Dodaj do ulubionych

Gdzie chciałabym być? Co chciałabym robić?

17.12.03, 13:16
Pytania z serii „czy Bóg istnieje?”... Wstydzę się przed samą sobą, że nie
chciałabym robić niczego, co wymaga działania i istnienia. Tylko
kontemplacja. Przyjemne śniadanko o późnym poranku, potem filmik, książeczka,
jakieś kino, coś napisać, coś przeczytać, trochę potańczyć i porozmawiać. A
gdzie tu miejsce na zupę pomidorową, na to całe życiowe
zamieszanie „obowiązkowo 10 godzin poza domem w celu a jakże wyższym, co z
tego że dla nas bez sensu, jeśli nam płacą”. Jestem tylko wyższym gatunkiem
dresa! Nie ma co ukrywać! Żadnej żądzy, żadnego instynktu przetrwania! Tylko
lenistwo w czystej postaci. Całymi dniami umieram, bo nie mam nic, co
trzymałoby mnie w ucywilizowanych ryzach. Całymi dniami chcę pójść, po prostu
gdzieś sobie pójść. Uratować może mnie tylko wygrana w totka. W pełni
szczęścia zarosnę wtedy pajęczyną w ciemnym kącie. I będzie mi naprawdę
przyjemnie.
Obserwuj wątek
    • kvinna westchnięcie 17.12.03, 13:19
      Tak się nie da...
      • zonda pytanie 17.12.03, 13:23
        No właśnie. SZKODA. Wciaz tylko nie wiem / nie rozumiem, ze sie nie da, bo sie
        nie da, czy tez dlatego sie nie da, bo WIEKSZOSC przyjela za pozytywny zupelnie
        inny styl zycia. Zobacz - wiekszosc ludzi przez 90% swojego zycia wykonuje
        czynnosci, na ktore kompletnie nie ma ochoty. Tak się da?

        kvinna napisała:

        > Tak się nie da...
        • kvinna wiem 17.12.03, 13:33
          Dlaczego nie zostaniesz nomadą?
          • zonda Re: wiem 17.12.03, 13:37
            z tego samego powodu dla ktorego nie zostane astronauta, chemikiem, dyrektorem
            itd itd - za duzo roboty ;)

            kvinna napisała:

            > Dlaczego nie zostaniesz nomadą?
            • kvinna ufff :) 17.12.03, 13:41
              Proponuję maksymalnie fajnie spędzać wolny czas. Co robię i Ty pewnie też.
              • kvinna nie, jednak nie ufff... 17.12.03, 13:43
                Przecież Ty nic nie robisz...

                :)

                Chyba musisz z przyjemności uczynić zawód (nie myślę o tym najstarszym :)
                • zonda Re: nie, jednak nie ufff... 17.12.03, 13:50
                  Z pierwszym sie nie zgodze z kilku prostych przyczyn - mam dobra prace, niezle
                  studia, zycie rodzinne - wszystko to ( z naciskiem na to pierwsze) wymaga
                  bardzo duzego zaangazowania zarowno w postaci czasu jak i sil. Z dnia zostaje
                  niewiele, ale nie w tym jest problem. Nie zamiescilam tego posta dla jaj,
                  uwierz mi. Tak jak ja zyje mnostwo osob - jak maja gdzies pojsc to ida, jak
                  maja zadzwonic to dzwonia, jak maja pracowac to pracuja - a ja zanim wykonam
                  ktorakolwiek z tych czynnosci to musze sie do tego zmuszac. Czasem to wrecz
                  fizycznie boli i tak faktycznie sie nie da. Jeszcze gorzej boli gdy juz sie o
                  tym wie. To zupelnie jakbys w chwili oddychania myslala o tym, ze oddychasz -
                  rozumiesz co mam na mysli? Moze istnieja jakies tabletki na takie problemy, nie
                  wiem. Ale konstrukcja mi sie wali, albo dopiero - zawali.

                  kvinna napisała:

                  > Przecież Ty nic nie robisz...
                  >
                  > :)
                  >
                  > Chyba musisz z przyjemności uczynić zawód (nie myślę o tym najstarszym :)
              • zonda Re: ufff :) 17.12.03, 13:44
                Dzięki za radę! Znow okazało się, ze swiat sklada się z 5 mld ludzi i
                4,99999... funkcjonuje normalnie tylko ja mam problemy. Kiedys w wysokich
                obcasach przeczytalam list pewnego faceta, ktory opisal dokladnie to samo,
                klika osob ma wg podobnie, ale w zyciu sie nie przyzna. Moze po prostu brakuje
                nam jakiegos skladnika w mozgu?

                kvinna napisała:

                > Proponuję maksymalnie fajnie spędzać wolny czas. Co robię i Ty pewnie też.
                • kvinna poczekaj, dopiero teraz 17.12.03, 13:56
                  są wszystkie dane. Już rozumiem.

                  A może tak: zakurz się w tym kącie przez - powiedzmy - dwa tygodnie, hedonizm
                  na maxa - będziesz szczęśliwa?

                  Odpowiedz :)
                  • zonda Re: poczekaj, dopiero teraz 17.12.03, 14:01
                    Teraz mi sie wydaje, ze bylabym szczesliwa i bardzo tego pragne, ale... Na
                    poczatku roku mialam niezla angine - ponad dwa tygodnie w domku i co? I NIC.
                    Kompletny koszmar bo wciaz myslalam o tym, ze cos musze, ze cos powinnam
                    zrobic, a jak zwykle nie potrafilam sie do tego zmusic. Bez sensu, prawda? Od
                    niedawna ucze sie nie miec wyrzutow sumienia jak sie obijam i to troche pomaga,
                    nie w pracy jednak :( Chwilami czuje, jakbym musiala odwalac podwojna robote: 1
                    to zmusic sie do dzialania, 2 to dzialac. Rozumiez cos z tego?

                    kvinna napisała:

                    > są wszystkie dane. Już rozumiem.
                    >
                    > A może tak: zakurz się w tym kącie przez - powiedzmy - dwa tygodnie, hedonizm
                    > na maxa - będziesz szczęśliwa?
                    >
                    > Odpowiedz :)
                    • kvinna re 17.12.03, 14:29
                      > Rozumiesz cos z tego?

                      Wszystko :)
                      I podoba mi się to, co piszesz :)

                      Co lubisz robić w wolnym czasie?
                      Tak bez poczucia winy...
                      • zonda Re: re 17.12.03, 14:43
                        Jesli rozumiesz, to co rozumiesz? Ja nie rozumiem, tego wewnetrznego OPORU.
                        Moze nie mam instynktu samozachowawczego? Jak tak dalej pojdzie to w koncu
                        wylece z pracy, z obiegu, z zycia.
                        Lubie pisac, lubie ksiazki, filmy, lubie obserwowac i to mnie martwi, bo
                        generalnie wszystko jest OK, dopoki nie musze w tym uczestniczyc. Nie mozna
                        mnie bardziej ukarac jak kazac cos zrealizowac od poczatku do konca...

                        kvinna napisała:

                        > > Rozumiesz cos z tego?
                        >
                        > Wszystko :)
                        > I podoba mi się to, co piszesz :)
                        >
                        > Co lubisz robić w wolnym czasie?
                        > Tak bez poczucia winy...
    • mikolaj_nie_swiety Re: Gdzie chciałabym być? Co chciałabym robić? 17.12.03, 13:59
      BA
      Chciałoby się "... wsiąść do pociągu byle jakiego..."
      Też chyba się znajduję poza tym 4,99999999 chociaż z troszeczke innych powodów,
      ale nie jesteś sama...
      pozdrowienia

      --
      A co jest obiektywne
      • zonda Re: Gdzie chciałabym być? Co chciałabym robić? 17.12.03, 14:04
        Hmmm... piosenka o pociagu srednio tu pasuje, bo ja raczej chcialabym "wyjsc"
        niz gdzies sobie "pojsc", ale witaj na pokladzie :)

        mikolaj_nie_swiety napisał:

        > BA
        > Chciałoby się "... wsiąść do pociągu byle jakiego..."
        > Też chyba się znajduję poza tym 4,99999999 chociaż z troszeczke innych
        powodów,
        >
        > ale nie jesteś sama...
        > pozdrowienia
        >
        > --
        > A co jest obiektywne
    • r.richelieu A kto Ci zabroni zarastać pajęczyną? 17.12.03, 14:57


      A kto Ci zabroni żyć kontemplująco albo prostoplująco? Milion sposobów na
      życie jest, zonda. To, że Tobie się nie chce ganiać po pracach to żaden
      wyjątek. Poza nielicznymi szczęśliwcami, którzy lubią swoją pracę każdy idzie
      bo musi. Ty też. Ale jeśli dostałeś spadek po ciotce z Hameryki albo wygrałeś
      w totka to kto Ci zabroni legnąć se w kącie i czytać, pieścić swoją
      wrażliwość, swoje kubki smakowe i włoski węchowe w nosie. No kto?

      • zonda Re: A kto Ci zabroni zarastać pajęczyną? 17.12.03, 15:18
        Wiesz co - nie mam problemu z obmyslaniem "co by bylo gdyby..." wiec jak juz
        mialabym za co zarastac pajeczyna to spokojnie bym sobie zarosla ku uciesze
        wlasnej i nie tylko. Zreszta nie w tym problem,ze zastanawiam sie co na to
        inni... Zuelnie nie w tym...
        • r.richelieu Re: A kto Ci zabroni zarastać pajęczyną? 17.12.03, 15:27


          więc w czym. Że inni mają pomidorową na stole, a Ty wolałbyś korzonki w kącie?
          Że czujesz się nie w porządku bo tak Ci cywilizacja na spółkę z kulturą
          wmówiła, że stół z pomidorową jest cacy, a korzonki w kącie be? Jeśli nie
          przed nimi to przed sobą jest Ci wstyd z tego "niedostosowania"? Obrzydliwe
          słowo "niedostosowanie", bo zamiast dostosowywać ścieżki do naszych możliwości
          i chęci, nasze chęci na siłę dostosowujemy do ścieżek jakie nam narysowano
          • zonda Re: A kto Ci zabroni zarastać pajęczyną? 17.12.03, 15:30
            ??? Przeczytaj UWAZNIE, to co napisalam, bo teraz ja kompletnie nie rozumiem
            tego, co piszesz. Jesli jednak pytasz, dlaczego nie zyje tak jak mam na to
            ochote, to po duzej czesci z braku wygranej w totka, a reszta to to, co
            opisalam. MOJ PROBLEM hmmmm.... I nie ma to nic wspolnego z kątem; to była
            przenosnia.

            r.richelieu napisała:

            >
            >
            > więc w czym. Że inni mają pomidorową na stole, a Ty wolałbyś korzonki w
            kącie?
            > Że czujesz się nie w porządku bo tak Ci cywilizacja na spółkę z kulturą
            > wmówiła, że stół z pomidorową jest cacy, a korzonki w kącie be? Jeśli nie
            > przed nimi to przed sobą jest Ci wstyd z tego "niedostosowania"? Obrzydliwe
            > słowo "niedostosowanie", bo zamiast dostosowywać ścieżki do naszych
            możliwości
            > i chęci, nasze chęci na siłę dostosowujemy do ścieżek jakie nam narysowano
            • r.richelieu Re: A kto Ci zabroni zarastać pajęczyną? 17.12.03, 15:40
              odnośnie Twojej odpowiedzi na post kvinny
              jeśli nawet odpoczywając czy zajmując się czymś tam czuyjesz na plecach oddech
              obowiązku to
              obniż poprzeczkę
              zrobisz 100% i nawet jeszcze dodatkowe 10% tego obniżonego pułapu i wtedy nie
              tylko nie będziesz czuła się zmuszona do obowiązku, ale zadowolona z
              wyrobienia 110% normy
              możena będzie wtedy zająć się przyjemnymi rzeczami
              • kurde.bemol Re: A kto Ci zabroni zarastać pajęczyną? 17.12.03, 15:44
                kardynalowa, zostaw zonde w spokoju. nie programuj jej. ona ma racje i chocby
                nie wiem jak obnizac poprzeczki, ten oddech obowiazku bedzie ja przesladowal.
                praca, jakakolwiek, jest przeklenstwem, to tylko nam wmowiono, ze to
                blogoslawienstwo.
                • r.richelieu Re: A kto Ci zabroni zarastać pajęczyną? 17.12.03, 17:04
                  czy ja powiedziałam, że jest obiektywny mus pracy czy jest wmówienie nam tego
                  musu.

                  bosz bemolu
                  pass
              • zonda Re: A kto Ci zabroni zarastać pajęczyną? 17.12.03, 15:46
                No problem polega wlasnie na tym, ze z kazdym kolejnym dniem zmuszanie sie do
                czegokolwiek idzie mi coraz gorzej. Jak mam zadzwonic, to potrafie odkladac
                rozmowe o kilka godzin, potem dni i tak ze wszystkim. To nie chodzi o to, ze
                jestem pracoholikiem i mam wyrzuty, ze za malo robie. Ja juz prawie nic nie
                robie i nie potrafie zaczac. Czy bedzie to 5 czy 500% to nic z tego.

                r.richelieu napisała:

                > odnośnie Twojej odpowiedzi na post kvinny
                > jeśli nawet odpoczywając czy zajmując się czymś tam czuyjesz na plecach
                oddech
                > obowiązku to
                > obniż poprzeczkę
                > zrobisz 100% i nawet jeszcze dodatkowe 10% tego obniżonego pułapu i wtedy nie
                > tylko nie będziesz czuła się zmuszona do obowiązku, ale zadowolona z
                > wyrobienia 110% normy
                > możena będzie wtedy zająć się przyjemnymi rzeczami
                • r.richelieu Re: A kto Ci zabroni zarastać pajęczyną? 17.12.03, 17:51
                  bo
                  wydaje mi się, żeby nie było, jak kurde.bemoc zarzucił mi, że Cię zmuszam
                  że
                  przeciętny człowiek jest stworzony do nicnierobienia, to, że każą nam to, to i
                  jeszcze tamto wynika z powszechnego wyścigu szczurów, banał
                  a my tam dalece mamy to zakodowane, że potem nam głupio z tego powodu, że się
                  babmetlujemy
                  Ja sama uwielbiam mieć cały dzień na nicnierobienie. Wtedy gdy mam dużo zajęć
                  w ciągu dnia chce mi się jeszcze na następne wieczorem. A potrafię w dzień
                  wolny wstać w południe, bo lubię. Chodzi tylko o to nakręcenie sprężynki. Gdy
                  rano nikt nie nakręcił to potem nie ma jak samochodzik jechać.

                  źle zaczyna być dopiero wtedy gdy z powodu braku chęci wybrania się do sklepu
                  co jest 5 minut od nas, zaczynamy się głodzić, że gdy z powodu nicnierobienia
                  nie odczuwamy głodu, gdy przestaje nam przeszkadzać własne zarośnięcie i bród.
                  ale
                  generalnie to, że nam się nie chce w granicach minimum przeżyciowego, jest jak
                  najbardziej normalne

                  też tak mam w dni wolne i dobrze mi z tym, a że powinnam coś, że terminy, ee
                  tam. Tyle, że ja albo nie robię absolutnie nic albo robię za trzech i już. Bez
                  żadnych skrupółów
          • kvinna dzięki r z całuskiem 18.12.03, 11:52
            kwiatuszek:

            *--X--

            Lubię Cię czytać.
            Kropka.
    • kurde.bemol Re: Gdzie chciałabym być? Co chciałabym robić? 17.12.03, 15:41
      hej zonda, chyba wiem o co Ci chodzi. moje zycie przebiegalo i ciagle przebiega
      w podobny sposob. autorefleksje nad celem jakiegokolwiek czynu doprowadzilem do
      perfekcji. nigdy praktycznie nie jestem w srodku dzialan, zawsze jako
      obserwator. masz racje, ze ludzie wykonuja 90% czynnosci z musu tracac siebie
      samych w miliardach akcji, ktore i tak nie maja sensu. ktos kiedys obliczyl, ze
      czlowiek zyjacy 70 lat ma tylko niecale 5 miesiecy naprawde dla siebie. to
      przeraza. Nie przejmuj sie. Jestes najprawdopodobniej na tej planecie przejazdem
      i stad ta obcosc, ktora odczuwasz. Nie jestes tez sama. gdyby popuscic cugli
      wszystkim ludziom, wiekszosc czylaby tak jak ty.
      Kurde.bemol
      • zonda Re: Gdzie chciałabym być? Co chciałabym robić? 17.12.03, 15:52
        kurde troche mi lepiej ;) Wiesz co jest najsmieszniejsze? Ze w sumie po ilus
        tam latach bezsensu mam w koncu prace, ktora ma jako taki sens. Jest calkiem
        przyjemna - nie tylko dla mnie, wiec teoretycznie powinno byc OK. Stalo sie
        jednak calkiem na odwrot! W totalnie przekletym systemie jeszcze ten wozek
        jakos ciagnelam, a teraz dupa - nie wykorzystuje nawet 10% swoich mozliwosci.
        Przerazilo mnie jednak te 5 miesiecy!!! Cholera :(

        kurde.bemol napisał:

        > hej zonda, chyba wiem o co Ci chodzi. moje zycie przebiegalo i ciagle
        przebiega
        >
        > w podobny sposob. autorefleksje nad celem jakiegokolwiek czynu doprowadzilem
        do
        >
        > perfekcji. nigdy praktycznie nie jestem w srodku dzialan, zawsze jako
        > obserwator. masz racje, ze ludzie wykonuja 90% czynnosci z musu tracac siebie
        > samych w miliardach akcji, ktore i tak nie maja sensu. ktos kiedys obliczyl,
        ze
        >
        > czlowiek zyjacy 70 lat ma tylko niecale 5 miesiecy naprawde dla siebie. to
        > przeraza. Nie przejmuj sie. Jestes najprawdopodobniej na tej planecie
        przejazde
        > m
        > i stad ta obcosc, ktora odczuwasz. Nie jestes tez sama. gdyby popuscic cugli
        > wszystkim ludziom, wiekszosc czylaby tak jak ty.
        > Kurde.bemol
        • kurde.bemol Re: Gdzie chciałabym być? Co chciałabym robić? 17.12.03, 16:08
          nie boj sie tych 5 miesiecy. mozesz sobie sama przekalkulowac. 8 godzin snu,
          8 godzin pracy plus godzine przed, godzine na lunch i godzine po pracy.
          zakupy, kapiele, spotkania, gotowania, telefony, telewizja i siup, zostanie Ci
          5 miesiecy na to by usiasc, poczuc siebie sama, i nic nie robic.
          to glupie moze, ale jestem z Toba. nawiasem mowiac, ciekawa pare bysmy tworzyli.
          Kurde.bemol
          • zonda Re: Gdzie chciałabym być? Co chciałabym robić? 17.12.03, 16:12
            :) musielibysmy ciagnac losy albo lać sie pasem jakby przyszlo pojsc do sklepu
            po bulki ;) A jak Ty sobie dajesz rade?

            kurde.bemol napisał:

            > nie boj sie tych 5 miesiecy. mozesz sobie sama przekalkulowac. 8 godzin snu,
            > 8 godzin pracy plus godzine przed, godzine na lunch i godzine po pracy.
            > zakupy, kapiele, spotkania, gotowania, telefony, telewizja i siup, zostanie
            Ci
            > 5 miesiecy na to by usiasc, poczuc siebie sama, i nic nie robic.
            > to glupie moze, ale jestem z Toba. nawiasem mowiac, ciekawa pare bysmy
            tworzyli
            > .
            > Kurde.bemol
            • kurde.bemol Re: Gdzie chciałabym być? Co chciałabym robić? 17.12.03, 16:16
              sluchaj, no nie jest tak zle. turlam sie po tym padole i staram sie usmiechac
              do tej rzeczywistosci. to jedyne wyjscie. robie co moge by owe 5 miesiecy
              wydluzyc jak tylko sie da. dodam, ze moim ulubionym zajeciem bylo zawsze
              szpiegowanie sufitu. cos nie smowitego jakie rzeczy mozna zauwazyc.
              Pozdrawiam Cie.
              • zonda Re: Gdzie chciałabym być? Co chciałabym robić? 17.12.03, 16:20
                Hmmmm.... Mnie tez nie jest zle - ja sie tylko nie potrafie zmusic, zeby
                cokolwiek zrobic. W srodku mi sie cos zaparlo i naprawde nie potrafie. Oprocz
                tego jestem szczesliwa, usmiechnieta i tylko tesknie za tym sufitem... A raczej
                widze go pzrez caly czas i boje sie, ze to w koncu sie wyda. Pozdrawiam Cie
                rowniez!

                kurde.bemol napisał:

                > sluchaj, no nie jest tak zle. turlam sie po tym padole i staram sie usmiechac
                > do tej rzeczywistosci. to jedyne wyjscie. robie co moge by owe 5 miesiecy
                > wydluzyc jak tylko sie da. dodam, ze moim ulubionym zajeciem bylo zawsze
                > szpiegowanie sufitu. cos nie smowitego jakie rzeczy mozna zauwazyc.
                > Pozdrawiam Cie.
            • jmx Re: Gdzie chciałabym być? Co chciałabym robić? 17.12.03, 16:18

              O Boże... wątek o mnie... wstyd? ;-)
              • kurde.bemol Re: Gdzie chciałabym być? Co chciałabym robić? 17.12.03, 16:23
                to ty tez taka "robotna" ? witamy w klubie.
                • zonda Re: Gdzie chciałabym być? Co chciałabym robić? 17.12.03, 16:27
                  hahahahaha!!! Przeczucie mnie nie mylilo! :)

                  kurde.bemol napisał:

                  > to ty tez taka "robotna" ? witamy w klubie.
                  • jmx Re: Gdzie chciałabym być? Co chciałabym robić? 17.12.03, 17:21

                    To aż tak widać....? hmmmm ;-)
    • Gość: cytrynka4 Re: Gdzie chciałabym być? Co chciałabym robić? IP: *.ruda-slaska.sdi.tpnet.pl 17.12.03, 16:25
      w necie zawsze przekonam się, że są ludzie, którzy mają podobne problemy do
      mnie...
      • zonda Jak juz wiemy... 17.12.03, 16:30
        ... ze jest nas wiecej to napiszcie mi jak sie zmuszacie do czegokolwiek? No
        jak?
        • maly.ksiaze Nie zmuszam się wcale 17.12.03, 16:38
          No, prawie wcale. Chyba mam szczęście, tak ogólnie. Od czasu do czasu mam,
          zupełnie sam z siebie, napad hiperaktywności i pomysłowości.
          Powiedziałbym 'aktywność twórcza', ale to by brzmiało nazbyt ambitnie. No, w
          każdym razie coś zrobię - i dzięki temu 'pracowici' pozwalają mi istnieć przez
          kilka następnych dni/tygodni. Istnieję sobie zatem błogo... do następnego
          ataku.

          Pozdrawiam,

          mk.
          • zonda Re: Nie zmuszam się wcale 17.12.03, 16:44
            O rany mam tak samo! I tylko dzieki tym naglym zrywom jakos jeszcze istnieje i
            maskuje sie! Lekki zryw, zamieszanie i spokoj na kilka tygodni... Mam jednak
            wrazenie, ze to wszystko kiedys sie wyda...

            maly.ksiaze napisał:

            > No, prawie wcale. Chyba mam szczęście, tak ogólnie. Od czasu do czasu mam,
            > zupełnie sam z siebie, napad hiperaktywności i pomysłowości.
            > Powiedziałbym 'aktywność twórcza', ale to by brzmiało nazbyt ambitnie. No, w
            > każdym razie coś zrobię - i dzięki temu 'pracowici' pozwalają mi istnieć
            przez
            > kilka następnych dni/tygodni. Istnieję sobie zatem błogo... do następnego
            > ataku.
            >
            > Pozdrawiam,
            >
            > mk.
            • maly.ksiaze No musze to napisać... 17.12.03, 17:04
              ...to będzie moja sesja psychoanalizy. Jak w filmach Woody Allena.

              Otóż najzwyczajniej w świecie żyję w strachu, że się wyda. W pracy. Że ktoś w
              końcu zauważy, że to, co robię, robię przez jeden dzień w tygodniu. Albo przez
              cztery, sześć tygodni w roku, jednym ciągiem... Ostatni taki napad (prawie dwa
              miesiące jednym ciągiem) miałem jesienią ubiegłego roku. Od tego czasu...
              lepiej nie mówić!

              Pozdrawiam,

              mk.
              • zonda Re: No musze to napisać... 17.12.03, 17:14
                Hmmm... dokladnie tak sie dzieje, ale tez odnosze wrazenie, ze czesc ludzi wie
                o tym i sie na to godzi! Ostatnio mam w pracy niezle jaja, bo do zespolu
                dolaczyl ktos taki jak ja... Po jednym (!) dniu wiedzialam, ze to taki wlasnie
                typ no i sie zaczelo... On sciemna i ja sciemniam, a robota lezy.

                maly.ksiaze napisał:

                > ...to będzie moja sesja psychoanalizy. Jak w filmach Woody Allena.
                >
                > Otóż najzwyczajniej w świecie żyję w strachu, że się wyda. W pracy. Że ktoś w
                > końcu zauważy, że to, co robię, robię przez jeden dzień w tygodniu. Albo
                przez
                > cztery, sześć tygodni w roku, jednym ciągiem... Ostatni taki napad (prawie
                dwa
                > miesiące jednym ciągiem) miałem jesienią ubiegłego roku. Od tego czasu...
                > lepiej nie mówić!
                >
                > Pozdrawiam,
                >
                > mk.
        • cytrynka4 Re: Jak juz wiemy... 17.12.03, 16:39
          Na przykład w notatniku piszę rzeczy do zrobienia na dziś,
          pózniej satysakcję mi sprawia jak mogę zaznaczyć obok "zrobione"...
          Tylko czy tak to ma być...dlaczego do wszytskiego trzeba się zmuszać...i
          ewentualne potem dopiero odczuć jakąś satysafkcje, że się jednak zrobiło...???

          • kurde.bemol Re: Jak juz wiemy... 17.12.03, 16:46
            cytrynko, praca nie byla, nie jest i nie bedzie naszym przeznaczeniem.
            to frame of mind, w polu ktorego przyszlo nam sie obracac. spojrz na caly
            wszechswiat. czy widzisz gdzies jakies planowania, wykonania, bilanse,
            sprawozdania, front robot, fajranty ? nie, nie ma czegos takiego a wszystko
            jest na swoim miejscu.
            • cytrynka4 Re: Jak juz wiemy... 17.12.03, 16:52
              to co według ciebie jest naszym przeznaczenie?
              lenistwo
              trwanie
              po prostu byt?

              ale trzeba jeść trzeba mieć się czym okryć, żeby nie zmarznąć...
              • zonda Re: Jak juz wiemy... 17.12.03, 17:00
                Cytrynko to nie tak! Ja / my naprawde chcemy cos robic, tylko cos trzyma nas w
                miejscu. Chwilami czuje sie jak czubek mimo, ze gdybys mnie spotkala zapewne
                zaczelabys sie zastanawiac jakim cudem to wszystko godze, a raczej godzilam. I
                moze w tym tkwi problem, bo moze mam juz dosyc tego zapieprzu. Nie wim.

                cytrynka4 napisała:

                > to co według ciebie jest naszym przeznaczenie?
                > lenistwo
                > trwanie
                > po prostu byt?
                >
                > ale trzeba jeść trzeba mieć się czym okryć, żeby nie zmarznąć...
                • cytrynka4 Re: Jak juz wiemy... 17.12.03, 17:06
                  zonda napisała:

                  > Cytrynko to nie tak! Ja / my naprawde chcemy cos robic, tylko cos trzyma nas
                  w
                  > miejscu. Chwilami czuje sie jak czubek mimo, ze gdybys mnie spotkala zapewne
                  > zaczelabys sie zastanawiac jakim cudem to wszystko godze, a raczej godzilam.
                  I
                  > moze w tym tkwi problem, bo moze mam juz dosyc tego zapieprzu. Nie wim.

                  hmm urlop???
              • kurde.bemol Re: Jak juz wiemy... 17.12.03, 17:07
                widzisz cytrynko, mysle, ze nie ma zadnego przeznaczenia w naszym zyciu.
                z tego powodu blizszy bylbym do stwierdzenia, ze po prostu byt jest tym czym
                jestesmy. z drugiej strony wziawszy pod uwage nasz umysl, ten z duzej litery,
                dochodze do wniosku, ze moze i celem naszym jest wziecie cugli tego wszechswiata
                w nasze rece i panowanie nad nim (w jakiejs tan harmonii oczywiscie).
                nie znam jedynej, prostej odpowiedzi. zastanawial mnie zawsze fragment twej
                sygnaturki: jakos nie chce mi sie wierzyc, by natura stworzyla nas a potem
                nagle zmusila nas do szycia sobie ubran. cos mi tu nie pasuje i znowu
                (szpiegujac sufit)dochodze do wniosku, ze nasza przygoda na tej ziemi to zwykly
                przypadek, ze tak naprawde nie nalezymy tu.
                Pozdrawiam.
          • zonda Re: Jak juz wiemy... 17.12.03, 16:48
            No tak pomysl z notatnikiem czasami zdaje egzamin... czasem...

            cytrynka4 napisała:

            > Na przykład w notatniku piszę rzeczy do zrobienia na dziś,
            > pózniej satysakcję mi sprawia jak mogę zaznaczyć obok "zrobione"...
            > Tylko czy tak to ma być...dlaczego do wszytskiego trzeba się zmuszać...i
            > ewentualne potem dopiero odczuć jakąś satysafkcje, że się jednak zrobiło...???
            >
            • cytrynka4 Re: Jak juz wiemy... 17.12.03, 16:54
              wiesz zadałabym ci pytanie
              jak wygląda twoje życie...
              jak żyjesz na codzień...
              • zonda Re: Jak juz wiemy... 17.12.03, 17:02
                zyje zwykle - niezwykle - mam odpowiedzialna prace w znanej firmie, studia na
                popularnym kierunku, kochajacego faceta, jakies tam pieniadze, malo czasu, w
                domu jestem gosciem - nie ma tu miejsca na lenistwo - teoretycznie nie ma, bo
                jednak jest.

                cytrynka4 napisała:

                > wiesz zadałabym ci pytanie
                > jak wygląda twoje życie...
                > jak żyjesz na codzień...
                • cytrynka4 Re: Jak juz wiemy... 17.12.03, 17:08

                  a co jest ważne dla ciebie w życiu???
                  • zonda Re: Jak juz wiemy... 17.12.03, 17:18
                    Nie wiem cytrynko, bo jesli wszystko zaczyna sie odierac jako swoista kare i
                    wszystko boli, to trudno myslec o tym co jest wazne, a co nie. Zyja we mnei
                    dwie osoby - jedna cos tam jednak robi, a druga w tym samym momencie szaleje z
                    rozpaczy, ze musi cos robic. Koszmar.

                    cytrynka4 napisała:

                    >
                    > a co jest ważne dla ciebie w życiu???
                • kvinna wtrącę się... 18.12.03, 12:10
                  Jakoś mnie przeraża, gdy czytam/słyszę:

                  "mam odpowiedzialna prace w znanej firmie, studia na popularnym kierunku,
                  kochajacego faceta, jakies tam pieniadze, malo czasu, w domu jestem gosciem -
                  nie ma tu miejsca na lenistwo -jednak jest..."

                  Dlaczego ludzie się godzą na bycie chodzącymi manekinami???
                  Sorrry...

                  Aż mi się chcę kimś takim potrząsnąć...
                  Ukłuć szpileczką, lekko :)
                  • zonda Re: wtrącę się... 18.12.03, 12:24
                    Wiesz co - mam problem, duzy problem. Gdybym sie z nim godzila, nie staralabym
                    sie wami rozmawiac na ten temat. Jednak takie rozmowy prowadza do tego, ze
                    czuje sie jeszcze gorzej, bo czesc mysli, ze mi sie wydaje, a czesc, ze mam
                    nasrane we lbie. Co Cie w tym przeraza? Ze staram sie wiesc "normalne" zycie
                    zamiast beczec i gapic sie w sufit? Wiesz ile obok Ciebie czuje sie koszmarnie?
                    Wiesz ilu z Twoich znajomych jedzie na Prozacu? Jedyne, co mozemy dla siebie
                    zrobic to nie zdradzac sie, zeby nie dostac etykietki czubka. Ja nie potrafie
                    rozwiazac swojego problemu, BO NIE WIEM DLACZEGO TAK SIE DZIEJE. Byc moze
                    wyglada to jak godzenie się, nie wiem. Idz i trzasnij sobie alkoholikiem, zeby
                    przestal pic, albo ukłuj szpileczka schizofrenika, zeby przestal dostawac
                    schizy.

                    kvinna napisała:

                    > Jakoś mnie przeraża, gdy czytam/słyszę:
                    >
                    > "mam odpowiedzialna prace w znanej firmie, studia na popularnym kierunku,
                    > kochajacego faceta, jakies tam pieniadze, malo czasu, w domu jestem gosciem -

                    > nie ma tu miejsca na lenistwo -jednak jest..."
                    >
                    > Dlaczego ludzie się godzą na bycie chodzącymi manekinami???
                    > Sorrry...
                    >
                    > Aż mi się chcę kimś takim potrząsnąć...
                    > Ukłuć szpileczką, lekko :)
                    • kvinna spokojnie 18.12.03, 12:45
                      Co to znaczy "normalne życie"?
                      Chodzisz do kina? teatru?
                      Na co? Na "to, co wszyscy"?
                      Co czytasz? To "co wszyscy"?
                      Jak się ubierasz? Tak, "jak wszyscy"?

                      Co chcę przez to powiedzieć?
                      Poczujesz się szczęśliwa, gdy zaczniesz żyć "po swojemu". Pytając najpierw
                      siebie, czego TY chcesz, definiując świat od nowa PO SWOJEMU. Jesli wystarczy
                      Ci to, co zastałaś...to nie bardzo mamy o czym rozmawiać.


                      Powodzenia życzę.

                      Wg Twoich standardów jestem czubkiem.
                      • zonda Re: spokojnie / kvinna 18.12.03, 13:10
                        Jestes calkiem fajnym czubkiem ;)
                        Odpowiem szczerze - w swoim mniemaniu zyje malo konwencjonalnie, rozrywkuje sie
                        rowniez ciut inaczej niz srednia krajowa, pracuje tez. Od malego chcialam
                        czegos innego - i bralam to sobie po trochu. Nie w tym jednak rzecz BO ZYJE PO
                        SWOJEMU. Ja mam po prostu problem z dzialaniem i czy bedzie to Vivaldi czy
                        Wisniewski, czy Antyle czy tez baltycki kurort, to cholera nie potrafie sie
                        zebrac do DZIALANIA. Ja mam teorie obcykana perfect - i zgadzam sie z Toba, nie
                        potrafie "tylko" praktykowac. Postaraj sie to zrozumiec i jak juz zrozumiesz to
                        wytlumacz mi jakos bo naprawde mnie to przerasta.

                        kvinna napisała:

                        > Co to znaczy "normalne życie"?
                        > Chodzisz do kina? teatru?
                        > Na co? Na "to, co wszyscy"?
                        > Co czytasz? To "co wszyscy"?
                        > Jak się ubierasz? Tak, "jak wszyscy"?
                        >
                        > Co chcę przez to powiedzieć?
                        > Poczujesz się szczęśliwa, gdy zaczniesz żyć "po swojemu". Pytając najpierw
                        > siebie, czego TY chcesz, definiując świat od nowa PO SWOJEMU. Jesli wystarczy
                        > Ci to, co zastałaś...to nie bardzo mamy o czym rozmawiać.
                        >
                        >
                        > Powodzenia życzę.
                        >
                        > Wg Twoich standardów jestem czubkiem.
                        • kvinna spokojnie / to zonda 18.12.03, 13:55
                          Cholera, co ja mam Tobie powiedzieć?
                          Że gdybyś naprawdę chciała, to byś działała?

                          Bo do tego się to wszystko sprowadza...

                          Chodzi o chęci.


                          Rzeczywiste pragnienie czegoś/kogoś popchnie Cię do działania.
                          Wydaje mi się po prostu, że możesz po prostu nie wiedzieć/nie czuć, czego
                          RZECZYWIŚCIE chcesz...

                          Znasz "Biegnącą z wilkami" C.P. Estes? Mam szmergla na punkcie tej książki, ale
                          to tak na marginesie. Ona pisze o tym, aby pomimo tego, że życie przypomina
                          szwedzki stół, nie wybierać przypadkowo, wybierać tylko to (albo głównie), co
                          jest potrzebą duszy... czytałaś to? Polecam, bardzo.

                          Może Mazury, a nie Bałtyk czy Antyle. O.
                          • zonda Re: spokojnie / to zonda 18.12.03, 14:13
                            Mysle, ze po czesci masz racje - w koncu sama w pierwszym poscie napisalam, ze
                            mam ochote na zupelnie cos innego niz tradycyjny dzien ;) Zastanawiam sie
                            tylko, dlaczego nie mam checi do dzialania jesli tak naprawde pragne dzialania?
                            Kiedys chcialam koniecznie Prozac na te swoje bolaczki, ale po tym jak na
                            zadnego z moich znajomych nie zadzialal, to jakos mi przeszlo... A ksiazke na
                            pewno przeczytam, dzieki :)

                            kvinna napisała:

                            > Cholera, co ja mam Tobie powiedzieć?
                            > Że gdybyś naprawdę chciała, to byś działała?
                            >
                            > Bo do tego się to wszystko sprowadza...
                            >
                            > Chodzi o chęci.
                            >
                            >
                            > Rzeczywiste pragnienie czegoś/kogoś popchnie Cię do działania.
                            > Wydaje mi się po prostu, że możesz po prostu nie wiedzieć/nie czuć, czego
                            > RZECZYWIŚCIE chcesz...
                            >
                            > Znasz "Biegnącą z wilkami" C.P. Estes? Mam szmergla na punkcie tej książki,
                            ale
                            >
                            > to tak na marginesie. Ona pisze o tym, aby pomimo tego, że życie przypomina
                            > szwedzki stół, nie wybierać przypadkowo, wybierać tylko to (albo głównie), co
                            > jest potrzebą duszy... czytałaś to? Polecam, bardzo.
                            >
                            > Może Mazury, a nie Bałtyk czy Antyle. O.
                            • kvinna to zonda 18.12.03, 14:17
                              Biorę antydepresanty. Pół roku. Działają. W końcu ŻYJĘ. Jest świetnie. Nie
                              wiem, czy biorą moi znajomi, chyba nie. Nie pytałam ich, czy iść do psychiatry.
                              Poszłam. Ma na imię Ania. Cieszę się, że żyję. Cześć.
                              • zonda Re: to kvinna 18.12.03, 15:18
                                Taki przykład krzepi. Jak światełko w tunelu. Dzięki, że to napisałaś.

                                kvinna napisała:

                                > Biorę antydepresanty. Pół roku. Działają. W końcu ŻYJĘ. Jest świetnie. Nie
                                > wiem, czy biorą moi znajomi, chyba nie. Nie pytałam ich, czy iść do
                                psychiatry.
                                >
                                > Poszłam. Ma na imię Ania. Cieszę się, że żyję. Cześć.
                                • kvinna wiem... 18.12.03, 15:28
                                  I tylko z tego powodu to napisałam.
                                  I koniecznie dorwij Estes. Jest świetna.
                                  Trzymaj się!

                                  A.
      • kurde.bemol Re: Gdzie chciałabym być? Co chciałabym robić? 17.12.03, 16:33
        cytrynko, nasza "przypadlosc" nie jest dla nas problemem. moze dla innych,
        ale nie dla nas. my szpiegujemy zycie, ogladamy je, podpatrujemy. my nie
        wymachujemy rekoma, BO PO CO .
        • cytrynka4 Re: Gdzie chciałabym być? Co chciałabym robić? 17.12.03, 16:41
          kurde.bemol napisał:

          > cytrynko, nasza "przypadlosc" nie jest dla nas problemem. moze dla innych,
          > ale nie dla nas. my szpiegujemy zycie, ogladamy je, podpatrujemy. my nie
          > wymachujemy rekoma, BO PO CO .

          wiesz ja też kiedy idę to wszyscy mnie mijają, wolno chodzę...
        • zonda Re: Gdzie chciałabym być? Co chciałabym robić? 17.12.03, 16:42
          kurde moja przypadlosc jest dla mnie baradzo duzym problemem!!! ja chce cos
          zrobic, wiem co powinnam zrobic i n i e j e s t e m w s t a n i e!!
          Umiejetnosc obserwacji bardzo sobie cenie, ale nienawidze tego co wyprawiam! a
          raczej tego, ze nic nie wyprawiam ostatnio!


          kurde.bemol napisał:

          > cytrynko, nasza "przypadlosc" nie jest dla nas problemem. moze dla innych,
          > ale nie dla nas. my szpiegujemy zycie, ogladamy je, podpatrujemy. my nie
          > wymachujemy rekoma, BO PO CO .
          • maly.ksiaze Re: Gdzie chciałabym być? Co chciałabym robić? 17.12.03, 16:46
            Może poszukaj 'innego czegoś' do zrobienia? Czy masz problem z obsługą własnej
            codzienności, czy też jest konkretne, wielkie 'coś', które zrobić powinnaś, a
            nie możesz? No i jeszcze: od dawna tak?

            Pozdrawiam,

            mk. (zaciekawiony)
            • zonda Re: Gdzie chciałabym być? Co chciałabym robić? 17.12.03, 16:57
              Bardziej przeklada to sie na prace - mniej na codziennosc choc i z tym miewam
              czasem problemy. Niby wiem, ze jak bede z dnia na dzien przekladac sluzbowe
              sprawy, to mi sie nawarstwi tak, ze kompletnie nie podolam, ale takie
              autotlumaczenie nie trafia do mnie! Cudze tez nie. Tak naprawde chyba zawsze
              mialam tego typu problemy, ale taki prawdziwy opor pojawil sie pewnego dnia w
              sierpniu i tak juz zostalo. Nie robie doslownie nic.

              maly.ksiaze napisał:

              > Może poszukaj 'innego czegoś' do zrobienia? Czy masz problem z obsługą
              własnej
              > codzienności, czy też jest konkretne, wielkie 'coś', które zrobić powinnaś, a
              > nie możesz? No i jeszcze: od dawna tak?
              >
              > Pozdrawiam,
              >
              > mk. (zaciekawiony)
              • maly.ksiaze Re: Gdzie chciałabym być? Co chciałabym robić? 17.12.03, 17:07
                A co robisz? Tak z grubsza, oczywiście. Ja tak mam jakieś 3 lata i zaczynam
                przypuszczać, że wszyscy wokół już wiedzą. Wiedzą i na to przystają. Że płacą
                mi przez cały rok właśnie za te kilka tygodni w 'ferworze walki'.
                Wiem, że wtedy jestem naprawdę dobry.

                Pozdrawiam,

                mk.
                • zonda Re: Gdzie chciałabym być? Co chciałabym robić? 17.12.03, 17:11
                  z grubsza to zajmuje sie przygotowywaniem gigantycznych imprez - sam rozumiesz,
                  ze w tym przypadku zrywy nie zdaja egzaminu tylko regularna praca przez kilka-
                  nascie miesiecy. Moze wczesniej mi to nie przeszkadzalo bo praca byla inna i
                  mozna bylo bujac w oblokach...

                  maly.ksiaze napisał:

                  > A co robisz? Tak z grubsza, oczywiście. Ja tak mam jakieś 3 lata i zaczynam
                  > przypuszczać, że wszyscy wokół już wiedzą. Wiedzą i na to przystają. Że płacą
                  > mi przez cały rok właśnie za te kilka tygodni w 'ferworze walki'.
                  > Wiem, że wtedy jestem naprawdę dobry.
                  >
                  > Pozdrawiam,
                  >
                  > mk.
                  • maly.ksiaze Może przeczekaj w kąciku? 17.12.03, 17:21
                    Tak jak teraz...? Nie wiem zupełnie, czy coś Ci mogę poradzić - bo ja sobie
                    niezbyt radzę. Po prostu ma szczęście mieć pracę, w której jakoś mi to płazem
                    uchodzi. Ale jak Ci nie przejdzie...
                    Mnie ostatnio pomogła zmiana pracy. Jakieś 5 lat temu to było - na mniej
                    więcej 2 lata odzyskałem animusz.

                    Pozdrawiam,

                    mk.
          • cytrynka4 Re: Gdzie chciałabym być? Co chciałabym robić? 17.12.03, 16:46
            właśnie niby można by sobie "odpuścić", przestać się przejmować, że trzeba coś
            zrobić, że powinno się przeżyć życie z sensem, że powinno się coś osiągnąć
            ale co wtedy właśnie ten kąt, pajęczyny, zagłodzone rybki i niezapłacony
            czynsz,,,o to chodzi...?
            • zonda Re: Gdzie chciałabym być? Co chciałabym robić? 17.12.03, 17:07
              wiesz to jest troche tak jak z alkoholikami - trudno zrozumiec trzezwemu,
              dlaczego taki zachlewa sie na smierc. Rybki mi nie zdychaja, w kacie nie
              siedze. Smialo moge powiedziec, ze w zyciu osiagnelam nieco wiecej niz moi
              rowiesnicy. Problem w tym, ze ludziom dzialanie wychodzi naturalnie, a ja do
              najprostszej czynnosci musze przygotowac, a potem zmusic, co czesto mi sie nie
              udaje. Czasem czasem tak jaby zapominam o tym wszystkim i wtedy dzialam. Takie
              chwile sa jednak rzadkie.

              cytrynka4 napisała:

              > właśnie niby można by sobie "odpuścić", przestać się przejmować, że trzeba
              coś
              > zrobić, że powinno się przeżyć życie z sensem, że powinno się coś osiągnąć
              > ale co wtedy właśnie ten kąt, pajęczyny, zagłodzone rybki i niezapłacony
              > czynsz,,,o to chodzi...?
              • cytrynka4 Re: Gdzie chciałabym być? Co chciałabym robić? 17.12.03, 17:14


                oj uwierz mi mam podobny problem, nawet chciałam podobny wątek zamieścić
                dzisiaj na forum.
                Chciałabym czasem czegoś chcieć i żeby to było moją motywacją do robienia
                czegoś a nie tak jak napisałam wcześniej zmuszać się do zrobienia czegoś i
                dopiero potem ewnentualnie odczuć satysfakcję z tego, że jednak się "wzięłam".

                oki muszę spadać nakarmić rybki

                może jednak pomyśl nad urlopem???zmniejszeniem tymczasowo obrotów???


    • Gość: Ethlinn Re: Gdzie chciałabym być? Co chciałabym robić? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.12.03, 17:00
      Rozczulił mnie ogromnie ten wątek...;-)
      Pozdrawiam Was Wszystkich
      • kurde.bemol Re: Gdzie chciałabym być? Co chciałabym robić? 17.12.03, 17:12
        chcesz wypelnic aplikacje ? wpisowe jest jedno: opisac swoj sufit.
        • ethlin Re: Gdzie chciałabym być? Co chciałabym robić? 17.12.03, 17:13
          Mój sufit fajny jest;-)))
          • kurde.bemol Re: Gdzie chciałabym być? Co chciałabym robić? 17.12.03, 17:15
            starczy. przyjetys do klubu. zeby dojsc do takiej konkluzji, trzeba sie niezle
            przylozyc.
            • zonda Re: Gdzie chciałabym być? Co chciałabym robić? 17.12.03, 17:17
              napiszcie mi jak pracujecie? Czy siedzieic sami w gabinecie czy w wiekszym
              gronie? co wtedy robicie? Ja mam uroczy duecik na nieszczescie, no ale jest tez
              forum + odpowiednio skupiony wyraz twarzy ;0

              kurde.bemol napisał:

              > starczy. przyjetys do klubu. zeby dojsc do takiej konkluzji, trzeba sie
              niezle
              > przylozyc.
              • ethlin Re: Gdzie chciałabym być? Co chciałabym robić? 17.12.03, 17:20
                Ja nie pracuję. Ja "piszę" pracę magisterską;-)
              • maly.ksiaze Re: Gdzie chciałabym być? Co chciałabym robić? 17.12.03, 17:29
                Pracuję (głównie) sam. Nie w gabineciku, bo u nas nie ma gabinecików (tzn.
                tylko Jego Świątobliwość z orszakiem mają), ale moje 'pudełko' ma okno
                wychodzące na las i jest jednym z większych. Z wysokimi ścianami, mogę się
                zatem gapić przez to okno - teraz zimno i szaro, ale jesienią dużo ptaków się
                kręci (najfajniejsze są kolibry i kardynały).
                Gdyby Najwyższy (Matka Natura, czy w co tam wierzycie) stworzył nas do
                siedzenia w biurze, mielibyśmy krótsze nogi i większe tyłki.

                O, jutro przyjeżdza ekipa, dla której mam wygłosić kazanie. A ja zamiast się
                szykować, siedzę na forum. Czy ktoś mógłby mnie zmotywować?

                Pozdrawiam,

                mk.

                Pozdrawiam,

                mk.
                • kurde.bemol Re: Gdzie chciałabym być? Co chciałabym robić? 17.12.03, 17:45
                  a ty przypadkiem nie jakis zakonnik ? kazania, jego swietojebliwsci ...
                  • maly.ksiaze Nie, nie zakonnik... 17.12.03, 18:03
                    ...ale dzisiaj jestem w takim mnisim nastroju.

                    Pozdrawiam,

                    mk.
                    • kurde.bemol Re: Nie, nie zakonnik... 17.12.03, 18:37
                      na mnisi nastroj nie ma jak mniszka, hihi
                      • ethlin Albo mniszek 17.12.03, 18:40
                        lekarski, hihihihihi;-)
                        • kurde.bemol Re: Albo mniszek 17.12.03, 18:53
                          tak, zalezy kto co pod sutannica nosi ...hihihihi
            • ethlin Re: Gdzie chciałabym być? Co chciałabym robić? 17.12.03, 17:19
              Ja to ona;-) Składam wyrazy wdzięczności za uznanie mnie godną;-)
              A śniło mi sie dzisiaj że wylegiwałam się nad Adriatykiem...
              • kurde.bemol Re: Gdzie chciałabym być? Co chciałabym robić? 17.12.03, 17:25
                jak mam to rozumiec ? ty to ona czy ty. w glowie mi sie kreci.
                • ethlin Re: Gdzie chciałabym być? Co chciałabym robić? 17.12.03, 17:29
                  Ja to ona, ale ona to już chyba nie ja???
                  • kurde.bemol Re: Gdzie chciałabym być? Co chciałabym robić? 17.12.03, 17:43
                    stop. ty to ona czy ja to ona ? z twojego postu wynika, ze ja to ona,
                    a przeciez ja nie jestem nia !!! a gdybym nawet byl nia, to i tak (wedlug tego
                    co mowisz)ona nie bylaby toba (twoje ja). czy moglabys to wszystko wyjasnic ?
                    • Gość: gf Re: Gdzie chciałabym być? Co chciałabym robić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.12.03, 17:47
                      w każdym razie ona to nie ja ;)))
                      • kurde.bemol Re: Gdzie chciałabym być? Co chciałabym robić? 17.12.03, 17:51
                        hej !!!!!!!!!!!!!!!!!!!! gdzie bylas jak cie nie bylo ??????????????
                        to wiem, ze Ty to nie ona. nie ma takiej jak Ty.
                        • Gość: gf Re: Gdzie chciałabym być? Co chciałabym robić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.12.03, 17:57
                          tak mówisz, jakby mnie nie było miesiąc, hihi ;)
                          • kurde.bemol Re: Gdzie chciałabym być? Co chciałabym robić? 17.12.03, 18:06
                            bez Ciebie i godzina dluzy sie jak miesiac, hihi
                            • Gość: gf Re: Gdzie chciałabym być? Co chciałabym robić? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.12.03, 19:43
                              > bez Ciebie i godzina dluzy sie jak miesiac, hihi

                              :)))))))))
                          • Gość: Ethlinn Re: Gdzie chciałabym być? Co chciałabym robić? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.12.03, 18:12
                            Zmuszasz mnie do odpowiedzi na to pytanie egzystencjalne... KIM JESTEM?
                            A ja tylko chciałam napisać że mam fajny sufit;-(
    • trzcina Re: Gdzie chciałabym być? Co chciałabym robić? 17.12.03, 19:21
      Bliżniaki w duszy kochane:)
      Zawsze nazywałam to hebefrenią łamaną przez katatonię, oba stany lubiane jednako.
      pierwszy sprawia (ł?), że robię za jednostkę dynamiczną, ślizgającą się po wierzcholkach, drugi
      nieodmiennie wzbudza niepokój najbliższych, że coś mi dolega. Może i dolega, ale kiedy... ja
      lubię tak się zapadać, no, niekoniecznie w obserwacji sufitu:), lubię wyleźć na największą w
      okolicy górę i tam się napawać, jak to było? coś tam wei - nic nie robieniem. Czyli coś zrobić, by
      w pięknych okolicznościach przyrody nic nie robić.
      Mózg wypala, a potem on musi poleżeć odłogiem, czy co?
      t.))
      • kurde.bemol Re: Gdzie chciałabym być? Co chciałabym robić? 17.12.03, 19:32
        wu wei
        • trzcina Re: Gdzie chciałabym być? Co chciałabym robić? 17.12.03, 19:44
          Liczyłam na Ciebie:)
          t.))
          • kurde.bemol Re: Gdzie chciałabym być? Co chciałabym robić? 17.12.03, 19:56
            zawsze do uslug trzcinko
            Uczen Niedoscignionego Mistrza Imagine,
            tylko kurde.bemol
    • qw5 Zonda 17.12.03, 19:48
      Do gabinetów psychologów coraz częściej pukają ludzie, którzy osiągnęli w życiu
      zawodowym niemal wszystko, świetne stanowisko w świetnej firmie, duże
      pieniądze, a jednak odczucia dokladnie takie same jak u Ciebie.

      Nie pomyślałaś o tym, że ta praca może po prostu nie jest dla Ciebie. Wiem
      doskonale jak ważne są względy ekonomiczne, ale czasem warto (o ile sie da)
      rozważyć, czy lepiej być biedniejszym a jednak szczęśliwszym. Nie ma nic
      gorszego niż życ wbrew sobie, owszem można, ale tak to już jakoś jest, że
      organizm wysyła sygnały, najpierw subtelne potem coraz powazniejsze, że coś
      jest nie tak.
      • zonda Re: Zonda 18.12.03, 11:47
        Ale czy ci ludzie nie sa wstanie zmusic sie nawet do rzeczy, ktore im sprawiaja
        przyjemnosc? Tylko siedza i mysla o tym, jak fantastycznie byloby zrobic to czy
        tamto, mimo, ze tak naprawde wystarczyloby sie podniesc i ZACZAC DZIALAC??
        Co do osiagow, to tez nie tak. Dopiero co zaczelam raptem osiagac. Mam do
        kupienia mieszkanie. Nie jestem wiec bogata. Obnizenie poziomu? Nie da rady, bo
        az na takim nie jestem, zeby poprzeczke znizac. Patrze tylko na swoich
        szkolnych kolegow i wiem, ze sa gdzies tam za mna i ze tak naprawde, mam
        niezlego farta.

        qw5 napisała:

        > Do gabinetów psychologów coraz częściej pukają ludzie, którzy osiągnęli w
        życiu
        >
        > zawodowym niemal wszystko, świetne stanowisko w świetnej firmie, duże
        > pieniądze, a jednak odczucia dokladnie takie same jak u Ciebie.
        >
        > Nie pomyślałaś o tym, że ta praca może po prostu nie jest dla Ciebie. Wiem
        > doskonale jak ważne są względy ekonomiczne, ale czasem warto (o ile sie da)
        > rozważyć, czy lepiej być biedniejszym a jednak szczęśliwszym. Nie ma nic
        > gorszego niż życ wbrew sobie, owszem można, ale tak to już jakoś jest, że
        > organizm wysyła sygnały, najpierw subtelne potem coraz powazniejsze, że coś
        > jest nie tak.
        • Gość: soso zonda, nie jest zle... IP: 195.41.66.* 18.12.03, 13:08
          Chyba nie wiesz, czym moze byc lenistwo. Z Toba nie jest chyba jednak tak zle.
          Szczegolnie, ze masz swiadomosc tego, ze mozesz wiecej.

          pzdrw

          soso
          • zonda Re: zonda, nie jest zle... 18.12.03, 13:14
            Ech jest tyle rzeczy ktore chcialabym ZROBIC I PRZEZYC, ale wiekszosci z nich
            nawet nie powacham, bo bede siedziec i myslec, jaby to bylo milo, gdybym tak
            mogla to zrobic... To nie jest lenistwo soso - to raczej cos z glowa hmmmmm...

            Gość portalu: soso napisał(a):

            > Chyba nie wiesz, czym moze byc lenistwo. Z Toba nie jest chyba jednak tak
            zle.
            > Szczegolnie, ze masz swiadomosc tego, ze mozesz wiecej.
            >
            > pzdrw
            >
            > soso
            • Gość: soso Re: zonda, nie jest zle... IP: 195.41.66.* 18.12.03, 15:06

              No wiec wez sie w garsc. Czesto jest tak, ze potrzebujemy wykopu, tego czegos
              na poczatku a potem jest calkiem do rzeczy. Nie chce Ci sie zwlec z lozka? Ale
              poszlabyc do kina? No to sporbuj zmobilizowac sie tylko na chwile, do momentu
              wyjscia z domu. Potem juz samo jakos pojdzie a po powrocie z kina przezyjesz
              nirawane - kruca_fix, bylam w kinie! Jakie to wspaniale!

              Tak nawiasem mowiac jest taka piosenka pana EC, 'Alibi'. Wszedzie szukamy
              alibi, caly nasz wysilek koncentruje sie na alibi, siostra sie puszcza, brat
              paleta sie po ulicach wiec i moje zycie kiepskie. W pracy szef nie taki, robota
              nie taka, wyksztalcenie nie pasuje, w totku zawsze nie te numery - alibi,
              alibi, alibi. Rodzice nie kochaja tak jakbysmy chcieli, pogoda do chrzanu,
              rower zepsuty, zarcie nieswieze. Alibi, alibi, alibi. Politycy kradna, ceny ida
              w gore, wojna w krajach na I i na A. Alibi, alibi, alibi.

              A kurtka na wacie! Moze by tak ruszyc tylek!!!

              To juz moj komentarz bo ta piosenka tylko taka puente podpowiada a nie mowi
              wprost. Ale moze wlasnie to jest o Tobie?


              pzdrw

              soso












              ^¨^
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka