Dodaj do ulubionych

Czy można przesadzić z asertywnością???

12.01.09, 13:00
zastanawiam sie nad tym problemem od kilku dni...

mam kumpelę od zawsze prawie, zycie miała mocno pokręcone i była
zawsze patologicznym dawaczem, pomagaczem, zagłaskiwaczem... i
dostawała od losu i bliźnich mocno w dooopę w zwiazku z tym.
Wielekrotnie słuzyliśmy jej z mężem pomocą bardzo konkretną albo
wsparciem duchowym, były to tez rzeczy, które mogłaby załatwić
spokojnie sama dzwoniąc do odpowiednich fachowców czy instytucji.
nie traktuje tej naszej pomocy jako jakiegos obciążenia tylko cos
zwyczajne wsród przyjaciół, pisze o tym dla pełnego obrazu:)

od pewnego czasu po róznych terapiach "świadomie trenuje
asertywność", co skutkuje np takimi sytuacjami:
nie idzie na pogrzeb ukochanego wuja, który był jej wsparciem
często, bo "nie mogłaby znieśc rozpaczy ciotki",
na moja prosbę o podrzucenie gdzieś samochodem gdy byłam dośc mocno
chora wyjechała z tekstem nie jestem taksówka,
gdy musiałam iśc do szpitala i na czas odtawienia mnie tam przez
męża nie mieliśmy z kim zostawic na ok 2 godziny naszej kilkuletniej
córki, odmówiła mi pomocy "bo to ją przerasta"
gdy do niej dzwonie nie na ploty tylko w konkretnej sprawie, zanim
powiem o co mi chodzi zaczyna rozmowe od stwierdzenia "nie mam dużo
czasu bo musze pracować", po czym pepla o swoich duchowych
rozterkach trzy razy dłużej niż trwałoby załatwienie tego po co
dzwonie
jeszcze więcej takich sytuacji moznaby znaleźć, a jednocześnie b.
często mówi jak nasza przyjażń jest dla niej ważna, że nie wyobraża
sobie ,żeby jej nie było itd.

jestem na nia trochę rozżalona, nie ukrywam i stąd pytanie jak w
temacie. ciekawa jestem opinii .
Obserwuj wątek
    • ca-ti zdecydowanie tak 12.01.09, 14:09
      Sama zresztą podajesz na to przykłady. To co obecnie wyprawia Twoja
      koleżanka jest tak samo chore jak jej poprzednia postawa.
      Przeleciała po prostu w drugą skrajność, nie zauważając złotego
      środka.
      Tak jak wcześniej, tak i teraz to co robi mało ma wsólnego z
      osadzeniem w samej sobie, z rozeznaniem we własnych potrzebach,
      możliwościach i ograniczeniach. A dopiero jak człowiek ma mocne
      poczucie własnej wartości, moze mówić o asertywności. Twoja
      koleżanka obecnie ćwiczy chamstwo i agresję w relacjach z innymi, z
      asertywnością nie ma to nic wspólnego.

      Teraz czas na Ciebie i Twoją asertywność :-))) Współczuję, bo to
      trudne zadanie w tak bliskiej realcji.

      • grenzik Re: zdecydowanie tak 12.01.09, 15:33
        To się zgadzam ca-ti. Odkąd dużo się zaczęło mówić o asertywności, wielu ludziom
        pokićkały się pojęcia :) Myślą, że jak "na chama" jadą ze wszystkim i
        wszystkimi, to są asertywni.
        • moreno68 Re: zdecydowanie tak 12.01.09, 16:15
          Moja ciotka po wizytach u psychologa też tak miała ,sztukę
          odmawiania opnowała do perfekcji;).Tylko ,że teraz nie ma żadnych
          znajomych , rodzina też się odsunęła.
          Ze skrajności w skrajnośc.
          Nie masz łatwego zadania ,ale jeśli chcesz nadal utrzymywac kontakty
          chyba czas na podjęcie kroków z Twojej strony.
          Może rozmowa na ten temat , powiedziec wprost co Ciebie zabolało w
          jej zachowaniu.
          A może poternowanie asertywności przez Ciebie ;)
    • anaisanais Re: Czy można przesadzić z asertywnością??? 12.01.09, 16:24
      zgadzam sie z poprzednikami, ze kolezanka idzie ze skrajnosci w
      skrajnosc, ale coz
      uczy sie nowych zachowan, wiec bledy moze popelnic.
      pewnie ty czasem tez tak naprawde sobie myslisz: jeja, nie mam czasu
      paplac z nia, ale lubie ja i ona potrzebuje wiec spedze te 10 min.
      roznica ze potrafisz zachowac swoje granice; znajdujac balans miedzy
      kosztem i korzyscia.

      moim zdaniem jak ci na niej zalezy to jej powiedz to ze widzisz u
      niej zmiane ale czasem jest za malo wrazliwa jednak na potrzeby
      innych w tym twoje, domyslam sie ze nie wykorzystujesz jej every day.
      : np. wiem ze nie jestes taksowka ale potrzebuje cie teraz, to jest
      wazne, jestem chora, pomoz mi prosze czy cos podobnego
    • dekadencja1 Re: Czy można przesadzić z asertywnością??? 12.01.09, 17:29
      Można, jak się komuś myli asertywność z agresywnością.
    • lifeisaparadox Re: Czy można przesadzić z asertywnością??? 12.01.09, 17:46
      No troche niedojrzala ta kolezanka
    • zwierze_futerkowe Re: Czy można przesadzić z asertywnością??? 13.01.09, 22:00
      Może ona się nagle zorientowała, że coś za często służy ludziom do podwożenia,
      siedzenia z dzieckiem i temu podobnych przysług. I tak jak kiedyś zawsze mówiła
      "zgoda", tak teraz zaczęła hurtowo odmawiać. Ani jedno, ani drugie nie jest
      dobre. Ale ja ją rozumiem. Rozumiem, że jeśli się było przez kogoś
      wykorzystywanym, to w pewnym momencie można sobie powiedzieć: "Ku*wa, nigdy
      więcej!". A wtedy otoczenie dostaje szoku...

      Napisałaś, że ona była na kursach asertywności. Na takich kursach czasami zadają
      "pracę domową": każą mówić "nie" po prostu po to, żeby się przełamać, żeby
      zobaczyć, że to "nie boli". Może ona jest właśnie na takim etapie?

      Na Twoim miejscu na razie wstrzymałabym się z reakcją. Nie napisałaś, jak długo
      to trwa. Tygodnie, miesiące? Ile razy już Ci odmówiła?
      • archiwalda Re: Czy można przesadzić z asertywnością??? 14.01.09, 09:09
        Do założenia wątku nie skłonił mnie "szok", że nie mozna już jej
        wykorzystywać:)Owszem, słuzyła często do takich usług, chcociaz nie
        dotyczyło to naszych akurat relacji. Znamy sie ponad 30 lat, bardzo
        blisko jestesmy ze sobą prawie 20. Jak patrze z perspektywy czasu,
        to dawanie w naszych relacjach oceniam jako większe z naszej strony
        i to w powaznych naprawde kwestiach, o których nie ma co sie
        rozpisywac, bo nie mam tu poczucia jakiegos wykorzystania, było to
        nawet czasem zabawne:) Pamietam jak jej malutka córka nie wiedząc
        jak nazywac mojego męża mówiła o nim "wujek, który naprawia wszystko
        u nas w domu":)) I do dzis jest tak, że to częściej ona ma jakies
        potrzeby do nas niz my do niej, nie prosze jej o pomoc częściej niż
        raz na kilka miesięcy.

        Te wypadki o których napisałam w pierwszym poście miały miejsce w
        czasie ostatniego roku mniej więcej, nie wiem czy tak długo ma
        trenować mówienie wszystkim "nie" czy uznała, że to włąsnie jest ta
        upragniona asertywność.

        Sprawa z podwożeniem jest sprzed 3 tygodni. Byłam naprawde chora z
        trudnościami w poruszaniu się i dlatego ja poprosiłam o przysługe.
        Nie mam żalu, że mnie nie podwiozła, bo wiem, że faktycznie wtedy
        nie mogła, ale za skwitowanie mojej prośby stwierdzeniem, że nie
        jest taksówką.

        Własnie na razie wstrzymuje sie z reakcja jakąkolwiek, co
        sprowadziło sie do tego że od 3 tygodni nawet nie rozmowiałyśmy
        przez telefon, a zwykle to była norma kilka razy w tygodniu. To tez
        ma pewnie znaczenie dla mnie, gdyz nie raz wyrykiwała mi sie w rekaw
        jak to świat jej nie kocha, bo nikt oprócz mnie nie dzwoni do niej i
        nie pyta jak sie czuje jak jest chora ani rodzina ani inni znajomi.
        Ja widać takie zainteresowanie w jej mniemaniu powinno działac tylko
        w jej stronę:)

        Zobaczymy co dalej będzie. Za kilka dni mam urodziny, ona swoje
        miała kilka miesięcy temu i ja byłam jedyna osobą, w której
        towarzystwie je spędziła, bucząc jakie ma popierniczone zycie.

        Faktycznie ma popierniczone i dlatego zawsze jakos przy niej byłam,
        i dlatego tym bolesniejsze jest dla mnie jej zachowanie z ostatnich
        miesięcy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka