Dodaj do ulubionych

Wasze PIERWSZE "kobiece" kosmetyki.

IP: *.jgora.dialog.net.pl 10.05.05, 18:34
Pamietacie Wasz pierwszy kremik?? mleczko?? puder?? podkradalyscie mamie i w
wieku lat nastu uzywalyscie silnie liftingujacego?? mi moje pierwsze
dziewczece kosmetyki przypomnialy sie, gdy odpisywalam na post "Czy
moglybyscie zyc bez kosmetykow". Uzywalam Eris. Chyba niezle, ale... raz, w
liceum, zapragnelam sie pomalowac. Zastosowalam wowczas silnie marchewkowy
puder dla nastolatek (tak, tak) i koszmarna, papuzio - ceglasta szminke wraz
z konturowka o identycznej oszalamiajacej barwie. Jak to bylo z Wami?
Obserwuj wątek
    • Gość: Misia Re: Wasze PIERWSZE "kobiece" kosmetyki. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.05.05, 18:39
      Chodziłyśmy z mamą zawsze do tego samego sklepu z kosmetykami.
      To była szkoła podstawowa.
      Stwierdziłam ,że czas zacząć dbać o siebie, a konkretnie zapobiegać zmarszczkom
      pod oczami.
      Pollena Lechia wypuściła wtedy dwa nowe kremy z wyciagu z owsa- chyba się Avena
      nazywały,taki żółtawy słoiczek.
      Zaczęłam podkradać mamie krem nawilżający z tej linii.
      W końcu za kieszonkowe kupiłam sobie własny i się codziennie wieczorem
      smarowałam.
    • voluptas Re: Wasze PIERWSZE "kobiece" kosmetyki. 10.05.05, 19:07
      Byłam wtedy w czwartej klasie szkoły podstawowej. Miała się właśnie odbyć
      klasowa dyskoteka, na której miał być również ówczesny obiekt moich wstchnień...
      Postanowiłam zrobić się na bóstwo. Pamiętam jak dziś, że rozbiłam [dosłownie :(]
      świnkę-skarbonke i wybrałam się na zakupy do osiedlowej drogerii... To była
      pierwsza połowa lat 90-tych, wszystko było jeszcze sirmiężne i
      postsocjalistyczne, z tą drogerią na czele. Nabyłam wtedy ku głębokiemu
      zdziwieniu ekspedientek plus kolejki: puder (w kolorze jak najbardziej
      nieodpowiednim - za ciemnym), cienie - brązowe, szminkę (brązową), tusz
      (brązowy), lakier do włosów supermocny i (jakby nie zadziałał) - żel. Żeby mieć
      gdzie to schować do listy zakupów dorzuciłam jeszcze kosmatyczkę - starczyło
      kasy. Kiedy zdziwiona sklepowa zapytała po co mi to, bez zmrużenia okiem
      zełgałam, że prezent dla mamy na urodziny ;) Poszłam z tym do domu i zamknęłam
      się w łazience. Najpierw się wykąpałam, umyłam włosy, nałożyłam żel, wysuszyłam,
      natapiowałam, poprawiłam lakierem. Potem zabrałam się za twarz. Nie raz, nie dwa
      przecież widziałam, jak mama to robiła - więc nie mogło być przecież trudne.
      Nałożyłam puder (w sztucznym świetle łazienki wyglądał OK), z cieniami miałam
      już większe probmemy, wyszły plamy, acz na szczęście poprzestałam na
      jaśniejszych, z tuszem było koszmarnie, bo ręka zupełnie niewprawna, więc
      wymazane miałam nim oko naokoło, plus posklejałam wszystko, co było do
      posklejania, ciemny brąz na ustach dopełniał całości - tak wysztafirowana
      poszłam dumnie na dyskotekę. Ludzie się na mnie na ulicy coś dziwnie patrzyli,
      ale składałam to na karb mojego "dorosłego" wyglądu. Od ostatecznej
      kompromitacji uratowała mnie zaprzjaźniona bibliotekarka, którą spotkałam w
      drzwiach szkoły, a która na mój widok najpierw dostała ataku spazmatycznego
      śmiechu, a potem pokazała mi lusterko (tym razem w dziennym świetle) i kazała
      się umyć, a włosy rozczesać i związać. Wielbić ją za to będę na wieki, bo dzięki
      temu uniknęłam występu przed całą klasą plus obiektem westchnień w image'u
      młodocianej prostytutki, która dodatkowo nie potrafi się malować ;) Wtedy też na
      tyle zraziłam się do zakupionego zestawu, że tuż po powrocie wyladował w koszu ;)
      Potem były jeszcze inne wpadki, np. w 8 klasie polonistka, zresztą złota
      kobieta, wywaliła mnie z lekcji z zaleceniem wymycia facjaty, bom się przed
      wyjściem z domu nieopatrznie wypudrowała pudrem matki, która dopasowała go do
      swojej karnacji, a intensywnie używała wtedy samoopalacza...
      Malować "na serio" zaczęłam się natomiast tuz przed "osiemnastką", pospołu
      zresztą z kilkoma innymi pannami z klasy - z łezką w oku wspominam
      ekwilibrystykę, jakiej wymagało malowanie się pod ławką na historii w czasie
      wyświetlania przez historyczkę nudnych jak flaki z olejem filmów&kronik. Wtedy
      już na szczęście trochę pracowałam, więc stać mnie było na własne kosmetyki i po
      jakimś czasie to matka zaczęła mi je podbierać... ale to już zupełnie inna
      historia ;)
    • Gość: Natalia Re: Wasze PIERWSZE "kobiece" kosmetyki. IP: 82.160.110.* 10.05.05, 19:25
      Pierwsze kolorowe kosmetyki podbierałąm mamie i zachąłnnie się nimi smarowałm
      kiedy nikogo nie było w domu;-)Byłam strasznie podekscytowana,ze sie
      maluje,hehehehehehehe.Pierwszą pomadke w jakimś ceglasto-czerwono-brazowym
      kolorze kupiłąm sobie w podstawówce przed szkolna dyskoteką;-)Kupiłam tez jakis
      tani,badziewny puder prasowany w pomarańczowym kolorze...W liceum pamietam,ze z
      koleżanka namięynie kupowąłysmy pomadki i konturówki i sie tym
      paćkałyśmy.Czasmi byłysmy tak wymalowane,że wyglądalyśmy jak klauny:-DPamietam
      tez jak w pierwszej ;ub drugiej klasie liceum kupiłąm sobie taki prasowany
      puder Vipery w granatowym,prostokatnym pudełku:-)Kupowałm tez wtedy duzo pomadek
      (najczęściej z Bell)oraz podkłady,fluidy którymi sie smrowałm z koleżanka nawet
      na miescie tzn gdzies na ławce w parku,hehehehehehehehehe:-)Takie byłyśmy
      zarajcowane,ze mamy "dorosłe,kobiece,kosmetyki do makijazu",ze używąłysmy ich
      az w nadmiarze:-P
    • bzzzk Re: Wasze PIERWSZE "kobiece" kosmetyki. 10.05.05, 19:30
      pierwszy krem, to o ile dobrze pamiętam nawilżający Erisu do cery trądzikowej
      (miałam z tym problem od zawsze...), miałam wtedy jakieś 11,12 lat. puder to
      też Erisu, w kremie, z tej samej serii, szkoła podstawowa, czyli okres kiedy
      usilnie walczyłam z moją oliwkową cerą, bo chciałam mieć buzię bardzo jasną
      najlepiej z różowym odcieniem;) więc kupowałam najjaśniejszy i
      wyglądałam...hmm...dziwnie;) na nieszczęście na moją 5,6 klasę podstawówki
      przypadła moda na intensywne kolory typu pomarańczowy, żółty, zielony, może
      któraś z Was pamięta, takie odcienie jak flamastry do zakreślania;) i ja
      uparcie malowałam paznokcie na takie kolorki na różne szkolne dyskoteki.
      okropność;) potem, już koniec szkoły podstawowej, to właśnie moje zmagania z
      kolorem cery, malowanie powiek i ust na jasnoróżowo, przez co wyglądałam jak
      kosmita przy mojej cerze, coś koszmarnego;) mamie niczego nie podkradałam na
      ogół, bo zabraniała (i słusznie!;) ) a liceum już bez żadnych wpadek, o dziwo:)
      poważnie myślałam o zajęciu się wizażem, więc nie miałam problemów z malowaniem
      się i dobraniem kolorów, na szczęście;)
      pzdr.
    • Gość: kalina Re: Wasze PIERWSZE "kobiece" kosmetyki. IP: *.slp.vectranet.pl / 195.136.35.* 10.05.05, 19:51
      Pierwsze kosmetyki ? :))))jak sobie to przypomne to "boki zrywam" jestem
      naturalna blondynka a stosowałam bardzo ciemny puder wygladalam jakbym uciekła
      z afryki a do tego koniecznie wrecz obowiązkowo...niebieski tusz do rzęs i
      takie też kreski! pamietam te spojrzenia ludzi do dzis-wtedy myslalam ze
      wygladam tak super!teraz wiem dlaczego się tak na mnie patrzyli:))))i wcale się
      im nie dziwie!
    • Gość: Iza Re: Wasze PIERWSZE "kobiece" kosmetyki. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.05.05, 20:37
      U mnie zaczęło się podobnie, z tym, że od kosmetyczki. Za pierwsze zarobione na
      wakacjach pieniądze kupiłam sobie modny wówczas usztywniany kuferek na
      kosmetyki z lustereczkiem. Pierwszymi kosmetykami były Tonik do twarzy AA i
      kremy wiesiołkowy i oliwkowy Ziaja. Spaskudziłam sobie nimi cerę na długo, bo
      miałam młodą, przetłuszczającą się skórę a zaczęłam sobie ładować takie
      tłuściochy na twarz. W okolicach 6-7 klasy podstawówki zaczęłam podkradać
      starszej siostrze puder w kamieniu i tusz do rzęs (pamiętam jeszcze to był
      brązowy oriflame ;) Nie zapomnę też jak przed szkolnymi dyskotekami umawiałyśmy
      się u jednej z koleżanek w domu, każda znosiła jakie miała kosmetyki i było
      wielkie malowanie (bo matki nie wypuściłyby nas umalowanych z domu ;)) Ogólnie
      wyglądało to tak: Wszystkie używałyśmy jednego koloru pudru, usta obrysowane
      ciemnobrązową konturówką, potem oczy na niebiesko, tusz do rzęs a jak się coś
      pomazało, to zamalowywałyśmy korektorem do twarzy. :)hehe Ehhhh... to były
      czasy... całe szczęście już mi porzeszło to malowanie :)
      Pozdrawiam, Izka
    • sitc Re: Wasze PIERWSZE "kobiece" kosmetyki. 10.05.05, 21:12
      Oj pamiętam większość z nich. Pierwszy mój własny kosmetyk to był w wieku ok.11
      lat tonik antybakteryjny Soraii. Potem nieśmiało zaczęłam pudrować nos pudrem
      mamy (bo chciałam brać przykład z Tereski z powieści Chmielewskiej :)) w piątej
      lub szóstej klasie podstawówki, mniej więcej w tym czasie bodajże na sylwestra
      sięgnęłam bo podkład mamy, pamiętam był z Oriflame w takiej ładnej beżowo-
      różowawej tubce :) Malować się własnymi kosmetykami zaczęłam mając gdzies 15
      lat, dzięki starszej o 5 lat sąsiadce która była w tym zakresie dla mnie
      swoistym guru. Wraz z koleżanką z klasy uskuteczniałyśmy makijaże oraz
      zawalanie łazienki coraz to nowymi kosmetykami. Z pierwszych moich własnych
      kosmetyków pamiętam podkład i tusz miss sporty, podkłady avonu, tusz one great
      mascara, krem brzoskwiniowy, krem i mleczko ponds, puder i podkłady max factor,
      cienie avon, było tego mnóstwo ale jakoś nic więcej mi w pamięć nie zapadło.
      • Gość: Aknee Re: Wasze PIERWSZE "kobiece" kosmetyki. IP: *.jgora.dialog.net.pl 10.05.05, 22:44
        Zauwazylyscie, ze jako malolaty kochalysmy sie w brazach i pomaranczach??
        ciekawe dlaczego... Mama jak zobaczyla moja pierwsza szminke, to jej glos
        odebralo. Pamietam, ze byla ona (szminka, a nie mama) potwornie, nieludzko...
        twarda. Omal sobie calego naskorka z ust nie zdarlam, tak usilnie probowalam
        wykonac makijaz :)
        • misia.m Re: Wasze PIERWSZE "kobiece" kosmetyki. 10.05.05, 22:52
          W moim przypadku były perłowe szminki,takie prawie białe:)
          Przez wiele lat nie potrafiłam sobie dobrać koloru podkładu,zawsze był na mnie
          za ciemny,w porównaniu z koleżankami.
          Bardzo się męczyłam z cieniami do powiek , bo nie umiałam ładnie nałożyć kilku
          odcieni jednocześnie na powiece,a koleżanki miały to już opanowane perfekcyjnie.
        • Gość: Natalia Re: Wasze PIERWSZE "kobiece" kosmetyki. IP: 82.160.110.* 11.05.05, 00:32
          Zgadza się z tymi brązami i pomaranczami:-)Ja jako nastolatka miałam fioła na
          punkcie wszelkich pomarńczowych pudrów(wygladałam jak pomarncza tak pomalowana:-
          /)oraz na punkcie brązowych pomadek i konturówek a takze brązowych cieni do oczu
          (co przy mich brazowych tęczówkach strasznie wygladały te brazowe cienie)
          Echh...jako małolata miałam "dziwny" gust i poczucie dobrego smaku i
          estetyki,hehehehehehehehehehehe:-)Ale jest co wspominac,niekiedy było
          wesoło,szczególnie jak tak kosmicznie umalowana przyszłam na lekcje;-)
          • Gość: Łodzianka Re: Wasze PIERWSZE "kobiece" kosmetyki. IP: *.astral.lodz.pl 11.05.05, 07:49
            do 19go roku zycia przeciwtradzikowe, pamietam masci, ktore brudzily poduszki,
            clearasil. A jak mialam 19 lat, trafilam pewnego razu na pania, ktora wcisnela
            mi caly zestaw z Miraculum, zel do mycia twarzy, tonik i krem. A bylo to w 1996
            chyba. :)
    • Gość: mia Re: Wasze PIERWSZE "kobiece" kosmetyki. IP: *.bater.net.pl / 83.238.20.* 11.05.05, 10:00
      pamietam moje pierwsze przygody z samoopalaczem mamy w trzeciej klasie
      podstawowki :P kosmetyk byl dobry, ja jednak nakladalam go oczywiscie w
      ilosciach, ktore normalnie wystarczylyby na co najmniej 5 uzyc :P i to tylko na
      twarz i dlonie :)) zostawaly koszmarnie pomaranczowe, poza tym nie udawalo mi
      sie rozsmarowac specyfiku rownomiernie, wiec bylam cala w plamy i kropki...
      zarzucilam uzywanie samoopalacza, kiedy pewnego razu przyjaciolka dziwnym tonem
      co chwila powtarzala pytanie, czy aby na pewno nic mi nie jest :PP

      kolejnym kosmetykiem podkradanym mamie, ktory pamietam, to byl algowy specyfik
      oriflame'u na cellulit :P namietnie nakladalam go na swoje nogi i cieszylam
      sie, ze dzieki niemu moja skora jest taka jedrna i gladka (mialam moze ze 12
      lat, wiec sila rzeczy musiala byc :))

      co do makijazu, to mama niewiele tego miala. jeden tusz i kilka kredek do oczu,
      zazwyczaj fioletowych albo niebieskich. tusz podbieralam zawsze wieczorem i
      bawilam sie przed lustrem w rozne "makijaze". oczywiscie ciezko bylo domyc
      tusz, ktory byl zreszta wodoodporny... wiec na drugi dzien szlam do szkoly z
      oczami pandy :)))

      hmm podkradalam tez mamie peeling do twarzy, ktory stosowalam jako krem :PP i
      wiem, ze strasznie mnie dziwily te zostajace grudki...

      a z pierwszych takich moich prawdziwych, to tonik clearasilu, jakis na
      pryszcze.
    • isault Re: Wasze PIERWSZE "kobiece" kosmetyki. 11.05.05, 11:45
      umieram ze smiechu jak to czytam dziewczyny! :-)))))
      ja takich przygód nie miałam - pamiętam że pierwszym dorosłym kosmetykiem był
      dezodorant - bardzo chciałam mieć taki w sprayu i mocno pachnacy, bo takie
      miały wszystkie moje kolezanki, a tu mama kupiła mi w kulce i bezzapachowy
      (teraz dziękuje Bogu, że wtedy mama nie pozwoliła mi kupic takiego badziewia na
      jakie ja miałam ochote). Z malowaniem się było dożć dziwnie. Oczywiscie
      przeszłam przez etap maowania oczu cieniami mamy kiedy nikogo nie było w domu,
      ale nie przejwiałam ochoty by wyjść w tym na ulicę. To mama zaczęła kupować mi
      tusze do rzęs i korektor i podkład jak miałam jakieś 14 - 15 lat a ja
      przejwiałam upór w NIEMALOWNIU się aż do 2 roku studiów. Doprowadzałam ją tym
      do rozpaczy, bo nie wygladałm jak studentka odrobiona na błysk tylko 15 letnie
      dziecko :-) Ale teraz juz zasmakowałam w dobrze zrobionym oku i błyszczyku do
      ust wiec jednak jestm normalna ;-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka