Gość: A27
IP: *.proxy.aol.com
24.01.02, 00:48
Post ten kieruje przed wszystkim do Kwieto. Wiele mi tutaj zarzuca na temat
przymusu. Jakim pzrymusem jest dawanie wyboru: albo slub, albo rozstanie.
Jest to fair wybor. Jesli ktos ze mna chce byc przez pare lat i juz dwa lata
ze mna mieszkal, to chyba mialam prawo spodzewac sie czegos wiecej niz takiego
dryfowania w ciemno. Tym bardziej, ze moj maz o malo nie poslubil swojej
poprzedniej dziewczyny w przyplywie milosnego amoku.
Kwieto, nie boj sie tak slubu, bo jakos nie widac ostatnio bys mial wielki
branie. Tym okrutnym akcentem koncze moje wystepy na forum i moje dyskusje na
temat slubu. Wkurzesz mnie ostatnio kwieto, bo wszystko zawsze wiesz najlepiej
i nawet potrafisz czuc sie jak konkubina. Nie pieprz o przymusie, bo nie wiesz
co to jest przymus. Rownie dobrze mozna byloby nazwac przymusem zostanie z
facetem bez slubu. A w ogole kwieto to najlepiej zajmij czyms bardziej
produktywnym niz martwieniem sie o facetow, ktorych ktos chce poslubic. Moze
pohaftuj lub poczytaj, jak radzisz mnie w poscie o bezroboci.
Aha, najbardziej by mnie ucieszylo, gdybys nie pisal kolejnej epistoly o
slubach, ale niestety chyba za duzo zadam.
Z checie wyjscia za maz jest jak z wiara w Boga. Albo sie wierzy w Boga albo
nie. Albo sie chce slubu albo nie. I jak slepy nie zrozumie gluchego tak
dziewczyna, ktora nie spedzila paru lat zycia z facetem i potem chciala slubu.
Z racjonalnoscia to nie ma nic wspolnego, ze chce sie byc zona a nie partnerka.
Swojej taktyki wszystko albo nic nie zaluje. Dostalam to co chcialam. Maz tez
jest szczesliwy i nawet zaczynamy myslec o dziecku.