Dodaj do ulubionych

A27 i przymus

IP: *.proxy.aol.com 24.01.02, 00:48
Post ten kieruje przed wszystkim do Kwieto. Wiele mi tutaj zarzuca na temat
przymusu. Jakim pzrymusem jest dawanie wyboru: albo slub, albo rozstanie.
Jest to fair wybor. Jesli ktos ze mna chce byc przez pare lat i juz dwa lata
ze mna mieszkal, to chyba mialam prawo spodzewac sie czegos wiecej niz takiego
dryfowania w ciemno. Tym bardziej, ze moj maz o malo nie poslubil swojej
poprzedniej dziewczyny w przyplywie milosnego amoku.

Kwieto, nie boj sie tak slubu, bo jakos nie widac ostatnio bys mial wielki
branie. Tym okrutnym akcentem koncze moje wystepy na forum i moje dyskusje na
temat slubu. Wkurzesz mnie ostatnio kwieto, bo wszystko zawsze wiesz najlepiej
i nawet potrafisz czuc sie jak konkubina. Nie pieprz o przymusie, bo nie wiesz
co to jest przymus. Rownie dobrze mozna byloby nazwac przymusem zostanie z
facetem bez slubu. A w ogole kwieto to najlepiej zajmij czyms bardziej
produktywnym niz martwieniem sie o facetow, ktorych ktos chce poslubic. Moze
pohaftuj lub poczytaj, jak radzisz mnie w poscie o bezroboci.

Aha, najbardziej by mnie ucieszylo, gdybys nie pisal kolejnej epistoly o
slubach, ale niestety chyba za duzo zadam.

Z checie wyjscia za maz jest jak z wiara w Boga. Albo sie wierzy w Boga albo
nie. Albo sie chce slubu albo nie. I jak slepy nie zrozumie gluchego tak
dziewczyna, ktora nie spedzila paru lat zycia z facetem i potem chciala slubu.
Z racjonalnoscia to nie ma nic wspolnego, ze chce sie byc zona a nie partnerka.

Swojej taktyki wszystko albo nic nie zaluje. Dostalam to co chcialam. Maz tez
jest szczesliwy i nawet zaczynamy myslec o dziecku.
Obserwuj wątek
    • Gość: kwieto Re: A27 i przymus IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 24.01.02, 01:25
      Gość portalu: A27 napisał(a):

      > Post ten kieruje przed wszystkim do Kwieto. Wiele mi tutaj zarzuca na temat
      > przymusu. Jakim pzrymusem jest dawanie wyboru: albo slub, albo rozstanie.
      > Jest to fair wybor. Jesli ktos ze mna chce byc przez pare lat i juz dwa lata
      > ze mna mieszkal, to chyba mialam prawo spodzewac sie czegos wiecej niz takiego
      > dryfowania w ciemno. Tym bardziej, ze moj maz o malo nie poslubil swojej
      > poprzedniej dziewczyny w przyplywie milosnego amoku.
      >
      Dla mnie przymus to wywieranie presji. Nie mam zamiaru NIGDY wywierac presji na
      swojej ukochanej w imie jakiejkolwiek swojej "chcicy" (tak mi dopomoz Bog i
      wszyscy swieci) Nawet jesli bedzie to tak szczytna sprawa jak slub. I tego samego
      oczekuje. Natomiast Ty mi mowisz, ze jesli przez iles lat jestes z kims, nie
      mowiac nawet slowem o slubie, a potem nagle wyskakujesz z tekstami typu "albo
      slub albo sie wyprowadze". Jesli bralas pod uwage malzenstwo, to trzeba bylo mu o
      tym mowic w momencie, kiedy na powaznie zaczeliscie chodzic - ze chcesz zostac
      jego zona. On wybral malzenstwo, bo Cie kochal. Natomiast ja watpie czy Ty
      kochalas jego. Skoro bylas zdolna poswiecic kogos kogo kochasz w imie podpisania
      papierku w USC - to dla mnie jest to slaba milosc... Troche tak, jakbys zagrozila
      mu, ze odejdziesz bo on nosi zielone skarpetki.

      No ale to jest moje zdanie na ten temat


      > Kwieto, nie boj sie tak slubu, bo jakos nie widac ostatnio bys mial wielki
      > branie. Tym okrutnym akcentem koncze moje wystepy na forum i moje dyskusje na
      > temat slubu.

      Okrutnym? Czy mam to rozumiec jako "lepiej przygruchaj sobie kogos i ozen sie,
      zebys kogos mial na wszelki wypadek"? Wiesz mnie jakos to "wielkie branie" nie
      interesuje. I nie bede zebral o malzenstwo, zeby tylko ktokolwiek ze mna byl.
      Wole czekac samotnie na ta krolewne z bajki, niz wieszac sie na "sierotkach
      marysiach", ktore puszcze w trabe gdy tylko pojawi sie krolewna.
      Poza tym, brak slubu nie oznacza niestalosci w uczuciach...


      > Wkurzesz mnie ostatnio kwieto, bo wszystko zawsze wiesz najlepiej
      > i nawet potrafisz czuc sie jak konkubina.

      Za to, ze sie wkurzasz na moj widok nie odpowiadam - bo to Ty sie wkurzasz, wiec
      zrob remanent w swojej glowie.
      A ja nawet jak sie wypowiadam autorytarnie (co mi sie zdarza czesto, przyznaje)
      nigdy nie twierdze, ze wiem najlepiej jak jest. To co mowie, ZAWSZE dotyczy
      WYLACZNIE MOJEGO PRYWATNEGO zdania na jakis temat. Natomiast nie przecze, ze
      lubie bronic tego swojego zdania, nieraz bardzo zazarcie

      Czy ja gdzies pisalem jak sie czuje konkubina? Nie przypominam sobie... Mozesz
      zacytowac mi ten "moj" post w ktorym cos takiego napisalem?


      >Nie pieprz o przymusie, bo nie wiesz co to jest przymus.

      Widze, ze mnie lepiej znasz, niz ja sam...


      > Rownie dobrze mozna byloby nazwac przymusem zostanie z
      > facetem bez slubu. A w ogole kwieto to najlepiej zajmij czyms bardziej
      > produktywnym niz martwieniem sie o facetow, ktorych ktos chce poslubic. Moze
      > pohaftuj lub poczytaj, jak radzisz mnie w poscie o bezroboci.
      >
      No wlasnie sobie haftuje na forum...
      Ale nie przejmuj sie, jutro wyjezdzam na krotkie wakacjie, nie bedzie mnie pare
      dni. Zadowolona?

      > Aha, najbardziej by mnie ucieszylo, gdybys nie pisal kolejnej epistoly o
      > slubach, ale niestety chyba za duzo zadam.
      >
      Jak ladnie poprosisz... :"P



      > Z checie wyjscia za maz jest jak z wiara w Boga. Albo sie wierzy w Boga albo
      > nie. Albo sie chce slubu albo nie. I jak slepy nie zrozumie gluchego tak
      > dziewczyna, ktora nie spedzila paru lat zycia z facetem i potem chciala slubu.
      >
      To ja prosze, zebys nie mowila, ze slub jest dobry dla wszystkich. a cos takiego
      forsujesz w watku o slubach. Skoro glucy ze slepym sie nie dogadaja, to nie kaz
      gluchym slyszec cweirkania ptaszkow, a tym co nie chca slubu go brac.


      > Z racjonalnoscia to nie ma nic wspolnego, ze chce sie byc zona a nie partnerka.
      >
      > Swojej taktyki wszystko albo nic nie zaluje. Dostalam to co chcialam. Maz tez
      >
      > jest szczesliwy i nawet zaczynamy myslec o dziecku.

      Bardzo ladne podsumowanie "dostalam co chcialam a przyokazji maz jest
      szczesliwy..."

      Ale nie zmuszaj mnie do znoszenia takich taktyk, dobrze? Jesli nie mam ochoty na
      slub to nie, i niech nikt mnie do tego nie zmusza. Jedno co chce, to ZROZUMIENIA,
      ze dla mnie slub jest nieistotny.

      Probowalem zrozumiec na czym polega ta potrzebnosc slubu, i otrzymalem
      argumentacje "jest potrzebny bo jest". To nie jest plaszczyzna do zadnej
      dyskusji. Staralem sie dopytac o co chodzi, dopytywalem sie o to "poczucie
      bezpieczenstwa" ktore daje slub - nie otrzymalem odpowiedzi, a tylko informacje,
      ze "tego sie nie da przekazac".

      Skoro sie nie da przekazac, to uszanuj moje zdanie i to, ze takie zagrania jak
      Twoje (owo ultimatum) traktuje jako wywieranie presji i przymusu.
      I nie wsciekaj sie, skoro nie potrafisz nawet rozsadnie swojego zdania
      argumentowac.
      • Gość: A27 Re: A27 i przymus IP: *.proxy.aol.com 24.01.02, 01:33
        Oczywiscie kwieto i tym razem wiedziales lepiej. Mowa o slubie byla prawie od
        samego pocztku, tylko nie bylo decyzji. Wiec proces podjecia decyzji zostal
        ulatwiony.

        Aha, prawo do odejcia z zwiazku, w ktorym sie niczego nie obiecywalo ma (mam
        nadzieje) kazda kobieta. I kazda kobieta ma tez prawo do takeij formy zwiazku
        jaka jej najbardziej odpowiada.

        Poza tym wez slownik i zobacz rozice miedzy presja a przymusem.
      • Gość: A27 Re: A27 i przymus IP: *.proxy.aol.com 24.01.02, 01:52
        I jeszcze jedna drobna rzecz. Ja nie twierdze, ze slub jest dobry dla
        wszystkich. Ale jest dobry dla tych kobiet (i mezczyzn), ktore go chca. I
        nigdy nie powiedzialam, ze konkubinat jest mniej wartosciowy niz slub per se.
        Dla mnie byl, o czym dopiero przekonalam sie w ciagu trwania zwiazku. Jesli
        oboje partnerzy chca zwiazku wolnego to super, nie moja sprawa. Natomiast
        wiem, co czuje dziewczyna, ktora czeka na oswiadczyny. I moim zdaniem ona ma
        prawo otwarcie szukac spelnienia tej potrzeby slubu. Nawet jesli ta potrzeba
        jest irracjonalna. I ma prawo odejsc gdy ta potrzaba.

        I gdy kobieta chce slubu, a facet nie - to jedno musi ustapic. Jesli ustapi
        ona, to bedzie miala poczucie niedosytu, bedzie beczala na slubach kolezanek i
        na chcrzcinach kuzynek. I nigdy tam juz nie bedzie dobrze w tym zwiazku. A
        jesli ustapi on to moze okazac sie, ze tak naprawde nic sie nie zmienilo w
        zyciu, ale facet ma wreszcie zadowolona osobe u swojego boku.

        I jesli ktos chce watpic w moja milosc do D., to prosze bardzo. Najwazniejsze,
        ze on nie watpi.
      • Gość: A27 Kwieto IP: *.proxy.aol.com 24.01.02, 01:57
        Kwieto, czy ja Cibie do slubu zmuszalam. Naprawde czy Ty sie ozenisz czy nie,
        nie ma dla mnie znaczenia. Ja pisalam moje posty do b. Zadalam Ci tylko jedno
        pytanie i Ty odpowiedziales. Ale sugerowac Ci wlasciwego stylu zycia nie
        zamierzam. Kazdy ma prawo do takiego stylu zycia jaki mu sie podoba. I skoro
        b. podoba sie malzenstwo, to dlaczego ma go nie miec z kims koga kocha i
        spedzila z nim juz 5 lat.
    • Gość: sue Re: A27 i przymus IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 24.01.02, 01:26
      Kochana Aniu, bardzo ladny list, pod ktorym tez sie podpisuje. Nie tylko Ciebie
      wkurza Kwieto, ale to chyba nie o to chodzi .To jest forum i kazdy pisze co
      mysli. I gdyby nie bylo tych ludzi, to byloby nudno. Troche nagrozmalilam. Nie
      odchodz, bardzo lubie czytac Twoje posty. Musze poczytac o tym zamazpojsciu, bo
      tak mnie wkurzylo, ze przestalam. Olej tych, co tak sadza, niech sobie zyja jak
      im wygodnie. :-]]] Pozdrawiam Cie .
      • Gość: czarek Re: A27 i przymus IP: *.philadephia-16rh15rt-pa.dial-access.att.net 24.01.02, 01:34
        no wlasnie, nie odchodz A27.
        A zeby dolac do ognia, to powiem, do kwieta, na dobranoc, ze:
        Rozsadek to stara panna do ktorej zaleca sie Nieudolnosc!
        • Gość: A27 Re: A27 i przymus IP: *.proxy.aol.com 24.01.02, 01:37
          Jesli chodzi o presje, to prseja polityczna jest jednym z zasadniczych
          elementow demokracji. A krolewien nie ma.
        • Gość: c Re: A27 i przymus IP: *.philadephia-11rh15rt-pa.dial-access.att.net 24.01.02, 04:43
          Gość portalu: czarek napisał(a):

          > no wlasnie, nie odchodz A27.
          > A zeby dolac do ognia, to powiem, do kwieta, na dobranoc, ze:
          > Rozsadek to stara panna do ktorej zaleca sie Nieudolnosc!

          raczej 'stary kawaler'. A slub to przypieczetowanie milosci.
    • trzydziestolatek Re: A27 i przymus 24.01.02, 07:34
      A27 po co zakladasz taki watek? Wyglada na to ze cos cie zabolalo. Masz
      wyrzuty sumienia ze naklonilas meza do slubu? Ale Ty sie wsciekasz!
      Osobiscie 100 x wole wypowiedzi Kwieto. I zgadzam sie z nim prawie zawsze. Nie
      nadinterpretuj tego co on pisze. Czytaj UWAZNIE. I daj ludziom zyc i miec
      poglady.
      robert
      • Gość: Renka Re:ultimatum Anny 27 IP: *.home.cgocable.net 24.01.02, 08:35
        Ja mysle, ze odslonilas Anno27 za duzo i zla jestes na siebie za szczerosc.
        Ja cie popieram, zrobilabym to samo.No, bo czasem trzeba przejac inicjatywe:)
        Inaczej mozna trwac i czekac na nia w nieskonczonosc. Mezczyzni sa bardziej
        egoistyczni od kobiet.I trzeba im powiedziec co maja zrobic(naprawde) i w
        dodatku czesto trzeba ich poinstruowac jak maja to zrobic.No, nie uwazasz?
        A kwieto gledzi, bo naprawde potrzeba mu prawdziwej milosci.Wtedy nie bedzie
        rozwazal i wybieral, tylko slepo wpatrzony w swoja wybranke zostanie
        zaprowadzony do oltarza i obrocony po odpowiedniej stronie:)))
        • Gość: kasia Re: do Renki IP: 212.244.59.* 24.01.02, 10:40
          To nie egoizm facetów. Jak facet żyje w udanym związku od lat, to nie chce nic
          zmieniać. Jak mu partnerka coś podpowie, to sie zdecyduje, ale sam nie widzi
          powodu naprawiania czegoś, co dobrze działa. Zrozumcie wreszcie kobiety, że to
          nie egoizm, tylko sposób myślenia. A raczej to, że facet jak nie ma problemu,
          to nie rozmyśla!
          • Gość: królik Re: do Renki IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 24.01.02, 12:21
            kazdy moze miec swoja wizje zycia w tym slubu,
            ale uwazam manipulowanie kims za odrazajace- np. dziewczyny lapice meza na
            dziecko brr,
            inaczej ma sie sprawa z przedstawieniem swoich pogladow partnerowi - wydaje sie
            oczywiste, ze kazdy ma do tego prawo ale dziala to w obie strony i partner ma
            prawo zaakceptowac masz poglad lub nie.
          • Gość: K. Re: do Renki IP: *.sochaczew.sdi.tpnet.pl 24.01.02, 16:18
            Wlasnie,a my lubimy sobie rozmyslac bez sensu i wymyslac rozne rzeczy.Tej
            przypadlosci im bardzo zazdroszcze,nie szukaja na sile dziury w calym.

            Co do slubu,to zgadzam sie,ze kobieta musi czasem przejac inicjatywe. U mnie
            bylo podobnie,niby to nie bylo mi tak bardzo potrzebne,ale...I tu zaczynaly sie
            schody:
            jak jechalismy do rodzicow,to nie moglismy u nich razem spac,bo nie
            wypada,chcociaz wszyscy wiedzieli,ze w Warszawie mieszkamy razem;
            jak cos kupowalismy na raty za wspolne pieniadze,to byl problem na kogo,
            jak szlismy na spotkanie pracownikow z naszych firm,to ja byla pani X,on pan
            Y,a wiekszosc to byly pary jednonazwiskowe
            i mogla bym tak wymeniac bez konca,ale po co?
            Chodzi o to,ze po moich mnej czy bardziej smialych napomnknieciach,ze latwiej
            nam bedzie pod jednym nazwiskiem,moj maz spytal sie,czy nie chce na walentynki
            pierscionka zareczynowego. I wiecie co,dwa dni po slubie zadzwonil do mnie do
            pracy,gdzie go wszyscy znali i zapytal,czy moze rozmawiac ze swoja ZONA,taki
            byl z tego dumny:-)Tylko wczesniej nie chcialo mu sie wyjsc z inicjatywa...
            Poza tym,pocieszal sie,ze duzo dziewczyn leci na zonatych, bo widza w nich
            stabilizacje;-))
            A mi tez jest milo,jak chodzimy raze do pub'ow i kazdy sie dziwi,ze malzenstwo
            a razem do pub'u na piwo chodza!
            Pozdrawiam,
        • ryzymalp Re:ultimatum Anny 27 24.01.02, 11:31
          O boże , czytam i włos mi sie jeży...Ja jestem teraz w sytuacji odwrotnej. Mó
          luby wywiera na mnie nacisk . I nie chodzi tu o slub ale o więcej : o ślub
          kościelny, którego w imie zasad i dla pamięci przodków ;-) postanowiłam nigdy
          nie brać. Im dłużej on naciska, tym bardziej podoba mi sie stan
          staropanieństwa. Zreszta co9 to za system??? Żeby komuś wciskać swoję i
          krzyczeć : " ma byc tak , jak ja chcę!!!" Jest to brak szacyunku dla drugiej
          osoby, początki traktowania jej jak własność. I nie chodzi mi tu o sam ślub
          tylko o "wymuszanie". Nie wiem , jak to sie skończy...albo on zmądrzeje
          albo.....albo ja sie ugnę i będę sobie pluć w brodę do końca życia a jemu
          ciosać kołki na głowe ....albo .............bo zaczynam myśleć o najgorszym....
          • Gość: K. Re:ultimatum Anny 27 IP: *.sochaczew.sdi.tpnet.pl 24.01.02, 16:25
            Rozumiem,ze nie powinno sie zmuszac.Ale,czy nie wydaje ci sie,ze dla niego slub
            koscielny jest po prostu wazny, bo rozumiem,ze jest osoba wierzaca. A czy ty
            szanujesz jego osoba,odmawiajac mu, czy szanujesz jego zdanie na temat slubu
            koscielnego.W kosciele sa przeciez formulki dla par,w ktorych jedna ze stron
            jest niewierzaca.
            • Gość: ryżymałp Re:ultimatum Anny 27 IP: 195.116.167.* 24.01.02, 17:04
              Ja tez jestem wierząca ale inaczej. On wie i ja wiem, że w Kościele są
              formułki rzeczone ale on nie chce sie na to zgodzić, bo co ludzie powiedzą???
              Nie uważasz , że to przesada?? Na poczatku zgodziłam sie na ślub właśnie taki
              mieszany, teraz jak sie okazało , że można to on naciska na "normalny" To jest
              tak, że jak dać palec to utną rękę. Chciałam kompromisu ale teraz to już
              przesada.Boję się, że jeżeli teraz ustapie, będę musiała ustępować całe życie a
              na prawdę nie mam zamiaru życ pod jego dyktando zwłaszcza, że nieco sie różnimy.
              • Gość: K. Re:ultimatum Anny 27 IP: *.sochaczew.sdi.tpnet.pl 24.01.02, 18:18
                ok,teraz rozumiem. Ja jestem w odwrotnej sytuacji, bo to moj maz nie za bardzo
                przepada za kosiolem,ksiezmi-ogolnie uwaza sie za ateiste. Jestesmy po cywilnym
                slubie ale ja bardzo bym chciala miec slub koscielny.Nie znaczy to,ze jestem
                paktykujaca katoliczka,ale skoro wierze w Boga, uwarzam,ze to nie fair wobec
                Niego. Nie bede tu sie uzewnetrzniala,ale czulabym sie szczesliwa, gdybym mogla
                przedstawic mojego jedynego Bogu;-)Poza tym,czasem chcialabym byc chrzestna lub
                swiadkowa.A niestety,zgodnie z prawem koscielnym,nie moge.Nie chce nawet wesela
                (to byl jeden z jego argunentow na "nie"),narazie slysze odpowiedz:"pomyslimy".
                No to poczekam,nie naciskam,ale tylko czasem przypominam,ze bylo by mi
                milo,itp...
                Ale z pewnoscia, nie bede go do niczego zmuszala...
                • Gość: Sol do K IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.01.02, 18:46
                  Gość portalu: K. napisał(a):

                  > Poza tym,czasem chcialabym byc chrzestna lub
                  > swiadkowa.A niestety,zgodnie z prawem koscielnym,nie moge.
                  K., wiem ze Cie to nie ratuje ale swiadkowa mozesz byc, na pewno. Chrzestna
                  raczej nie, bo to juz sprawa bardziej religijna...
                  • Gość: K. Re: do K IP: *.sochaczew.sdi.tpnet.pl 25.01.02, 10:39
                    o,ciesze sie z tej swiadkowej,bo szykuje sie slub mojej przyjaciolki.A
                    chrzestna probowalam juz byc,niestety,nie pozwolono mi...
                • Gość: kasia do K. IP: 212.244.59.* 25.01.02, 11:21
                  Możesz Bogu przedstawić męża bez ślubu, on jest wszędzie.
              • Gość: kasia do ryżymałpa IP: 212.244.59.* 25.01.02, 11:20
                Z sentymentu, też jestem ruda.
                Spróbuj w tym Kościele doszukać się Boga. On tam jest. A ślub odłóżcie na
                trochę.
    • Gość: tekla Re: A27 i przymus IP: 192.168.0.* 24.01.02, 08:48
      własnie - daj ludziom żyć i daj im miec swoje poglądy . Dlaczego zakłozyłas
      ten wątek i próbujesz dowalic kwieto .
      Każdy ma swoje poglądy : jedni chca ślubu , inni nie i kazdy ma prawo o tym
      napisać na forum . JUż raz była wątek o Tobie i chyba cenzorze - zastanawia
      mnie tylko to ,dlaczego właśnie Ty pojawiasz sie w kontekście "forumowych
      kłótni ". Mam nieodparte wrażenie , że nie znosisz innnego zdania niz Twoje
      oczywiście , zwłaszcza gdy trafiasz na "przeciwnika " który stoi twardo na
      swoim . Wierz mi , że jest wiele osób , którym Twoje poglądy ( zwłaszcza o
      wymuszonym ożenku ) wydaja sie do bani . Ale wielu osobom nawet nie chce sie
      pisać o tym - z wielu powodów : nie warto , nie maja czasu , albo szkoda im
      czasu .
      Troche wiecej luzu ... Czy wyznajesz zasade : jeżeli nie jesteś ze mną , jesteś
      przeciwko mnie ?Tak jak na swoim męzu wymusiłaś pewne postepowanie - Nas i
      Naszych poglądów nie zmienisz . czy ci sie podoba czy nie .
      i jeszcze jedno : jestem za ślubem , w umiarkowanym stopniu , ale jestem .
      Chociaz myśle , że życie przynosi nam rózne niespodzianki , i jeżeli ułożyłoby
      sie inaczej , też pewnie byłabym szczesliwa :-) Pozdrawiam
      • Gość: Kim Re: A27 i przymus IP: 213.77.91.* 24.01.02, 09:57
        Przeczytałam spokojnie cały wątek o zamążpójściu i również ten. Ale w końcu
        każdy ma swoje granice nerwów.
        Przede wszystkim: ślub to nie jest zabawka, o której marzy dziewczynka i jak
        tupnie nóżką, to ją dostanie. To jest decyzja dwóch dorosłych osób. I obie
        osoby mają prawo podjąć tę decyzję bez nacisków.
        A27 - piszesz, że jak kobieta ulegnie i będzie z mężczyzną bez ślubu, to będzie
        potem płakać na innych ślubach, a facet może zrozumie, że jest fajnie. Czyli
        znowu mężczyzna jest do wychowywania, a kobieta wie lepiej, co jest dla niego
        dobre. Wybacz, ale mamusię to on już jedną ma i wychowywanie w związku raczej
        źle się kończy. Piszesz, że jesteś zadowolona, bo masz co chciałaś, a on też
        jest szczęśliwy... Szkoda, że nie stawiałaś jego szczęścia na pierwszym
        miejscu.
        Dla mnie mój ukochany jest najważniejszą osobą i to z nim chcę być, a to, czy
        będę jego żoną psychicznie czy na papierze, to mniej istotne. Zamiast
        oświadczyn wystarczy mi jego deklaracja, że chce być ze mną i budować nasz
        związek. Ślub niczego nie zmienia. Piszesz, że mogłabyś odejść, gdyby nie
        chciał się z Tobą ożenić, bo niczego nikomu nie obiecywałaś...To smutne. Chyba
        ważniejsze są wasze ustalenia, obietnice, a nie publiczne przysięgi.
        Już byłam mężatką i wiem, że można powiedzieć po latach - pomyliłem się...
        To boli.
        Dla mnie najważniejsze w miłości, to uszczęśliwić tą drugą osobę.
        • wredna_asia Re: A27 i przymus 24.01.02, 17:13
          Susie Orbach, znana psycholog amerykanska o feministycznych inklinacjach
          poruszyla kiedys zagadnienie konkubinatu. Nie wiem w jakiej to bylo ksiazce,
          ale napisala tam, ze niektore kobiety nie radza sobie z forma konkubinatu.
          Mozna by powiedziec, ze nie chca tej wolnosci jaka daje konkubinat. Bo tak
          naprawde taka wolnosc jest pozorna. Takie kobiety po prostu daja z siebie
          wszystko tak jakby byly zonami, a potem nagle czuja, ze cos tutaj nie gra. Jak
          tu odejsc gdy wszystko wpolne i praktycznie kobieta czuje sie tak wkomponowana
          w zycie swojego faceta, ze odejcie rowna sie rozwod. Najczesciej okazuje sie,
          ze facet mniej w taki zwiazek inwestuje i ma wszystko to co mialby w
          malzenstwie. Nie ponosi przy tym zbyt wielu ofiar. (Teraz tak mi sie
          przypomnialo jak trudno jest kobietom po kilkuletnim konkubinacie znalezc
          podobny rodzaj intymnosci. I jak wielu facetow boi sie zwiazac z kobietami,
          ktore iles tam lat mieszkaly z innym.)

          Mowi sie o niektorych kobietach, przynajmniej w USA, ze sa „marrying type”.
          Anka27 i Renka, ktora i trzeci slub wzielaby z tym samym chlopem sa klasycznymi
          przykladami. Jest nim tez forumowiczka z kobiety o imieniu kathy i muzaa.
          (Innych nie pamietam w tej chwili.) Pewnie jest nim tez b., ktorej piec lat
          zajelo odszukanie siebie. Ten typ chyba raczej nie zniknie z pola widzenia,
          chocby nawet liczba rozwodow wzrosla. Tak jak kobieta, ktora wierzy w wyzszosc
          szwedzkiego „sambo” nad malzenstwem bedzie sie czula ograniczona jako zona,
          dokladnie tak samo „marrying type”, bedzie sie miala poczucie niespelnienia
          jako konkubina.

          Oczywiscie wszystkim byloby latwiej gdyby kobiety od razu sie deklarowaly czy
          sa „marrying types” czy „partners”, ale wiadomo, ze preferencje moga ulegac
          zmainie z wiekiem. Na dobitke, wielu facetow uciekloby gdzie pieprz rosnie,
          gdyby kobieta na trzeciej randce wyznala, ze tak naprawde to ona szuka faceta,
          za ktorego chcialaby wyjsc za maz. W naszych czasach zwiazek zaczyna sie od
          podchodow i to jest ogolnie akceptowana norma. A potem jest wielkie zdziwko,
          gdy ta „cool” dziewczyna, z ktora mozna bylo miec piec orgazmow w jedna noc i
          konie tez krasc - chce byc zona.

          Podobnie jak Renka uwazam, ze Anna za duzo napisala o sobie. I z tego co wiem,
          bo zanam te pare osobiscie, to nie bylo tak jak sobie wyobrazacie, ze ona go za
          fraki itd. Ona z nim rozmawaiala 100 razy lagodnie, a potem nerwy puscily i
          pojechala do matki. Sama wtedy jej radzilam zeby go zstawila w diably.
    • Gość: królik Re: A27 i przymus IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 24.01.02, 11:34
      co za nerwowa dyskusja
      mysle,że A27 ma swoj obraz zwiazku -slub jest dla niej wazny i kropka, fajniej
      by było, gdyby facet to wyczul i oswiadczyl sie bez czekania na ponaglenie, ale
      kto powiedzial, że w zyciu wszystko jest zgodne z planem idealnym
      a biedny Kwieto zostal zrugany bezlitosnie tylko za to, że i on ma swoj punkt
      widzenia :)
      • Gość: c Re: A27 i przymus IP: *.philadephia-14rh16rt-pa.dial-access.att.net 24.01.02, 15:32
        jak ktos kocha to sie slubu nie boi.
        • Gość: Kim Re: A27 i przymus IP: 213.77.91.* 24.01.02, 15:51
          Byłaś (eś) kiedyś żoną (mężem)?
          Ja kocham, ale się boję...
          • Gość: czarek Re: A27 i przymus IP: *.philadephia-10rh16rt-pa.dial-access.att.net 24.01.02, 18:24
            Gość portalu: Kim napisał(a):

            > Byłaś (eś) kiedyś żoną (mężem)?
            > Ja kocham, ale się boję...

            bylem mezem, konkubinem, rozwodnikiem
            i co tam jeszcze. I nie zaluje. Idzie sie na calego.
            Dopiero wytedy doswiadcza sie pelni wszystkiego.
            I objawia prawdziwa milosc.
            Czego sie bac? Prawdy? Zyc w bezpieczenstwie, czyli
            intelektualnej dominacji i kontroli?
            Czy zyc cala miloscia, otwartoscia, odpowiedzialnoscia
            i spelnieniem.
            Poza tym nie uwazam malzenstwa za przezytek patriarchalnego
            wspolposiadania sie. A kto sie boi tworzyc jednosc w roznorodnosci,
            niech bedzie wolny. Niech ma zawsze furtke. Niech bedzie soba.
            Tylko niech nie mami. A jesli mu/jej zalezy na drugiej osobie kochanej,
            to co mu /jej szkodzi dac doswiadczyc tego spelnienia partnerowi?
            Lek ze skonczy sie adoracja? Bzdura. A moze egoizm?
    • mundo3 Re: A27 i przymus 24.01.02, 17:27
      Jako jeden z fanow Anny27, dziwie sie jej facetowi, ze tak dlugo zwlekal.
      Gdybym ja dostal taka Anne w swoje rece, to .... szkoda gadac. Uwazam, ze to
      glupie mieszkac z dziewczyna i potem robic wielkie uniki, gdy ona chce slubu.
      Jesli po paru latach wiesz, ze to ta, coz szkodzi wymamrotac pare slow
      przysiegi. Ja tam na pewno z dziewczyna nie zamieszkam o ile nie bede mial
      powaznych planow wobec niej. Jesli w ogole zamieszkam z jakas, to raczej po
      zareczynach. Wtedy wszystko bedzie wiadomo. Gdyby mi sie dziewczyna sama
      oswiadczyla, to czulbym sie zaszczycony.
      Pozdrowienia dla A27. Kwieto zycze milych wakacji i mam lekka nadzieje, ze
      przestanie byc ekspertem od zwiazkow. Najgorzej to jak daltonista anlizuje
      kolory.
    • Gość: A27 Re: A27 i przymus IP: *.proxy.aol.com 24.01.02, 17:59
      To juz naprawde moj ostani post na forum.
      Chce zakonczyc tylko jednym: Smieszne jest to, ze ak wiele tutaj zrozuminia
      dla mojego niezdecydywanego meza, a tak malo zrozumienia dla mojege wtedy prawa
      do odejscia.
      Nie jest szantazem jasne postawienie sprawy: albo slub albo koniec.
      Szantazem byloby na przyklad mowienie: jak odejdziesz to ja sie zabije.
      A takich historii nie mam na swoim sumieniu.

      Zegnam forum Gazety i dodam, ze kazdy ma taki zwiazek na jaki sobie zapracuje.
      O ile moj zwiazek okaze sie pomylka, to ja bede przez to cierpiec i nikomu nic
      do tego. Dodam, ze gdybym nawet wiedziala, ze kiedys rozwiade sie, rowniez
      chcialabym slubu z tym wlasnie facetem. Bo tyle ile ja w ten zwiazek wlozylam,
      wiem tylko ja. I kazda inna forma bycia z tym mezczyzna oznaczalaby policzek w
      twarz. A ja po twarzy bita nie bede.



      • Gość: onnanohi Re: A27 i przymus IP: *.devs.futuro.pl 24.01.02, 21:33
        Anno ..... proszę Cię, zostań z nami.
        Tak mi smutno, mój Boże, rozumiem Ciebie doskonale i gdyby mi się nie ułożyło,
        tak jak opowiedziałam, postąpiłabym identycznie.
        A kochać drugą osobę nie myśląc zupełnie o swoim szczęściu tylko o niej i robić
        tak, aby to tylko tej drugiej stronie było dobrze nie zważając na swoje
        potrzeby to potrafił Jezus i Matka Teresa.
        Ja jestem po prostu kobietą.

        Anno, czy zechciałabyś napisać do mnie onnanohito@poczta.gazeta.pl?
        Miałam nadzieję, że się poznamy kiedyś, skoro zniksz, nie pozostaje mi nic
        innego, jak prośba o list.
        Trzymaj się i myślę (jak to już gdzieś napisałam), że jesteś wielka.
        Pa
        • mariposa dokad zmierzacie????? 24.01.02, 23:23
          czesc!

          nie mam zamiaru obrazac sie, ani nikogo, chce tylko wyrazic pewne
          rozczarowanie? rozdraznienie? sama nie wiem jak to nazwac.

          chodzi mi o to, ze nie interesuja mnie ani "osobiste wycieczki" ani "kacik
          porad sercowych" wiec jak Nam/Wam sie zbierze na jakas ciekawa dyskusje to
          wyslijcie mi mail'a.

          forum zaczelo mnie interesowac pod wzgledem socjologiczno-psychologicznym, jako
          wyksztalcajaca wlasna swiadomosc grupa (forumowicze), ktora wlasciwie fizycznie
          nie ma racji bytu.

          ale chyba nastapilo zmeczenie materialu ;-)))

          takze jak ktos ma jakies inne ciekawe strony www lub po prostu chce sobie
          podociekac, to prosze napisz.

          moj adres pozostaje aktualny.

          pozdrawiam WAs bardzo serdecznie.

          i... BYLE DO WIOSNY

          mariposa

          ps. obecnie oprocz leworecznosci interesuje mnie schizofrenia (tylko z punktu
          widzenia laika ;-) ).

          bye!
    • Gość: fragola Re: A27 i przymus IP: 192.168.1.* / *.dami-rz.pl 24.01.02, 23:25
      Anno pamiętam Twoje wypowiedzi z innego forum.Były błyskotliwe,dowcipne,ale po
      pewnym czasie przekonałaś forumowiczów,że tak naprawdę ciężko z Tobą
      dyskutować.Masz swoje poglądy,jesteś wyrazista,ale na dłuższą metę nie
      potrafisz rozmawiać.Ten wątek jest dowodem Twojego poirytowania,że ktoś(jak Ty
      zresztą!)prezentuje stanowisko,wysuwa wciąż swoje argumenty, gdy tymczasem Ty
      chciałabyś już zakończyć,mieć ostatnie słowo(oczywiście w swoim niepowtarzalnym
      stylu).Nie wiem czy to Ty odkryłaś się za bardzo czy ktoś odkrył Ciebie,a to
      zabolało,bo......??? W każdym razie reakcja jest histeryczna(założenie wątku by
      dogryżć adwersarzowi,grożenie odejściem z forum).Dlaczego tak dotknął Cię
      komentarz do osobistych wyznań, na które się zdecydowałaś?Ja pisząc na forum
      nie oburzam się(aż tak:)) jeśli ktoś zle zinterpretuje moje wynurzenia i nawet
      mi "dowali",bo
      1.nie zawsze po krótkich wypowiedziach można rozgryzć czyjś problem i wiedzieć
      jak naprawdę było;ja się mylę to i ktoś może się mylić,ale można dyskutować i
      przy okazji parę rzeczy z czasem wyjaśnić
      2.zakładam,że na forum są osoby o RÓŻNYCH poglądach,postawie życiowej-dla mnie
      to atut,dlatego tu bywam
      3.prowokuje mnie to do przemyśleń
      4.chyba nie jestem tak przewrażliwiona na swoim punkcie

      Nawiązując do wątku, o który całe zamieszanie sądzę,że dążenie
      do "zalegalizowania związku" często dotyczy również mężczyzn, którzy dziwią
      się,gdy kobieta waha się.Aniu, różne są tego motywy, różne są nasze
      doświadczenia.
      Nie odchodz z forum!

      fragola
      • inka_sama Re: A27 i przymus 25.01.02, 00:09
        Przeczytałam te wasze listy – i tak mi żal...Zmuszać do ślubu? A w czym to
        gorsze od zmuszania do życia bez ślubu?....
        Z mojego doświadczenia wynika, że prawdziwa miłość – osób wierzących w Boga,
        oczywiście – prowadzi w sposób naturalny do ślubu kościelnego. Czy też ślubu
        cywilnego osób wierzących inaczej.
        Ale jest to pragnienie wyznania całemu światu – tak, kochamy się i będziemy
        razem na zawsze – dopóki śmierć nas nie rozłączy. Do tego prowadzi prawdziwa
        głęboka miłość.
        Ja nie czekałam na oświadczyny – zostałam nimi totalnie zaskoczona, byliśmy
        bardzo młodzi, a on wydawałoby się poglądy miał takie...kwietopodobne.....
        Powiedziałam – tak, i przeraziłam się. Czy dotrzymam takiego ogromnego
        zobowiązania?
        I wiecie? Nie jeden raz myślałam że taka przysięga – formalna, publiczna – nie
        jest najbardziej potrzebna. Ale jednak jest. Każdy człowiek ma gorsze dni, ma
        chwile zwątpienia, przeżywa przypływy i odpływy uczuć.... I czasem to
        spojrzenie na obrączkę i wspomnienie tej ważnej chwili pozwala znów spojrzeć na
        bliska osobę tamtymi oczami – zakochanego / zakochanej....
        I ostatnie – my naszej przysięgi dotrzymaliśmy: dopóki śmierć nas nie
        rozłączy....
        Właśnie nas rozłączyła. Nagle , za wcześnie, zaledwie po siedmiu latach.
        Tęsknię potwornie, najchętniej natychmiast pobiegłabym za nim.... Ale nie mogę –
        tego nie robi się dzieciom i rodzinom...
        Nawet gdybym wiedziała że tak krótko to będzie trwać – wybrałabym jego i
        cierpienie po nim.
        I cieszę się że mogę powiedzieć - odszedł ode mnie MÓJ MĄŻ – a nie mój partner
        czy konkubent.
        Czy myśleliście o życiu ze ślubem czy bez z takiej perspektywy? Z perspektywy
        śmierci? Pomyślcie czy to coś zmienia – nikt z nas nie wie ile czasu mu
        dano...I czy odkładając na później ślub i macierzyństwo / ojcostwo nie
        odłożycie tego – NA ZAWSZE!
        • Gość: Renka Re: A27 i Inka sama IP: *.home.cgocable.net 25.01.02, 08:42
          Anno, nie wierze, ze odchodzisz.. ale chyba zostawisz swego KLONA?hihi
          A moze ci sie naprawde znudzilo na tym forum. No, wiesz, nie brak tu roznych
          nawiedzonych ale i serdecznych duszyczek, zla tez (od cholery) jest, ale ja nie
          wierze, ze wytrzymasz bez wystukania cosik moze, moze na inny temat?
          :) :) :) :) :) :) :) :) :)) :))) :)))) :)))))
          Inka sama, badz dzielna, to bylo piekne.. , "i nie opuszcze cie az do
          smierci.." i potem modlitwa,slodka Ave Maryja i.. jak gruchnal marsz
          Mendelsona..ten moment w kosciele sw. Anny w Warszawie.. i kwiaty, kwiaty,
          tlumy rozesmianych przyjaciol,niekonczace sie tlumy z zyczeniami, ryz
          rozsypany..Kareta z bialym konikiem. Eh..juz wiem , dlaczego dzisiaj ten szum
          fal rozbijajacych sie o brzeg tak mnie rozbiera..To bylo w styczniu, padal
          malutki sniezek, a potem wyjrzalo takie wielkie slonce i zrobilo sie cieplo jak
          wiosna.I ty pielegnuj to co pamietasz, bo to Twoja i Dzieci historia.
          • Gość: Kim Re: A27 i Inka sama IP: 213.77.91.* 25.01.02, 09:16
            Inko, to wzruszające, co napisałaś i nie powiem, że wiem, co czujesz -
            przeżyłam ledwo namiastkę tego i czułam wtedy, że to koniec świata. Pamiętam
            płacz aż do utraty świadomości - a miałam tylko 25 lat. Nie wiem, czy
            zasłużyłam sobie na taki związek, jak pisze Anna. Życie nauczyło mnie, że w
            miłości wszystko zależy od obu stron. A nie tylko ode mnie.
            Mi było jednak łatwiej, bo zostałam odrzucona. Was rozdzielił okrutny los i
            nikt się Ciebie nie zapytał o zdanie.
            Może dlatego tak myślę o ślubie, że ktoś kiedyś zdeptał te moje marzenia o "nie
            opuszczę Cię aż do śmierci"? Że nagle nie miało to znaczenia?
            Wiesz, czasem czuję piasek pod powiekami, że nie będę mogła przysiądz mojemu
            mężczyźnie przed ołtarzem...Nie zobaczy mnie w białej sukni...
            Ale nie nazywam go w myślach konkubentem, partnerem. Myślę o nim jak o kimś
            najbliższym, najważniejszym, wiem, że jak zamieszkamy razem, będę dla niego jak
            żona.
            Nie jest nam na razie potrzebny ślub. Co to zmieni? Będziemy się bardziej
            kochać? Trudniej nam się będzie rozstać w razie konfliktu? Sama wiem, że rozwód
            nie trwa tak długo i jak ktoś chce, to nie ma problemu. Ślub nie jest żadną
            gawaracją trwałości związku. Jeśli zwiążesz się z przyzwoitym człowiekiem, to
            nie opuści Cię nawet wtedy, gdy nie będzie miał bata nad sobą w postaci ślubu.
            A jeśli będzie inaczej - nawet ślub nie pomoże.
            • Gość: czarek Re: A27 i Inka sama IP: *.philadephia-11rh15rt-pa.dial-access.att.net 25.01.02, 14:24
              a wlasciwie Aniu27 masz racje. Przemyslalem. Tez stad spadam.
              To takie slubne przyrzeczenie wiernosci sobie, wypowiedziane na glos,
              azeby stalo sie cialem.
              • Gość: sue Re: spadamy IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 25.01.02, 15:37
                ja tez jakos mam dosc.przejadlo mi sie.
      • Gość: A27 Re: A27 i przymus IP: *.proxy.aol.com 25.01.02, 17:28
        Wiesz co fragola, moze nie mozna ze mna dyskutowac, ale nie tylko ja mam ten
        grzech na sumieniu. Ma go tez kwieto i fnoll i pare innych 'wyrazistych osob'.
        Nic mnie nie zabolalo i wyrazilam swoje zdanie, ze kobieta ma prawo odejc od
        facet, gdy jej pewne wazne potrzeby nie sa spelniane. Czy ta potrzeba jest
        slub czy dziecko czy wiecej czulosci ma prwao odejsc. I zdania tego nie
        zmienie.
        Moglabym w nieskonczonosc produkowac swoje argumenty, ale cholera jasna nie
        chce mi sie, bo forum zaczyna robic sie nudne. Poza tym rozmawialam na temat
        moich wystepow na forum z mezem i jego wola jest:
        a) ograniczenie pobytu tutaj lub zaniechcanie
        b) niedyskutowanie naszych spraw
        I mysle, ze spelnie te prosbe.
        • fragola Re: A27 i przymus 25.01.02, 18:43
          Aniu ,szanuję Twoje zdanie na temat,który wywołał burzę.Zdanie Twoich
          współdyskutantów zresztą też.Nie wypowiadałam się na tamtym wątku z
          prozaicznego powodu:nie mam za wiele czasu na bywanie na forum,a kiedy
          wieczorem zaglądam okazuje się ,że interesujące mnie wątki mają po 50
          wypowiedzi.Czytam sobie i bywa,że nie mogę dodać od siebie nic co nie było już
          powiedziane.Ze stałymi bywalcami forum(fnollem i kwieto) nie zawsze się
          zgadzam,ale ich naprawdę cenię.Aniu, oni nie zakładają wątków, by "dowalić"
          adwersarzom:))))))
          PS. Cenię Cię choć na pewno jesteśmy BARDZO różne.Ja np.jeśli uważam dane
          wątki czy forum za nudne nie zabieram głosu, nie oznajmiam to całemu światu.Ale
          niektórzy lubią szum wokół siebie:)))
          Pozdrawiam
          fragola
          • Gość: Renka Re: it takes time IP: *.home.cgocable.net 25.01.02, 22:09
            Proponuje traktowanie wszystkich wypowiedzi z przymruzeniem oka :)Nie bedzie
            zalow, a przeciez to naprawde jest fajne, kiedy sobie tak gadamy i wymieniamy
            NASZE opinie o zyciu, bo wszak to wszystko to zycie, o czym tu mowa. Zycie to
            skomplikowany proces starzenia sie, po drodze dojrzewania..Badzmy
            odpowiedzialni za to, co piszemy i kiedy inni maja racje , przyznajmy ja im.To
            naprawde nam wszystkim pomoze we wzajemnym poznaniu siebie(SIEBIE!). Bo jezeli
            to nie byla ich racja ,to i tak wyjdzie w najblizszym watku, ze nie ma ludzi
            idealnych :)))
            NOBODY IS PERFECT - to ulubiona opinia miejscowych oraz IT TAKES TIME.. Obie
            sa taaakie prawdziwe.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka