Dodaj do ulubionych

Kochanie, chcę do zakonu

11.11.08, 23:59
Co poradzilibyście chłopakowi, który po 4 latach związku dochodzi do
wniosku, że nie tędy droga i wybiera... zakon. Jednak nie tak od
razu. O zakonie myślał tuż przed maturą, jednak wydawało mu się, że
to jakieś jego widzimisię i starał się to odrzucic. Po pewnym czasie
zakochał się i było mu wspaniale. I jest tak do tej pory, jednak rok
temu myśli o zakonie i kapłaństwie znów wróciły. Są tak silne, że
chłopak po rocznym rozeznawaniu doszedł do wniosku, że tam się
bardziej zrealizuje. Jak ma to powiedziec swojej dziewczynie? Co w
ogóle myślicie o takiej sytuacji?
Obserwuj wątek
    • wredzioszek Re: Kochanie, chcę do zakonu 12.11.08, 01:22
      "zakochal sie i bylo mu wspaniale", "tam sie bardziej zrealizuje".
      Nie chce Cie atakowac, ale czy myslisz tez o innych czy tylko o
      samorealizacji?odpowiedz samemu sobie.
      Inne sprawy-musisz to rozeznac-to rownie dobrze moze byc powolanie jak i
      ucieczka od odpowiedzialnosci i zwiazania sie z kims na stale, bo jak
      rozumiem"bylo mu wspaniale" przeszlo juz swoje apogeum.no nie wiem, pamietaj ze
      dziewczyna jesli jest naprawde zaangazowana w zwiazek z Toba moze to strasznie
      przezyc.dlatego radze Ci te rozeznanie prowadzic z kims naprawde
      doswiadczonym.to w ogole wymaga dluzszego rozeznawania i to z madrymi,
      doswiadczonymi ludzmi.oraz szczerosci wobec samego siebie.cokolwiek nie
      wybierzesz, zadna droga nie jest uslana samymi rozami, wszedzie bedzie w pewnych
      chwilach ciezko a w innych wspaniale.co wlasciwie rozumiesz przez
      samorealizacje?? co to ma byc, Twoim zdaniem? odnajdujesz sie w modlitwie?co tak
      naprawde Cie pociaga w zakonie??odpowiedz sobie na to pytanie. musisz znalezc
      madrego czlowieka ktory pomoze Ci odnalezc co sie za tym kryje-ucieczka, brak
      odpowiedzialnosci, czy powolanie. cokolwiek zrobisz, zycze powodzenia i dobrego
      rozeznania. mam tylko jedna prosbe-przemysl dobrze czy mowic i jak o tym swojej
      dziewczynie. jezeli jestescie w zwiazku na powaznie, z jakimis planami, to
      zrozum ze mozesz jej zlamac serce, ba ona naprawde moze sie zalamac. trudno
      dawac rady, nie znajac konkretow sytuacji.ale po prostu radze rozeznania szukac
      u ludzi naprawde duchowych.wlasciwie trzeba by zadac Ci setki pytan.wiec szukaj
      madrego duchowego czlowieka. powodzenia.
      • justyna14513 Re: Kochanie, chcę do zakonu 18.11.08, 20:14
        Na to pytanie , czy powiedzieć o tym dziewczynie?Chłopak sam musi
        pierw sam być pewien,czy taką drogę wybiera.Powinien porozmawiać z
        człowiekiem odpowiednim, a takim człowiekiem jest napewno ksiądz.Ale
        jeżeli myśli powróciły z przeszłości to może naprawde jest
        powołanie.Jeżeli czuje, że w niczym innym nie może się odnaleść to
        nie można tego ignorować.Niech powie dziewczynie,dopiero wtedy,gdy
        będzie tego pewny.Mogę tylko spółczuć dziewcynie.Jak by chciał to
        moge dać kontakt na pewnego księdza z którym można pogadać o
        wszystkim. POZDRAWIAM
    • psychoguru Terapia bardzo wskazana 12.11.08, 10:51
      czarnyteolog napisał:

      > Co poradzilibyście chłopakowi, który po 4
      latach związku dochodzi do
      > wniosku, że nie tędy droga i wybiera...
      zakon. Jednak nie tak od
      > razu. O zakonie myślał tuż przed maturą,
      jednak wydawało mu się, że
      > to jakieś jego widzimisię i starał się to
      odrzucic. Po pewnym czasie
      > zakochał się i było mu wspaniale. I jest
      tak do tej pory, jednak rok
      > temu myśli o zakonie i kapłaństwie znów
      wróciły. Są tak silne, że
      > chłopak po rocznym rozeznawaniu doszedł do
      wniosku, że tam się
      > bardziej zrealizuje.


      Bardzo wskazana bylaby terapia majaca na
      celu ustalenie przyczyn i motywacji tego
      stanu rzeczy. Zamiast rozwazac sprawe w
      kategoriach odgornego powolania nalezaloby
      przeanalizowac historie zycia i czynniki
      ksztaltujace psychike i motywacje. Niezwykle
      istotna bylaby analiza kontaktow
      spolecznych, czy w otoczeniu sa osoby mogace
      miec wplyw na tego rodzaju decyzje.


      >Jak ma to powiedziec swojej dziewczynie? Co
      w
      > ogóle myślicie o takiej sytuacji?

      Mowienie dziewczynie to drobiazg w stosunku
      do calej sytuacji. Analiza wykazuje ze za
      tego rodzaju decyzjami czesto stoja czynniki
      majace wplyw nad dzialanie podswiadomego
      systemu planowania aktywnosci zyciowej w
      mozgu. Moze to byc wplyw osob z otoczenia
      (wzorce religijnosci lub naganiacze),
      sklonnosc do psychicznego masochizmu (pod
      racjonalizacja podejmowania trudnych
      wyzwan), dyskretnymi problemami psychicznymi
      (senne wizje, glosy). Do tego moga dochodzic
      problemy z okresleniem swojej roli
      spolecznej, poczuciem rozczarowania w
      zwiazku przeniesionym na zwiazki z kobietami
      w ogole, czy nawet pewnym zakloceniem
      wartosci seksualnosci ktora jest postrzegana
      jako nie dajaca pelnego zadowolenia czy
      wrecz banalna lub 'prymitywna'
      wobec 'czystego piekna duchowego'.

      To wszystko sa tylko przyklady wielu roznych
      mozliwosci kryjacych sie za takimi
      decyzjami, terapia pomoglaby ujawnic co jest
      w rzeczywistosci.
      • xcvfpedsczjx Powołanie 12.11.08, 11:16
        Powołanie, ale co? Pan Bóg Ci się objawił, czy jak?

        PS. Znam osobe, która przeżyła powołanie, ale wybrała powołanie do życia w
        rodzinie, choć przyszło jej to z największym trudem, niejako na przekór, bardzo
        poukładany człowiek
      • j-50 Re: Terapia bardzo wskazana 17.11.08, 05:13
        Uczciwie podejmowana decyzja w tym zakresie (niezmiernie rzadkie!)
        jest zwykle oznaką alienacji społecznej. Jest wyrazem buntu i oznaką
        nieprzystosowania do życia społecznego. Jest zejściem na pozycję
        trutnia - nic nie robiącego i nic nie dającego, a tylko biorącego
        (zazwyczaj z wykorzystaniem polityki i zachowań kryminalnych lub
        przynajmniej nagannych etycznie).
    • moon_witch Re: Kochanie, chcę do zakonu 12.11.08, 13:17
      Jakiś kolejny...masochista? Wszystko zaczyna się od tego, co
      ciagnie go do tego dziwnego zawodu. gdzie ludziom wmawia się, że są
      to osoby duchowe podczas, gdy gro z nich raczej nie jest.
      Z zakonu mozna tez i wyjsc, o ile się człowiek przekona,że to jedak
      nie to.
    • mona.blue Re: Kochanie, chcę do zakonu 12.11.08, 13:24
      Rozeznanie powołania to baaaardzo ważna sprawa, kluczowa wręcz dla
      osiągnięcia szczęscia w życiu. Na to potrzeba czasu, rozmów z
      mądrymi ludźmi, a przede wszystkim duuużo modlitwy, jakichś
      rekolekcji. I trzeba mieć tę pewność w sobie, jeżeli masz
      wątpliwości to trzeba naprawdę poważnie rozpoznać tę sprawę.
      • psychoguru Chcę ale skad chec 13.11.08, 17:49

        mona.blue napisała:

        > Rozeznanie powołania to baaaardzo ważna sprawa, kluczowa wręcz
        dla
        > osiągnięcia szczęscia w życiu. Na to potrzeba czasu, rozmów z
        > mądrymi ludźmi, a przede wszystkim duuużo modlitwy, jakichś
        > rekolekcji. I trzeba mieć tę pewność w sobie, jeżeli masz
        > wątpliwości to trzeba naprawdę poważnie rozpoznać tę sprawę.

        Niezwykle wazna jest w takim przypadku terapia z doswiadczonym
        specjalista. Chodzi o przeanalizowanie historii zycia, profilu
        osobowosci i kontaktow socjalnych zeby ustalic czy system
        planowania aktywnosci zyciowej w mozgu dziala prawidlowo. Na
        przyklad zdarza sie ze jest kontakt (nawet dyskretny i rzadki) z
        osoba dominujaca pelniaca role naganiacza, ujawniaja sie gleboko
        stlumione fakty molestowania w dziecinstwie albo szok po
        tragicznych wydarzeniach co wplywa na plan ucieczki od zwyklego
        zycia, jest zaklocone postrzeganie seksualnosci, elementy
        psychicznego masochizmu, i tak dalej.
      • psychoguru Chcę ale skad chec 13.11.08, 17:49

        mona.blue napisała:

        > Rozeznanie powołania to baaaardzo ważna sprawa, kluczowa wręcz
        dla
        > osiągnięcia szczęscia w życiu. Na to potrzeba czasu, rozmów z
        > mądrymi ludźmi, a przede wszystkim duuużo modlitwy, jakichś
        > rekolekcji. I trzeba mieć tę pewność w sobie, jeżeli masz
        > wątpliwości to trzeba naprawdę poważnie rozpoznać tę sprawę.

        Niezwykle wazna jest w takim przypadku terapia z doswiadczonym
        specjalista. Chodzi o przeanalizowanie historii zycia, profilu
        osobowosci i kontaktow socjalnych zeby ustalic czy system
        planowania aktywnosci zyciowej w mozgu dziala prawidlowo. Na
        przyklad zdarza sie ze jest kontakt (nawet dyskretny i rzadki) z
        osoba dominujaca pelniaca role naganiacza, ujawniaja sie gleboko
        stlumione fakty molestowania w dziecinstwie albo szok po
        tragicznych wydarzeniach co wplywa na plan ucieczki od zwyklego
        zycia, jest zaklocone postrzeganie seksualnosci, elementy
        psychicznego masochizmu, i tak dalej.
        • malakas Re: Chcę ale skad chec 16.11.08, 16:58
          Terapia?! A co jemu dolega?
          • psychoguru Re: Chcę ale skad chec 16.11.08, 19:46
            malakas napisał:

            > Terapia?! A co jemu dolega?

            Tu nie chodzi o dolegliwosci ani choroby psychiczne. Chodzi o to by
            decyzja o zmianie na ekstermalny styl zycia nie byla podjeta
            wskutek nieprawidlowego dzialania podswiadomego systemu planowania
            aktywnosci zyciowej w mozgu i/lub sygnalow plynacych z otoczenia.

            • leda16 Re: Chcę ale skad chec 17.11.08, 07:27
              Tu nie chodzi o dolegliwosci ani choroby psychiczne.


              A skąd wiesz? Właśnie schizofrenia często zaczyna się urojeniami posłannictwa religijnego. Charakterystyczne dla jego postawy autystycznej jest właśnie fakt, że z tą kobietą nie jest w ogóle uczuciowo związany (atrofia uczuć to też rys schizofreniczny) inaczej nawet by nie pomyślał o zakonie. Zaś znacznie gorsze jest to, iż beznamietnie interesuje się reakcją jakiejś przypadkowo poznanej dziewuchy, natomiast jest mu głęboko obojętne, jak przyjmą to rodzice. Do psychiatry chłopie, ale żwawo, dopóki Ci się we łbie zupełnie nie pokitwasi!
              • psychoguru Spoko z psychiatra 18.11.08, 11:16
                leda16 napisała:

                > Tu nie chodzi o dolegliwosci ani choroby
                psychiczne.
                > A skąd wiesz? Właśnie schizofrenia często
                zaczyna się urojeniami posłannictwa r
                > eligijnego. Charakterystyczne dla jego
                postawy autystycznej jest właśnie fakt,

                To jest bardzo uproszczone rozumowanie.
                Rzucanie schizofrenia czy autyzmem jest
                kompletnie bez sensu.


                > że z tą kobietą nie jest w ogóle uczuciowo
                związany (atrofia uczuć to też rys s
                > chizofreniczny) inaczej nawet by nie
                pomyślał o zakonie. Zaś znacznie gorsze je
                > st to, iż beznamietnie interesuje się
                reakcją jakiejś przypadkowo poznanej dzie
                > wuchy, natomiast jest mu głęboko obojętne,
                jak przyjmą to rodzice. Do psychiatr
                > y chłopie, ale żwawo, dopóki Ci się we
                łbie zupełnie nie pokitwasi!

                Bzdura. Zakladanie ze zachowania nietypowe
                sa wynikiem choroby psychicznej objawem
                skrajnego myslenia. Jezeli komus sie takie
                mysli placza po glowie powinien zaczac od
                autoterapii.
      • j-50 Re: Kochanie, chcę do zakonu 17.11.08, 05:22
        Nie chrzań! Znasz przedwojenną historię zakonu z Jasnej Góry?
        Morderstwa, urestwo, pedalstwo, złodziejstwo. Tylko o waleniu dzieci
        wtedy nie mówiono, bo to do głowy nikomu nawet nie przychodziło, że
        to możliwe. Kradziejstwo w Lubinie (dolnośląskie, ponad 500 mln
        PLN), Lux Veritatis (a żeby ich pokręciło!), muchomor (a żeby mu
        własny smród nogi w precle powyginał!).
    • m.bea Re: Kochanie, chcę do zakonu 16.11.08, 16:22
      Podam ci numer gadu jak chcesz pogadac ktoregos wieczoru to napisz
      1431297. Bylam ta zostawioną, wiem jak to jest i faktycznie takie
      rozstanie pozostawia ogromny slad. Zmienilam sie ja , zmienilo sie
      wiele rzeczy w moim zyciu . Ciagnie sie to za mna wciaz. Jak masz
      ochote to sie odezwij.
      • clepsydra Re: Kochanie, chcę do zakonu 16.11.08, 16:23
        Tez o tym mysle czesto i sam nie wiem co zrobie.
      • stokrootka40 Re: Kochanie, chcę do zakonu 16.11.08, 20:33
        Też przeżyłam taką miłość...
        Minęło wiele lat, a jeszcze nie otrząsnęłam się i pewnie tak już zostanie...
        On twierdzi, że spełnia się w kapłaństwie....
    • alex-alexander Re: Kochanie, chcę do zakonu 16.11.08, 18:24
      Moze jest gejem i tam mu bedzie lepiej jak w spoleczenstwie, ktore
      moze zapytac: dlaczego sie nie zenisz?
      • palim.psest Re: Kochanie, chcę do zakonu 16.11.08, 21:46

        > Moze jest gejem i tam mu bedzie lepiej jak w spoleczenstwie, ktore
        > moze zapytac: dlaczego sie nie zenisz?


        wedle ostatnio przyjętych rozwiązań, przed przyjęciem do seminarium kandydaci
        badani są m. in. pod kątem orientacji seksualnej, właśnie po to by nie
        przyjmować gejów - pisała o tym gw
        • majenkir Re: Kochanie, chcę do zakonu 18.11.08, 00:23
          palim.psest napisał:
          > kandydaci
          > badani są m. in. pod kątem orientacji seksualnej, właśnie po to
          by nie przyjmować gejów - pisała o tym gw

          Ojojoj! przewiduje znaczny spadek "powolan" ;)).
    • jolapatrzalek Re: Kochanie, chcę do zakonu 16.11.08, 19:03
      Jeśli koniecznie chcesz sobie zmarnować życie - to idź. Pamiętaj - stamtąd
      powrót do życia jest bardzo trudny. Obyś nie obudził sie w wieku lat 50 z
      poczuciem, że przegrałes życie...
    • pos3gacz Nieodpowiedzialny dupek. 16.11.08, 19:45
      A nie lepiej od razu do zakładu psychiatrycznego.
      Przynajmniej będzie nadzieja, że jak się rozmyśli, to bez problemu
      powróci do normalności. Natomiast jak wpadnie w łapy czarnych
      darmozjadów, to może z tym być problem.
    • tuwpisznazwe A o tej dziewczynie pomyślałeś? 16.11.08, 22:01
      Czy tylko o sobie? Moja samorealizacja, ja się czuję wspaniale, ja mnie moje...
      A pomyślałeś dupku, że ta dziewczyna planuje sobie z tobą życie, że jesteś dla
      niej kimś ważnym? Planowaliście przecież coś poważniejszego, może ślub, rodzina.
      I co, teraz to wszystko ma się rozlecieć bo tobie się zachciało klasztornych
      klimatów?? Jeśli ta dziewczyna rzuci się z rozpaczy z mostu to będzie to tylko i
      wyłącznie TWOJA WINA.
      • the_mariska A to bzdura... 17.11.08, 02:12
        Bzdura jak mało która. Jeżeli facet podejmuje taką decyzję pomimo tego, że ma
        dziewczynę, to znaczy, że albo w związku się nie do końca układa (więc
        ciągnięcie go na siłę też za bardzo nie ma sensu), albo on po przemyśleniu
        wszystkiego z każdej strony po prostu jest pewien na 100%, że tylko taki a nie
        inny sposób na życie sprawdzi się w jego przypadku.

        Wyobraź sobie hipotetyczną sytuację, że jesteś w związku z wspaniałym facetem,
        który ciebie ubóstwia i adoruje ponad wszystko, zresztą z wzajemnością. Jednak
        on widzi waszą przyszłość tak, że będziesz siedzieć w domu, gotować mu obiadki i
        wychowywać dzieci, podczas gdy ty marzysz o wielkiej karierze naukowej, a dzieci
        szczerze nie trawisz. Zakochana po uszy zgadzasz się na jego układ kosztem
        własnych marzeń, bo dla miłości trzeba przecież iść na kompromis. Ale jeżeli
        kompromis dotyczy tak fundamentalnych spraw, to przy pierwszej sprzeczce
        zaczniesz wyrzucać mu, że cię uziemił z dzieciakami wbrew twojej woli, zmusił
        cię do przyjęcia swojego planu na życie, wręcz zrujnował ci całe życie i
        karierę. A dalej będzie tylko gorzej. Taki związek nie rozpadnie się chyba tylko
        cudem.

        Oczywiście nie mówię tu o sytuacji, gdy niedojrzały dzieciak ma zamiar zamknąć
        się w klasztorze, bo normalne życie go przerasta (choć wieloletni związek z tego
        typu facetem też raczej byłby wątpliwą przyjemnością). Ale szantaż w takim
        przypadku ("Jak mnie zostawisz, to się zabiję!") świadczy tylko o wyjątkowej
        niedojrzałości tej drugiej strony. Bo do niczego nie prowadzi, nawet jeśli
        zostaną dalej razem, to szczęśliwi na pewno nie będą.



        *Czarnyteologu*, z całego serca trzymam za ciebie kciuki. Żebyś miał odwagę
        podjąć decyzję, gdy będziesz tego pewien i pod żadnym pozorem nie podejmował jej
        wcześniej. Podejrzewam zresztą, że twoja kobieta domyśla się twoich rozterek
        (ślepy by się domyślił), nie zdziw się jak sama zacznie rozmowę na ten temat.
        Wiem, że ta sytuacja jest strasznie trudna, dla ciebie na pewno dużo trudniejsza
        niż dla niej. Ale jeżeli miałbyś się do końca życia męczyć, że rozminąłeś się z
        powołaniem i sensem życia, a nie masz tylko chwilowego widzimisię, to powiedz
        jej o tym. Jeśli naprawdę byliście ze sobą blisko, to zrozumie, jeśli nie, to i
        tak ciągnięcie tego nie ma sensu.

        Z perspektywy tej drugiej strony to też nie jest wcale łatwe. Przeszłam przez to
        bardzo ciężko, od stanów depresyjnych po problemy z alkoholem i plątanie się w
        niewłaściwe związki. (Dwa ostatnie ciągną się jeszcze czasem za mną, ale teraz
        to już raczej objaw mojej głupoty, a nie skutki wydarzeń sprzed X czasu.) Ale
        absolutnie nie mam mu tego za złe, i nawet wiedząc jak to się potoczy
        zachowałabym się dokładnie tak samo. Pewne rzeczy się po prostu rozumie.

        Sorry wielkie, za patetyczny i wręcz męczeński ton wypowiedzi ;) Po prostu nie
        chciałam zbagatelizować sprawy formą wysławiania się, bo wiem że to nie takie
        hop siup. Jakbyś miał pytania/wątpliwości czy po prostu chciał pogadać, pisz na
        mejla gazetowego :)
    • bogna009 Re: Kochanie, chcę do zakonu 16.11.08, 22:15
      Zastanów się dobrze co robisz. To w brew pozorom nie jest łatwe życie. Człowiek nie jest stworzony do samotności a szczególnie ciężko jest tym którzy wiedzą jak jest w związku z kobietą. A jeśli chodzi o twoją dziewczynę, wiadomo, że nie można byc z kimś jeśli się tego naprawdę nie chce, ale ..... już jej współczuje, ja przez to przeszłam, to jest koszmar a jak wielki mogą tylko zrozumiec dziewczyny, które to samo przeżyły. Nie zrozumiesz co się czuje kiedy się słyszy: "kocham Cię, ale Bóg mnie wzywa". Gdyby chodziło o inną kobietę... w tym przypadku można walczyc, ale jak walczyc z Bogiem? jak walczyc z kimś kogo nie widac? Byłam zakochana, dalej jestem, tęsknię każdego dnia tak mocno, że to aż boli i jestem katoliczką a każdego dnia staram się, nie gniewac na Boga :(
    • substantiv Re: Kochanie, chcę do zakonu 16.11.08, 22:59

      Parę osób z historia odwrotna znajdziesz na forum.fronda.pl

      + + +
      Miałbym rozwiązanie, ale ono nie pasuje do tego problemu.
      )))))><
    • libraia Re: Kochanie, chcę do zakonu 16.11.08, 23:03
      Ci wszyscy, którzy w swoich wypowiedziach określają Cię dupkiem sami powinni
      zastanowić się nad sobą i udać na jakieś psychologiczne badania oraz kurs z
      życia. Żadne z nich chyba nigdy nie było w związku, w którym jedna strona się
      męczy swoją rolą. Ani jedno, ani drugie nie może być szczęśliwe.

      Zranisz tę dziewczynę na pewno, ale lepiej teraz, kiedy nic nie stoi na
      przeszkodzie, żeby poukładała sobie łatwo życie na nowo, niż za 10 lat, kiedy
      będziesz jej mężem i ojcem waszych dzieci.

      Będzie ciężko, to jest pewne.

      • substantiv Re: Kochanie, chcę do zakonu 17.11.08, 00:04
        wyobrażenie o życiu zakonnym to jedno a realne życie w nim to drugie.

        Skoro tyle na tym myślisz to albo nie ta kobieta, albo psychologicznej natury
        kwestie (ucieczka przed odpowiedzialnością, chęć bezpiecznego życia, coś z
        seksualnością etc.) albo ta ewentualność, ze zakon to TO miejsce.
        Moze powinieneś spróbować.


        + + +
        Miałbym rozwiązanie, ale ono nie pasuje do tego problemu.
        )))))><
    • j-50 Re: Kochanie, chcę do zakonu 17.11.08, 05:07
      To są sprawy osobiste. Każdy wybiera wg swojego uznania. Ja jestem
      generalnie źle ustawiony do zakonów, ale to niczego nie przesądza w
      wyborze osobistym. Syn mego przyjaciela poszedł do zakonu. Jego
      wybór - rodzina nic do tego nie miała. Tam się jednak nauczył
      rulety. Wyszedł z zakonu, ożenił się - ale ruleta pozostała. Cała
      rodzina spłacała długi, niemal rzygając krwią. Kobita puściła byłego
      eremitę w trąbę - bo to była jedyna rozsądna decyzja.
      Ja ostrzegam wszystkich przed szaleńcami idącymi w zakon. Oni tam
      idą z różnych powodów - czasami tyłecznych, jak się potem okazuje.
      Procent namolnych pedałów i alkoholików w zakonach jest znacznie
      większy niż wśród meneli. O złodziejstwie już nawet nie ma co mówić.
      Chyba przecież znacie casus Lubin lub Lux Veritatis? O muchomorze
      mam jeszcze przypominać?
    • nigdynigdy Re: Kochanie, chcę do zakonu 17.11.08, 05:31
      a czy ten ktos nie jest czasem DDA albo z innej dysfunckyjnej rodziny?

      tak czy inaczej tez polecam porozmawiac o tym z kims obiektywnym- moze byc psycholog, ale tez madry przyjaciel czy ktos z rodziny, choc oni moga nie byc obiektywni.

      mysle, ze zarowno zycie w rodzinie jak i w zakonie moze byc piekne i przyniesc spelnienie pod warunkiem, ze wybor dokonany jest swiadomie a nie jest jakas ucieczka.
    • krociech Mój moja moje 17.11.08, 09:49
      samorealizacje pragnienia odczucia.

      Jak tak bardzo chcesz byś święty (a widzę, że bardzo), to załóż rodzinę, spłódź żonie dziecko, weź kredyt na 300 tysięcy na nowe mieszkanie, zdobądź wykształcenie i umiejętności, które pozwolą Ci to wszystko utrzymać, jednocześnie nie zatrzebując potrzeb emocjonalnych żony i dziecka (trudne - zapewniam Cię, trzeba dużo myśleć i przewidywać), a jeszcze zanim zaczniesz, zrozum prostą prawdę że "you won't be really happy if you don't stop trying to entertain yourself and start entertaining others instead".

      Nic dziwnego, że przedstawiona przeze mnie perspektywa Cię nie podnieca. Nie ma w niej miejsca na autentyczną, inteligencką, starokawalerską "samorealizację". Niestety. Jeżeli jednak szukasz "samorealizacji", a nie świętości, to faktycznie nie ma dla Ciebie miejsca w rodzinie. Idź do zakonu i udawaj świętego przez resztę życia, doradzając rodzinom, matkom, ojcom i dzieciom, jak mają być bardziej święci. Powodzenia!!!
      • anula36 Re: Mój moja moje 17.11.08, 11:50
        radzilabym zeby sprobowal zycia w zakonie.Albop faktycznie sie w nim zrealizuje,albo umknie szybciej niz wstapil,ale przynajmniej nie bedzie idealizowal owocu ktorego nie sprobowal.
    • xcvfpedsczjx Re: Kochanie, chcę do zakonu 17.11.08, 12:25
      moze wchodziloby w gre jakas pustelnia, osrodek rekolekcyjny, jakas namiastka
      zycia zakonnego...

      i koniecznie powiedz dziewczynie, ze masz takie plany, porozmawiajcie o tym, to
      ze powiesz, ze sie nad tym zastanawiasz nie znaczy, ze juz do tego zakonu
      wstapisz. a przekonasz sie o tym, czy jest z toba bo chce, czy ze musi, bo jesli
      nie widzi innego wyjscia to ja nie widze szans na szczesliwy zwiazek
      • malakas Re: Kochanie, chcę do zakonu 17.11.08, 12:32
        Coście sie taka naparli, żeby odradzac, zniechecac a nawet
        insynuować adeptowi uchybienia w równowadze oraz władzach umysłowych?
        To juz wszyscy "powołani" są zaburzeni? Bez przesady. Trochę
        tolerancji :-)
        • kon_kordia Re: Kochanie, chcę do zakonu 17.11.08, 15:19
          No cóż. Myślę, że jeżeli dziewczyna rozsądna, to zrozumie Twoje dylematy. Że ją
          to zaboli i to mocno, nie wątpię... ale że nie zabije, to prawie pewne. Powiedz
          szczerze co czujesz. Pojedź najpierw na rekolekcje powołaniowe, albo na
          ignacjańskie (2 tydzień o podejmowaniu decyzji życiowych). Może to pomoże coś
          rozeznać.

          Jeżeli masz być niespełniony w małżeństwie, to nie uszczęśliwisz żony tak, jak
          na to zasługuje.

          I nie przejmuj się tymi, którzy Cię tu obrażają... widocznie nie stać ich na nic
          więcej...
    • krzywelustro Niezła hetera ona musi być. 17.11.08, 15:48
      Patrząc na to, jak niektóre kobiety traktują swoich facetów, dziwię
      się, że tylko u nielicznych odzywa się powołanie do celibatu.
    • grogreg To normalne 17.11.08, 16:13
      Chłopak ma silne powołanie i tyle.
      Dobrze, że poczekał z decyzją i zakosztował życia świeckiego. Dzięki temu jest
      decyzja będzie oparta na rzetelnych danych.

      A co ma powiedzieć swojej dziewczynie? Prawdę. Ludziom nie wychodzi bardziej
      błahych powodów.
    • adam81w Re: Kochanie, chcę do zakonu 17.11.08, 19:50
      1.Każdy ma swoją drogę. Tao.
      2.Nikt nie może zmuszać innego człowieka do tego co on sam uznaje ze właściwe.
      3.Jednak każdy z nas może mieć własny pogląd na sprawę zakonu i go wyrazić,
      dzięki czemu taki noszący się może podejmie właściwą dla siebie decyzję.
      4.Dla mnie zakon to ucieczka od życia. Piszesz, że był w związku ale teraz mu
      się odwidziało. Hm. Może coś z nim nie tak. Gość, który rezygnuje ze związku z
      kobietą i to już każdą a nie tylko tą (z którą był) wg mnie popełnia gruby błąd.
      W terminologii katolickiej nazwalibyśmy go grzechem. Wg mnie są podstawy sądzić,
      że rezygnując z kobiet sprzeciwia się woli najwyższej istoty, jeśli ta istnieje.
      Nie po to są przeciwne płcie żeby uciekać od siebie.
      5.Zmarnujesz sobie życie. Może boisz się poważnego związku z kobietą na całe życie?
      6.Jak powiedzieć? Prosto z mostu. Jeśli tak będzie jak będzie to ta biedaczka
      będzie miała pecha bowiem jej facet postawił wyżej Boga (jeśli istnieje) a nad
      ją samą. Wg mnie choć możecie się nie zgadzać ze mną - stawianie wyżej Boga od
      własnego partnera życiowego jest przeciwstawianiem się Bogu/naturze/przyrodzie.
      • xcvfpedsczjx Re: Kochanie, chcę do zakonu 17.11.08, 19:58
        dlaczego nikt nie dostrzega takiej ewentualnosci, ze chlopak moze czuc
        silniejsza potrzebe ale i poczucie slusznosci "sluzenia Bogu (jakikolwiek by nie
        byl ~ jakkolwiek by go nie było)" od bycia w chociazby najszczesliwszym zwiazku.

        Ale ogolnie mi sie wydaje, ze nawet jesli tak jest to moze tez sprobowac
        przezwyciezyc powolanie
        • klymenystra Re: Kochanie, chcę do zakonu 20.11.08, 08:19
          W malzenstwie tez mozna sluzyc bogu, przeciez to jeden z sakramentow :/
          • etzel Re: Kochanie, chcę do zakonu 20.11.08, 13:36
            No i co z tego, że małżeństwo nie wyklucza służby Bogu. Ogranicza je jednak
            skutecznie.
            Poza tym brak kobiety nie oznacza braku spełnienia. Bez kobiety też można się
            całkowicie spełnić.
    • mona.blue Re: Kochanie, chcę do zakonu 17.11.08, 20:11
      Znam dziewczynę, którą chłopak zostawił, bo poszedł do seminarium.
      Trochę ją pobolało, teraz jest szczęśliwą mężatką,ma małego
      dzidziusia.

      Znam też inną, dla której chłopak wyszedł z seminarium. W lipcu
      przyszłego roku biorą ślub.
    • ona_37 Re: Kochanie, chcę do zakonu 17.11.08, 21:11
      Nikt i nic nie może w to ingerować,my nie mamy na to żadnego wpływu.Nie można
      zabraniać.Powinien powiedzieć wprost dziewczynie po co zwlekać?
      • etzel Re: Kochanie, chcę do zakonu 18.11.08, 13:04
        Do Ona_37,
        Jednak można spotkać kogoś podobnie myślącego.
    • funstein Re: Kochanie, chcę do zakonu 18.11.08, 20:26
      pierwszy wniosek jaki sie nasuwa - to ze ten chlopak mial matke - zawsze
      dziewice, ktora nie dala mu milosci kobiety.

      drugi wniosek jest taki, ze ojciec tego chlopaka byl nieobecny badz
      zmarginalizowany. W domu krolowala emocjonalna dziewica.

      Synowie wychowywani w takich warunkach albo szybko umieraja albo
      nie wierza w swoj sens inny poza komtemplacyjnym lub alkoholowym.

      Krotko mowiac, trzeba sprobowac chlopaka odratowac pokazujac mu,
      ze lepsza kobieta z krwi i kosci niz zawsze-dziewica emocjonalna z drewna.

      Ale w dzisiejszych czasach ze swieca szukac Marii-Magdalen ;)
      • etzel Żeby być sobą, nie trzeba być z kimś. 18.11.08, 21:12
        Do funstein
        Bredzisz. Przede wszystkim matka nigdy nie może kochać syna tak, jak swojego
        męża, bo to się nazywa kazirodztwem.
        Dalsze wnioski są bezzasadne.

        Do tematu dyskusji.
        Poza tym niespełnieni to ci, którzy stawiają miłość do kobiety na pierwszym
        miejscu, a wszystko inne na drugim; spełnienie w życiu jest niezależne od
        znalezienia miłości, to jest kobiety. Żeby być w pełni zrealizowanym, nie trzeba
        być z kimś w związku - można być samotnikiem i być spełnionym do cna.
        • bogna009 Re: Żeby być sobą, nie trzeba być z kimś. 18.11.08, 21:56
          Bzdury wypisujecie. Odpowiem jeszcze raz. Powołanie nie wynika z problemów
          natury psychicznej. TO NIE JEST CHOROBA. Czarnyteologu, radzę Ci bardzo dobrze
          się zastanów nad tym co robisz. Najlepiej by było gdybyś nie tylko rozmawiał z
          zakonnikami, ale przede wszystkim osobami, które zrezygnowały z życia zakonnego.
          Wtedy będziesz znał wszystkie "za" i "przeciw" a decyzja będzie dojrzalsza. To
          nie jest coś co można zrobić dla kaprysu, bo wytrwać w tym postanowieniu trudno
          i odejść też trudno. Młody człowiek wstępując do klasztoru ma głowę pełną
          ideałów a tymczasem zderzenie z rzeczywistością bywa okrutne. Jeśli mimo tego
          zdecydujesz się na takie życie życzę powodzenia i spełnienia, czyli tego samego,
          czego już komuś kiedyś życzyłam... I nie przejmuj się, jesteś normalny.
          • etzel Re: Żeby być sobą, nie trzeba być z kimś. 19.11.08, 22:13
            Do bogna009
            Nieuważnie przeczytałaś post Czarnegoteologa. On napisał wyraźnie, że dobrze się
            zastanowił nad decyzją o wstąpieniu do zakonu.

            Do Czarnyteolog
            Jeśli zdecydowałeś się wstąpić do zakonu, to wstępuj śmiało. Nie ma nic gorszego
            niż tkwić w niezdecydowaniu.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka