IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.05, 23:43
wątek do wszystkich,którzy walczą z nałogiem (jak ja )oraz do tych,którym się
udało

jak się motywować?
jak nie przytyc?
jak nie miec apetytu?
pomóżcie,ja juz nie mam siły,proszę o rady sensowne,a nie typu:będziesz miała
pomarszczoną,szarą cerę,zaoszczędzisz i.t.p
Obserwuj wątek
    • Gość: len Re: papierosy IP: *.aster.pl / *.aster.pl 05.11.05, 00:10
      Ja poszłam na akupunkturę. Ze mną wybrała się mama i dwóch znajomych. Ja mam 27
      lat i paliłam 11 lat, mama ma 56 i paliła ze 35 lat, jeden znajomy 30 lat i
      palił ok 10 lat, drugi ok 50 i też ze 30 lat palił. Paliliśmy wszyscy dosyć
      dużo. Ja paliłam nie mniej, jak 2 paczki dziennie, czasem wiecej. Nigdy
      wcześniej nie rzucałam, nie miałam dnia przerwy w paleniu, zawsze od
      podstawówki paliłam dużo :/ Przestaliśmy palić już po pierwszym zabiegu. Zabieg
      wykonywał dr Li z Warszawy. Jeden zabieg kosztował 200 zł, następny jeżeli jest
      potrzebny 50%, a każdy następny gratis (pod warunkiem, że się przestrzega 3
      zasad: nie palić,nie przebywać w zadymionych pomieszczeniach, nie pić alkoholu
      w początkowym okresie rzucania palenia). Zabieg polegał na wbiciu 3 igieł w
      małżowinę uszną. W sumie byłam na trzech zabiegach, na drugi poszłam na wszelki
      wypadek, a na trzeci dla towarzystwa z koleżanką. Nie palimy już prawie dwa
      lata. Wszyscy przytyliśmy. Ja przytyłam z około 40 kg do 48 kg, mama około 10
      kg przytyła. Nie wierzę, że można zapanować nad organizmem i nie przytyć.
      Wierzę, że można usiłować nie przytyć i po prostu nie przytyć bardzo, a trochę.
      Osoby, które twierdzą inaczej, albo nigdy nie paliły, albo z natury są szczupłe
      i nie mają żadnych tendencji do tycia, a rzucenie palenia nie spowolniło u nich
      przemiany materii, albo paliły bardzo mało, okazyjnie, nie nałogowo, albo się
      nie znają :]

      Niestety, cały czas chce mi się palić. Obecnie po prostu jestem konsekwentna i
      to jest dla mnie główną motywacją - kontynuować, skoro tak długo udało mi sie
      nie palić. Początkowo silną motywacją było dla mnie odzyskanie zdrowia,
      kondycji i urody. Miałam nadzieję, że szybko i wyraźnie odczuję pozytywną
      różnicę, np poprawi mi się cera, kondycja skóry, przestaną wypadać mi włosy,
      będę miała więcej energii i siły na co dzień. No niestety, nic z tego :] Ani
      nie wyglądam lepiej, ani nie mam siły i energii. A wyglądam nawet gorzej, bo
      przytyłam. Musisz więc sobie znaleźć jakąś inną motywację na wszelki wypadek,
      bo ta niekoniecznie może być skuteczna.


      Pozdrawiam i życzę wytrwałości, konsekwencji i niewielu zbędnych kilogramów!
      • Gość: chesterfild Re: papierosy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.11.05, 09:18
        Dzięki len.No właśnie,z tą urodą po rzuceniu palenia to też według mnie
        bzdura.Zdarzyło mi sie nie palić kilka tygodni i uważam,że w tamtym okresie
        wyglądałam gorzej:blada,z podkrążonymi oczami,senna,zła,no całkiem do niczego.

        O akupunkturze słyszałam,2 moich kolegów poszło.Jeden zaczął palenie po kilku
        godzinach,drugi po tygodniu....
        Ja stosowalam plastry Niquitin,po jakimś czasie zupełnie mi one w paleniu nie
        przeszkadzaly....
        Bardzo bym chciała pozbyc sie tego nałogu,bo mam dość smrodu,a poza tym raka się
        boję
        Nie palę jakichś strasznych ilości,ok.10-15 dziennie,zaczynam dopiero po
        południu.Na szczęście w mojej pracy nie wolno palic,ale jak kończę kole wieczora
        to mam ochotę zapalic od razu 2 naraz...
        • Gość: len Re: papierosy IP: *.aster.pl / *.aster.pl 05.11.05, 14:14
          Są akupunktury i akupunktury, ja akurat byłam na akupunkturze u dr Li ;) Z tego
          co wiem, jego metoda cieszy się dużą skutecznością, trochę też o tym świadczy
          zniżka przy drugim zabiegu i zupełne zwolnienie z opłat przy każdym nastęnym,
          który na ogół nie jest już potrzebny. Chociaż oczywiście nie jest to metoda,
          która uwalnia człowieka od trudności związanych z zaprzestaniem palenia, mam
          wrażenie, że trochę mi je ułatwiła, a przede wszystkim - umożliwiła i dała
          pierwszy impuls do nieplenia. Na zabieg szłam bardzo sceptyczna, wcale nie
          miałam zamiaru w tamtym momencie życia przestać palić. Po prostu usłyszałam, że
          ten lekarz podobno jest bardzo skuteczny i że za kilka dni wyjeżdża z kraju być
          może już na zawsze. Kilka osób mi go polecało, więc poszłam, póki był, żeby
          sprawdzić te skuteczność. No i w ten sposób zaczęłam niepalić. Wzięłam przy
          okazji mamę i dwóch znajomych. Wzajemnie też się motywowaliśmy, na pewno miało
          to dla nas znaczenie, że wracając do nałogu obniżymy motywację pozostałych i
          spowodujemy prawdopodobnie, że i oni wrócą do nałogu.

          A słyszałaś o tym leku, który przyjmuje się co dzień, równocześnie z terapią
          można sobie palić, a stopniowo odchodzi chęć palenia? Nie pamiętam jego
          nazwy... Zorac? Nie wiem, czy nie mylę go z jakimś innym preparatem. Podobno
          terapia nim jest skuteczna, a odchodzenie od palenia przebiega łagodniej, bez
          objawów takich jak np depresja. Ja po rzuceniu palenia przez jakiś czas miałam
          depresję, okropnie źle psychicznie się czułam. Nie wiem, czy fajki są
          faszerowane jakimś szajsem, który po odstawieniu daje takie objawy - bezsenność
          albo nadmierna senność, depresja, apatia, itp, czy po prostu odstawienie
          nikotyny i wszystkich związków które pochodzą z tytoniu i podczas spalania
          tytoniu daje takie objawy. Dlatego osoby, które twierdzą, że rzuciły popijając
          chęć zapalenia szklanką wody i biegły na siłownię, brzmią dla mnie mało
          wiarygodnie. Bo albo paliły 3 papierosy na dzień, albo nie co dzień, albo
          krótko, albo mają dopiero 17 lat. Tak czy owak z tymi objawami po odstawieniu
          palenia dobrze podobno radzi sobie ten preparat, łagodzi je, zapobiega
          depresji, jakoś tam tonizuje samopoczucie. Jest oczywiście na recepty,
          przepisuje go lekarz chyba rodzinny, nie wiem. Na pewno można się takich
          szczegółów dowiedzieć w aptece.


          Pozdrawiam!
    • Gość: Asienka81 Re: papierosy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.11.05, 11:33
      ja paliłam dosyć długo i najgorsze w tym wszystkim jest to, że to lubiłam...
      szczerze powiem, że mi bardzo pomogły ćwiczenia, wiecznie gdzieś biegam na
      aerobik, kiedy chciało mi się palić wypijałam szklankę niegazowanej wody i
      jakoś tak przechodziło, nie przytyłam wcale, może dlatego, że zamiast się
      opychać wolałam napić się wody i spalam być może te kilogramy ćwiczeniami, ale
      i tak przede wszystkim silna wola, ja nie korzystałam z żadnych zabiegów, nie
      łykałam nic, nie używałam platrów i poradziłam sobie (mam nadzieję), nie palę
      już 5 miesiąc i jest mi z tym dobrze, a cera mi się poprawiła i przede
      wszysktim ubrania nie śmierdzą mi ciągle papierochami, choć szczerze powiem, że
      na imprezkach to mnie ciągnie, ale wiem, że nie mogę i już, nie wiem, czy coś
      pomogłam ale będę trzymać kciuki, żeby Tobie się udało:-) a to o czym pisałaś,
      że po kilku tygodniach wcale lepiej nie wyglądałaś było spowodowane tym, że
      chodziłaś zapewne rozdrażniona i myślałaś tylko o tym, żeby sobie zapalić, nie
      gadajcie bzdur- cera poprawia się znacznie, życzę pomyślności pozdrawiam:-)
      • Gość: len Re: papierosy IP: *.aster.pl / *.aster.pl 05.11.05, 13:59
        Hehe, a znasz palacza, który nie lubi palić? Przecież to przyczyna każdego
        nałogu - przyjemność.

        Chyba nie chcesz powiedzieć, że ja i moi znajomi utyliśmy bo OPYCHALIŚMY się,
        zamiast chodzić na aerobik? Wiesz, z przyjmowaniem wieloletnim szkodliwych
        substancji to jest trochę inaczej, niż sobie pewnie myślisz. Nie wystarczy
        popić czystą wodę i iść na aerobik, to proces trochę bardziej skomplikowany.
        Alkoholik lub narkoman po kilku latach wyniszczania swojego organizmu, jeśli
        przestanie przyjmować szkodliwą substancję, bardzo szybko nabierze ciała - nie
        będzie się opychał, hehe, bez jaj... Podobnie reaguje organizm palacza, choć
        nie tak spektakularnie przebiegają te procesy i nie u wszystkich identycznie.
        Jeśli zaczynasz wypowiedź od paliłam dosyć długo i najgorsze jest to, że
        lubiłam" to nie brzmisz dla mnie zbyt wiarygodnie, zwłaszcza jako palacz. Co do
        stanu mojej cery to pozostaw mnie jej ocenę. Jeśli piszę że moja cera po dwóch
        latach nie poprawiła się, to znaczy, że się nie poprawiła.
    • Gość: chesterfield Re: papierosy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.11.05, 16:13
      preparat o którym piszesz to chyba Zyban,nie pomyślałam o nim,bo obawiam się,że
      jest równie skuteczny jak plastry.Ale poczytam gdzies i może rzeczywiscie
      zdecyduję się na kurację.

      a powiedz len co robiłaś jak Cię naszła taka niesamowita chęć na fajeczkę?ja
      niestety wytrzymuję jakis czas i macham ręką,aaaa tam co sobie będę
      odmawiała,kiedy to takie przyjemne....Jeśli dojdzie jakis stres to juz przepadam.
      Zgadzam sie z Tobą ,że woda ani sport nie pomagają NIC.Może na zmniejszenie
      apetytu.Do tego dochodza zaparcia,koszmar.
      Ten doktor Li to stale gdzies urzęduje?
    • kalooo Re: papierosy 05.11.05, 19:02
      marchewki i silna wola.
      • Gość: chesterfield Re: papierosy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.11.05, 21:18
        żeby jeszcze tę silną wolę można było kupić w zestawie z np.plastrami:)
    • annika_vik Re: papierosy 05.11.05, 23:16

      Odzwyczajam się juz od palenia ponad 2 lata.

      Piszę, że się "odzwyczajam", bo to jest proces ciągły.
      Wg mnie najważniejsze to nie tracić nadziei, ze się rzuci. W tym momemcie od
      ostatniego papierosa minęło u mnie ponad pół roku. Wcześniej (po mojej decyzji)
      różnie bywało: dwa tygodnie nie paliłam, potem znowu zaczęłam, paliłam tydzień,
      rzucałam itp. Nie ma się co przejmować - jeśli próbujesz, to w końcu rzucisz na
      zawsze. Próbuj, na dzień, na dwa, na tydzień. Warto.

      W niepaleniu najtrudniejszy jest trzeci tydzień, przy którym parę razy się
      poddałam.

      Polecam lekarstwo bez recepty, które za kolejną próbą pomogło mi przejść przez
      ten badziewny trzeci tydzień :) - Tabex. Kosztuje 34 zł bez recepty, a 17 zł z
      receptą (jest refundowany częściowo) i naprawdę pomaga! Przez pierwsze 5 dni
      można palić, ale pali się coraz mniej, a tabletkę przyjmuje sie - tak! - co
      godzina. Potem coraz rzadziej, aż jest już po kuracji.

      Po dwóch miesiacach zaczęłam (niestety) odzyskiwać węch. Papierosy strasznie
      śmierdzą, czuję też ten zpaszek od ludzi, którzy palą. Okropne! No i oczywiście
      czuję też 200 dodatkowych zł w portfelu. To jak dostać podwyżkę :) No i
      odzyskałam czas rano. Teraz potrzebuję tylko 45 minut by wyjść z domu, kidyś 2
      godzin i 7 (sic!) papierosów.

      O tej przyjemności z palenia szybko się zapomina. Nie wiem jak to się dzieje,
      ale po 4 miesiącach mi to zobojętniało. Przestawiłam sie na inne zachowania.

      Z tym tyciem to prawda. Niestety, to nie chodzi o to, że się więcej je. Po
      prostu po rzuceniu faj cały organizm jakby zwaaalniaaa... Dotyczy to też wielu,
      eee.., procesów metabolicznych, domyśl się jakich.

      Jedząc tak samo przytyłam łącznie kilkanaście kilo. Przypuszczam, że około 8 -
      10 to czyste rzucenie fajek, a reszta to moje skłonności do tycia (mam też
      niedoczynność tarczycy i biorę leki) oraz wiek (hm... 20-latką nie jestem).
      Cerę mam jak miałam - taką średnią. Zmarszczek nie miałam, a szarość faktycznie
      zeszła mi z twarzy bez żadnych kremów - cud.

      Spróbuj. Tak po prostu. Nawet sobie załóż, że to tylko na 3 tygodnie, to też
      dobrze. Bierz Tabex. Poradzisz sobie.
      • Gość: chesterfield Re: papierosy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.11.05, 11:51
        Dziękuję anniko
        O tym trzecim tygodniu nic nie wiedzialam,dopiero jak przeczytalam twój
        post,zaczęłam analizowac i mnie olśnilo.Ja tez najczęściej poddawalam się
        właśnie w tym okresie.Teraz wiedząc co mnie czeka mogę się przygotować.

        Kupię dzisiaj Tabex i plastry.Najbardziej sie boję tego jak to ujęłaś
        "zwaalnianiaaa eeee...procesow metabolicznych",bo to wlaśnie z powodu poczucia
        spuchnięcia,ociężałości i ogólnego dyskomfortu wracalam do fajek.Dlaczego mam
        się tak męczyć?Po co?No i było "po robocie"/
        Raz jeszcze dziękuję za porady,trzymaj za mnie kciuki,pozdrawiam.
    • Gość: len Re: papierosy IP: *.aster.pl / *.aster.pl 06.11.05, 01:28
      Tak, tak - to ten Zyban, dobrze zapamiętałam tylko, że na "Z" :) Słyszałam o
      tym leku dobre opinie, ale nigdy sama go nie brałam, ani nikt z mojego
      najbliższego otoczenia.

      Co robię, kiedy najdzie mnie ochota na fajeczka? Przeczekuję ochotę. Brzmi to
      beznadziejnie, ale im dłużej nie palę, tym łatwiej przeczekać mi te ochoty.
      Myślę, że bardzo pomogła mi w początkowej fazie niepalenia ta akupunktura, że
      umiałam się powstrzymać i że potrzeba zapalenia była jednak mniejsza, niżby
      była bez zabiegu. Kiedy zobaczyłam po zabiegu, że mogę nie palić i żyję,
      zaczęło mi coraz bardziej zależeć na tym, żeby nie palić i żeby wytrzymywać. Im
      dłużej nie palę, tym silniejszą mam motywację, żeby do palenia nie wrócić.
      Niestety, CIĄGLE CHCE MI SIĘ PALIĆ! Na szczęście mniej, niż na początku - to
      duża ulga, nie chce mi sie tak gwałtownie, mocno i często, ale mimo wszystko
      często o paleniu myślę i często nachodzi mnie ochota, jest jednak do
      opanowania. Kiedy przypomina mi się, że bym sobie zapaliła z chęcią, to po
      prostu zajmuję myśli czymś innym albo staram zająć się czymś innym i to daje
      dobry rezultat, bo za moment już zapominam o paleniu - do następnego takiego
      momentu. W sumie tak wiele kosztowało mnie niepalenie - wcześniej nigdy nie
      podjęłam się rzuć - że po prostu nie mogę sobie pozwolić na zapalenie. Dla mnie
      zapalenie choćby jednego papierosa oznacza powrót do palenia i to do fajczenia
      na pełnych obrotach i z wielkim zaangażowaniem, jak to robiłam dotychczas. Tak
      więc wiedząc, ile kosztowało mnie przestać palić i że dla mnie każdy durny
      fajek oznacza powrót do palenia, nie daję sobie absolutnie prawa do takiego
      załamania woli. No ale ja mam taką naturę w ogóle - odpuszczam, nie zależy mi,
      nie angażuję się, olewam, nie robię nic, jestem bierna, aż raz na jakiś czas
      się zawezmę i wtedy nie ma przebacz i nie znam dla siebie litości. Na szczęście
      to raz na jakiś czas padło na fajki. Niestety, wyczerpałam chyba na kilka lat w
      ten sposób limit silnej woli i samozaparcia, bo w innych dziedzinach życia
      sobie odpuszczam i się nie sprawdzam ;)

      Na wszelki wypadek podam Ci adres do Chińczyka, może Ty lub ktoś inny będzie
      miał potrzebę skorzystać:

      dr Wiktor Li, przychodnia Komed w Warszawie, Al. Ujazdowskie 20, 1 p. tel.: 628
      74 82/ 628 74 83

      Umawiać trzeba się telefonicznie, przed zabiegiem trzeba powstrzymać się 10
      godzin od palenia (mnie się nie udało), przed zabiegiem i po nie można pić
      alkoholu. Nie wiem, czy obecnie dr Li jest w kraju. Pół roku temu z nim
      rozmawiałam, mówił że będzie wyjeżdżał i wracał w odstępach kilkumiesięcznych.
      Raczej nie polecam polaka, który wykonuje zamiast niego te zabiegi.
      Teoretycznie - wg dr Li - jego metoda powinna być skuteczna i dodatkowo
      zapobiec takim efektom jak tycie, wzmożony apetyt, rozdrażnienie, obniżone
      sapomoczucie, itd. Jeżeli tak się nie dzieje, trzeba do niego iśc na doklucie -
      za darmo albo ze znizką 50%. Jeżeli chce się jeść, je się więcej lub zaczyna
      tyć, to oznacza, że zabieg został wykonany niepprawidłowo albo jest
      niewystarczający - to wg dr Li. Osobiście uważam, że to taki zabieg
      psychologiczny doktora, który ma trochę za zadanie działać jak placebo i
      wzmagać ufność w doktora, jego metodę i sukces :) Tak czy inaczej ja jestem
      zadowolona z wizyt u niego i myślę, że zarówno ja jak i moi bliscy,
      palilibyśmy, gdyby nie te jego nakłucia.

      Tak, zapomniałam napisać o tym efekcie, już zapomniałam jak się męczyłam -
      zupełnie inna, spowolniona przemiana materii, nieprzyjemne objawy ze strony
      układu trawienia, ciągłe zaparcia. Czułam się spuchnięta, w ogóle jakbym
      przestała trawić. Długo taki stan się utrzymywał i bardzo powoli wracał do
      normy. Właściwie do "normy" - czyli stanu sprzed rzucania, do tej pory nie
      wróciłam. Trudno się dziwić, że w takich okolicznościach zaczyna się tyć - nie
      trzeba zmieniać diety, ani więcej jeść.

      • Gość: chesterfield Re: papierosy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.11.05, 11:58
        a pamiętasz jak długo ukł.trawienny wracał do względnej formy?Juz pisalam w
        wątku powyzej,że tego sie boję najbardziej.Brzucha jak balon i tych innych cud
        objawów.

        Dzięki za odpowiedzi,adres i tel.dr Li zachowam,bywam w stolicy od czasu do
        czasu i chociaż nie jestem podatna na sugestie i czary,to w akupunkturę wierzę.

        pozdrawiam
        • Gość: len Re: papierosy IP: *.aster.pl / *.aster.pl 06.11.05, 14:12
          Trudno mi powiedzieć, jak długo procesy, októrych piszemy, normowały się. To
          był powolny i długi proces, do dziś nie bardzo mogę dojść do ładu ze swoim
          cyklem trawienia i wszystkim tym, co się tym łączy. Nawet się temu nie dziwię,
          zaczęłam palić w podstawówce, paliłam bez przerw do jakiegoś 25-26 roku życia,
          czyli przez całe swoje dotychczasowe dorosłe życie. Taka zmiana musi boleć i
          dawać nieprzyjemne skutki. W międzyczasie leczyłam kilka raz wrzody
          dwunastnicy, niedomykanie zwieracza miedzy przełykiem a żołądkiem, wzdęcia.
          Czyli już kiedy paliłam miałam problemy z układem trawienia, po prostu jeszcze
          się nasiliły i dały inne objawy. Może osoba, która nie ma żadnych
          kłopotów "żołądkowych" lepiej znosi okres po rzuceniu, trudno mi powiedzieć. W
          moim przypadku ten cykl powrotu do "normy" był długi i właściwie do tej pory
          się nie zakończył, bo prowadzę bardzo nieusystematyzowany i nieregularny tryb
          życia - późno chodzę spać, wstaję o różnych porach dnia, nie mam stałego
          rozkładu dnia, jadam nieregularnie - to wszytko jeszcze utrudnia złapanie
          równowagi i wymuszenie na organizmie regularnego i przewidywalnego
          funkcjonowania. Może Tobie, skoro pracujesz i żyjesz wg jakiegoś
          przewidywalnego stałego rytmu, będzie łatwiej osiągnąć stan równowagi i stanie
          się to szybciej. Na pewno trzeba i można sobie w tym pomóc - ja nie bardzo o to
          zadbałam. Pamiętam, że pierwszych kilka lub kilkanaście dni było zupełnie
          beznadziejnych, bo czułam się po prostu jakbym zupełnie przestała trawić. Dalej
          jak to przebiegało już trudno mi w czasie ocenić, nie umiem Ci powiedzieć. Poza
          tym na pewno u każdego ma to inny nieco przebieg. Życzę Ci w każdym razie, żeby
          ten okres był jak najkrótszy i żebyś znalazła skuteczną i nieszkodliwą metodę
          na to, by szybko powrócić do tego, co nazywamy "normą", czyli stanu
          przedrzucaniowego :)


          Pozdrawiam!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka