Dodaj do ulubionych

Maz i praca

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.11.03, 21:16
Moj maz jest niesmialym i bez sily przebicia facetem. Pokochalam go dawno
temu, nie zwracajac uwagi na jego cechy charakteru, bo milosc przeciez
zwyciecy wszystko...A jednak nie jest tak do konca. Bo kiedy przyszla proza
zycia, rachunki, obowiazki i plany dot. dziecka to jednak nie jest tak
wesolo. Jak mam jego zmotywowac, zeby szukal leszej pracy (zarabia teraz ok.
800, a ma jeden z najlepszych meskich zawodow). Ja zarabiam kilka razy
wiecej, ale to nie powod zeby on sidzial na laurach a wszystko bylo na mojej
glowie:( Ja pomalu mam depresje bow iem, ze nie moge na niego liczyc, nie
wiem co z dzieckiem w tym ukladzie, co ja mam wogole robic? Czy jest szansa,
ze to sie zmieni? Znajomi mowia ze on taki poprostu jest:( A ja nie potrafie
sie z tym pogodzic, bo jak kocha to chyba powinien byc bardziej
odpowiedzialny? Kolezanki radza, zebym dala sobie z nim spokoj, bo bede miec
cale zycie drugie dziecko na utrzymaniu. Co ja mam robic?????????????:(
Obserwuj wątek
    • empeka Re: Maz i praca 11.11.03, 21:27
      Chyba nie zdajesz sobie sprawy,że Twój tekst nie robi najlepszego
      wrażenia.
      Przestałaś kochać faceta i radzisz się wszystkich wokół, czy go
      rzucać...

      Marta
      • Gość: tado Re: Maz i praca IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.11.03, 21:30
        A czy On mnie w takim razie kocha skoro tak sie zachowuje? Ja go kocham, bo
        jestem z nim juz tyle lat...utrzymujac dom, martwiac sie co z wakacjami, jego
        choroba i praniem...czy tylko ja mam miec obowiazki??
        • Gość: ryb Re: Maz i praca IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 11.11.03, 21:35
          Zycie byloby latwiejsze gdyby tak odwrocic strony co?


          ryb
          • Gość: tado Re: Maz i praca IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.11.03, 21:36
            Tak, chociaz przez pewien czas, np. kiedy bede w ciazy i w okresie pologu:(
            • Gość: ryb Re: Maz i praca IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 11.11.03, 21:58
              Moze przyzwyczailas faceta do tego, ze to Ty jestes zabezpieczeniem gdyby mu
              sie noga podwinela...on wie na kogo ma liczyc.


              ryb
      • debra Re: Maz i praca 13.11.03, 12:55
        empeka napisała:

        > Chyba nie zdajesz sobie sprawy,że Twój tekst nie robi najlepszego
        > wrażenia.
        > Przestałaś kochać faceta i radzisz się wszystkich wokół, czy go
        > rzucać...
        >
        > Marta

        Hej, hej. Ona nie radzi sie, czy ma rzucać faceta (chociaż to nie byłoby złe
        rozwiązanie:))). Próbuje po prostu przewidzieć swoją przyszłość.
        Często zdarza się, że nasze wybory weryfikuje proza życia i nadle okazuje się,
        ze królewicz, nie jest może żabą, ale nijak nie radzi sobie w codziennymi
        sprawami:)

        Debra

    • Gość: tado Re: Maz i praca IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.11.03, 21:39
      Ktos kiedys mi powiedzial, ze w zwiazku jedna osoba jest glupia a druga madra.
      Wiem, ze jestem ta glupia, bo nie potrafie wyposrodkowac tego co mnie meczy:(
    • Gość: tado Re: Maz i praca IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.11.03, 21:42
      Czy to zle ze czegos wymagam, ze chce zeby nam niczego nie brakowalo? Czy ja
      jestem nienormalna?? Nic juz nie wiem o zyciu............:(:(:
      • malvvina Re: Maz i praca 11.11.03, 21:55
        i jaki rezultat ? niczego ci nie brakuje ?

        > Czy to zle ze czegos wymagam, ze chce zeby nam niczego nie brakowalo? Czy ja
        > jestem nienormalna?? Nic juz nie wiem o zyciu............:(:(:
        • Gość: tado Re: Maz i praca IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.11.03, 21:58
          Brakuje mi poczucia zaangazowania z jego strony, bezpieczenstwa i opieki meza,
          niewidzialnej sily z jego strony.
          • jmx Re: Maz i praca 12.11.03, 01:51
            Gość portalu: tado napisał(a):

            > Brakuje mi poczucia zaangazowania z jego strony, bezpieczenstwa i opieki
            meza,
            > niewidzialnej sily z jego strony.

            Powiedz mu o tym. Bo jak widzę, nie pieniędzy Ci brak a zaangażowania z jego
            strony, jego troski i opiekunczości. A Ty na ten temat wolisz gadać z
            koleżankami a nie z własnym mężem.

            On, jak sądzę, w ogóle nie wie co się dzieje w Twojej duszy, w Twoich myślach.
            Myśli, że jest wszystko OK. Nigdy Ci to nie przeszkadzało, takim go
            pokochałaś, zawsze było dobrze a teraz się złościsz "nie wiadmomo o co".

            Powiedz mu o swoich obawach, o dziecku, o tym, że brakuje Ci troski i uwagi z
            jego strony. Gonienie go do lepiej płatnej pracy raczej nie zda egzaminu bo po
            pierwsze - tak naprawdę nie pieniędzy Ci brak, a po drugie - jeśli to jego
            pasja życiowa, powołanie(?) (obecny zawód) to jej nie zmieni a tylko "zamknie
            się" na Twoje argumenty, obawy.
    • Gość: girlfriend o siet! on się nadaje do beatyfikacji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.11.03, 22:02
      słowo zucha!
    • Gość: Richelieu* Re: Maz i praca IP: *.localdomain / 192.168.0.* 11.11.03, 22:11


      Bo gdy to wyłącznie chop chodził do roboty, a co ważniejsze on miał obowiązek
      na dom zarobić to udacznik czy nieudacznik starał się. Teraz gdy nic nie
      trzeba, życie częściowo wybiera się, dobiera do własnych możliwości, a nie
      odwrotnie (tzn. tak byłoby idealnie ;) to człowiek z natury idący po
      najmneijszrj linii oporu zaczyna się lenić. Z Twoim mężem.. może tak go
      sobie "wychowałaś", że on teraz przyzwyczajony do 800zł traktuje je bardziej
      jako kieszonkowe niż jako pieniądze na rachunki. Weź się chłopie do roboty
      kieyś mówione przez społeczny obowiązek teraz musisz powiedzieć sama. Bo co,
      że jest nieudacznik kiedy się nie stara nawet być lepszy. A może pogubił się w
      swojej roli. Zawsze u niego zarabiał ojciec, wujek, dziadek, a ich żony były
      duchowymi podporami tylko albo aż. A teraz on trafił na taką co góry przenosi
      i nie woie gdzie siebie tam umieścić.
      • Gość: gf Re: Maz i praca IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.11.03, 22:18
        RR, a nie pomyślałaś, że może facet ma inne aspiracje niż 10x 800 peelenów?
        Ty naprawdę uważasz autorkę wątku za OK?
        • Gość: Richelieu* Re: Maz i praca IP: *.localdomain / 192.168.0.* 11.11.03, 23:09
          Gość portalu: gf napisał(a):

          > RR, a nie pomyślałaś, że może facet ma inne aspiracje niż 10x 800 peelenów?
          > Ty naprawdę uważasz autorkę wątku za OK?


          czy ja powiedziałam, że autorka wątku jest ok? właśnie na abarot . wychowała
          sobie tak faceta, a raczej przyzwyczaiła go do stanu gdy on nic nie musi.
          Starać się też nie musi bo ona już tam zarobi. Jeśli dobrze im obojgu w takim
          układzie to ok, ale jak widać nie jest jej już dobrze. To tak jakby kazała
          dziecku dobrze się uczyć z matematyki, a potem narzekala, że ma dwóje z
          polskiego.
          Kiedyś to społęczetwo wychowywało obowiązek zarabiania u faceta, i obowiązek
          zajmowania się domem u kobiety. Teraz kiedy już nikt nikogo nie wychowuje to
          nie może być tak, żeby jeden miał dwa etaty a drugi żadnego.

          Że facet nie chce mieć aspiracji, nie musi, ale kiedy wie się, że jego
          aspiracją jest zarabianie 800zł a nie 8000 i się kocha jego z całym
          dobrodziejstwem inwentarza to nie można po jakimś czasie nagle mieć żalu do
          męża że futra z norek to nam nie kupi. Jest takie straszne przysłowie o
          gałach, które w ogólności nie oddają faktu, że człowiek cały czas się zmeinia,
          ale w tym przypadku wcześniej dzięki zakochaniu jakoś brak aspiracji męża nie
          przeszkadzał.
          • Gość: gf Re: Maz i praca IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.11.03, 23:58
            moim zdaniem to jakaś treserka.
    • cossa Re: Maz i praca 11.11.03, 22:33
      zastanawia mnie jedna rzecz,
      napisalas:
      "Pokochalam go dawno
      > temu, nie zwracajac uwagi na jego cechy charakteru, bo milosc przeciez
      > zwyciecy wszystko..."

      nie rozumiem tego co powyzej
      czym wiec sie kierowalas
      decydujac sie na zwiazek z obecnym mezem?

      pozdr.cossa
    • Gość: Selene Re: Maz i praca IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.11.03, 22:33
      Nie biegaj po koleżankach uskarżając sie na niego w ten sposób jak tu tzn. ja
      go kocham, on jest nieodpowiedzialny, już dłużej nie mogę, tylko ja się
      martwię itd. bo naturalne jest, że twoje koleżanki powiedzą ci wtedy abyś dała
      sobie z nim spokój, co tylko spowoduje jeszcze większą twoją dezorientację.
      Sama musisz parę rzeczy przemyśleć, przede wszystkim jakim twój mąż jest
      człowiekiem dla ciebie. Po drugie jak wygląda podział obowiązków w waszym
      związku, może jeśli tobie lepiej wychodzi zarabianie pieniędzy, to ty je
      zarabiaj, a mąż niech zajmie się obowiązkami domowymi. Będąc w ciąży masz
      prawo do 100% L-4, masz płatny urlop macierzyński, a urlop wychowawczy może w
      obecnej chwili wziąść również twój mąż. Może nie zmieniaj męża na siłę,
      spróbuj z nim szczerze porozmawiać o twoich lękach, braku poczucia
      bezpieczeństwa, zauważ jego dobre strony. Jeśli zamiana stereotypowych ról cię
      przerasta i najważniejsza jest dla ciebie tylko kasa - no cóż, duże szanse, że
      będziesz musiała poszukać innego męża.
      • tea_time Re: Maz i praca 12.11.03, 00:44
        Rozumiem Cie, Tado. Zapedzilas sie, zagalopowalas sie, zapetlilas i wierze, ze
        wszystko to robilas, bo kochalas. Mysle, ze nadal kochasz, inaczej nie targaly
        by Toba te wszystkie uczucia. Z pewnoscia maja racje Ci, ktorzy twierdza, ze
        przyzwyczailas meza do sytuacji wygody, nie dziw sie, ze swietnie sie w niej
        odnalazl ( ja jestem zdania, ze czlowiek z natury jest istota wygodna i
        leniwa:) i stad wszelakie wynalazki, ba, postep en generale:)Poki byliscie,
        jestescie we dwoje taki uklad sprawdzal sie, chociaz czulas/czujesz sie w nim
        coraz mniej wygodnie. Przypuszczam, ze owa niewygoda rodzi sie z mysli
        dotyczacych przyszlosci. Dziecko to juz nie TY i ON, to rowniez oczekiwania z
        dzieckiem zwiazane. Jak mniemam, TY dla siebie od Niego "niczego nie chcesz", w
        kazdym razie jestes gotowa przymknac oko na owe "niedopatrzenie":), kobiety w
        wiekoszosci maja niezle rozwiniety "gen poswiecania sie dla ukochanej osoby":),
        niemniej burzysz sie i buntujesz, kiedy myslisz, ze za dziecko rowniez tylko Ty
        bedziesz czula sie odpowiedzialna. MOze sie myle, popraw mnie, wszak tylko cos
        na podstawie zakladam:) Co dalej? Jest jeszcze czas. Jeszcze dziecka nie ma i
        bardzo dobrze, bo pojawienie sie teraz dziecka sytuacje cala by skomplikowalo
        bardzo. On zwyczajnie nie jest gotowy, by to dziecko miec, oboje nie jestescie
        na to gotowi, mowie o Was jako Rodzicach, bowiem Ty jako kobieta z pewnoscia
        szybko taka dojarzalosc potrafisz w sobie wytworzyc. Ale nie o to chodzi, zebys
        tylko Ty byla odpowiedzialna Matka, dziecku sa potrzebni tacy Rodzice i od tego
        nalezaloby zaczac "edukacje":)
        Tado, porozmawiaj z mezem ( jak czesto wszystkim, takze sobie, radzimy
        rozmowe,zauwazyliscie?:) Podziel sie z Nim tym wszytkim, czym z Nami sie
        podzielilas. Mow i oczekuje odpowiedzi. Nie przygotowuj jej w sobie. Byc moze
        Jego odpowiedz Cie zaskoczy. Byc moze Jego zaskocza Twoje slowa.
        Tado, porozmawiaj z mezem o pracy. O jego planach, ambicjach, marzeniach z nia
        zwiazanych. Powiedz o swoim widzeniu, o swoich rozczarowaniach i zdziwieniach.
        Porozmawiaj o pieniadzach, to moze nie byc latwa, ani przyjemna rozmowa.
        Tado, porozmawiaj z NIm o dziecku i o przyszlosci. Waszej wspolnej, jak On ja
        widzi, jak siebie i Was w niej widzi.
        Mow i sluchaj. Uwaznie. Minimalizuj emocje. Negocjuj. Dyskutuj. Polemizuj.
        Jesli kochasz, jest o co walczyc. Zanim jednak rozmowe zaczniesz uswiadom
        sobie, co jest Twoim celem i na jaki kompromis bylabys w stanie pojsc. Bo
        wygrana w zwiazku ma czasem smak kompromisu, ktory wcale nie jest jalowy:)
        Powodzenia
        Tea
    • mary_ann Re: Maz i praca 12.11.03, 00:36
      Ja myślę, że mnie tu chodzi o konkretne sumy, a bardziej o poczucie
      bezpieczeństwa, ktorego Ci brakuje, zaangażowania ze strony męża, pewności, że
      w razie czego będzie, obroni, wesprze, nie da wam (dwojgu, trojgu czy ile tam
      po ewentualnymrozmnożeniu wyjdzie :-) zginąć?

      Nie bardzo rozumiem, co w tym ma być wstydliwego. Zwłaszcza w przywoływanym
      przez autorke kontekście planowanego dziecka. Tak się składa, że jest to
      moment w zyciu kobiety, w ktorym bardzo, bardzo pragnie stabilizacji i
      poczucia bezpieczeństwa. Nie chcę tu przywoływac socjobiologii, ograniczę się
      na razie do stwierdzenia, że mocno w wiekszości kobiet taka potrzeba jest
      zakorzeniona i już. I dobrze. A osoby znajdujące się lata świetlne od myśli o
      dziecku niech sobie złośliwe komentarze darują, bo najwyraźniej nie czują, w
      czym rzecz.

      Tado, sama musisz sobie przemyśleć, na ile oparcie w męzu w w/w kwestiach jest
      dla Ciebie ważne, na ile możesz ustąpić, na ile on jest chętny i zdolny się
      zmienić.I musisz to wiedziec ZANIM zdecydujecie się na dziecko. Jesli masz
      problemy z szanowaniem męża takiego, jakim jest, jako mężczyzny, to potem
      raczej lepiej nie będzie.
    • j_ar Re: Maz i praca 12.11.03, 08:57
      > Moj maz jest niesmialym i bez sily przebicia facetem. Pokochalam go dawno
      > temu, nie zwracajac uwagi na jego cechy charakteru, bo milosc przeciez
      > zwyciecy wszystko...

      czyli wolalabys aby byl przebojowym i smialym? ale wtedy to on nie bylby juz
      taki sam


      >A jednak nie jest tak do konca. Bo kiedy przyszla proza
      > zycia, rachunki, obowiazki i plany dot. dziecka to jednak nie jest tak
      > wesolo. Jak mam jego zmotywowac, zeby szukal leszej pracy (zarabia teraz ok.
      > 800, a ma jeden z najlepszych meskich zawodow).

      po prostu musisz mu powiedziec o swoich obawach,

      > Ja zarabiam kilka razy
      > wiecej, ale to nie powod zeby on sidzial na laurach a wszystko bylo na mojej
      > glowie:(

      jezeli brakuje wam pieniedzy to nie ma wyjscia, musi zaczac zarabiac wiecej
      jezeli ma oczywiscie takie mozliwosci (a nie tylko tobie tak sie wydaje),
      jezeli jednak nie brakuje wam pieniedzy, a jedynie meczy cie to, ze on zarabia
      mniej, to po prostu nie rozumiesz, ze tak to juz bywa na rynku pracy


      > Ja pomalu mam depresje bow iem, ze nie moge na niego liczyc, nie
      > wiem co z dzieckiem w tym ukladzie, co ja mam wogole robic?

      ktos tu dobrze napisal, maz moze isc na macierzynski

      > Czy jest szansa,
      > ze to sie zmieni? Znajomi mowia ze on taki poprostu jest:( A ja nie potrafie
      > sie z tym pogodzic, bo jak kocha to chyba powinien byc bardziej
      > odpowiedzialny?

      skoro zarabiasz kilka razy wiecej czyli zalozmy 4000 a on 800 to za 4800 na
      rodzine mozna czuc sie bardzo odpowiedzialnie


      > Kolezanki radza, zebym dala sobie z nim spokoj, bo bede miec
      > cale zycie drugie dziecko na utrzymaniu. Co ja mam robic?????????????:(


      razem zyjecie, ty masz akurat to szczescie, ze zarabiasz wiecej, czego ty nie
      rozumiesz?
    • Gość: filut Re: Maz i praca IP: 62.233.169.* 12.11.03, 09:12
      Sygnalizowany "problem" przypomniał mi prawdziwą historię.

      Młodzi ludzie (ok 30), po kilku latach wolnego związku, postanowili się pobrać.
      W tym czasie ona zarabiała więcej od niego.
      Przed ślubem, z JEJ inicjatywy, spisali intercyzę.
      Po 2 latach jego zarobki sporo przewyższyły jej zarobki.
      Niedawno, z JEJ inicjatywy, unieważnili intercyzę;)

      Miał rację nieżyjący już W.I.L. "Byt kształtuje świadomość" :))))

      Pozdrawiam
      Fil
      • j_ar Re: Maz i praca 12.11.03, 09:23
        hehehe... on chyba naprawde bardzo ja kocha, az go szkoda no.....
    • default Re: Maz i praca 12.11.03, 09:43
      Tado, zupełnie jakbyś opisała mojego byłego męża! Dokładnie tak samo - brak
      aspiracji zawdowych, zadowalanie się byle jaką pensją, aby się tylko nie
      narobić za bardzo, wszystkie domowe sprawy na mojej głowie - czułam się jakbym
      miała dwoje dzieci, a nie jedno. Samo borykanie się z problemami finansowymi to
      w sumie pryszcz w porównaniu z poczuciem zupełnego osamotnienia w tej
      codziennej walce, świadomością, że mona liczyć tylko na siebie, że nie można
      rozłożyć bezradnie rąk i powiedzieć "nie potrafię, zrób to za mnie".
      Rozmowy, tłumaczenie, przekonywanie - to wszystko było na nic. Trafiała się
      okazja zmiany pracy na dużo lepiej płatną - nie skorzystał, bo za
      dużo "papierkowych" spraw trzeba było załatwić, a jemu się nie chciało. Jak
      można było złapać trochę dodatkowej pracy - to jemu się "nie opłacało".
      Pobraliśmy się z wielkiej (jeszcze z czasów licealnych) miłości, za wcześnie,
      obydwoje nie zdawaliśmy sobie sprawy, jak wygląda trudna codzienność. No i
      wielką miłość szlag trafił...Rozwiedliśmy się po 5 latach małżeństwa.
      Trudno jest żyć z takim dużym dzieckiem, z poczuciem że samemu trzeba stawiać
      czoło wszystkim codziennym sprawom. Mój obecny mąż jest zaradnym, pracowitym i
      odpowiedzialnym mężczyzną - to naprawdę wspaniałe uczucie wiedzieć, że jest
      ktoś, kto cię wspiera, wobec kogo możesz sobie pozwolić na bycie słabą,
      bezradną kobietką ;)
      • j_ar Re: Maz i praca 12.11.03, 09:58
        no jak to dokladnie.. tado nigdzie nie stwierdzila, ze on sie uchyla od
        obowiazkow domowych, a jedynie, ze malo zarabia
    • Gość: facio Re: Maz i praca IP: *.dip.t-dialin.net 12.11.03, 10:15
      Nie ma prostej recepty.
      Ja z kolei poświęciłem się pracy, dużo forsy, mieszkanie dla nas i dziecka,
      samochód, dobre meble,itp.,itd.
      W zamian doczekałem się oskarżenia o nieczułość i brak miłości.
      Konsekwencją był romans małżonki.
      Takie są kobiety.
      Przemyśl co chcesz osiągnąć w swoim związku.
      • tea_time Re: Maz i praca 12.11.03, 10:39
        Tado, przeczytalam Twoj post wczoraj wieczorem i spontanicznie na niego
        odpowiedzialam, jednak on i moja odpowiedz nie dawala mi spokoju, czulam, ze
        chociaz szczera jest jakos obok i nie daje satysfakcji. Myslalam o tym, o Tobie
        dzis rano w drodze do pracy i wreszcie zrozumialam!:) Doszlam do wniosku, ze
        to, co najbardziej moze w tej calej sytuacji Ci dokuczac to BRAK WYBORU. Mysle,
        ze Tobie byc moze nawet nie przeszkadzaloby, ze zarabiasz wiecej od Niego, ze
        glowny ciezar utrzymania rodziny spoczywa na Tobie, gdybys wiedziala, ze w
        sytuacji, kiedy nie bedziesz w stanie tego wszystkiego robic na taka skale i na
        takim poziomie ( a taka sytuacja moze byc np. ciaza, urodzenie i wychowywanie
        dziecka) - mozesz liczyc na Niego. Slowem - nie masz pewnosci, ze mozesz sobie
        pozwolic na slabosc, na bycie nie za wszystko sama odpowiedzialna. To wcale nie
        znaczy, ze musisz z tej mozliwosci skorzystac, ale masz wybor! Tymczasem teraz
        ( takie jest moje odczucie ) czujesz, ze go nie masz i stad bezradnosc,
        bezsilnosc, ktora wyczuwam w Twoich slowach. Nadal jednak, niezmiennie,
        doradzam rozmowe:) Pozdrawiam Tea
        • default Re: Maz i praca 12.11.03, 11:31
          Pewnie, pogadać zawsze można, ale jak ktoś pozbawionym ambicji, patentowanym
          leniem, to co to da?
    • Gość: tado Re: Maz i praca IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.11.03, 12:07
      Dziekuje Tobie Tea i default za slowa otuchy. Po wczorajszym przeczytaniu
      wypowiedzi, zalamalam sie, wpadlam w wielkie poczucie krzywdy wobec meza,
      zaczelam sie zastanawiac, czy ja jestem egoistka, materialistka czy nie moge
      byc zaklopotana z tego powodu - minimalizmu mojego meza w kazdym calu?? Otoz,
      tak jak sugerowala default, faktycznie moj malzonek robi w domu b. malo, zeby
      nie powiedziec nic. Jesli palcem nie wskaze nie czuje takiej potrzeby, nie ma
      poczucia obowiazku. Jego nic nie interesuje. Ani moja smutna buzia podczas
      choroby, o zakupie lekow nie wspomne, ani pelen kubel w kuchni i pusta lodowka.
      On zyje w swoim wyimaginowanym, wirtualnym swiecie. Z realnego ma tylko piwo,
      klawiature komputera i DVD. Przeprowadzilam z nim rozmowe nt. przyszlosci i
      planowanego dziecka. Uslyszalam ze teraz nie bo teraz to go nie stac, moze za 5
      lat, kiedy sytuacja na rynku pracy sie zmieni, jak wejdziemy do UE. Optymista!!
      Tylko instynkt to ja czuje teraz, a za 5 lat bede dojrzala zeby nie powiedziec
      stara kobieta, napewno nie na rodzenie dzieci - bede miala 36 lat!:(
      Dowiedzialam sie, ze dziecka pragnal 5 lat temu, zaraz po slubie kiedy
      zaczynalismy mieszkac razem. Tylko wtedy to ja chcialam troszke popracowac,
      nabyc doswiadczenia, o finansach wspolnych nie wspomne. Ja mysle,ze wtedy mnie
      kochal, teraz jest zbyt wygodny:(
      Tea, dziekuje, ze myslalas o mnie w drodze do pracy. To prawda ze czuje sie jak
      w klatce, z max. poziomem adrenaliny, bez wyjscia, zdana na siebie. Juz nawet
      zaczelam sie zastanawiac czy to nie efekt wychowania przez surowego ojca, ktory
      nie pomagal, a wymagal. Wszystko musialam robic sama, bez wsparcia i dobrego
      klimatu. Mama na szczescie to lagodzila, przekazala mi wiele ciepla.Teraz takze
      jej pomagam, stad moje utyskiwania i brak sil.
      Nie wiem co robic, czuje sie zle, zmeczona i zaklopotana, wpedzona w poczucie
      winy przez meza, ktory na wszystko reaguje usmiechem, cynicznym, bo przeciez
      nic sie nie dzieje, ja wymyslam i sie czepiam. Powinnam sie uwolnic od niego,
      nie ogladajac sie na wspomnienia i uczucie w imie normalniejszej przyszlosci?Co
      ja mam robic? Nie jestem silna, jak wszyscy wokol sugeruja, ja gram taka od
      dziecka bo musze. Potrafie taka byc, ale w extremalnych sytuacjach, nie non
      stop. Czyz zwiazek dwojga ludzi to nie kompromisy i uzupelnianie sie, wzajemne
      wsparcie, pomoc, sluchanie?? Pogubilam sie w tym wszystkim...
      • default Re: Maz i praca 12.11.03, 12:38
        Nie przejmuj się Tado, tymi co na Ciebie naskakiwali, ciekawe co mówiliby będąc
        w takiej sytuacji. Jak napisałam, znam takie życie bardzo dobrze, więc
        doskonale rozumiem co czujesz. Nie ma nic złego w tym, że chciałabyś mieć
        poczucie oparcia w mężu.
        Ja z moim nie mogłam się dogadać. Mimo wszystko nie wiem, czy zdecydowałabym
        się odejść od niego, gdyby nie to że poznałam kogoś, kto był dokładnym jego
        przeciwieństwem. Kiedy poznałam co to znaczy silne, męskie ramię, na którym
        można się wesprzeć - wiedziałam, że nie interesuje mnie dalsze samotne
        borykanie się z losem i wychowywanie dwójki dzieci, tzn. i córki i męża. I nie
        chodzi mi bynakmniej o to, że pociągało mnie leniwe życie u boku dbającego o
        wszystko faceta z kasą. Chodzi właśnie o to co pisała Tea - o świadomość że
        MOŻESZ sobie pozwolić na bezradność, na słabość, na odpuszczenie sobie na
        chwilę, bo ktoś jest obok i wesprze.
        Mój były mąż się nie zmienił do tej pory - a minęło od rozwodu 15 lat. W tym
        czasie był związany z kobietą, która odeszła niedawno od niego z tego samego -
        powodu co ja - miała dosyć użerania się z wiecznym dzieckim, bujającym w
        obłokach. Mój były jest poza tym bardzo fajnym człowiekiem i jako kolega do
        pogadania świetnie się sprawdza, ale jako mąż i ojciec - niestety.
        Nie chcę Ci przez to sugerować, abyś od niego odeszła, po prostu miej
        świadomość, że to raczej taki typ i już się nie zmieni, choćbyś - zgodnie z
        radami z tego forum - rozmawiała z nim dzień w dzień o tym.
        Pozdrawiam,
        def
      • tea_time Re: Maz i praca 12.11.03, 12:54
        Tado, nie dziwie sie, ze po przeczytaniu wczorajszych wypowiedzi podlamalas
        sie, ja czytajac je zirytowalam sie, jak zawsze, kiedy slysze takie rady pisane
        bez empatii i "przy biurku", bez swiadomosci, ile mozna taka nonszalancja
        slowna krzywdy komus zrobic. Ale zostawmy to, nie zmienisz czyjejs natury,
        mozesz tylko zmienic swoj stosunek do niej:) Tado, sytuacja jest trudna, ale
        nie beznadziejna. Z tego, co mowisz, rzeczywiscie zostalas wychowana na osobe
        samodzielna, niezalezna i odpowiedzialna i swietnie sobie radzisz zwlaszcza w
        sytuacjach wymagajacych maksymalnego spiecia. Ale jestes tylko i na szczescie
        czlowiekiem i masz prawo do oddechu, do odpoczynku, nie tylko do tego, zeby
        stanac na pelnych stopach, a nie chodzic na palcach caly czas, ale takze do
        tego, by odpoczac i ciezar przerzucic na druga osobe. Nie mowie, ze ta druga
        osoba ma nosic caly swiat na swoich ramionach, nie mysle tez, ze owo
        rozlozeniema byc sztywno podporzadkowane slowu partnerstwo. Nie moze jednak byc
        tak, ze nie tylko jestes, ale czujesz sie wykorzystywana. A tak wlasnie, moim
        zdaniem jest; inna sprawa, ze w duzej mierze zawdzieczasz to sobie i przede
        wszystkim wobec siebie winnas miec pretensje. On zwyczajnie przystal na wygodna
        dla Niego sytuacje i nie ma co sie dziwic:) Ale zycie to rzeka i plynie, a
        teraz przyszedl czas na zmiany, poniewaz o zmianach sie mysli, poniewaz zmiany
        sie planuje, poniewaz tak jak jest nie jest juz dobrze. Ale...wlasnie, tez nie
        chodzi o to, zeby wylewac dziecka z kapiela i kasowac meza, bo sie nie
        sprawdza, nie sprawdza sie, ale to wcale nie znaczy, ze nie stanie na wysokosci
        zadania. Trzeba dac mu szanse. Ale zeby o tym zaczac rozmawiac przede wszystkim
        musisz wiedziec, czego Ty chcesz, dla siebie, dla Was, dla Rodziny. Na razie
        jestescie malzenstwem, a Ty marzysz o Rodzinie. I o Niej powinniscie
        porozmawiac. To wazne, zebys wiedziala, czego chcesz, On musi wyczuc Twoja
        determinacje, inaczej nie potraktuje Cie powaznie. Domagaj sie szacunku dla
        swoich potrzeb i planow, domagaj sie szacunku dla siebie, szacunek to niezbedny
        element milosci, zatem jesli Cie kocha, niech Cie wyslucha i poslucha.
        Naturalnie to dziala w druga strone rowniez, nie sadze, ze mozna kogos kochac i
        nie szanowac, a dostrzegam wlasnie symptomy takiej zmiany i to jest rownie
        niebezpieczne dla zwiazku jak ignorowanie potrzeb partnera. Powodzenia i
        dzialaj, wszystko przed Toba. Tea


      • Gość: girlfriend Re: Maz i praca IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.03, 12:57
        jasne, dziekuj tym, co Cię poklepali po ramieniu!

        za 5 lat założysz tu wątek "dlaczego odszedł do innej?"

        pozdrawiam życząc dalszego dobrego samopoczucia
        gf
        • tea_time Re: Maz i praca 12.11.03, 13:29
          Girlfriend, nikt Tado nie poklepuje, zwyczajnie zatrzymalam sie przy jej
          problemie i chwile pomyslalam, dzielac sie nastepnie refleksja, czego i Tobie
          zycze:) Tea
          • Gość: girlfriend Re: Maz i praca IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.03, 13:39
            A ja Ci życzę, żebyś włożyła jednak więcej wysiłku w myślenie :)
            Utwierdzasz w przekonaniu o własnej nieomylnosci panią, która boi sie pomyśleć,
            ze moze to z nią jest coś nie tak i nazywa to "wpedzaniem w poczucie winy".
            Ale rozumiem, ze może liczyc na Twoją refleksję za 5 lat, jak facet z nią nie
            wytrzyma.

            dobre i to :)
            gf
            • tea_time Ca suffit 12.11.03, 13:48
              Girl, piszesz za duzo i przez to czytasz nieuwaznie:), a mnie sie nie chce
              cytowac siebie, by wskazywac fragmenty, ktore przecza Twoim uwagom, mnie sie w
              ogole, szczerze mowiac, dalej nie chce z Toba gadac, jakas taka jalowa ta
              rozmowa wydaje mi sie i bez perspektyw:) Tea
              • Gość: girlfriend Re: Ca suffit IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.03, 13:55
                bardzo sie z tego faktu cieszę, bo odkad zaczęłam Cię czytać uważnie, chłodno
                robi mi się koło serca na myśl jak daleko posunieta może być zła wola przebrana
                w szmatki dobrej.

                serwujesz stek frazesów każdemu - każdemu piszesz "ach, rozumiem, co czujesz"
                tylko że nic dalej z tego nie wynika. Kvi gdzie była, tam jest.
                Także nie myśl o sobie tak dobrze, bo nie ma podstaw.

                zgłoś się na admina społecznego, to bedziesz mogła decydować kto ile pisze.
                • malvvina Re: Ca suffit 12.11.03, 13:57
                  watpie ...

                  > zgłoś się na admina społecznego, to bedziesz mogła decydować kto ile pisze.
                  • Gość: girlfriend Re: Ca suffit IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.03, 14:06
                    że jej nie wezmą czy że jej prędko podziękują? ;)
      • so_so Re: Maz i praca 12.11.03, 15:39
        witam!:) tado, mam nieodparte wrazenie jakbym czytala o swojej historii. Tez
        tylko dvd, komputer i na kazde mniej lub bardziej dramatyczne proby
        POROZMAWIANIA o przyszlosci, o dziecku..mieszkaniu, ktore trzeba bedzie dopiero
        kupic - słysze tekst, ze sie czepiam, ze ciągle mam pretensje i znów zepsułam
        wieczór:( z finansami u mnie chyba jeszcze gorzej - to ja stawiam wakacje, ode
        mnie maz wiecznie pozycza pieniadze na pokrycie swoich debetow. Efekt jest
        taki, ze mnie mniej chce się pracować, o dziecku wole nie myslec bo wtedy to
        zgorzknieję do reszty, najbardziej smutne, ze chyba coraz mniej go kocham i
        jakos nie potrafię podziwiac - a chcialabym.
        • default Re: Maz i praca 12.11.03, 15:45
          No właśnie, pewnych rzeczy się nie zmieni, mimo równouprawnienia, wyzwolenia
          kobiet itp. historii - kobieta zawsze będzie oczekiwała od faceta wsparcia i
          opieki, a on od niej, że będzie mu podtykać obiadki i generalnie "dbać o dom".
          • Gość: girlfriend Re: Maz i praca IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.03, 15:49
            > kobieta zawsze będzie oczekiwała od faceta wsparcia i
            > opieki, a on od niej, że będzie mu podtykać obiadki i generalnie "dbać o
            dom".

            :DDDDDDDDD

            jakby powiedział pewien słynny kanadyjski filozof "p***dolenie kotka za pomocą
            młotka"
            • default Re: Maz i praca 12.11.03, 16:06
              Cytuję Ciebie girlfriend: "nie masz prawa lepić go na podobieństwo swojego
              wyobrażenia o tym, jaki powinien być". Więc skoro tak uważasz, to może nie
              usiłuj wmawiać wszystkim swojej racji i swoich przekonań jako jedynie
              słusznych, OK ? Z samych obserwacji życiowych widzę, jak wiele osób ma takie
              oczekiwania, skoro Ty takich nie masz, to nie rozciągaj tego na wszystkich.
              • malvvina Re: Maz i praca 12.11.03, 16:08
                o co ty prosisz w sumie ??? bo nie rozumiem ?


                > Cytuję Ciebie girlfriend: "nie masz prawa lepić go na podobieństwo swojego
                > wyobrażenia o tym, jaki powinien być". Więc skoro tak uważasz, to może nie
                > usiłuj wmawiać wszystkim swojej racji i swoich przekonań jako jedynie
                > słusznych, OK ? Z samych obserwacji życiowych widzę, jak wiele osób ma takie
                > oczekiwania, skoro Ty takich nie masz, to nie rozciągaj tego na wszystkich.
                • Gość: girlfriend Re: Maz i praca IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.03, 16:12
                  i nie zrozumiesz :)
                  na tym ta gra polega ;)
              • Gość: girlfriend jakby ci to default przystępnie wyłożyć... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.03, 16:17
                z faktu, ze "większość uważa" nie wynika że warto pisać "kobiety zawsze,
                mężczyźni zawsze"

                z faktu, ze nasze oczekiwania są paralelne z oczekiwaniami wiekszości wynika
                intelektualny obowiązek w stosunku do samego siebie, poddania tych oczekiwań
                krytycznej analizie

                bardzo źle o kondycji umysłowej piszącego świadczy używanie słowa "wszystkim" i
                słowa "wmawiaj" - to ostatnie świadczy o obawie przed myśleniem ;)

                comprende, amiga?
              • mary_ann Re: Maz i praca 12.11.03, 23:01
                default napisała:

                > Cytuję Ciebie girlfriend: "nie masz prawa lepić go na podobieństwo swojego
                > wyobrażenia o tym, jaki powinien być". Więc skoro tak uważasz, to może nie
                > usiłuj wmawiać wszystkim swojej racji i swoich przekonań jako jedynie
                > słusznych, OK ? Z samych obserwacji życiowych widzę, jak wiele osób ma takie
                > oczekiwania, skoro Ty takich nie masz, to nie rozciągaj tego na wszystkich.


                To mnie jeszcze dopiszcie do klubu (tych "p... olacych kotka za pomoca młotka"
                = lubiących wesprzec się na męskim ramieniu:-)
                • Gość: girlfriend Re: Maz i praca IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.03, 23:10
                  Może przeczytaj jeszcze raz pierwszy post w tym wątku - kobiecina zarzuca
                  facetowi, że nie chce zarabiać tyle, ile ona by chciała, żeby zarabiał.
                  To jednak nie to samo.
                  • Gość: blacky Do pustej girlfriend IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.11.03, 23:15
                    Jestes jak babochlop. A autorka watku jest kobieca, mimo wszystko bede jej
                    bronil, bo walczy o cos slusznego, nie oczekuje tylko, samam zakasala rekawy do
                    pracy, potrzebuje tylko i az kompana.
                    • Gość: girlfriend a Ty masz problem ze swoja męskością IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.03, 23:32
                      takich poznaje się po tym, ze uważaja za mało kobiecą tą, która nie widzi
                      problemu w zarabianiu wiecej od faceta.

          • Gość: Richelieu* Re: Maz i praca IP: *.localdomain / 192.168.0.* 12.11.03, 16:47
            default napisała:

            > No właśnie, pewnych rzeczy się nie zmieni, mimo równouprawnienia, wyzwolenia
            > kobiet itp. historii - kobieta zawsze będzie oczekiwała od faceta wsparcia i
            > opieki, a on od niej, że będzie mu podtykać obiadki i generalnie "dbać o
            dom".
            >



            Ale w tym sęk, że tak nie jest. Bo wsparcia oczekuje i kobieta i mężczyzna od
            siebie nawzajem. A przez to, że nie ma ról teraz przypisanych płci mąż autorki
            widocznie się zgubił. Bo nic nie musi. Zarabiać na dom nie musi, dbać o dom
            nie musi i nawet wspierać partnerki też nie musi.
            A, że mężczyzna oczekuje obiadków.. no, niestety racja. Nawet wtedy gdy robi
            je sam nadal oczekuje i marzy ;)
    • Gość: girlfriend nie masz najmniejszego prawa nikogo zmieniać IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.03, 13:50
      nie masz prawa lepić go na podobieństwo swojego wyobrażenia o tym, jaki
      powinien być
      nie masz prawa narzekać na niego za jego plecami tylko dlatego, że boisz się
      odejśći jednocześnie twierdzić, ze go kochasz

      jeśli tego nie rozumiesz i jesteś w stanie czytać to wyłącznie przez pryzmat
      rzekomego "wpedzania Cię w poczucie winy", to znaczy, ze do końca zycia
      będziesz skazana na niemiłość. chyba że się zwiążesz z teatime lub default ;)))
      to wszystko.
      • plucha Re: nie masz najmniejszego prawa nikogo zmieniać 13.11.03, 08:31
        Gość portalu: girlfriend napisał(a):

        > nie masz prawa lepić go na podobieństwo swojego wyobrażenia o tym, jaki
        > powinien być
        > nie masz prawa narzekać na niego za jego plecami tylko dlatego, że boisz się
        > odejśći jednocześnie twierdzić, ze go kochasz
        >
        Jak to nie ma prawa? Jest jego żoną, on jest jej mężem i ona MA PRAWO wymagać
        od niego, żeby na równi z nią ponosił ciężar utrzymania rodziny. Zawarcie
        małżeństwa to podjęcie pewnych zobowiązań, jak ktoś nie jest w stanie ponosić
        konsekwencji bycia małżonkiem, to po prostu do małżeństwa nie dorósł.
        • Gość: girlfriend bzdura! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.11.03, 12:20
          ciekawe czy to samo powiedziałabyś, gdyby kobieta zarabiała 800, a facet kilka
          razy tyle, hehe.
          • plucha Re: bzdura! 13.11.03, 12:51
            Z tego co wyczytałam na temat sytuacji autorki wątku, to problem z jej mężem
            nie wynika wyłącznie z jego niskich zarobków, ale z ogólnej niechęci,niemocy,
            lenistwa i braku odpowiedzialności. Sądzę, że gdyby - zarabiając równie mało-
            wykazywał się większym zaangażowaniem w codzienne sprawy, tado nie skarżyłaby
            się tak na niego.
            W sytaucji, kiedy kobieta zarabia dużo mniej od męża spodziewam się, że wnosi
            co innego do wspólnego gospodarstwa - np. prowadzi dom, wychowuje dzieci, itp.
            Weź jednak pod uwagę, że ciągle (!) spotyka się mężczyzn, których ambicją jest
            zarobić tyle, aby żona nie tylko nie musiała pracować, ale i mieć pomoc domową.
            • j_ar Re: bzdura! 13.11.03, 13:00
              > Weź jednak pod uwagę, że ciągle (!) spotyka się mężczyzn, których ambicją
              jest
              > zarobić tyle, aby żona nie tylko nie musiała pracować, ale i mieć pomoc
              domową.

              to takie ladne co napisalas, miec taka ambicje... tylko, ze sama ambicja to
              troche tak malo moze byc, a moze sie skonczyc tym, ze facet bedzie cale dnie i
              pol nocy spedzal w pracy aby swoja chora ambicje zrealizowac, poza tym niezle
              walnietym by trzeba byc aby takie ambicje kosztem zycia realizowac dla osoby,
              ktora najwyrazniej nie jest tego warta skoro na to sie zgadza... no chyba, ze
              mowisz o tych co to moga malo pracowac i duzo zarabiac..to tu sie zgodze..:)
              • plucha Re:j_ar 13.11.03, 13:28
                Ja to napisałam akurat na przykładzie z życia wziętym, mąż mojej koleżanki
                wybłagał, aby przestała pracować. Ona nie chciała, bała się nudy, uzależnienia
                od pieniędzy męża, ale w końcu się zgodziła, bo faktycznie on zaczął tyle
                zarabiać, że jej pensja była przy tym jakimś śmiesznym dodatkiem (na
                waciki ;))) No i jej się spodobało, kupił jej auto, wypłaca pensję (żeby miała
                na drobne wydatki - ok 3 tys. miesięcznie), ona trochę się zajmuje domem, ale
                tyle tylko, ile ma ochotę, poza tym przychodzi jakaś pani do sprzątania. No i
                dobrze im z tym, co tu potępiać?
                Mój mąż też zresztą chętnie widziałby mnie w domu, niestety jeszcze nie doszedł
                do takich pieniędzy, abyśmy mogli sobie na to pozwolić. Chociaż, z drugiej
                strony czy rzeczywiście "niestety"?
            • Gość: girlfriend nie szanuję kobiet, które nie zarabiają IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.11.03, 13:22
              pzrykro mi - mam do tego ortodoksyjny stosunek: dorosły człowiek powinien
              zarabiać.

              po drugie, nie zapomnij, że historia, którą opowiedziałby on, jest zapewne
              odmienna

              po trzecie, nie podoba mi się ton, w jakim pisze o człowieku, którego rzekomo
              kocha, a w gruncie rzeczy chciałaby z nim stworzyć dobrze prosperujące
              pzredsiębiorstwo. ona ma go w nosie na mojego nosa.

              po czwarte, gdyby on zarabiał 5tys. a ona 20tys. i napisała to samo,
              prawdopodobnie wszyscy postukali by się w czoło, więc pytam: gdzie jest granica
              absurdu w oczekiwaniu "więcej"?
              • plucha Re: nie szanuję kobiet, które nie zarabiają 13.11.03, 13:56
                Gość portalu: girlfriend napisał(a):

                > pzrykro mi - mam do tego ortodoksyjny stosunek: dorosły człowiek powinien
                > zarabiać.
                Też uważam, że powinien, ale zgodzisz się, że są jednak sytuacje, kiedy jest to
                niedorzeczne, w przypadku opisywanej przeze mnie przyjaciółki (tyle ile mogła
                zarobić czyniło jej pracę raczej fanaberią niż źródłem dochodu).
                >
                > po drugie, nie zapomnij, że historia, którą opowiedziałby on, jest zapewne
                > odmienna
                No oczywiście, jemu najwyraźniej taki układ odpowiada, to ona odczuwa
                dyskomfort.
                >
                > po trzecie, nie podoba mi się ton, w jakim pisze o człowieku, którego rzekomo
                > kocha, a w gruncie rzeczy chciałaby z nim stworzyć dobrze prosperujące
                > pzredsiębiorstwo. ona ma go w nosie na mojego nosa.
                > Jakby go miała w nosie, to by go puściła i nie zawracała sobie głowy jego
                nawracaniem. Poza tym nie potrzebuje od niego więcej pieniędzy, żeby zaszaleć,
                kupować ciuchy czy "śminki" ale na wspólne w końcu gospodarstwo, wspólne
                dziecko, wspólny dom. Czemu tylko ona ma ponosić ten ciężar?

                > po czwarte, gdyby on zarabiał 5tys. a ona 20tys. i napisała to samo,
                > prawdopodobnie wszyscy postukali by się w czoło, więc pytam: gdzie jest
                granica > absurdu w oczekiwaniu "więcej"?
                Ale on zarabia 800, a to naprawdę niewiele - zwłaszcza, że przyczyną jego
                małych zarobków jest jedynie niechęć do podjęcia większego wysiłku. Skoro
                ortodoksyjnie twierdzisz, że dorosły człowiek powinien zarabiać, to czemu
                jesteś tak pobłażliwa dla lenistwa tego osobnika?
                • Gość: girlfriend Re: nie szanuję kobiet, które nie zarabiają IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.11.03, 14:05
                  Widocznie uważa, że to dość. Nie przesadzajmy - ludzie żyją za mniejsze
                  pieniądze i to z dziećmi.

                  Zwróć łaskawie uwagę, ze razem mają naprawdę sporo...Zdaje się, że ta pani jest
                  dość zachłanna na pieniądze po prostu.

                  Dziwię się mu, ze chce być z taką kobietą. Przeczytaj jeszcze raz jej posty i
                  zobacz ile w nich niechęci do niego. Dziwie się jej, ze wobec powyższego nie
                  rozstanie się z nim.

                  Tak się składa, że pieniądze to tylko część sensu pracy. Na miejscu Twojej
                  przyjaciółki czułabym wstyd, bo ona jest zwykłą utrzymanką, tyle ze z papierem.

                  Kto nie pracuje, ten staje się nudny.
                  • plucha Re: nie szanuję kobiet, które nie zarabiają 13.11.03, 14:16
                    Wiesz, jak się ma na utrzymaniu dom, dziecko i leniwego męża to raczej nic
                    dziwnego, że jest się "zachłannym na pieniądze". Z Twoich wypowiedzi wnioskuję,
                    że albo dzieci nie masz, albo masz tyle kasy, że kwestia ich utrzymania nie
                    musi Ci zaprzątać głowy.
                    • j_ar Re: nie szanuję kobiet, które nie zarabiają 13.11.03, 14:32
                      przeciez w tekscie nic nie bylo o tym, ze maja dzieci
                  • mary_ann Re: ad kilka tez girlfriend 14.11.03, 13:22
                    1. "dorosły człowiek powinien zarabiać"

                    Chodzi Ci o fizycznie namacalną wypłatę? Toż to absurd. Kobieta, która
                    prowadzi dom przez duże D (mam na myśli jakość, nie areał:-)) i fajnie
                    wychowuje dzieci, poświęcając im dużo czasu (co z pracą niestety w dużej
                    mierze koliduje) bezdyskusyjnie PRACUJE. A czy ZARABIA - to tylko kwestia
                    nazewnictwa. Nie otrzymuje wypłaty, fakt.

                    2. "kto nie pracuje, ten staje się nudny" - hmm...

                    Tak, girlfriend, jak to wszystko uroczo wygląda z miłego, inteligenckiego
                    ghettcika... Ach, jakąż głeboką stymulację intelektualną wnosi praca w życie
                    łódzkiej włókniarki albo i nawet "correspondance assistant" (znaczy, jak to
                    mówili w "Fuksie", roznoszacej listy:-) czy innej "przynieś-podaj-pozamiataj"
                    w renomowanej firmie...

                    Nudny jest ten, dla którego jedyną podnietą intelektualną może być praca
                    zawodowa. Osobiście uważam za o niebo ciekawszych tych, co inspirację
                    intelektualną potrafią czerpać z czegokolwiek.

                    3."nie szanuję kobiet, które nie zarabiają"

                    Szanujesz (lub nie) ludzi wedle takich prostych miarek? Twoje prawo, choć
                    nienajlepiej to o Tobie świadczy.

                    Girlfriend, strasznie dużo w Twoich postach agresji i niechęci do tych, co
                    mają czelność realizować inny model niż ten, który Ty wybrałaś. Czy w ten
                    sposób chcesz coś sobie samej udowodnić? Pomyśl o tym.

                    Pozdrawiam

                    Mary_ann (która nota bene ma szczęście mieć ciekawą, choć słabo płatną pracę -
                    ciekawe, na jaki ułamek szacunku zatem zasługuje, hihi:-))
                    • Gość: tado Re: ad kilka tez girlfriend IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.11.03, 13:39
                      Oprocz wlasnego stabilnego zdania, wazna jest tez tolerancja i szeroko
                      rozumiana empatia, nie tylko w zwiazku bliskich sobie osob. Przykre ze
                      girfriend tego nie czuje, a napada na wszystkich, wystepujac z pozycji sily.
                      • Gość: girlfriend Re: ad kilka tez girlfriend IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.11.03, 18:20
                        tak i batem Cię po tyłku chłoszczę... ;)

                        zastanów się nad swoim brakiem pewności siebie (bez złośliwości to piszę)
                        kto Ci nie pzrychodzi w sukurs, nie współczuje i nie głaszcze, tego masz za
                        wpędzającego Cię w poczucie winy - może warto o tym pomyśleć? mnie to po nic,
                        ale Ty mozesz bedziesz szczęśliwsza, jak to zauważysz.
                    • Gość: gf Re: ad kilka tez girlfriend IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.11.03, 18:36
                      Ad 1.

                      Tak, kobieta MUSI pracować zawodowo.
                      Takie matki sa lepsze również dla dzieci - szczęśliwsze, bo realizuja ambicje,
                      rozwijają się intelektualnie, obracają się wśród ludzi. czy wiesz, ze tzw.kury
                      domowe o wiele gorzej znosza żałobę? wiesz dlaczego?

                      pracujacy zawodowo rodzice też tworza dom - nikt za nich tego nie robi

                      Ad.2
                      na tym forze nie piszą włókniarki raczej - to getcik inteligencko-studencko-
                      klasośredniowy. do takich i o takich piszę.

                      włókniarka w domu? a w czym to lepsze?
                      pzrynieś-podaj-pozamiataj? widziałaś 50-latkę w takiej roli?

                      > Nudny jest ten, dla którego jedyną podnietą intelektualną może być praca
                      > zawodowa. Osobiście uważam za o niebo ciekawszych tych, co inspirację
                      > intelektualną potrafią czerpać z czegokolwiek.

                      niestety życie temu przeczy
                      znasz wiecej ciekawych intelektualnie kur domowych czy kobiet pracujących?

                      ja nie znam ani jednej pracującej mamy, której zainteresowania intelektualne
                      sprowadzałyby sie do pracy - ani jednej!

                      Marry_ann, nie przeczę, ze moze istnieć inteligentna kura domowa. tylko ze to
                      wyjątek. praca tzryma człowieka w formie - o tasmie nie mówimy ofkors.

                      i nie opowiadaj, że matka w domu oznacza lepszy dom - z moich obserwacji wynika
                      akurat coś dokładnie odwrotnego


                      > Girlfriend, strasznie dużo w Twoich postach agresji

                      to Twoje oczy to zobaczyły
                      wiesz gdzie powstaje pornografia?

                      i niechęci do tych, co
                      > mają czelność realizować inny model niż ten, który Ty wybrałaś. Czy w ten
                      > sposób chcesz coś sobie samej udowodnić? Pomyśl o tym.

                      nie interesują mnie wybory obcych ludzi, w tym sensie ze ani mi się sni nikogo
                      namawiać do mojego
                      rozumiem, ze nie zabraniasz mi mieć jednak zdania na ich temat
                      mam przyjemnośc posiadać temperament na stanie, wiec moje zdanie bywa
                      radykalne :)

                      powiem Ci w sekrecie, ze jestem ortodoksyjną monetarystką - to jest dopiero
                      grzech! ;)))

                      p.s.jeśli wybierasz ciekawą pracę mimo ze za mniejsze pieniądze, to mam do
                      Twojego wyboru najwyzszy szacunek z mozliwych.
                      • mary_ann Re: ad kilka tez girlfriend 15.11.03, 20:13


                        Girlfriend napisała:
                        Ad 1.
                        Tak, kobieta MUSI pracować zawodowo.


                        Ło, Jezusiku...


                        Takie matki sa lepsze również dla dzieci - szczęśliwsze, bo realizuja ambicje,
                        rozwijają się intelektualnie, obracają się wśród ludzi.


                        SZCZĘSLIWSZE - jeśli im ta praca dobrze robi. Jeśli nie, są ciągle nieobecne,
                        w pośpiechu, niewyspane, sfrustrowane i zmęczone.

                        Ja nawet osobiście lubię wyjść z domu i popracować ciutek, wiesz? Ale
                        najfajniej mi było w roku, gdy pracowałam jeden dzień w tygodniu. Nie widzę
                        nic fajnego w konieczności pracy po 8,5 godziny dziennie przez 5 dni w
                        tygodniu, zrywaniu siebie i dzieci po ciemku, wpychaniu im na siłę śniadania i
                        ciągnięciu do żłobka (błe). Dla większości ludzi to chyba smutna konieczność
                        na tym etapie życia przynajmniej.

                        REALIZUJĄ AMBICJE – jeśli je mają lub nie lokują ich gdzie indziej...
                        Przeczytaj post melanie.

                        OBRACAJĄ SIĘ WŚRÓD LUDZI – albo np. tkwią 8 godzin w szklanej klatce, wgapione
                        w kompa...

                        „Kury domowe”, jak je uprzejmie nazwałaś, też mogą gwoli ścisłości obracać się
                        wśród ludzi, jeśli mają taką potrzebę


                        czy wiesz, ze tzw.kury
                        domowe o wiele gorzej znosza żałobę? wiesz dlaczego?


                        Nie rozumiem, co ma jedno do drugiego? Żałobę po współmałżonku? Żałobę po
                        kimkolwiek? I trudne jej przeżywanie ma być miarą czegoś niepozytywnego?
                        Najgorzej znoszą żałobę ludzie mocno z utraconą osobą związani. Nie chcesz w
                        ogóle cierpieć żałoby, nie związuj się z nikim. Albo poświęć się pracy. Ale
                        pewnie domyślasz się, kto najbardziej przeżywa utratę pracy:-)



                        pracujacy zawodowo rodzice też tworza dom - nikt za nich tego nie robi


                        A ILE pracujący, że się zapytam? I DOM, a nie HOTEL?

                        Przy 42 godzinnym tygodniu pracy (a przy „interesująco-
                        stymulujących” /pozabudżetówkowych/ zawodach to często więcej...), doliczając
                        2 razy po 45 min na dojazdy i (skromnie) 30 min na codzienne zakupy,
                        nieobecność pracującej matki w domu to 10,5 godziny.(miłosiernie pomijam
                        sprawy do załatwienia na mieście, dentystę, lekarza, fryzjera, większe
                        zakupy „zaopatrzeniowe”, łażenie po sklepach itp „rozpustę”). A w domu też
                        przecież parę rzeczy do zrobienia jest, a i współmałzonek czeka:-) Dla
                        malutkiego dziecka 10-11 h to praktycznie cały jego dzień! Dziesięć (11?)
                        godzin z opiekunką (lub w żłobku), 1-2 godziny z (często zmęczoną) matką –
                        dobry bilans? Zostają weekendy, ale przecież chcemy się rozwijać, więc teatr,
                        wystawy, kino, znajomi, no i kiedyś supermarket i wyprawę po buty dla dziecka
                        czy, o zgrozo:-) dla nas – więc ile tego czasu na nieskrępowane bycie razem?

                        Każdy ma prawo do własnych standardów tego, co wystarcza, co nie, ja się
                        upieram, że żeby dom był domem z prawdziwego zdarzenia (wg moich wyobrażeń),
                        ktoś musi pracować zawodowo MNIEJ. Oczywiście smutna rzeczywistość jest taka,
                        że mało której rodzinie ten przywilej jest dany, bo rynek pracy jest, jaki
                        jest. Jesteś dyspozycyjna albo Cię na nim w ogóle nie ma. No, i za coś trzeba
                        żyć.




                        Ad.2
                        na tym forze nie piszą włókniarki raczej - to getcik inteligencko-studencko-
                        klasośredniowy. do takich i o takich piszę.


                        To szkoda, że tego nie sprecyzowałaś. Wydawało mi się, że sąd „kobieta musi
                        pracować” zakłada presupozycję „Każda kobieta...”


                        włókniarka w domu? a w czym to lepsze?

                        Nie napisałam, że lepsze. To Ty stwierdziłaś, że praca zawsze lepsza, i do
                        tego się odniosłam.

                        pzrynieś-podaj-pozamiataj? widziałaś 50-latkę w takiej roli?

                        Określenie umowne – podrzędna funkcja pomocnicza. Owszem, widziałam. I co ma
                        wiek do rzeczy?


                        ) Nudny jest ten, dla którego jedyną podnietą intelektualną może być praca
                        ) zawodowa. Osobiście uważam za o niebo ciekawszych tych, co inspirację
                        ) intelektualną potrafią czerpać z czegokolwiek.
                        niestety życie temu przeczy
                        znasz wiecej ciekawych intelektualnie kur domowych czy kobiet pracujących?


                        Nie widzę tu żadnej istotnej korelacji. Ale może co innego rozumiemy
                        przez „ciekawe intelektualnie”? Dla mnie nie tylko, a nawet nie przede
                        wszystkim rozmowy o, dajmy na to, ontologii bytu, są ciekawe.

                        Nie ma się co licytować na ilość, bo linia podziału przebiega inaczej. Ludzie
                        albo mają potrzeby intelektualne i nawyk myślenia (których nawet tzw.
                        siedzenie w domu nie zdusi), albo ich nie mają i żadna praca zawodowa takowych
                        w nich nie obudzi. A praca ożywcza intelektualnie to naprawdę statystycznie
                        raczej wyjątek od reguły, rzadki przywilej.



                        ja nie znam ani jednej pracującej mamy, której zainteresowania intelektualne
                        sprowadzałyby sie do pracy - ani jednej!

                        Nikt poza workoholikiem nie interesuje się TYLKO pracą. Niezależnie od jej
                        rodzaju. Ale mogłabym się wyzłośliwić, że znam wiele pracujących kobiet, które
                        poza pracą interesuje tylko co jest trendy, nowości kosmetyczne, najnowsze
                        oferty biur podrózy i punkt G:-)


                        Marry_ann, nie przeczę, ze moze istnieć inteligentna kura domowa. tylko ze to
                        wyjątek. praca tzryma człowieka w formie - o tasmie nie mówimy

                        Żartujesz?? Może?? Naprawdę?:-)
                        Sorry, ale ludzie są różni i różna stymulacja trzyma ich „w formie”...

                        Girlfriend, nie lubię tonu starej cioty, ale jednak napiszę, że może Ci się
                        kiedyś odmienić. Ja myślałam dokładnie jak Ty, zanim urodziłam dzieci.
                        Zaklinałam się, że nie wytrzymam na wychowawczym, że wrócę po macierzyńskim. A
                        potem marzyłam, żeby już do końca życia pracować kilka godzin tygodniowo:-)
                        Bo już wiem, że „prawdziwe życie -/trawestując „Archiwum X” /- jest dla mnie
                        osobiście gdzie indziej...”


                        i nie opowiadaj, że matka w domu oznacza lepszy dom - z moich obserwacji
                        wynika
                        akurat coś dokładnie odwrotnego

                        Albo obracamy się w innych bajkach, albo – co wysoce prawdopodobne – co
                        innego rozumiemy przez „dobry/lepszy dom”

                        Dom „zaoczny”? Girlfriend, cudów nie ma. Nie da się naraz być w dwóch
                        miejscach. Kiedyś podziwiałam osoby godzące karierę naukową z wychowaniem np.
                        czwórki dzieci. Teraz wiem, jak różne treści mogą się kryć pod wspomnianym „
                        godzeniem”.


                        ) Girlfrend, strasznie dużo w Twoich postach agresji i niechęci do tych, co
                        ) mają czelność realizować inny model niż ten, który Ty wybrałaś. Czy w ten
                        ) sposób chcesz coś sobie samej udowodnić? Pomyśl o tym.


                        to Twoje oczy to zobaczyły
                        wiesz gdzie powstaje pornografia?

                        Tak domyślam się:-)
                        Dla porządku zaznaczę, że nie chodziło mi tylko o wypowiedzi na niniejszym
                        wątku. Ale nawet z niego parę cytatów:

                        „ona jest zwykłą utrzymanką”
                        „pier... olenie kotka za pomocą młotka”
                        „ta pani jest dość zachłanna na pieniądze po prostu”
                        „Życzę ci, żebyś włożyła więcej wysiłku w myślenie”
                        „comprende amiga? (nie tyle agresywne, co protekcjonalne)”
                        „kura domowa”


                        nie interesują mnie wybory obcych ludzi, w tym sensie ze ani mi się sni nikogo
                        namawiać do mojego
                        rozumiem, ze nie zabraniasz mi mieć jednak zdania na ich temat

                        bez przesady :-)


                        mam przyjemnośc posiadać temperament na stanie, wiec moje zdanie bywa
                        radykalne :)


                        No właśnie, tyle tylko, że życie to naprawdę złożona materia, a Ty zdajesz się
                        sugerować, że wiesz o nim wszystko. To powalająca pycha.


                        powiem Ci w sekrecie, ze jestem ortodoksyjną monetarystką - to jest dopiero
                        grzech! ;)))

                        Zdziwiłabym się raczej, gdybyś była zwolenniczką państwa opiekuńczego albo
                        namiętną keynesistką:-)


                        p.s.jeśli wybierasz ciekawą pracę mimo ze za mniejsze pieniądze, to mam do
                        Twojego wyboru najwyzszy szacunek z mozliwych.


                        A jeśli korzystam póki co z "zewnętrznego zasilenia" to przepadłam? :-)


                        W kwestii technicznej: proponuję zakończyć tę dyskusję lub przenieść ją gdzie
                        indziej, by nie zabierać nieelegancko wątku tado. Tado, przepraszam!

                        Z szacunkiem jak zawsze
                        Mary_ann

              • jmx Re: nie szanuję kobiet, które nie zarabiają 14.11.03, 20:13
                Gość portalu: girlfriend napisał(a):

                > pzrykro mi - mam do tego ortodoksyjny stosunek: dorosły człowiek powinien
                > zarabiać.

                Miarą wartości człowieka jest praca zarobkowa? A co z wolontariatem? Hehe.
                Nie przesadzaj, naprawdę.
                • Gość: gf zdecydowanie! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.11.03, 20:34
                  nie tyle jednak miarą, co warunkiem sine qua non
                  (nie mówię oczywiście o urlopach maciezyńskich, tylko o stałym stosunku do
                  pracy zarobkowej)

                  wolontariat nie ma nic do rzeczy - dorośli robią to w weekend.
                  • melanie Girl, co ty gadasz 14.11.03, 20:51
                    Ale ty glupoty gadasz, girl. Praca to niewolnictwo. Gdybym nie musiala, to
                    wcale bym nie pracowala. Wierz mi, ze wtedy dopiero miala bym czas rozwijac sie
                    duchowoi itelektualnie, jak rowniez takie tam fittnes. A co dopiero taka
                    tkaczka, czy tez przadka 8 godzin na nogach w potwornym halasie. Juz samo to,
                    ze jestem pracownikiem najemnym i mam szefa czy tez szefowa to juz nie jestem
                    wolna. Pieniadze daja wolnosc (jakis spadek czy tez wygrana w totka:))).
                    Wiekszosc ludzi pracuje, bo musi.Szlachta nie musiala, stad takie wlasnie
                    osiagniecia kulturowe wlasnie z tej warstwy. Hrabia Tolstoj tylko dla fantazji
                    czasem kosil laki w swojej Czerwonej Polanie. Jak zasuwasz po 10 godzin na dobe
                    w robocie, to czy masz czas rozwijac sie duchowo?
                    • Gość: gf Re: Girl, co ty gadasz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.11.03, 20:57
                      Dlaczego nie zmienisz pracy na taką, ktora Cię będzie rozwijać?
                      • melanie Re: Girl, co ty gadasz 14.11.03, 21:03
                        Moja praca mnie jak najbardziej rozwija, nie o to chodzi. Chodzi o to, ze MUSZE
                        chodzic do pracy, nie czuje sie wolna. Bo jestem pracownikiem najemnym. A chce
                        byc wolna, chce moc powiedziec komus, od kogo zaleze, co o nim (niej) mysle.
                        Chodzi o to, ze gdybym miala kase, robilabym to, na co akurat mam ochote, nie
                        umiem ci tego powiedziec, co czuje (w koncu jestem technokrata:)), ale chodzi
                        mi o to, ze pracujac u kogos nie jestem wolna.
                        • Gość: gf Re: Girl, co ty gadasz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.11.03, 21:11
                          a nie czujesz się zniewolona koniecznością oddychania albo picia?

                          z reguły, Ci którzy nie mogą znieść nakazów i zakazów wynikających z
                          tzw.stosunku pracy zakładają swoją firme i część.

                          po drugie jest to też kwestia takiego lub innego szefa.
                          • melanie Re: Girl, co ty gadasz 14.11.03, 21:49
                            Gość portalu: gf napisał(a):

                            > z reguły, Ci którzy nie mogą znieść nakazów i zakazów wynikających z
                            > tzw.stosunku pracy zakładają swoją firme i część.
                            _________
                            Wtedy tez nie jestes wolna. Byle dupek z urzedu skarbowego czy tez innego zus'u
                            bedzie cie pouczac co i jak. A nasz kochany sejm juz ci wymysli tyle ustaw,
                            zeby cie obedrzec ze skory, chociaz i teraz masz tego full.
                            • Gość: gf Re: Girl, co ty gadasz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.11.03, 21:53
                              W ten sposób kombinując nigdy nie jesteś wolna (bo przeciez ktoś np.kodeks
                              drogowy napisał, żeby Cię zniewolić ;) ergo praca nie ma tu nic do rzeczy :)
                              • melanie Re: Girl, co ty gadasz 14.11.03, 21:59
                                Znowu masz racje:))))))
                                Wiecznie zywy lenin tez tak gadal: "zyc w spoleczenstwie i byc wolnym od
                                spoleczenstwa nie jest mozliwe".
                                Wiedzial, co gada. Juz tam wole tutaj kodeks drogowy:)))))))
                    • Gość: Richelieu* szlachta IP: *.localdomain / 192.168.0.* 14.11.03, 21:39
                      melanie napisała:

                      >

                      > Wiekszosc ludzi pracuje, bo musi.Szlachta nie musiala, stad takie wlasnie
                      > osiagniecia kulturowe wlasnie z tej warstwy.


                      szlachta to byli lenie do potęgi, z braku zajęcia brali się do czytania bo
                      jeśli nie czytanie to co? wśród nich byli oczywiście wielkie jednostki,
                      wyjątki. Jeden zarobił fortunę wypruwając sobie żyły, a potem cała jego
                      familia przez pięć pokoleń odcinała kupony mając nadzieję, że pośród tego
                      potomstwa znjadzie się następny z wielką głową.
                      • j_ar Re: szlachta 17.11.03, 08:46
                        eech.. co za sliczne to czasy byly, nic tylko kupony odcinac i uczyc porzadku
                        niedobrych chlopow.....hmmm... chociaz nie, moja rodzina to chlopami byla:(.. a
                        to dranie, darmozjady jedne z tej szlachty, na pal ich !.....
                  • jmx Re: zdecydowanie! 14.11.03, 22:41

                    O tak, pierwsza Ochojska... ;-)

                    A co do tego jaka matka jest lepsza dla dzieci - to napisze, że taka, która
                    sie czuje spełniona i na swoim miejscu. A jednej spełnienie daje praca
                    zawodowa a innej bycie "kurą domową" jesli taki jeje wybór i wolna wola.
                    Przyznasz, ze matka która po to tylko chodzi do pracy bo się wstydzi, że
                    ludzie o niej "kura domowa" powiedzą również nie będzie zbyt szczęśliwa i nie
                    przekaże odpowiednich wzorców dzieciom.

                    Niech każdy postepuje w zgodzie z własnymi zasadami i sumieniem a naprawdę
                    ludzie i on sam będą szczęśliwsi.
                    No, koniec kazania ;-)
    • Gość: Rowena Re: Maz i praca IP: *.nd.e / *.e-wro.net 12.11.03, 14:25
      Czytając niektóre wypowiedzi (zwłaszcza, niestety, pisane przez Panów), mam
      strasznie mieszane uczucia. Ich ton głosi: jest czarne albo białe. Tak jakby
      zapomnieli, że jest jeszcze w życiu cała strefa szarości.
      Troche Cię rozumiem tado. Nie wchodząc w stereotypy i społeczne role ani
      zarabianą kasę rozumiem Twoja potrzebę wsparcia ze strony partnera. Małżeństwo
      to układ partnerski - jedno wspiera drugie wtedy kiedy czuje się mocniejsze. I
      bez względu na płeć każdy potrzebuje poczucia bezpieczeństwa i świadomości że
      może liczyć na tę drugą stronę.
      Spróbuj rozmowy, nie wiem czy pomoże, ale spróbować warto. Lepiej żałować, że
      się coś zrobiło, niż że się nie zrobiło.
      A tym którzy piszą o niewystarczającej miłości życzę podobnych doświadczeń.
      Wtedy pogadamy.
      Trzymam kciuki!
    • jarecki35 Re: Maz i praca 12.11.03, 23:12
      Girlfriend i spolka, opanuj sie!! Jestescie zalosne. Do prawdy!
      • Gość: girlfriend sam się opanuj, ciołku! n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.03, 23:37
        • Gość: gekko On ma rację niestety. Zastanów się nad sobą trochę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.03, 23:55
          • Gość: girlfriend przykro mi, ale zdanie niedzielnych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.03, 23:58
            filozofów ufryzowanych na tego podtatusiałego żigolaka mnie nie wzrusza :)
            dobranoc.
            • Gość: gekko nie pij tego więcej, oprócz tego zmień lekarza. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.11.03, 00:00
    • sdfsfdsf Re: Maz i praca 13.11.03, 08:42
      :))))))) taaaak woda na moj mlyn
      • Gość: tado Re: Maz i praca IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.11.03, 10:52
        I znow, jak zreszta kazdy, watek zamienil sie w przekrzykiwanie sie kto ma
        racje...Ile osob tyle racji, byle byly tylko uzasadnione, a nie w stylu nie bo
        nie.

        Dziekuje wszystkim za wypowiedzi.
        • Gość: tado Re: Maz i praca IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.11.03, 12:49
          Jeszcze jeden smutny fakt - moj maz ma powazne klopoty finansowe - popadl w
          dlugi:(
          • malvvina Re: Maz i praca 14.11.03, 12:53
            tu wychodzi twoj stosunek do niego i do malzenstwa i rowzniez do twojego
            wkladu w nie : to WY macie powazne klopoty finansowe i popadliscie w dlugi



            > Jeszcze jeden smutny fakt - moj maz ma powazne klopoty finansowe - popadl w
            > dlugi:(
            • Gość: tado Re: Maz i praca IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.11.03, 12:59
              Od kiedy przestalo sie NAM ukladac i wszystkie NASZE oszczednosci stopnialy do
              0, po moich zarzutach pod adresem malzonka, zdecydowalismy wspolnie, zeby mi
              udowodnic, ze na pewien czas bedzie TWOJE I MOJE. Maz mial w ten sposob
              zmotyowac sie do zarabiania przynajmniej na siebie. Wyszlo z tego to co widac.
              Ta sytuacja trwa kilka lat, wiec nie mow Malvvino ze jestem nie w porzadku
              wobec niego:(
              • Gość: Selene Re: Maz i praca IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.11.03, 17:59
                Przeczytałam twoje kolejne posty i zgadzam się z tobą, że małżeństwo to
                wzajemna pomoc i kompromisy. Zastanawiasz się, czy twoja postawa nie jest
                wynikiem wychowania przez wymagającego ojca, w dużej mierze możesz mieć tu
                rację. Jeśli od dziecka zmuszana byłaś do „grania” silnej ta postawa mogła
                się w tobie zakorzenić i tkwić tak do dziś.
                Wiele dajesz, opiekujesz się mężem, domem, mamą, masz własną pracę.
                Nie myślisz tylko za siebie, myślisz , martwisz się i pracujesz za męża.
                Nie doszukuj się swojej winy, że to ty męża przyzwyczaiłaś, bo tak naprawdę
                nie o to chodzi.
                Rozmyślanie o winie dodatkowo pozbawi cię energii, której jak widzisz masz
                coraz mniej. Nic dziwnego, ciągłe bycie silną, w pełnej gotowości, ciągłe
                dawanie jest również wydatkowaniem własnej energii. Piszesz, że od dziecka
                grasz silną, bo musisz. Wydaje mi się jednak, że kiedyś musiałaś bo zmuszał
                cię ojciec. Teraz ty sama jesteś własnym ojcem we własnej głowie.
                Nie musisz być wiecznie silna, spróbuj czasami być słaba. Zaopiekuj się sobą.
                Np. jeżeli sama w miarę dobrze zarabiasz, kup sobie dobry obiad gdzieś na
                mieście i tak przez tydzień, mąż niech się sam martwi o siebie i swoje
                jedzonko. Jest już duży. Pozwól mu być dorosłym, nie rób wszystkiego za niego.
                Trudno mi coś doradzać bo problem jest złożony i w ostatecznym rezultacie sama
                musisz zdecydować, czy masz ochotę jeszcze o ten związek walczyć. Łatwo na
                pewno ci nie będzie. Może spróbuj znaleźć czas na psychoterapię grupową. Być
                może by ci pomogła. Bywa, że gdy sami się zmieniamy, inni zmieniają się wokół
                nas jak gdyby samoistnie. Popracuj nad sobą, bo nawet jak odejdziesz od męża,
                to może się zdarzyć, że „przyciągniesz” podobnego osobnika do siebie. I to
                żadne fatum, być może masz predyspozycje jako ta pozornie „silna” do
                przyciągania „słabych”.

                • Gość: tado Re: Maz i praca IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.11.03, 20:28
                  Tak tez sie stalo Selene, mam coraz mniej energii do zycia, pracy a przede
                  wszystkim wiary w szczescie, spokojne macierzynstwo, ktorego bardzo pragne.
                  Dojrzalam do tego by porozmawiac z psychoterapeuta, tylko wiem, ze nikt za mnie
                  decyzji nie podejmie, do tego musze byc przekonana sama i tak pokierowac swoimi
                  uczuciami, bym nie dolowala sie sama, jak radzi sobie moj maz, gdy bedziemy juz
                  osobno. Przyznam ze panicznie sie tego boje:(
    • Gość: lejla33 Re: Maz i praca IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.11.03, 21:22
      A moj slubny sie dzis wyprowadzil po raz kolejny. Sytuacja podobna do Twojej.
      WROCI NIEBAWEM JAK MU SIE KASA SKONCZY. MAM TEGO DOSC!! JAK SIE UWOLNIC OD
      NIEGO??
      • sniyg Re: Maz i praca 16.11.03, 22:12
        Zmień zamki w drzwiach.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka