cynta
26.10.08, 18:42
Sytuacja jest dosc prosta: Od pary miesiecy trwajaca znajomosc internetowa,
romantyczna?, raczej tak... zainicjowana przez Niego, ja sie wciagnelam,
jestem swiezo po rozwodzie, wiec jest milo i podnoszaco na duchu, to jest
jasne dla obu stron. Emaile swistaja przez ocean w tygodniu, czasem z duzym
natezeniem, czasem po jednym na dzien. Emaile mile, dowcipne, zaczepne,
droczace sie a wiec takie jak niby "powinny" byc , tak? Ale w weekendy cisza,
a ja akurat w weekendy potrzebuje najbardziej co bylo jasno a czasami
histerycznie wrecz komunikowane. Sytuacja sie nie zmienila, ciagle w weekndy
cisza. Tlumaczenie jest owszem, z sytuacji domowej sama moge wnioskowac
rowniez... ale Jemu chyba chodzi o to ze ja mam sie zgodzic z takim stanem
rzeczy, mam to zaakceptowac, byc silna itp.
I tutaj moje pytanie do Pan i Panow: jestem totalnie robiona w balona i
nabijana w butelke? czy faktycznie faceci potrzebuja czasem pobyc sami, i nie
musza kontaktowac sie ciagle nawet z osoba z ktora jak deklaruja cos ich laczy?
PS. To jest znajomosc zawarta w realu, ale utrzymywana jest wirtualnie ze
wzgledu na odleglosc.