dont-know
05.09.08, 19:54
Moje życie to dramat. Właściwie nigdy nie byłam szczęśliwa. Pasmo udręk.
Gehenna. Ciągłe myśli samobójcze.
Jestem bardzo dorosłą osobą, ale czuję, że emocjonalnie jestem na poziomie
licealistki.
Mam niepoukładane zycie. Żyję na krawędzi. Zerwałam kontakty - wiele lat temu
- z toksyczną rodziną. Niedawno zerwałam kontakty z dalsza rodziną - byłam
kozłem ofiarnym w relacjach, byłam wykorzystywana finansowo.
Miałam romans 2-letni z bardzo wpływowym i zamożnym człowiekiem. Wiedział o
mojej sytuacji życiowej. W niczym mi nie pomógł nigdy. A wystarczyłoby
porozmawiać z kilkoma ludźmi - potrzebuje pracy, inaczej nigdy nie wyjde z
tego, musze się usamodzielnić, ale widocznie nie jest mi to dane.
Boję się żyć i boję się umrzeć.
Nie chce tak żyć.
Dlaczego ludzie są tak obojętni i zajęci tylko sobą?
Dlaczego ja mam takiego pecha w życiu?
Jestem miła, empatyczna, otwartą osobą. I zawsze zbieram za to cięgi. Ludzie
mnie wykorzystują, wyśmiewają pokątnie, stosują agresję werbalną.
Gdy zmieniłam swoje zachowanie - stałam się zdystansowana, konwencjonalna -
uchodzić zaczęłam za osobę zimną i wyniosłą.
Studiuję psychologię, i to jest też pomyłka. Wielkie rozczarowanie studiami,
nie wiem, co będzie po ich skończeniu - praca za 100 zł netto? Wystarczy na
pokój i życie o chlebie i wodzie...
Gdybym miała tupet, znalazłabym męzczyznę, który zechciałby się ze mną ożenić.
Ale uważam to za prostytucję - małżeństwo dla pieniędzy, z rozsądku, bez miłości.
Na razie radzę sobie - mam dochody z pewnego źrdła, ale to nie jest wieczne.
Nie mam absolutnie nikogo - żadnej rodziny, żadnych przyjaciół, nikogo.
Zamknęłam się w sobie, w swoim świecie książek, internetu, filmów.
Boję się zranienia. Nie ufam nikomu.