klosowski333
27.08.09, 11:31
Kiedys uslyszalem, ze "to sie leczy", jakby grafomania zwiazana byla z jakims
zaburzeniem psychicznym. Czy aby na pewno?
Cierpie na to od zawsze. Pisze niebywale rozwlekle. W szkole podstawowej i
sredniej ta moja sklonnosc przez zadna polonistke nie byla tepiona. Najdluzsze
na swiecie wypracowania w ich opinii swiadczyly o moim zdrowym zaangazowaniu i
pracowitosci.
W listach do znajomych nie mam zadnego umiaru. Dlugie teksty z soczystymi
ozdobnikami, okraszone niezliczona iloscia synonimow wymienianych jedno za
drugim jakbym chcial udowodnic, ze posiadam bogaty zasob slow. Totalny
przerost formy nad trescia. Rozbudowane sentencje nt wlasnego samopoczucia i
stanu ducha.
W tzw slowie mowionym bylo kiedys to samo. Gadulą bylem nieprawdopodobnym. Ja
w zasadzie nie mowilem, tylko trajkotalem albo szczekalem. Potok slow, a wsrod
nich ulamek promila tresci i sensu.
Staram sie ograniczac, ale wtedy mam wrazenie, ze sam siebie knebluje, ze
przed innymi udaje kogos kim w gruncie rzeczy nie jestem. Przeciez czesc ludzi
mnie kiedys akceptowala i tolerowala mimo gadulstwa.
Mam spore potrzeby natury towarzyskiej, niezbyt zaspokojone. Ale z wiekiem
wyciszylem sie, staram sie nie walic glowa w mur. Dzis gadula ciezko byloby
mnie nazwac, choc mam jeszcze czasem dawne "zrywy". Ale w pisaniu wciaz
rozpedzam sie niemilosiernie i gdyby nie odrobina zdrowego rozsadku moglbym
nigdy nie skonczyc.
Jak z tym walczyc? Jak stac sie kims, ze tak powiem, w normie? Byc moze jestem
zbyt malo inteligentny by opanowac dar zwięzlego formulowania mysli i
przekazywania wiedzy i informacji. Byc moze na grafomanie jestem po prostu
skazany?