Dodaj do ulubionych

Boję się...

11.03.09, 00:59
Boję się cokolwiek zrobić. Bo cokolwiek nie robię, kończy się
klęską. Nie przesadzam. Rodzice krytykują wszystko, co robię i mają
rację, a ja nawet nie mam, jak się bronić, bo obalają każdą moją
obronę. Na myśl o zrobieniu czegoś zaczynam płakać. Pozostaje mi
tylko leżenie w łóżku. Tylko to mi wychodzi. Ja tylko chcę, żeby coś
mi się udało. Żeby furtka, którą naprawiłem, pozostała naprawiona, a
nie rozwaliła się następnego dnia. Żeby zamknięte drzwi pozostały
zamknięte. Żebym ugotował jajko na miękko. Żebym nie pokaleczył się
papierem, liśćmi albo niewiadomoczym. Żeby na mojej odzieży nie
pojawiały się plamy w pięć minut po założeniu. Żebym nie czuł się
jak inwalida. Żeby rzeczy same się nie psuły. Żeby nie ginęły
gdzieś. Poddaję się. Idę spać.
Dwunasty post, który może się wyśle (poprzednie zawiesiły mi
internet i piszę to po raz dwunasty od nowa, może nie tak samo, ale
mam już dość i chcę się streszczać)
Obserwuj wątek
    • rzeka.suf w lajloni tez byl taki ;) 11.03.09, 01:13
      ''Wojna z rzeczami

      Naleśniki z konfiturą mają przeważnie niedobry charakter. Zachowują się tchórzliwie, a zarazem podstępnie i dla głębszych spraw nie mają zrozumienia. Często płaczą (a wiadomo, że nie ma nic gorszego, jak płaczący naleśnik), a gdy się tylko odwrócić — śmieją się złośliwie. Robią też wiele nieoczekiwanych psot, które ludziom psują humor.
      Dlatego Ditto z pewną ulgą obserwował, jak naleśniki, urażone jego niechętną miną, zerwały się z półmiska i po kolei wy¬szły z pokoju. Jednakże po chwili weszła Lina i ujrzawszy pusty półmisek zdziwiła się nieprzyjemnie.
      — Ditto — powiedziała - dlaczego zjadłeś wszystkie naleśniki i nic mi nie zostawiłeś?
      — Nie zjadłem ani jednego - odparł Ditto.
      — Więc co? Chcesz mi może powiedzieć, że naleśniki posz¬ły sobie na spacer?
      — Tak, właśnie to chcę ci powiedzieć.
      — Że tak sobie zeszły z półmiska i wyszły?
      — Tak, po prostu zabrały się z półmiska i wyszły.
      — Jesteś wstrętnym łakomczuchem, Ditto - powiedziała Li¬na z płaczem. — Przez ciebie nie będę jadła obiadu.
      — Ależ, Lino, zastanów się, ja też nie jadłem obiadu.
      — Nie jadłeś, nie jadłeś! A gdzie naleśniki?
      — Przecież wyszły, powtarzam ci.
      — No to idź i przyprowadź je z powrotem!
      Ditto wybiegł z domu w pogoni za naleśnikami. Nie trwało to nawet długo, bo naleśniki, jak wiadomo, chodzą niezbyt szyb¬ko; udało się więc dogonić je w niewielkiej odległości do domu. Ditto zdyszany rzucił się na nie, chcąc je zebrać i zanieść z po¬wrotem do domu. Naleśniki z piskiem wymykały mu się z rąk i rozbiegały się na wszystkie strony, a Ditto nie wiedział, którego 'gonić. Po półgodzinnym uganianiu się zdołał wreszcie schwytać większość naleśników, ociekających konfiturą; upchał je, gdzie mógł po kieszeniach, i z wielkim tryumfem pobiegł do domu, gdzie czekała obrażona Lina.
      — No co? - spytała z przekąsem - może dogoniłeś naleśniki?
      — Owszem, dogoniłem - powiedział Ditto. - Paru nie udało mi się schwytać, ale większość złapałem. - To mówiąc, zaczął wyciągać z kieszeni postrzępione, rozwrzeszczane, lepkie naleś¬niki. Cale ubranie miał zawalane konfiturą i Lina patrzyła na niego z przerażeniem.
      — Ditto — powiedziała — całe ubranie na nic!
      — Przecież chciałaś, żebym gonił naleśniki. Trudno, masz je tutaj. Ale nie mów mi przynajmniej o ubraniu.
      — Jesteś kłamczuch, Ditto - krzyknęła Lina. - Kupiłeś na¬leśniki w sklepie, a teraz opowiadasz mi, że to te same, które rzekomo wyszły na spacer
      — Ależ, Lino, zapytaj sama naleśniki, niech ci opowiedzą, jak to było.
      Lina zapytała więc jednego naleśnika, czy to prawda, że one tu były na półmisku i poszły sobie na spacer. Ale naleśnik, po¬nieważ zrozumiał, o co chodzi, powiedział na złość, że nic po¬dobnego, że nigdy tu nie był, że przed chwilą Ditto kupił go w cukierni. Wszystkie naleśniki po kolei opowiadały to samo, a Ditto ze wściekłością słuchał ich kłamstw, wiedząc, że teraz już Lina nigdy mu nie uwierzy. Kiedy Lina chciała coś powiedzieć, przerwał jej szybko i zawołał:
      — Ależ, Lino, chyba nie będziesz bardziej wierzyła tym wstrętnym naleśnikom, niż mnie! Przecież wiesz, że naleśniki kłamią!
      — Sam kłamiesz! - krzyknęła Lina. - Skąd naleśniki mogły¬by sobie wymyśleć taką historię?!
      Ditto westchnął i wyszedł, zostawiając Linę, która z kwaśną miną zabrała się do jedzenia naleśników. Poszedł do łazienki i oburzony niegodziwością naleśników postanowił zawrzeć jakiś sojusz, który by pomógł mu w życiu. Przyszła mu do głowy pasta do zębów, która, wedle jego doświadczeń, miała charakter łagod¬ny i miły. Próbował wszcząć z nią rozmowę, ale gdy tylko otwo-rzył tubkę, pasta z sykiem wypłynęła z tubki pieniąc się łagod¬nie. Ditto był przerażony, a kiedy Lina weszła do łazienki i zo¬baczyła wyciśniętą pastę, minę miała surową.
      — Ditto, znowu robisz psoty? - spytała.
      — Ależ nie, pasta sama wycisnęła się z tubki.
      — Ditto, jesteś niepoprawny - powiedziała Lina ze smut¬kiem. — Może mam spytać pastę, kto ją wycisnął z tubki.
      Ale pasta nie czekając na pytanie od razu syknęła, że wła¬śnie Ditto wypuścił ją z tubki. Tłumaczenia Ditta nie zdały się na nic. Został winowajcą, a złośliwość pasty wzbudziła w nim zniechęcenie do wszystkiego.
      Ale od tej pory wszystkie rzeczy sprzysięgły się jakby prze¬ciw Ditto i usiłowały go skompromitować. Kiedy leżał na łóżku, poduszka rozpruwała się z trzaskiem, wypuszczając obłoki pie¬rza, które zasypywały powidła właśnie przygotowywane przez Linę. Potem poduszka skarżyła się bezwstydnie, że Ditto nau¬myślnie ją rozpruł. Gwóźdź wylatywał ze ściany zostawiając wielką dziurę, której nie udawało się zakleić, a potem wołał, że Ditto go wyciągnął. Szyba nie dotknięta nawet palcem sama tłukła się na kawałki i szczękając opowiadała Linie, że Ditto zbił ją łokciem. Guziki od spodni i palta zaczęły umykać i chować się w niewiadome miejsca, a jeśli który został, to tylko po to, aby donieść Linie, że to Ditto oberwał pozostałe i zgubił albo prze¬grał w cymbergaja. Buty specjalnie dziurawiły się we wszystkich miejscach, chusteczki do nosa nieustannie gubiły się złośliwie, koszula nabierała celowo tłustych plam nie dających się wyczyś¬cić, a atrament z pluskiem zeskakiwał ze stołu, żeby rozlać się po całej podłodze.
      Ditto pojął wówczas, że życie polega na ciężkiej walce z rzeczami, ale zarazem pomyślał, że jest to właściwie walka bez¬nadziejna, bo Lina nigdy nie uwierzy jemu, a zawsze będzie wie¬rzyła rzeczom. Lina zaś, istotnie, wierzyła ślepo rzeczom, a Ditto był bezbronny. Kłócili się ze sobą, ale ostatecznie jedno drugie¬go nigdy nie potrafiło przekonać: Ditto widział złośliwość rzeczy i widział, jak robią swoje sztuczki, natomiast Lina była pewna, że Ditto specjalnie na złość wszystko niszczy i gubi. Tymczasem w jej obecności nigdy nic takiego się nie działo i rzeczy zacho¬wywały się spokojnie, jakby uważając Linę za przyjaciółkę.
      Co więcej, nawet rzeczy, które jakby były częściami samego Ditto, zaczęły mu robić brzydkie figle. Włosy mu wypadały z głowy, a Lina twierdziła, że Ditto specjalnie łysieje. Serce biło mu coraz słabiej, a Ditto nie mógł z nim dojść do porozumienia. Jedno ucho zrobiło się wielkie i nieforemne, a Lina krzyczała, że Ditto sam sobie kazał tak przerobić ucho, żeby jej zrobić na złość.
      Poznawszy przewrotność rzeczy, Ditto doszedł do wniosku, że może jeszcze spróbować dwóch możliwości: albo samemu za¬mienić się w jakąś rzecz, albo całkowicie uwolnić się od rzeczy. To ostatnie po namyśle odrzucił, nie wiedział bowiem, w jaki sposób mógłby, na przykład, pozbyć się rzeczy, które należały do niego bezpośrednio, jak nogi, ręce czy głowa. „Gdybym jednak - pomyślał — sam się zmienił w jakąś rzecz, to mógłbym albo pokazać Linie prawdziwą złośliwość rzeczy, albo może wy¬chować inne rzeczy i doprowadzić do tego, żeby przestały robić brzydkie kawały”.
      Ditto przebrał się więc za naleśnik z konfiturami, a to dla¬tego, że naleśniki właśnie dokuczyły mu na początku najbardziej. Nie było łatwo wytrzymać w tym przebraniu, ale ostatecznie do wszystkiego można przywyknąć. Kiedy Lina zrobiła sobie naleśniki z konfiturą, Ditto w przebraniu wskoczył na półmisek. Najpierw przemówił do naleśników, usiłując je zawstydzić i wyjaśnić, że psoty, które robią, są bardzo nieprzyzwoite. Ale naleśniki natychmiast rozpoznały, że mają do czynienia z przebierańcem, a nie z prawdziwym naleśnikiem, i nie chciały go słuchać. Ditto spróbował więc drugiej taktyki: zaczął sam namawiać naleśniki do psot i radził, żeby wyskoczyły z półmiska i poplamiły konfiturą sukienkę Liny; miał nadzieję, że w ten sposób przynajmniej przekona Linę o złośliwości rzeczy. Ale naleśniki nie miały zamiaru go słuchać i dały się zjeść bez oporu, a Ditto w ostatniej chwili umknął niepostrzeżenie z półmiska. (...)''
      L. Kolak
      • rzeka.suf Re: w lajloni tez byl taki ;) 11.03.09, 01:17
        o, mi tez wyszlo nie do konca tak jak wyjsc mialo...
        l. kolakowski, 13 bajek z krolestwa lajlonii
        tam mozesz doczytac koncowke
    • tytus_flawiusz ja pie... ale syf... 11.03.09, 09:09
      ludzie !! wy to macie fantazje.

      Kolejny misiaczek stylizujący się na fatalistę..

      (jakbyś nie mógł szukać dupy-pocieszycielki na inny wizerunek, nie wiecznie pokrzywdzonego przez los chłopczyka).
    • lifeisaparadox Re: Boję się... 11.03.09, 09:28
      Podobno problem w takich przypadkach lezy w paru mechanizmach.
      Robisz cos nie do konca wlasciwie, pojawia sie krytyka, bo przeciez jestes
      sprawnym intelektualnie i fizycznie czlowiekiem ktoremu nalezy powiedziec ze cos
      zle robi, bo jestes w stanie robic to lepiej, a nie dzieckiem ktore ma
      ograniczenia. Zamiast motywowac do polepszenia sytuacji/pracy, wywoluje to w
      Tobie odruch frustracji i zniechecenia. Mozliwe tez, ze masz odruch obronny,
      tzn. atak na krytykujacych, ublizanie, umniejszanie tym ktorzy Cie krytykuja. To
      zaostrza frustracje i zniechecenie jeszcze bardziej. Ta potrzeba bronienia sie
      jest zludzeniem, bo Tobie potrzeba NAUKI, LEKCJI, do oporu tak dlugo az
      zalapiesz i nie wazne ze zajmie to 2-3 razy wiecej niz innym.
      Oczekujesz tez od siebie ze wszystko bedziesz robil odrazu dobrze (blad). Jest
      to mozliwe, jesli potrafisz wlozyc wlasciwy wysilek, oraz gdy miales juz w zyciu
      wiele podobnych czynnosci ktore rozwijales. Ale Ty poddajesz sie gdy cos idzie
      nie tak jak trzeba, wiec nie masz rozwinietych umiejetnosci podstawowych,
      dlatego musisz wiecej czasu spedzac na rozwijaniu zaawansowanych czynnosci. Zeby
      dobrze naprawic furtke od strzala, trzeba miec na swoim koncie solidne
      naprawienie kilkudziesieciu innych rzeczy. Tobie jednak mechanizm ucieczki
      towarzyszy za kazdym razem gdy sie czegos podejmujesz, nawet podstawowych spraw,
      a niewlasciwie odbierana krytyka polaczona z butnoscia i "bronieniem swoich
      niepowodzen" sprowadza Cie ze sciezki uczenia sie na sciezke konserwacji swoich
      slabych umiejetnosci.

      Potrzebujesz popracowac ze swoim charakterem, jesli nie masz kolegow ktorzy sa w
      czyms dobrzy i mogli by Cie uswiadomic w paru kwestiach tak od serca, to
      psycholog bedzie najlepszym rozwiazaniem. To naprawde tylko bledy w paru
      kwestiach rozwojowych, nic wielkiego.
      • egzostatyk Re: Boję się... 14.03.09, 14:57
        A mi się wydaje że to otoczenie go krytykuje i on już w to
        wierzy.Zwrócił się już jakby przeciw sobie.Gdyby zmienił otoczenie
        na takie które w niego wierzy to czas zrobiłby swoje i zapomniałby
        że już coś takjiego było.
    • greengrey Re: Boję się... 11.03.09, 15:44

      a jednak ten post przeszedł i udało sie go wysłać

      czy to nie krzepiące?

      NIE WSZYSTKO Ci nie wychodzi

      to raczej Ty zbierasz w pamięci tylko te rzeczy, które nie poszły
      tak jak byś chciał

      może dla odmiany wieczorem licz wszystkie rzeczy, które udało sie
      zrobić? okaże się że jest tego więcej niż myślisz
    • mskaiq Re: Boję się... 15.03.09, 03:08
      Czesc Mruczku.taigerku. Nie mozesz plakac kiedy masz cos zrobic bo
      wtedy napewno sie nie uda. Zeby moc cokolwiek osiagnac musisz
      uwierzyc ze jest to mozliwe.
      Kiedy cos zrobisz na przyklad kiedy probujesz naprawic furtke to
      poszukaj przyczyny dlaczego nastepnego dnia jest rozwalona.
      Popelniles blad, znajdz blad i sprobuj jeszcze raz. Wszyscy uczymy
      sie na bledach. Ucz sie sie na bledach.
      Piszesz ze 12 razy probowales wyslac post ale w koncu udalo sie i
      wygrales, nie poniosles kleski.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • solaris_38 dwa prezenty 15.03.09, 03:59
      różne dostaliśmy dary
      jedni brak urody, inni zdrowia czy inteligencji, determinacji , koordynacji
      ruchów, domu, rodziców, mieszkania, szacunku dorosłych

      jest ciężko

      jednak ten kto walczy
      czuje do siebie szacunek

      specjalnie dla ciebie mam dwa prezenty

      1. z wątku świat jest coraz piękniejszy :

      www.guzer.com/videos/are-you-going-to-finish-strong.php




      2. Drugi to wiersz Wiedzmy Marty z Poem Project:

      Idź

      Idź - nawet gdy ci mówią że chodzić nie umiesz
      Idź - przed siebie – nawet bez powodu
      Idź – odważnie w tłumie
      Idź – uparcie brnij do przodu
      Idź swoim własnym krokiem
      Tak jak umiesz –noga za nogą
      Nie zniechęcaj się wzgardliwym wzrokiem
      Nie zaliczaj się do tych co nie mogą
      Idź – aż do granic siły
      Choćby nie wierzono w ciebie wcale
      Choćby wszystkie znaki - nie - mówiły
      Choćby burza – ty idź dalej
      Idź – na tych co siadają nie zważaj
      W miejscu już zostało wielu
      Ty idź – zmęczeniu się nie poddawaj
      Idź dzielnie aż do celu

      Idź - własny szczyt zdobyć
      Nawet gdy nazywają cię kaleką
      Idź - nie trzeba umieć chodzić
      By zajść daleko


      trzymaj się

      :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka