to znaczy byc doroslym, dojrzalym czlowiekiem? a przeoczylbym 'dojrzalosc'. Znaczy sie o jakiej dojrzalosci mowimy, do picia wodki czy tez do wychowywania innych,pracowniczej czy tez religijnej ? Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: dojrzalosc 02.08.08, 04:18 mowimy o dojrzalosci psychicznej do zycia ;) Odpowiedz Link Zgłoś
jan_stereo Re: dojrzalosc 02.08.08, 18:26 szarylemur napisała: > jakie sa roznice w zachowaniu, sposobie pojmowania swiata/ zycia, >miedzy osoba 'dorosla' a 'infantylna' badz ' niedojrzala'? zasadniczo roznica jest jedna, u osoby dojrzalej te wszystkie burzliwsze zyciowe zdarzenia budza nieco mniejsze emocje, czy tez raczej panowanie nad nimi jest duzo wieksze, co pozwala to dojrzalemu rozumowi podjac decyzje ponad popedem do 'naglych' i czesto nieprzemyslanych odruchow... ps. co nie znaczy, ze osoba dojrzala musi byc jakas wielce proludzka, nic z tych rzeczy... Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: dojrzalosc 02.08.08, 18:47 zeby nad czyms panowac, trzeba widziec w tym jakas wartosc, prawda? a mozna widziec ja tylko czasami, lub tylko czasami jej nie widziec lub tymczasowo cos innego uznawac za wyzsza wartosc. mozna tez zwyczajnie miec jakies problemy neurologiczne, zdaje sie. Odpowiedz Link Zgłoś
jan_stereo Re: dojrzalosc 02.08.08, 19:30 szarylemur napisała: > zeby nad czyms panowac, trzeba widziec w tym jakas wartosc, prawda? Nie specjalnie chwytam czemu tak uwazasz, ja mowie o opanowaniu w takich sytuacjach, stad nie musi tu byc widoczna jakakolwiek wartosc ... Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: dojrzalosc 02.08.08, 23:05 ale ustanowienie samoekspresji wartoscia nadrzedna wobec opanowania, zmienia postac rzeczy... Odpowiedz Link Zgłoś
jan_stereo Re: dojrzalosc 02.08.08, 23:22 szarylemur napisała: > ale ustanowienie samoekspresji wartoscia nadrzedna wobec opanowania, zmienia postac rzeczy... u osoby dojrzalej owa samoekspresja bedzie w tym przypadku wlasnie opanowaniem w wiekszosci przypadkow, bo czym jest samoekspresja w takim przypadku jak nie daniem zielonego swiatla swej dojrzalej naturze ? Jesli zaczniesz wykonywac zawsze i wylacznie swoja pierwsza mysl i stanie sie to regula, wowczas nie mowimy juz o osobie dojrzalej, zatem jest ten przypadek poza powyzszym tematem badz definicja osoby dojrzalej (przynajmniej wedlug mojego widzenia)... Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: dojrzalosc 02.08.08, 23:38 'jest ten przypadek poza powyzszym tematem badz definicja osoby dojrzalej (przynajmniej wedlug mojego widzenia)...' no, oczywiscie ze jest, o ile tak zdefiniujesz dojrzalosc tylko czy rzeczywiscie mozna powiedziec, ze jakas decyzja podjeta swiadomie jest lepsza od innej swiadomie podjetej decyzji? Odpowiedz Link Zgłoś
jan_stereo Re: dojrzalosc 02.08.08, 23:43 szarylemur napisała: > tylko czy rzeczywiscie mozna powiedziec, ze jakas decyzja podjeta swiadomie jest lepsza od innej swiadomie podjetej decyzji? Tu nie chodzi przeciez o to czy dana decyzja podjeta swiadomie jest lepsza od drugiej, tylko o sposob jej podjecia u osoby dojrzalej, czy tez raczej przyczyny sprawczej. Nikt nie powiedzial, ze dojrzale decyzje pana X bede poprawniejsze zyciowo od niedojrzalych odruchow pana Y w takiej samej sytuacji, bo to inne zagadnienie. Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: dojrzalosc 02.08.08, 23:54 ach wiec chodzi o to, aby opanowawszy sie, rozwazyc bla bla i bla i wowczas dzialac. ale zeby to bla bla i bla rozwazyc trzeba miec jakis punkt odniesienia, czy nie trzeba? wg mnie trzeba wiedziec dokad chce sie dojsc zeby moc zaczac w ogole myslec o tym jak tam dojsc. mozna byc opanowanym jak komputer, a obok tego nie wiedziec ktora droga i dokad isc, nie? Odpowiedz Link Zgłoś
jan_stereo Re: dojrzalosc 03.08.08, 00:05 szarylemur napisała: > ach wiec chodzi o to, aby opanowawszy sie, rozwazyc bla bla i bla i wowczas dzialac.ale zeby to bla bla i bla rozwazyc trzeba miec jakis punkt odniesienia, czy nie trzeba? Zazwyczaj opanowanie plynie z doswiadczenia, ktore automatycznie daje jakis punkt odniesienia, moze tez byc to wrodzona cecha psychiki, owo nieuleganie naglym emocjom. I wcale nie trzeba miec koniecznie punktu odniesienia dla tychze rozwazan (a przynajmniej nie mowimy tu o jakims wzorcu), mozna kreowac w czasie rzeczywistym to co chcemy zrobic, rozumnie, bo tak naprawde jest to zwyczajne dopuszczenie rozumu do dzialan, to wszystko... >wg mnie trzeba wiedziec dokad chce sie dojsc zeby moc zaczac w ogole myslec o tym jak tam dojsc. mozna byc opanowanym jak komputer, a obok tego nie wiedziec ktora droga i dokad isc, nie? Nie musisz wiedziec gdzie chcesz dojsc, jest to czescia Twego problemu przeciez, sek w tym by nie rzucac sie slepo i emocjonalnie w danym kierunku, chyba ze nasz rozum powie, skoro kazda inna sciezka jawiaca mi sie, jest tak samo nieprzewidywalna, zatem muszac dzialac, wszystko jedno gdzie pojde.. Odpowiedz Link Zgłoś
jan_stereo Re: dojrzalosc 03.08.08, 00:07 Mozna by tu jeszcze podzielic to na dwie kategorie, a mianowicie dojrzale zachowywanie sie, choc nie koniecznie wynikle z dojrzalosci, jak i dojrzale postepowanie wynikle z dojrzalosci,ale to bysmy za chwile rozmawiali juz o atomach, jak znam siebie... Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: dojrzalosc 03.08.08, 00:25 'mozna kreowac w czasie rzeczywistym to co chcemy zrobic, rozumnie, bo tak naprawde jest to zwyczajne dopuszczenie rozumu do dzialan, to wszystko...' oczywiscie, oczywiscie. tyle ze - wg mnie - bez orzeczenia co jest nadrzedna wartoscia, jakims tam nadrzednym celem ( niekoniecznie i raczej lepiej nie - ostatecznym ), wartosciowosc bedzie to tu to tam rozsiana po sprzecznych drogach 'chyba ze nasz rozum powie, skoro kazda inna sciezka jawiaca mi sie, jest tak samo nieprzewidywalna, zatem muszac dzialac, wszystko jedno gdzie pojde..' no, i wlasnie nie o to chodzi w moich rozwazaniach tutejszych, lecz o ta niemoznosc w miare trwalego zdecydowania, co jest wazniejsze. Odpowiedz Link Zgłoś
jan_stereo Re: dojrzalosc 03.08.08, 00:36 szarylemur napisała: > oczywiscie, oczywiscie. tyle ze - wg mnie - bez orzeczenia co jest nadrzedna wartoscia, jakims tam nadrzednym celem ( niekoniecznie i raczej lepiej nie - ostatecznym ), wartosciowosc bedzie to tu to tam rozsiana po sprzecznych drogach Kiedy nie masz zadnego celu nadrzednego, a jestes dopiero na etapie jego poszukiwania poprzez kolejne doswiadczenie, wowczas nie ma tu sprzecznosci zadnej, tak samo jak owe drogi wyboru wcale nie beda sprzecznymi na tym etapie, jak i ich wartosciowosc nie bedzie znana, chyba ze sie juz tak duzo widzialo, ze po jednym spojrzeniu ocenimy, co to za przygody/prawdy/wartosci nas czekac moga na danej drodze.. > no, i wlasnie nie o to chodzi w moich rozwazaniach tutejszych, lecz o ta niemoznosc w miare trwalego zdecydowania, co jest wazniejsze... No ale co ma wspolnego niemoznosc zdecydowania co jest wazniejsze z dojrzaloscia w poszukiwaniu tej najwazniejszej rzeczy ? Ty raczej pytasz o wlasna madrosc (wynikla z doswiadczenia roznorodnego) zyciowa niz o dojrzalosc... Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: dojrzalosc 03.08.08, 00:54 'Kiedy nie masz zadnego celu nadrzednego, a jestes dopiero na etapie jego poszukiwania poprzez kolejne doswiadczenie, wowczas nie ma tu sprzecznosci zadnej,' kiedy jestem na etapie poszukiwania celu poprzez kolejne dosw, wartoscia nadrzedna jest zaliczanie kolejnych dosw. organizator swiata zatem wowczas istnieje. 'co ma wspolnego niemoznosc zdecydowania co jest wazniejsze z dojrzaloscia w poszukiwaniu tej najwazniejszej rzeczy ?' znaczy z opanowaniem? opanowanie dziala zachowawczo, antyeksperymentalnie. jak sam stwierdziles, jest pochodna obrobki doswiadczen, na nich bazuje, w jakims ( byc moze poztywnym sensie ) ogranicza logicznie. jesli mialabym sie opanowac i wowczas wybierac, wybralabym to, co juz zdalo egzamin. jezeli egazmin zdaly wartosci, ktore obecnie znajduja sie na dwoch np stronach rozstajow, dosc ciezko sie zdecydowac. 'Ty raczej pytasz o wlasna madrosc (wynikla z doswiadczenia roznorodnego) zyciowa niz o dojrzalosc...' nie wiem, co przez to rozumiesz Odpowiedz Link Zgłoś
jan_stereo Re: dojrzalosc 03.08.08, 01:10 szarylemur napisała: > kiedy jestem na etapie poszukiwania celu poprzez kolejne dosw, wartoscia nadrzedna jest zaliczanie kolejnych dosw. organizator swiata zatem wowczas istnieje. W tym przypadku mowienie o zaliczaniu kolejnych doswiadczen, ze sa wartoscia nadrzedna, to tak jak mowic o uczeniu sie, ze jest wartoscia nadrzedna w stosunku do uzyskanego z tej nauki zawodu. Brzmi to co najmniej dziwnie. > znaczy z opanowaniem? > opanowanie dziala zachowawczo, antyeksperymentalnie. jak sam stwierdziles, jest pochodna obrobki doswiadczen, na nich bazuje, w jakims ( byc moze poztywnym sensie ) ogranicza logicznie. jesli mialabym sie opanowac i wowczas wybierac,wybralabym to, co juz zdalo egzamin. jezeli egazmin zdaly wartosci, ktore obecnie znajduja sie na dwoch np stronach rozstajow, dosc ciezko sie zdecydowac Pierwsze slysze aby opanowanie ograniczalo, skoro to ono pozwala dostrzec kolejne opcje, i w tym powyzszym twoim przypadku wietrze niepelnosc owej prawdy, w tym mowieniu, ze poprzednie doswiadczenia zdaly egzamin w odniesieniu do Twych obecnych potrzeb. Jesli zdaly, to powinnas byc tym usatysfakcjonowana,a brzmi jakbys nie byla, co wiecej, opanowanie wcalenie nie kaze wybierac sprawdzonych rozwiazan, ono jedynie daje mozliwosc ogladu sytuacji, mozesz nawet wykonac potem najbardziej wariacki ruch, jesli tak uzna Twoj rozum. > nie wiem, co przez to rozumiesz Madrosc zyciowa bazuje na wielu doswiadczeniach,ktore obejmuja soba wiekszosc tego co obecnie robisz, sa wiec w nich zawarte odpowiedzi na kolejne wybory,ktore stoja przed Toba, ma sie duzo wiecej informacji na wstepie z ktorych mozna zdobyc jakies przekonanie do kolejnego kroku. Z dojrzalosci to przekonanie wcale wynikac nie musi, znaczy owa jasnosc co do slusznosci tego co sie chce robic... Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: dojrzalosc 03.08.08, 02:06 'W tym przypadku mowienie o zaliczaniu kolejnych doswiadczen, ze sa wartoscia nadrzedna, to tak jak mowic o uczeniu sie, ze jest wartoscia nadrzedna w stosunku do uzyskanego z tej nauki zawodu. Brzmi to co najmniej dziwnie.' no, dobra 'Jesli zdaly, to powinnas byc tym usatysfakcjonowana,a brzmi jakbys nie byla, ' zdaly kiedys, teraz niby tez, a jednak nie wszystko sie wymieszalo, ze tak powiem, pewniki utracily pewnosc, a to, co zosatlo odrzucone, powrocilo w laski 'opanowanie wcalenie nie kaze wybierac sprawdzonych rozwiazan, ono jedynie daje mozliwosc ogladu sytuacji, mozesz nawet wykonac potem najbardziej wariacki ruch, jesli tak uzna Twoj rozum.' wariacki w sensie jakim? niespojny z poprzednimi decyzjami chyba tylko. ''Z dojrzalosci to przekonanie wcale wynikac nie musi, znaczy owa jasnosc co do slusznosci tego co sie chce robic...' a dlaczego mialaby ta wiedza plynac z madrosci zyciowej? czy nie moze sie ta cala madrosc po prostu zdezaktualizowac? Odpowiedz Link Zgłoś
jan_stereo Re: dojrzalosc 03.08.08, 02:47 szarylemur napisała: > zdaly kiedys, teraz niby tez, a jednak nie > wszystko sie wymieszalo, ze tak powiem, pewniki utracily pewnosc, a to, co zosatlo odrzucone, powrocilo w laski Zatem nie sa to juz sprawdzone i aktualne tresciowo rozwiazania, zwlaszcza te co utracily pewnosc i nie sa juz w laskach... > wariacki w sensie jakim? niespojny z poprzednimi decyzjami chyba tylko. W dowolnym sensie jaki zawiera to slowo, bo jakos nie wiem, czy niespojny z poprzednimi decyzjami jest wariackim, raczej niekoniecznie... > a dlaczego mialaby ta wiedza plynac z madrosci zyciowej? > czy nie moze sie ta cala madrosc po prostu zdezaktualizowac? W momencie kiedy sie madrosc zdezaktualizuje (badz nie ma czesci wspolnych z danym problemem), nie jest juz nia tym samym, a ja mowie o madrosci zyciowej,ktora obejmuje soba w duzej mierze sytuacje wlasnie rozpatrywana, stad daje niezbedna ilosc danych do zbalansowania naszej decyzji, owych 51% przechylajacych szale... Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: dojrzalosc 03.08.08, 03:12 'W dowolnym sensie jaki zawiera to slowo, bo jakos nie wiem, czy niespojny z poprzednimi decyzjami jest wariackim, raczej niekoniecznie...' jezeli ma byc to rozumna decyzja, podjeta po opanowaniu emocji, rozwazeniu opcji itd, to chyba tylko ta niespojnosc za 'wariactwem' przemawia. 'a ja mowie o madrosci zyciowej,ktora obejmuje soba w duzej mierze sytuacje wlasnie rozpatrywana, stad daje niezbedna ilosc danych do zbalansowania naszej decyzji, owych 51% przechylajacych szale...' to bardzo fajne zalozenie, ale czemu nie mialoby do danej sytuacji przystawac np tylko 17, 5 % madrosci zyciowej? Odpowiedz Link Zgłoś
jan_stereo Re: dojrzalosc 03.08.08, 21:26 szarylemur napisała: > jezeli ma byc to rozumna decyzja, podjeta po opanowaniu emocji, rozwazeniu opcj i itd, to chyba tylko ta niespojnosc za 'wariactwem' przemawia. Nie wiem jak rozumiesz wariactwo, jako czyn wynikly z emocji bez uzycia rozumu ? > to bardzo fajne zalozenie, ale czemu nie mialoby do danej sytuacji przystawac np tylko 17, 5 % madrosci zyciowej? O madrosci zyciowej mowimy raczej wowczas kiedy tej wiedzy/doswiadczenia starcza nam na podjecie trafnej decyzji dla przyszlych krokow w oparciu o dokonane poznanie nas samych i poprzednich sytuacji.. Natomiast 17.5% to juz nie jest madrosc zyciowa, a jedynie wiedza zyciowa :")) Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: dojrzalosc 03.08.08, 22:17 'Nie wiem jak rozumiesz wariactwo, jako czyn wynikly z emocji bez uzycia rozumu ?' nie, to co napisales plus owa niespojnosc z poprzednim ciagiem zachowan, o ile byly to zachowania rozwazne, bazujace na poznaniu rzeczywistosci itd 'O madrosci zyciowej mowimy raczej wowczas kiedy tej wiedzy/doswiadczenia starcza nam na podjecie trafnej decyzji dla przyszlych krokow w oparciu o dokonane poznanie nas samych i poprzednich sytuacji..' a wiec o tym, czy jestesmy madrzy taka madroscia mozemy powiedziec dopiero po dokonaniu jakiegos kroku. ciekawi mnie po dokonaniu ilu krokow mozemy oceniac swoja madrosc... Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: dojrzalosc 03.08.08, 01:02 'co ma wspolnego niemoznosc zdecydowania co jest wazniejsze z dojrzaloscia w poszukiwaniu tej najwazniejszej rzeczy ?' wszystko ma swoje plusy i minusy, i moj rozum nie jest w stanie stworzyc bilansu. o, bardzo pieknie, oto core problemu dodatkowo, twierdze - zgodnie z moim rozumem, iz nikt takiego bilansu stworzyc nie potrafi, ale wiekszosc ludzi potrafi wybrac, zyskac mniej wiecej trwala pewnosc co do wartosciowosci realizowanej drogi. Odpowiedz Link Zgłoś
jan_stereo Re: dojrzalosc 03.08.08, 01:17 szarylemur napisała: > wszystko ma swoje plusy i minusy, i moj rozum nie jest w stanie stworzyc bilansu. bo ma za malo danych, to proste, tych prawdziwych czy tez dopowiedzianych samemu... > dodatkowo, twierdze - zgodnie z moim rozumem, iz nikt takiego bilansu stworzyc nie potrafi, ale wiekszosc ludzi potrafi wybrac, zyskac mniej wiecej trwala pewnosc co do wartosciowosci realizowanej drogi. Taki bilans mozna zrobic, moglbym byc hydraulikiem lub inzynierem, potrafie sobie stworzyc bilans tego pod swoje upodobania, co innego gdy zupelnie nia mam pojecia o tych zawodach i nicmi one nie mowia, nie czuje ich itp. Ty nie wiesz czy te wybory zadzialaja, zwlaszcza ze sa zapewne czasochlonne, stad najczesciej wybiera sie to co daje jakas satysfakcje, a zarazem gwarantuje mozliwosc utrzymania sie... Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: dojrzalosc 03.08.08, 02:13 'bo ma za malo danych, to proste, tych prawdziwych czy tez dopowiedzianych samemu...' e tam, raczej za duzo, znacznie za duzo. bilans no, tak, ale to sa takie tam male sprawy, takie jakies bardzo wybiorcze perspektywy. i tylko tak da sie cos tam wymyslic. Odpowiedz Link Zgłoś
jan_stereo Re: dojrzalosc 03.08.08, 02:50 szarylemur napisała: > 'bo ma za malo danych, to proste, tych prawdziwych czy tez dopowiedzianych samemu...' > e tam, raczej za duzo, znacznie za duzo. To, ze masz duzo danych nie oznacza, ze jest ich wystarczajaca ilosc, a tym bardziej 'za duzo', zwyczajnie brakuje tych najwazniejszych, stad podtrzymuje, ze jest ich za malo, bo przeciez gdybys wiedziala dodatkowo jak dany wybor moglby sie u Ciebie rozwinac, nie uznala bys takiej informacji za zbyteczna z racji posiadania ich calej masy... Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: dojrzalosc 03.08.08, 03:17 mi wystarczy ( do zniechecenia i czegos na ksztalt katatonicznej furii absurdu ), przekonanie o tym, ze nie ma wiekszego znaczenia jaki wybor podejme, ze w kazdym przypadku czasem bede szczesliwa, a czasem nie, i tylko moze beda te stany roznic sie glebokoscia ( ktora w sumie tez jest umowna ). Odpowiedz Link Zgłoś
jan_stereo Re: dojrzalosc 03.08.08, 21:30 szarylemur napisała: > mi wystarczy ( do zniechecenia i czegos na ksztalt katatonicznej furii absurdu), przekonanie o tym, ze nie ma wiekszego znaczenia jaki wybor podejme, ze w kazdym przypadku czasem bede szczesliwa, a czasem nie, i tylko moze beda te stany roznic sie glebokoscia ( ktora w sumie tez jest umowna ). No ale tu ma znaczenie jaki wybor podejmiesz, inaczej byla bys tak samo zadowolona w kraju jak jestes obecnie, chyba ze nie ma roznicy... Z drugiej strony, lepiej chyba dokonac jakiegokolwiek wyboru i go drazyc/realizowac, niz spedzic ten czas na rozwazania i byc dalej w tym samym punkcie, bo nastepnym razem moze sie to nikle (i pozornie nieudane) doswiadczenie okazac wielce istotnym.. Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: dojrzalosc 03.08.08, 21:50 'No ale tu ma znaczenie jaki wybor podejmiesz, inaczej byla bys tak samo zadowolona w kraju jak jestes obecnie, chyba ze nie ma roznicy...' nie wiem czy jest roznica, gdyz poszlam ta a nie tamta droga. w detalach na pewno roznica jest. 'Z drugiej strony, lepiej chyba dokonac jakiegokolwiek wyboru i go drazyc/realizowac, niz spedzic ten czas na rozwazania i byc dalej w tym samym punkcie' a tak, ostatnio slyszalam wlasnie ten wywod w formie przypowiesci o trzech szeklach, z biblii. 'nastepnym razem moze sie to nikle (i pozornie nieudane) doswiadczenie okazac wielce istotnym. no, moze. moze tez okazac sie istotna przeszkoda na drodze realizacji innych celow Odpowiedz Link Zgłoś
jan_stereo Re: dojrzalosc 03.08.08, 21:55 szarylemur napisała: > nie wiem czy jest roznica, gdyz poszlam ta a nie tamta droga. w detalach na pewno roznica jest. roznica jest prosta, pytanie jak sie czulas przed, a jak sie czujesz teraz, tak samo ? > no, moze. moze tez okazac sie istotna przeszkoda na drodze realizacji innych celow jakiej realizacji ? przeciez tu mamy same rozwazania jak dotad, nie widze praktyki, zatem male ryzyko powyzszego... Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: dojrzalosc 03.08.08, 22:00 'pytanie jak sie czulas przed, a jak sie czujesz teraz, tak samo ?' i przed teraz i teraz czuje sie czasem dobrze a czasem zle. 'jakiej realizacji ? przeciez tu mamy same rozwazania jak dotad, nie widze praktyki, zatem male ryzyko powyzszego...' jednakze, gdybym sie na cos zdecydowala, wyszlabym poza rozwazania, prawda? Odpowiedz Link Zgłoś
jan_stereo Re: dojrzalosc 03.08.08, 22:13 szarylemur napisała: > i przed teraz i teraz czuje sie czasem dobrze a czasem zle. pytanie czy jest to takie samo 'dobrze' i takie samo 'zle', w sensie ich skali ? > jednakze, gdybym sie na cos zdecydowala, wyszlabym poza rozwazania, prawda? dokladnie i w tym caly szkopul, z samych rozwazan prawie nigdy nie plynie jakies konkretne przekonanie, ale juz z dzialan, tak i to zazwyczaj duzo szybciej, przynajmniej u mnie tak bylo.. Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: dojrzalosc 03.08.08, 22:26 'pytanie czy jest to takie samo 'dobrze' i takie samo 'zle', w sensie ich skali ?' no, wiesz, nawet gdybym tam zostala, prawdopodobnie bym sie zmienila, wiec i skala zmienilaby sie. nawet gdybym nie zrobila juz w zyciu kompletnie nic, to moje radosci i depresje przypuszczalnie zmienilyby sie... 'dokladnie i w tym caly szkopul, z samych rozwazan prawie nigdy nie plynie jakies konkretne przekonanie, ale juz z dzialan, tak i to zazwyczaj duzo szybciej, przynajmniej u mnie tak bylo..' a czy ja twierdze cos przeciwnego? Odpowiedz Link Zgłoś
jan_stereo Re: dojrzalosc 03.08.08, 22:40 szarylemur napisała: > no, wiesz, nawet gdybym tam zostala, prawdopodobnie bym sie zmienila, wiec i skala zmienilaby sie. nawet gdybym nie zrobila juz w zyciu kompletnie nic, to moje radosci i depresje przypuszczalnie zmienilyby sie... wiec nie bedziesz nigdy w stanie powiedziec czy jest Ci lepiej czy gorzej wzgledem poprzedniego stanu, bo bedziesz dokonywala porownania do siebie samej z wirtualnej rzeczywistosci, ktora sie nie dokonala ? > a czy ja twierdze cos przeciwnego? nie, ale zmierzasz w przeciwnym kierunku, przynajmniej tak to wyglada z tych rozwazan.. Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: dojrzalosc 03.08.08, 23:06 'wiec nie bedziesz nigdy w stanie powiedziec czy jest Ci lepiej czy gorzej wzgledem poprzedniego stanu, bo bedziesz dokonywala porownania do siebie samej z wirtualnej rzeczywistosci, ktora sie nie dokonala ?' nie rozumiem. brzmi jakbys zalozyl, ze juz z miejsca realnie nie rusze, a jedynie wymyslac bede jakies tam swiaty mozliwe... ale nawet wtedy moje odczucia bylyby realne, moglabym zatem je porownywac. 'zmierzasz w przeciwnym kierunku, przynajmniej tak to wyglada z tych rozwazan..' no, co ty, to zludzenie optyczne - ja nigdzie nie zmierzam, to zycie mknie, stad wyglada jakbym sie cofala... powaznie: wlasnie ja nie wiem, czy ja chce rzeczy wielkich typu kariera, budowanie pozycji spolecznej itp czy raczej moze malego cichego zycia i rozwoju duchowego czy moze wlasnie chcialabym jednak byc szalona artystka albo w ogole moze bylabym bardzo radosna pijac wino na dziwnych rozmownych wyprawach z przerwami na kaca wszystko to ma swoje plusy i minusy ale ze nie wiem co jest rzeczywiscie MOJE to zniecheca mnie kazde male potkniecie powtarzalnosc rutyna schematy w koncu dopada pustka Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur resume 04.08.08, 03:54 moznaby z powodzeniem, zdaje sie, polaczyc kariere ze sztuka a to, dalej, z rozmowami przy winie. moze cos by nawet zostalo na rozwoj duchowy a wiec bredze najbardziej chyba ze wszystkiego brakuje mi pewnosci pewnosci siebie i pewnosci wartosci tego co robie lub czego chce gdybym je posiadala, moglabym robic nawet najglupsze rzeczy o wiele prosciej, skuteczniej, bardziej wytrwale, stanowczo itd poza tym brakuje mi jeszcze paru innych waznych cech. Odpowiedz Link Zgłoś
jan_stereo Re: dojrzalosc 04.08.08, 22:14 szarylemur napisała: > nie rozumiem. brzmi jakbys zalozyl, ze juz z miejsca realnie nie rusze, a jedynie wymyslac bede jakies tam swiaty mozliwe... ale nawet wtedy moje odczucia bylyby realne, moglabym zatem je porownywac. Napisalas poprzednio, ze nie potrafisz sie odniesc do swoich czasow przeszlych i innego miejsca owczesnego wobec obecnego stanu, jako ze zostajac w tamtym bylym obszarze (przy innym wyborze) bylabys zapewne inna osoba(wirtualnie), nieznana Ci obecnie, zatem nieporownywalna. Tyle, ze tak bedzie przeciez w kazdym przypadku i odstepie czasowym, nawet wobec tego co robilas po sniadaniu... > no, co ty, to zludzenie optyczne - ja nigdzie nie zmierzam, to zycie mknie,stad wyglada jakbym sie cofala... taaa odpowiadalam tak ksiedzu w podstawowce, jak mi mowil, ze zycie mi ucieknie... > powaznie: wlasnie ja nie wiem, czy ja chce rzeczy wielkich typu kariera, budowanie pozycji spolecznej itp ja wiem, czy to takie wielkie rzeczy, moze masz troche zle nastawienie, kariera moze byc we wszystkim, nawet w prowadzeniu cukierni na jakims zadupiu.. > czy raczej moze malego cichego zycia i rozwoju duchowego ten rozwoj duchowy to taki pic na wode na moje oko, mowiac krotko nic nie robienie :")) > czy moze wlasnie chcialabym jednak byc szalona artystka > albo w ogole moze bylabym bardzo radosna pijac wino na dziwnych rozmownych wyprawach z przerwami na kaca.. tak to kazdy by chcial gdyby nie musial pracowac, zwlaszcza z tym piciem wina i rozmowach, szalone artystki to straszna nuda... > wszystko to ma swoje plusy i minusy > ale ze nie wiem co jest rzeczywiscie MOJE > to zniecheca mnie kazde male potkniecie > powtarzalnosc rutyna schematy > w koncu dopada pustka schematy wcale nie sa zle jesli ciesza, jesli mozg przy nich odpoczywa, spelnia sie, udowadnia sobie cos dzien po dniu, radzi coraz latwiej, rzadzi po czasie, staje sie panem ostatecznie, wszystko jedno w czym i po jakim czasie... A praktycznie, co bys chciala i mogla robic, poza tymi kozami w gorach i medytacja po opium, chodzi mi o zajecie majace swe ramy od poniedzialku do piatku, zalozmy. Probowalas tego i owego, z jakim skutkiem, nastrojem ? Ja kiedys myslalem, ze moglbym pracowac w kuchni, gdyby sie tam tak nie zapie..lo, to bylo by cymes, bo mimo tego pospiechu (i najwiekszych pojebow swiata, ale oni mieli tez i swoj urok) bylo czesto interesujaco dosc, tak tworczo (chociaz to tylko wrazenie pewnie) niemal jak czarowanie w kociolku, no i sami ludzie jak w kalejdoskopie... Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: dojrzalosc 05.08.08, 00:57 'Napisalas poprzednio, ze nie potrafisz sie odniesc do swoich czasow przeszlych i innego miejsca owczesnego wobec obecnego stanu, jako ze zostajac w tamtym bylym obszarze (przy innym wyborze) bylabys zapewne inna osoba(wirtualnie), nieznana Ci obecnie, zatem nieporownywalna.' nie , nie, to jakies nieporozumienie. byc moze znow nie zrozumialam, ale wydaje mi sie, ze odstep czasowy ma dosc istotne znaczenie ( choc oczywiscie 'nie znacie dnia ni godziny' itd) nie bede w stanie powiedziec czy jest gorzej czy lepiej niz bylo, nie dlatego, ze porownuje sie do wirtualnej kontynuacji mnie z tamtej rzeczywistosci, ale po prostu dlatego, ze i wtedy bylo roznie i teraz roznie jest. nie jestem w stanie wyobrazic sobie kim bylabym gdybym tam zostala. nawet tego nie probuje, a to dlatego, ze wydaje mi sie rozrywka zupelnie hmm czcza. dokonujac takiej imaginacji uwzgledniam bowiem tylko dane zapamietane i je jakos tam rozwijam, dalej moge sobie tu zrobic jakies trzy czy trzydziesci trzy mozliwe opcje z dodaniem roznych wariantow losowych..., ale ogolnie wszystko to wydaje mi sie bzdura i strata czasu, ktory mozna przeznaczyc na kojaca obserwacje sciany/ kota. dodatkowo, kiedys bardzo latwo poddawalam sie wszelkim impulsom, i to wlasnie dodaje tym przewidywaniom element ... nieprzywidywalnosci. chodzi tez o to, ze nie wiem, co mam porownac - jaka siebie? siebie ogolnie? teraz i jakies 5 lat temu? a moze siebie 2 miesiace temu i 6 lat temu? a moze siebie dzis rano i tego samego dnia 11 lat temu? ogolnie - kiedys mialam wiecej nadziei, teraz sadzilabym ze mam wiecej rozumu, madrosci zyciowej, ale tylko troche wiecej. neuroza, donkiszoteria wciaz zyje we mnie. tak wiec nie umiem porownac siebie do jakiegos wirtualnego ja idacego wymyslona alternatywa, ale takze nie umiem wskazac jakiejs wielkiej roznicy miedzy soba ogolnie kiedys i teraz. byc moze nie doceniam tego co mam, ale zdaje mi sie, ze mam porownywalnie tyle samo, plus kilka lekcji, ktore cos tam zabily a cos tam wzmocnily ;] dla mnie kariera to rzecz wielka. za duza raczej na moja osobowosc, cichociemnowybuchowy charakter. wolalabym sie raczej urodzic w pelna-geba-arystokratycznej- rodzinie, no, ale to moze w nastepnym wcieleniu, jak sie podazy... do kariery trzeba kilku waznych cech, ktorych ja nie mam: pewnosci siebie, przebojowsci, sprytu i duzo umiejetnosci spolecznych. mnie albo irytuja, albo totalnie doluja tzw gierki towarzyskie. 'ten rozwoj duchowy to taki pic na wode na moje oko, mowiac krotko nic nie robienie :"))' ale juz blizej mi tutaj niz do kariery 'tak to kazdy by chcial gdyby nie musial pracowac, zwlaszcza z tym piciem wina i rozmowach,' no, wlasnie, baaardzo mnie ostatnio zaczely draznic gadki ' mrowek', bardzo, bardzo. 'szalone artystki to straszna nuda...' zapewne, rowniez schemat, i byc moze nuda dla innych. jednak atmosfere procesu tworczego, oderwanie od tej zamrowczonej ziemi... no, coz, lubie 'schematy wcale nie sa zle jesli ciesza, jesli mozg przy nich odpoczywa, spelnia sie, udowadnia sobie cos dzien po dniu, radzi coraz latwiej, rzadzi po czasie, staje sie panem ostatecznie, wszystko jedno w czym i po jakim czasie...' * postac steinera z la dolce vita polecam zapoznac ;] * no, bardzo ciekawe, zastanawiajace ze i ja tak twierdzilam i bylam gotowa nawet bronic takich tez wlasnym zadowolonym przykladem, jeszcze jakies dwa trzy miesiace temu. ale juz nie teraz, teraz to jak orka pod gore, powtarzanie tych samych gestow drazni, choc nie tak mocno jak te 10 lat temu. 'A praktycznie, co bys chciala i mogla robic, poza tymi kozami w gorach i medytacja po opium' wszystko i nic. ja nie mam prawie zadnych kwalifikacji... wiec raczej same nedzne rzeczy, ktore rania moja efemeryczna dume, pozostaja,'prace, w ktorych spotykam ludzi, z ktorymi mi nie po drodze ( byc moze to akurat bedzie wszedzie ) 'Probowalas tego i owego, z jakim skutkiem, nastrojem ?' praca mnie meczy, czasem jest okej, czasem wlasnie pomaga, ale generalnie nie lubie pracowac.i to chyba nie dlatego, ze ' nie znalazlam tego, co bym robic wrecz kochala', lecz wlasnie dlatego, ze cokolwiek co staje sie kieratem, co musisz robic niezaleznie od humoru, mnie po pewnym czasie meczy. 'Ja kiedys myslalem, ze moglbym pracowac w kuchni, gdyby sie tam tak nie zapie..lo, to bylo by cymes' ja kiedys myslalam ze bym nie mogla... a teraz to juz dawno nie zapierd..lalam, nazwe chyba czas zmienic na tytanic temu miejscu. 'bo mimo tego pospiechu (i najwiekszych pojebow swiata, ale oni mieli tez i swoj urok)' no, nas postronni podobno nazywaja ' wiazankow frikow', z tym ze mnie nazywaja najwiekszym, tak wiec to mam niejako z glowy, a niejako na/w glowie... 'tak tworczo (chociaz to tylko wrazenie pewnie' nie, to akurat prawda, szczegolnie jak jest duzo czasu 'no i sami ludzie jak w kalejdoskopie...' masz na mysli ten stolik dla dwoch osob? ..... reasumujac po raz drugi: dojrzalosc niech bedzie praktyka podejmowania decyzji opanowanym umyslem, korzystaniem z madrosci zyciowej. pewnie mozna sila woli zmusic sie do praktykowania doroslosci. ale... to wymagaloby olbrzymich zmian, tak aby dopasowac siebie do czegos strawnego dla siebie samej. latwiej jest udawac ze jeszcze jest czas, odlozyc to do jutra, schowac glowe w piaskownicy, pomarudzic, po raz n-ty pobawic sie slowami... Odpowiedz Link Zgłoś
my_dying_bride niezaspokojone potrzeby szaregolemura 06.08.08, 08:08 szarylemur napisała: > 'Napisalas poprzednio, ze nie potrafisz sie odniesc do swoich czasow przeszlych > i innego miejsca owczesnego wobec obecnego stanu, jako ze zostajac w tamtym by > lym obszarze (przy innym wyborze) bylabys zapewne inna osoba (wirtualnie), niezn > ana Ci obecnie, zatem nieporownywalna.' > nie , nie, to jakies nieporozumienie. byc moze znow nie zrozumialam, ale wydaj > e mi sie, ze odstep czasowy ma dosc istotne znaczenie ( choc oczywiscie 'nie zn > acie dnia ni godziny' itd) > nie bede w stanie powiedziec czy jest gorzej czy lepiej niz bylo, nie dlatego, > ze porownuje sie do wirtualnej kontynuacji mnie z tamtej rzeczywistosci, ale p > o prostu dlatego, ze i wtedy bylo roznie i teraz roznie jest. nie jestem w stan > ie wyobrazic sobie kim bylabym gdybym tam zostala. nawet tego nie probuje, a to > dlatego, ze wydaje mi sie rozrywka zupelnie hmm czcza. dokonujac takiej imagin > acji uwzgledniam bowiem tylko dane zapamietane i je jakos tam rozwijam, dalej m > oge sobie tu zrobic jakies trzy czy trzydziesci trzy mozliwe opcje z dodaniem r > oznych wariantow losowych..., ale ogolnie wszystko to wydaje mi sie bzdura i s > trata czasu, ktory mozna przeznaczyc na kojaca obserwacje sciany/ kota. > dodatkowo, kiedys bardzo latwo poddawalam sie wszelkim impulsom, i to wlasnie d > odaje tym przewidywaniom element ... nieprzywidywalnosci. > > chodzi tez o to, ze nie wiem, co mam porownac - jaka siebie? siebie ogolnie? te > raz i jakies 5 lat temu? a moze siebie 2 miesiace temu i 6 lat temu? > a moze siebie dzis rano i tego samego dnia 11 lat temu? ogolnie - kiedys mialam > wiecej nadziei, teraz sadzilabym ze mam wiecej rozumu, madrosci zyciowej, ale > tylko troche wiecej. neuroza, donkiszoteria wciaz zyje we mnie. > > tak wiec nie umiem porownac siebie do jakiegos wirtualnego ja idacego wymyslona > alternatywa, ale takze nie umiem wskazac jakiejs wielkiej roznicy miedzy soba > ogolnie kiedys i teraz. byc moze nie doceniam tego co mam, ale zdaje mi sie, ze > mam porownywalnie tyle samo, plus kilka lekcji, ktore cos tam zabily a cos tam > wzmocnily ;] > > > dla mnie kariera to rzecz wielka. za duza raczej na moja osobowosc, cichociemno > wybuchowy charakter. wolalabym sie raczej urodzic w pelna-geba- arystokratycznej > - rodzinie, no, ale to moze w nastepnym wcieleniu, jak sie podazy... do kariery > trzeba kilku waznych cech, ktorych ja nie mam: pewnosci siebie, przebojowsci, > sprytu i duzo umiejetnosci spolecznych. mnie albo irytuja, albo totalnie doluja > tzw gierki towarzyskie. > > 'ten rozwoj duchowy to taki pic na wode na moje oko, mowiac krotko nic nie robi > enie :"))' > ale juz blizej mi tutaj niz do kariery > > 'tak to kazdy by chcial gdyby nie musial pracowac, zwlaszcza z tym piciem wina > i rozmowach,' > no, wlasnie, baaardzo mnie ostatnio zaczely draznic gadki ' mrowek', bardzo, ba > rdzo. > 'szalone artystki to straszna nuda...' > zapewne, rowniez schemat, i byc moze nuda dla innych. jednak atmosfere procesu > tworczego, oderwanie od tej zamrowczonej ziemi... no, coz, lubie > > 'schematy wcale nie sa zle jesli ciesza, jesli mozg przy nich odpoczywa, spelni > a sie, udowadnia sobie cos dzien po dniu, radzi coraz latwiej, rzadzi po czasie > , staje sie panem ostatecznie, wszystko jedno w czym i po jakim czasie...' * po > stac steinera z la dolce vita polecam zapoznac ;] * > no, bardzo ciekawe, zastanawiajace ze i ja tak twierdzilam i bylam gotowa nawet > bronic takich tez wlasnym zadowolonym przykladem, jeszcze jakies dwa trzy mies > iace temu. ale juz nie teraz, teraz to jak orka pod gore, powtarzanie tych samy > ch gestow drazni, choc nie tak mocno jak te 10 lat temu. > > 'A praktycznie, co bys chciala i mogla robic, poza tymi kozami w gorach i medyt > acja po opium' > wszystko i nic. ja nie mam prawie zadnych kwalifikacji... > wiec raczej same nedzne rzeczy, ktore rania moja efemeryczna dume, pozostaja,'p > race, w ktorych spotykam ludzi, z ktorymi mi nie po drodze ( byc moze to akurat > bedzie wszedzie ) > > 'Probowalas tego i owego, z jakim skutkiem, nastrojem ?' > praca mnie meczy, czasem jest okej, czasem wlasnie pomaga, ale generalnie nie l > ubie pracowac.i to chyba nie dlatego, ze ' nie znalazlam tego, co bym robic wre > cz kochala', lecz wlasnie dlatego, ze cokolwiek co staje sie kieratem, co musis > z robic niezaleznie od humoru, mnie po pewnym czasie meczy. > > 'Ja kiedys myslalem, ze moglbym pracowac w kuchni, gdyby sie tam tak nie zapie. > .lo, to bylo by cymes' > ja kiedys myslalam ze bym nie mogla... a teraz to juz dawno nie zapierd..lalam, > nazwe chyba czas zmienic na tytanic temu miejscu. > 'bo mimo tego pospiechu (i najwiekszych pojebow swiata, ale oni mieli tez i swo > j urok)' > no, nas postronni podobno nazywaja ' wiazankow frikow', z tym ze mnie nazywaja > najwiekszym, tak wiec to mam niejako z glowy, a niejako na/w glowie... > 'tak tworczo (chociaz to tylko wrazenie pewnie' > nie, to akurat prawda, szczegolnie jak jest duzo czasu > 'no i sami ludzie jak w kalejdoskopie...' > masz na mysli ten stolik dla dwoch osob? ..... > > reasumujac po raz drugi: > dojrzalosc niech bedzie praktyka podejmowania decyzji opanowanym umyslem, korz > ystaniem z madrosci zyciowej. > pewnie mozna sila woli zmusic sie do praktykowania doroslosci. ale... to wymaga > loby olbrzymich zmian, tak aby dopasowac siebie do czegos strawnego dla siebie > samej. latwiej jest udawac ze jeszcze jest czas, odlozyc to do jutra, schowac g > lowe w piaskownicy, pomarudzic, po raz n-ty pobawic sie slowami... > > intuicja mi mowila aby nie wchodzic w druga czesc/pozniejsza tego watku i nie mylila sie ;) jak zwykle szarylemur, spragniony uwagi, zmanipulowal dyskusje i koncentruje wypowiedzi na swojej osobie, swoich doznaniach, potrzebach i tak w kolko BTW na szalona artystke mi nie wygladasz, tylko na znudzona kobiete ja bym Cie fizycznie zmeczyla, to bys nie miala juz sily na godzinne dywagacje i karmienie swojego watlego Ego p.s. z najlepszymi zyczeniami, spojrz na siebie z boku :) Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: niezaspokojone potrzeby szaregolemura 06.08.08, 15:59 patrze, patrze, i widze mniej wiecej wlasnie to o czym piszesz przynajmniej z jednego boku z drugiego widze cos tam jeszcze i tak dalej i nic z tego patrzenia nie wynika btw, co mialoby wyniknac ze zmeczenia dla MOJEGO watlego ego? chyba tylko tyle, ze pomogloby to nie utracic kredytu sympatii kilku innych ego ale na co mi ta sympatia? przeciez ona nie dotyczy mojego ego, a jedynie kostruktu czyichs pragnien nt innych ludzi... Odpowiedz Link Zgłoś
my_dying_bride Re: niezaspokojone potrzeby szaregolemura 07.08.08, 07:40 szarylemur napisała: > patrze, patrze, i widze mniej wiecej wlasnie to o czym piszesz > przynajmniej z jednego boku > z drugiego widze cos tam jeszcze > i tak dalej > i nic z tego patrzenia nie wynika DZIALAJ zatem :))) dzialaj optymalnie jesli mimo dzialania masz czas na wielogodzinne rozwazania o sobie to wniosek jest oczywisty niewiele jak na swoje mozliwosci dzialasz ;) > > btw, co mialoby wyniknac ze zmeczenia dla MOJEGO watlego ego? > chyba tylko tyle, ze pomogloby to nie utracic kredytu sympatii kilku innych ego > ale na co mi ta sympatia? przeciez ona nie dotyczy mojego ego, a jedynie > kostruktu czyichs pragnien nt innych ludzi... stop stop stop bo znow kierujesz dyskusje na SWOJA osobe a chyba nie o tym traktuje ten watek albo i o tym poniekad doroslosc to z pewnoscia nie infantylne i egocentryczne spojrzenie na swiat > Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: niezaspokojone potrzeby szaregolemura 07.08.08, 10:43 idz za mnie do pracy, co? Odpowiedz Link Zgłoś
my_dying_bride Re: niezaspokojone potrzeby szaregolemura 07.08.08, 13:21 szarylemur napisała: > idz za mnie do pracy, co? nie mam potrzeby, mam swoja a swoja droga, moze ta praca niewiele Ci energii pochlania, masz prace, rodzine,( meza, dzieci, zwierzeta)? masz pasje, hobby jakies, ktore zajmuje Ci wolny czas, wiekszosc weekendow np? organizujesz zycie swoje, jestes logistykiem swojej rodziny? prowadzisz zycie towarzyskie w stopniu wystarczajacym? uwierz, gdybys to wszystko robila nie mialabys zwyczajnie czasu i potrzeby do smucenia na swoj temat non stop i taplania sie we wlasnym sosie wybacz taka a nie inna forme ale jakbys przypadkiem znalazla sie w moim towarzystwie to godziny bym z Toba nie wytrzymala a co dopiero np jakis konkretny facet no chyba, ze smutas taki jak Ty... ;))) milego dnia :) Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: niezaspokojone potrzeby szaregolemura 07.08.08, 14:47 mam prace, mam zwierzeta, moja najwieksza pasja jest dzielenie wlosa na czworo oraz dzikie harce niestety, malo kto akurat te pasje podziela organizuje swoje zycie tak jak potrafie i na mnie spoczywa odpowiedzialnosc za logistyke mojej rodziny zycie towarzyskie prowadze niewielkie, a to z powodu wspomnianego powyzej czy chcesz abym uwierzyla, ze gdybym byla lepsza niz jestem to przychodzilabym na to forum tylko po to, aby moc to komus pokazac? skad wiesz ze ja bym miala ochote wytrzymywac twoje towarzystwo w jakimkolwiek wymiarze czasowym? a co dopiero jakiegos ' konkretnego faceta' ? wiecej czasu i checi na przemyslenia zycze :] Odpowiedz Link Zgłoś
my_dying_bride Re: niezaspokojone potrzeby szaregolemura 08.08.08, 09:05 szarylemur napisała: > mam prace, mam zwierzeta, moja najwieksza pasja jest dzielenie wlosa na czworo > oraz dzikie harce > niestety, malo kto akurat te pasje podziela > organizuje swoje zycie tak jak potrafie i na mnie spoczywa odpowiedzialnosc za > logistyke mojej rodziny > zycie towarzyskie prowadze niewielkie, a to z powodu wspomnianego powyzej > > czy chcesz abym uwierzyla, ze gdybym byla lepsza niz jestem to przychodzilabym > na to forum tylko po to, aby moc to komus pokazac? blad w Twoim rozumowaniu, nie uzywam tu kategorii lepsza- gorsza > > skad wiesz ze ja bym miala ochote wytrzymywac twoje towarzystwo w jakimkolwiek > wymiarze czasowym? > a co dopiero jakiegos ' konkretnego faceta' ? jak to? ;D szarylemur- nie wiesz do kogo piszesz... a ja widze wiecej,w tymtez- znacznie wiecej Ciebie, anizeli bys kiedykolwiek podejrzewala ;)))) pozdrawiam i koncze te niezbyt chyba dla Ciebie przyjemna wymiane zdan ciagnij watek wlasnej osoby z Janem S :) Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: niezaspokojone potrzeby szaregolemura 08.08.08, 17:12 'szarylemur- nie wiesz do kogo piszesz...' moze dlatego ze nie uzyskalam na ten temat informacji, jak myslisz? jak na razie wydaje mi sie, ze pisze z postluteranska mrowka robotnica, ktora ogranela nieznoszaca sprzeciwu pewnosc posiadania uniwersalnej metody zbawczej. kontynuujac watek ja!ja!ja! - kawalek mnie zazdrosci ci tego , kawalek peka ze smiechu. kawalek chcialby byc jak ty, a inny kawalek sie wdraga * ladne slowko ;)* dalej: ktorejs nocy czytalam sobie po raz kolejny o typach eneagramu, o tym, jak rozne moga byc metody radzenia sobie ze swiatem/ zyciem. najwidoczniej, jestesmy roznymi typami. ja jestem piatka, uzywam racjonalizacji, problem staram sie zamienic w zagadnienie, to je odciaza. w sytuacjach stresowych uderzam w to co piatce wydaje sie szalenstwami - w siodemke - epikurejczyka. ostatnio obserwuje tez u siebie regres do czworki. ty zas jawisz mi sie jako modelowa trojeczka. ja piszac do ciebie robie dokladnie to, co ty piszac do mnie - w konflikcie staram sie zaobiektywizowac bolesnie subiektywne racje i widzimisie. zabawne, ze takze to zdanie powyzej moze podlegac dyskusji. ciekawe, ze zaden z typow eneagramu nie jest nijak uprzywilejowany, lepszy ani gorszy. rozwoj osobowosci polegalby w tym modelu na cwieczeniu elastycznosci, nauce odmiennych od ' naturalnego' sposobow zycia. 'a ja widze wiecej,w tymtez- znacznie wiecej Ciebie, anizeli bys kiedykolwiek podejrzewala ;))))' llooooool, znaczy z pytia mam przyjemnosc? skad wiesz, ze mi sie wydaje, ze w tym co pisze, tutaj tez, mnie nie widac? 'jak to? ;D' 'a tak to, przeciez nie bedziemy sie tu nad tym zastanawiac, bo znow byloby o mnie ;p' 'koncze te niezbyt chyba dla Ciebie przyjemna wymiane zdan' ochm wiesz, czasem uwazam ze nie tylko to co przyjemne jest warte realizacji ;p 'ciagnij watek wlasnej osoby z Janem S :)' poki mi sie to jalowe nie wyda, bede. no, i poki jan s nie ucieknie/ nie usnie ;p papap zatem, samozwancza pytio ; ] Odpowiedz Link Zgłoś
jan_stereo Re: dojrzalosc 06.08.08, 22:14 szarylemur napisała: > chodzi tez o to, ze nie wiem, co mam porownac - jaka siebie? siebie ogolnie? teraz i jakies 5 lat temu? a moze siebie 2 miesiace temu i 6 lat temu? a moze siebie dzis rano i tego samego dnia 11 lat temu? Dobrze wiesz, ze chodzi o ogolny okres terazniejszy, jako tendencja, perspektywa, nastroj, wypadkowa, ja nie mam z tym problemu... >ogolnie - kiedys mialam wiecej nadziei, teraz sadzilabym ze mam wiecej rozumu, madrosci zyciowej, ale tylko troche wiecej. neuroza, donkiszoteria wciaz zyje we mnie. No mniej wiecej tak, ale nie calkiem, mam rozumiec, ze obecnie czujesz wiekszy dyskomfort zyciowy niz w okresie sprzed (powiedzmy) bujania sie po obczyznie ? Neuroza i donkiszoteria nie ma dla mnie wiele wspolnego z samopoczuciem, to jest troche jak buty, nosi sie je bez wzgledu na stan wlasny.. > ale takze nie umiem wskazac jakiejs wielkiej roznicy miedzy soba > ogolnie kiedys i teraz. byc moze nie doceniam tego co mam, ale zdaje mi sie, ze mam porownywalnie tyle samo, plus kilka lekcji, ktore cos tam zabily a cos tam wzmocnily ;] No juz lepiej, czyli generalnie stagnacja dokropiona jakims dodatkowym doswiadczeniem, stad taki problem z wyduszeniem z siebie owych roznic, czyli tutaj mamy pozamiatane. > dla mnie kariera to rzecz wielka. za duza raczej na moja osobowosc, cichociemno wybuchowy charakter... Wlasnie owa wybuchowosc moze sie tez brac, z braku owej kariery (w sensie ustabilizowania swego swietego spokoju, gwarancji utrzymania sie).. > trzeba kilku waznych cech, ktorych ja nie mam: pewnosci siebie, przebojowsci, sprytu i duzo umiejetnosci spolecznych. mnie albo irytuja, albo totalnie doluja tzw gierki towarzyskie. To z filmow jest ? Nie trzeba byc wcale przebojowym, trzeba miec owe umiejetnosci (ktore przychodza wcale nie z kombinowania, no chyba ze o jakiejs politycznej karierze mowa) i sie nastepnie cenic, majac w dupie jednoczesnie wszelakie gierki itp. (przynajmniej u mnie tak wyglada sprawa)... > ale juz blizej mi tutaj niz do kariery A co to niby chcesz w swym rozwoju duchowym rozwinac ? Niech zgadne, tak go rozwinac, aby nic nie trzeba bylo robic i czuc sie z tym dobrze duchowo i aby przeszlo owo rozdraznienie/wybuchowosc... > postac steinera z la dolce vita polecam zapoznac ;] * co z tym steinerem ?, chyba ze cos przeoczylem, film generalnie z tego co pamietam taki sobie, niemalze jak nauka do komunii swietej.. > no, bardzo ciekawe, zastanawiajace ze i ja tak twierdzilam i bylam gotowa nawet bronic takich tez wlasnym zadowolonym przykladem, jeszcze jakies dwa trzy miesiace temu. ale juz nie teraz, teraz to jak orka pod gore, powtarzanie tych samych gestow drazni, choc nie tak mocno jak te 10 lat temu. Ja nie mowie o manualnych schematach, u mnie to raczej dziala, bo zwyczajnie coraz latwiej jest mi robic na podstawie tych schematow inne zlozone rzeczy, ktore sa zupelnie nieschematyczne i to cieszy, absorbuje, bo wychodzi/dziala aplikacja i dziala szybko, dzieki obeznaniu sie w schematach. To tak jak nauczyc sie sxwietnie budowac i moc sobie wybudowac szybko wlasny dom, taki jaki sie lubi przy uzyciu owych schematow... > wszystko i nic. ja nie mam prawie zadnych kwalifikacji... > wiec raczej same nedzne rzeczy, ktore rania moja efemeryczna dume, pozostaja,'prace, w ktorych spotykam ludzi, z ktorymi mi nie po drodze ( byc moze to akuratbedzie wszedzie ) To sie idealnie wkomponowuje w zawod dziennikarza, zwlaszcza to chlanie wina i rozmowy z ludzmi, niejasne godziny pracy, no i brak ewentualnych kwalifikacji zupelnie nie przeszkadza, pytanie czy mas zo czym pisac, ale skoro pisanie na forum nie wydaje Ci sie schematem, to pewnie tak. > ja kiedys myslalam ze bym nie mogla... a teraz to juz dawno nie zapierd..lalam, nazwe chyba czas zmienic na tytanic temu miejscu. > no, nas postronni podobno nazywaja ' wiazankow frikow', z tym ze mnie nazywaja najwiekszym, tak wiec to mam niejako z glowy, a niejako na/w glowie... no to faktycznie kiepska sprawa, zwlaszcza jak sobie uzmyslowic, ze dla nich nasze frikowanie,nie znaczy tego samego, co my myslimy ze znaczy, a owo niewypowiedziane politowanie jest zenujace, jesli zostanie wychwycone, wowczas traci sie radosc z bycia oficjalnie frikiem :")) > masz na mysli ten stolik dla dwoch osob? ..... Ja pracowalem (jeno 3 miesiace na wakacjach studenckich) w takim malym centrum dla roznych pajacow z calego swiata, gdzie zlazlili sie tez masowo 'celebrity z show biznesu', kazdy cpal ile mogl, codziennie byly jakies przedstawienia z tego powodu, wlacznie z wyrzucaniem szefa kuchni (ten byl wynalazkiem prawdziwym),ktory podal dla smietanki londynskiej 'well done' (zamiast krwistego) zrobione miecho,sam wlasciciel wygladajacy jak ciota i Neron w jednej osobie, plakal publicznie niczym dziecko,ze to wstyd i ze nie wroci do swych gosci itp. W zwiazku z czym zlazili sie do kuchni(ktora w zasadzie byla oddzielona jedynie kotara od samej sali)aktorzy/aktorki (juz niezle wstawieni) i wywiazywaly sie ciekawe dysputy..tak bylo codziennie, sam z nimi czasem chlalem, nie robilo to jakos nikomu problemu, swoi ludzi okazywali sie byc wszedzie... Mimo wszystko, to bylo by meczace po jakims czasie. Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: dojrzalosc 07.08.08, 01:42 'Dobrze wiesz, ze chodzi o ogolny okres terazniejszy, jako tendencja, perspektywa, nastroj, wypadkowa, ja nie mam z tym problemu...' a ja mam. a to dlatego, ze 1. w sumie nie wiem co jest dla mnie wazne 2. nie mam jakichs wielkich osiagniec w zadnej dziedzinie 'mam rozumiec, ze obecnie czujesz wiekszy dyskomfort zyciowy niz w okresie sprzed (powiedzmy) bujania sie po obczyznie ? ' 'generalnie stagnacja dokropiona jakims dodatkowym doswiadczeniem, stad taki problem z wyduszeniem z siebie owych roznic, czyli tutaj mamy pozamiatane.' ymm, raczej nie, czasem - podobny. moze dlatego, ze i w kraju i tutaj udalo mi sie cos osiagnac, i sa to osiagi porownywalne, choc oczywiscie dotycza nieco odmiennych kwestii. 'Neuroza i donkiszoteria nie ma dla mnie wiele wspolnego z samopoczuciem, to jest troche jak buty, nosi sie je bez wzgledu na stan wlasny..' dziwne i niezrozumiale dla mnie porownanie. mozesz wybrac czy idziesz w neuroze glebiej, czy raczej trzymasz sie w karbach, stopniowo niwelujesz az do rozmiarow rozmytego wspomnienia 'grzechow mlodosci' 'Wlasnie owa wybuchowosc moze sie tez brac, z braku owej kariery (w sensie ustabilizowania swego swietego spokoju, gwarancji utrzymania sie)..' to ciekawa teza, ale nie zgodze sie z nia. 'To z filmow jest ? Nie trzeba byc wcale przebojowym, trzeba miec owe umiejetnosci (ktore przychodza wcale nie z kombinowania, no chyba ze o jakiejs politycznej karierze mowa) i sie nastepnie cenic, majac w dupie jednoczesnie wszelakie gierki itp. (przynajmniej u mnie tak wyglada sprawa)...' moze troche/ bardzo inaczej niz ty odbieram rzeczywistosc, a moze rozne miejsca maja jednak swoja specyfike. wiem, wiem, ' udaj sie do miejsca gdzie mozna kariere zrobic po ludzku'. tu gdzie jestem trzeba nie tylko cos umiec, ale trzeba miec tez bardzo wyrobione ' umiejetnosci spoleczne' , tj zdolnosc lawirowania, bezszmerowego wlazenia w dupe komu trzeba, kombinowania sojuszy, poznawania 'odpowiednich' ludzi, spedzania czasu wolnego w odpowiednich' miejscach, posiadania ' odpowiednich' rzeczy, pogladow itd. byc moze u ciebie jest identycznie, a tylko ty tego nie widzisz, byc moze miales szczescie, lub za pomoca swej madrosci zyciowej wybrales miejsce gdzie jest inaczej. 'A co to niby chcesz w swym rozwoju duchowym rozwinac ? Niech zgadne, tak go rozwinac, aby nic nie trzeba bylo robic i czuc sie z tym dobrze duchowo i aby przeszlo owo rozdraznienie/wybuchowosc...' heheh, tak wlasnie, tyle ze do tego tez trzeba by bylo jednak zdecydowac sie na jakas Prawde i Cel, i to naprawde zdecydowac sie... 'co z tym steinerem ?, chyba ze cos przeoczylem, film generalnie z tego co pamietam taki sobie, niemalze jak nauka do komunii swietej..' generalnie, po tym co piszesz, mam wrazenie, ze filmu nie ogladales, a jedynie przejrzales ktoras z tych zadziwiajacych mnie recenzji o tym, ze jest to krytyka plycizny i zgnilizny moralnej bla bla bla naprawde nie wiem, skad takie wnioski moga brac sie... 'robic na podstawie tych schematow inne zlozone rzeczy, ktore sa zupelnie nieschematyczne i to cieszy, absorbuje, bo wychodzi/dziala aplikacja i dziala szybko, dzieki obeznaniu sie w schematach.' no, to gratuluje, co wiecej moge dodac. ja jestem na tych raczej podstawowych i mnie one draznia, draznia mnie tez ludzie jadacy na schematach. mozna spojrzec na to jako na objaw mojej zazdrosci. ale niekoniecznie trzeba... czy poza schematem nie ma zycia??? czy wszystko przeksztalca sie w schemat, a zatem kwestia kluczowa jest wybor jak najlepszych schematow? wg ciebie, oczywiscie... 'To sie idealnie wkomponowuje w zawod dziennikarza, zwlaszcza to chlanie wina i rozmowy z ludzmi, niejasne godziny pracy, no i brak ewentualnych kwalifikacji zupelnie nie przeszkadza, pytanie czy mas zo czym pisac, ale skoro pisanie na forum nie wydaje Ci sie schematem, to pewnie tak.' otoz, moje pisanie na forum jest spontaniczne, istnieje wtedy, gdy czuje potrzebe pisania/ czytania ( pomijam watek o gwozdziach ;] ) juz pisalam wczesniej, ze po pewnym czasie wszystko zaczynam odczuwac jako schemat. ale sa wsrod tych schematow takie, w ktorych gdzies na dnie jest jednak autentycznosc, zycie, a sa i takie, ktore staja sie absurdalnie tragikomiczne, puste jak wydmuszka. dziennikarstwo - dla mnie - byloby tym drugim raczej. 'no to faktycznie kiepska sprawa, zwlaszcza jak sobie uzmyslowic, ze dla nich nasze frikowanie,nie znaczy tego samego, co my myslimy ze znaczy, a owo niewypowiedziane politowanie jest zenujace, jesli zostanie wychwycone, wowczas traci sie radosc z bycia oficjalnie frikiem :"))' nie zauwazylam jak dotad politowania wobec mojej osoby, a wydaje mi sie, ze wrecz paranoicznie przewrazliwiona jestem na tym punkcie. nie jestem az tak maloostrozna zeby pokazywac duzo ludziom, o ktorych sadze, ze to byloby dla nich/ dla mnie zbyt wiele, szczegolnie takim, z ktorymi przebywam nacodzien w realu ;p oj, nie, zauwazone politowanie straszny lemur kaze natychmiastowym lub na zimno odroczonym scieciem glowy. poza tym, byc frikiem w moim slowniku nie znaczy wcale robic z siebie pajaca 'Ja pracowalem ...' ciekawe doswiadczenie, zapewne. u mnie ' na wsi' jest troszeczke inaczej, moze dlatego rozmyslam nad przeniesiem sie w bardziej cywilizowane, zywsze rejony. a ze bylo meczace... coz, pewnie nie twoj schemat, po prostu ;) Odpowiedz Link Zgłoś
jan_stereo Re: dojrzalosc 07.08.08, 21:09 szarylemur napisała: > a ja mam. a to dlatego, ze > 1. w sumie nie wiem co jest dla mnie wazne > 2. nie mam jakichs wielkich osiagniec w zadnej dziedzinie No to niemalze tak jak i ja (chociaz ja wiem co jest dla mnie wazne, i Ty tez wiesz, bo caly czas o tym gadasz), tyle, ze o dziwo mnie to nie przeszkadza... > dziwne i niezrozumiale dla mnie porownanie. mozesz wybrac czy idziesz w neuroze glebiej, czy raczej trzymasz sie w karbach, stopniowo niwelujesz az do rozmiarow rozmytego wspomnienia 'grzechow mlodosci' Raczej trzymam w karbach, jak mam potrzebe to popuszczam rzemien, lubuje sie w tym, bo panuje w duzej mierze, tak jak z butami niemal, jak juz mnie uwieraja to sciagam...zawsze jednak zakladam spowrotem, to mi jest potrzebne do zycia w rzeczywistosci, aby nie odfrunac calkiem. > generalnie, po tym co piszesz, mam wrazenie, ze filmu nie ogladales, a jedynie przejrzales ktoras z tych zadziwiajacych mnie recenzji o tym, ze jest to krytyk a plycizny i zgnilizny moralnej bla bla bla zadnej recenzji nie czytalem, film zwyczajnie mnie nudzil ,chociaz nakrecony byl bardzo dobrze, ja filmy polykam w zastraszajacym tempie, malo ktore mnie ruszaja. Ten Steiner, bodaj wymiatal na organach fugue Bacha, nastepnie opowiadal jakies swe przemyslenia towarzystwu na domowym spotkaniu, taki pogodzony z podstawowymi sprawami zycia czlowiek, nie wiem nic mnie w nim nie zainteresowalo, moze brak mam postrzegania glebszego. Szczerze, to dwie sceny z tego filmu mi sie podobaly, piersza scena, a w zasadzie to aktor, ktory byl przebrany jako Neron na tej imprezce z dama ze Szwecji, ktory wydawal sie fajnie bawic, zmierzil mnie dopiero kiedy sie wycofal jak idiota po komentarzu Roberta (dobry byl), oraz ostatnia scena, to wowczas kiedy ta nadziana babka rozmawiala z Marcello przez ukryty system kanalow w scianach owego budynku/zameczku, troche w tym bylo wyuzdania i to tyle. Nie wiem, powtorze sie raz jeszcze, moze mnie oswiec. > ze bylo meczace... coz, pewnie nie twoj schemat, po prostu ;) To zalezy, gdybym mial wykitowac w wieku lat 35, to bylo by to idealne miejsce,ale ze pewnie przyjdzie troche dluzej sie na swiecie pogibac, to ten schemat wydal mi sie malo perspektywiczny :")) Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: dojrzalosc 08.08.08, 05:13 'No to niemalze tak jak i ja (chociaz ja wiem co jest dla mnie wazne, i Ty tez wiesz, bo caly czas o tym gadasz), tyle, ze o dziwo mnie to nie przeszkadza..' oczywiscie, egotycznie zainteresowalo mnie, co jest dla mnie wazne wg ciebie, o jakiej waznosci ja tu caly czas gadam? i to tyle, bo nie chce wypisywac tu nie do konca przemyslanych, jakichs niepelnych rzeczy. przynajmniej dzisiaj Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur steiner 09.08.08, 03:15 'mialkie zycie na wolnosci moze byc lepsze niz taka poprawna, mieszczanska egzystencja, w ktorej wszystko jest zaplanowane, wytyczone. ' to mowi steiner marcellowi, gdy tego dopada niejasne pragnienie zmiany, ustatkowania sie. nastepna scena: steiner troskliwie caluje ukochane dzieci na dobranoc. kilkadziesiat scen pozniej dowiadujemy sie, ze steiner popelnil samobojstwo, przedtem zabijajac te dzieci. jest pewnien nurt w sztuce, ktory kwestionuje slusznosc scisle racjonalnego, ' dojrzalego' postepowania. wiekszosc glownych bohaterow takich utworow mozna nazwac kolejnymi wcieleniami wzorca don kichota, romantycznymi bohaterami. ale ciezsi od nich - dla mojej psychiki - sa wlasnie tacy jak steiner, tacy co juz niby wybrali. sa oni jakby kontynuacja losow don kichota po jego wielkiej przemianie i ' porzuceniu mrzonek' na korzysc pewnikow, zrownowazenia, rozumu itd. to tacy ludzie, ktorzy po okresie mlodzienczego sturm und drang przystopowali, ' zeszli na ziemie', przewartosciowali swoj swiat na korzysc racjonalnosci. tacy, ktorzy za podstawe swej dzialalnosci zyciowej przyjeli teze- aksjomat ' dopasowac sie do regul rzadzacych swiatem, tak aby moc kierowac wydarzeniami' . jak don kichote porzucili walke z wiatrakami, aby uczyc sie czerpac radosc z uprawy warzywnego ogrodka i innych - chyba nieco bardziej ambitnych - ziemskich przyjemnosci minelo kilka lat od tej metamorfozy ... i okazuje sie, ze takie zycie nie cieszy. owszem, dopasowani do realiow cos tam realnego zdobyli, maja sie czym pochwalic przed innymi i przed soba, maja sie czym zajac, ale... cos jednak jest nie tak, ' w ciszy otwiera sie pieklo '. czy steiner mogl po prostu odejsc od zony, dzieci (fizycznie badz metaforycznie)? porzucic swoje ' dorosle' a niesatysfakcjonujace ja inaczej niz poprzez samobojstwo? niby tak. mogl przeciez zmienic sie po raz kolejny. mysle, ze nie zrobil tego z powodu gleboko zakorzenionej juz, zarastajacej wszystko inne odpowiedzialnosci i 'zrezygnowanej' racjonalnosci. to co zrobil bylo ' wariacka' droga wyzwolenia ze swiata wartosci, ktore nadal rozumem uznaje sie za sluszne, ale ktore juz nie ciesza( choc cieszyc powinny) tak to ja sobie o steinerze mysle. nie jestem steinerem, ale obawiam sie, ze moge nim zostac, stad te rozwazania i niepewnosci ;) Odpowiedz Link Zgłoś
jan_stereo Re: steiner 09.08.08, 16:57 szarylemur napisała: > 'mialkie zycie na wolnosci moze byc lepsze niz taka poprawna, mieszczanska egzystencja, w ktorej wszystko jest zaplanowane, wytyczone. 'to mowi steiner marcellowi, gdy tego dopada niejasne pragnienie zmiany,ustatkowania sie. nastepna scena: steiner troskliwie caluje ukochane dzieci na dobranoc.kilkadziesiat scen pozniej dowiadujemy sie, ze steiner popelnil samobojstwo, przedtem zabijajac te dzieci. A co my wiemy o Steinerze ? Poza tym, ze to byl aktor i wyrecytowal swoja role w filmie z 1950 roku, czyli ledwie te 5 lat po II wojnie swiatowej, ja nie wiem czy to byl bardzo dojrzaly czlowiek, czy tylko mocno doswiadczony niedawna historia i zmeczony poszukiwaniami spokoju (mial nawet jakies leki przed owym spokojem, pokojem, za ktorym moze czaic sie pieklo, wojna, cos mowil, ze jedna rozmowa i moze byc koniec swiata ?), pogodzony z zyciowym trudem, w takim sensie, by nie trudzic sie dalej... Pomijac, czy raczej odskakujac od tego co siedzialo faktycznie artystycznej glowie Steinera, sam czyn ktorego sie dopuscil, odebranie sobie i dzieciom zycia, wcale nie zaprzecza byciu osoba dojrzala, tak samo jak i tego nie potwierdza, a to z racji zbyt wielu niewiadomych. Ja nawet nie wiem czy on szukal w rodzinie oparcia, celu w zyciu, czy tez znalaz sie w takiej sytuacji nieoczekiwanie, no i jego problemem byly trudne emocje wewnetrzne(gadal cos o nich na tym przyjeciu, ze wolalby nie czuc pasji, widac nie radzil sobie z tym, albo to mu nie pozwalalo sie skupic na swych schematach). > jest pewnien nurt w sztuce, ktory kwestionuje slusznosc scisle racjonalnego, 'dojrzalego' postepowania. wiekszosc glownych bohaterow takich utworow mozna nazwac kolejnymi wcieleniami wzorca don kichota, romantycznymi bohaterami. Bardzo wielkie niezrozumienie dla dojrzalosci bije zatem z tego nurtu w sztuce... >ale ciezsi od nich - dla mojej psychiki - sa wlasnie tacy jak steiner, tacy co juz niby wybrali. sa oni jakby kontynuacja losow don kichota po jego wielkiej przemianie i ' porzuceniu mrzonek' na korzysc pewnikow, zrownowazenia, rozumuitd Po pierwsze, wbrew temu co Steiner rzekl, Marcello mogl byc wlasnie w takim schematycznym zyciu z rodzina usatysfakcjonowany, po drugie, nie wiem co to ma byc ciezkiego dla Twojej psychiki, skoro ani marcellowego ani steinerowego zycia nie zaswiadczalas, chyba ze czujesz sie spokrewniona z nimi umyslowo na podstawie tej godziny z hakiem obcowania z nimi. Po trzecie, taki Brahma mogl powiedziec Steinerowi, ze zalosne zycie w malzenstwie z dziecmi, moze byc duzo lepsze niz powazna medytacjia itp. I tak bez konca, nawet Jezus popelnil dojrzale samobojstwo na krzyzu, mimo braku rodziny I dzieci, i odaniu sie pelnemu rozwojowi ducha wlasnie… > czy steiner mogl po prostu odejsc od zony, dzieci (fizycznie badz > metaforycznie)? porzucic swoje ' dorosle' a niesatysfakcjonujace ja inaczej niz poprzez samobojstwo? niby tak. mogl przeciez zmienic sie po raz kolejny. mysle,ze nie zrobil tego z powodu gleboko zakorzenionej juz, zarastajacej wszystko inne odpowiedzialnosci i 'zrezygnowanej' racjonalnosci. Nie, Steiner nie mial juz energii do zycia, odchodzenia, zmieniania sie, czlowiek moze ewoluowac I przez kilkanascie roznych osobowosci, jesli bedzie mial wewnetrznej pary,ktora da mu sie odbudowywac po kazdym upadku I ktora moze byc wykorzystywana albo do rozwoju danego stanu,albo do jego zburzenia. Steiner nie mial tej sily, on wegetowal,ale wegetowal nieszczesliwie, bo miewal koszmary.. A co do samego samobojstwa, trzeba go brac jako naturalny element postepowania, niekoniecznie jako upadek, zapasc. > to co zrobil bylo ' wariacka' droga wyzwolenia ze swiata wartosci, ktore nadal rozumem uznaje sie za sluszne, ale ktore juz nie ciesza( choc cieszyc powinny)tak to ja sobie o steinerze mysle. nie jestem steinerem, ale obawiam sie, ze moge nim zostac, stad te rozwazania i niepewnosci ;) To nie bylo wcale wariackie, dla mnie przynajmniej, no I nie mam przekonania czy tak tego rozumu mu starczylo przy przechodzeniu przez owe wartosci, no I czemu powinny one cieszyc Steinera, zwlaszcza ze on umarl (mentalnie, tworczo) prawdopodobnie duzo wczesniej niz zalozyl nawet owa rodzine… Jakos nie widze Ciebie jako Steiner, kompletnie nie kierujesz sie w jego strone, nawat nie zahaczasz swym postepowaniem o jego sciezki, bo niby w czym ? ps. ja tez myslalem, ze ide taka sciezka, bedac w podstawowce/liceum,ale jakos nagle zupelnie to ode mnie odeszlo, takie patrzenie na siebie, ciekawe, moze dlatego, ze zaczelo mnie to duzo bardziej bawic (jako abstrakacja, polabsurd) i to bez przymusu.. Odpowiedz Link Zgłoś
jan_stereo Re: jego zona 09.08.08, 17:12 przypatrz sie tez jaka nijakosc tego zwiazku byla pokazana (ona cos mowila ?), dosc przejaskrawiona (nie znaczy ze rzadka),ale schemat schematowi nie rowny, tam faktycznie mozna bylo sobie zaplanowac na 30 lat w przod co sie bedzie dzialo, nic dziwnego, ze nie kazdy z ta mysla dalby rade sie kisic w takiej relacji... Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: jego zona 09.08.08, 19:37 nijakosc? ymm, to chyba bylo takie przejaskrawienie na potrzeby i tak juz dlugiego i rozwatkowanego filmu. zona byla tu postacia poboczna, ladna byla i na mila wygladala, byla taka stereotypowa ' najlepsza z mozliwych zon', wg mnie. cos jak w tej recenzji:' Steiner appears to have it all: a beautiful wife and two beautiful children, an upscale condo and the favor of the Church'. 'tam faktycznie mozna bylo sobie zaplanowac na 30 lat w przod co sie bedzie dzialo, nic dziwnego, ze nie kazdy z ta mysla dalby rade sie kisic w takiej relacji...' a przynajmniej nie ktos, kto nie byl calkowicie, naturalnie przekany/ pewien, ze to jest to pozytywne TO. Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: steiner 09.08.08, 19:27 co my wiemy o steinerze. gdzies wyczytalam, ze steiner wzorowany byl na postaci realnej. ale nie moge znalezc juz tej strony, wiec nie dam sobie nic uciac za to, ze to akurat nie byl sen... przyjmijmy zatem, ze steiner jest charakterem stowrzonym przez felliniego na potrzeby wyrazu jakiejs jego mysli. film powstal w roku 1960, czyli jednak 15 a nie 5 lat po wojnie, w erze lękow nuklearnych, a nie tylko traumy postwojennej. zapewne steiner jest ' mocno doswiadczony niedawna historia i zmeczony poszukiwaniami spokoju' , a biorac pod uwage wlasnie ten specyficzny rodzial w historii, steinerowi przypisac mozemy rowniez duze obawy co do trwalosci owego spokoju. 'pogodzony z zyciowym trudem, w takim sensie, by nie trudzic sie dalej...' ? moze raczej starajacy sie za wszelka cene uwolnic od namietnosci, ktore burza spokoj, ale nie mogacy odnalezc prawdziwego spokoju nawet pomimo odciecia od namietnosci? 'sam czyn ktorego sie dopuscil, odebranie sobie i dzieciom zycia, wcale nie zaprzecza byciu osoba dojrzala, tak samo jak i tego nie potwierdza, a to z racji zbyt wielu niewiadomych.' moim zdaniem owo samobojstwo jest wynikiem poczucia bycia uwiezionym w doroslosci wlasnego konceptu. w tym sensie faktycznie jej nie zaprzecza, natomiast potwierdza, ze koncept nie byl zyciowo sluszny. 'Bardzo wielkie niezrozumienie dla dojrzalosci bije zatem z tego nurtu w sztuce...' dlaczego? gdzie jest blad? 'Po pierwsze, wbrew temu co Steiner rzekl, Marcello mogl byc wlasnie w takim schematycznym zyciu z rodzina usatysfakcjonowany' ymm, watpie. mysle, ze przeciw temu swiadcza dalsze ( i wczesniejsze ) wydarzenia w zyciu marcella. zobacz, jak sie marcello twarzy, gdy ' histeryczna narzeczona' zapewnia go, ze i on bedzie mial takie sliczne dzieci, i ze sa dla siebie stworzeni... zapetlajac fabule filmu z moimi domniemaniami, mysle, ze steiner mial spory wplyw na wybory marcella. mysle, ze z powodu przemyslen po samojstwie st, marcello tak a nie inaczej zareagowal na ponowne spotkanie umbryjskiego ' czystego dziewczecia' - wg mnie ' 51%' marcella bylo przekonanych, ze schemat zycia rodzinnego w przypadku marcella nie wypali, okaze sie kolejna anegdotyczna acz meczaca historia. 'nie wiem co to ma byc ciezkiego dla Twojej psychiki, skoro ani marcellowego ani steinerowego zycia nie zaswiadczalas, chyba ze czujesz sie spokrewniona z nimi umyslowo na podstawie tej godziny z hakiem obcowania z nimi.' a czy musze doswiadczac wszystkiego tak dokladnie jak doswiadczyl tego ktos inny, aby moc czuc ' duchowe pokrewienstwo' ? ale niech ci bedzie, doswiadczylam jeno naciaganej metafory takich drog. 'Po trzecie, taki Brahma mogl powiedziec Steinerowi, ze zalosne zycie w malzenstwie z dziecmi, moze byc duzo lepsze niz powazna medytacjia itp. I tak bez konca, nawet Jezus popelnil dojrzale samobojstwo na krzyzu, mimo braku rodziny I dzieci, i odaniu sie pelnemu rozwojowi ducha wlasnie…' o to to to ;] wiec o co chodzi, twoim zdaniem? jak mowil jakis tam teoretyk postmodernizmu " wczuc sie w to, co akurat wydaje sie wartosciowe, a kiedy takim byc przestanie, porzucic bez zalu i wejsc w nastepna role'? no, tak, ja!ja!ja! sie z tym zgadzam ( choc kiedys wydawalo mi sie to bardzo dramatyczne), ale co zrobic z tym, ze pewnosc co do wartosciowosci czegos jest tak chybotliwa, nietrwala, krotochwilna ? 'Nie, Steiner nie mial juz energii do zycia, odchodzenia, zmieniania sie, czlowiek moze ewoluowac I przez kilkanascie roznych osobowosci...' a jak uwazasz, dlaczego steiner nie mial juz tej energii? 'A co do samego samobojstwa, trzeba go brac jako naturalny element postepowania, niekoniecznie jako upadek, zapasc.' naturalny dla czego? dla jakiego postepowania? mysle, ze dla jednych moze byc to logiczna konsekwencja, dla innych - upadkiem. 'no I czemu powinny one cieszyc Steinera, zwlaszcza ze on umarl (mentalnie, tworczo) prawdopodobnie duzo wczesniej niz zalozyl nawet owa rodzine…' ymm, no myslalam , ze skoro wybral to, o czym sadzil ze cieszyc go bedzie trwale... mysle, ze steiner zyl gdzies na granicy dwoch swiatow - stateczny czlowiek rodzinny okresowo wydajacy przyjecia dla artystow i innych takich ptakow niebieskich, mysle, ze to byla jakas forma masochizmu wrecz..., objaw rozdarcia. 'Jakos nie widze Ciebie jako Steiner, kompletnie nie kierujesz sie w jego strone, nawat nie zahaczasz swym postepowaniem o jego sciezki, bo niby w czym ?' niby w tym rozdarciu wlasnie pomiedzy ' mialkosc' a ' zaplanowanosc'. zreszta, nie wiesz zbyt wiele o moim postepowaniu przeciez... 'moze dlatego, ze zaczelo mnie to duzo bardziej bawic (jako abstrakacja, polabsurd) i to bez przymusu..' co zaczelo cie bawic? Odpowiedz Link Zgłoś
jan_stereo Re: steiner 10.08.08, 21:54 szarylemur napisała: … moze raczej starajacy sie za wszelka cene uwolnic od namietnosci, ktore burza spokoj, ale nie mogacy odnalezc prawdziwego spokoju nawet pomimoodciecia od namietnosci? W relacjach z zona mu sie udalo, odciac :”)) Za duzo tu ‘gdybania’ jednak, by to dociekac. >moim zdaniem owo samobojstwo jest wynikiem poczucia bycia uwiezionym w doroslosci wlasnego konceptu. w tym sensie faktycznie jej nie zaprzecza,natomiast potwierdza, ze koncept nie byl zyciowo sluszny. W jego (Steinera. przyp autora) przypadku jak I sposobie zagospodarowania owego pomyslu (skladowych owego koneptu), a mozliwe ze mu najzwyczajniej w swiecie brakowalo pokrewnych dusz, przyjaciol, bo te pitolenia na spotkaniach to tak dla zabicia czasu predzej.. >dlaczego? gdzie jest blad? Ano taki, ze nie jestem przekonany, czy kwestionowanie scisle racjonalnego, postepowania jest sluszne, bo watpie, czy jest tu pelne zrozumienie tego, co kryje sie pod zwrotem ‘racjonalne’. Pewnie moglo by wysjc, ze to co dla mnie racjonalne I sluszne, dla tych krytykow artystycznych moglo by sie jawic jako pozbawione logiki postepowanie wyzute z racjonalnosci… >ymm, watpie. mysle, ze przeciw temu swiadcza dalsze ( i wczesniejsze )wydarzenia w zyciu marcella. zobacz, jak sie marcello twarzy, gdy ' histeryczna narzeczona' zapewnia go, ze i on bedzie mial takie sliczne dzieci, i ze sa dla siebie stworzeni... No tu mnie porazasz, a kto tu mowi o jego narzeczonej ? przeciez od samego poczatku filmu jest jasne, ze on nawet nie chce z nia spedzac swgo czasu lozkowego, ganiajac za roznymi gwiazdami, ale reszte dopisze ponizej* >zapetlajac fabule filmu z moimi domniemaniami, mysle, ze steiner mial spory wplyw na wybory marcella. mysle, ze z powodu przemyslen po samojstwie st, marcello tak a nie inaczej zareagowal na ponowne spotkanie umbryjskiego ' czystego dziewczecia' - wg mnie ' 51%' marcella bylo przekonanych, ze schemat zycia rodzinnego w przypadku marcella nie wypali, okaze sie kolejna anegdotyczna acz meczaca historia. *Wlasnie niekoniecznie, patrz kto robil na Marcellu wrazenie (przyciagal go)I z kim Marcell chcial sie zenic, z ta nadziana babka, nawet wypowiedzial takie slowa, ze moglby ja poslubic, podobalo mu sie jak ona z nim grala (zapewne tez I jej stan posiadania), jej blizniaczo samotny umysl I wlasnie ja mialem na mysli w kontekscie ewentualnego malzenstwa, a nie te doklejana narzeczona, co sie tylko zaplakiwala histerycznie w oczekiwaniu. No bo co znaczy schemat zycia w malzenstwie, przeciez nie jest to malzenstwo z kimkolwiek, tylko z dana konkretna osoba, tak samo jak schemat krecenia filmu jest niby taki sam,ale zupelnie inne filmy z niego potem wychodza, bo I sa inni aktorzy jak I rezyser. >a czy musze doswiadczac wszystkiego tak dokladnie jak doswiadczyl tego ktos inny, aby moc czuc ' duchowe pokrewienstwo' ? ale niech ci bedzie, doswiadczylam jeno naciaganej metafory takich drog. ‘Tak dokladnie’ ? no ale przeciez tu nawet nie o sama niedokladnosc chodzi, mozesz czuc duchowe pokrewienstwo do tych osob, czujac w rzeczywistosci cos zupelnie innego niz one, o to mi chodzi, zwlaszcza, ze tez I stany ich zyciowe sie zapewne znacznie roznia w tym wzgledzie. Obstajemy jednak przy metaforze, jak rzeklas. >o to to to ;] wiec o co chodzi, twoim zdaniem? jak mowil jakis tam teoretyk postmodernizmu " wczuc sie w to, co akurat wydaje sie wartosciowe, a kiedy takim byc przestanie, porzucic bez zalu i wejsc w nastepna role'? no, tak, ja!ja!ja! sie z tym zgadzam ( choc kiedys wydawalo mi sie to bardzo dramatyczne), ale co zrobic z tym, ze pewnosc co do wartosciowosci czegos jest tak chybotliwa,nietrwala, krotochwilna ? Poniewaz wartosciowosc czegos (czyli nasza pewnosc) jest tak chybotliwa, nietrwala I krucha, stad wlasnie caly ten pomysl na jej zmiane, o ile pozwala nasza wypracowana odpowiedzialnosc na takowe, a w wiekszosci przypadkow powinna. Niewatpliwie, doswiadczenie (wiedza, znajomosc sytuacji, realiow, rynku, ludzi, miejsca, kosztow, ceny, wysilku itp.) pozwala lepiej owa pewnosc wyluskiwac,oceniac, kreowac, zabijac, czuc… >a jak uwazasz, dlaczego steiner nie mial juz tej energii? Najprawdopodobniej uznal, ze za daleko (w jego postrzeganiu) zabrnal w stan obecny, cos jak bycie dopadnietym przez nieuleczlna chorobe I pogodzenie sie z tym madre, to juz nie motywuje do energetycznych wybuchow w czlowieku ku dalszym zmianom, ewolucjom. Zwlaszcza, ze zadnej bezbolesnej alternatywy w zasiegu reki tez pewnie nie dostrzegal. >naturalny dla czego? dla jakiego postepowania? mysle, ze dla jednych moze byc to logiczna konsekwencja, dla innych - upadkiem. Moze byc upadkiem dla jednych, ale nie ma byc takim jako standard w postrzeganiu odebrania sobie zycia. A naturalny stad, ze taki stan umyslu jak najbardziej moze odpowiadac temu slowu. Tak samo jak unikniecie wiekszych cierpien poprzez samobojstwo jest czyms naturalnym I wrecz logicznym I zdrowym niejako odruchem naszego umyslu, zwlaszcza kiedy sama decyzja byla doglebnie rozpatrzona, dojrzale znaczy sie :”)) >ymm, no myslalam , ze skoro wybral to, o czym sadzil ze cieszyc go bedzie trwale... przypuszczam, ze co innego wybrac chcial (o ile bylo to takie klarowne u niego) niz faktycznie otrzymal,a co najwazniejsze, nie znamy stanu jego umyslu podczas wchodzenia na owa sciezke, tego czym sie kierowal, badz przed czym uciekal. >mysle, ze steiner zyl gdzies na granicy dwoch swiatow - stateczny czlowiek rodzinny okresowo wydajacy przyjecia dla artystow i innych takich ptakow niebieskich, mysle, ze to byla jakas forma masochizmu wrecz..., objaw rozdarcia. eee, tak to polowe ludzkosci mozna by podsumowac, a masochizmu w organizowaniu tych spotkan nie widze, nie ma tez w tym niczego co by owa statecznosc moglo naruszyc, dotknac, nie widze kontrastu, znaczy sie tego innego, przeciwnego swiatu, dla mnie to wciaz ten sam, tak jak malzenstwo przykladne, zona/maz dzieci, no i impreza rodzinna, huczna az do rana, badz wypady do znajomych, zakupy, kina itp. Juz predzej zyl on poza tym wszystkim, jako w owym miejscu z innego swiata, ale nie mogl sie temu oddac, bo musial wracac za kazdym razem do rzeczywistosci, postanowil wiec odejsc ze swiata realnego raz na zawsze, by stalo sie to spojne i by nastala wreszcie wieczna niczym nie zmacona cisza, prawdziwy spokoj, w Steinera mniemaniu... >co zaczelo cie bawic? Zycie jako takie, wlacznie z ludzmi, ich staraniami, standardami, zachowaniem, powtarzalnoscia... no i taka bedzie ze mna widzisz ewentualna dalsza rozmowa, szarpana, bez grafika i systematycznosci... Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: steiner 11.08.08, 01:53 'W relacjach z zona mu sie udalo, odciac :”)) ' oj, uczepieles sie tej - zupelnie w moim mniemaniu pobocznej - postaci kobiecej. mysle, ze to nie jest jakis najwiekszy steinera problem, a tylko kolejna oznaka jego zyciowej filozofii. moglby felllini zaserwowac nam steinera dwulicowego, co w domu kisi reprezentacyjna dobra zone, jak marynarke w szafie, a na boku hoduje jakies namietne romanse. nie byloby to raczej nic wyjatkowego w opisywanej grupie. jednak innosc steinera na tym polega, ze jemu sie ( prawie z powodzeniem) udalo odciac od wszelkich namietnosci, nie tylko tej wobec zony. 'a mozliwe ze mu najzwyczajniej w swiecie brakowalo pokrewnych dusz, przyjaciol, bo te pitolenia na spotkaniach to tak dla zabicia czasu predzej..' mozliwe, ale o czym mialby rozmawiac z podobnymi sobie? czy o tym, ze kiedy zamilkna, otwiera sie pieklo i jak temu zaradzic? o tym, ze byc moze mialkosc lepsza jest od totalnej organizacji? byc moze by mu to faktycznie pomoglo, bardziej niz obcowanie z ludzmi za bardzo od niego odmiennymi, bycie podszczypywanym intelektualnie dla zabawy albo ' swiecenie przykladem'... byc moze... 'nie jestem przekonany, czy kwestionowanie scisle racjonalnego, postepowania jest sluszne, bo watpie, czy jest tu pelne zrozumienie tego, co kryje sie pod zwrotem ‘racjonalne’. Pewnie moglo by wysjc, ze to co dla mnie racjonalne I sluszne, dla tych krytykow artystycznych moglo by sie jawic jako pozbawione logiki postepowanie wyzute z racjonalnosci…' wydaje mi sie, ze chodziloby tu o ogolne zanegowanie slusznosci prymatu rozumu nad emocjami itd. a jakie jest ' pelne zrozumienie ' racjonalnosci'', twoim zdaniem? 'Poniewaz wartosciowosc czegos (czyli nasza pewnosc) jest tak chybotliwa, nietrwala I krucha, stad wlasnie caly ten pomysl na jej zmiane, o ile pozwala nasza wypracowana odpowiedzialnosc na takowe, a w wiekszosci przypadkow powinna. Niewatpliwie, doswiadczenie (wiedza, znajomosc sytuacji, realiow, rynku, ludzi, miejsca, kosztow, ceny, wysilku itp.) pozwala lepiej owa pewnosc wyluskiwac,oceniac, kreowac, zabijac, czuc…' ymm, ale mi chodzilo o pewnosc co do wartosciowosci czegos, np tego co warto robic w zyciu. raczej nie rozumiem tego, co napisales, niestety. 'Najprawdopodobniej uznal, ze za daleko (w jego postrzeganiu) zabrnal w stan obecny, cos jak bycie dopadnietym przez nieuleczlna chorobe I pogodzenie sie z tym madre, to juz nie motywuje do energetycznych wybuchow w czlowieku ku dalszym zmianom, ewolucjom. ' to wlasnie to nazwalam zrezygnowana racjonalnoscia i rakopodobna odpowiedzialnoscia... zastanawia mnie akt zabojstwa ukochanych dzieci. nie wiem, czy bylo to pomyslane jako wyraz wynaturzonej o ich niepewny los troski, czy moze raczej jakas metaforyczna zemsto-wskazowka steinera dla potomnych... choc, rzecz jasna, moglo to byc po prostu nie do konca przemyslane ;] 'Moze byc upadkiem dla jednych, ale nie ma byc takim jako standard w postrzeganiu odebrania sobie zycia. ' to oczywiste. jednak mylnych interpretacji trudno jest uniknac, szczegolnie nieboszczykom ;) 'Tak samo jak unikniecie wiekszych cierpien poprzez samobojstwo jest czyms naturalnym I wrecz logicznym I zdrowym niejako odruchem naszego umyslu' tak, tak, tylko jedno ale : przeciwstawia sie temu pomyslowi rownie (?) naturalny instynkt, zazwyczaj ubrany w jakies ideowe lub emocjonalne szatki. ale steiner przeciez latami pracowal ciezko nad pozbawieniem instynktu wladzy nad soba... wydaje mi sie, ze - paradoksalnie chyba - w ten wlasnie sposob utorowal sobie droge do samobojstwa. instynkt przezycia wraz z irracjonalna nadzieja i osladzajacymi zycie mrzonkami, jest tym, co od samobojstwa - w obliczu faktow i obliczen - wielu powstrzymuje. 'przypuszczam, ze co innego wybrac chcial (o ile bylo to takie klarowne u niego) niz faktycznie otrzymal' no, wlasnie, wracam do mojego wczesniejszego pytania: po ilu krokach mozna ocenic czy dana decyzja wyplywala z prawdziwej czy falszywej madrosci zyciowej? 'a masochizmu w organizowaniu tych spotkan nie widze, nie ma tez w tym niczego co by owa statecznosc moglo naruszyc, dotknac, nie widze kontrastu, znaczy sie tego innego, przeciwnego swiatu..' no, coz, ja widze. budzace sie z powodu zewnetrznych katalizatorow tesknoty za czyms, co idzie wspak obranej drogi zyciowej. jasne, mozna byc silnym, mozna tez miec tzw ' klapki na oczach' i ' opierac sie pokusom' . to sie moze udac, o ile jest sie zakorzenionym w czyms autentycznie ( cos nt w poscie o marcello ). znajomi, zakupy, kina? no, nie wiem, u steinera bywali raczej ludzie prezentujacy przeciwna do jego filozofie zyciowa. a on ich autentycznie sluchal. moze nawet sie zastanawial nad tym co mowia ... ;] 'Juz predzej zyl on poza tym wszystkim' raczej chcialby, to roznica 'postanowil wiec odejsc ze swiata realnego raz na zawsze, by stalo sie to spojne i by nastala wreszcie wieczna niczym nie zmacona cisza, prawdziwy spokoj, w Steinera mniemaniu...' eh, byc moze, ale to brzmi jak ' wylewanie dziecka z kapiela'... taki az za bardzo naiwnie radykalny sposob realizacji mrzonek .... 'Zycie jako takie, wlacznie z ludzmi, ich staraniami, standardami, zachowaniem, powtarzalnoscia...' i jak? stale cie to bawi? bo ja!ja!ja! bawi to czasem, a czasem naprawde dreczy nieznosnie. go with the flow, mawia moj szef zapytany o grafik Odpowiedz Link Zgłoś
jan_stereo Re: steiner 11.08.08, 21:08 szarylemur napisała: oj, uczepieles sie tej - zupelnie w moim mniemaniu pobocznej - postaci kobiecej.mysle, ze to nie jest jakis najwiekszy steinera problem, a tylko kolejna oznaka jego zyciowej filozofii. moglby felllini zaserwowac nam steinera dwulicowego, co w domu kisi reprezentacyjna dobra zone, jak marynarke w szafie, a na boku hoduje jakies namietne romanse. nie byloby to raczej nic wyjatkowego w opisywanej grupie. jednak innosc steinera na tym polega, ze jemu sie ( prawie z powodzeniem) udalo odciac od wszelkich namietnosci, nie tylko tej wobec zony. *Jemu sie chyba nie udalo udciac od zadnej namietnosci, a juz zdecydowanie nie z powodzeniem, mysle, ze tu najwazniejsze jest to co Steiner sam o sobie powiedzial, jego obraz byl bardzo mylny dla innych (w tym I dla nas), na slowa jak wielki/wysoki jest, odpowiada, ze jego faktyczna wielkosc nie jest wieksza niz ‘to’ wskazujac jakis zwykly przedmiot w pokoju. Mysle, ze w tym twki sedno, ze wielu jest postrzeganych jako te pomniki co to z wszystkim sie uporaly I maja nieskonczone panowanie nad soba, zwymi slabosciami,a tak naprawde oni ledwie ciagna I dysza, bo cala swa energie oddaja by to zatuszowac, zahamowac swoj rozpad I by tego uniknac (to bylaby zapewne tragedia dla Steinera) popelnil on samobojstwo. Zastanawiajace, ze nie zabil zony, widac jej jako pelnoletniej, swiadomej osobie zostawil wybor, kto to wie.. a jakie jest ' pelne zrozumienie ' racjonalnosci'', twoim zdaniem? *Racjonalne jest wszystko na co przychodzi nam swiadoma ochota. ymm, ale mi chodzilo o pewnosc co do wartosciowosci czegos, np tego co warto robic w zyciu. raczej nie rozumiem tego, co napisales, niestety. *Przeciez pisalem, ze zmienna jest wlasnie owa pewnosc odnosnie tego co wartosciowe, a tym samym zmienia sie nasza wartosciowosc, a tym samym dopada nas potrzeba zmiany, co jest ? tak, tak, tylko jedno ale : przeciwstawia sie temu pomyslowi rownie (?)naturalny instynkt, zazwyczaj ubrany w jakies ideowe lub emocjonalne szatki. ale steiner przeciez latami pracowal ciezko nad pozbawieniem instynktu wladzy nad soba... *To, ze ktos ciezko nad czyms pracowal, nie oznacza jeszcze, ze sie dorobil fortuny, czy to materialnej czy tez mentalnej… wydaje mi sie, ze - paradoksalnie chyba - w ten wlasnie sposob utorowal sobie droge do samobojstwa. instynkt przezycia wraz z irracjonalna nadzieja i osladzajacymi zycie mrzonkami, jest tym, co od samobojstwa - w obliczu faktow i obliczen - wielu powstrzymuje. *Nadzieja przezycia jest wowczas chetnie produkowana, gdy czlowiek przed samym aktem chcial dalej zyc I mial po co, widzial pozytywy, jak tych nie bylo, a sam czul sie juz wypalony, to nie musial wcale sie do tego latami przygotowywac, samo przyszlo, nagle, ‘w chwili nie do zniesienia’.. no, wlasnie, wracam do mojego wczesniejszego pytania: po ilu krokach mozna ocenic czy dana decyzja wyplywala z prawdziwej czy falszywej madrosci zyciowej? *A mnie zastanawia, czy Steiner aby na pewno popelnil jakis blad w swym wyborze, mimo domniemanego rozczarowania nim. A co do samego pytania, Mozliwe, ze gdyby Steiner sobie nie palnal w leb, tylko sie zapil I trafil do szpitala, a w nastepstwie reanimacji doszedl do siebie I po kolejnych 10 latach swtierdzil, ze decyzja podjeta byla nie tylko sluszna, co jeszcze dajaca satysfakcje. Pytanie tez, skad u Steinera madrosc zyciowa odnosnie jego (uwzgledniajac osobowosc) malzenstwa miala sie wziac przed jego zawarciem, on byl madrzejszy, ale juz po fakcie, zatem tu nie bylo pewnie zadnej specjalistycznej madrosci od samego poczatku. najomi, zakupy, kina? no, nie wiem, u steinera bywali raczej ludzie prezentujacy przeciwna do jego filozofie zyciowa. a on ich autentycznie sluchal. moze nawet sie zastanawial nad tym co mowia ... ;] *problemem bylo raczej uwiazanie do jednego miejsca, niczym przesadzony balast niepozwalajacy plynac swobodnie jego umyslowi, cos jak wiezienie, choc umowne, a owi ludzie, byc moze dali mu kilka miesiecy zycia wiecej, swa obecnoscia… i jak? stale cie to bawi? bo ja!ja!ja! bawi to czasem, a czasem naprawde dreczy nieznosnie. stale nic mnie nie bierze, a bawi mnie tak naprawde wlasna perspektywa, ktora uwazam, ze jest nienaturalna, przez to groteskowa czasem I smieszna, to troche tak jak byc wsrod ludzi jako niewidzialna osoba, mimo ze jest sie faktycznie widocznym, prawie jak w zoo, teatrze, na wiezy.. go with the flow, mawia moj szef zapytany o grafik to zajebiscie, mysle jednak, ze wclae nie chcialby, bys tak przychodzila do pracy, jak zasugerowal, moglabys bowiem wowczas zupelnie nie patrzec na grafik :”)) Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: steiner 12.08.08, 02:42 'Mysle, ze w tym twki sedno, ze wielu jest postrzeganych jako te pomniki co to z wszystkim sie uporaly I maja nieskonczone panowanie nad soba, zwymi slabosciami,a tak naprawde oni ledwie ciagna I dysza, bo cala swa energie oddaja by to zatuszowac, zahamowac swoj rozpad I by tego uniknac (to bylaby zapewne tragedia dla Steinera) popelnil on samobojstwo. to jest chyba jakas tragedia bycia wiezniem wlasnej pozy i skostnialych, niezyciowych idealow, a takze konsekwencji wczesniejszych wyborow, poczucia odpowiedzialnosci za los wlasny i cudzy... 'Zastanawiajace, ze nie zabil zony, widac jej jako pelnoletniej, swiadomej osobie zostawil wybor, kto to wie..' czemu zatem dzieciom nie dal dorosnac do dokonania wyboru? 'Racjonalne jest wszystko na co przychodzi nam swiadoma ochota' znaczy: wszystko, czego pragnienie mamy w swiadomosci? czy moze wszystko, czego pragniemy swiadomi mozliwych konsekwencji realizacji tych pragnien? a moze wszystko, czego pragniemy nawet pomimo swiadomosci mozliwych przykrych konsekwencji? 'Przeciez pisalem, ze zmienna jest wlasnie owa pewnosc odnosnie tego co wartosciowe, a tym samym zmienia sie nasza wartosciowosc, a tym samym dopada nas potrzeba zmiany, co jest ?' ale dlaczego ta pewnosc jest tak bardzo zmienna? z powodu niedoszacowania, wciaz blednych, niestarannie wykonanych obliczen? i dlaczego niektorzy ludzie sa bardziej trwale pewni swoich wartosci, czesto takze mimo braku swiadomych szacunkow w tym zakresie? mi sie zdaje, ze jednak wiekszosc ludzi po prostu czuje glebokie i niekoniecznie intelektualne/ racjonalne przekonanie o pewnosci, slusznosci pewnych wartosci i pozostaje im wierna nawet w nieprzyjajacych temu okolicznosciach. a reszta trzyma sie obliczen... ale w niektorych przypadkach taki skrajny realizm odbiera chec kontynuowania zycia. 'to, ze ktos ciezko nad czyms pracowal, nie oznacza jeszcze, ze sie dorobil fortuny, czy to materialnej czy tez mentalnej…' jasne, szczegolnie jesli poswiecil swoje zycie kiepskiej pracy lub kiepskiej filozofii ( zyciowej ), choc byc moze tylko na takie bylo go kiedykolwiek stac... 'Nadzieja przezycia jest wowczas chetnie produkowana, gdy czlowiek przed samym aktem chcial dalej zyc I mial po co, widzial pozytywy, jak tych nie bylo, a sam czul sie juz wypalony, to nie musial wcale sie do tego latami przygotowywac, samo przyszlo, nagle, ‘w chwili nie do zniesienia’..' no, nie wiem, mysle, ze taki od dluzszego czasu wypalony ktos powoli zaczyna oswajac sie z samobojstwem jako opcja rozwiazania problemow i tylko postronnym obserwatorom moze wydac sie ono ' nagle' i 'niespodziewane'. no, chyba ze tym razem rozwazasz sytuacje ludzi, ktorzy, bron boze, za wiele nad soba nie mysla, a tylko biegaja w te i wewte bez wzgledu na stan ducha... ale czy steiner do nich nalezal? poza tym, widzenie pozytywow to tez pewien talent, ktory mozna rozwijac. mocno rozwinieta zdolnosc do wynajdywania pozytywow w zyciu moze odwlec decyzje o samobojstwie. owa zdolnosc zas wydaje mi sie byc pochodna instynktu bardziej niz rozumu ludzkiego, lub byc moze pochodna jakiejs irracjonalnej wiary w to, ze wszystko ma swoj dobry cel i zaprojektowane zostalo z uwzglednieniem osobistego ( choc niekoniecznie dostepnego kazdej jednostkowej percepcji ) kazdego ze stworzen. byc moze wiara ta rowniez jest pochodna sublimacji instynktu przetrwania. 'A mnie zastanawia, czy Steiner aby na pewno popelnil jakis blad w swym wyborze, mimo domniemanego rozczarowania nim. ' nooooo, moze steiner bledu w rozumowaniu nie popelnil, a tylko to 'wstretne zycie' sobie ze steinera tak grubiansko zakpilo.... czy moze chodzi ci o to, ze wybor byl dobry, droga dobra, a tylko steiner za slaby na nia? jesli tak, to owszem popelnil blad w ocenie wlasnych mozliwosci kiedys, lub jeszcze wiekszy blad nie wycofawszy sie z drogi nie dla niego. to tak realistycznie chyba, choc czy ja jestem akurat specjalistka od realizmu, to mocno dyskusyjne ;/... z innej strony patrzac, mozna powiedziec, ze bledem jego byla slaba wiara w sens kontynuowania drogi idealow. z trzeciej strony - moze nie bylo zadnego bledu, i bylo to wszystko milion razy przemyslane. tylko skad wowczas te rozterki i po co dzieci i cale to staranne zycie? 'Mozliwe, ze gdyby Steiner sobie nie palnal w leb, tylko sie zapil I trafil do szpitala, a w nastepstwie reanimacji doszedl do siebie I po kolejnych 10 latach swtierdzil, ze decyzja podjeta byla nie tylko sluszna, co jeszcze dajaca satysfakcje.' ale ktora decyzja? zreszta, rownie mozliwe, ze gdyby steiner wyemigrowal na bora bora, spalil swoj paszport i co noc tanczyl wokol ognia ze smaglymi tubylcami, smiech by go ogarnal na wspomnienie swoich kryzysowych zamiarow. tak gdybac mozna dlugo i fantazyjnie, i to jest wlasnie najgorsze - nie umiec przestac wymyslac i nie umiec zaczac dzialac. choc w sumie podjecie decyzji tez moze wiele kosztowac... itd itp grunt jest grzaski 'Pytanie tez, skad u Steinera madrosc zyciowa odnosnie jego (uwzgledniajac osobowosc) malzenstwa miala sie wziac przed jego zawarciem, on byl madrzejszy, ale juz po fakcie, zatem tu nie bylo pewnie zadnej specjalistycznej madrosci od samego poczatku.' hmm, no moze z poznania siebie i swej ewentualnej zony, plus jakies podstawianie do wzorow lubie/ nie lubie, umiem/ nie umiem, z obserwacji innych, z lektur itd. abstrahujac od malzenstwa steinera - znaczy jak uwazasz? - madrosc zyciowa moze nam sluzyc pomoca tylko w sytuacjach jakich juz doswiadczylismy, ale nie wobec rzeczy/ schematow nowych? a wiec czym jest doroslosc? powtarzaniem tego, co juz znamy, szukaniem tylko takich drog, po ktorych wiemy jak sie poruszac, niewychodzeniem na otwarta przestrzen? czy moze, mniej jaskrawo, tak po kawaleczku, po kropelce dolewaniem nowego do tego, co znamy? 'problemem bylo raczej uwiazanie do jednego miejsca, niczym przesadzony balast niepozwalajacy plynac swobodnie jego umyslowi, cos jak wiezienie, choc umowne, a owi ludzie, byc moze dali mu kilka miesiecy zycia wiecej, swa obecnoscia…' tak, tak on to chyba sam postrzegal. tyle, ze przychodzi mi na mysl kilka mniej drastycznych - ale jednoczesnie wymagajacych wiekszego uczestnictwa w konsekwencjach - opcji zmiany tego przykrego stanu 'wlasna perspektywa, ktora uwazam, ze jest nienaturalna, przez to groteskowa czasem I smieszna, to troche tak jak byc wsrod ludzi jako niewidzialna osoba, mimo ze jest sie faktycznie widocznym, prawie jak w zoo, teatrze, na wiezy..' brak glebokiej identyfikacji z wlasnym zyciem, brak mrowczej perspektywy przezywania, male zanurzenie? zapewne ulatwia ci to kierowanie wlasna osoba... wiekszosc ludzi ma z tym spore problemy, czesc zapewne nigdy nie doswiadcza takiego stanu 'mysle jednak, ze wclae nie chcialby, bys tak przychodzila do pracy, jak zasugerowal, moglabys bowiem wowczas zupelnie nie patrzec na grafik :”))' jasne, ze by nie chcial, on czasem daje sie poniesc iluzji, ze wszystko samo z siebie ulozy sie dokladnie po jego mysli, a o tym ze inni nie podzielaja jego pragnien/ zamyslow zdaje sie calkowicie zapominac. przed zlym swiatem chroni sie w butelce. dolaczyl do mojej kolekcji memento mori. choc przeciez nigdy nie wiadomo, moze spektakularnie wreszcie upadnie, a potem sie znow podniesie? ale nie wiadomo... Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur rozprawka o marcello 11.08.08, 02:40 'No tu mnie porazasz, a kto tu mowi o jego narzeczonej ? przeciez od samego poczatku filmu jest jasne, ze on nawet nie chce z nia spedzac swgo czasu lozkowego, ganiajac za roznymi gwiazdami,patrz kto robil na Marcellu wrazenie (przyciagal go)I z kim Marcello chcial sie zenic" z ta narzeczona ( emma jej bylo ) i ' nadziana babka' ( maddalena ), to mi sie tu problem wytworzyl dosc nieoczekiwanie... obejrzalam sobie jeszcze osiem i pol, gdzie aktorka grajaca poprzednio maddalene gra zone marcella (ktory tym razem zwany jest guido ). jednak doznala tu ona dosc przykrej przemiany w zimno/gorzko zazdrosna zone, ma takze inne imie, wiec nie wiem czy mam ja brac za kontynuacje watku z la dolce czy raczej nie. mozliwe, ze luisa jest jakas hybryda emmy i maddaleny... pomijajac ten ' drobny ' detal, przytocze mysli rzucone poprzednio przez nia, a tym razem wypowiadane/ rozwijane przez guido w rozmowie z niejaka claudia: " - czy umialabys zostawic wszystko z tylu i zaczac od zera? wybrac jedna rzecz, tylko jedna, i byc do niej absolutnie przywiazanym? uczynic z niej powod swojego istenienia, rzecz, ktora zawiera wszystko i staje sie wszystkim, bo twoje poswiecenie sie jej sprawia, ze trwa wiecznie. umialabys? nie, ten typ * giudo* tego nie potrafi... chce miec dla siebie wszystko, nie odda ani jednej rzeczy. codziennie zmienia zdanie, bo boi sie, ze przegapi ta najwazniejsza droge. ale powoli wykrwawia sie na smierc. - a wiec tak sie konczy ten film? ' [ moze tak sie zakonczyl film o marcellu i ' nadzianej babce' ? ] "- nie, tak sie zaczyna. pewnego dnia spotyka ladna, mloda dziewczyne. jest jedna z tych, ktore rozdaja uzdrawiajaca wode. dziecko i kobieta jednoczesnie, autentyczna i promieniejaca. bez watpienia jest jego zbawieniem. - ten twoj bohater nikogo nie kocha i nie jest w ogole zbyt sympatyczny, nie? - ty tez juz zaczynasz... - aaa, naprawde nie umiesz zniesc nawet odrobiny krytycyzmu. nie rozumiem, spotyka dziewczyne, ktora moze mu dac nowe zycie, a on ja odtraca? - bo pozbyl sie juz nadziei. - bo nie wie, co to znaczy kochac - bo to nieprawda, ze kobieta moze zmienic mezczyzne. - bo nie wie, co to znaczy kochac - a przede wszystkim, bo nie chce mu sie znowu opowiadac klamstw. - bo nie wie, co to znaczy kochac." moze to nieco nie fair zagranie wobec ciebie ( o ile osiem i pol nie widziales ), jednak zdaje sie potwierdzac moje przypuszczenia na temat mozliwosci wczucia sie marcella w schemat rodzinny. w zasadzie nie jest istotne czy role zony gra emma czy maddalena ( luisa ), gdyz - pomimo znacznych roznic charakterologicznych miedzy nimi - obie czuja sie przez marcella/ guido opuszczone na rzecz sznureczka kolejnych interesujacych kobiet. abstrahujac od osiem i pol ( choc trudne to bedzie, jako ze te puzzle juz sie wbily w oglad sytuacji ), cos jednak felliniego sklonilo do takiego a nie innego zakonczenia la dolce vita, i nie jest to romansowy happy end. fellini kaze marcellowi dac sie jednak porwac przez korowod idacych do opuszczonego palacyku, choc rownie dobrze moglby kazac mu wytrwale maddaleny poszukiwac i moze z niej wydusic jakies wiazace slowa... tak jak, wracajac do osiem i pol, nagle 'odnowionemu' guidowi poleca sklonic luise do kolejnej proby, a jej - przystac na te propozycje. 'No bo co znaczy schemat zycia w malzenstwie, przeciez nie jest to malzenstwo z kimkolwiek, tylko z dana konkretna osoba, tak samo jak schemat krecenia filmu jest niby taki sam,ale zupelnie inne filmy z niego potem wychodza, bo I sa inni aktorzy jak I rezyser.' ymm, ale jednak wchodzacy w malzenstwo w posagu wnosza swoje schematy relacji interpersonalnych (i inne ). kontynuujac gmatwanie: nadal sadze, ze steiner mial wplyw na decyzje marcella. w osiem i pol guido ma wizje ww dziewczyny przy zrodle, na co zjawia sie jego podreczny krytyk - intelektualista podsuwajac mu karteczke ze slowami : " co ma znaczyc ten symbol? oferta czystosci, ciepla dla bohatera? ze wszystkich rozbuchanych symboli w twojej historii, ten jest najgorszy' mysle, ze ten krytyk to taki steiner-' bogatszy' - o- swoje - samobojstwo, glos przyjaciela, o ktorym sadzi sie, ze posiadl wieksza od nas madrosc zyciowa, a ktory szybko zabija nieokreslone, nawine nadzieje. gdybajac - kto wie, kto wie, moze gdyby nie steiner, nie taki postmortem steiner, marcello zdobylby sie na odrobine wiecej wytrwalosci wobec maddaleny i moze ' jakos by to poszlo '? a moze wrecz poddalby sie jednoosobowej organizacji terrorystycznej w postaci emmy, nawet? taka ewentualnosc podsuwa scena tuz po jej ofercie rozrodczej - marcello zwierza sie steinerowi, ze pragnie sie zmienic, ze podoba mu sie jego styl zycia. maddalena i marcello zdawali mi sie wrecz stworzeni ( przez felliniego ) do co najmniej tymczasowo idealnego malzenstwa/ partnerstwa. a jednak rezyser poszedl inna sciezka, pokazujac ze marcello/ fellini * maddalena zapewne tez * i schemat zycia rodzinnego JAKO TACY raczej trudno sie godza. to, moim zdaniem, bylo odkrywane (niemal) az po pewnosc w la dolce vita, a w osiem i pol poddane glebszej refleksji i probom modyfikacji. Odpowiedz Link Zgłoś
jan_stereo Re: rozprawka o marcello 13.08.08, 22:10 W takim zaserwowaniu fabuly wieloznacznym jak w 8.5, to sobie mozna wszystkie teorie przykleic, rowniez w nawiazaniu do poprzedniego filmu. Nie wiem jak Ty odebralas 8.5, ale dla mnie to Guide trafia po probie zamobojczej (i zlapaniu go za noge w ostatniej chwili dryfowania ku niebu) idzie do jakiegos czysca i tam sie wlasnie cala akcja filmu rozgrywa. Co do Luise, Guide rzecze do niej na koniec,ze nie boi sie juz mowic prawdy, i chcialby aby go wziela takim jakim jest i czy sprobuje tego, ona na to, ze jesli jej pomoze, to tak, jak najbardziej, jakies to dosc pozytywne bylo, zwlaszcza ze wedle fabuly juz te 20 lat z soba przesiedzieli. Tylko jakies charaktery mieli nieco inne, wiec ciezko porownywac, a z krytyka byl Steinera nie robil,jak umarl strzelajac sobie w leb, to na pewno nie byl madrzejszy niz Guido w momencie rozgrywania sie calej akcji (co najmniej o 15 lat dluzej wytrwal w malzenstwie od Steinera). Jeszcze cos dopisze pozniej, strasznie malo uwaznie ogladalem 8.5, wiec mozliwe, ze wiele przeoczylem,ale mam awersje do takiego gledzacego stylu narracji, niczym u Woodego, masa slow i znakow, a samej tresci duzo mniej. No i jesliSteiner jest krytykiem przybocznym Guida i wcieleniem Steinera, to skad taka jego niby renoma/slawa, ze mu ta lolita takie pochwaly skladala na poczatku ? Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: rozprawka o marcello 14.08.08, 02:48 moim zdaniem real miesza sie z wewnetrznym swiatem guido. ale nie sadze aby mialo jakies wieksze znaczenie to gdzie akurat rozgrywa sie akcja. 20 lat? serio? mialam problem z niedopasowanymi napisami, wiec moze to przeoczylam. jesli tak, to nie bylo gadki o kontynuacji la dolce - 20 lat to za duzo. mysle ze krytyk i steiner to nie tyle ta sama osoba, co raczej ucielesnienia tego samego glosu wewnetrznego guido/ marcello. byc moze tez, ze martwy przyjaciel - mentor zyskuje na sile... jak inaczej przekazac tresc niz za pomoca slow i znakow? zreszta, gusta sa rozne, ale aktualnie nie czuje checi bicia sie o nie. rozne bywaja tez gusta lolit. szczegolnie jesli masz na mysli ta pieknooka amerykanke lolite glorie, co to konczyla filozofie i aktorka byc chciala... Odpowiedz Link Zgłoś
spinline Re: doroslosc 01.08.08, 22:47 To dosc spore zagadnienie nie dajacy sie zamknac w kilku zdaniach. Tak skrotowo to dla mnie dojrzalosc, to wysoka inteligencja emocjonalna. To ktos o zwartej stabilnej osobowosci, pewny siebie ale.....nie kosztem deptania innych. Odpowiedz Link Zgłoś
mahadeva nie dzialilabym tak ludzi... 02.08.08, 18:40 sa chyba bardziej realne rzeczy, jak prawda, doznania zmyslowe, pozytywne nastawienie... ale chyba nie ma czegos takiego jak doroslosc ;) Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: nie dzialilabym tak ludzi... 02.08.08, 18:44 w ogole nic nie ma, a wszystko tylko sie zdaje --- plum plum plum Odpowiedz Link Zgłoś
mmax20 Re: nie dzialilabym tak ludzi... 06.08.08, 12:53 przyjęcie czegoś nie mającego zbyt wielkiego lub żadnego sensu wymaga skromności, może cierpisz na deficyt:) Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: nie dzialilabym tak ludzi... 06.08.08, 16:02 deficyt skromnosci? moze? czasem na pewno to w chwilach gdy pytam siebie ' dlaczego mialabym przyjmowac cos bezsensownego za dobra monete?' Odpowiedz Link Zgłoś
mmax20 Re: nie dzialilabym tak ludzi... 06.08.08, 17:14 szarylemur napisała: > deficyt skromnosci? > moze? czasem na pewno > to w chwilach gdy pytam siebie > ' dlaczego mialabym przyjmowac cos bezsensownego za dobra monete?' dobre monety:)) to raczej nie ten świat.. ponadto droga do kreatywności nie jest drogą wymierną, tak mówi mistrz;) Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: nie dzialilabym tak ludzi... 06.08.08, 17:19 'droga do kreatywności nie jest drogą wymierną, tak mówi mistrz;)' blogoslawieni, ktorzy oddali sie slowom mistrza, tak mowi malgorzata ;p a zaratustra a biblia a koran a tora a renan a miller a ... aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa Odpowiedz Link Zgłoś
mmax20 Re: nie dzialilabym tak ludzi... 06.08.08, 17:32 słyszałem, oddanie się w całości duchem i ciałem słowom mistrza może okazać się katastrofą, przyznaję ;( Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: nie dzialilabym tak ludzi... 06.08.08, 17:36 a z kolei czastkowosc oddania rodzi dylematy... ;) Odpowiedz Link Zgłoś
mmax20 Re: nie dzialilabym tak ludzi... 08.08.08, 15:20 może za mocno identyfikujesz się z tym co myślisz lub czujesz? może ktoś wpajał/żądał od ciebie logicznego myślenia na poziomie przekraczającym ludzkie możliwości? .. Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: nie dzialilabym tak ludzi... 08.08.08, 16:52 'może ktoś wpajał/żądał od ciebie logicznego myślenia na poziomie przekraczającym ludzkie możliwości?' ymm, ciekawy pomysl. trudno powiedziec czy na poziomie przekraczajacym ludzkie czy tylko moje * wowczas, ogolnie * mozliwosci, ale tak - sytuacja tego wymagala. 'może za mocno identyfikujesz się z tym co myślisz lub czujesz?' ymm, takiej identyfikacji * sprzecznej * wymagali ode mnie moi rodzice, raczej nieswiadomi tego, czym to grozi. to wazne informacje - te wydobyte za pomoca twoich pytan - ale na razie nie umiem ich wlaczyc w puzzle mojej wiedzy. Odpowiedz Link Zgłoś
szarylemur Re: doroslosc 06.08.08, 18:33 ja tu rozwazam odciecie sobie ucha, aby sprostac oczekiwaniom spolecznym co do artyzmu..., a ty mi tu jakies bety zonk ;p Odpowiedz Link Zgłoś