Dodaj do ulubionych

Chyba zabiję szefa...

01.12.03, 19:10
Od 8 lat pracuję w bardzo skostniałej i schirachizowanej instytucji. Jestem
dobra w tym co robie, to moja prawdziwa pasja, osiągnęłam tu bardzo dużo.
Jest jednak ale i to nie takie małe.
Mój szef jest człowiekiem, mna którego przykładzie można by było robić
szkolenia dotyczące mobbingu. Jest chamski, stawia ogromne wymagania,
ograniczając maksymalnie kompetencje, widzi tylko siebie i swoje korzyści.
Rotacja w zespole jest bardzo duża. Znam już trzy osoby, które zwolniły sie z
pracy z powodu różnego rodzaju problemów psychicznych i wylądowały na terapii.
Dotąd myślałam, że ja jestem mądrzejsza, umiem się wyciszyć, jakoś zacisnę
zęby i jakoś to będzie. Niestety widzę u siebie od dłuższego czasu objawy
przewlekłego stresu i powoli zaczynam popadać w depresję.
Jest ze mną na tyle źle, że jestem bliska odejścia z pracy, co jest tym
bardziej dla mnie bolesne, bo zainwestowałam w nią na prawdę dużo, a będzie
się to wiązać prawdopodobnie z wykonywaniem innego zawodu lub też z
przeprowadzką do innego miasta, co nie jest realne, ze względu na rodzinę
przyjaciół itp.
W końcu pytanie: czy będąc w takiej sytuacji jak moja, można się jakoś
psychicznie odciąć od dręczyciela, zacisnąć zęby mając jak światełko na końcu
tunelu wizję usamodzielnienia się po kilku latach???
Obserwuj wątek
    • Gość: gf Re: Chyba zabiję szefa... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.03, 19:17
      Można. Załatwić go przy pomocy jego szefa.
    • procesor Re: Chyba zabiję szefa... 01.12.03, 20:15
      lenka30 napisała:
      > W końcu pytanie: czy będąc w takiej sytuacji jak moja, można się jakoś
      > psychicznie odciąć od dręczyciela, zacisnąć zęby mając jak światełko na końcu
      > tunelu wizję usamodzielnienia się po kilku latach???

      Mysle ze da sie przezyć - ale nie zaciskając zęby. Tak sie nie wytrzyma paru
      lat, stres cię zje.
      Hmm, to odcięcie sie psychiczne brzmi nieźle - ale łatwo powiedziec - a jak to
      zrobic?? Moja kolezanka odcięła sie - zmieniając prace , niestety.

      Rada girl jest tez rozwiązaniem - pytanie tylko czy szef szefa nie jest w
      jednej klice i razem chleja na imprezach.. Wtedy to samobójstwo.. No i w ogóle -
      czy jest tam szef szefa.
    • devilsrodeo Re: Chyba zabiję szefa... 01.12.03, 20:40
      lenka30 napisała:

      > W końcu pytanie: czy będąc w takiej sytuacji jak moja, można się jakoś
      > psychicznie odciąć od dręczyciela, zacisnąć zęby mając jak światełko na końcu
      > tunelu wizję usamodzielnienia się po kilku latach???

      Czy pewne jest, że będziesz mogła się usamodzielnić po tych kilku latach? Jeśli
      tak, gra jest być może warta świeczki. Jeśli nie, czarno widzę, szef zadusi
      psychicznie Ciebie i Twoją pasję. Czego szczerze Ci nie życzę,

      Pozdrawiam,

      D'sR
      • lenka30 Re: Chyba zabiję szefa... 01.12.03, 20:52
        Niestety, jak już napisałam instytucja w której pracuję jest silnie skostniała
        i mój szef jest do emetrytury (6 lat) praktycznie nie do ruszenia. Na dodatek
        jego szef jest jest takim samym gnojem jak on.
        • devilsrodeo Re: Chyba zabiję szefa... 01.12.03, 21:12
          lenka30 napisała:

          > Niestety, jak już napisałam instytucja w której pracuję jest silnie
          skostniała
          > i mój szef jest do emetrytury (6 lat) praktycznie nie do ruszenia. Na dodatek
          > jego szef jest jest takim samym gnojem jak on.

          Hmmm...
          Przekalkuluj co Ci się bardziej opłaca - czekać na jego odejście (jaką masz
          gwarancję, że wówczas będziesz mogła rozwinąć skrzydła?) czy też zacząć się
          rozglądać za nową pracę. Chyba że jesteś na tyle cenioną pracownicą, że możesz
          mu się przeciwstawić. Ale, szczerze mówiąc, zastanów się czy wojna z nim i
          własnymi emocjami zaowocuje czymkolwiek wymiernym.

          Pozdr,

          D'sR
          • lenka30 Re: Chyba zabiję szefa... 01.12.03, 21:38
            Pisząc o samodzielnieniu się nie myślałam o odejściu szefa, bo zawsze można
            wpść z deszczu pod rynnę, ale o zdobyć kwalifikacji, które sprawią, że będę od
            niego niezależa i będę mogła robić, to co lubię, niezależnie od niego.
            Niestety problem polega na tym, że cały wysiłek przedemną, a ja już jestem
            kłębkiem nerwów i zastanawiam się, czy można to jakoś rozproszyć, odciąć się od
            tego. Czy to w ogóle jest możliwe????
            Przyznaję, że relacja z szefem bardzo przypomina mi relecje z mojego domu
            rodzinnego - z wymagającym, drącym się (a ja na niego) i wiecznie
            niezadawolonym ojcem.
            • devilsrodeo Re: Chyba zabiję szefa... 01.12.03, 22:22
              lenka30 napisała:

              > Pisząc o samodzielnieniu się nie myślałam o odejściu szefa, bo zawsze można
              > wpść z deszczu pod rynnę, ale o zdobyć kwalifikacji, które sprawią, że będę
              od
              > niego niezależa i będę mogła robić, to co lubię, niezależnie od niego.
              > Niestety problem polega na tym, że cały wysiłek przedemną, a ja już jestem
              > kłębkiem nerwów i zastanawiam się, czy można to jakoś rozproszyć, odciąć się
              od
              >
              > tego. Czy to w ogóle jest możliwe????

              Czy jest możliwe? Tylko Ty znasz na to odpowiedź. Na ile oceniasz swoją
              wytrzymałość psychiczną? Masz wsparcie w rodzinie?


              > Przyznaję, że relacja z szefem bardzo przypomina mi relecje z mojego domu
              > rodzinnego - z wymagającym, drącym się (a ja na niego) i wiecznie
              > niezadawolonym ojcem.

              I jak się te relacje zmieniły? Czy też impas trwa?
            • Gość: frustro no to jesteśmy w domu n/t IP: *.future-net.pl 01.12.03, 22:35
              • lenka30 Re: no to jesteśmy w domu n/t 01.12.03, 22:44
                Czy popawiając relecje (nie bardzo to sobie wyobrażam) z moim ojcem
                sprawiłabym, że to co zieje się w pracy nie robiłoby na mnie takiego wrażenia??
                To miałeś na myśli???
    • Gość: yaros Re: Chyba zabiję szefa... IP: *.tlsa.pl / *.wroclaw.dialog.net.pl 02.12.03, 12:54
      On Ciebie wykańcza, rujnuje Tobie zdrowie, będziesz przez niego krócej żyła,
      zdajesz sobie z tego sprawę..prawda? Świat to fałna i flora czyli przyroda
      jeżeli ktoś zagraża Tobie to go wyeliminuj bo inaczej sama przepadniesz.
      Zatrudnij kilku facetów i niech połamią mu kości jak wyzdrowieje (co nie prędko
      się stanie) zrób to jeszcze raz, wtedy kuracja będzie trwała jeszcze dłużej. Po
      tym poczujesz się silniejsa i bardziej pewna siebie, ale przede wszystkim
      bezpieczna. Do dzieła, skasuj gnoja i tyle. Pamiętaj albo my ich, albo oni nas.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka