r.richelieu
20.12.03, 11:40
Weszłam niedawno w posiadanie skóry z kuny. Takiej z łepkiem, 4 nogami, kitą.
Mam znajomego krawca futrzanego ;) ścinki czasem mi się trafią, a czasem coś
większego. Nie ukrywam, że bardzo mi się spodobała no więc igła w ruch.
Podszyłam czym trzeba, zrobiłam kołnierz. Łapki zostały bo bardzo ładnie
wyprawione były. No i teraz zastanawiam się na ile te łapki mogą być powodem
oburzenia "ekologów". Widzi się mnóstwo futer chodzących po ulicach, raczej
jako nieśmiały dodatek do płaszczy czy żakietów. Nawet wielki kołnierz z lisa
z obciętymi łapkami, ale z treścią srebrno-lisią bucha po oczach. Nie mówiąc
już o całych płaszczach, choć te już rzadko, bo kogo stać jeśli jedna skórka
kosztuje 70-100zł. Ale wydają się być nie rzucającymi w oczy, bo bez łapek. A
jeśli bez łapek to może sztuczne. A jeśli sztuczne to w porząsiu. To
hipokryzja, a nie w porząsiu.
Dopóki nie widzi się ewidentnych oznak to udaje, że sprawy nie ma.
to dziwne
bo wydawało mi się, że jest dokładnie na odwrót, że z igły robi się widły, a
z żaby krokodyla