zonda
17.12.03, 13:16
Pytania z serii „czy Bóg istnieje?”... Wstydzę się przed samą sobą, że nie
chciałabym robić niczego, co wymaga działania i istnienia. Tylko
kontemplacja. Przyjemne śniadanko o późnym poranku, potem filmik, książeczka,
jakieś kino, coś napisać, coś przeczytać, trochę potańczyć i porozmawiać. A
gdzie tu miejsce na zupę pomidorową, na to całe życiowe
zamieszanie „obowiązkowo 10 godzin poza domem w celu a jakże wyższym, co z
tego że dla nas bez sensu, jeśli nam płacą”. Jestem tylko wyższym gatunkiem
dresa! Nie ma co ukrywać! Żadnej żądzy, żadnego instynktu przetrwania! Tylko
lenistwo w czystej postaci. Całymi dniami umieram, bo nie mam nic, co
trzymałoby mnie w ucywilizowanych ryzach. Całymi dniami chcę pójść, po prostu
gdzieś sobie pójść. Uratować może mnie tylko wygrana w totka. W pełni
szczęścia zarosnę wtedy pajęczyną w ciemnym kącie. I będzie mi naprawdę
przyjemnie.