15.11.08, 19:34
Kilka uwag o teorii ewolucji Roberta Darwina w jego słynnym dziele -
"O powstawaniu gatunkow drogą doboru naturalnego", ktore jest
uznawane przez ateistów jako dowód na nieistnienie Boga. Tu
wtrącenie, sam Darwin był wierzący i jeśli ktoś ma możliwość
dostępu do tej pracy naukowej to może przeczytać jego zakończenie.
Tu przytaczam wiernie cytat końcowy -

"Wzniosły zaiste jest pogląd, że Stwórca natchnął życiem kilka form
lub jedną tylko i że gdy planeta nasza, podlegając ścisłym prawom
ciążenia, dokonywała swych obrotów, z tak prostego początku zdołał
się rozwinąć i wciąż jeszcze rozwija nieskończony szereg form
najpiękniejszych i najbardziej godnych podziwu."

Papież JPII publicznie stwierdził, że Kościół może dopuścić ewolucję
jako czynnik sprawczy Stwórcy, rozwoju żywej komórki. Żywa komórka
jest najmniejszym tworem żywej materii zdolnym do wzrostu i
rozmnarzania się, czerpiacym potrzebne produkty z najbliższego
otoczenia. Warunkiem jej istnienia jest DNA czyli pewien związek
chemiczny nie występujący nigdzie indziej poza jądrem komórki. Bez
DNA nie może powstać organizm żywy, a samo DNA może powstać tylko w
żywej komórce. Jak już jest żywy organizm, to jest możliwość
modyfikowania najprostrzego DNA (zawartego np. w bakteriach) co też
zrobił Gobind Khorana za co dostał nagrodę Nobla. Inny biolog Rudolf
Virchow wykazał, że każda żywa komórka powstaje tylko z innej żywej
komórki. Kiedyś wierzono, że organizmy żywe mogą powstawać z materii
nieożywionej tz. samorództwo np. pleśń z sera, muchy z mięsa, pchły
z piachu itd. Obecnie też są tacy co w to wierzą jak np. nasz grgkh,
który prowadził o to spór ze mną i twierdzi, że wie jak to zrobić,
jak wytworzyć organizm żywy z martwej materii, wystarczy
zapronumerować sobie polecane przez niego pisma i każdy to zrobi.
Obserwuj wątek
    • grgkh Bzdury 15.11.08, 21:05
      Nie chce mi się z Tobą gadać. Nie mam tyle czasu, żeby Cię tutaj próbować uczyć chemii, ewolucjonizmu. Żeby mówić coś rozsądnego, powinieneś zapoznać się z materiałami OBU STRON. Zajrzyj sobie na stronkę www.ewolucja.org/ lub jakąś podobną i dużo poczytaj. Dużo, a nie tyle, by miauczeć i udawać, że się coś wie.

      Parę dni temu powiedziałem coś, na co w ogóle nie zareagowałeś, a co podważa całkowicie Twój powyższy wywód. Streszczę, o co chodziło.

      W laboratoriach chemicznych, bez udziału czarodziejskiej różdżki, modłów, pomocy sił nadprzyrodzonych itp. można zsyntetyzować z materii nieorganicznej absolutnie wszystkie składniki (związki chemiczne pośrednie), które występują w organizamach żywych, także w RNA i DNA, a potem je mozolnie łączyć. Natura miała na eksperymenty miliardy lat i testowała swoje produkty wobec wszystkich możliwych wariantów środowiska. My możemy co najwyżej na chybił trafił lub poprzez dedukcję szukać nowych dróg, dających nadzieję na oczekiwany skutek.

      To wszystko jest najzwyklejsza chemia. Wiele z tych syntez potrafimy przeprowadzić na wiele różnych sposobów, co nie oznacza, że poznaliśmy je wszystkie. A więc przejście od materii nieorganicznej do organicznej - takiej jaka jest budulcem organizmów żywych - jest pospolitą zwyczajnością. Nie wymaga bożka.

      Nie znamy dokładnie warunków, w których narodziło się życie i jakie panowały przed miliardami na Ziemi. Ale powstanie życia było teoretycznie możliwe - niczego nadprzyrodzonego do jego inicjacji nie potrzeba.

      Oczy były za każdym razem od nowa i w całkowicie inny sposób "wymyślane" przez przyrodę bodajże 8 razy - poczytaj książki genialnego biologa Dawkinsa. A to znaczy właściwie jednoznacznie, że budowa organizmu jest skutkiem nacisku środowiska na organizm, a nie chciejstwa tego organizmu, by być właśnie takim, jakim jest.

      Kociak, rusz tyłek, wybierz się do biblioteki, pożycz sobie jakąś grubą książkę z chemii, biologii, przeczytaj i zacznij myśleć. Na razie wypowiadasz się po prostu - przepraszam - debilnie. Debilnie, to znaczy bez elementarnego sceptycyzmu, bez którego nauka w ogóle nie mogłaby istnieć; i dogmatycznie, a więc ignorując to, co zaprzecza Twoim tezom. To jest kardynalne łamanie zasad rozumowania, wnioskowania, dyskusji itp.

      Co do nagród Nobla, to ich przyznawanie nie na zawsze nobilitowało tezy wygłaszane przez autora - tu masz dobry przykład, ale było ich więcej: pl.wikipedia.org/wiki/Lobotomia

      I o Darwinie i jego "wierze w bożka". Ja też, jako dziecko, chodziłem do kościoła, bałem się piekła i może jakoś tam naiwnie wierzyłem w pierdoły religijne. To już historia. Dziś, wśród amerykańskich uczonych, wśród których jest wielu noblistów, wierzących w Bozię znajdziesz jak na lekarstwo. Prawdziwa nauka zabija wiarę w bogów.

      Ty, wierząc tak zawzięcie i tak zawzięcie broniąc tej wiary, stajesz po stronie wymierającej grupy. Twoje deklaracje, że masz coś wspólnego z nauką są w tym kontekscie śmieszne.

      Szkoda czasu na takich dziadów jak Ty. I mówię z pełną odpowiedzialnością za słowa, niemal jako Twój rówieśnik. Poszliśmy innymi drogami.

      Ja Ci na tym forum nie robię gęby. Jeśli chcesz mieć swoje tezy, to je miej, wygłaszaj je sobie, ale odpie...l się od mojej osoby. Zrozumiałeś to, głupi, zawistny i mściwy, bucu?

      A teraz Ci urządzam egzamin z inteligencji: Napisz odpowiedź, w której zamieścisz wszystkie możliwe do używania na tym forum tagi z bbcode'u. Nie napiszesz, toś matoł nad matoły. wink
      • w248 Grgkh to ćwok bez matury 15.11.08, 21:40
        Grgkh kłamie jak kazda UB-cka wsza.
        Jan Peweł II powiedział "ewolucja to nie teoria to oczywistosc"
        Ale analfabeci atolscy ciagle wala łbami w szeroko otwarte na
        ewolucję wrota katolicyzmu.
        Na czym polega durnota atola i jego kłamstwo ,to fakt ,ze po chamsku
        usiluje wepchnąc prawo doboru naturalnego do chemii.
        NIE MA PRAWA DOBORU NATURALNEGO W CHEMII. Nie ma zadnej ewolucji
        chemicznej, Nie ma zadnego prawa chemicznego selekcjonującego
        substraty i produkty w kierunku życia biologicznego.
        SAMO-synteza chemiczna zycia jest ABSOLUTNIE NIEPRAWDOPODOBNA.
        Podkreslam SAMO-synteza w praoceanie.
        Bo mozemy zbudowac aparaturę chemiczna i używajac niewystepujących w
        przyrodzie katalizatorow i łamiąc progi energetyczne w stalowych
        reaktorach syntetyzowac rożne rzeczy.
        Ale jednego duren grgkh nie zrozumie - to nigdy nie byly warunki
        mozliwe w praoceanie i prowadzace do SAMO-SYNTEZY
        Czy dac wam dowod jak durny jest grgkh?
        Zycie biologiczne istniało juz w 200 milionow lat po powstaniu
        praoceanu!!!! Co czyni SAMO-syntezę życia abslutnie nieprawdopodobną.
        JEDYNA ALTETNATYWA TO KREACJą I KREATOR. Ale ograniczony i
        uposledzony ateiatyczny nieuk grgkh nigdy nie będzi w stanie tego
        zrozumiec. Po prostu tępak. ha,ha,ha,ha,ha,
        • grgkh Cogito ergo sum 16.11.08, 16:58
          Nie powiedziałem, że życie biologiczne powstało na Ziemi. To było
          zawarte w domyśle poprzedniego postu, ale Cię przeceniłem. Życie
          mogło w mniej więcej gotowej, zarodnikowej postaci przedostać się z
          innego miejsca w kosmosie, gdzie wcześniej miało inne, bardziej
          sprzyjające warunki do powstania.

          I tak wytrącam ci wszystkie argumenty. I tak znów okazuje się, jak
          płytko myślisz.

          A w otwartej przestrzeni kosmicznej pełno jest związków chemicznych,
          które są budulcem życia organicznego. Tak, jak w gwieździe jest
          pełno węgla, który tam - jeszcze - nie tworzy związków organicznych,
          ale po jej opuszczeniu staje się nimi. W przestrzeni kosmicznej
          istnieją miejsca, które mogą być odpowiednikami reaktorów o bardzo
          wymyślnych, specyficznych warunkach fizyko-chemicznych.

          To dzieje się samo, bo to jest możliwe.

          To co jest możliwe, to może być.

          A my jesteśmy, ponieważ jest taka możliwość.

          Pozwól, ze będę sceptyczny dla siebie. Istnienie boga jest, według
          mnie, zbędne, a więc nie istnieje on w moim modelu świata. A na
          istnienie lub historię tego, co widzę, że istnieje, bedę szukał
          wyjaśnienia. Ale nie zmuszaj mnie, bym niepełną wiedzę uzupełniał
          mitologiczną pewnością.

          A ty rób, co chcesz. Chcesz zaprzeczać logice? Zaprzeczaj. Chcesz
          okazywać w ten sposób głupotę? Okazuj. Twoja sprawa.

          Chcę należeć do grupy ludzi, którzy budują obraz świata poprzez
          wątpienie, a nie arogancką pewność narzucaną innym. Prawdziwym uznam
          to, czego prawdziwości mogę dowieść. Reszta może być prawdopodobna,
          jeśli jest mozliwa. Zbędne odrzucam.

          Fakt, nie umiem powtórzyć wielu procesów, które zdarzyły się w
          naturze, ale to normalne. Wyszliśmy ze świata zwierząt, gdzie wiedza
          jest odruchem sprzyjającym przetrwaniu. Szukam, uczę się, błądzę.

          A baśnie? Może dla tych, którzy pozostali dziećmi są one warte tyle,
          co wiedza o świecie. Dla mnie nie. Uważasz, że takich jak ja powinno
          się niszczyć? Żeby zostali tylko tacy jak Ty?

          P.S. A z aroganckimi durniami, jak kociak, nie będę rozmawiał.
          • kociak40 Re: Cogito ergo sum 17.11.08, 20:13

            "P.S. A z aroganckimi durniami, jak kociak, nie będę rozmawiał" -
            grgkh

            Tylko tyle, przy każdym swoim poście będziesz pisał? Ty, który wiesz
            jak powstał Wszechswiat? Tą naukę chcesz zabrać ze sobą? Tu czytają
            inni uczestnicy i mógłbyś jako taki "uczony" przekazać nawet coś
            prostrzego, wytłumaczyć zrozumiale (dla innych) dlaczego
            inaczej "chodzi" zegarek na ręku kosmonauty niż na Twoim ręku?
            Może wówczas inni zrozumieją tak ważną sprawę (tak ważną dla
            zrozumienia Wszechswiata) że nic nie może poruszać się szybciej niż
            światło. Dla Ciebie to pestka takie wytłumaczenie przecież podałeś,
            że jesteś inżynierem. Jakby to był warunek Twego dlaszego pisania na
            tym forum (takie wytłumaczenie), to zamilkłbyś na wieki "znawco
            wszechświata".
            • grgkh Per aspera ad astra 17.11.08, 22:46
              Z aroganckimi durniami nie warto rozmawiać.

              Na Twoje zarzuty: bełkot o chemii oraz ewolucjonizmie napisałem, co sądzę. Zignorowałeś to. Potwierdziłeś kolejny, może już setny raz, że o nauce nie warto z Tobą zaczynać dyskusji. Odczekasz nieco i będziesz znów, jakby nie było moich, wyżej wymienionych zdań, powtarzał swoje religijne bzdety.

              Ignorowanie i ignorancja, to Ty.

              I zakładanie nowych wątków, bo w starych nie potrafisz niczego kontynuować.

              A nowe są nie po to, by wrócić do tematu, który sam rozpocząłeś, ale po to, by mi przywalić. Myśl, co chcesz, pisz, co chcesz, mnie to zwisa. Nie jesteś w stanie mi nic zrobić, a im bardziej się wściekasz, tym większe widowisko z siebie robisz.

              Jestem tu po to, by troszkę "powalczyć" z takimi jak Ty na tematy religijne. I z prawdziwą rozkoszą roznoszę was w puch. wink A przy okazji kieruję pod strzechy nieco wiedzy o religii i jej wyznawcach.

              To jest mój główny, niemal jedyny cel, kotku.
      • kociak40 Re: Bzdury 15.11.08, 21:52

        Ja tylko biorę odpowiedzialność za to co sam piszę. Dopuki nie
        stworzono czegoś z niczego, dopuki nie ożywiono materii martwej,
        nie ma co snuć przypuszczeń co by było gdyby. Podałem już trzy
        warunki w innym swoim poście, których wykluczenie choćby jednego,
        będzie końcem religii, bo dopuszczenie tego w nauce i potwierdzenie
        tego doświadczalnie całkowicie eliminuje potrzebę kreatora. Odnieś
        się do tego, po co piszesz takie długie teksty, które można między
        bajki włożyć. Jak sądzę, nie zrozumiałeś nawet tego pierwszego
        warunku odnośnie największej prędkości oddziaływania. Jakbyś to
        wykazał, że jest większa, tym samym dowiódłbyś, że jest taki rodzaj
        energii, którego nie znamy, a który podważy całą znaną naukę fizyki
        i wtedy może jest możliwość powstania czegoś z Twojej samej
        informacji. Jak tego nie zrobisz, to Twoje tezy można zaliczyć do
        bajek. Trudno się dyskutuje z Tobą, nawet jakbym chciał to robić
        poważnie, bo za mała wiedzę rzeczywistą reprezentujesz i dlatego nie
        moższe zrozumieć pewnych spraw, a na wiarę przyjmujesz to czego nie
        rozumiesz.
      • kociak40 odpowiedz dla grgkh cd. 15.11.08, 22:21

        Na tak długi Twój tekst pozwolę sobię jeszcze coś napisać, bo nie
        masz racji.
        Tak dla przypomnienia. Izaak Newton był wierzącym - arianinem i
        takim pozostał po sformuowaniu swoich praw, a nawet jak sam pisał,
        wiara jego wzrosła. Wierzącym (w inny sposób niż katolicy) był
        Albert Einstein (jego słynna odpowiedz dla Nielsa Bohra - "nie mogę
        uwierzyć, że Bóg gra w kości!", jak nie rozumiesz tego znaczenia
        chętnie powtórzę dlaczego tak odpowiedział), Darwin był i pozostał
        wierzącym po sformuowaniu teorii ewolucji. Można dawać inne
        przykłady z tego zakresu słynnych umysłów, tylko po co?
        Już pisałem Ci dziesiatki (jak nie więcej) razy, że nie muszę czegoś
        czytać, czegoś szukać itd. Mam wyłącznie wiedzę z nauk tz. ścisłych,
        konkretnie z calego zakresu mechaniki i to mi wystarcza. Rozumiem
        terminy, masa, ciężar, energia, siła, itd. i to wszystko co jest z
        tym związane, znam relacje między tymi wielkościami, umiem się nimi
        posługiwać bo mam to na codzień w użyciu. Rozpatrując Wszechświat
        musisz z tego zakresu nauki korzystać bo związane jest to z energią,
        masami, ruchem obrotowym, układami inercjalnymi i nieinercjalnymi,
        przepływem energi, ruchem postępowym itd. Nie znam się na filozofi,
        chemię znam tylko z zakresu I semestru PW i nie jestem alfą i omegą
        tak jak Ty.
        • baba_z_magla Re: odpowiedz dla grgkh cd. 21.11.08, 10:03
          Kociak - walisz takie kompromitujące błędy ortograficzne, że coraz poważniej
          myślę o tym, że ten dyplom dostałeś za pochodzenie. Możesz się tu wymądrzać, ale
          wywód, w którym występuje "dopuki, najprostrze, beszczelność" i masa masa innych
          błędów, które zdradzają niestety idiolektyczną (to nie obraźliwe) prostotę.

          A dyslektykiem to Ty nie jesteś, co widać wyraźnie na próbkach tekstu.
          • kociak40 Re: odpowiedz dla grgkh cd. 21.11.08, 15:32

            Już się tłumaczyłem z tego, słaby jestem z ortografi, zawsze ją
            traktowałem jako "zło konieczne". Jak piszę odręcznie nie popełniam
            takiej ilości błędów ortograficznych. Na klawiaturze piszę 1-2
            palcami i nie patrzę na monitor jak to "wygląda". Tak już jest.
            Pogodziłem się z tym.
            • baba_z_magla Re: odpowiedz dla grgkh cd. 21.11.08, 17:39
              Niektórzy godzą się z tym, że śmierdzą im skarpetki, albo że herbatę miesza się,
              stukając łyżeczką o ściankę naczynia, a zupę siorbie.
              Ja się na to nie godzę.
        • grgkh Elementarne błędy logiczne 21.11.08, 14:19
          kociak40 napisał:

          >
          > Izaak Newton był wierzącym - arianinem i takim
          > pozostał po sformuowaniu swoich praw, a nawet jak sam pisał,
          > wiara jego wzrosła.

          Twój umysł nie potrafi posługiwać się logicznym myśleniem. I to jest przykład.

          Bronisz religii twierdząc, że Newton odkrył coś i nadal wierzył. To tak, jakby jeden przypadek szczególny, mimo innych zaprzeczających tezie, miał dowodzić jej prawdziwości.

          Dno intelektualne. Ten sposób myślenia eliminuje Cię całkowicie z grona ludzi, którzy mają prawo mówić o czymkolwiek, że jest prawdziwe.

          Logika to podstawa myślenia. Ty masz to już a głowy. Na zawsze.

          > Albert Einstein (jego słynna odpowiedz dla Nielsa Bohra - "nie
          > mogę uwierzyć, że Bóg gra w kości!", jak nie rozumiesz tego
          > znaczenia chętnie powtórzę dlaczego tak odpowiedział),

          Einstein nie wierzył w kreatora. Powtarzasz bzdury...
          • kociak40 Re: Elementarne błędy logiczne 21.11.08, 15:43

            To, że przyjmowane jest, że osobiście Einstein w jakiś sosób
            był wierzący (może tak jak Religa, ktory publicznie powiedział, że
            nie jest wierzącym ale "Coś" musi być, bo to istnieje) opierane jest
            w jego odpowiedzi dla Nielsa Bora (cytowałem to). Jak wiesz o co
            chodzi i dlaczego tak odpowiedział, to skomentuj to.
            • baba_z_magla Re: Elementarne błędy logiczne 21.11.08, 17:41
              Religa tak powiedział, bo siedział między Pisiorami, inaczej nie wypadało - to
              tak zwany dyplomatyczny wykręt
            • grgkh Re: Elementarne błędy logiczne 21.11.08, 19:05
              I znów te elementarne błędy konstrukcyjno-logiczne.

              Cytat
              kociak40 napisał:
              > To, że przyjmowane jest, że osobiście Einstein w jakiś sosób
              > był wierzący (może tak jak Religa, ktory publicznie powiedział, że
              > nie jest wierzącym ale "Coś" musi być, bo to istnieje) opierane
              > jest w jego odpowiedzi dla Nielsa Bora (cytowałem to).
              > Jak wiesz o co chodzi i dlaczego tak odpowiedział,
              > to skomentuj to.


              Co znaczy "w jakiś sposób"? Co znaczy w ogóle "wierzyć"?

              Do Twojej logiki nie da się dotrzeć, bo już kiedyś o tym dość długo rozmawialiśmy. Zero porozumienia. Ignorujesz argumenty, jakby ich nie było. I znów, w kółko te same bzdury. I wciąż z tą samą pseudo logiką.

              Wierzyć - składać jednorazową deklarację, że się jest pewnym. A więc nie mydlmy sobie oczu, że jest inaczej.

              Cwaniacy spod sztandarów manipulowania znaczeniami łączą to "wierzyć" jednorazowe z wierzeniem statystycznym, czyli uśrednieniem pewnych ilości takich deklaracji (myśli). A przecież jeśli ja kiedyś, jako indoktrynowane dziecko mówiłem, że wierzę, to nie znaczy, że średnio jestem "trochę" wierzący, a trochę nie.

              Liczy sie tylko to, co w danym momencie mówimy. Jak wtedy czujemy. Jak się deklarujemy.

              A więc "wiara" jest jednorazowa i MUSI zawierać opcję prawda-fałsz, a nie jakąś wartość średnią, rozmytą, zawierającą się między zerem a jedynką (prawdopodobieństwo).

              Wierzy się będąc pewnym. I żadne homonimy (...wikipedia/Homonim) tego nie zafałszują. A trzeba być naprawdę pozbawionym podstawowego wyczucia logiki języka, żeby tego nie dostrzegać. Albo trzeba mieć złą wolę, wolę manipulowania w imieniu nieprawdy.

              A co masz Ty? (trzeciej opcji nie ma)

              A jakiego rodzaju wiara jest "wiara w jakiś sposób"? Rozumiem, że nie wystarcza Ci kwalifikacja prawda, fałsz. Chcesz mieć specjalnie dla siebie, dla swoich kiepskich tekstów "prawda w jakiś sposób" oraz "kłamstwo w jakiś sposób". Chcesz i masz. Ale tego się czytać nie da, bo mózg zaczyna się gotować z przegrzania od wpadnięcia w "pętlę antylogiki bez wyjścia".

              Po świecie chodzi tłum ludzi, którzy kiedyś, wtedy gdy pobierali podstawowe nauki, nie nauczyli się logiki. Przyszedł do nich Bóg (a właściwie przyprowadzono jakąś jego wersję) i powiedział, że bez niego zginą. Uwierzyli mu. Ale wraz z Bogiem przyjęli równocześnie, że świat trzeba jakoś tłumaczyć (bez takiego tłumaczenia żyć nie wolno). A w tym tłumaczeniu - znów według Boga - należy przyjmować, że pewnych kwestii "nie da się wytłumaczyć".

              Sprytne, prawda?

              Z jednej strony zakaz, a z drugiej strony od razu ten zakaz jest łamany.

              Cholerna teologia. Bzdura na bzdurze. Nonsens na nonsensie. Każde niemal zdanie zawiera takie pułapki. Ale ludzie religii są z nimi oswojeni. To dla nich normalka. Wiedzą, że to jest "ponad ludzkie pojęcie". I oczywisty fałsz schowaliśmy pod kołderkę. Wiemy, nie wiemy, coś tam bełkocemy, ble, ble, ble...

              Jak z nimi rozmawiać?

              Wszystkie tematy "pochodne" odkładać na później. Wracać do korzeni. Wykazywać im elementarne błędy logiczne. To, co opiera się na idiotyzmie nie może być uznawane za prawdę.

              Nauka zachowuje pod tym względem żelazną konsekwencję. W każdym procesie dowodowym wszystkie fragmenty są sprawdzane po wielokroć i nikt, nigdy nie powie, że to jest ostateczna wersja. Bo przecież mogliśmy coś przeoczyć. Bo w przyszłości możemy mieć nowe dane i dowodzenie trzeba powtórzyć.

              Religia wie i nie odstąpi od tej pewności skrytej za zasłoną fałszywości. Bo to system. Można im po tysiąckroć wykazywać błędy, ale ona przeczeka aż zostawimuy ją w spokoju i wróci, by innych zwodzić na manowce. Wróci, by podpierać się nauką. By udawać, że jest z nią za pan brat.

              Największy fałsz ludzkiego rozumu. Odstępstwo od logiki.

              Uczmy dzieci myśkeć logicznie. Pozwalajmy im zadawać pytania i uczciwie odpowiadajmy - jeśli nie wiemy, to mówmy, że tak jest. To żaden powód do wstydu. Nine pozwólmy na zagnieżdżenie się w umysłach aprobaty dla kłamstwa, dla odstępstwa od logiki. Bo myślenie, to tylko logika. A reszta to bajka, poezja, zabawa, ale na pewno nie wiedza o świecie.

              A o Einsteinie masz w artykule Agnosiewicza "Nauka zaangażowana". A przy okazji zerknij na to Skąd fluktuacja wie, KIEDY i GDZIE ma nastąpić?
        • grgkh "Fakty i Mity" - "Porwanie Einsteina" 21.11.08, 14:21
          NUMER: 19(427) 2008

          Zdobycie znanej i wpływowej postaci przez daną religię lub Kościół, choćby na łożu śmierci, jest zawsze świetnym interesem. Niemal tak dobrym jak pozyskanie dobrego aktora do reklamowania koszul lub majtek.

          Na stronie 11 w tym numerze opisujemy przejmującą historię psychicznego maltretowania konającego Fryderyka Chopina. Nad umierającym znęcał się ksiądz – po to, by muzycznego geniusza sprowadzić, choćby w ostatniej chwili, na łono Kościoła i obwieścić światu tryumf katolicyzmu nad duszą hardego grzesznika. Można zapytać, czy wspomniany ksiądz z równym uporem i samozaparciem walczył o zbawienie wieczne konających biedaków lub robotników z podparyskich przedmieść. Wiadomo, że nie. Z taką zaciekłością walczy się tylko o dusze znane i podziwiane, ale nie z powodu miłości do nich, lecz dla spodziewanej chwały i korzyści Kościoła. Nawrócony Chopin świetnie nadaje się jako budująco-zatrważający przykład do rekolekcyjnych kazań. Budujący, bo podkreśla wielkość Kościoła, przed którym korzyli się najbardziej hardzi i najbardziej znani. A zatrważający, bo ścina z nóg zbuntowane dusze, pokazując, że każdy przed oddaniem ostatniego tchnienia przyjdzie na kolanach, by prosić Kościół o uwolnienie z grzechów.

          Kościół ma trochę faktycznych i domniemanych osiągnięć na polu skutecznego maltretowania umierających za pomocą religii. Obok Chopina, który był nie tylko człowiekiem niewierzącym, ale być może także biseksualistą, skruchę na krótko przed śmiercią okazał także Oscar Wilde – gwiazda brytyjskich salonów literackich, zniszczona później przez media i skazana przez sąd na więzienie za romans z lordem Alfredem Douglasem. Zmyślona przez kaznodziejów jest natomiast historia rzekomego nawrócenia najgorszego z oświeceniowych wrogów Kościoła – Woltera. Na polskim podwórku duchownym udało się złowić duszę ciężko chorego ateisty i śpiewającego poety – Jacka Kaczmarskiego. Podobny numer nie udał się natomiast ze Stanisławem Lemem, ale za to na jego pogrzeb przyczłapał nieproszony duchowny, który świeckiemu pochówkowi próbował nadać religijny charakter. W tym dręczeniu konających i podłączaniu się pod znane trumny jest coś obrzydliwego i dobrze oddającego obłudną naturę Kościoła. A także jego zwichrowaną moralność, która sugeruje, że jakoby jednym aktem można łatwo przekreślić cały dorobek dotychczasowego dobrego czy złego życia.

          Jedną ze sztuczek ludzi religijnych jest także przekręcanie wypowiedzi znanych osób i interpretowanie ich dla potrzeb religijnej propagandy. Chyba najbardziej znaną ofiarą takich manipulacji jest Albert EINSTEIN. Któż nie słyszał, że ten największy fizyk XX wieku był osobą wierzącą? Tymczasem nie ma żadnego powodu, aby twierdzić, że wierzył on w osobowego Boga. Oto, co sam pisał w liście do jednego ze znajomych na temat krążących na ten temat insynuacji: „To, co pan przeczytał o moich przekonaniach religijnych, było oczywistym kłamstwem. Przekłamaniem systematycznie powtarzanym. Nie wierzę w spersonifikowanego Boga. Nigdy temu nie zaprzeczałem, zawsze deklarowałem takie podejście jasno i klarownie. Jeśli jest we mnie coś, co można nazwać pierwiastkiem religijnym, może to być jedynie i wyłącznie niewysłowiony podziw dla struktur świata, którą jak dotąd udało się odkryć dzięki postępom nauki”. Innym razem oświadczył: „Nie wierzę w nieśmiertelność jednostki. Uważam także, że etyka jest wyłącznie ludzkim atrybutem, w którym w żadnym razie nie kryje się żadna nadludzka czy nadprzyrodzona siła”. Słowa te trudno nazwać wyznaniem wiary w jakiegokolwiek boga. Warto przypomnieć, że zafascynowany wszechświatem jest także Richard Dawkins, chyba największy ze współczesnych wrogów religii. Wypadało by zatem, aby religijni propagandziści oddali ludziom niereligijnym EINSTEINa, którego w żaden sposób nie można uznać za podporę jakiegokolwiek wierzenia.

          Marek Krak
        • grgkh "Fakty i Mity" - "Przypadłość dziecięca" 21.11.08, 14:25
          NUMER: 21(429) 2008

          W ostatnich tygodniach pisaliśmy na tych łamach o bezpodstawnych próbach zawłaszczania przez środowiska religijne osoby Alberta EINSTEINa. Spieszę donieść, że pojawiły się właśnie kolejne dowody niewiary wielkiego fizyka.

          Zanim jednak zajmiemy się treścią nowo odkrytego listu EINSTEINa, powróćmy na chwilę do Nagrody Templetona przyznanej polskiemu księdzu Michałowi Hellerowi za mieszanie nauki i religii, o czym pisaliśmy w „FiM” przed tygodniem. Wśród wielu głupstw, które napisała na ten temat prasa, na szczególną uwagę zasługują wynurzenia dziennika „Irish Times”, powtarzane przez polskie media.

          Otóż zdaniem irlandzkiej prasy, owa nagroda (będąca de facto łapówką dawaną naukowcom za schlebianie religii) jest „ciosem dla ideologów ateizmu”. Mało tego, jest ona rzekomo dowodem na to, że należy „uwzględnić Boga w równaniu matematycznym”, oraz wskazówką, iż „trzeba dopuścić intelektualną tezę zakładającą, iż rzeczywistość doświadczana przez nas wykracza poza to, co da się wymierzyć przy pomocy technologii i zanalizować w laboratorium”. Cały ten zacytowany stek bzdur i pobożnych życzeń wypływa ponoć z faktu przyznania nagrody będącej przecież niczym innym, jak tylko finansową uprzejmością ofiarowaną przez religijnego bogatego biznesmena innym religijnym ludziom. A jeśli jakiś niewierzący miliarder będzie rozdawał duże pieniądze naukowcom krytykującym religię, czy będzie to koronnym dowodem na to, że Boga nie ma?

          Polskie media piały z zachwytu nad wielkodusznością księdza Hellera, który całą nagrodę przeznaczył na stworzenie Centrum Kopernika, nowej instytucji, która ma badać relacje między nauką i religią. Może i jest to jakiś rodzaj hojności, ale mam dziwne przeczucie graniczące z pewnością, że ksiądz Heller zostanie szefem instytucji, którą tak sowicie obdarował. Innymi słowy – że pieniędzy nie ofiarował, ale zainwestował je w swój przyszły zakład pracy. Fundacja Templetona obiecała zresztą wspierać w przyszłości finansowo ów ośrodek. Sam projekt Centrum Kopernika jest znamienny dla naszych czasów powszechnej retenebracji, czyli powrotu ciemności, że użyję tu bardzo cennego określenia stworzonego przez profesora Jerzego Drewnowskiego. Otóż ośrodek badający relacje między nauką, filozofią i teologią jest wspólną inicjatywą Uniwersytetu Jagiellońskiego i Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie, na której pracuje ksiądz Heller. Pomysłodawca centrum zaklina się, że badania będą prowadzone obiektywnie. Ale jak może być bezstronnie prowadzona praca naukowa w ośrodku, który zapewne osobiście będzie prowadził ksiądz, zobowiązany przecież do głoszenia tez zgodnych z doktryną Kościoła rzymskokatolickiego? Na dodatek nowa placówka będzie działała, jak wspomnieliśmy, pod auspicjami PAT, czyli uczelni, której celem jest nie tyle szukanie prawdy, co dowodzenie, że cała prawda jest w Kościele. Tworzenie tego typu placówek nie służy ustalaniu faktów, a raczej rozsiewaniu mglistej zasłony złudzeń i niedomówień, mających sprawiać wrażenie, że religia jest „naturalnym” uzupełnieniem nauki. Mam też dziwne przeczucie, że rychło na Centrum Kopernika pójdą polskie pieniądze publiczne, przeznaczone na prowadzenie badań naukowych... Bo taka jest kolej rzeczy w Klechistanie.

          Naukowcom, którzy spieszą, aby wzmacniać polski i światowy ciemnogród, dedykujemy słowa Alberta EINSTEINa, genialnego fizyka, aktywisty na rzecz praw człowieka, pacyfisty i socjalisty, który w niedawno opublikowanym prywatnym liście napisał przed pół wiekiem: „Słowo »Bóg« nie jest dla mnie niczym więcej, jak wytworem ludzkiej słabości, a Biblia – zbiorem wspaniałych legend, które są dla mnie jednak dość dziecinne”. EINSTEIN, który sam był Żydem i wspierał Żydów zagrożonych przez nazizm, nie wahał się napisać w tym samym liście: „Dla mnie osobiście religia żydowska (Stary Testament), jak wszystkie inne, jest wcieleniem najbardziej dziecinnych przesądów”.

          Obawiam się jednak, że autorytet EINSTEINa w oczach polskich uczonych jest niczym w zestawieniu z „dokonaniami” zmarłego przed trzema laty Geniusza z Krakowa, emisariusza Boga na ziemi, którego autorytet i sława wypływa głównie z faktu, że był powszechnie znany...

          MAREK KRAK
        • grgkh "Fakty i Mity" - "Nauka zaangażowana" (1) 21.11.08, 18:14
          NUMER: 23(431) 2008

          Niegdyś teologowie i zakonnicy ścigali, potępiali, a bywało, że i palili naukowców, którym się kolana nie zginały. Dziś role się odwróciły: nauka triumfuje, a teologia walczy o przetrwanie.

          Dzisiejsi teologowie wiedzą, że nauka jest dla nich groźna, dlatego korumpują poszczególnych naukowców, bo przecież każdy sojusznik się liczy. W przeciwieństwie jednak do triumfującej teologii, naukowcy walczą jedynie słowem i pismem.

          Do najważniejszych zaangażowanych naukowców należy bez wątpienia Steven Weinberg (ur. 1933) – wybitny amerykański fizyk, laureat Nagrody Nobla, którą otrzymał w roku 1979 wraz z Sh. L. Glashowem i A. Salamem za wkład w rozwój teorii oddziaływań między cząstkami elementarnymi, a zwłaszcza za sformułowanie tzw. zunifikowanej teorii oddziaływań słabych i elektromagnetycznych, w którą po jej ogłoszeniu w 1967 r. uwierzyło jedynie nieliczne grono fizyków. W latach 1969–1973 był profesorem Massachusetts Institute of Technology; w latach 1973–1983 – profesorem Harvard University; od 1982 r. – University of Texas w Austin. Jest członkiem Narodowej Akademii Nauk (NAS), Towarzystwa Królewskiego w Londynie, Amerykańskiej Akademii Sztuk i Nauk, Międzynarodowej Unii Astronomicznej i Amerykańskiego Towarzystwa Filozoficznego. Jest autorem wielu książek, m.in. „Pierwsze trzy minuty” (1977 r., wyd. pol. 1980; przetłumaczona na ponad dwadzieścia języków. Kiedy Hawking pisał w 1988 r. swoją „Krótką historię czasu”, książkę Weinberga uznał za jedną z najlepszych, jakie napisano do tego czasu o wczesnym wszechświecie); „Discovery of Subatomic Particles”; „Dreams of a Final Theory”; „Gravitation and Cosmology”; „Facing Up: Science and Its Cultural Adversaries” (Harvard University Press, 2001). Weinberg w czasie Holocaustu stracił całą rodzinę swojej matki. Jego żona jest profesorem prawa University of Texas.
          Mówi się o nim jako o prawdziwym, autentycznym „człowieku Odrodzenia naszych czasów” albo „EINSTEINie naszych dni”. Ma honorowe tytuły naukowe najważniejszych uniwersytetów całego świata. W 2002 roku American Humanist Association przyznało mu nagrodę Humanist of the Year (znamienne: naukowiec – humanistą roku!). Ponadto otrzymał Narodowy Medal Nauki, Nagrodę Heinemanna z dziedziny matematycznej fizyki, Medal Cressona Instytutu Franklina, Medal Madisona Uniwersytetu w Princeton, Nagrodę Oppenheimera i in. Od czasów L. Eyseleya czy L. Thomasa nikt tak jak on nie ukazywał tak pięknego oblicza nauki w utworach poetyckich. Otrzymał Nagrodę Thomasa jako „najlepsze ucieleśnienie naukowca-poety”. Kiedy odbierał tę nagrodę, powiedział, że oprócz nauki pasją jego życia jest uwalnianie ludzi z przesądów religijnych.

          Przekonywał m.in., że religia jest obrazą ludzkiej godności:
          Osobiście sądzę, że nauczanie nowoczesnej nauki jest czynnikiem korodującym dla wierzeń religijnych i całkowicie to popieram! Rzecz, która faktycznie prowadziła mnie przez życie, to przeświadczenie, że jedną ze społecznych funkcji nauki jest uwalnianie ludzi od przesądów”;
          Cała historia ostatnich tysięcy lat była historią religijnych prześladowań, wojen i krucjat”;
          Mam nadzieję, że ta długa i smutna opowieść, napędzana przez księży, pastorów i rabinów, ulemów, imamów, bodhisattwów, dobiegnie końca. Jeśli nauka może się przyczynić do zakończenia tego, to najważniejszą przysługą, jaką moglibyśmy uczynić, będzie rzeczywistość, w której nie będziemy już musieli oglądać więcej księży, pastorów i całej tej reszty. Religia jest kompletnym nonsensem i okropną szkodą dla ludzkiej cywilizacji”.

          W kwestii zasług religii dla moralności społeczeństw Weinberg zauważył: „Z religią czy bez, dobrzy ludzie będą postępować dobrze, a źli – źle, ale złe postępowanie dobrych ludzi to też zasługa religii”. Z pasją zwalcza pseudonaukowe roszczenia kreacjonistów. Wyznał nawet, że swym kolegom zajmującym się biologią ewolucyjną zazdrości najbardziej tego, iż znajdują się na pierwszej linii walki z kreacjonizmem. Jednocześnie występuje przeciwko myślicielom postmodernistycznym i filozofom nauki w obronie racjonalizmu i obiektywizmu naukowych teorii.

          Kiedy w 1999 r. otrzymał zaproszenie na konferencję „Kosmiczne pytania”, która miała dotyczyć nauki i religii, powiedział: „Dowiedziałem się, że celem tej konferencji jest konstruktywny dialog pomiędzy nauką i religią. Jestem zwolennikiem dialogu pomiędzy nauką i religią. Jednakże nie konstruktywnego dialogu!”. Sam fakt, że przybył, był już jego ustępstwem – na ogół uważa, że taki dialog może sprawić wrażenie, iż nauka może z religią prowadzić dialog, a według niego, jest to absurd, który niepotrzebnie stwarza pozory wiarygodności. Na konferencji wykazał się jednak otwartością niebywałą i oświadczył, że mógłby nawet zmienić swój pogląd w kwestii Wielkiego Projektanta (Inteligent Designer, nowy koncept kreacjonistów), gdyby otrzymał jakiś sensowny dowód: „Gdyby nagle do tego oto audytorium zstąpił anioł z płonącym mieczem i ugodził mnie”.
          Oczywiście, nie jest to jedyny wybitny naukowiec, który odrzuca postulowany obecnie przez Kościół „dialog religii i nauki”.

          c.d.n.
        • grgkh "Fakty i Mity" - "Nauka zaangażowana" (2) 21.11.08, 18:14
          c.d.

          Niels Bohr, noblista z fizyki, uważał, że „przekonania religijne są błędne, przynoszą szkodę”.

          Inny noblista fizyczny, Richard Feynmann, stwierdził: „Nie wydaje mi się, by ten fantastycznie cudowny wszechświat, ta ogromna przestrzeń istniejąca przez tyle czasu oraz różne gatunki zwierząt, wszystkie te rozmaite planety i atomy z wszystkimi ich ruchami, i tak dalej, aby ten cały skomplikowany świat był jedynie sceną stworzoną po to, by Bóg mógł obserwować ludzi walczących o dobro i zło – a taki jest właśnie pogląd religijny. Ta scena jest zbyt duża jak na ten dramat”.

          Lynn Margulis, twórczyni endosymbiotycznej teorii o pochodzeniu mitochondriów i chloroplastów, napisała: „Przyznaję, że według moich własnych przekonań wszystkie zorganizowane religie są zinstytucjonalizowaną złudą, wzajemnym oszałamianiem się i śmiesznym, dzikim trybalizmem”.

          Bertrand Russell, matematyk, logik, współautor dzieła „Principia Mathematica”, napisał całą rozprawę o sprzeczności religii i nauki, wyznając m.in.: „Mój pogląd na religię jest taki jak Lukrecjusza. Religię uważam za zrodzoną z lęku chorobę i źródło niewypowiedzianych cierpień rodzaju ludzkiego”.

          Nawet Wolf Singer – naukowiec związany z Papieską Akademią Nauk w Rzymie (dzięki niej doszło do uznania przez Watykan teorii ewolucji) – otwarcie głosi swą niewiarę: „Jak długo wszystko to, co rozgrywało się przed naszymi oczami, nie miało wytłumaczenia, łatwo było przypisać działaniu kierującej ręki. Teraz, kiedy w większości możemy znaleźć wytłumaczenie dla tego, czego doświadczamy, nie potrzeba nam już wytłumaczenia w postaci kierującej ręki. Sami potrafimy zrozumieć, dlaczego po A następuje B”.

          Najbardziej interesującym przypadkiem jest Albert EINSTEIN, bo z jednej strony cytują go obrońcy idei „dialogu”, z drugiej zaś – ateiści. Wierzącym służy on takimi myślami, jak: „Bóg nie gra w kości”, a zwłaszcza: „Nauka bez religii jest kulawa i odwrotnie – religia bez nauki jest ślepa”. A jednak EINSTEIN był „walczącym agnostykiem” i nie był za tym, co dziś rozumie się jako „dialog nauki i religii”, czyli... niekrytykowanie przez naukowców religijnego punktu widzenia.

          Świadczą o tym choćby takie jego wypowiedzi: „Nie potrafię sobie wyobrazić Boga, który karze i nagradza stworzone przez siebie istoty i którego zamiary wzorowane są na ludzkich. Słowem – Boga, który jest odbiciem ludzkich ułomności. Nie wierzę też, by człowiek mógł przetrwać po śmierci swego ciała, choć ludzie słabego ducha wierzą w takie rzeczy, kierowani strachem lub pożałowania godnym egotyzmem”;
          Przy wpajaniu ludziom tego, co moralnie słuszne, kaznodzieje powinni zdobyć się na odwagę i odrzucić doktrynę osobowego Boga, to znaczy nie powoływać się dłużej na owo źródło strachu i nadziei, dzięki któremu w przeszłości kapłani skupiali w swych rękach tak ogromną władzę”;
          Moralność człowieka zależy od zdolności współodczuwania z innymi ludźmi, wykształcenia oraz więzi i potrzeb społecznych; żadna religia nie jest do tego potrzebna. Człowiek byłby zaiste żałosną istotą, gdyby kierował się w życiu wyłącznie strachem przed karą i nadzieją na nagrodę po śmierci”;
          W kwestii istnienia Boga zajmuję stanowisko agnostyka. Jestem przekonany, że aby uświadomić sobie zasadnicze znaczenie zasad moralnych w czynieniu naszego życia lepszym i szlachetniejszym, nie musimy odwoływać się do idei osobowego prawodawcy, zwłaszcza takiego, który karze i nagradza”.

          Kropką nad „i” jest tutaj niedawno upubliczniony list EINSTEINa z 1954 roku do filozofa Erica Gutkinda, w którym wyraża on swe radykalne poglądy na religię: „Słowo »Bóg« nie jest dla mnie niczym więcej niż wytworem ludzkiej słabości, a Biblia – zbiorem wspaniałych, pierwotnych legend, które są jednak dość dziecinne (...). Dla mnie osobiście religia żydowska, jak wszystkie inne, jest wcieleniem najbardziej dziecinnych przesądów”.

          O cóż więc w tym chodzi? Czy EINSTEIN mówił sprzeczne rzeczy? Oczywiście nie. Szarpiący go apologeci wyrywają po prostu jego myśli z kontekstu, bez którego nie da się ich właściwie zrozumieć. Po pierwsze, EINSTEIN używa metafor (np. ów „Bóg niegrający w kości”wink, a jeśli głosi niesprzeczność religii i nauki, to nie myśli o religii wypchanej świętymi, aniołami, bogami i dogmatami, lecz o specyficznym uczuciu religijnym, które jest ważne, według EINSTEINa, także dla naukowca, bo jest ono impulsem do badania naukowego.

          O co chodzi? „Bardzo trudno wyjaśnić to uczucie komuś, kto jest go całkowicie pozbawiony, zwłaszcza że żadna antropomorficzna koncepcja Boga temu nie odpowiada. Jednostka odczuwa nicość ludzkich pragnień i celów razem ze wzniosłością i cudownym porządkiem, które objawiają się zarówno w przyrodzie, jak i w świecie myśli”. Gdzie indziej powiada: „Religia przyszłości będzie religią kosmiczną. Przekroczy ona osobowego Boga i odrzuci dogmaty i teologię. Będzie opierać się na religijnym zrozumieniu, wypływającym z doświadczania natury i duchowości jako pełnej znaczenia jedności”. Jeśli więc EINSTEIN broni religii, to nie chodzi mu przecież o religię papieży czy popów, lecz o religię nowoczesną... ateistyczną.

          MARIUSZ AGNOSIEWICZ
          www.racjonalista.pl
          • kociak40 Re: "Fakty i Mity" - "Nauka zaangażowana" (2) 24.11.08, 03:10

            "„Bóg nie gra w kości”" , za tym powidzeniem, kryje się to, że nie
            uznał odrzucenia zasady przyczynowości. Albert do końca życia nie
            chciał uznać tego. Przyczynowość to jednak wiara w "Coś".
    • prskchx Re: Życie 21.11.08, 15:21
      Jak widzę złość odbiera Ci możliwość myślenia racjonalnego.
      • billy.the.kid Re: Życie 21.11.08, 20:34
        jak ta religia PRZEKROCZY- z czego bedzie żył łociec rydzyk?
        do czego modłuy będą zanosic mocherki?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka