t_oja
01.09.08, 23:42
Zbierałam się aby o tym napisać, bo już sama nie wiem co robić.
Historia jest długa i skomplikowana, napiszę w skrócie w czym problem.
Właściwie temat powinien brzmieć: moja przygoda z netem..ale w końcowej fazie
chodzi właśnie o...uzależnienie.
Poznałyśmy się przez internet na pewnym forum. Miałam zły dzień, więc chciała
mi pomóc, a ja niechętna temu- wiedziona przykrymi doświadczeniami (a
właściwie jednym doświadczniem) kontaktu z osobą z internetu,obiecałam
sobie,że już nigdy przenigdy nie nawiąże z nikim kontaktu z kimś z internetu.
Ale dobrze,okazja rozwiązania problemu i chęć czyjejś pomocy, zachęciły mnie
do odpowiedzi tejże osobie.
Znajomość szybko się rozwijała. Owszem, na początku pomogła,w końcu to
psycholog :( na razie bez papierka, ale zna się na tym i to niemało.
Nie znałam jej wcześniej z forum, na którym przebywałam od jakiegoś czasu,
ponieważ miałam przerwę. Nie wiedziałam więc w czym rzecz...mianowicie, że
kobieta ma poważne problemy, z którymi nie może sobie poradzić. Więc
rozmawiałyśmy, rozmawiałyśmy....Nawet po kilka godzin dziennie. Sprawy zaczęły
się komplikować i to nieźle, zostały wpąlatne inne osoby, i wyszła afera
związana z jej przeszłością :/
Odchodziła i wracała, robiła "szopki" w stylu, że się zabije.
Nawet nie wiem, w którym momencie stała się mi bardzo bliska, tak że nie
potrafiłam wytrzymać dnia bez rozmowy z nią.
Nie rozumiałam siebie, i nadal nie rozumiem, bo: manipulowała(twierdzi, że
nie), kłamała itp, itd. A mimo to, nie chcę tracić z nią kontaktu.
Dodam, że spotkałyśmu się, a mieszkamy od siebie dość daleko.
I to chyba też był mój błąd. Bo już nie jest dla mnie tylko nickiem.
Ech... trudno mi o tym pisać i myśleć.
Chyba muszę iść na odwyk :((