mruczek.tigerek
11.03.09, 00:59
Boję się cokolwiek zrobić. Bo cokolwiek nie robię, kończy się
klęską. Nie przesadzam. Rodzice krytykują wszystko, co robię i mają
rację, a ja nawet nie mam, jak się bronić, bo obalają każdą moją
obronę. Na myśl o zrobieniu czegoś zaczynam płakać. Pozostaje mi
tylko leżenie w łóżku. Tylko to mi wychodzi. Ja tylko chcę, żeby coś
mi się udało. Żeby furtka, którą naprawiłem, pozostała naprawiona, a
nie rozwaliła się następnego dnia. Żeby zamknięte drzwi pozostały
zamknięte. Żebym ugotował jajko na miękko. Żebym nie pokaleczył się
papierem, liśćmi albo niewiadomoczym. Żeby na mojej odzieży nie
pojawiały się plamy w pięć minut po założeniu. Żebym nie czuł się
jak inwalida. Żeby rzeczy same się nie psuły. Żeby nie ginęły
gdzieś. Poddaję się. Idę spać.
Dwunasty post, który może się wyśle (poprzednie zawiesiły mi
internet i piszę to po raz dwunasty od nowa, może nie tak samo, ale
mam już dość i chcę się streszczać)