Dodaj do ulubionych

Dlaczego (nie) wierzycie w Boga?

    • allerune Re: Dlaczego (nie) wierzycie w Boga? 25.05.09, 11:36
      > Dawkins i Jan Paweł II też raczej nie doszli do niewiary/wiary przez logiczną
      > argumentację, tylko intuicyjnie.

      Mylisz się. To właśnie między nimi główna różnica. Dwaj inteligentni ludzie
      wychodzący z różnych założeń:
      Dawkins - Czy Bóg istnieje? Zbadajmy to...
      JP2 - Bóg istnieje! Wytłumaczmy świat, dopasowując to do naszego założenia...

      Uważam, że inteligencja JP2 została zmarnowana, bo użył on tezy (która jest
      jedynie tezą - tezy się udowadnia) jako aksjomatu.
    • kle_kotka Re: Dlaczego (nie) wierzycie w Boga? 25.05.09, 11:42
      [b]ardzo ciekawe wypowiedzi przeczytalam wszystkie.

      Ja sama wolałabym wiedzieć niż wierzyć. Nie odrzucam istnienia Boga
      ale z pewnoscią jest on inny niż podaja to religie, a zwłaszcza
      religia katolicka. Z pewnością nie wierze w Boga o jakim mówi KK i
      piszą w pismie sw. Dlaczego po prostu układ w jaki wpakował Bóg z
      pisma sw. jest od poczatku nieuczciwy, Bog stworzając człowieka
      postawił nas w sytuacji bez wyjścia albo będziesz taki to a taki
      wtedy czeka Cie nagroda w postaci nieba w przeciwnym wypadku
      zostaniesz ukarany(piekło). Uczciwość nakazywałaby spytać człowieka
      czy w ogole ma ochotę brac udział w tej zabawie. Czy ma ochotę
      podejmowac tą przedziwną walkę o niebo, wchodzić w ta przedziwną i
      niezrozumiała walkę Boga i Szatana. Gdyby mnie Bóg spytał czy chce
      przyjść na ziemie aby podjac walkę o niebo odparłabym ze NIE.
      Wybrałabym nieistnienie. No chyba ze na sądzie ostatecznym bedzie
      taka opcja wtedy układ jest do przyjęcia.

      Autor pyta dlaczego jestes wierzacym/ateista nie jestem ani jednym
      ani drugim. Mysle, ze są ludzie którzy nie moga być wierzacymi z
      natury. Jestem sceptykiem nie wierzę w wrozby, w UFO.... wiara nie
      jest moją cechą osobowości. Wole wiedzieć niż wierzyć.


    • fotel_bujany Re: Dlaczego (nie) wierzycie w Boga? 25.05.09, 12:19
      Wracam do tematu bo offtop się robi.
      Wierzę w Boga bo ja jestem Bogiem. Bóg jest we mnie i jest mną. Człowiek został
      stworzony na obraz i podobieństwo Boga i On jest w każdym z nas, JEST każdym z nas.
      Ciekawe, że KK wpoił nam że ciało fizyczne jest "nieważne", od wieków ma je w
      głębokiej pogardzie. A jednak fizyczne ciało jest potrzebne - choćby do
      funkcjonowania w fizycznym wymiarze życia na ziemi.
      Większość wypowiedzi skupiła się na fizycznej egzystencji, argumentując przepaść
      między człowiekiem, Bogiem, bakterią itd. Ale mieszanie w to istoty
      bezcielesnej, która DNA nie posiada jest z gruntu fałszywe.
      Jeszcze nie całkiem należąc do KK, miałam świadomość że sprowadzanie wszystkiego
      do JEDNEGO życia, o długości 70-100 lat jest nieporozumieniem i
      niesprawiedliwością. I miałam głębokie przeświadczenie, że Bóg nie zrobiłby
      czegoś takiego, bo jest to jak strzelenie sobie w stopę, jeszcze przed śniadaniem.
      Większość ludzi nie zdając sobie z tego sprawy, powiela poglądy KK i przekazuje
      dalej, że Bóg jest istotą ODRĘBNĄ od ludzi i od wszystkiego. Człowiek jest
      grzeszny i niegodny. Terefere. Naród trzymany w strachu jest łatwiejszy w
      kontroli i wyciąganiu kasy.
      Nie ma sensu teza, "gdzie był wtedy Bóg?" - kiedy ludziom dzieje się coś złego:
      krzywda, choroba, wojna, morderstwo, przemoc. Ale jakoś nikt nie zadaje sobie
      pytania: gdzie był wtedy Człowiek? Bóg wam robi krzywdę? Sami ją sobie robicie!
      Całkowicie w mocy człowieka jest wyeliminowanie zła - ale musi tego chcieć. A
      weźcie policzcie, ilu znacie takich, którzy otwarcie przeciwstawiają się złu:
      krzywdzie, wojnie, przemocy? Na palcach jednej ręki można policzyć, a jeszcze
      kilka palców zostanie.
      Ja wiem, że mam wolną wolę - i wiem po co ją mam. I nie zwalam winy i
      odpowiedzialności na "Boga", bo wiem, że wszystko co mnie spotyka, zależy ode
      mnie. Jeżeli uważam na swoje myśli i słowa, to nie ma prawa spotkać mnie nic,
      czego sobie nie wymyślę. Prawo Przyciągania działa w moim życiu, odkąd mam
      świadomość życia. Nie od razu wiedziałam co to jest i jak się nazywa. Ale
      wiedziałam, że jest i że działa.
      Nie przeceniałabym aż tak mocno fizycznego ciała, którego używamy podczas życia
      na ziemi, ale warto je docenić, bo każdy ma jedno i musi mu na całe to życie
      wystarczyć. Przeginanie w jedną czy w drugą stronę nie jest korzystne. Z drugiej
      strony istotą człowieka jest świadomość/dusza/inteligencja/odpowiednie-wstawić.
      Skoro rodzimy się aby doświadczyć życia w świadomości oddzielenia od Boga/Istoty
      Doskonałej, to nie jest takie dziwne, że negujemy istnienie tejże istoty, nawet
      w sobie. Jednak życie "osobno" i w oddzieleniu jest niemożliwe - więc wierzę w
      Boga, kimkolwiek lub czymkolwiek jest. Nie jest mi potrzebna dokładna wiedza o
      tym, wystarczy mi że wiem, że jest. Czuję to - więc wierzę, że jest.
      Mój Bóg jest zupełnie inny od "Boga" propagowanego przez KK, który nieodparcie
      kojarzy mi się z wrednym staruszkiem, którego nikt nie kocha - więc on tylko
      czyha jak by uprzykrzyć życie tym wstrętnym ludziom. W KK to się nazywa -
      doświadcza wybranych, których najbardziej kocha :)))))
      Mój Bóg jest Miłością, Wielkodusznością, Wyrozumiałością, Zrozumieniem i Troską.
      Czasem o Nim zapominam, ale On zawsze czeka na mnie i wita z radością, kiedy
      wracam. Żaden człowiek nie obdarzył mnie takim poczuciem mocy i radości jak On.
      I dzięki temu wierzę też że ludzie są dobrzy i stają się inni tylko dlatego, że
      nie doświadczyli Boga w drugim człowieku. Ciało fizyczne mocno ogranicza
      przeżycia duchowe więc naprawdę trzeba chcieć to przeżyć. Kwestia wyboru i
      wolnej woli.
      Proszę nie wieszać na mnie psów, bo to są moje poglądy, są moją własnością i
      nikomu ich nie narzucam. a jeżeli ktoś uzna że jestem naiwna - to ma prawo do
      własnej opinii, nie narzucanej nikomu.
      • focus35 Re: Dlaczego (nie) wierzycie w Boga? 25.05.09, 12:32
        fotel_bujany napisała:


        > o
        > do JEDNEGO życia, o długości 70-100 lat jest nieporozumieniem i
        > niesprawiedliwością. I miałam głębokie przeświadczenie, że Bóg nie
        zrobiłby
        > czegoś takiego, bo jest to jak strzelenie sobie w stopę, jeszcze
        przed śniadani
        > em.

        a dlaczego? skad wiesz, co byloby czym dla Boga? no tak,
        zapomnialam, ze Ty to Bog, w koncu ktos kiedys napisal, ze
        zostalismy stworzeni na Jego podobienstwo;)))
        czyli tez jestesmy smiertelni jak on i odnawiamy sie poprzez
        przekazywanie genow a moze odradzamy sie w innych istotach?


        > Nie ma sensu teza, "gdzie był wtedy Bóg?" - kiedy ludziom dzieje
        się coś złego:
        > krzywda, choroba, wojna, morderstwo, przemoc. Ale jakoś nikt nie
        zadaje sobie
        > pytania: gdzie był wtedy Człowiek? Bóg wam robi krzywdę? Sami ją
        sobie robicie!
        > Całkowicie w mocy człowieka jest wyeliminowanie zła - ale musi
        tego chcieć.

        alez Sw. Augustyn bardzo sie staral wytlumaczyc w ten sposob
        istnienie zla i cierpienia w swiecie ale to jego tlumaczenie, przez
        Ciebie i Krk powtarzane, ma jedna podstawowa wade - jest
        nieprawdziwe, niezgodne z faktami i rzeczywistoscia - kleski
        zywiolowe usmiercajace tysiace istnien, potworne choroby
        dziesiatkujace ludzi i zwierzeta tez sa tylko wina czlowieka? taki
        porzadek natury czlowiek sam sobie stworzyl? nie kazda przemoc i zlo
        wynika z dzialan czlowieka i wiekszosci zla czlowiek (poki co?) nie
        jest nadal w stanie wyeliminowac i moze nigdy nie bedzie w stanie...
      • waserwanna Może ja czegoś nie rozumiem... 25.05.09, 13:39

        ...ale gdybyś dostała np. raka, albo ktoś z Twoich Bliskich zostałby
        przejechany przez pijanego kierowcę (czego oczywiście w żadnym razie
        nie życzę) - nie pomyślałabyś wtedy gdzie był bóg?

        Zgodnie z twoją tezą "sama byś sobie to wyrządziła". O tyle - o ile
        można się znaleźć na ulicy i przechodzić w nieoznakowanym miejscu,
        albo palić papierosy i zachorować na raka płuc - i "sobie zawinić",
        to jak wytłumaczysz, że na białaczkę umierają małe dzieci a na
        przejściu dla pieszych giną przechodnie?
        Oczywiście nie chcę atakować twojej teorii, jest ona w gruncie
        rzeczy pozytywna, w gruncie rzeczy zrobiło mi się przyjemnie gdy
        czytałam Twój post. Jestem po prostu osobą poszukującą i proszę o
        wyjaśnienie.

        -------------------------------------------
        Dzisiaj sygnaturki nie będzie. Przepraszam.
        • echtom Re: Może ja czegoś nie rozumiem... 25.05.09, 13:43
          jak wytłumaczysz, że na białaczkę umierają małe dzieci a na
          > przejściu dla pieszych giną przechodnie?

          Śmierć przechodnia na przejściu jest winą drugiego człowieka. Choroba i śmierć
          małego dziecka jest prawdopodobnie jedyną rzeczą, jakiej nie potrafimy sobie
          racjonalnie wytłumaczyć.
          • focus35 Re: Może ja czegoś nie rozumiem... 25.05.09, 21:09

            i wlasnie o takie obiektywne zlo mi chodzilo - to zlo nie wynika z
            naszych win - i moze nawet racjonalnie kiedys bedziemy w stanie je
            wytlumaczyc i znalezc lek (oby!), ale niezaleznie nawet od
            ewewntualnego racjonalnego wytlumaczenia pytanie o kwestie etyczna -
            o sensownosc takiego zla w swiecie stworzonym podobno przez
            milosiernego i dobrego Boga jest nadal aktualne i zostaje bez
            odpowiedzi

            echtom napisała:

            > Śmierć przechodnia na przejściu jest winą drugiego człowieka.
            Choroba i śmierć
            > małego dziecka jest prawdopodobnie jedyną rzeczą, jakiej nie
            potrafimy sobie
            > racjonalnie wytłumaczyć.
            >
        • lokop123 Re: Może ja czegoś nie rozumiem... 25.05.09, 13:45
          Zastanów się dlaczego zrobiło Ci się przyjemnie i idź dalej tym tropem, znajdziesz odpowiedź. W Biblii jest napisane, szukajcie, a znajdziecie, pukajcie a otworzą Wam :) powodzenia...
          • fotel_bujany Re: Może ja czegoś nie rozumiem... 25.05.09, 15:15
            Bardzo dziękuję za czytanie ze zrozumieniem.
            Jeżeli zrobi ci się przyjemnie - to uważaj że zrobiło mi się przyjemnie, że
            dziecko zostało przejechane przez samochód, a inne dzieci umierają na raka.
            Napisałam że to są MOJE poglądy i są MOJĄ własnością. A od mojej własności wara
            każdemu. Jak się nie podoba to nie czytać. Nikt nie musi mieć takich samych
            poglądów jak ja, nikt także nie ma prawa ich potępiać, bo się komuś nie
            podobają. Ja nie zabijam małych dzieci rakiem, o czym wy tu w ogóle...?!
            I - nie, nie przyszłoby mi do głowy pytać gdzie był Bóg. Wasza wiara-niewiara
            zawiera słowa że Bóg jest wszędzie. Ot, wierzący.
            Jeżeli czegoś się nie rozumie, to aby zabrać głos (w dodatku potępiający)
            należałoby poznać punkt widzenia rozmówcy.
            A poprawianie zacząć od SIEBIE.
            I to byłby koniec moich wizyt na tym forum więc używajcie sobie, "wierzący w Boga".
        • fotel_bujany Re: Może ja czegoś nie rozumiem... 25.05.09, 15:34
          Nie, nie pomyślałabym. Jaką arogancją jest przypisywanie winy Bogu?!
          Bóg przejechał kogoś z twoich bliskich? Czy może jednak człowiek? Człowiek,
          który w nosie mając szacunek do drugiego człowieka, pozbawił go życia.
          Powtórzę - człowiek, nie Bóg.
          Dzieci które umierają na białaczkę - czy naprawdę wydaje ci się, że Bóg chodzi
          po domach (jak nie przymierzając św. Mikołaj) i rozdaje takie "prezenty"?
          Jednemu talent, drugiemu kopa, a trzeciemu białaczkę.
          To jest może wasz Bóg, nie mój. Mój takich numerów nie odwala.
          Sorry za ton mojego posta, ale ile można ludziom tłumaczyć, kiedy nie chcą słuchać?
          Osoby poszukujące prawdy/wiedzy/czegokolwiek są sto razy lepszymi ludźmi, niż
          ci, którzy potępiają w czambuł tych, którzy mają zdanie różniące się od ich
          własnego.
          Chciałabym doczekać dnia, w którym Polacy przestaną być wrogami dla każdego, a
          zaczną myśleć, np. że wszyscy jesteśmy ludźmi i wszyscy wrócimy do tego samego
          miejsca, z którego zaczniemy nową, kolejna podróż - do nowego świata, nowego
          ciała i mamy tylko jeden cel: wrócić do Domu. W miarę możliwości, nie
          wyrządzając zbyt wiele krzywdy po drodze.
          Choroby i wypadki się zdarzają. Bóg tu nie ma nic do rzeczy, bo nie wtrąca się w
          materialne, fizyczne przejawy naszego życia. Skoro jest istotą niematerialną, to
          nie oddziałuje na materię. Czy to jest aż tak trudne, że ludzki umysł nie jest w
          stanie tego objąć?
          Bóg może wpłynąć na czyjąś decyzję, która będzie dla nas korzystna, zamiast
          utrudnić życie. Możemy spotkać kogoś, kto poprawi nam życie, nie wiedzieć czemu.
          Albo spotkamy nauczyciela, który nauczy czegoś ważnego i zaczniemy inaczej
          postrzegać to co się wokół nas dzieje.
          Bo życie fizyczne jest złudzeniem, mimo, że boli i lekko nie jest. Naprawdę się
          liczy to, co jest W człowieku - w jego umyśle, sercu, duszy, świadomości -
          nazwijcie sobie jak chcecie. Istotne jest JAK reagujesz na to, co cię spotyka, a
          nie to CO cię spotyka.
          I nie chodzi o to, żeby było ptasie mleczko i piernaty na rajskiej wyspie, ale o
          doświadczanie każdego dnia od nowa - Kim Jestem i Kim Się Staję. Nie jestem w
          stanie zapobiec tsunami. Ale mogę zapobiec np. kradzieży, albo przemocy. Rób to,
          co jesteś w stanie zrobić. Tylko tyle - i aż tyle. Tylko tyle - dla tych, którzy
          dużo krzyczą, ale jak na przystanku banda chuliganów gwałciła 16-letnią
          dziewczynę - nikt się nie ruszył. A wystarczyło zareagować. Ktoś spyta: a gdzie
          był Bóg? Ja pytam: gdzie byli LUDZIE?!
          O to mi chodzi.
          • aegis_of_heart To ciekawe, co piszesz... 25.05.09, 17:23
            > Choroby i wypadki się zdarzają. Bóg tu nie ma nic do rzeczy, bo
            > nie wtrąca się w materialne, fizyczne przejawy naszego życia.
            > Skoro jest istotą niematerialną, to nie oddziałuje na materię.

            Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę z faktu, że jesteś wyznawcą swojej
            własnej, prywatnej religii.

            Standardowe religie wyznają np. boga wszechmocnego i wszechpotężnego.
            Albo chociażby mającego jakiś wpływ na rzeczywistość.

            Twój, jak rozumiem, jest bogiem bezsilnym, skoro nie ma żadnego wpływu na świat
            materialny (ten, który znamy).
            Nie wiemy nawet, czy jest on materialnego świata w ogóle świadom.
            Rozumiem też, że uznajesz materialną podstawę ludzkich myśli i zachowań (czyli,
            że myśl i świadomość pochodzą z całkiem materialnego mózgu, a nie bliżej
            nieokreślonej duszy, jak dywagowali niektórzy starożytni). W tej sytuacji Twój
            bóg rzeczywiście jest bezsilny.

            Pytanie jednak pozostaje otwarte - skąd pomysł na istnienie boga, który nie ma
            przełożenia na rzeczywistość?
            Jak sam piszesz, twój bóg na nią nie wpływa - więc nie sposób stwierdzić, czy on
            istnieje, czy też nie. Co więcej, nie sposób nic o nim powiedzieć. Nie sposób
            nawet stwierdzić, czy istnieje jakakolwiek niematerialna rzeczywistość.

            Podsumowując, wierzysz w bliżej nieokreśloną istotę żyjącą w odrębnym świecie, z
            którą nie ma komunikacji (bo gdyby takowa była, to istota ta miałaby wpływ na
            nasz świat).

            No cóż. Wiara to niezbadana sprawa. :)
          • focus35 Re: Może ja czegoś nie rozumiem... 25.05.09, 21:43
            kobieto droga, nie irytuj sie, choc jesli bylas swiadkiem tego o
            czym piszesz to wspolczuje i slow nie mam! ale nikt tu nie twierdzi,
            ze ludzie nie popelniaja przestepstw, okrucienstw i ze sa aniolami -
            to, ze masz osobistego boga, ktory tylko dobre rzeczy tworzy piekna
            sprawa - szkoda tylko, ze nie dotyczy to wszystkich i calego swiata:
            ( i w jaki sposob Bog, ktory uczynil ten swiat czyli jak
            najbardziej, od podstaw zaingerowal w jego fizyczny porzadek i jest
            stworca wszystkiego czyli takze owych bialaczek i innych
            potwornosci, nagle teraz nie wtraca sie w materialne przejawy
            zycia? no i jak nie wtracajac sie w materialne, fizyczne przejawy
            zycia mogl w ogole je stworzyc???
            nikogo tu nie potepiam, tym bardziej w czambul - skad taki pomysl? -
            tylko pytam i mam, takie samo prawo jak ty, uwazac cos i pisac o
            tym...

            [/b]fotel_bujany napisała:

            > Nie, nie pomyślałabym. Jaką arogancją jest przypisywanie winy
            Bogu?!
            > Bóg przejechał kogoś z twoich bliskich? Czy może jednak człowiek?
            Człowiek,
            > który w nosie mając szacunek do drugiego człowieka, pozbawił go
            życia.
            > Powtórzę - człowiek, nie Bóg.
            > Dzieci które umierają na białaczkę - czy naprawdę wydaje ci się,
            że Bóg chodzi
            > po domach (jak nie przymierzając św. Mikołaj) i rozdaje
            takie "prezenty"?
            > Jednemu talent, drugiemu kopa, a trzeciemu białaczkę.
            > To jest może wasz Bóg, nie mój. Mój takich numerów nie odwala.
            > Sorry za ton mojego posta, ale ile można ludziom tłumaczyć, kiedy
            nie chcą słuc
            > hać?
            > Osoby poszukujące prawdy/wiedzy/czegokolwiek są sto razy lepszymi
            ludźmi, niż
            > ci, którzy potępiają w czambuł tych, którzy mają zdanie różniące
            się od ich
            > własnego.
            > Chciałabym doczekać dnia, w którym Polacy przestaną być wrogami
            dla każdego, a
            > zaczną myśleć, np. że wszyscy jesteśmy ludźmi i wszyscy wrócimy do
            tego samego
            > miejsca, z którego zaczniemy nową, kolejna podróż - do nowego
            świata, nowego
            > ciała i mamy tylko jeden cel: wrócić do Domu. W miarę możliwości,
            nie
            > wyrządzając zbyt wiele krzywdy po drodze.
            > Choroby i wypadki się zdarzają. Bóg tu nie ma nic do rzeczy, bo
            nie wtrąca się
            > w
            > materialne, fizyczne przejawy naszego życia. Skoro jest istotą
            niematerialną, t
            > o
            > nie oddziałuje na materię.


    • wielki_czarownik Pytanie jest błędne 25.05.09, 13:23
      Ateizm z definicji jest racjonalny a wiara intuicyjna. Nie ma możliwości, żeby ktoś Ci racjonalnie i naukowo wytłumaczył dlaczego szczerze wierzy, bo wówczas to nie będzie wiara a wiedza. Wiara polega na irracjonalnym uznaniu jakiegoś faktu za prawdziwy.
      Natomiast z drugiej strony nie da się intuicyjnie uzasadnić ateizmu, bo świadomy ateizm (sensu stricto) jest z definicji logiczny, racjonalny i naukowy.
      • echtom Re: Pytanie jest błędne 25.05.09, 13:27
        > świadomy ateizm (sensu stricto) jest z definicji logiczny, racjonalny i naukowy.

        A jednak nie udało mu się wyprowadzić niepodważalnego, racjonalnego i naukowego
        dowodu na nieistnienie Boga.
        • japico Re: Pytanie jest błędne 25.05.09, 13:52
          echtom napisała:
          A jednak nie udało mu się wyprowadzić niepodważalnego, racjonalnego i naukowego
          dowodu na nieistnienie Boga.

          - - - Myślę, że błędnie stawiasz problem. Ktoś już to tu podniósł: wiara jako
          intuicyjne (życzeniowe) postrzeganie świata. Poza tym po co udowadniać istnienie
          czegoś co zostało wymyślone. Równie dobrze można by udowadniać istnienie
          krasnoludków. Z drugiej strony człowiek twierdzący, że coś istnieje powinien
          podawać dowody na istnienie tego czegoś.
          • echtom Re: Pytanie jest błędne 25.05.09, 16:06
            Intuicyjne nie znaczy życzeniowe. Życzenia formułuje się na poziomie świadomym i werbalnym, proces intuicyjny przebiega na poziomie podświadomym i niewerbalnym, więc nie podlega dowodowi. To jest niestety największe mentalne ograniczenie racjonalistów, że nie dopuszczają istnienia tego, czego nie potrafią zobaczyć i zrozumieć - ślepo wierzą ;), że jedynym narzędziem poznania jest logiczno-matematyczny dowód, a to tylko jedno z wielu narzędzi.
            • wielki_czarownik Re: Pytanie jest błędne 25.05.09, 17:20
              Sęk w tym, że dowód logiczny, to jedyne narzędzie w 100% sprawne i skuteczne. Inne narzędzia... Hmm... Chciałbyś, żeby sąd wydawał wyroki na podstawie wnioskowania z krowiego łajna?
              • echtom Re: Pytanie jest błędne 25.05.09, 21:22
                > Sęk w tym, że dowód logiczny, to jedyne narzędzie w 100% sprawne i skuteczne.

                Jaki dowód logiczny mam przeprowadzić, by przekonać racjonalistę, że kocham moje
                dzieci?
                • wielki_czarownik Re: Pytanie jest błędne 25.05.09, 22:51
                  Sprawdzić poziom hormonów, aktywność mózgu itp. i przedstawić wyniki.
                  Miłość to nic innego jak elektryka zalana hormonami.
                  • echtom Re: Pytanie jest błędne 25.05.09, 23:21

                    > Sprawdzić poziom hormonów, aktywność mózgu itp.

                    I co z tego wyniknie oprócz określenia poziomu hormonów i aktywności mózgu?
                    Sorry, zaczynasz pisać jak nastolatek, który zachłysnął się odkrytym właśnie
                    nihilizmem.
                    • wielki_czarownik Re: Pytanie jest błędne 25.05.09, 23:53
                      To, że nasze emocje to nic innego jak gra hormonów i impulsy elektryczne. Miłość, przyjaźć czy nienawiść to tylko elektryczność zalana chemią. Poprzez stwierdzenie jaka jest aktywność mózgu i jakie hormony są wydzielane można stwierdzić co człowiek czuje.
                      A argumenty ad personam odpuść sobie.
        • wielki_czarownik Re: Pytanie jest błędne 25.05.09, 15:46
          A potrafisz przeprowadzić dowód logiczny na nieistnienie dwugłowych latających słoni z trzema penisami? Albo na nieistnienie krasnoludków, elfów czy ogrów?
          • echtom Re: Pytanie jest błędne 25.05.09, 16:19
            > A potrafisz przeprowadzić dowód logiczny na nieistnienie dwugłowych latających słoni z trzema penisami?

            Może istniały na jakimś etapie ewolucji, tylko paleontolodzy jeszcze się do nich nie dokopali :) A tak poważnie - potwierdzasz, że jesteśmy w stanie udowodnić istnienie tylko tego malutkiego wycinka rzeczywistości, jaki ogarniamy dostępnymi aktualnie narzędziami poznania. Jeszcze w XIX wieku ludzie nie znali mechanizmu dziedziczenia - czy to znaczy, że DNA wówczas nie istniał? Btw. prekursorem nowoczesnej genetyki był zakonnik ;)
            • wielki_czarownik Re: Pytanie jest błędne 25.05.09, 17:17
              Z tym, że widzisz. Mamy coraz więcej przesłanek wskazujących na nieistnienie boga i w zasadzie żadnych racjonalnych potwierdzających fakt jego istnienia.
              Przykładowo jeżeli mówię, że w moim barku nie ma flaszki to nie ma. Nie wyskakuj z argumentem, że "może jest w innym wymiarze".
              Boga nie ma. Jeśli jest, to go pokaż.
              • krawiec6661 Re: Pytanie jest błędne 25.05.09, 19:24
                Pewnie twój praprzodek też się ze śmiechu klepał po kolanach kiedy mu mówiono,
                że ziemia jednak jest okrągła. Przecież wszyscy byśmy pospadali. Jeszcze się
                obraca? To by się wszystkim chciało rzygać.
                • wielki_czarownik Do czego zmierzasz? 25.05.09, 20:20
                  Wiadomym jest, że nauka idzie do przodu. Wiadomym też jest, że w miarę jak postępuje rozwój nauki, tym więcej mamy śladów wskazujących na to, że żadnego boga nie ma. To, co kiedyś wydawało się boską mocą okazało się zwykłymi prawami fizyki. To co uważano za czary okazało się zwykłą chemią.
                  Ani jedno badanie naukowe nie potwierdza istnienia boga. Ani jedno nie wskazuje na możliwość jego istnienia. Za to coraz to nowe fakty przeczą tej opowieści o jakiejś istocie najwyższej.
                  • krawiec6661 Re: Do czego zmierzasz? 26.05.09, 17:54
                    Słaby argument. To, że wiele tropów okazało sie fałszywych niczego nie dowodzi.
                    Byc może poza naszym poznaniem jest jeszcze długo długo nic, potem drugie,
                    trzecie i czwarte dno, za którym jest ukryta odpowiedz na to czy Bóg istnieje
                    czy nie, ale i tak nie ma do niej dostępu. Wyobraź sobie jak uświadomiony i
                    wszechwładny musiał się czuć małpolud, który odkrył właśnie sekret ognia.
                    • wielki_czarownik Re: Do czego zmierzasz? 26.05.09, 19:08
                      Jeżeli postawiłeś tezę X, a następnie coraz to nowe badania dają wyniki sprzeczne z tą tezą to należy przyjąć, że chyba coś jest nie tak. Szczególnie, jeżeli nic tej tezy nie popiera. Oczywiście można argumentować, że nie zbadaliśmy całego wszechświata itp. Można. Ale to słaba obrona. Należy raczej zastosować wnioskowanie indukcyjne i stwierdzić, że skoro dotychczasowe badania dały nam X dowodów przeczących istnieniu boga i 0 dowodów potwierdzających jego istnienie to boga po prostu nie ma.
                      Ty "żeglujesz" w sferze marzeń. Że może to, może tamto. Ale obracajmy się w sferze faktów. Faktów a nie imaginacji i pragnień.
                      Fakty są takie - brakuje dowodów potwierdzających istnienie boga, nie brakuje zaś dowodów przeczących jego istnieniu.
                      • krawiec6661 Re: Do czego zmierzasz? 27.05.09, 03:00
                        podaj proszę jeden dowód na nie istnienie Boga. Nie mówimy o konkretnym, tylko
                        ogólnie o sile wyższej.
                        • wielki_czarownik Re: Do czego zmierzasz? 27.05.09, 09:33
                          Już tu wielokrotnie tłumaczono, że nie można definitywnie udowodnić nieistnienia czegoś za pomocą jednego dowodu.
                          Dowody "pośrednie" zaś są liczne.
                          Dowód 1 - skoro bóg ma być miłosierny to skąd wypadki, cierpienie, zagłada, wojny, głód, holokaust? Miłosierny i wszechmogący bóg by do tego nie dopuścił.
                          Dowód 2 - badania naukowe dotyczące np. przeszłości człowieka czy wszechświata. Ani śladu po jakimś bogu. Najmniejszego. Wszystko racjonalnie tłumaczone. Ewolucja, wielki wybuch itp. Gdze tu bóg?
                        • japico Re: Do czego zmierzasz? 27.05.09, 18:34
                          krawiec6661 napisał:

                          podaj proszę jeden dowód na nie istnienie Boga. Nie mówimy o konkretnym, tylko
                          ogólnie o sile wyższej.

                          - -krawiec6661 , chyba się zagalopowałeś. To po stronie osoby twierdzącej, że
                          coś istnieje jest obowiązek dowiedzenia, że to coś istnieje.
                          [poza tym nieistnienie pisze się łącznie]
                          • krawiec6661 Re: Do czego zmierzasz? 28.05.09, 13:37
                            No niby tak, ale zwykle przytaczane przy tej okazji przykłady z "elfami" i
                            "latającymi różowymi słoniami" też są bez sensu, bo nikt się nie upiera, że
                            krasnoludki istnieją, a że istnieje siła wyższa upiera się spory odsetek
                            mieszkańców tej planety. Poza tym ktoś mógłby się wykazac odrobiną dobrej woli i
                            podać chociaż jeden dowód na to, że Boga nie ma :) Argumenty, że nie ma Boga, bo
                            wierzenia różnych ludów na przestrzeni wieków okazały się z dzisiejszego punktu
                            widzenia głupie, prymitywne i fałszujące obraz rzeczywistości nie trafiają do mnie.
                            • wielki_czarownik Re: Do czego zmierzasz? 28.05.09, 15:05
                              krawiec6661 napisał:

                              > No niby tak, ale zwykle przytaczane przy tej okazji przykłady z "elfami" i
                              > "latającymi różowymi słoniami" też są bez sensu, bo nikt się nie upiera, że
                              > krasnoludki istnieją, a że istnieje siła wyższa upiera się spory odsetek
                              > mieszkańców tej planety.

                              No i co z tego, że spory odsetek? Liczba wierzących przekłada się na prawdziwość wiary? Liczba zwolenników na słuszność tezy? Czy jeżeli spora grupa ludzi stwierdzi, że 2+2=5 to też będzie trzeba się nad tym zastanowić?
                              Znasz stary kawał o muchach na g*wnie? W końcu ich są miliardy a więc nie mogą się mylić.

                              Poza tym ktoś mógłby się wykazac odrobiną dobrej woli
                              > i
                              > podać chociaż jeden dowód na to, że Boga nie ma :) Argumenty, że nie ma Boga, b
                              > o
                              > wierzenia różnych ludów na przestrzeni wieków okazały się z dzisiejszego punktu
                              > widzenia głupie, prymitywne i fałszujące obraz rzeczywistości nie trafiają do m
                              > nie.

                              A możesz to w jakiś sposób uzasadnić czy tylko "nie bo nie" oraz "głupie bo głupie"?
                              • krawiec6661 Re: Do czego zmierzasz? 28.05.09, 15:15
                                Czy jeżeli spora grupa ludzi stw
                                > ierdzi, że 2+2=5 to też będzie trzeba się nad tym zastanowić?

                                No w pewnym sensie tak, bo to jaki jest nasz świat zależy w duzym stopniu od
                                działania percepcji. Chodzi o to, że Bóg na pewno istnieje w naszych głowach i
                                juz to czyni go prawdziwym. Dzieje się tak dlatego, że widoczne, namacalne i
                                realne są efekty działań ludzi wierzących w danego boga. Inny przykład: jeśli
                                okaże się za niedługo, że arka przymierza jest ukryta tam gdzie niektórzy sądzą,
                                może to przy określonych działaniach żydów i muzułmanów spowodować III wojnę
                                światową. Czym wtedy będzie arka przymierza, niosącym śmierć starożytnym
                                artefaktem czy głupią bajeczką?
                                • abmiros krawiec6661 28.05.09, 15:15 m.inn. napisał: 28.05.09, 19:34
                                  krawiec6661 28.05.09, 15:15 m.inn. napisał:

                                  >... Chodzi o to, że Bóg na pewno istnieje w naszych głowach i
                                  > juz to czyni go prawdziwym. Dzieje się tak dlatego, że widoczne,
                                  >namacalne i realne są efekty działań ludzi wierzących w danego
                                  boga. ...

                                  Ale porozumiewanie sie bedzie tym lepsze, im latwiej bedzie
                                  odnalezc znaczenie slow, zdan i koncepcji swiecie zmyslowym. Np.
                                  religie wywolywaly i wywoluja tyle nieporozumien, bo pojecia "Bog"
                                  nie znajdzie sie w rzeczywistosci zmyslowej, aby zdecydowac o
                                  obiektywnej prawdzie ludzkich o nim mnieman. Dlatego dobrze,
                                  praktycznie, korzystnie jest umowic sie, ze jezeli mowimy, ze
                                  cos "istnieje", to rozumiemy to jako sprawdzalne w rzeczywistosci
                                  zmyslowej.
                                  Jezeli nawet Bóg na pewno zaistnial, ale tylko w naszych głowach, to
                                  jeszcze nic sie nie stalo takiego co uczyniloby go prawdziwym,
                                  czyli "namacalnym", w sensie - bez slow sprawdzalnym.
                                  Niewiele uzgodnimy, jezeli nie uzgodnimy znaczenia slow, punkt
                                  wyjscia nauki i dyplomacji.
                                  • nehsa Re: Dowód istnienia Boga Nr1: 28.05.09, 20:09
                                    Czym różni się praca, od współpracy?
                                    1./ Ci, Którzy pracują, nie są odpowiedzialni przed nikim za efekty
                                    swojej pracy.
                                    2./ Ci, którzy współpracują, są zawsze współodpowiedzialni za efekty
                                    swojej współpracy.
                                    3./ Wszyscy ludzie zawsze współpracują, i zawsze są
                                    współodpowiedzialni, za swoją współpracę.
                                    4./ Niemożliwy do zaprzeczenia fakt współpracy ludzi, i niemożliwy
                                    do zaprzeczenia fakt współodpowiedzialności ludzi za swoją
                                    współpracę, jest niemożliwym do zaprzeczenia faktem zobowiązania
                                    ludzi do współpracy.
                                    Pytanie bardzo trudne:
                                    Kto "ośmielił" się zobowiązać ludzi do współpracy?
                                    Ps.
                                    Mam nadzieję, że nikomu z was nie wpadnie do głowy, że jak jeden
                                    człowiek coś robi, to pracuje. A jak dwóch, to współpracują.
                                    Aby nie piętrzyć trudności, proszę rozważać wszystkie za, i przeciw,
                                    przy założeniu, że ludzkie społeczeństwo liczy dwie osoby, tuż po
                                    stworzeniu. Niech będzie w Raju.
                                    Pozdrawiam!
                                    • nehsa Re: Dowód istnienia Boga. Nr1: 29.05.09, 06:10
                                      Nehsa! Nie "zachodź w głowę", pianobijcy już tyle tej piany
                                      wytoczyli, że nie widzą się nawzajem, a co dopiero twoich postów.
                                      Zatem nie przeszkadzam.
                                    • krawiec6661 Re: Dowód istnienia Boga Nr1: 29.05.09, 06:33
                                      Nie bardzo rozumiem... Ludzie współpracują, bo to od zarania dziejów daje lepsze
                                      wyniki. Mówi się, że głównie dzięki mocno rozwiniętej umiejętności współpracy w
                                      ludziach narodziły się różne "social skills" i dzięki temu wybiliśmy się ponad
                                      inne gatunki.
                                • wielki_czarownik Re: Do czego zmierzasz? 28.05.09, 22:15
                                  krawiec6661 napisał:


                                  > No w pewnym sensie tak, bo to jaki jest nasz świat zależy w duzym stopniu od
                                  > działania percepcji.

                                  Oj oj nie zapędzaj się. Przykładowo mamy obiekt w kolorze zielonym. Obiekt ogląda zdrowy człowiek i daltonista. I co teraz? Obydwaj postrzegają go w różny sposób, ale prawda jest tylko jedna.

                                  Chodzi o to, że Bóg na pewno istnieje w naszych głowach i
                                  > juz to czyni go prawdziwym. Dzieje się tak dlatego, że widoczne, namacalne i
                                  > realne są efekty działań ludzi wierzących w danego boga.

                                  Kiedyś tak się spiłem, że razem z 2 kumplami poszedłem do lasu szukać latarni, którą widziałem. Jak myślisz - była jakaś latarnia w lesie?

                                  Inny przykład: jeśli
                                  > okaże się za niedługo, że arka przymierza jest ukryta tam gdzie niektórzy sądzą
                                  > ,
                                  > może to przy określonych działaniach żydów i muzułmanów spowodować III wojnę
                                  > światową. Czym wtedy będzie arka przymierza, niosącym śmierć starożytnym
                                  > artefaktem czy głupią bajeczką?

                                  Idź już spać lepiej.
              • echtom Re: Pytanie jest błędne 25.05.09, 21:28
                > Przykładowo jeżeli mówię, że w moim barku nie ma flaszki to nie ma.

                Jeżeli w Twoim barku nie ma flaszki, nie znaczy to, że flaszka nie istnieje, tylko, że Ty jej nie posiadasz. Jeżeli w Twoim postrzeganiu świata nie ma Boga, nie znaczy to, że wcale Go nie ma.
                Twój barek to tylko Twój barek, a nie cały świat :)
                • wielki_czarownik Re: Pytanie jest błędne 25.05.09, 22:52
                  Pokaż tego boga.
                  • krawiec6661 Re: Pytanie jest błędne 26.05.09, 17:59
                    Możesz się wprowadzić w stan smierci klinicznej i sie przekonać. Tyle że wtedy
                    powiesz, że ten świetlisty tunel to tylko efekt umierania oka i mózgu w którym
                    podczas śmierci wytwarzają się rożne dziwne substancje psychoaktywne. Więc po
                    co? :)
                    • wielki_czarownik Re: Pytanie jest błędne 26.05.09, 19:10
                      Przepraszam ale czego to ma dowodzić? Fakt, że niektórzy ludzie twierdzą, że umierając widzieli światło ma dowodzić istnienia boga? No bądźmy poważni!
                      • krawiec6661 Re: Pytanie jest błędne 27.05.09, 03:05
                        Chodziło akurat o "zaświaty" a nie Boga. W sumie też biorę pod uwagę, że ludzie
                        podczas śmierci klinicznej doświadczają po prostu halucynacji, ale bardziej
                        skłaniam się ku teorii, że to przeniesienie jakiegoś jeszcze nie zbadanego w nas
                        duchowego pierwiastka w inny wymiar czasoprzestrzenny.
                        • wielki_czarownik Re: Pytanie jest błędne 27.05.09, 09:34
                          O! To było mocne! :D
                • szalony_kucharz Myśl! 26.05.09, 00:20
                  A nie uprawiaj demagogii i logiki dla naiwnych.

                  Dowód na nieistnienie? Kurs logiki przydałoby się zaliczyć. Przynajmniej jeden
                  semestr.

                  Logiczno-matematyczny dowód to nie jest narzędzie pozniania, koleżanko. To nie
                  jest nawet narzędzie. To jest sformalizowany proces rozumowania. Coś innego od
                  pozania, mniej więcej tak, jak oko różni się od mózgu. Wielki Czarownik też
                  zresztą nie wie, o czym mówi. Zupełnie.
                  • echtom Re: Myśl! 28.05.09, 19:14
                    Nie uprawiam demagogii, tylko dobrze się bawię prowokowaniem zacietrzewionych racjonalistów ;) Co do "dowodu na nieistnienie" - skoro możemy dowieść tylko, że coś istnieje, niemożność dowiedzenia tego nie musi oznaczać, że nie istnieje - może po prostu oznaczać, że na aktualnym etapie rozwoju brakuje nam wiedzy i narzędzi niezbędnych do przeprowadzenia dowodu.
                    • szalony_kucharz Re: Myśl! 28.05.09, 23:50
                      > niemożność dowiedzenia tego nie musi oznaczać, że nie istnieje -
                      > może po prostu oznaczać, że na aktualnym etapie rozwoju brakuje
                      nam wiedzy i n
                      > arzędzi niezbędnych do przeprowadzenia dowodu.

                      To teraz sprowokuję irracjonalistę i w dalszym ciągu demagoga. Jakie
                      masz zatem przesłanki istnienia czegoś, czego na aktualnym etapie
                      rozwoju i wiedzy nie jesteś w stanie istnienia potwierdzić, a
                      właściwie to odnotować? Trzecie oko vel widzimisię? Inaczej: powiedz
                      mi, bo to ważne, w jaki sposób Bóg znalazł się w Twoim umyśle?

                      Strzelę prosto z mostu: ktoś Ci o nim powiedział.
                      • szalony_kucharz I dalej 29.05.09, 00:09
                        Ktoś Ci powiedział. A Ty uwierzyłeś. Stąd słowo "wiara". Często mylona z wiedzą,
                        zarówno przez wierzących, jak i niewierzących. Stąd i niedorzeczne żądania
                        dowodów na niestnienie, jak i równie niedorzeczne dowody na nieistnienie.

                        Yo! Nie wierzę w Boga, co nie jest równoznaczne ze stwierdzeniem, że wierzę, że
                        Boga nie ma. Tak się nie myśli, tak się co najwyżej ufa. To pierwsze to mniej
                        więcej ateizm, to drugie to antyteizm, z racjonalnością o naukowym charakterze
                        mający tyle wspólnego, co fantastyka naukowa z nauką.
                        • echtom Re: I dalej 30.05.09, 16:38
                          > Ktoś Ci powiedział. A Ty uwierzyłeś

                          To dość typowa droga poznania. Tobie też ktoś powiedział o takich czy innych
                          odkryciach naukowych, a Ty uwierzyłeś, bo sam tego nie odkryłeś i dowodu
                          przeprowadzić nie umiesz. Nauka też nie jest doskonała i często się myli - to
                          przecież uczony stwierdził, że słońce krąży wokół Ziemi i nikt tego nie
                          kwestionował przez 14 stuleci.
                          Przeciwstawianie wiedzy i wiary jest dość naiwne i świadczy o sporych mentalnych
                          ograniczeniach - z obu stron zresztą. Rzetelna postawa poznawcza to poszukiwanie
                          i pokora wobec tego, co się odkryło. Ja wierzę, że Bóg istnieje, ale nie
                          wykluczam, że jest zupełnie inny niż moje o Nim wyobrażenie. A może po prostu
                          cały ten spór o istnienie Boga bierze się z tego, że żadna ze stron nie potrafi
                          podać precyzyjnej definicji.
                          • szalony_kucharz Re: I dalej 30.05.09, 21:10
                            > To dość typowa droga poznania. Tobie też ktoś powiedział o takich czy innych
                            > odkryciach naukowych, a Ty uwierzyłeś, bo sam tego nie odkryłeś i dowodu
                            > przeprowadzić nie umiesz.

                            Tak, ktoś mi o tym powiedział. Wiedza płynąca się z bezpośredniego doświadczenia
                            jest bardzo skąpa. Zresztą, co to jest bezpośrednie doświadczenie? Oczy własne
                            też coś mówią. I trzeba im wpierw uwierzyć, żeby przyjąć do wiadomości, co widzą.

                            Przestań błędnie używać pojęcia dowód. W naukach emiprycznych dowodzenia nie ma.
                            To nie wojsko, ani sąd, ani rozważania logików. Jest wyjaśnianie, opis,
                            wnioskowanie, stawianie tez, weryfikacja, itp. Od szczegółu do ogółu, nie na odwrót.

                            > Nauka też nie jest doskonała i często się myli - to
                            > przecież uczony stwierdził, że słońce krąży wokół Ziemi i nikt tego nie
                            > kwestionował przez 14 stuleci.

                            Nie do mnie kieruj uwagi odnośnie nauki. To dla mnie taka sama narracja, jak
                            opowieści biblijne: pełna wyobrażeń, poetyckich metafor, myślowych
                            eksperymentów, założeń i wiary. Pewnie jedynie z racji swej stosunkowej młodości
                            nowożytna nauka nie wypracowała sobie sztywnych stanowisk, na co cierpią
                            niektóre kościoły, przez ciasne gorsety nie zawsze nadążające za Zeitgeistem.
                            Tak a propos - odsyłam
                            do świetnego posta JestemSobieMałegoMisia z tej dyskusji:
                            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=95266036&a=95732971 Kościół
                            katolicki w Średniowiczu jako forpoczta postępu. Brawo!

                            > Przeciwstawianie wiedzy i wiary jest dość naiwne i świadczy o sporych mentalnyc
                            > h
                            > ograniczeniach - z obu stron zresztą.

                            Nie mógłbym się bardziej zgodzić. Wiedza i wiara są względem siebie
                            komplementarne, rzekłbym. W żadnym wypadku przeciwstane. Tam gdzie kończy się
                            pewność, a na dobrą sprawę pewność kończy się bardzo szybko, zdani jesteśmy na
                            wiarę bądź zwątpienie. I to we wszystkich przejawach życia, nie tylko na
                            religijnej czy naukowej niwie. Stoisz i czekasz na tramwaj. Wg rozkładu powinien
                            przyjechać za 10 minut. Wiesz, że przyjedzie, czy wierzysz, że przyjedzie?
                            Uczciwie wiedzieć nie możesz, bo skąd? Najpewniejsza wiedza odnosi się wyłącznie
                            do teraźniejszości, i to w jej momentalnym, najczyściej zmysłowym wymiarze, jaki
                            można sobie wyobrazić. To po prostu pewność (hm, czy też nie akt "make
                            believe?"), że to co ci się właśnie przytrafia, dzieje się naprawdę, i to
                            jeszcze dokładnie tak, jak to postrzegasz. Reszta to wspomnienia, lub mniemania.
                            To, że w rozkładzie jazdy jest napisane, że przyjedzie za 10 minut, to że
                            wczoraj tramwaj tej samej linii (ale przecież nie TEN SAM tramwaj) przyjechał o
                            tej właśnie godzinie, to że inni ludzie stoją na przystanku i SPODZIEWAJĄ się
                            tramwaju o tej samej, co ty porze nie sprawi przecież, że tramwaj przyjedzie bez
                            żadnych ale o tej a nie innej godzinie. To niedorzeczność, prawda? Przecież nie
                            trzeba być wyjątkowo oczytanym i rozgarniętym człowiekiem, żeby znać powiedzenie
                            o ustach a brzegu pucharu. Tym niemniej wierzymy i wiarę naszą oblekamy w szaty
                            wiedzy pewnej, że tramwaj przyjedzie za chwilę i to nieodwołanie. I wiele, wiele
                            rzeczy wokół nas bierzemy, jak to się po angielsku trafnie mówi "for granted",
                            za oczywistość. A przecież nieoczywistość wisi w powietrzu i tylko czeka, aby
                            się przydarzyć, jak ten ptak wędrowny z opowiadania Andrzeja Pieklaka. Wiara
                            jest dla umysłu zbawieniem: gdyby się nad wszystkim od początku, co moment
                            zastanawiać, myślenie stało by się nieznośnym absurdem. Nie sposób byłoby sobie
                            wyobrazić niczego: przyszłości, przeszłości, następstwa wydarzeń, zależności
                            przyczynowo-skutkowych, intencji, siebie samego, jako odrębnej świadomości.
                            Wiara to atrybut umysłu niezbywany w równym stopniu, co wiedza. Pisałem już
                            zresztą o tym. Umysł ludzki jest chłonny, a świat otaczający pochłania dopiero
                            po uprzednim nadtrawieniu go enzymami nazw, kategorii i wzajemnych między nimi
                            zależności. Deux ex machina to moloch w naszych mózgach.

                            > A może po prostu
                            > cały ten spór o istnienie Boga bierze się z tego, że żadna ze stron nie potrafi
                            > podać precyzyjnej definicji.

                            Jeśli będziesz za pomocą muzyki próbował rozwikłać zagadnienie czerwieni, to
                            mimo ciekawych prób zamącisz jedynie. Boga definicji chcesz? Precyzyjnej? Jeśli
                            podchodzisz do Boga jak do naukowego pojęcia, przykładać chcesz do niego
                            racjonalną optykę, to się nie dziw, że zainteresujesz tym racjonalnych
                            naukowców, którym nie będzie pasować takie ujęcie i głośno wyrażą swoje
                            niezadowolenie z proponowanej definicji, niezależnie jaka by nie była.
                            • echtom Re: I dalej 30.05.09, 22:00
                              Nie czytałam wszystkich Twoich postów i teraz się zakręciłam, czy Ty wierzący
                              czy niewierzący jesteś :) Przy tej zdumiewającej końcowej zgodności poglądów nie
                              jestem już pewna, czy spieraliśmy się o wiarę czy o precyzyjne używanie
                              naukowych pojęć. Pozdrawiam.
                              • szalony_kucharz Re: I dalej 31.05.09, 10:31
                                To drugie. Dla obu pytań.
                                • echtom Re: I dalej 31.05.09, 22:47
                                  Tak myślałam, tylko chciałam się upewnić :)
                            • kaa.lka Re: I dalej 30.05.09, 23:17
                              nadal, badz wciaz wokol.
                              zgodzilabym sie z Toba kucharzu gdyby:

                              przykladanie obrazu wspolczesnego pojmowania Boga( rzeczywiscie dosc
                              sprytnie podany post misia) czyli sposob jego interpretacji byl by
                              tak samo wspolczesny jak przykladanie pojmowanie tramwaju.

                              zatem,
                              uznac byloby logicznym,zgodnie z wlasna teza;
                              za wykladnie: Jednosc.
                              miejsca,czasu i akcji tak w atrybutach jak i przytaczanych
                              przykladach.
                              w dalszym bowiem ciagu stara owa zasada, zeby nie powiedziec zlota,
                              kwantyfikuje i precyzyjnie sumuje poznanie ktorym uogolnilismy
                              wiedze:)
                              tak w naukowej"rzeczywistosci" jak i umyslowej wirtualnosci, ktora
                              to zastapilismy Boga.


                              owa ostatnia fraze specjalnie dedykuje misiowiswojemu, ktoremu to
                              habiciane wizje przyklasztornych zielarzy zaslonily byt-mit
                              niedostrzegalnych ale jak najbardziej wspolczesnie szamanskich
                              farmacji:)

                              • szalony_kucharz Re: I dalej 31.05.09, 10:28
                                Nawet nie próbuję być logicznym. Próbuję odcisnąć piętno w umysłach innych -
                                wszelkimi dostępnymi środkami.

                                Powtarzam jeszcze raz: wszystko, co wykracza poza bezpośrednie doświadczenie (a
                                co to jest "bezpośrednie doświadczenie"? Przecież z nominalistycznego punktu
                                widzenia to pojęcie, którego bezpośrednio doświadczyć nie sposób. Ale zostawmy
                                to na boku, przynajmniej na razie - przyjmijmy/załóżmy/zaufajmy/uwierzmy oboje,
                                że dobrze wiemy, o co chodzi. Za Husserlem posłużmy się pojęciem Lebensweltu),
                                jest nieodwołanie skażone myślą, tym przedziwnym splotem jako takiej racjonalnej
                                logiki, wiary, wyobrażeń i skojarzeń z innymi myślami, według
                                najprzeróżniejszych kryteriów uznanymi za relewantne dla przedmiotu myśli
                                głównej. (Zastrzel mnie, proszę, jeśli nie da się tego czytać)

                                Przeto, nie byłbym w stanie i nikt inny nie byłby w stanie, wydusić z siebie
                                żadnego cywilizowanego i płodnego poznawczo słowa, gdyby przestrzegając zasady
                                Jedności (jak to ślicznie nazwałaś) wypowiadał się tylko o tym, co jest już tak
                                bezpośrednie, oczywiste, self-evident, że nazwać tego nie sposób, bez popadania
                                w definicyjną tautologię. Każde słowo jest przecież wykraczaniem poza Jedność.
                                To takie wskazanie palcem i przekirwoanie wzroku na coś innego, co uznamy za
                                pomocne do opisu tego pierwszego. Zgodzisz się?

                                Więc powracając z rozwlekłej wycieczki do wątku głównego, wiary. Jeszcze raz
                                powtórzę, że nie przeciwstawiam wiary rozumowi, czy też wiedzy. Są to wzajemnie
                                komplementarne składniki poznania i umysłu jako takiego. Nie wykluczam, ani nie
                                hierarchizuję żadnego z tych komponentów, a przede wszystkim stwierdzam ich
                                wzajemną odrębność i nieredukowalność jednego do drugiego. I dostrzegam źródło
                                nieporozumień w sporze religijność vs ateizm w próbach traktowania zjawisk wiary
                                w kategoriach rozumowych, logicznych, emipiryczno-naukowych. Te wszystkie
                                zażarte dyskusje na domorosłe dowody na istnienie/nieistnienie Boga przyprawiają
                                mnie o zgrzytanie zębów, aż chciałoby się za Brzechwą zakrzyknąć: "po co wasze
                                swary głupie, wnet i tak zginiemy w zupie!" Are getting my drift?

                                No i na koniec wracając do MisiaMałegoCoSobieJest. Tak sobię myślę, że chciał on
                                swoim postem zwrócić uwagę nie tyle na powiązania współczesnej farmacji z
                                przyklasztornymi praktykami zielarskimi dawnych mnichów, a raczej chodziło mu o
                                pokazanie, jaką potęgą intelektualno-cywilizacyjno-techniczną był kościół
                                chrześcijański w wiekach średnich, w porównaniu z dzisiejszą ostoją
                                "wstecznictwa", jaką jest. Ówcześni filozofowie i uczeni to przecież w
                                większości wypadków osoby duchowne, oczytane, i jako takie lepiej od pospólstwa
                                przygotowane do toczenia dysput na tematy znacznie od "tego-co-jest" oderwane.
                                Zestawił ich nie tyle z dzisiejszymi przedstawicielami Wyetha, co z osobami
                                pokroju Stephena Hawkingsa. Wieża z kości słoniowej w dalszym ciągu istnieje i
                                ma się dobrze, zmieniają się tylko lokatorzy.
                                • kaa.lka Re: I dalej 01.06.09, 13:22
                                  aha.
                                  mysle ze moglbys sie zatem zgodzic ze mna gdybym zalozyla ze:
                                  wspolne statystycznie udokumentowane np,
                                  doswiadczenie wiary, czyn Boga= wspolnota modlitwy, nosi miare
                                  odrebnosci.
                                  (nie nadam temu sformulowaniu pytania. bowiem uwierzylam ze wiesz o
                                  co chodzi.)
                                  natomiast to samo sformulowanie powiekszone sila statystyki wiary
                                  odpowiada mocniej,ale do kazdego wierzacego samodzielnie.
                                  interpretacyjnie skadinad:)jasnym jest zatem ze posluzywszy sie
                                  odrebnymi slowy osiagamy
                                  wspolny oglad rzeczy, gdy przez wypracowana przez przynajmniej dwie
                                  osoby osiagamy calosc. jednosc definicji.
                                  taki sam oglad taka sama logika taki sam wynik statystyczny:)
                                  rownanie zamkniete. tym samym Bogu swieczke i diablu ogorek.
                                  mozna zatem uznac ze Jednosc wszytkie zagadnienia powiekszane o
                                  kwestie ilosciowe(zatem racjonalne)Spojnia/lnia w
                                  nieuwarunkowanej ale indywidualnie postrzeganej tozsamosci.
                                  wiodac mysl te liniowo.
                                  zas,
                                  swiadomosc jednosci nieskonczonosci, a`spiralnie nie zamykanej, daje
                                  poczucie stabilnego Dobrobytu.
                                  bez dualizmu dobra-zla, dla ktorego ni retoryka czy sliczna
                                  tatutologia nie musza istniec, nawet sluzac samotlumaczeniu. sa,
                                  jak to metody, uzyte nie zGodnie z intencjami boskich rozmowcow,
                                  proznym samozaspokojeniem. doswiadczeniem odbicia konwersacyjnego:)
                                  odczlowieczym doswiadczeniem.
                                  mozna wiec tez, kucharzu szalony,
                                  logicznie:)
                                  wskazujac slowem nie ze srodka na zewnatrz lecz z obrzeza tarczy
                                  slonecznej w sam jej srodek.
                                  i czuc pustke.slowa.bez przerazajacej checi odcisniecia.
                                  sie.
                                  a kierujac sie. wciaz ta sama zlota zasada,samodyscypliny
                                  poznawczej.tak aby cel nie uswiecal srodkow;)wyrazu

                                  I dalej.
                                  nie bede przeciez podwazac tego co myslisz, ze misio mial na mysli:)
                                  pozdrowienia
                                  ka
        • abmiros Jak doszedlem do mojego ateizmu. 26.05.09, 05:20
          Inicjatorka tej dyskusji, thobold, pisze:

          >Jak było w Waszym przypadku?

          >Nie pytam się o to, czy Bóg istnieje, o to, kto co musi udowadniać
          >z dziwnych powodów takie dyskusje często zamieniają się we flejmy,
          >tak tutaj, jak na każdym innym forum ). Chciałbym poznać Wasze
          >zdanie na temat - dlaczego jestem ateistą/wierzącym? Co to
          spowodowało? Nie tyle chodzi o argumenty racjonalne,
          >ale o to, jakie doświadczenia, jakie powody światopoglądowe
          >skłoniły Was do zmiany zdania? A może odziedziczyliście pogląd po
          >rodzicach i dotąd go nie kwestionwaliście?

          >Powtarzam, nie chodzi mi o powody racjonalne, bo tych poznałem już
          >nadto,Dawkins i Jan Paweł II też raczej nie doszli do
          >niewiary/wiary przez logiczną argumentację, tylko intuicyjnie.
          >Skąd wiecie, że macie rację?

          Pochodze z rzymsko-katolickiej rodziny. Moj ateizm zaczal sie od
          spontanicznego agnostycyzmu, aby z biegiem lat przeksztalcic sie w
          ateizm, czyli poglad odrzucajacy "wiare w Boga", zaprzeczajacy
          istnienie ktoregokolwiek z tych bogow, jakie mi proponowano.

          W naszej europejskiej i amerykanskiej konwencji jezykowej
          pojecie "istniec moze byc wykazane tylko doswiadczeniem zmyslowym.

          To doswiadczenie zmyslowe moze byc:
          1. Bezposrednie, kiedy ja jednym lub kilkona ze swoich zmyslow
          doswiadczam istnienie Boga. Nie doswiadczam, wiec Bog nie istnieje.
          2. Posrednie, kiedy ludzie do ktorych mam zaufanie informuja mnie,
          ze oni zmyslowo doswiadczaja istnienie Boga. Wszyscy ktorych w tym
          wzgledzie do tej pory sluchalem, a sluchalem wielu z ciekawoscia,
          uwaga, i w wielu przypadkach z szacunkiem-zawiedli mnie. W
          najlepszym wypadku dochodzilem do wniosku, ze doswiadczali Boga
          emocjonalnie, ze bardzo chcieliby aby byl i to taki, jak oni go
          widza, bo tak jest najlepiej dla nich i dla ich dzieci, ale zaden z
          nich nie wykazal, ze doswiadczyl Boga zmyslowo, ani nie wskazal mi,
          jak ja go moge doswiadczyc.
          Moze byc rowniez przekonanie logiczne, ale w ostatecznym rachunku
          sprowadza sie ono do doswiadczenia zmyslowego: skoro istnieja
          skutki, wiec istnieja przyczyny. Np. podstawianie Boga
          jako „pierwszej przyczyny” bylo od wiekow obszernie i uparcie
          dyskutowane. Ostateczny cios tym probom zadaje obecnie nauka
          proponujac „pulsacyjne” modele wiecznego istnienia wszechswiata.
          Naukowcom wiele aspektow tej "wiecznosci" rozmywa sie, ale to nie
          jest dowod na istnienie Boga.
          Na zaden z mozliwych sposobow nie potwierdzilo mi sie istnienie
          Boga, jezeli doswiadczenie zmyslowe przyjme za kryterium istnienia.
          Jezeli nie przyjme, trace mozliwosc uzgodnienia pogladow z moimi
          partnerami w w rozmowie na te tematy.
          Rok po roku, a interesuje sie tym tematem od lat, upewniam sie, ze
          zaproponowanie koncepcji istniejacego, czyli rozpoznawalnego
          zmyslami Boga jest beznadziejne.
          Dodatkowo, co jest niemniej wazne w moich przekonaniach, kiedy
          przygladam sie temu, jakiego Boga do tej pory w historii ludzkosci
          proponowano, to widze, ze zawsze to bylo i jest wszechmocne, ale
          zawsze mniej czy bardziej czlekoksztaltne zbiorowisko
          niekonsekwencji; albo cos przeciwnego, o czym jego proponeci
          mowia "cos niepojetego". Jezeli Bog to "cos niepojetego", to nie ma
          szans wskazac, ze jest, pozostaje tylko brak szans na uzasadnienie
          wiary wiary, do czego zreszta juz dawno doszedl Kosciol Katolicki,
          ktory juz teraz broni sie tylko wzgledami praktycznymi, ze dobrze
          jest wierzyc w takiego jakiego on proponuje. Tego tez nie akceptuje
          do konca, a jedynie gdybym mil dokonac wyboru pomiedzy bogami
          roznych religii, bo rzymsko-katolicki Bog jest, moze po anglikanskim
          najbardziej agnostyczny, ale to osobna dyskusja.
          Tak doszedlem do mojego ateizmu.
    • waserwanna Wierzę w boga... 25.05.09, 13:50
      ...jako siłę sprawczą (stwórcę wszechświata itd., itp.).

      Nie wierzę natomiast, że ingeruje w jakiekolwiek ludzkie sprawy.
      Twierdzenie: "gdy się dobrze dzieje (znaczy: jest zdrowie,
      pieniądze, otaczają nas bliscy) - oznacza że bóg jest i nas wspiera,
      gdy się dzieje źle (nieuleczalna choroba, wypadek samochodowy itd.) -
      znaczy że bóg nas tak strasznie kocha że nas doświadcza". Powyższe
      rozumowanie jest wg mnie obarczone poważnym błędem logicznym, a
      ponadto jest nieweryfikowalne.
      Dla mnie - przepraszam za wyrażenie - to istny ciemnogród i niechęć
      zastanowienia sie nad sednem sparwy.

      Oczywiście poglądy i przekonania znajdujące oparcie we wierze z
      gruntu nie są weryfikowalne. Chodzi o to, że nikt mi dotąd nie
      potrafił sensownie wytłumaczyć powyższego paradoksu.

      Myślę więc że bóg jest - ale - albo nie chce albo nie może o nas
      pamiętać. Taka świadomość jest dla mnie smutna i przytłaczająca, ale
      chyba lepsze to niż mamić się po prostu kłamstwami.

      Pozdrawiam wszystkich.
      • japico Re: Wierzę w boga... 25.05.09, 13:54
        waserwanna napisała:
        Myślę więc że bóg jest - ale - albo nie chce albo nie może o nas
        pamiętać. Taka świadomość jest dla mnie smutna i przytłaczająca, ale
        chyba lepsze to niż mamić się po prostu kłamstwami.

        - - - To po co sobie zawracać głowę istotą, która nie ma na nas wpływu. Nie
        mówiąc już o tym, że nikt nie udowodnił, że istnieje (poza paroma paranoikami
        oczywiście).
        • waserwanna No dobra... 25.05.09, 14:01

          ... a tzw. objawienia, stygmaty ojca Pio itd.
          Myślicie że KK aż tak nas wkręca?

          Pomijam wszystkich innych oszustów - że się matka boska objawiła na
          talerzu jak pani hela plamy z ludwika nie domyła :)
          • kle_kotka Re: No dobra... 25.05.09, 14:09
            kobiety potrafią uroic sobie ciaze to mechanizm powstawania
            stygmatow i objawiemn moze byc podobna
    • jakas_kobietka Re: Dlaczego (nie) wierzycie w Boga? 25.05.09, 14:42
      Nie wierzę, bo ogólnie jak dla mnie większość argumentów przemawia za tym, że
      bóg jest wymysłem ludzkim. Jestem lewopółkulowcem, racjonalistą, realistą. Więc
      nie wierzę. Jakoś tak. To mi się wydaje takie oczywiste.


      Co nie znaczy że nie modlę się do niego, gadam sobie z 'bogiem' <
    • odzim22 Re: Dlaczego (nie) wierzycie w Boga? 25.05.09, 14:52
      Na świecie są setki wierzeń i bogów. Nie wierzę ponieważ w moim dotychczasowym
      życiu moim nie udało mi się odczytać żadnej wskazówki który z nich mógłby być
      tym jedynym. Myślę, że zachowaniem najbardziej fair z mojej strony jest bycie
      neutralnym w stosunku do nich wszystkich. Nie potrzebne mi jest do życia
      wyjaśnienie fenomenów stworzenia świata i harmonii w naturze. Są setki hipotez
      dotyczących tych spraw i większość z nich teoretycznie mogłaby byc prawdą.
      Chętnie jednak zgłębiam te bardziej sensowne. Ciągle jednak pozostaje neutralny.
      • dzagreus Re: Dlaczego (nie) wierzycie w Boga? 25.05.09, 15:47
        Bóg jest źródłem zła.
    • wiedzma_29 Re: Dlaczego (nie) wierzycie w Boga? 25.05.09, 18:28
      Pod względem logicznym, to takie pytanie, jak np. "Dlaczego (nie) wierzycie w różowe, latające słonie?"
    • bezszczelny.chan Re: Dlaczego (nie) wierzycie w Boga? 25.05.09, 19:21
      thobold napisał:

      > Jak było w Waszym przypadku?
      >
      > Nie pytam się o to, czy Bóg istnieje, o to, kto co musi udowadniać (z dziwnych
      > powodów takie dyskusje często zamieniają się we flejmy, tak tutaj, jak na
      > każdym innym forum ). Chciałbym poznać Wasze zdanie na temat - dlaczego jestem
      > ateistą/wierzącym? Co to spowodowało? Nie tyle chodzi o argumenty racjonalne,
      > ale o to, jakie doświadczenia, jakie powody światopoglądowe skłoniły Was do
      > zmiany zdania? A może odziedziczyliście pogląd po rodzicach i dotąd go nie
      > kwestionwaliście?
      >
      > Powtarzam, nie chodzi mi o powody racjonalne, bo tych poznałem już nadto,
      > Dawkins i Jan Paweł II też raczej nie doszli do niewiary/wiary przez logiczną
      > argumentację, tylko intuicyjnie.
      >
      > Skąd wiecie, że macie rację?


      Ja wierzę gdyż chcąc być uczciwym wobec siebie , nie mam innego wyjścia .
      Podobnież jak kiedyś , owa kwestia stała dla mnie bardziej otworem , nie
      zajmowała też zbyt dużo miejsca w moim życiu , tak na dzień dzisiejszy , w tej
      materii , nie mam zbytnio pola manewru .
      Wierzę , gdyż przeżyłem nawrócenie .Nie dlatego , że po (dla przykładu) wielkiej
      burzy mózgów , jedna opcja zyskała w moich oczach wystarczająca przewagę nad
      drugą .Po prostu przeżyłem nawrócenie , przeżycie o wymiarze wewnętrznym , które
      rozwiało ów dylemat jak bańkę mydlaną i sprawiło ,że na dzień dzisiejszy nie mam
      wątpliwości co do istnienia Boga .
      Myślę , że tytuł książki francuskiego dziennikarza Andre Frossard'a :
      "Spotkałem Boga" jest tu jedyną możliwą odpowiedzią z mojej strony, na pytanie :
      Dlaczego wierzysz ?
      Zapewne on sam , podobnie odpowiedziałby na tak postawione pytanie .
      • focus35 Re: Dlaczego (nie) wierzycie w Boga? 25.05.09, 22:38

        a mozesz napisac cos wiecej o tym spotkaniu i Kogo/Co spotkales?

        bezszczelny.chan napisał:
        >
        >
        > Ja wierzę gdyż chcąc być uczciwym wobec siebie , nie mam innego
        wyjścia .
        > Podobnież jak kiedyś , owa kwestia stała dla mnie bardziej
        otworem , nie
        > zajmowała też zbyt dużo miejsca w moim życiu , tak na dzień
        dzisiejszy , w tej
        > materii , nie mam zbytnio pola manewru .
        > Wierzę , gdyż przeżyłem nawrócenie .Nie dlatego , że po (dla
        przykładu) wielkie
        > j
        > burzy mózgów , jedna opcja zyskała w moich oczach wystarczająca
        przewagę nad
        > drugą .Po prostu przeżyłem nawrócenie , przeżycie o wymiarze
        wewnętrznym , któr
        > e
        > rozwiało ów dylemat jak bańkę mydlaną i sprawiło ,że na dzień
        dzisiejszy nie ma
        > m
        > wątpliwości co do istnienia Boga .
        > Myślę , że tytuł książki francuskiego dziennikarza Andre
        Frossard'a :
        > "Spotkałem Boga" jest tu jedyną możliwą odpowiedzią z mojej
        strony, na pytanie
        > :
        > Dlaczego wierzysz ?
        > Zapewne on sam , podobnie odpowiedziałby na tak postawione
        pytanie .
        • lokop123 Re: Dlaczego (nie) wierzycie w Boga? 25.05.09, 23:10
          Ja też zostałem zbawiony, a byłem ateistą, teraz nie wyobrażam sobie zycia, które prowadziłem do tej pory. Boga musisz szukać, on jest bardzo blisko, jest napisane szukajcie a znajdziecie...
        • bezszczelny.chan Re: Dlaczego (nie) wierzycie w Boga? 26.05.09, 21:04
          focus35 napisała:

          >
          > a mozesz napisac cos wiecej o tym spotkaniu i Kogo/Co spotkales?

          Mogę :)
          Było to nawrócenie z gatunku natychmiastowych (vide św. Paweł , Frossard ,
          Ratisbonne itd. ) , może nie tak spektakularnych jak ww , ale mniej więcej
          mógłbym je do nich porównać jeśli chodzi o efekt końcowy tegoż .Jeśli chodzi o
          okoliczności , to odbyło się to w domowym zaciszu w stanie głębokiej depresji ,
          to też nie zapomnę również dodać o jednoczesnym uzdrowieniu z niej . Jednak to
          już raczej temat bardziej poboczny względem owego doświadczenia(choć w moim
          przypadku nierozerwalnie się z nim wiąże ) rzekłbym mistycznego (nie lubię
          nadużywać tego określenia , moim zdaniem nazbyt wytartego w dzisiejszym świecie ) .
          Dlaczego piszę o spotkaniu ?
          Było to bowiem tak głębokie i wszechogarniające odczucie niewyobrażalnie
          miłującej obecności ,ze nic lepszego nie przychodzi mi do głowy .Jednakże nie
          chciałbym wdawać się w szczegóły gdyż jak napisałem wcześniej , nie sposób
          wyrazić tego słowami . Powiem może tylko ,że działo się to , jeśli można się tak
          wyrazić , w najgłębszych pokładach duszy , radość , szczęście , miłość jakiej
          doświadczyłem była niejako ponadzmysłowa i usadowiona w największej głębi
          jestestwa.Co dziwne , poczułem się wtedy niejako w pełni sobą , jak gdyby
          najbliższy sobie , a jednocześnie wewnętrznie zjednoczony z Kimś bliższym nam
          niż my sami siebie .I dopiero w tym zjednoczeniu odczułem niejako pełnię
          własnego człowieczeństwa , będącego jednocześnie wspólnotą z Kimś kto
          nieustannie udziela nam bytu i bez Którego nie moglibyśmy w ogóle istnieć.
          Przypomnę jednak ,że określenia , których użyłem nie odpowiadają zapewne temu o
          czym zazwyczaj myślimy mówiąc radość , szczęście , miłość ,ale po prostu nie
          sposób znalezc innych , nie chce również przesadzać z ich wielością gdyż i tak
          nie wyczerpie to i nie da obrazu nawet strzępka tego co przeżyłem .
          Zapomniałem dodać , że owe doświadczenie poprzedziło czy raczej współgrało z
          lekturą Nowego Testamentu , po który pod wpływem jakiegoś wewnętrznego impulsu
          sięgnąłem po raz pierwszy od wielu , wielu lat(jeśli w ogóle kiedyś sięgałem
          wyłączając wczesne dzieciństwo ) .
          Dlatego nie można tu nie wspomnieć o Chrystusie jako o głównym aktorze owego
          wydarzenia , a
          dziś już mniej abstrakcyjnie brzmią dla mnie słowa o zjednoczeniu z Ojcem przez
          Syna w Duchu Świętym :)
          To tak z grubsza , nie będę się dalej rozpisywać , pozdr .
          • k-57 Re: Dlaczego (nie) wierzycie w Boga? 26.05.09, 21:08
            bezszczelny.chan napisał:
            > To tak z grubsza , nie będę się dalej rozpisywać , pozdr .
            xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
            z ciensza ......wybzdziales bobka
            • gadagad Re: Dlaczego (nie) wierzycie w Boga? 26.05.09, 21:18
              ach, że ktoś tam nic nie wie i wszystkim się pomajtalo, Lucyfer, pierwsze
              światło niosąca, zakreślająca co osiem lat pentagram na niebie, gwiazda
              pożądania, to baba.
          • focus35 Re: Dlaczego (nie) wierzycie w Boga? 28.05.09, 14:06

            dziekuje bardzo Bezszczelny.chanie za te relacje - przezywalam pare,
            (no moze 3 razy) podobne, przynajmniej jesli mozna oddac slowami, to
            czego nie sposob oddac, odczucia - nie interpretowalam jednak tego
            jako spotkania z Bogiem, do tego chrzescijanskim - ale to prawda, ze
            spotkanie z wlasnymi odczuciami/emocjami bywa bardzo interesujace


            bezszczelny.chan napisał:

            > focus35 napisała:
            >
            > >
            > > a mozesz napisac cos wiecej o tym spotkaniu i Kogo/Co spotkales?
            >
            > Mogę :)
            > Było to nawrócenie z gatunku natychmiastowych (vide św. Paweł ,
            Frossard ,
            > Ratisbonne itd. ) , może nie tak spektakularnych jak ww , ale
            mniej więcej
            > mógłbym je do nich porównać jeśli chodzi o efekt końcowy
            tegoż .Jeśli chodzi o
            > okoliczności , to odbyło się to w domowym zaciszu w stanie
            głębokiej depresji ,
            > to też nie zapomnę również dodać o jednoczesnym uzdrowieniu z
            niej . Jednak to
            > już raczej temat bardziej poboczny względem owego doświadczenia
            (choć w moim
            > przypadku nierozerwalnie się z nim wiąże ) rzekłbym mistycznego
            (nie lubię
            > nadużywać tego określenia , moim zdaniem nazbyt wytartego w
            dzisiejszym świecie
            > ) .
            > Dlaczego piszę o spotkaniu ?
            > Było to bowiem tak głębokie i wszechogarniające odczucie
            niewyobrażalnie
            > miłującej obecności ,ze nic lepszego nie przychodzi mi do
            głowy .Jednakże nie
            > chciałbym wdawać się w szczegóły gdyż jak napisałem wcześniej ,
            nie sposób
            > wyrazić tego słowami . Powiem może tylko ,że działo się to , jeśli
            można się ta
            > k
            > wyrazić , w najgłębszych pokładach duszy , radość , szczęście ,
            miłość jakiej
            > doświadczyłem była niejako ponadzmysłowa i usadowiona w
            największej głębi
            > jestestwa.Co dziwne , poczułem się wtedy niejako w pełni sobą ,
            jak gdyby
            > najbliższy sobie , a jednocześnie wewnętrznie zjednoczony z Kimś
            bliższym nam
            > niż my sami siebie .I dopiero w tym zjednoczeniu odczułem niejako
            pełnię
            > własnego człowieczeństwa , będącego jednocześnie wspólnotą z Kimś
            kto
            > nieustannie udziela nam bytu i bez Którego nie moglibyśmy w ogóle
            istnieć.
            > Przypomnę jednak ,że określenia , których użyłem nie odpowiadają
            zapewne temu o
            > czym zazwyczaj myślimy mówiąc radość , szczęście , miłość ,ale po
            prostu nie
            > sposób znalezc innych , nie chce również przesadzać z ich
            wielością gdyż i tak
            > nie wyczerpie to i nie da obrazu nawet strzępka tego co przeżyłem .
            > Zapomniałem dodać , że owe doświadczenie poprzedziło czy raczej
            współgrało z
            > lekturą Nowego Testamentu , po który pod wpływem jakiegoś
            wewnętrznego impulsu
            > sięgnąłem po raz pierwszy od wielu , wielu lat(jeśli w ogóle
            kiedyś sięgałem
            > wyłączając wczesne dzieciństwo ) .
            > Dlatego nie można tu nie wspomnieć o Chrystusie jako o głównym
            aktorze owego
            > wydarzenia , a
            > dziś już mniej abstrakcyjnie brzmią dla mnie słowa o zjednoczeniu
            z Ojcem przez
            > Syna w Duchu Świętym :)
            > To tak z grubsza , nie będę się dalej rozpisywać , pozdr .
            • bezszczelny.chan Re: Dlaczego (nie) wierzycie w Boga? 28.05.09, 16:47
              focus35 napisała:

              >
              > dziekuje bardzo Bezszczelny.chanie za te relacje - przezywalam pare,
              > (no moze 3 razy) podobne, przynajmniej jesli mozna oddac slowami, to
              > czego nie sposob oddac, odczucia - nie interpretowalam jednak tego
              > jako spotkania z Bogiem, do tego chrzescijanskim - ale to prawda, ze
              > spotkanie z wlasnymi odczuciami/emocjami bywa bardzo interesujace
              >


              Wybacz ,ale chyba nie do końca się zrozumieliśmy . Nie mówiłem o spotkaniu z własnymi odczuciami , lecz o nawróceniu , był to fakt bezsporny i jednoznaczny .Istotę i treść stanowił sam fakt nawrócenia . Jeśli mówisz ,że mając podobne odczucia , nie łączyłaś ich z Bogiem(Chrystusem) , tzn . ,że mówimy o zupełnie różnych kwestiach . W moim przypadku bowiem , właśnie ta pewność była podstawowym i fundamentalnym akcentem owego wydarzenia .Było to o wiele bardziej oczywiste niż nieobecność w Lidze Mistrzów Milanu Milanówek :)
              Z całym przekonaniem powiem , że po takim przeżyciu praktycznie niemożliwym jest , pozostać ateistą .
              • focus35 Re: Dlaczego (nie) wierzycie w Boga? 03.06.09, 01:26

                ok - chodzi o PEWNOSC wlasnych odczuc

                ps. wynikalby z tego "wniosek", ze ateisci sa mniej pewni swego niz
                np. chrzescijanie;))

                bezszczelny.chan napisał:

                > focus35 napisała:
                >
                > >
                > > dziekuje bardzo Bezszczelny.chanie za te relacje - przezywalam
                pare,
                > > (no moze 3 razy) podobne, przynajmniej jesli mozna oddac
                slowami, to
                > > czego nie sposob oddac, odczucia - nie interpretowalam jednak
                tego
                > > jako spotkania z Bogiem, do tego chrzescijanskim - ale to
                prawda, ze
                > > spotkanie z wlasnymi odczuciami/emocjami bywa bardzo interesujace
                > >
                >
                >
                > Wybacz ,ale chyba nie do końca się zrozumieliśmy . Nie mówiłem o
                spotkaniu z wł
                > asnymi odczuciami , lecz o nawróceniu , był to fakt bezsporny i
                jednoznaczny .I
                > stotę i treść stanowił sam fakt nawrócenia . Jeśli mówisz ,że
                mając podobne odc
                > zucia , nie łączyłaś ich z Bogiem(Chrystusem) , tzn . ,że mówimy o
                zupełnie róż
                > nych kwestiach . W moim przypadku bowiem , właśnie ta pewność była
                podstawowym
                > i fundamentalnym akcentem owego wydarzenia .Było to o wiele
                bardziej oczywiste
                > niż nieobecność w Lidze Mistrzów Milanu Milanówek :)
                > Z całym przekonaniem powiem , że po takim przeżyciu praktycznie
                niemożliwym jes
                > t , pozostać ateistą .
    • kylax Nie wierze i nigdy nie wierzylem. 26.05.09, 00:29
      Pojecie 'boga' nie ma najmniejszego sensu, gdyz jest calkowicie abstrakcyjne dla
      ludzkiego umyslu. Nie ma potrzeby dorabiac religijnych bzdur do rzeczywistosci.
      Moim zdaniem 'bog', jest dla wielu ludzi, substytutem slowa rzeczywistosc. Sa
      rzeczy znacznie wieksze niz rzekomy 'bog' na przyklad piekno matematyki i
      wszechswiata. Nie rozumiecie otaczajacej Was rzeczywistosci, a wydaje sie Wam,
      ze jakis 'bog' zalatwi sprawe. Nie ma tak latwo. Trzeba wysilic umysl.

      Co do rzekomego piekna swiata i tak dalej. Swiat wcale nie jest taki piekny i
      dobry, jak sie niektorym wydaje. Malo w zyciu widzieliscie i malo przezyliscie.
      • k-57 ale kto potrzebuje twoich zeznan? 26.05.09, 00:35
        kylax napisał:

        > Pojecie 'boga'
        xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
        wsrod ludzi noromalnych nie ma pytan o religie, wiare. To tak
        sprawy personalne ze jest duzym nietaktem opowiadanie o sobie,
        swoim wnetrzu.
        Jasne, na forum same wynaturzenia. Szkapa zalozyla watek i
        zdrenowani w mozdzkach pisza.
        Jeszcze napisz ktore jadro masz wieksze...., czekam z mlotkiem zeby
        ci mniejsze obic trutniu
        • kylax Interesuja Cie meskie jadra? 26.05.09, 00:40
          Nie bede wnikal w szczegoly Twojej orientacji.
          • gadagad Re: Interesuja Cie meskie jadra? 26.05.09, 00:47
            Nie wnikaj, pozwoli, czy nie pozwoli? jeśli nie, to jest głupie mściwe bydło.
            • k-57 Re: Interesuja Cie meskie jadra? 26.05.09, 00:55
              gadagad napisała:

              > Nie wnikaj, pozwoli, czy nie pozwoli? jeśli nie, to jest głupie
              mściwe bydło.
              xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
              a co u ciebie suczko.....samas i sie chcesz dolepic do kogokolwiek
              kurefko?
          • k-57 Re: Interesuja Cie meskie jadra? 26.05.09, 00:54
            kylax napisał:

            > Nie bede wnikal w szczegoly Twojej orientacji.
            >

            tylko pod mlotek matole
            • gadagad Re: Interesuja Cie meskie jadra? 26.05.09, 00:58
              Jasne cały bóg jest od dupy, czy do dupy?
            • kylax Koniec glupiej dyskusji. 26.05.09, 01:04
              Pozdrawiam.
      • gadagad Re: Nie wierze i nigdy nie wierzylem. 26.05.09, 00:38
        Nie wierzę w boga, bo mi się nie chce. Co mi zrobi gorszego, niż tym którzy w
        niego wierzą?acha, nie wpuści do nieba. Ale ja do nieba nie chcę. Chcę przestać
        istnieć.To bydle mi na to nie pozwoli?
        • parafkazla Ateizm z lenistwa... 26.05.09, 01:09
          czyli mamy odpowiedz powod niewiary zapewne duzej czesci ateistow... LENISTWO,
          prawdziwe ale przykre
          • k-57 Re: Ateizm z lenistwa... 26.05.09, 01:15
            parafkazla napisała:

            > czyli mamy odpowiedz powod niewiary zapewne duzej czesci
            ateistow... LENISTWO,
            > prawdziwe ale przykre

            xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
            powiedzialbym ze jest to judaizacja medialna wyjalowionych mozdzkow
          • gadagad Re: Ateizm z lenistwa... 26.05.09, 01:17
            -k- suczkę zostaw, resztę zapomnij. Co do reszty, lenistwo jest boskie
          • venus99 Re: Ateizm z lenistwa... 26.05.09, 07:30
            a niby dlaczego przykre?chcesz to wierz,kto ci zabrania?daj innym
            żyć jak im sie podoba.
    • adoptowany Re: Dlaczego (nie) wierzycie w Boga? 26.05.09, 09:11
      thobold napisał:

      > Jak było w Waszym przypadku?
      >
      > Nie pytam się o to, czy Bóg istnieje, o to, kto co musi udowadniać
      (z dziwnych
      > powodów takie dyskusje często zamieniają się we flejmy, tak tutaj,
      jak na
      > każdym innym forum ). Chciałbym poznać Wasze zdanie na temat -
      dlaczego jestem
      > ateistą/wierzącym? Co to spowodowało? /../
      >
      > Powtarzam, nie chodzi mi o powody racjonalne, bo tych poznałem już
      nadto,
      > Dawkins i Jan Paweł II też raczej nie doszli do niewiary/wiary
      przez logiczną
      > argumentację, tylko intuicyjnie.
      >
      > Skąd wiecie, że macie rację?


      Wierze.Dlaczego? ..to suma doswiadczen zyciowych,moja intuicja i
      kilka tajemnic,ktorymi raczej sie nie podziele.Z gory zastrzegam,ze
      nie mam natrectw w kwestii czyjegos ateizmu, to wolny wybor kazdego
      czlowieka.
    • jakub_234 Re: Dlaczego (nie) wierzycie w Boga? 26.05.09, 10:50
      Jest kilka powodów:

      1. Jakbym był taki zajebisty, wszechmogący itp to napewno ludzie o
      tym wiedzieli...Bym sie po prostu pokazał.
      2. Skoro stworzył ludzi na swoje podobieństwo to gratulacje (chyba
      nie musze rozwijać)
      3. Zniechęcili mnie do tego Ksieza i kosciół.
      4. Kiedy ginie jakies dziecko w porzarze dla mnie nie ma
      usprawiedliwienia "Bo Bog tak chciał"
      5. No i na koniec najlepsze :P Skoro mialby istnieć to naprawde musi
      mnie nie lubic, bo mam zajebistego pecha cale zycie.

      Wniosek jest taki, Religie sa poto aby trzymac ludzi w ryzach.
      Czlowiek musi w cos wierzyc, dla innych to Allah dla innych Budda
      itp. Ale wszystko sie sprowadza do tego samego. KAZDA i naprawde
      mowie tu kazda religia podchodzi pod sekte. Tylko na swiecie im
      wiecej wyznawcow to SEKTA staje sie automatycznie religia. To tyle.
    • szalony_kucharz Źle postawione pytanie 26.05.09, 13:13
      Z idealnie ateistycznego punktu widzenia o Bogu się po prostu nie myśli, tak jak
      się na poważnie nie myśli o jakichkolwiek całościach (istotach, przedmiotach,
      pojęciach), o których myślenie nie wnosi nic ani do zasobu wiedzy, ani do
      repertuaru praksis.

      Nie zastanawiasz się chyba nad bumbulatorami, prawda?

      Więc pytanie: "dlaczego jestem ateistą/wierzącym?", jest mocno niezręczne.
      Sugeruje jakąś aktywną, wymagającą wyjaśnień postawę wobec Boga, czy nie wiem
      czego, "rzeczywistości nadprzyrodzonej". Jakże więc ateista ma pozostać ateistą,
      kiedy stawia się przed nim problem, którego on sobie sam nie stawia. Budzę się
      rano, myję zęby, jem, robię zakupy, idę do pracy, wracam, kocham, kłócę się,
      jestem zmęczony, zasypiam - i nawety przez chwilę w czynnoścach tych nie
      towarzyszy mi świat nadprzyrodzony. I nie muszę się odwoływać do
      niewyjaśnionych, aby ten naturalny ład był nazwany i umysłem ogarnięty. Owszem,
      zdaję sobie sprawę z tego, że inni ludzie wierzą w istnienie bytów
      nadprzyrodzonych i że potrafią w swoim postępowaniu kierować się faktem owego
      istnienia. Szanuję to.

      I proszę autora o uszanowanie ateizmu i nie zadawanie pytań, typu "skąd
      pan wie, że nie zamordował Anny Kowalskiej dnia 22 sierpnia roku 1997?"
      • kaa.lka Re: Źle postawione pytanie 26.05.09, 13:40
        alez dobrze:)
        "fizycznie" zas
        co mi zrobisz jak mnie zlapiesz,w sierpniu77?
        do danych dodam jeszcze ze nie wykonywac morderstwa, i zem nie
        autor:)

        ka
        • szalony_kucharz Hm? 26.05.09, 14:12
          Nie bardzo rozumiem, co próbujesz przekazać.

          Sierpień 77? Mogłabyś być mniej zagadkowa?
        • waserwanna Re: Źle postawione pytanie 26.05.09, 17:36
          widzę że dyskusja niniejsza przyciąga całkiem ciekawe indywidua
      • jestemsobiemalymis Re: Źle postawione pytanie 26.05.09, 16:17
        Bardzo słuszne ujęcie sprawy. Wzajemny szacunek obu stron się
        należy. Poziom dyskusji chwilami dobry. Najważniejsze byśmy się nie
        pozabijali w nowych wojnach (anty)religijnych :)
        Oczywiście wiara nie wymaga uzasadnień, po prostu albo jest, albo
        jej niema. Ale nie byli byśmy ludżmi gdyby nie chęć maczania swoich
        paluszków i podpierania tego i owego na swoją korzyść i
        zapatrywania. Natomiast wpływ wiary, religi, etyki na społeczeństwo
        i kulturę społeczną przez wieki jest pozytywny i stymulujący nie
        mniej niż potrzeba rywalizacji. Nawet jeśli w dzisiejszych czasach
        karuzela kręci się sama i nie potrzebuje metafizycznych uniesień.

        "skąd
        > pan wie, że nie zamordował Anny Kowalskiej dnia 22 sierpnia roku
        1997?"

        ps. no to teraz sie wydało kto zabił Annę Kowalską dnia 22 sierpnia
        roku 1997. Wszystko jasne!
        :-)))
      • abmiros Dobrze postawione pytanie. 26.05.09, 16:34
        Jezeli bierzemy pod uwage, ze cos istnieje, naturalna rzecza jest
        brac pod uwage, ze to cos moze nie istniec. Rozstrzygniecie
        sprowadzamy ostatecznie do swiadectwa zmyslow.
        • szalony_kucharz Błąd negacji 26.05.09, 16:59
          Często popełniany przez myślicieli uważających, że pomiędzy zdaniem "istnieje",
          a "nie istnieje" jest tylko różnica znaku. Tymczasem niebyt nie jest prostym
          przeciwieństwem bytu, lecz jego - dotychczasowym - nie stwierdzeniem.

          Może bardziej obrazowo o kwantyfikatorze egzystencjalnym ze znakiem przeczenia.
          Jest on tak mocny, że wymaga pewności absolutnej, tak samo jak kwantyfikator
          generalny. Pełen szacunku dla własnej niewiedzy badacz byłby bardzo ostrożny w
          formułowaniu tak kategorycznych stwierdzeń.

          "Istnieje takie X, że A" wymaga jedynie znalezienia w całym uniwersum rozważań
          JEDNEGO zaledwie X, takiego, że A; aby wyrażenie było prawdziwe.

          "Nie istnieje takie Y, że B" wymaga za to przetestowania WSZYSTKICH Y-ków w
          całym uniwersum rozważań i stwierdzenia w KAŻDYM przypadku, że nieprawda, że B;
          aby wyrażenie było prawdziwe.

          Powiedz mi teraz, co jest łatwiejsze, albo jak to powiedziałeś, naturalniejsze?
          Istnienie (partykularne), czy nieistnienie (absolutne)?
          • funstein Re: Błąd negacji 26.05.09, 18:18
            nie istnieje coś takiego jak "uniwersum rozważań",
            istnieje za to dziedzina rozważań.

            uniwersum to uniwersum, czyli absolut, a Tobie chodziło
            o zakres.
            • szalony_kucharz Re: Błąd negacji 26.05.09, 19:58
              > nie istnieje coś takiego jak "uniwersum rozważań",

              Istnieje, przecież właśnie ukułem takie określenie, a Ty się do niego czepiasz.
              Jak możesz się czepiać czegoś, czemu nie przyznajesz racji bytu? ;o)

              Niech będzie zatem "zakres". Wszystko dla jasności wywodu.
              • gadagad Re: Błąd negacji 26.05.09, 20:04
                Powiedźcie mi PO CO wierzycie? Kosmosem, ani rysunkiem skrzydeł motyla mi boga
                nie udowodnicie. Nie dlaczego, po co?
                • krawiec6661 Re: Błąd negacji 28.05.09, 15:18
                  >Nie dlaczego, po co?

                  Bezinteresownie :)
          • krawiec6661 Re: Błąd negacji 28.05.09, 14:45
            Co do tej "róznicy znaku". Nie wiem czy moja analogia będzie poprawna, ale... W
            programowaniu jeśli jakiś parametr lub zmienna są nie zdefiniowane, czyli nie ma
            żadnej wartości, to tylko wtedy mozna powiedziec, że nie istnieją. Jeśli
            natomiast parametr ma powiedzmy wartość "false" to ten parametr istnieje i jest
            zdefiniowany. Idąc tym tropem: jeśli napiszemy, że bóg=false to on istnieje,
            tylko jest niedostępny. Nie będzie istniał tylko jeśli parametr bóg nie zostanie
            w ogóle zdefiniowany. Skąd więc tyle zapytań o tą zmienną i tak wiele wyników
            bóg=true ? ;-D
            • szalony_kucharz Re: Błąd negacji 28.05.09, 23:42
              Za dużo widzę przed komputerem siedziesz. Mówię to jako osoba zdrowo
              niezdrowo uzależniona od netu.

              Proponuję lekturę Tatarkiewicza i Ajdukiewicza. Zacząć powoli, od
              propedeutyki filozofii, w międzyczasie zgłębiając zagadnienia logiki
              formalnej (klasyczny rachunek zdań, klasyczny rachunek
              kwatyfikatorów, indukcja, kwadrat logiczny, może jakieś próby logiki
              niezerojedynkowej) i metodologii nauk (podział na nauki formalne,
              empiryczne i stosowane; metody i techniki, teza, hipoteza, teoria,
              eksperyment myślowy, metody ilościowe a jakościowe, pomiar
              statystyczny, próba a populacja, zasady wnioskowania, błąd
              wnioskowania, przedział ufności, uprawdopodobnienie, falsyfikacja,
              generalność i uniwersalność vs partykularność i historyczność,
              ingerencja badacza w badany przedmiot, społeczne okoliczności
              działalności naukowej...). Boli Cię już głowa?

              Przy naukach empirycznych matematyka to pikuś, jeden zaledwie z
              wielu dostępnych języków opisu badanej rzeczywistości. Nic więc
              dziwnego, że się niektórym matematykom wszystko takie proste i
              poukładane wydawało, i że wielu wśród nich mistyków było omamionych
              kółeczkami spod cyrkla i liniami spod linijki. Dziś ich rolę
              przejmują komputerowe nerdy. ;o)

              Polecam Pi Aronofskiego, do obejrzenia jako studium matematycznego
              szaleństwa.
              • krawiec6661 Re: Błąd negacji 29.05.09, 06:29
                > Za dużo widzę przed komputerem siedziesz. Mówię to jako osoba zdrowo
                > niezdrowo uzależniona od netu.

                Ciężko nie siedzieć dużo przy kompie kiedy się nim zarabia na życie.

                > Proponuję lekturę Tatarkiewicza i Ajdukiewicza. Zacząć powoli, od

                Dzięki, zainteresuję się książkami i tematami o których wspomniałeś, tym
                bardziej, że może się to bardzo przydać. Akurat od pewnego czasu pracuję nad
                pewną grą, w której BOTy nijak nie chcą wykonać żadnej akcji wbrew swojemu
                twórcy. Chodzi głównie o umiejętności "społeczne", bo taktyka walki czy szukanie
                najkrótszej drogi to akurat pikuś. Byc może nowa wiedzą będzie pomocna.

                > Przy naukach empirycznych matematyka to pikuś, jeden zaledwie z
                > wielu dostępnych języków opisu badanej rzeczywistości.

                Zgoda. Staram się właśnie używać różnych narzędzi, Ty za to koncentrujesz się
                tylko na tych które dobrze poznałeś i którym ufasz.
                Polecam temat gnozy i kabały. Nie traktuj tego z góry jako psychodeliczne wizje
                prymitywnych pastuchów, którzy zjedli jakiegoś kaktusa.

                > Polecam Pi Aronofskiego, do obejrzenia jako studium matematycznego
                > szaleństwa.

                Sugerujesz, że ostateczne poznanie (jakie by nie było) przekracza możliwości
                naszych komputerów i mózgów? Film można rozumieć na różne sposoby, dla mnie
                moment w którym Euklides się zawiesza, może być chwilą forsowania pewnej
                mistycznej bariery (np. uzyskiwanie na chwilę samoświadomości prze komputer).
                Czy analogią nie może być zjedzenie owocu z drzewa poznania dobra i zła. W
                przypadku Adama i Ewy można to uznać za pierwszą akcję wykonaną wbrew woli
                stwórcy. Dopiero od tego momentu możemy mówić o wolnej woli.

                A "The Fountain" tego samego autora widziałeś? Też niezły, ale bardziej
                "mistyczny" więc może Ci się nie spodobać :)
                • szalony_kucharz Re: Błąd negacji 29.05.09, 11:21
                  > Ciężko nie siedzieć dużo przy kompie kiedy się nim zarabia na
                  życie.

                  I bardzo dobrze. Uważaj tylko, żeby komputer nie przysłonił Ci życia
                  nadto. Zasada panowania człowieka nad własnymi artefaktami niech
                  pozostanie zachowana. Wraz z zanikiem świadomości, że to Ty jesteś
                  autorem zagubisz się w końcu we własnej narracji. Będziesz jak ten
                  śpiący lemowski król, co śni sam siebie.

                  > Polecam temat gnozy i kabały. Nie traktuj tego z góry jako
                  psychodeliczne wizje
                  > prymitywnych pastuchów, którzy zjedli jakiegoś kaktusa.

                  Dziękuję, ale mam alergię na komputerowych geeków, kabalistów,
                  magików, paranaukowych hochsztaplerów, doktrynerów, demagogów,
                  reklamy koncernów farmaceutycznych z pacanami przebranymi za
                  dochtorów w roli głównej i wszystkich, którzy twierdzą, że znają
                  odpowiedź, a odpowiedź to 42 (patrz "the Hitchhiker's Guide to the
                  Galaxy").

                  > Sugerujesz, że ostateczne poznanie (jakie by nie było) przekracza
                  możliwości
                  > naszych komputerów i mózgów?

                  Po pierwsze, zgodnie z zasadą nadrzędności twórcy nad wytworem, a
                  także dla zachowania chronologicznego porządku umówmy się, że
                  będzie "naszych mózgów i komputerów", ok?

                  Po drugie, przyjmując optykę egzystencjalną powiedzmy, że wzrok z
                  chmur kieruję ku ziemi i rezygnuję z rozważań o poznaniu
                  ostatecznym. Mój Wszechświat, moi bogowie i demony, moja cała
                  wiedza, doświadczenia, emocje, wola i czyny zawierają się w tych
                  latach, jakie dane mi będzie przeżyć. Mi i nikomu innemu. Reszta to
                  bajka.

                  Być może nigdy w ciagu tego unikalnego, i absolutnie absurdalnego
                  (wyjaśnienie zbitki pojęciowej w lekturach Sartre'a) żywota nie uda
                  mi się zrozumieć motywacji kierujących postępowaniem wszystkich
                  kobiet, na których mogło mi kiedykolwiek zależeć (to Ed Naha
                  w "Robocopie"). Być może nigdy nie uda mi się wypiec bochenka chleba
                  odpowiadającego moim wiecznie wygórowującym
                  się standardom. Być może nigdy nie pojmę, co miało oznaczać
                  obruszenie w głosie warzywnego sklepikarza, kiedy przyjaźnie
                  poddałem w wątpliwość pietruszkowatość pietruszki, biorąc ją za
                  pasternak. Być może zenit samoświadomości osiągnę w przedśmiertnym
                  łożu, krzepiąc się myślą, że już więcej danych nie zgromadzę, więc
                  spokojnie mogę oddać się ich obróbce; być może luksus
                  przedśmiertnego łoża nie będzie mi dany. I potem oddejdę z lekkim
                  żalem, nie tylko, bo to już koniec, ale też dlatego, że nie będę
                  mógł żadnej osobie, o którą miałem szczęście się w tym
                  solipsystycznie samotnym życiu otrzeć (albo może tak mi się zdawało)
                  zwierzyć się, najzwyczajniej się zwierzyć, tak jak po ludzku umiem
                  najlepiej. I być może ten żal oddejdzie w tej samej chwili mojego
                  odejścia, z przekonaniem graniczącym z pewnością odejdzie z tego
                  jedynego świata, który jest mi dany: mojego własnego Istnienia. Tu i
                  teraz.

                  Ostateczne poznanie? Z układu liści agawy? Z kart tarota? Z gwiazd
                  na niebie? Z fusów kawy? Z fizykalnego modelu cząstek elementarnych?
                  A może z rozkładu jazdy wrocławskich tramwajów?

                  Nie rozśmieszaj osoby z Poznania.
    • pawello35 Poszukiwany czwarty do teatru! 26.05.09, 14:21
      Posiadamy wolny bilet na najnowsza sztukę Jana Klaty "Szajba" w Teatrze
      Polskim we Wrocławiu na siódmego czerwca (godzina 20.00).

      Jesteśmy w stanie odstąpić go miłemu wielbicielowi teatru w zamian za
      transport (zrzucimy się na benzynę + frytki w McDonaldzie) z okolic
      Tarnowskich Gór ew. Bytomia ew. Katowic.

      Jesteśmy grupą dwóch młodych studentów i uroczej maturzystki. Czekamy na
      poważne propozycje!
      • karbat Re: Bozia 26.05.09, 16:30
        ksidz mowi ,glosi ,naucza :
        Bozia stworzyla czlowieka na swe podobienstwo ....mieszka wszedzie.

        Bozia , - istota niewidzialna , kregowiec , w postaci gazowej :o .
        • matanzas a dlaczego nir np. w Allacha ? 26.05.09, 17:52

          • ir1.easy Re: a dlaczego nir np. w Allacha ? 26.05.09, 19:54
            nie wiem, czasem myślę, że Bóg (Bogowie) są efektem/wypadkową
            inżynierii społecznej. Raczej, jednak pozytywnie, użytej. Mimo wojen
            i innych wypaczeń. W każdym razie sądzę, że Bogowie, może poza
            greckimi, rzymskimi (którzy stanowili odzwierciedlenie naszych wad i
            zalet) oraz paroma innymi, zostali wymyśleni, by trzymać nas w
            ryzach, ale jednocześnie są odpowiedzią na naszą potrzebę/y
            (wszelakie: od samotności, przerażenia ogromem kosmosu i zjawisk,
            których nie rozumiemy, po potrzebę bycia kochanym, zaopiekowanym,
            chronionym i kierowanym gdy nie umiemy sami znaleźć drogi itp). Ale
            człowiek zawsze sobie znajdzie powód do wojen. I Boga bym do tego
            nie mieszała. To ludzie używają Bogów do swoich celów.
            Ja jestem niewierząca. Moja rodzina różnie. Nie zostałam ochrzczona
            przez niedopatrzenie w odpowiednim czasie. Ale na religię
            uczęszczałam we wczesnym dzieciństwie, a także we wszystkich
            przewidzianych kościelną procedurą liturgiach, mszach, adwentach
            itp. Mało tego: moje dzieciństwo upłynęło między Warszawą, a zapadłą
            wsią na kieleczczyźnie. Na tej wsi bralam udział w różnych
            religijnych obyczajach, np. krążenie obrazu Matki Boskiej po domach,
            przygotowaniach do Świąt; kościół był zawsze otwarty (więc poza
            mszami obejrzałam go dokładnie; co jest za ołtarzem, jak się pali
            kadzidło, jak działają organy, jak się siedzi w konfesjonale - po
            obu stronach, itp). Wszystko to robiło na mnie ogromne wrażenie.
            Działało na wyobraźnię i z pewnością kształtowało wrażliwość.
            Wychowana w Polsce, i dodatkowo pod silnym wpływem tego co powyżej
            wchłonęłam chrzescijański system wartości. I bardzo go cenię. Na
            studiach /socjologia/ parę razy Biblię przeczytałam i analizowałam z
            obowiązku, ale i z przyjemnością, mam ją nadal i czasem zaglądam.
            Ale w Boga nie wierzę. Doceniam Jego uźyteczność. Cieszę się, że tak
            wiele osób w Niego wierzy. Ja nie potrzebuję. Dzięki Niemu jednak, a
            może raczej wartościom, które niesie przesłanie Boga złapałam już
            jako dziecko azymut. Zdaję sobie sprawę, że zachowuję się jak
            wymagający od siebie katolik, przynajmniej ten idealny katolik. Nie
            szukam samousprawiedliwień, rozgrzeszeń i pomocy. Swoje grzechy
            postrzegam nie jako grzechy główne lub wtórne, przeciwko Bogu, ale
            jako działanie przeciwko sobie, które czasem odbija się na moich
            bliskich. Sama muszę dać sobie z tym radę. I żaden psycholog mi w
            tym nie pomoże. O psychologu wspominam nie bez powodu. Zanim
            pojawili się psychologowie, ich funkcję pełnili księża. Nie ma we
            mnie lęku przed śmiercią. Nie potrzebuję obietnicy ani nagrody, ani
            tym bardziej kary. Kara i nagrodą jest to co mnie spotka za chwilę,
            w wyniku moich dotychczasowych działań.
            • abmiros ir1.easy Bardzo interesujaca wypowiedz. 26.05.09, 20:42
              Przeczytalem z uznaniem z kilku powodow. Jeden z nich-moja
              emocjonalna droga zyciowa byla zupelnie inna, wiec ciekawe bylo
              spojrzec na taka jak Twoja.
              • k-57 Re: ir1.easy Bardzo interesujaca wypowiedz. 26.05.09, 20:47

                abmiros napisał:

                > Przeczytalem z uznaniem z kilku powodow. Jeden z nich-moja
                > emocjonalna droga zyciowa byla zupelnie inna, wiec ciekawe bylo
                > spojrzec na taka jak Twoja.

                xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
                • gadagad Re: ir1.easy Bardzo interesujaca wypowiedz. 26.05.09, 20:58
                  No po co wierzycie?Gdyby was nikt nie pilnował, to sami z siebie bylibyście
                  złodziejami, cudzołożnikami i mordercami?Jakby Jego nie było, to bylibyście
                  samotni nikt by się wami nie opiekował, bo nie dorośliście do samodzielności, bo
                  życie wam nie odpowiada i w niebie będzie lepiej, bo za waszą wiarę dostąpicie
                  łaski, a ktoś będzie ku waszej satysfakcji cierpiał w piekle, bo nie chciał
                  dzielić z wami waszego uzależnienia?
                  • k-57 Re: ir1.easy Bardzo interesujaca wypowiedz. 26.05.09, 21:01
                    gadagad napisała:
                    > o
                    > życie wam nie odpowiada i w niebie będzie lepiej, bo za waszą
                    wiarę dostąpicie
                    > łaski, a ktoś będzie ku waszej satysfakcji cierpiał w piekle, bo
                    nie chciał
                    > dzielić z wami waszego uzależnienia?

                    xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
                    ty gdzie sie szykujesz? wierze ze lucyfer juz rece zaciera na mysl
                    o Tobie....jasne....smierci Ci nie zycze.....zyj....ale....miej
                    czuja....bedziesz latwiejsza
              • abmiros Arystoteles rozwaza "byc" w metafizyce. 26.05.09, 21:04
                Arystoteles rozwaza "byc" w metafizyce. Stad prawdopodobnie u niego
                bogowie "sa", "istnieja". Za nim poszla nasza cywilizacja. Ale ta
                cywilizacja traci oblicze metafizyczne na korzysc fizycznego;
                samochod, mieszkanie, samolot, bomba atomowa, mozliwe ze stad
                i "byc" przesunelo sie do pojec fizycznych, potwierdzanych lub
                zaprzeczanych zmyslami. Tak czy inaczej dobrze jest zdawac sobie
                sprawe, o czym sie mowi, kiedy sie mowi, ze cos "istnieje". Stwarza
                sie szanse, ze polki bibliotek stana sie lzejsze, a "ulubione watki"
                na Forum ciensze.
                • k-57 Re: Arystoteles rozwaza "byc" w metafizyce. 26.05.09, 21:13
                  abmiros napisał:

                  > Arystoteles rozwaza "byc" w metafizyce.
                  xxxxxxxxxxxxxxx

                  a michnik jak uwaza? a cala gawiedz uciesnionych
                  genitalnie,kreatorow dobrych obyczajow? jak oni?
                • abmiros Wiara to dziedzina uczuc, nie logiki. 26.05.09, 23:14
                  Zdania ktore wypowiadamy mozemy ze wzgledu na strukture gramatyczna
                  podzielic na zdania oznajmujace, zdania pytajace, zdania
                  rozkazujace, zdania uczuciowe.
                  Tylko zdania oznajmujace, ktorymi wypowiadamy stwierdzenia o
                  swiecie, moga byc prawdziwe albo falszywe w sensie logicznym,
                  dlatego logika, jako nauka o formach poprawnego myslenia, tylko nimi
                  sie zajmuje.
                  Pytanie -czy Bog istnieje- odnosze do swiata rozpoznawalnego
                  zmyslami i odpowiadam -Bog nie istnieje-. Natomiast pozostawiam je
                  bez mojej wypowiedzi kiedy slysze je jako zdanie uczuciowe. Zwykle
                  wiem, z jakiej pozycji zdanie "Bog istnieje" jest wypowiadane,i
                  zwykle rozumiem je jako "Jehowa istnieje", albo "chrzescijanski Bog
                  istnieje", albo "Allah istnieje"-odpowiednio do uczuciowego
                  przekonania wypowiadajacego. Wiara to jest dziedzina uczuc, a nie
                  logiki. Jednak kiedy uzasadniam moja wiare, to szukam uzasadnienia
                  logicznego, a bywa, ze ja do logicznego uzasadnienia modyfikuje.Tak
                  czy inaczej moja wiara jest wynikiem moich przemyslen.

                  • k-57 Re: Wiara to dziedzina uczuc, nie logiki. 26.05.09, 23:37
                    abmiros napisał:
                    , a bywa, ze ja do logicznego uzasadnienia modyfikuje.Tak
                    > czy inaczej moja wiara jest wynikiem moich przemyslen.
                    >

                    xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
                    wierze ze siedzisz w walonkach i czapce maciejowce i z mysleniem
                    masz tyle wspolnego co pokrzywa z warzywem
              • ir1.easy Re: ir1.easy Bardzo interesujaca wypowiedz. 29.05.09, 13:35
                Miło mi :-). Gdy wydarza się coś strasznego lub mnie osobiście
                spotyka nieszczęście nigdy nie pytam "Gdzie był Bóg?" itp. Do głowy
                mi to nie przychodzi. Nie obarczam go odpowiedzialnością za
                cokolwiek, ani też nie jestem mu wdzięczna. Bóg jest w/g mnie ideą,
                czymś wymyślonym. Kodeksem, a jednocześnie historią, wyrazem
                określonej filozofii. Stworzonym przez ludzi i dla ludzi. To
                powstawało latami, kształtowało się, ewoluowało, aż zostało spisane
                w jednym miejscu przez grupę ludzi, myślicieli i przywódców. W
                odpowiedzi, zresztą, na realne i duchowe potrzeby społeczeństwa. I
                zostało podparte siłą wyższą o nazwie "Bóg" - by wzmocnić siłę idei,
                uatrakcyjnić ją; a także wypełnić pewne ewentualne w niej luki; co
                się nie da wytłumaczyć zostaje zasłonięte Bogiem. Zresztą słusznie,
                bo pomijąc inne sprawy, odwołanie się do czegoś większego niż
                człowiek, daje temu człowiekowi większe poczucie bezpieczeństwa.
                Modlitwa do twórcy filozofii (czyli innego człowieka) ma mniejszą
                moc, inny człowiek, choćby tzw święty jest ułomny jak my sami.
                Możliwe jest także w każdym momencie podważenie a nawet zniszczenie
                jego autorytetu.
                Większość wartości, które ta idea niesie, a którymi nasza
                cywilizacja jest przesycona są mi bliskie siłą rzeczy, i zgadzam się
                z nimi. Ale nie ze wszystkimi. A na inne problemy nie znam
                odpowiedzi, nie mam zdania, wciąż szukam. Jak dotąd ani religia
                (katolicka i inne), ani też filozofia świecka nie dostarczyły mi
                odpowiedzi.
                • abmiros Re: ir1.easy Bardzo interesujaca wypowiedz. 30.05.09, 02:46
                  Podpisuje sie pod tym co napisalas bez zadnych powazniejszych
                  poprawek.
                • kaa.lka Re: ir1.easy Bardzo interesujaca wypowiedz. 30.05.09, 12:25
                  Good idea:)





                  ---
                  cras amet qui numquam amavit
                  quinque amavit cras amet
                  • abmiros Re: ir1.easy Bardzo interesujaca wypowiedz. 30.05.09, 17:21
                    kaa.lka napisała:

                    > Good idea:), oraz:
                    > ---
                    > cras amet qui numquam amavit
                    > quinque amavit cras amet

                    Co, jak mi podpowiada moj slownik lacinski, znaczy:
                    jutro niechaj miluje, kto nigdy nie milowal - kto milowal niech
                    jutro miluje.
                    Majac jej pelne zrozumienie, zostawmy te mysl bez dalszego
                    komentarza.
                • k-57 Re: ir1.easy Bardzo interesujaca 30.05.09, 14:19
                  ir1.easy napisała:
                  . Bóg jest w/g mnie ideą,
                  > czymś wymyślonym. Kodeksem, a jednocześnie historią, wyrazem
                  > określonej filozofii
                  xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
                  tak, jak zawsze masz racje. Bod to idea, komuna miala ideologie,
                  marks i engels tez.....a tys pewnie spod znaku
                  proletariackiego....i masz jedna ideologie, czerwona
                  ideologie....dziekuje zes ssie sowicie, ideologicznie wyproznika.
                  buzka nieszczesnico
                  • ir1.easy Re: ir1.easy Bardzo interesujaca - do k-57 30.05.09, 22:39
                    k-57, co Tobie jest?
                    Forumowy troll?
                    • k-57 Re: ir1.easy Bardzo interesujaca - do k-57 31.05.09, 00:19
                      ir1.easy napisała:

                      > k-57, co Tobie jest?
                      > Forumowy troll?
                      xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
                      jestes samczyk czy dziura? oto jest pytanie....ale do
                      meritum...wiem ze tutejsze bzdziagwy naopowiadaly ci zem
                      trol....Kitek, nic podobnego. Moj sposob postrzegania rzeczy jest
                      zgola odmienny od wydetusow wirtualnych. Wiesz jak to jest.....
                      nie trzymam kumoterstwa z kimkolwiek tutaj stad nie naleze do
                      nijakiej sekty...ani z nadrzerka pochwowa, ani z przechodzona ruja,
                      ani tych z obwislym napletkiem, ani tych bez
                      napletkow....wiesz....jestem sam i stad bzdziagwom wydaje sie zem
                      troll...
                      w mysl zasady, orzel fruwa sam, wrony stadami..


                      juz na koniec....a ty..jakie masz przypadlosci?
                      • ir1.easy Re: ir1.easy Bardzo interesujaca - do k-57 31.05.09, 19:18
                        hmmm ... widzę, że masz misję, chociaż dziwię się, że Ci się chce.
                        Ja nie mam czasu.
                        Moje "przypadłości" to moja sprawa i raczej nigdy nie będą tu omawiane. Ale
                        zaspokoję częściowo Twoją ciekawość, piszesz o sobie "nie naleze do nijakiej
                        sekty ...", a ja, owszem, do jednej w pewnym sensie należę, wymieniam
                        informacje; jest to forum merytoryczne i dla bezpieczeństwa mam tam inny nick.
                        Wydetusiam się, jak to nazywasz, jako ir1.easy, jak mnie najdzie. Nie mam jednak
                        pretensji do poprawiania świata, prostowania cudzego nań patrzenia i pobudzania
                        do refleksji. Megalomania nie jest mi obca, ale wraz z wiekiem i
                        "przypadłościami" obserwowanymi u siebie i innych, jakby zanika. Ale Ty się baw;
                        i ćwicz środki wyrazu :-) nie wiem czy np. Witkacego przebijesz, ale Urbana może
                        się udać. Powodzenia
    • ricom jakby popatrzeć na ludzi z góry.... 26.05.09, 19:31
      zobaczymy około 7 miliardów dwunożnych istot, które ciągle o coś ze sobą walczą, o coś muszą/chcą się kłócić.

      Twoje pytanie obnaża motywację ludzi do wiary/niewiary w Boga. Bardzo ciekawe pytanie, ale sprawia wiele trudności współczesnym ludziom.

      Dzieje się tak z bardzo prostego powodu - nie znamy siebie, swojego prawdziwego wnętrza. Otaczamy się mnóstwem zewnętrzności i mówimy z hardą miną, że "przecież wiem kim jestem".

      Twoje pytanie znajdzie odpowiedź w tym samym momencie, w którym znajdzie się odpowiedź na pytania: kim jestem i gdzie jestem.


      Ja, RicoM, wierzę w Boga, w Jego istnienie.

      Dlaczego?

      Bo kiedy bardzo dokładnie przyjrzałem się Ziemi zrozumiałem, że to co mnie otacza to nie przypadek. Bóg potrafi nadać sens temu co się dzieje. Pomaga nam naprawiać nasze błędy. A my jak ci głupcy szkodzimy sobie. Nie wszyscy ale niestety spora część.



      Zapraszam do dyskusji nad artykułem Stworzenie świata - niewygodne pytania
      • szalony_kucharz Hah! Sam Pambuk przemówił! 26.05.09, 23:56
        > Bo kiedy bardzo dokładnie przyjrzałem się Ziemi zrozumiałem, że to
        co mnie otac
        > za to nie przypadek.

        A może to tylko generał Hermaszewski. W każdym bądź razie witamy
        Cię, Sokole Oko.
        • krawiec6661 Re: Hah! Sam Pambuk przemówił! 29.05.09, 06:40
          hehe :) A podaj chociaż jeden dowód na to, że to nie sam Hermaszewski!
      • abmiros Re: jakby popatrzeć na ludzi z góry.... 27.05.09, 08:43
        Autor: ricom 26.05.09, 19:31 zaprasza do dyskusji nad Ksiega
        Rodzaju, rozdzial 1, wersety 26, 27, 31:
        -A wreszcie rzekł Bóg: « 1.26. Uczyńmy człowieka na Nasz obraz,
        podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem
        powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami
        pełzającymi po ziemi! » 1.27. Stworzył więc Bóg człowieka na swój
        obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę.
        (...)1. 31. A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo
        dobre. I tak upłynął wieczór i poranek - dzień szósty».
        Skoro mnie ricom zaprosiles ....
        1.26, i 1:27 prowokuja do pytania: jaki jest Bog? Taki jak
        mezczyzna, czy taki jak kobieta? A moze Bog z Biblii jest obojnaczy?
        1.31 -A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre- to
        skad Sodoma, Gomora, koniecznosc odkupienia i poswiecenia Jezusa, i
        inne „drobiazgi” na temat jaki jest czlowiek, ktorych jest pelna
        Biblia?
        Kolejno, (jezeli juz zaprosiles mnie do dyskusji), „dzien” w Biblii
        w oryginalnym jezyku Biblii doslownie, dokladnie, bez zadnej
        przenosni, to 24 godziny, a nie epoki, jak to bywa wyjasniaja
        niektorzy katecheci. Nauka mowi, ze rozne gatunki ksztaltowaly sie w
        roznych epokach...
        Czytelnik ktory na takie „drobiazgi” zwroci uwage, a ktorych
        przeszlo 1400 stron polskiego wydania Biblii sa pelne, i
        poprzeplatane zdrada, oszustwem, krwia i mordowaniem, raczej po
        lekturze Biblii dojdzie do wniosku,ze autorzy Biblii kiedy pisali o
        Bogu to mieli do czynienia z postacia niezbyt konsekwentnie
        wyimaginowana.
        • bucefal_macedonski Re: jakby popatrzeć na ludzi z góry.... 27.05.09, 11:01
          Co się dziwisz? Jak jedna książka pisana jest przez tyle lat i przez tylu
          autorów, to potem wychodzą takie kwiatuszki niekonsekwencji, niczym nagłe zwroty
          akcji w tasiemcowym serialu.
          • kle_kotka Re: jakby popatrzeć na ludzi z góry.... 27.05.09, 11:31
            dokładnie nic dodac nic ując biblia to masa niezrozumiałego bełkotu
            a zwłąszcza Apokalipsa
          • abmiros Powiazanie problematyki Boga z postacia Jezusa. 27.05.09, 18:08
            bucefal_macedonski napisał:

            > Co się dziwisz? Jak jedna książka pisana jest przez tyle lat i
            przez tylu
            > autorów, to potem wychodzą takie kwiatuszki niekonsekwencji,
            >niczym nagłe zwroty akcji w tasiemcowym serialu.
            >
            Biblia, jej niektore ksiegi, byly pisane na dworze krola Salomona,
            dzieki jednosci okres najwiekszej prosperity plemion zydowskich
            tamtej epoki historycznej, pisane dla celow rozrywkowych. Okresy
            rozwoju sztuki dworskiej znamy dobrze z historii cywilizacji
            europejskich.
            Zwrot emocjonalny w kierunku uczynienia z Biblii obiektu sakralnego
            idzie wraz z nadejsciem okresow rozpadu, klesk, niewoli. To sprawa u
            Zydow pozniejsza, i w tej postaci przejeta i rozwijana dalej przez
            Zydow, wsrod nich glowny motor Pawel, ale i apostolowie z
            ostatecznie bardzo historycznie enigmatycznym Jezusem.
            Jezus dzieki swojej nieokreslonosci historycznej (patrz na roznice
            pomiedzy poszczegolnymi ewangeliami, ewangeliami ktore zmienialy sie
            i narastaly w miare jak kolejno byly pisane, a ktorych w roznych
            plemionach zydowskich i niezydowskich bylo w sumie 21).
            Dzieki duzym luzom jakie mialy te ewangelie i mozliwosciom upychania
            w te luzy najrozniejszych doktryn, czyli w sumie dzieki swojej
            nieokreslonosci historycznej, (patrz prace Crossana), Jezus zostal
            wywindowany i zmitologizowany na pozycji "Syna Bozego", i przetrwal
            w tej roli w mitologii wielu do dzisiaj.
            Tworca chrzescijanstwa byl Pawel z Tarsu, nie Jezus, postac znacznie
            lepiej od Jezusa znana historycznie, w niektorych okresach krok po
            kroku. Witraze w chrzescijanskich katedrach maja przeblyski prawdy.
            To Pawel uksztaltowal tego Jezusa z glownych witrazy i wywindowal go
            na pozycje ktore ma w katedrach. Pawel w swoim zyciu, bezposrednio,
            nigdy nie spotkal sie z Jezusem.
            Czy Jezus byl postacia historyczna? Wiekszosc historykow zapewnia,
            ze tak.
            Czy Jezus byl "Synem Bozym"? Rzecz praktykowanej frazeologii.
            Niektorzy historycy argumentuja, ze nagrobek biologicznego ojca
            Jezusa zostal odnaleziony.
    • oliwe Re: Dlaczego (nie) wierzycie w Boga? 27.05.09, 00:31
      Kiedyś wierzyłam bo skoro tylu ludzi o tym przekonywało to musiala być prawda,
      potem przestałam bo te "prawdy" stanęły w konflikcie z tym co mówią naukowcy,
      ktorym przecież tez wierzyć muszę bo sama nie zdołam sprawdzić wszystkich
      udowodnionych przez nich teorii. Wiem zbyt mało by zadawać pytania, sama nie
      znajdę odpowiedzi, najgorsze, że inni też mi jej nie dadzą.

      Dlatego dziś mogę tylko przyjmować teorie, nie będące niemożliwymi, nie muszę
      ich dopasowywać do światopogladu, ale spokoju to mi ta niepewność nie daje.

      Ciężko mi żyć bez sensu a tego nie potrafię znaleźć. Czasem mam wyrzuty
      sumienia, że powołałam do bezsensownego instenia kolejne życie. Staram się
      przekonac siebie, że samo zaistnienie jest owym sensem ale nie zawsze to pomaga.
      Złości mnie to, że mam rozum którym nie mogę ogarnąć po co go mam. Już raczej
      wolałabym być mrówką niż człowiekiem.

      Nie boję się własnej śmierci postrzegam ją jako uwolnienie się od tych
      wszystkich pytań. Natomiast boję się śmierci bliskich bo te pytania staną się
      obsesją.
      • k-57 olifka 27.05.09, 01:00
        oliwe napisała:

        Już raczej
        > wolałabym być mrówką niż człowiekiem.
        xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
        a moze karaluchem....bardziej byloby ci do twarzy....
      • kle_kotka Re: Dlaczego (nie) wierzycie w Boga? 27.05.09, 11:26
        ładnie to napisałas oliwe

        tez doświadczam podobnych rozterek, bardzo chciałabym wiedzieć a nie
        tylko wierzyć, bo podobnie jak Ty te "prawdy" wydają mi sie dziś
        jakies nie trzymające się kupy, prymitywne, dziwaczne....

        Boga albo nie ma albo nie chce się nam ujawnic, bo gdyby chciał
        zrobiłby to - przeciez jest wszechmocny.
        • nehsa Re: Dlaczego (nie) wierzycie w Boga? 27.05.09, 14:27
          Wpadam tu, na ten wątek, od czasu do czasu.
          Chwilami, w dyskusji pojawiały się głosy, które zapowiadały, że ktoś
          z was wystrzeli fontanną rzetelnych uzasadnień, dlaczego wierzy,
          bądź, dlaczego nie wierzy? Niestety, nic takiego się nie stało.
          Pozwólcie zatem, że ponownie dam głos:
          1./ Z treści Waszych wpisów wynika, że nie wiecie, gdzie szukać
          świadectw uniwersalneji, areligijnej Nauki Ojca
          (Boga), ponieważ
          z góry zakładacie, że takich świadectw być nie może. Wbrew Waszym
          sądom, takie świadectwa są, i stanowią w Biblii mikrocząsteczkę
          treści. Te świadectwa zostały zakłamane, ale podane w Nauce Ojca
          (Boga) sprawdziany wiarygodności tych świadectw, umożliwiają ich
          odtworzenie, i dotarcie do zawartego pierwotnie w nich sensu.
          2./W Ew.św. Mateusza 6/33 czytamy:
          "Ale szukajcie naprzód królestwa Bożego, i sprawiedliwości
          jego..."

          W tych słowach macie podaną instrukcję, jak należy szukać dowodów
          istnienia Ojca Wszystkich Ludzi. A skoro wszystkich ludzi, to
          wystarczy powiedzieć, "Ojca", i wiadomo o Kogo chodzi. Miano,
          "Ojca", jest zastrzeżone, o czym w Ew.św. Mateusza 23/9.
          Co zatem wynika z tej instrukcji?
          Jeżeli chcecie uzyskać rzetelną odpowiedź, czyli racjonalną,
          na postawione przez was pytanie, należy dążyć do uzyskania dowodów,
          czy istnieje Bóg? A dowody te można poprzez poszukiwanie odpowiedzi
          na pytanie:
          Co należy rozumieć przez słowa, "szukajcie naprzód królestwa
          Bożego"?

          Przez słowa, "szukajcie naprzód królestwa Bożego", należy
          rozumieć zachętę do poszukiwania dowodów zależności naszego
          człowieczeństwa, czyli bycia człowiekiem, od Boga
          .
          Takie dowody istnieja, i są to oczywiste dowody istnienia Boga
          .
          Pierwszym z tych dowodów, jest ten, który uzyskujemy, kiedy chcemy
          się dowiedzieć, chociażby tylko z ciekawości, i stawiamy pytanie:
          Czym zajmuje się Bóg?
          W Ew.św. Jana 5/17 w świadectwach Syna Ojca, czytamy:
          "Ojciec mój aż dotąd pracuje, i ja pracuję."
          Liczba pracujących, została ograniczona do Dwóch Osób, Ojca, i Syna
          Ojca. Zamiast bić pianę, należy postawić następne pytanie:
          Czy ludzie pracują?
          Racjonalna, niemożliwa do zaprzeczenia odpowiedź, brzmi: my, ludzie,
          nie pracujemy, tylko wszyscy zawsze współpracujemy, co jest faktem
          oczywistym. Ateiści też.
          (W powszechnym mniemaniu, jak jeden człek coś robi, to on pracuje. A
          jak dwóch, to oni dopiero współpracują, ale i to nie jest takie
          pewne, bo jak nie chcą, to nie wspólpracują. Ale to są urojenia.)
          Jaka jest różnica pomiędzy pracą, a współpracą?
          Pracę, od współpracy, różni brak współodpowiedzialności.
          Z faktu współpracy, wynika niezaprzeczalny fakt powierzenia nam
          współodpowiedzialności za jakość współpracy tak naszej, jak i
          naszych bliźnich.
          Czy fakt współpracy, a tym samym powierzenia nam
          współodpowiedzialności za jej jakość, jest dowodem naszej zależności
          od Stwórcy?

          Jest oczywistym, że fakt współpracy skutkujący
          współodpowiedzialnością za jej jakość, jest oczywistym dowodem
          zależności człowieka od Boga, i jest oczywistym dowodem istnienia
          Boga
          . I to nie dowodem jedynym. W moich wątkach podaje dowody
          zobowiązania nas do solidarności. Pozdrawiam!




    • jestemsobiemalymis Chyba zwątpiłem w sens piłki nożnej. 27.05.09, 15:32
      Czasami oglądaja relacje sportowe, mecz, albo pływanie dochodzę do
      wniosku, że emocje związane z tym czy wygra Arsenal czy Manchester
      są nieracjonalne, a cała otoczka ma wiele 'magii' z dziedziny
      obrzędu tworzacego wspólnotę kibicujących w transie swoim zawodnikom.
      Wynik sportowy jest bardzo ulotny i szybko się starzeje. Co mi po
      tym i światu czy Motylia przepłynie basen o setną sekundę szybciej,
      albo Małysz skoczy pół metra dalej? Tym bardziej jeśli wiem ile
      piłkarze i sportowcy wyciagają kasy za swoje fajerwerki jak i kiksy.
      Kryzys wiary w sensowność sportowych zmagań jako widowiska w którym
      tłumy ulegają masowym zbiorowym emocją ma w mojej osobie ten sam
      sceptycyzm co wobec obrzędów religijnych. Ale komuś jest to
      potrzebne, czasami ulegam fascynacji chwilowej czasami nie. Spodoba
      mi się gol Jelenia czy Ronaldino, albo efektowna stuczka z piłką tak
      samo jak błyskotliwy post forumowicza za lub przeciw istnieniu Boga.
      Tłumy zawsze bedą wytwarzać zbiorową aurę, która dla
      nieuczestniczących albo postronnych obserwatorów będzie głupia i
      nieracjonalna.
      • szalony_kucharz Re: Chyba zwątpiłem w sens piłki nożnej. 27.05.09, 17:57
        I powoli dochodzimy do klasycznej socjologicznej tezy o zjawiskach religijnych
        jako odświętnych przedstawieniach zbiorowych.

        I w tym sensie msza jest o niebiosa donioślejsza od modlitewnika, tak jak górę
        nad najgenialniejszym wywodem bierze połączona chwilą i miejscem wspólnota emocji.

        Over and out.
      • abmiros Re: Chyba zwątpiłem w sens piłki nożnej. 27.05.09, 23:51
        Jestem sobie malymisiu, czy nadal watpisz po tym pieknym zwyciestwie
        Barcelony nad MU?

        • jestemsobiemalymis Re: Chyba zwątpiłem w sens piłki nożnej. 28.05.09, 00:37
          To zależy! Jeśli jesteś wierzący, lub niewierzący ale szanujący
          czyjeś wybory to możesz się upajać sportowym widowiskiem, ale jeśli
          dostrzegasz w czyjejś potrzebie udziału w mszy i przyjęcia komunii
          nieracjonalność to znaczy ,że jesteś niekonsekwentny i będę
          sceptyczny, upierdliwy i cyniczny i powiem, że uganianie się za
          piłką spoconych facetów, którymi dyryguje jeden czarny Sędzia
          (czyżby jakieś nowożytnie wcielenie najwyższej sprawiedliwości?)
          jest irracjonalne :+)
          Mogę to widowisko rozebrać cynicznie i zajadliwie na części
          pierwsze i powiedzieć, że zwyciestwo którejś z drużyn decydowało od
          dyspozycji piłkarzy. I dlaczego mam przeżywać razem z tysiacami i
          milnonami to że piłkarz x miał dzisiaj doła bo mu się żona puszcza
          a inny miał dzisiaj zwiększony poziom hormonów szczęścia bo mu się
          dzieciak przedwczoraj urodził i dwie bramy strzelił. Albo wyszedł z
          psem na spacer (nie wiem czy piłkarze wychodzą z psem na spacer) i
          złapał katar i miał dzisiaj słabszy dzień, albo przeziębił pęcherz i
          w 44 minucie nie strzelił bramki i musnął się z piłką bo go cisło i
          myslał już o przerwie i WC.
          Albo równie dobrze mogliby zamiast medali czy pucharu całować
          hostie i w nagrodę ją przyjąć. A jutro będziemy mieli tytuły typu
          Boski Ronaldo, albo Boski X,Y-grek. Apoteozować Chrystusa to
          głupota, ale piłkarzy nie? :)
          W ten sposób można rozebrać na części pierwsze każdą wartość i
          każdą emocję. Dlatego zwracałem swoim postem uwagę na autonomiczność
          wyboru poszczególnych osób co do decyzji o udziale we wspólnocie
          wierzących czy kibiców na stadionie. He, he
          No cóz taki jest człowiek, pewnie teraz chodzą kibice po
          ulicach ,drą papaja, śpiewają i cieszą się. I dobrze! Pasje, emocje,
          idee, wartości. Nieracjonalne, ale co byśmy bez nich robili? My
          ludzie? Stawalibyśmy nieruchomo na podłodze jak karakany i
          dochodzili do wniosku,że nic nie ma sensu...
          He, he
          • jestemsobiemalymis Re: Chyba zwątpiłem w sens piłki nożnej. 28.05.09, 00:46
            A przejrzałem Twoje wpisy, przejrzałem pozdrawiam i emocji
            sportowych w ciągu dalszym życzę :*)
            • nehsa Jestem na Forum-istnieję. 28.05.09, 06:58
              jestemsobiemalymis między innymi napisał napisał:
              "W ten sposób można rozebrać na części pierwsze każdą wartość
              i każdą emocję."
              Prośba nehsy:
              Przejrzałem twoje wpisy. Wynika z nich, że; "nie rozebrałeś na
              części"
              żadnej tak zwanej wartości, więc nie chwal się. A jeżeli
              przeoczyłem któryś z twoich bezcennych postów, daj znać. Będę
              szczerze wdzięczny.
              Ps.
              Podaj tytuł wątku. Poszukam twojego postu.
              • wentyl77 Re: Jestem na Forum-istnieję. 28.05.09, 13:17
                Hehe, ależ głupia, jałowa, akademicka dysputa.

                Bóg śmierdzi - wystarczy pociągnąć nosem, i już mamy mocny,
                empiryczny dowód na jego istnienie ;)

                Powstanie ziemi jest efektem pierdnięcia boga, cierpiącego na
                wiatry. Big Boom był tak naprawdę wynikiem wielkiego, nieuleczalnego
                rozwolnienia. Nie macie pojęcia, jak bardzo kosmos przepełniony jest
                wszystkowiedzącym, przenikliwym, wszech-ogarniającym smrodem
                stworzyciela.

                --
                debil nie wie, że jest debil, a mądry to wie
                • krawiec6661 Re: Jestem na Forum-istnieję. 28.05.09, 15:24
                  A zauważyłeś, że wszystko kojarzy ci się ze smrodkiem? Jak to można interpretować?
                • kaa.lka Re: Jestem na Forum-istnieję. 29.05.09, 13:04
                  wento,

                  podkladasz glowe pod Topora.
                  cytata ze Swietej Ksiegi Cholernego Proutto,bylaby bardziej na
                  miejscu i dawalaby kosmicznym pierdom niewatpliwie groteskowy, ale
                  szykowniejszy charakter.

                  peesy
                  przeczytalam blagowisko
                  i hmm, jesli pozwolisz:

                  wentylu
                  mniej stylu
                  77


                  z zyczeniami
                  ka
                • wen_yinlu Re: Jestem na Forum-istnieję. 05.06.09, 18:53
                  ... jeny
                  czyżbyś był WENTYLEM Boga?

                  :)
              • jestemsobiemalymis Re: Jestem na Forum-istnieję. 28.05.09, 14:36
                Nehsa nie było moim celem rozbieranie na części czegokolwiek,
                raczej starałem się wskazać sprzeczności i istnienie wielu innych
                obszarów 'magicznych' nad którymi magią nie zastanawiają się nawet
                ci którzy uważają siebie za racjonalistów a jednocześnie dają się
                porwać współczesnym syrenim śpiewom.

                Wentyl77
                He, he dobre, dobre
                Juz teraz wiem dlaczego masz w nicku wentylator 77 obrotów na
                minutę. He, he
                • wentyl77 Re: Jestem na Forum-istnieję. 28.05.09, 14:54
                  Z całym szacunkiem - ale odchodzicie od głównego założenia wątku.
                  Proszę o konkrety z życia, o skrawki osobistych doświadczeń.

                  Dlaczego chcecie poznać istotę (lub anty-istotę) boga?

                  Przecież nikt nie chciałby zanurkować na główkę w Czarnej Dziurze -
                  zrobić fisting bogu własną głową.

                  --
                  debil nie wie, że jest debil, a mądry to wie
    • oberfeldkurat_katz Re: Dlaczego (nie) wierzycie w Boga? 30.05.09, 19:24
      Widocznie buk tak chce...
      Żebym nie wierzył ;)
      • kaa.lka Re: Dlaczego (nie) wierzycie w Boga? 30.05.09, 22:19
        zabukowales Se niewiare.
        ok, niechaj nie przymruza oka zatem.
        • oberfeldkurat_katz Re: Dlaczego (nie) wierzycie w Boga? 31.05.09, 00:56
          ja se niczego nie bukowałem. to on mnie wybrał...
          ale laszego ja?! takie piękne obrzędy, takie znakowanie pokojowe, to wszystko
          mnie omija! to już wole być biedrońką!!! ;)
          • kaa.lka Re: Dlaczego (nie) wierzycie w Boga? 01.06.09, 11:44
            oj zabciu,
            buknij sie w co tam chcesz i mozesz se na ten przyklad buknac
            jeszcze kropki wbordo na skrzydelkach.
            oznakowanie to pokojowe jak najbardziej:)
    • mona.blue Re: Dlaczego (nie) wierzycie w Boga? 31.05.09, 10:40
      Jeszcze raz napiszę. Bóg nas kocha, prowadzi, chce zbawić,
      uszczęsliwić, tylko w tym celu musimy iśc za Nim, chodzić Jego
      drogami :)
      • gladyss Re: Dlaczego (nie) wierzycie w Boga? 31.05.09, 13:41
        Dlaczego wierzę? Dlatego, że żyję. Nie wyobrażam sobie, kto, jaka
        inna siła, mogłaby stworzyć świat, jak nie Bóg.
        • wen_yinlu Re: Dlaczego (nie) wierzycie w Boga? 05.06.09, 18:24
          Nie wierzę, bo nie mam takiej potrzeby.
          Nie wyobrażam sobie Boga (w sensie takiego z religii monoteistycznych), który
          stałby za tą całą bezlitosną maszynerią natury, nawet nie chciałabym, by
          istniał. Pustka na miejscu odległego a jednak wszechobecnego
          stworzyciela/obserwatora/zarządcy/opiekuna/przewodnika bardzo mi odpowiada, jest
          wręcz kojąca. Jakieś takie uff pojawia się we mnie, ulga.

          Gdzieś kiedyś pojawił się w mojej głowie obraz boga (wielu bogów?), jako istoty
          również uwikłanej w tą w sumie bezcelową i jednocześnie piękną grę, którą
          wszyscy razem podtrzymujemy, kogoś o innej "strukturze", ale również
          zasuwającego jak chomik w kołowrotku razem z nami wszystkimi za swoimi
          pragnieniami i "szczęściem". Nie mogę jednak powiedzieć, że wierzę w takie istoty.
      • japico Re: Dlaczego (nie) wierzycie w Boga? 06.06.09, 20:36
        mona.blue napisała:

        > Jeszcze raz napiszę. Bóg nas kocha, prowadzi, chce zbawić,
        > uszczęsliwić, tylko w tym celu musimy iśc za Nim, chodzić Jego
        > drogami :)

        Oczywiście, że kocha i kochał również tych wszystkich, którzy zostali
        wymordowani w Oświęcimiu.

        A Shurpu to grajek o prostym sercu i niewielkim małym rozumku.
        • k-57 Dlaczego nie wierzycie w Boga? 07.06.09, 15:40
          zwierzeta do bytowania potrzebuja troche siana, wody,
          wspolbiesiadnikow porykujacych, miejsce by sie wybzdziec,
          odkasztanic i czekac nastepnego dnia by wyjsc na pastwisko, kite do
          gory postawic i pomrukiwac radosnie ze trawa zielona i napchac
          kaldun mozna do syta.
          Jakas napisala ze blisko mi do Urbana....jak do Urbana to chyba tez
          do Michnika, bo w koncu to ta sama swita...ten sam jezyk, czesto
          plugawy, ale powiadam ci...daleko mi...do nich....ucze sie...od
          mistrzow, finanse bazuje na Madoff'ie czyli ukrasc ile sie da.....i
          wiara mi nie potrzebna...
        • k-57 hahah...juz Bog jest antysemita 07.06.09, 16:11
          mona napisala
          > [i]Oczywiście, że kocha i kochał również tych wszystkich, którzy
          zostali
          > wymordowani w Oświęcimiu.

          xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
          hahaha...powalasz idiotyzmem malenka,ulomna...i wspomnij ze caly
          bolszewizm to dzielo Boga, tam poprzez oprawcow w bialych
          rekawiczkach wymordowano w rozny sposob 60 mln...tez dzielo
          Boga..., i Rewolucja Francuska, i 18 mln Rosjan zabitych na
          wojnie ....acha, ale Urban to namiestnik Boga...taki dobry
          duszek...to on chcial swego czasu kocyki podarowac dla biednych,
          bezdomnych Amerykanow...jak sie nie myle to ten...od "rzad sie
          zawsze wyzywi"
    • pasiol2 [...] 01.06.09, 17:47
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • Gość: artur Re: Dlaczego (nie) wierzycie w Boga? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.06.09, 15:07
      uwierzcie a zrozumiecie . to samo bylo w moim
      przpadku. ......zartttoowalłem
    • ollaboga77 Re: Dlaczego (nie) wierzycie w Boga? 12.06.09, 16:23
      Hm.... mozna sie bardzo oszukać jesli Boga będzie się poszukiwało w
      kościele katolickim. Najważniejsze miejce to samo serce człowieka,
      On sam jego wnętrze.

      Świat będzie powolutku dażył do tego by to człowiek był bogiem
      (można powiedziec też- przedstawicielem Boga na ziemi czy takim
      promyczkiem).

      chodzi o branie odpowiedzielności za swoją drogę życiową. kazdy wiem
      co chce co mu jest potrzebne co mu daje radośc i jeśli to wiem
      zbiera jakby punkty które go w efekcie zwmacniają. I o to chdozi.
      Koscioy nakazują, zalecaja itd.

      A tak naprawde to we wnętrzu każdego z nas jest przepis na
      szczęście, drogą jaka mamy przejść. Trzeba sie tylko trzymać obranej
      drogi i owietlać sobie lampką własne nogi !

      Naprawde życzę Wam samoświadomości i podażania SWOJĄ właśną drogą
      ale rozpoznawalną w głebinach swojje Istoty jaka jestesmy. Istota to
      ktoś kto czuwa nad nami i nas prowadzi. byle jej słuchać wtedy
      wygrywa się życie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka