tanczacnawietrze
21.04.09, 11:19
Witam Wszystkich.
Jest to mój pierwszy post na tym Forum, którę dosć często czytuję i wiem, że
przebywa tu kilka pomocnych, obiektywnych i kompetentnych osób.
Jako, ze nie wiem co robić, i nie mam z kim na ten temat porozmawiać (chodzi o
to, że muszę mieć 100% dyskrecji) postanowiłam napisać TUTAJ.
Mój problem moze niektórym wydać się banalny, ale zapewniam Was, dla mnie nie
jest.
Nie chcę tu wywołać dyskusji w stylu, czy możliwe jest 'zakochanie' przez
internet, bo moje doświadczenia dowodzą, że jest to ja najbardziej możliwe.
Niestety tamta historia nie skończyła się najlepiej, zakończyłam to już
daaawno temu i nie będę się rozpisywać.
Problem wygląda następująco: od 5 lat jestem szcześliwą (?) mężatką.
Oczywiscie w moim związku nie ma fajerwerków, jesteśmy razem (z przerwami) od
prawie 10 lat i to wszystko nieco już przyblakło pokryte szarą mgiełką
codzienności. Miłość także wygasła, przynajmniej z mojej strony, ale mam do
męża dużo sympatii, szacunku, dbam o niego i troszczę się najlepiej jak umiem.
Zresztą z wzajemnością. Nie mamy dzieci, mamy własny dom, poukładane zycie,
jakoś się to toczy w miarę bezproblemowo. I no właśnie. Nuda. Rutyna,
szczególnie w łóżku. Niestety, mój mąż nigdy nie był najlepszym kochankiem, i
niestety po raz drugi, jest niereformowalny, i choć bardzo się stara,
zwyczajnie ziewam. Skoro rozmowa (niejednokrotna!) nie dała zadnego rezultatu
poza wielką obrazą ego i fochem, nie poruszam więcej tego tematu i udaję, żę
jest ok. Ta sfera nie jest dla mnie najważniejsza, w innych sferach związku
wszystko gra. I byłoby dobrze, gdyby nie jedna rzecz. Rok temu poznałam na
internecie (!) pewnego człowieka. Jest wspaniały, rozumiemy się w locie, mamy
identyczne pasje, hobby, zainteresowania, wartości i uwielbiamy ze sobą
rozmawiać. Godzinami. Nocami. Gdy nie porozmawiamy codziennie choć przez
chwilę, mam wrażenie, że upływa wieczność. Przyłapuję się na tym, że tęsknię i
ciągle natrętnie o nim myślę. Nigdy się nie spotkaliśmy, mamy tylko swoje
zdjęcia, kilka razy rozmawialiśmy przez telefon, i to wszystko. A jednak z
dnia na dzień stajemy się sobie coraz bardziej bliscy. I tu kolejny problem,
bardzo trudno jest rozszyfrować mi jego intencje. Wiem, ze sam jest w związku
od wielu lat, póki co nieformalnym, i że jest jeszcze bardziej
nieusatysfakcjonowany swoim związkiem, co ja. Kolejne doświadczenie, które nas
łączy. Nie wiem co o tym myśleć, dostaję od niego sprzeczne informacje na
temat jego stosunku do mnie i naszej 'relacji'. Jakiś czas temu nazywał mnie
swoją 'przyjaciółką' od jakiegoś czasu tak nie mówi. Czasem jednak puszcza
'mgliste' teksty w stylu, że zaczyna się obawiać tej bliskości.
Niejednoznaczne teksty, które w moim mniemaniu świadczą o tym, ze on także
myśli o mnie w kategorii kobieta- mężczyzna. niby w żartach mowi mi, że jestem
aniołem, ze mam piekną duszę i żebym uważała, bo moze się okazać że jestem
księżniczką z jego snów. Z drugiej strony ciągle podkreśla, ze ma zasady, i że
nie ma możliwości, aby między nami było coś więcej. Czasem mówi rzeczy, które
mnie ranią i mam wrażenie, że robi to celowo.
Kilka dni temu 'przypadkiem' wyszedł temat naszego stosunku do tej relacji,
jednak żadne konkretne deklaracje nie padły. Ja bardzo obawiam się powiedzieć
mu cokolwiek, nie chcę wprowadzać chaosu w nasze zycie, dlatego wszystkie
pytania o konkrety, które padają z jego strony w mniej lub bardziej
zawoalowanych formach, i coraz natarczywiej, zbywam żartem, zmianą tematu, czy
zwyczajnym niedopowiedzeniem. On także nic a nic nie chce mi powiedzieć, a
ostatnio wyraził żal z powodu tej sytuacji, że 'coś wisi w powietrzu', ale
kolejna noc przegadana, a żadne konkrety nie padły. Nie wiem, jak mogę to
zinterpretować, czy on także coś poczuł, i także boi się tego? Czy może igra
ze mną i z moimi uczuciami? Chciałabym, żeby to wszystko jakoś się wyjaśniło,
ale boję się poruszania tego tematu. Jak mu powiem , że czuję iskrę i on tego
nie odwzajemni, będę zraniona, i upokorzona... a jeśli to odwzajemnia, nie
będę wiedziała, co dalej z tym zrobić. To trudne...
Proszę o nieocenianie samego faktu, zdaję sobie sprawę, ze do końca uczciwe to
to nie jest, ale rozum swoje, a serce swoje. jestem rozdarta, Nic nie poradzę.
Jeśli ktoś z was był w podobnej sytuacji, lub ma jakiś pomysł, jak mogę to
rozwiązać, proszę o pomoc.
Dziękuję za zainteresowanie, wiem że długiego posta nasparowałam, ale gdzieś
musiałam to z siebie wyrzucić...