Dodaj do ulubionych

zabic strach

IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 14.01.02, 19:21
"Co trzeba zrobic by zabic strach? Ta chwila czasem za dlugo trwa... Ci ktorzy
maja dosc ida spac... Nie kazdy prawo ma rano wstac..."
Mam 21 lat (powiecie "eeee.. mloda jestes... zycie przed Toba dopiero!!!"), nie
mam sily, nie chce patrzec na zycie.
Jestem zmeczona. Bardzo zmeczona.
Co trzeba zrobic by zabic strach???
Obserwuj wątek
    • donjuan Re: zabic strach 14.01.02, 19:25
      Przejsc na Forum "Jak walczyc z depresja " . Tam
      znajdziesz porady .
      • Gość: Rita Re: zabic strach IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 14.01.02, 19:31
        Mysle ,ze forum o depresji poglebia depresje. Nie czytaj tego za dlugo.Badz z
        nami, wyjdz do ludzi. Czym spowodowany jest ten strach ? Napisz cos wiecej. Tu
        jest masa fajnych ludzi, ktorzy ci pomoga.
    • kwieto Re: zabic strach 14.01.02, 19:32
      A czego sie boisz?
    • Gość: ida Re: zabic strach IP: *.csk.pl 14.01.02, 20:00
      zacząć robic coś bardzo konkretnego, żeby nie mieć czasu na myślenie i
      wynajdowanie urojonych problemów
      • Gość: Andrzej Re: zabic strach IP: *.unl.edu 14.01.02, 20:20
        Fundamentem kazdego strachu, jest strach przed smiercia. Choc moze to wygladac
        jak strach przed wezem, winda, ostrym przedmiotem, strach przed dniem jutrzejszym,
        podstawa jest strach przed uszkodzeniem lub unicestwieniem samego siebie.
        Dlatego nie tak wazne jest, czego w szczegolnosci sie boimy. Jesli wyleczysz
        lek przed gadami, kiedys i tak cie to dopadnie w innej formie.
        W zasadzie sa dwie drogi, by przestac bac sie o swoja egzystencje. Droga,
        ktora proponuje kwieto to absolutna obojetnosc do tego co nas moze spotkac,
        odnosnie umierania. Na tej drodze niewazne jest nasze przekonie o tym, czy cos
        przezyje nas samych czy nie. I druga droga, ktora ja proponuje, to uswiadomienie
        sobie, ze nasza swiadomosc egzystuje wiecznie, i ze jest tym, czym my naprawde
        jestesmy. Na tej drodze nie ma zas zadnych watpliwosci co do naszej kontunuacji
        po smierci.
        Uwazam, ze kazda z tych drog ma swoje minusy i plusy. Ostatnio zaczalem nawet
        rozwazac mozliwosc jednoczesnego stosowania tych metod. Doszedlem do ciekawych
        wynikow, stosujac metode kwieto w DANYM MOMENCIE, widzac jednak o wiele dalej
        w PRZYSZLOSC, stosujac moja metode. Polaczenie dwoch metod daje mi o wiele wiekszy
        komfort w codziennym zyciu, gdyz jestem niejako "obstawiony" na kazda
        ewentualnosc. Dzisiaj sie nie martwie, tym co bedzie jutro, a jutro bedzie i tak
        rozowe. Niezly cwaniak ze mnie, no nie ?
        Pozdr, Andrzej.
    • Gość: fnoll Re: zabic strach IP: 195.150.224.* 14.01.02, 20:41
      moze wyjsc z miejsca w ktorym straszy? :)

      nie ma co walczyc ze strachem - ty krzykniesz glosniej, on krzyknie glosniej,
      i tak w kolko - jedyny sposob to zajac sie czyms innym, czasami pomagajac
      sobie eliksirem (tylko tych lekow nie wolno brac zbyt dlugo), jak alicja w
      krainie czarow, ktora by przejsc przez drzwi zbyt male dla niej musiala zjesc
      kawalek grzyba

      piszesz, ze czujesz sie zmeczona - czyli cos wysysa z ciebie energie lub
      dostarczasz jej sobie zbyt malo, zmeczony moze byc nawet noworodek, kto wie,
      moze bardziej od nas, gdy krzyczy, krzyczy i nie dostaje mleka

      czegos ci pewnie potrzeba - dobrze byloby, gdybys sie dowiedziala co to jest,
      i moze znalazla jakies towarzystwo na poszukiwania :)

      pozdrawiam

      fnoll
      • Gość: baybee Re: zabic strach IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 14.01.02, 20:50
        Place cene za to ze przez jakis czas bylam szczesliwa.
        A teraz juz nawet nie mam sily patrzec ludziom w oczy.
        Boje sie wyjsc na ulice - tam jest tyle szczesliwych ludzi.
        A ja nie.
        Nie moge. Jak juz jestem to los mi odbiera.
        Nie boje sie smierci. Boje sie umierania. A mam dosc. Piszac "co trzeba zrobic
        by zabic strach" pytam sie jak uwolnic sie od tego zycia.
        Zyje... i nie wiem po co...
        Umre... i boje sie ze tym zranie bliskich.
        Gdzies sie zgubilam. Brne za daleko w las.
        Co trzeba zrobic by zabic strach???? Bo ci ktorzy maja dosc - ida spac. A ja
        sie boje zamknac ostatecznie oczy.
        A. jak Alicja po zlej stronie lustra
        • kwieto Re: zabic strach 14.01.02, 20:56
          W jakim sensie "placisz cene za to, ze bylas przez jakis czas szczesliwa"?
          Szczescie to nie pomidor, ze jak sie go zje, to trzeba zaplacic
          straganiarzowi...
          A moze meczy Cie zazdrosc o szczescie innych? Ale w sumie dlaczego? Dlaczego
          zamiast zazdroscic, i miotac sie w tym co juz przeszlo, nie pojdziesz szukac
          swojego szczescia gdzie indziej?
          • noida Re: zabic strach 14.01.02, 21:36
            Ja tam Ciebie rozumiem, też bałam się, że skoro teraz jest źle to później
            będzie już tylko gorzej i myślałam o tym, że nie mam siły męczyć się z życiem
            dalsze 20, 30, 40 lat? Sama myśl o tym, że mam skończyć studia, iść do pracy,
            budziła we mnie chęć wejścia pod łóżko. Kiedy budziłam się rano myślałam
            intensywnie o bliskich mi osobach i... nie znajdywałam nikogo. Nikt nie mógł
            zrozumieć tego strachu. Chciałam ciągle spać i spać i się wcale nie budzić, bo
            we śnie wszystko było przyjemne. A na jawie obrzydliwe.
            Ale na szczęście samo jakoś przeszło. Obeszło się nawet bez pomocy psychologa
            czy jakieś takiego innego, chociaż jak myślę o tym wstecz to mi się wydaje, że
            to chyba była regularna depresja...
            • sylwka25 Re: zabic strach 14.01.02, 22:42
              To była depresja, mnie jakoś nie chce przejść sama :-(
        • Gość: czarek Re: zabic strach IP: *.158.238.5.Dial1.Philadelphia1.Level3.net 15.01.02, 01:41
          Gość portalu: baybee napisał(a):

          > Place cene za to ze przez jakis czas bylam szczesliwa.
          > A teraz juz nawet nie mam sily patrzec ludziom w oczy.
          > Boje sie wyjsc na ulice - tam jest tyle szczesliwych ludzi.
          > A ja nie.
          > Nie moge. Jak juz jestem to los mi odbiera.
          > Nie boje sie smierci. Boje sie umierania. A mam dosc. Piszac "co trzeba zrobic
          > by zabic strach" pytam sie jak uwolnic sie od tego zycia.
          > Zyje... i nie wiem po co...
          > Umre... i boje sie ze tym zranie bliskich.
          > Gdzies sie zgubilam. Brne za daleko w las.
          > Co trzeba zrobic by zabic strach???? Bo ci ktorzy maja dosc - ida spac. A ja
          > sie boje zamknac ostatecznie oczy.
          > A. jak Alicja po zlej stronie lustra

          Masz racje, zranisz, jesli odejdziesz. Las jest dany po to zeby odnajdywac w nim
          droge. Odnajdywanie drogi jest milczeniem, nadsluchiwaniem, przyzwoleniem
          dzwiekom zycia by weszly do mojego wnetrza i mnie poprowadzily. Droga jest
          nieznana, nowa, zaskakujaca. Kazdy krok w poczuciu oddania swojej bezsilnosci
          blaganiu o swiatlo, radosc, nadzieje, jest tworzeniem drogi poprzez ciemnosc
          lasu. To Twoj wybor. Kiedy mowisz: milosci zycia, nie opuszczaj mnie. Nadziejo,
          prowadz. Droga przyjdzie do Ciebie. Nie ma takiej sily, zeby Cie nie odnalazla.
          Tylko nie mozna oddawac sie rezygnacji. A zreszta, niech sobie bedzie, ja i tak
          jestem dla zycia i milosci. Trzeba tak sobie mowic, powtarzac. Zadna noc mnie nie
          pozre. Taka jest moja wola. A uruchomisz wszystkie jasne energie, ktore do tego
          by zyc potrzebuja Twojego codziennego ich przywolywania i spelniania.Nawet wbrew
          swojej rezygnacji, na sile. Niespelniane pragnienia zamieniaja czlowieka w jalowy
          cien pustki i bezwolnosci.
          Moja mlodosc byla pelna strachu, dzwieczacego bezustannie. Przez kilka lat nie
          wychodzilem w ciagu dnia z domu. Balem sie ludzi. Czy balem sie tego co mnie
          czeka? Czy przeczuwalem? Ale warto bylo przezyc to co przezylem. Nie boj sie
          umierania. Prawdziwe umieranie jest zyciem tutaj. Wejdz w nie, bo to jedyny
          sposob zeby sie z niego wyzwolic. I ze strachu. Nie poprzez odejscie stad, tylko
          poprzez bycie z ludzmi: wejdz w strach bycia z nimi, azeby stac sie nami, i soba
          (czlowiek to przy-jazn), po-woli, przeciez chcesz, skoro tu przyszlas. Odejscie
          stad, nie w pore, jest ucieczka do punktu wyjscia. I znowu dojdziesz do tego
          samego miejsca, bo Twoj las Cie nie minie.Tylko ze on bedzie gestszy o te
          cierpienia, ktore zadasz sobie i tym ktorzy Cie kochaja. Musisz go przejsc,
          trzymajac sie swiatla w sercu, cala wola i pragnieniem (...a ciemnosc swiatlosci
          nie ogarnie), pomimo osaczenia przez mroki. ;-)

          P.S.Slonce czerpie jasnosc ze zrodel swiatlosci
          Ksiezyc trwa w ciemnosci bo wierzy swiatlosci
          'Gdyby Slonce i Ksiezyc watpily
          To by nigdy nie swiecily'

        • Gość: czarek Re: zabic strach IP: *.158.238.5.Dial1.Philadelphia1.Level3.net 15.01.02, 01:41
          Gość portalu: baybee napisał(a):

          > Place cene za to ze przez jakis czas bylam szczesliwa.
          > A teraz juz nawet nie mam sily patrzec ludziom w oczy.
          > Boje sie wyjsc na ulice - tam jest tyle szczesliwych ludzi.
          > A ja nie.
          > Nie moge. Jak juz jestem to los mi odbiera.
          > Nie boje sie smierci. Boje sie umierania. A mam dosc. Piszac "co trzeba zrobic
          > by zabic strach" pytam sie jak uwolnic sie od tego zycia.
          > Zyje... i nie wiem po co...
          > Umre... i boje sie ze tym zranie bliskich.
          > Gdzies sie zgubilam. Brne za daleko w las.
          > Co trzeba zrobic by zabic strach???? Bo ci ktorzy maja dosc - ida spac. A ja
          > sie boje zamknac ostatecznie oczy.
          > A. jak Alicja po zlej stronie lustra

          Masz racje, zranisz, jesli odejdziesz. Las jest dany po to zeby odnajdywac w nim
          droge. Odnajdywanie drogi jest milczeniem, nadsluchiwaniem, przyzwoleniem
          dzwiekom zycia by weszly do mojego wnetrza i mnie poprowadzily. Droga jest
          nieznana, nowa, zaskakujaca. Kazdy krok w poczuciu oddania swojej bezsilnosci
          blaganiu o swiatlo, radosc, nadzieje, jest tworzeniem drogi poprzez ciemnosc
          lasu. To Twoj wybor. Kiedy mowisz: milosci zycia, nie opuszczaj mnie. Nadziejo,
          prowadz. Droga przyjdzie do Ciebie. Nie ma takiej sily, zeby Cie nie odnalazla.
          Tylko nie mozna oddawac sie rezygnacji. A zreszta, niech sobie bedzie, ja i tak
          jestem dla zycia i milosci. Trzeba tak sobie mowic, powtarzac. Zadna noc mnie nie
          pozre. Taka jest moja wola. A uruchomisz wszystkie jasne energie, ktore do tego
          by zyc potrzebuja Twojego codziennego ich przywolywania i spelniania.Nawet wbrew
          swojej rezygnacji, na sile. Niespelniane pragnienia zamieniaja czlowieka w jalowy
          cien pustki i bezwolnosci.
          Moja mlodosc byla pelna strachu, dzwieczacego bezustannie. Przez kilka lat nie
          wychodzilem w ciagu dnia z domu. Balem sie ludzi. Czy balem sie tego co mnie
          czeka? Czy przeczuwalem? Ale warto bylo przezyc to co przezylem. Nie boj sie
          umierania. Prawdziwe umieranie jest zyciem tutaj. Wejdz w nie, bo to jedyny
          sposob zeby sie z niego wyzwolic. I ze strachu. Nie poprzez odejscie stad, tylko
          poprzez bycie z ludzmi: wejdz w strach bycia z nimi, azeby stac sie nami, i soba
          (czlowiek to przy-jazn), po-woli, przeciez chcesz, skoro tu przyszlas. Odejscie
          stad, nie w pore, jest ucieczka do punktu wyjscia. I znowu dojdziesz do tego
          samego miejsca, bo Twoj las Cie nie minie.Tylko ze on bedzie gestszy o te
          cierpienia, ktore zadasz sobie i tym ktorzy Cie kochaja. Musisz go przejsc,
          trzymajac sie swiatla w sercu, cala wola i pragnieniem (...a ciemnosc swiatlosci
          nie ogarnie), pomimo osaczenia przez mroki. ;-)

          P.S.Slonce czerpie jasnosc ze zrodel swiatlosci
          Ksiezyc trwa w ciemnosci bo wierzy swiatlosci
          'Gdyby Slonce i Ksiezyc watpily
          To by nigdy nie swiecily'

          • Gość: baybee Re: zabic strach IP: *.univ.szczecin.pl 15.01.02, 11:32
            Wiecie... przypuszczam ze jest to moje ostateczne wolanie o pomoc. Ostateczny krzyk z resztki powietrza. ktore zostalo mi w plucach. Ile razy mozna podnosic sie z ziemi i udawac ze wszystko jest ok skoro nie jest ok, a wrecz coraz gorzej.
            Macie racje, boje sie szczescia innych ludzi. Chyba dlatego ze ja sama nie moge byc szczesliwa.
            Nie wiem czemu.
            Walcze. Ide przez ten las. Ale gdy brakuje swiecacego z oddali swiatla, a brnie sie przez gesty las, zgubiwszy dawno sciezke... Odechciewa sie wszystkiego.
            Najlepiej usiasc pod drzewem i plakac.
            Tylko co wtedy?
            Cos trzeba zrobic.
            Nie mam sily, nie mam ochoty zeby podniesc sie i isc dalej.
            Nie ma nadziei.
            Nie ma wiary.
            Nie ma sensu.
            Nie ma niczego.
            Jest tylko przerazliwa pustka.
            Staralam sie byc komus potrzebna do szczescia. Ale nie jestem.
            Zdalam sobie sprawe, ze ludzie sa szczesliwsi gdy mnie nie ma w poblizu.
            I nie ma tu nic do rzeczy, ze siedze i placze im w ramie. Bo tak nie robie.
            Staram sie. Naprawde sie staram.
            Ale niewiele mi juz tej energii zostalo.
            Juz mi sie nie chce wstawac z lozka i patrzec przez okno.
            Juz mi sie nie chce wychodzic na ulice i usmiechac sie do ludzi.
            Juz mi sie nie chce wiecznie odpowiadac na pytanie "Jak sie masz?" "Wszystko w porzadku". BO NIE JEST!!
            I nie mam ochoty sluchac "Bedzie dobrze, zobaczysz", bo skad oni wszyscy wiedza jak bedzie.
            Juz mialo byc dobrze. A jest gorzej niz kiedykolwiek.
            Mam dosc.
            Obawiam sie, ze to zostaly mi juz resztki sil. I jesli nie stanie sie jakis cud, sama siebie unicestwie.
            Bo jestem zmeczona i bez sil.
            Bo chce spac.
            • kwieto Re: zabic strach 15.01.02, 11:47
              A dlaczego starasz sie byc "potrzebna do szczescia" innym?
              A moze lepiej zajac sie wlasnym szczesciem, nie ogladajac sie na innych?
              A moze nie klamac, ze "w porzadku" ale na pytanie "jak leci" odpowiedziec
              wprost "zycie jest do dupy?" - reakcje moga byc zadziwiajace.

              Czy wedlug Ciebie kazdy ma obowiazek byc szczesliwy 24h/dobe, a jak nie jest to
              cos z nim nie tak? Jesli tak myslisz, to "nie tak" jest z wiecej niz polowa
              ludzkosci...

              Mowisz, ze chcesz tylko siedziec i plakac - a probowalas? Siadlas i rozplakalas
              sie? Czy aby nie jest tak, ze z jednej strony chcesz zaplakac, ale z drugiej
              wrecz na sile sie przed tym powstrzymujesz? Pozwol sobie na bezradnosc, to na
              prawde nie boli...
              • Gość: baybee Re: zabic strach IP: *.univ.szczecin.pl 15.01.02, 12:01
                Nie znajdujac szczescia w samej sobie, probuje sobie za wszelka cene udowodnic, ze nie jestem najgorsza i potrafie komus dac szczescie.
                Ale nie potrafie. A przynajmniej tak mi sie wydaje.
                Jakis czas temu osoba, ktora bardzo kocham i ktora mnie bardzo kochala, a przynajmniej takie mialam zludzenie potraktowala mnie tak jakbym nie byla niczego warta.
                Regularnie dostaje takie wiadomosci od - sama nie wiem kogo - losu? Boga? innych ludzi?
                Przez pewien czas mowilam, ze zycie jest do dupy i nic nie warte. Owszem, reakcje przeszly moje oczekiwania...
                Zwierzajac sie - powiedzmy 5 osobom, dostalam 6 roznych opinii. Teraz czuje sie jak pileczka odbijana od kazdego, kto ma rakiete.
                Teraz oni mowia mi jak mam zyc. I do obrzydzenia powtarzaja "Bedzie dobrze".
                A ja pytam sie samej siebie "Po co mi to bylo. Po co te rady, po co te zwierzenia"

                SIedzialam w domu i plakalam. SIedzialam w domu i patrzalam w sufit. Poszlam do kosciola i pytalam sie gdzie podzial sie moj aniol stroz.
                Pozwolilam sobie na slabosc.

                Chcialabym uwierzyc ze jestem zdolna do tego ze moge byc szczesliwa i ze potrafie dawac szczescie.
                Ale jak na razie, ludzie sa szczesliwsi beze mnie. To moze i ja bede szczesliwa bez samej siebie?
                Tylko jak zabic ten strach i poczucie winy, ze moge skrzywdzic innych...
                • kwieto Re: zabic strach 15.01.02, 12:31
                  A moze przestan udowadniac ze nie jestes gorsza? Bo skoro i tak to wszystko do
                  niczego, to w sumie co Ci zalezy? Przestac udowadniac cokolwiek - ze jestes
                  gorsza, lepsza, madrzejsza, glupsza...

                  A strach, ze kogos skrzywdzisz... A moze to jest tak, ze Ty za duzo na siebie
                  bierzesz? Ze starasz sie byc odpowiedzialna nie tylko za siebie, ale i innych
                  dookola?

                  Tak czy siak - sproboj przestac udowadniac swiatu, ze jestes cos warta, ze tez
                  mozesz byc szczesliwa - pusc te lejce i pozwol, aby to kon poprowadzil jezdzca,
                  a nie jezdziec prowadzil konia...
                  To nie jest rada na zasadzie "sprobuj, i zrobi Ci sie lepiej". Raczej
                  propozycja eksperymentu. W sumie co masz do stracenia? Wiec moze
                  poeksperymentowac, na luzie, nie liczac na efekt, dla samej zabawy. A moze cos
                  z tego bedzie? A moze nic?
                • Gość: Kim Re: zabic strach IP: 213.77.91.* 15.01.02, 12:48
                  Odpowiedz sobie na pytanie, czego Ty pragniesz, potrzebujesz, znajdź swoją
                  drogę albo przynajmniej jej szukaj. To Ty masz być szczęśliwa, żeby
                  uszczęśliwić innych. Bądź po prostu dobra - nie najlepsza, najdoskonalsza,
                  podziwiana przez resztę. Nie goń za uznaniem wszystkich. I tak ich nie
                  zadowolisz. Musisz czuć się dobrze z samą sobą, bo na takie towarzystwo jesteś
                  zdana.
                  A dopiero potem będziesz mogła otworzyć się na innych.
                  Jestem z Tobą - sama to przerabiałam. Wierzę, że Tobie też się uda.
                  • Gość: baybee Re: zabic strach IP: *.univ.szczecin.pl 15.01.02, 14:18
                    Teraz powiem banal...
                    Jedyne co mnie podtrzymywalo na duchu i dawalo motor do zycia byla swiadomosc ze jest ktos kto mnie kocha.
                    Okazalo sie ze to gowno prawda. Ze caly czas bylam oklamywana. Po raz kolejny.
                    Wiecie jak potrafi zalamac czlowieka wiadomosc, ze zyl w zludzeniu, jakby we snie. A budzi sie pewnego dnia i stwierdza ze to tylko sen, ktory nigdy nie byl i nie bedzie prawda.
                    Obawiam sie, ze pewnego dnia, gdy sen stanie sie jawa, nie uwierze w to. I zniszcze. Wlasnymmi rekami zniszcze cos, co moze da mi szczescie.
                    Dlatego mam dosc snow. Chce spac, nie sniac o niczym.
                    Wiecie co znaczy wojowac bez sil? Jesli pchacie sie na walke bez broni i tarczy, to bedziecie dostawac razy, jeden po drugim.
                    Az w koncu umrzecie w cierpieniu.
                    Nie chce juz sie meczyc.
                    Nie chce juz walic glowa w sciane.
                    Nie chce juz plakac.
                    Nienawidze tego stanu i siebie za to ze sie do niego doprowadzilam.
                    Jak moglam byc tak glupia zeby uwierzyc ze jednak moge byc szczesliwa. Jak??????

                    OK, moge postarac sie nie robic nic dla nikogo, byc dla samej siebie.
                    Ale wtedy nie bede miala celu ani sensu.
                    Chyba jeszcze nie znalazlam swojej drogi. I meczy mnie to szukanie. Bo gdzie nie wejde jest zawsze zle.
                    Jaki jest sens wstawania kazdego kolejnego dnia?
                    Zeby pojsc na studia? Po co? Zeby zdobyc papierek i wyksztalcenie? Po co? Zeby miec prace?
                    Po co? Zeby miec pieniadze? Po co?
                    Po co mi to, skoro nie daje mi to satysfakcji, ani szczescia, ani spelnienia.
                    To nie moja wizja zycia, nie moja.
                    Tylko czemu COS mnie ciagle pcha w ta droge.
                    Po co mi to wszystko....
                    • kwieto Re: zabic strach 15.01.02, 14:34
                      Przeczytaj mojego posta powyzej - bo po diabla szukac tego celu wlasciwie? A
                      moze przez chwile choc usiasc, odpoczac, zamiast ganiac z kata w kat w
                      poszukiwaniu celu i szczescia - po prostu odpoczac od tego wszystkiego,
                      zatrzymac sie, przestac opetanczo biegac? Choc na chwile, choc na troche.
                      Zrobic sobie herbate, kawe, i podelektowac sie jej smakiem, olewajac czy jest
                      sie szczesliwym, czy nieszczesliwym...
                      Cel zycia sie sam znajdzie, a Ty chocbys jak bardzo sie starala sama go raczej
                      nie odkryjesz... To jest jak z cieniem - gdy go gonisz - ucieka przed Toba. Gdy
                      przed nim uciekasz - goni Cie ze wszystkich sil.

                      Dlaczego boisz sie choc na chwile stanac w miejscu?
                      • Gość: baybee Re: zabic strach IP: *.univ.szczecin.pl 15.01.02, 14:50
                        Boje sie stanac w miejscu, bo obawiam sie ze cos wtedy przebiegnie obok mnie a ja juz tego nie dogonie.
                        Ze jak nie bede wystarczajaco czujna to przegapie.
                        Mam taka znajoma... zali mi sie za kazdym razem, gdy mnie widzi, ze nie ma zadnego faceta i nikt jej nie chce.
                        Ale jak ma miec kogos jak nie wychodzi do ludzi?? Skad ona wie czy nikt jej nie chce, skoro nie daje sobie szansy przekonania sie o tym.
                        Zaznaczam, ze w moim watku nie chodzi o to ze nie mam faceta i dlatego placze.To byl tylko przyklad...

                        Wiec jak siedzac w miejscu mam dogonic uciekajacego krolika?
                        Wiem ze moze gonie nie swojego krolika, ale lepiej gonic jakiegokolwiek niz stac i zastanawiac sie dlaczego mi zaden nie zostal przydzielony?
                        Wiem tez, ze to bledne kolo.
                        Postaram sie zrobic tak, jak zasugerowales.
                        Ale ja nie widze sensu w samej sobie.

                        Zwykle po nocy ludzie budza sie z nowym zapalem do walki.
                        A ja gdy tylko dojde do swiadomosci, ze oto sie obudzilam wpadam od razu w depresje.
                        Tak jak wykres gieldowy... podczas snu strzalka jest wysoko, a w momencie przebudzenia spada gwaltownie w dol.

                        Bede sie starac. Bede sie naprawde starac nie myslec o tym ze wypelnia mnie pustka.
                        Nie wiem czy mi sie uda.

                        Bo niezaleznie od tego jak dobra kondycje ma biegacz, za dlugi bieg okaze sie ponad jego sily i wczesniej czy pozniej padnie na ziemie. I jesli ktos go nie podniesie, to nie wstanie.

                        A na razie w glowie huczy mi piosenka, ktora zaczyna sie "... woz ktory czeka juz czarny jest.
                        Z podlogi zmyli kurz, czarna krew. A ty lezysz sobie jak scieta roza, bledsza od poduszki na ktorej spisz.
                        Slysze jak z ust do ust krazy szept. Ktos do pokoju wniosl czarny bez..."
                        • kwieto Szepne na ucho... 15.01.02, 15:17
                          ... cos odnosnie tej pustki w Tobie. Wiesz, wlasciwie to kazdy jest wewnatrz
                          pusty, albo prawie kazdy. Ja mam w sobie totalna pustke. Tylko, ze ta pustka
                          nie musi przeszkadzac, mozna ja oswoic...

                          Piszesz, ze "ludzie budza sie z zapalem do walki" - moze tu jest problem? Ze
                          traktujesz zycie jako walke, boks z rzeczywistoscia? Ale tak na prawde nie
                          boksujesz sie z rzeczywistoscia, tylko z wlasym o tej rzeczywistosci
                          wyobrazeniem. Naprawde mozna zyc, wcale nie majac idealnych warunkow, i nie
                          boksowac sie z zyciem. U mnie na przyklad czesto jest tak, ze jakis problem
                          staram sie po prostu obejsc - jesli wiem, ze robienie czegos sprawia mi bol,
                          budzi niechec nie do przejscia, to nie bede sie do tego zmuszal. Jesli nie
                          potrafie zaskakiwac oryginalnoscia, to nie bede sie staral za wszelka cene byc
                          indywidualista, moge byc szary, nie przeszkadza mi to. Nie bede walczyl aby
                          sprostac jakiemus wizerunkowi siebie, czy swiata. Liczy sie to, abym to ja sie
                          dobrze czul, a nie zebym udowodnil, ze jestem kims, kim tak na prawde nie
                          jestem. Staram sie nie walczyc, a raczej wspolpracowac z okolicznosciami.
                          Stalem sie bezrobotny - swietnie, bede mial czas na odpoczynek i zrobienie
                          dyplomu! Rzucila mnie dziewczyna - ekstra, moge wreszcie pomyslec sobie w
                          spokoju i samotnosci... Takie dopasowywanie sie do zastanej sytuacji,
                          wspolpraca a nie walka ma na prawde sporo plusow...

                          No i jeszcze ten kroliczek. On jest swietny szczegolnie w kontekscie szukania
                          partnera. Ten kroliczek nie jest jeden, sa ich tysiace, a wiekszosc z nich
                          nawet nie ucieka a sama szuka swoich kroliczkow... To nie Ty lapiesz kroliczka,
                          ale tak na prawde to kroliczek lapie Ciebie! a bardziej - lapiecie siebie
                          oboje. To nie jest tak, ze Ty jestes do niczego, i lapiesz sobie kogos
                          wspanialego, To oboje jestescie wspaniali i lapiecie siebie na wzajem - albo
                          oboje jestescie do niczego, to na jedno wychodzi. Ale wierz mi, nawet jak
                          siedzisz i nic nie robisz, to masz duzo do zaoferowania. Nawet gdy w Tobie jest
                          tylko pustka.
                          Pamietam taka dyskusje radiowa na temat samotnych, i slowa dziennikarza do
                          pewnej sluchaczki, ktora akurat sie dodzwonila: "niech pani nie szuka - niech
                          sie pani rozglada, ale nie szuka". No wlasnie. Mozesz stac w miejscu,
                          odpoczywac i po prostu obserwowac. To nie wymaga wiele wysilku. A kiedy okazja
                          sie pojawi - wtedy mozesz ze swierzymi silami zaczac dzialac. O ile
                          stwierdzisz, ze okazja jest tego warta. A moze lepiej poczekac na nastepna?

                          Ale przede wszystkim, wg mnie musisz odzyskac szacunek do siebie. To nie
                          kroliczki sa najwazniejsze, to nie gonitwa za szansami, to nie dorownywanie,
                          czy przeganianie innych" - a raczej jak TY sie z tym czujesz. Bo jesli nawet
                          czegos dowiedziesz, cos osiagniesz, ale nie bedziesz z tego szczesliwa - to co
                          wlasciwie udowodnisz? Ze nie roznisz sie od innych, ale za to jestes zyciowym
                          wrakiem?

                          To ja juz wole stac w miejscu...
                          • Gość: baybee Re: Szepne na ucho... do KWIETO IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 15.01.02, 16:05
                            KWIETO!!!

                            A jesli z jakims problemem musisz sie zmierzyc. Jest dla Ciebie za trudny, za
                            ciezki, za wysoki i za szeroki. Jesli nie mozesz go przejsc obojetnie, nie
                            mozesz z nim wspolpracowac. A jesli on Cie dobija. Psychicznie i fizycznie.
                            Jesli nie masz jak uciec. To co wtedy?
                            • malwinamalwina Re: Szepne na ucho... do KWIETO 15.01.02, 16:08
                              przepraszam ze sie wtracam - nie uciekaj, nie uda ci sie, naucz sie zyc z tym problemem.
                              • Gość: baybee Re: Szepne na ucho... do KWIETO IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 15.01.02, 16:11
                                KWIETO!!!!

                                RATUJ!!!!!!!!!!!!!!
                                Wlasnie dowiedzialam sie o kolejnym ciosie!!
                                Nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
                                Prosze....
                                O boze...
                                Kwieto oporadz cos......
                                Kwieto....
                                Ja juz nie chce zyc!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                                • kwieto Re: Szepne na ucho... do KWIETO 15.01.02, 16:32
                                  Napisz maila na priv, oki?

                                  kwieto@poczta.gazeta.pl
                              • kwieto do malwiny 15.01.02, 16:51
                                Tak, oczywiscie, ale nie uwazasz, ze czasem warto dac sobie troche oddechu?
                                CHocby po to, zeby sie rozejrzec i lepiej zanalizowac problem?
                            • kwieto Re: Szepne na ucho... do KWIETO 15.01.02, 16:30
                              To zalezy co jest problemem.
                              Czasem po prostu rezygnuje z jego rozwiazywania, i zyje dalej... Albo
                              rezygnuje, ale co jakis czas podgryzam, i patrze czy cos sie nie zmienilo. A
                              problem, nawet ten najwiekszy i najszerszy w ktoryms momencie po prostu znika.
                              Tak jakby go nigdy nie bylo. Tak sie zdarzylo pare razy...

                              Duzo daje popatrzenie na ten problem z roznych perspektyw - po prostu
                              przygladanie sie problemowi, temu jak do niego podchodzisz... Bez analizy, sama
                              obserwacja...

                              Jest taka ladna alegoria pochodzaca z Zen, z ktora sie zgadzam. Chodzi tam o
                              to, ze czasem walisz glowa w mur, oddzielajacy Cie od swiata. Ten mur staje sie
                              coraz grubszy, twardszy... TGy chcesz sie przebic, ale w zaden sposob Ci sie
                              nie udaje. W koncu zrezygnowany poddajesz sie, odwracasz sie i... nagle
                              okazuje sie, ze nigdy nic Cie od swiata nie oddzielalo! Ze ten mur tak na
                              prawde sam postawiles przed soba! Ja wiem, ze to brzmi troche jak gadka
                              kaznodziei, tylko... kiedys mi sie dokladnie cos takiego zdarzylo. Problem byl
                              "nie do przejscia" probowalem go z lewa i z prawa, albo probowalem go
                              ignorowac, ustawiac "przeciw" (np. mowiac sobie: "juz nigdy nie bede probowal",
                              wiedzac zarazem, ze jestem z tego powodu nieszczesliwy), i tak dalej. Az
                              ktoregos dnia cos przepelnilo czare goryczy, ja stwierdzilem, ze juz mam dosc,
                              jest mi wszystko jedno, problem jest ponad moje sily, ze nie mam zamiaru z nim
                              walczyc - staje w miejscu i poddaje sie, lepiej zajac sie czyms innym...- i
                              bardzo szybko okazalo sie, ze problem sam zniknal! Dziwne, prawda?

                              Na swoj uzytek wykoncypowalem sobie, ze im bardziej traktuje cos jako problem,
                              im wazniejszy dla mnie ten problem jest, tym bardziej jest on dla mnie nie do
                              przejscia. Nie zdarzylo Ci sie nigdy, ze jesli cos znaczylo dla Ciebie bardzo
                              wiele, to nie chcialo wyjsc, a kiedy nic od tego czegos nie zalezalo, to nagle
                              przychodzilo bez zadnego wysilku?
                              Im bardziej Ci na czyms zalezy, tym gorzej to wychodzi, tym bardziej jestes
                              spiety, tym bardziej sie zastanawiasz, czy na pewno to co robisz jest wlasciwe,
                              kazdy Twoj ruch staje sie krokiem na skraju przepasci... A jesli potrafisz sie
                              do problemu zdystansowac, sprawic, zeby stal on sie najwazniejszy, odsunac go,
                              tak aby z osi zycia przeniesc go na margines, przydac mu lekkosci, swobody...
                              nagle okazuje sie, ze nie jest to problem. Bo na przyklad do porazki potrafisz
                              podejsc ze wzruszeniem ramion: "trudno", a nie jest ona dla Ciebie sprawa zycia
                              lub smierci...

                              Po prostu nie robisz nic na sile, i samo takie podejscie, na prawde - bardzo
                              duzo daje.

                              Jezeli chcesz jakies szczegoly (mysle, ze moje watpliwosci polegaly na tym
                              samym, co u Ciebie), to po prostu napisz na maila
                    • faxio Re: zabic strach 15.01.02, 14:43
                      Oddaj wszystko biednym, zacznij od nowa.
                      Zobaczysz jak to Cię zmieni.
                    • Gość: ida Re: zabic strach IP: *.csk.pl 15.01.02, 14:48
                      wiesz co baybee, gdybym ja zadawała sobie tyle pytań z gatunku "po co?" to i mi
                      nie pozostało by nic innego tylko usiąść i się rozpłakać nad swoim losem

                      może zamień przynajmniej niektóre z nich na "dlaczego", albo "a dlaczego by
                      nie?" albo coś takiego?
            • Gość: Kim Re: zabic strach IP: 213.77.91.* 15.01.02, 12:00
              Wiem jak to jest... Czasem rozpacz jest taka, że nie chce Ci się zrobić kawy,
              bo po co? Nie chce się nic, bo wszystko straciło sens w obliczu naszej straty,
              tragedii. I nie będę próbować Cię pocieszać, bo sama wiem najlepiej, że
              niewiele jest w stanie pocieszyć w takiej chwili.
              Pragnę szczęścia i szukam go przez całe życie. Ale mój rozwód uświadomił mi, że
              nie zawsze nam jest ono dane. Czasem trzeba usilnie szukać jedynie drobnych
              radości, wiem, że to bardzo trudne, wydaje Ci się, że niemożliwe. Wyjdź z domu.
              Może spotkasz kota, którego miękkie futerko da Ci ukojenie. Wiem, że pewnie
              powrócą wspomnienia...czyjś dotyk... łzy pod powiekami. Pozwól sobie na ból.
              Nie musisz być ciągle uśmiechnięta. Jesteś zraniona, masz prawo cierpieć, masz
              prawo do płaczu. Rób to, co Cię cieszy. Drobiazgi. Ja ratowałam się dobrą kawą,
              szyciem, spacerami. Banały... Nie dawały szczęścia, ale dały trochę radości.
              Starałam się uśmiechać do innych - może komuś pomogę.
              Jeśli chcesz: pisz - gama@space.pl
    • reggina Re: zabic strach 15.01.02, 14:17
      Im częściej powtarzasz sobie, że jest źle, tym bardziej stan ten się pogłębia.
      Wpadasz w błedne koło. Nie wyjdziesz z niego, jeżeli nie zmienisz choćby
      jednego elementu. Trudno oczekiwać, że życie nagle się zmieni, więc lepiej
      zabrać się za własne podejście do życia.
      Po pierwsze szczera rozmowa ze sobą samą. Czego się boisz, co Cię najbardziej
      irytuje, co cieszy... najlepiej spisać to wszystko na papierze. Po drugie
      pomyśleć, co fizycznie można z tymi rzeczami zrobić, co zmienić.
      Jeżeli najsilniejszą emocja jest strach określ jego wielkość, kolor, kształt,
      smak, zapach, jaki jest w dotyku. Jak skończysz zacznij od nowa, zmniejszaj go
      i rozjaśniaj. Poznaj go dokładnie, oswój go, a nie będzie taki straszny.
      Powodzenia.
    • Gość: Tomi Re: zabic strach IP: 164.48.189.* 15.01.02, 15:33
      Ludzie z Forum sa z Toba !!!

      Trzymaj sie cieplutko.
      Tomi
    • dorkasz Re: zabic strach 15.01.02, 16:34
      "I TY bywasz na gorze Przemienienia. I w Twoim zyciu tak sie zdarza, ze jestes
      podniesiony do siodmego nieba, zdaje ci sie, ze nie po ziemi a po chmurach
      stapasz, jestes najszczesliwszym czlowiekiem na swiecie, niczego ci juz nie
      potrzeba, chcialbys tak trwac do konca zycia, promieniejesz szczesciem,
      swiatlem i nasycasz nim ludzi wokol ciebie. Ale przebywanie na gorze
      przemienienia trwa krotko, poczym trzeba zejsc w zycie coedzienne, w
      cierpienie. A nawet regula jest taka, ze im bardziej jestes szczesliwy na
      swojej gorze Tabor, tym wiecej bedziesz ceirpeic za chwile. Sam sie przekonales
      o tym wielokrotnie. To juz wiesz. Chcialbym, zebys uwierzyl w cos innego. Mowie
      do ciebie pograzonego w cierpieniu, w nieszczesciu, tkwiacego w beznadziejnej
      sytuacji. Uwierz ze i ty wejdziesz na gore przemienienia i to wczesniej, niz ci
      sie zdaje." 3maj sie
      • noida Re: zabic strach 16.01.02, 21:43
        Pewnie już masz dość głupich porad wszystkich wokół, ale, jak już mówiłam, ja
        też coś podobnego przeszłam i mogę Ci powiedzieć, co mi pomogło.
        Przede wszystkim zlokalizowałam w końcu powód dla którego byłam w dołku.
        Podobno zawsze jest jakiś powód... ja bardzo długo miałam go niejako "przed
        nosem" ale nie chciałam się sama przed sobą przyznać, że to właśnie to... i też
        miałam podobne uczucia- że wszystko wali mi się na głowę, że kolejna rzecz mnie
        zabije itd. Kiedy w końcu sama się przyznałam, co mnie tak naprawdę dręczy,
        zrobiło się trochę lepiej. Przede wszystkim strach i ból przyjęły jakieś
        konkretne wymiary. Ze znanym wrogiem łatwiej walczyć.
        Wcale nie przeszło mi od razu. Próbowałam, jak kwieto, na różne sposoby
        zmierzyć się z problemem. Aż w końcu wywaliłam swoje życie do góry nogami,
        zmieniłam podejście do świata na takie, którego zawsze się obawiałam, i...
        udało się. Jakoś z tego wyszłam i teraz już nie zastanawiam się, po co mi
        papierek (znam, oj znam to przemyślenia), po co mi to życie. Po prostu... żyję.
    • Gość: karolina Re: zabic strach IP: *.interpc.pl 19.01.02, 11:21
      mam dopiero 13 lat i moze Ci sie wydac ze nic nie wiem o srachu(ale tak nie
      jest)i zdaje mi sie ze to co przezywasz to trudno nazwac strachem
      odpowiedniejsza nazwa bedzie chyba zniechecenie(moze sie myle) sadze ze
      powinnas na jakis czas zmienic otoczenie albo zmienic cos w swoim zyciu
      jezeli masz jakiegos chlopaka albo przyjaciela zwierz mu sie z twoich
      problemow jak bedzie o tym wiedzial na pewno Ci pomoze chcialabym Ci jakos
      pomoc wiec prosze odpisz mi na moja skrzynke kgroszko@wp.pl
      pozdrawiam
      • Gość: Mania Re: zabic strach - do Karolinki IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 19.01.02, 17:36
        o, jakie kochane dziecko. Jestes bardzo mila i madra. a dlaczego czujesz
        strach ?
    • Gość: panna Re: baybee co z tobą IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 20.01.02, 22:36
      baybee co się dzieje z toba zamilkłaś nam cos tutaj. napisz jak samopoczucie bo
      sie martwię. Też mam taki problem jak Ty więc nie będę prawić morałów i dawac
      rad w stylu "weź się w garść", ale zwróć sie do kogoś o pomoc, do fachowca, nie
      do koleżanek bo nikt kto tego nie doświadzczył to nie ma zielonego pojęcia czym
      jest ten syf. Pozdrawiam ;-)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka